Wydawnictwa płytowe aspirujące do najlepszych
(rozdział trzydziesty czwarty, część 2)

 

Pierwsza część tego rozdziału dotyczyła doskonałych technicznie nagrań archiwalnych, natomiast w części drugiej opisane zostały płyty bardzo wartościowe (artystycznie i pod względem technicznym) wyprodukowane w ostatnich trzech dekadach, a więc takich, których ścieżki dźwiękowe nie musiały być remasterowane.

Louis Hector Berlioz [1], francuski kompozytor działający w okresie romantyzmu, był prekursorem nowoczesnej kolorystyki, którego twórczość nadała kierunek rozwoju XIX-wiecznej symfonice. 12-letni Berlioz śpiewał, grał na flecie, gitarze, uczył się harmonii, zaczynał komponować. Berlioz, 18-latek, został wysłany do Paryża do Szkoły Medycznej; dwa lata później rozpoczął systematyczne studia kompozytorskie u J.F. Lesueura, decydując się na porzucenie medycyny. Kontynuował naukę w konserwatorium: harmonię i kontrapunkt u A. Reichy, kompozycję nadal u Lesueura. Dzieła kompozytorskie, które zaczął publikować zaczęły się pojawiać dopiero po ukończeniu studiów. W 1829 powstała kantata oparta na scenach z Fausta, którą następnie kompozytor przerobił (1846) na operę koncertową „Potępienie Fausta” (La Damnation de Faust). W 1830 Berlioz napisał jedno ze swych największych dzieł, programową „Symfonię fantastyczną”. Za tę symfonię Harold w Italii- Paganini, przesłał Berliozowi podarunek w postaci 20 000 franków.

Symphonie fantastique, Épisode de la vie d’un artiste… en cinq party op.14, (Symfonia fantastyczna z podtytułem „Epizod z życia artysty… w pięciu częściach”) stał się ważnym utworem wczesnego okresu romantycznego. Pierwsze wykonanie odbyło się w Konserwatorium Paryskim 5 grudnia 1830 r. Dyrygent i kompozytor Leonard Bernstein opisał tę symfonię jako pierwszą muzyczną wyprawę do psychodelii ze względu na jej halucynacyjną i senną naturę, a także dlatego, że historia sugeruje, że Berlioz skomponował ją przynajmniej pod wpływem opium. „Symphonie fantastique” stała się manifestacją założeń artystycznych kompozytora, a jednocześnie jego pierwszą jego programową symfonią, później skomponował jeszcze dwie symfonie- również programową „Roméo et Juliette” oraz „Grande Symphonie funèbre et triomphale”. Pierwsza z tych symfonii zrodziła się z osobistych przeżyć kompozytora, ukazując wyraźnie jego wrażliwą naturę i romantyczną wyobraźnię. Inspiracją dla kompozycji była nieszczęśliwa, nieodwzajemniona miłość do angielskiej aktorki, Harriet Smithson (która jednak go poślubiła po pewnym czasie i na jakiś czas tylko. Panią Smithson pokazuje obraz niżej).

Berlioz nie ukrywał motywów, które nim kierowały, dodał dokładny komentarz literacki, ufantastycznioną historię swej miłości. Komentarz ukazał się 21 maja 1830 w paryskim magazynie Le Figaro, przed prawykonaniem dzieła. Oto jego fragment:

Kompozytor miał zamiar przedstawić muzyką różne momenty z życia artysty. Plan do instrumentalnego dramatu bez tekstu musi być z góry wyjaśniony. Program niniejszy należy przeto uważać za jakby mówiony tekst opery, przedstawiający charakter i wyraz następujących po sobie części.

  1. I część. Marzenia, namiętności. Autor przyjmuje, że młody muzyk w owym stanie duszy, który słynny pisarz Chateaubriand określa tak trafnie jako «fale namiętności», spostrzega po raz pierwszy kobietę, łączącą w sobie wszystkie uroki wyśnione w marzeniach o idealnej istocie. Zakochuje się do szaleństwa. Kaprys losu sprawia, że obraz ukochanej ukazuje mu się wraz z muzyczną myślą, taką idee fixe. Oto powód nieustannego powracania melodii rozpoczynającej pierwsze Allegro.
  2. II część. Bal. Artysta, otoczony gwarem zabawy, podziwia wspaniałości natury. Ale wszędzie ściga go obraz ukochanej i odbiera mu spokój.
  3. III część. Scena na wsi. Wieczorem na wsi słyszy z oddali głosy dwóch pasterzy. Okolica, poszum drzew, złudne nadzieje wzajemnej miłości – wszystko splata się razem, dając jego sercu nadzwyczajny spokój, a myśl kierując ku radości. Spodziewa się, że wkrótce nie będzie już sam. Ale jeśli umiłowana go zawiedzie? Nadzieję i lęk, radosne oczekiwanie i posępne przeczucia wyraża Adagio.
  4. IV część. Marsz na stracenie. Ponieważ artysta przekonał się, że ta, którą uwielbia, nie odwzajemnia jego miłości, nie potrafi go zrozumieć, a nawet jest go niegodna, truje się zażywając opium. Zbyt słaba dawka narkotyku nie zabija go, lecz pogrąża w ciężkim śnie. Artysta śni, że zamordował ukochaną i został skazany na śmierć. Prowadzony jest na miejsce stracenia, stając się świadkiem własnej egzekucji.
  5. V część. Sabat czarownic. Młody muzyk widzi się pośród zgrai dziwnych postaci, które zebrały się na jego pogrzebie. Wybranka serca także przybywa na ten sabat, witana okrzykami radości. Rozpoczyna się ceremonia.”

Notatki programowe Berlioza dla każdej części dzieła pochodzą z dwóch głównych wersji symfonii- jednej z 1845 r. i drugiej z 1855 r. Powyższy program jest dystrybuowany do odbiorców za każdym razem, gdy „Fantastique Symphonie” prowadzony jest dramaturgicznie i wtedy niewidzialną orkiestrę umieszcza się na scenie teatru za opuszczoną kurtyną. Natomiast gdy symfonia jest wykonywana samodzielnie jako utwór koncertowy, takie ustawienie nie jest już konieczne, nawet rezygnuje się z dystrybucji programu z zachowaniem tylko tytułów pięciu części.
Jeśli meloman szuka interpretacji płytowej, której niczego zarzucić nie można i jednocześnie zrealizowanej technicznie ponadprzeciętnie, to polecam zwrócić swoją uwagę na edycję Reference Recordings:

  • Symphonie fantastique”, którą wykonuje orkietra Utah Symphony pod batutą Varujana Kojiana, została nagrana w 1982 roku w Abravanel Hall (Symphony Hall), w Salt Lake City pod techniczną kontrolą inżyniera nagrań- prof. Keitha O. Johnsona [2].

„Symphonie fantastique”, jest wybuchowa, brutalna, pogmatwana i sprawia, że słuchacz niejeden ma kłopoty by dotrwać do epilogu. Jednak jeśli nie najłatwiejszy w odbiorze utwór muzyczny zostanie doskonale zrealizowany to jest większa szansa na to, że niechęć przemieni się w zaciekawienie, by nie przewidywać od razu sympatii do kompozycji. Płyta zawiera dwie wersje części ostatniej- jedna ze standardowymi dzwonami orkiestrowymi, druga z cyfrowo nagranymi dzwonami kościelnymi. To ciekawa koncepcja prezentacji „Symphonie fantastique”, która przyciąga melomanów do zakupu właśnie edycji Reference Recordings. Wielu słuchaczy i krytyków muzycznych uważa, że: „Muzycznie i dźwiękowo jest to jedno z najlepszych nagrań, które można kupić” (Stereo Review) i rzeczywiście realizm nagrania jest bezdyskusyjny.

Varujan Kojian (na fotografii wyżej) z orkiestrą zostali nagrani w sposób, który może spowodować, że może stać się ulubioną wersją audiofilów, choć nagrana bez jakichkolwiek rodzaju reżyserskich efektów specjalnych i bez ograniczenia dynamiki, jest wymagająca dla systemów audio, też dlatego, że pojawiają się jedne z najbardziej zdumiewających niskich tonów, których nie umieszcza się z reguły na CD. Miłośnicy mocnego audio będą zapewne zadowoleni z faktu, że bęben basowy został nagrany z małej odległości co wywołuje uderzenia porównywalne z siłą grzmotu (tu przesadzam, ale tylko trochę) w czwartej i piątej części, ale warto potencjalnych odważnych słuchaczy uprzedzić, że do wersji winylowej, na okładce, dołączona ostrzegawcza etykietka sugerującą słuchanie nagrań z obniżoną głośnością, aby mieć pewność, że głośniki niskotonowe nie zostaną uszkodzone (można tę uwagę traktować jak marketingowe „gadanie”, ale ostrożności nigdy za wiele…). Jeśli meloman szuka przede wszystkim świetnego występu orkiestry, czy tylko doskonałej muzyki, to musi zdobyć tę płytę bez obaw o sprzęt… Bo przecież zawsze można  przekręcić potencjometr w lewo.

 

Muzykę do „Hamleta” (ros.-„Гамлет”) Grigorija Kozincewa [3] z 1964 roku, adaptacji jednej z największych tragedii Wiliama Shakespeara na podstawie tłumaczenia Borysa Pasternaka, napisał Dymitr Szostakowicz. Sztuka teatralna Shakespeara była wielokrotnie przekładana na język filmu, ale interpretację Kozincewa uważa się za najlepszą. Być może właśnie dlatego, że nie jest to po prostu sztuka teatralna pokazana na ekranie. Jest to pełnowymiarowy film, stworzony z zachowaniem wszystkich środków artystycznych przyjętych dla tej dziedziny sztuki.

Olbrzymią rolę w filmie odgrywa muzyka Dymitra Szostakowicza, która wyraża o wiele więcej niż słowa. Momentami można by mieć wrażenie, że niejako bez konsultacji z reżyserem realizuje swoją wizję i kreacje postaci. Wizje te są przedstawione w niezwykle plastycznej, malarskiej oprawie, z dopracowanymi nawet najmniejszymi szczegółami.
Płytą, chyba jedyną, która zawiera pełną ścieżkę dźwiękową Szostakowicza do filmu Kozincewa jest „Shostakovich- Hamlet” w wykonaniu Russian Philharmonic Orchestra pod dyr. Dmitry’a Yablonsky’ego.

Płyta „Shostakovich- Hamlet” została wydana przez wytwórnię Naxos w 2004 roku. Rok wcześniej orkiestra pod batutą Yablonsky’ego nagrała muzykę filmową Szostakowicza w moskiewskim Studio 5, Russian State TV & Radio Company Kultura.


Robert Cummings- recenzent portalu  AllMusic napisał: “Jest to pierwsza płyta, która zawiera pełną ścieżkę dźwiękową Szostakowicza do filmu ‘Hamlet’ Grigorija Kozincewa z 1964 roku. Właściwie zawiera trochę więcej: utwór 6 np. „The Ball” przedstawia muzykę, której w filmie nie słychać, muzykę, którą kompozytor napisał najwyraźniej dlatego, że chciał osiągnąć logiczne zakończenie, nawet jeśli w filmie muzyka po prostu zanika. W sumie są 23 utwory o łącznym czasie ponad 62. minut. Stylistycznie muzyka nawiązuje do jedenastej (1957) i trzynastej (1962) symfonii, ale jest oczywiście mniej rozwojowa i bardziej programowa, jawi się jako rodzaj poematu tonowego, składającego się z wielu krótkich części. Chociaż w partyturze jest sporo wręcz radosnej muzyki, nastrój jest generalnie mroczny i intensywny, biorąc pod uwagę tematykę: ‘Hamlet’ Szekspira nie jest w końcu komedią. Muzyka też nie ślizga się po powierzchniach- nawiedza, oszukuje, śmieje się, wbija się w trzewia. Przecinające początkowe akordy ‘Overture’ (nr 1) natychmiast ostrzegają słuchacza o mrocznym, złowrogim świecie Hamleta. Fragmenty od 18 do 21 tworzą kwartet opowiadający o szaleństwie, śmierci i pochówku Ofelii, a chociaż muzyka jest przeważnie mroczna i żałobna, klawesyn wydaje się tu onieśmielony, potem kpi, a na koniec niepewny. Z drugiej strony, energia i wdzięk tematyczny ‘The Palace Ball’ nr 4 w środkowej części są całkowicie zaraźliwe, podobnie jak nr 9 ‘Palace Music’ i nr 10 ‘Arrival of the Players’, ten ostatni celuje w swoich rytmach, warczących dęte [instrumentach] i błyszczących efektach perkusyjnych. Rosyjska Filharmonia pod wyrazistym Dmitry’m Yablonsky’m gra koncertowo: strunowe są niesamowite i klimatyczne, z cudownie złowrogimi fragmentami pizzicato; blaszane znakomicie radzą sobie z kilkoma fanfarami, czasem z nutą grozy, mimo że niektóre sygnały trwają tylko 14 sekund; dęte mogą mrozić, jak groźny flet w nr 17 „The Flutes Play”; a perkusja rozbrzmiewa jadem, jak w numerach 10 i 16 („Scena zatrucia”). Dźwięk jest żywy i najnowocześniejszy”.

Rzeczywiście- brzmienie zarejestrowanej orkiestry zachwyca (piszę o wersji CD, bo użytkownicy systemów SACD narzekają na ten format w przypadku „Hamleta”)- barwa jest naturalna, lekko ocieplona podczas gdy różnicowanie barwowe czy selekcyjność są bez zarzutu (instrumentacja jest „jak na tacy”).

 

Nie jest powszechnością to, że pewna orkiestra i jej dyrygent decydują się nagrać wszystkie dzieła symfoniczne Roberta Schumanna by wydać je w jednym pakiecie.

Na kompletne wydanie utworów symfonicznych tego kompozytora zdecydowali się Heinz Holliger z muzykami WDR Symphony Orchestra Cologne, którym wytwórnia Audite dała komfort pracy, udostępniła doświadczonych realizatorów nagrań, marketing i możliwości sprzedaży produktu w postaci CD bądź plików. Sesje nagraniowe odbyły się w siedzibie orkiestry- Kölner Philharmonie.
Pudełkowe opakowanie zawiera 6 dysków CD z symfoniami (nr 1, 2, 3) jedną niedokończoną- „Zwickauer”, Symfonie D-moll w wersji oryginalnej z roku 1841 oraz poprawioną z roku 1851 (nr 4), Koncert skrzypcowy i Fantazję na Skrzypce z orkiestrą, Koncert wiolonczelowy, Koncert fortepianowy, dwa Konzertstücke na fortepian, Konzertstück na cztery rogi oraz siedem uwertur (Manfred / Hermann i Dorothea / Genoveva / The Bride of Messina / Julius Caesar / Sces from Goethe’s Faust).


Praca szwajcarskiego oboisty, kompozytora i dyrygenta Heinza Holligera wyróżnia się pośród wielu wykonań konkurencyjnych przede wszystkim wyjątkowo precyzyjnym słyszeniem każdego muzyka orkiestry, ale nie powoduje to usztywnienia wśród muzyków, przeciwnie- mogą zawierzyć dyrygentowi, że nie zaprowadzi ich na manowce. Grają ze swobodą dobrze przygotowanego do pracy wirtuoza. Przekonujące jest wykonanie IV Symfonii w pierwszej wersji (którą docenił Johannes Brahms), ale też wyważone interpretacje Symfonii nr 1, 2, 3 i 4 są satysfakcjonujące (Symfonię nr 4 szczególnie lubię w interpretacji Furtwänglera lub Sawallischa, ale Hollingera nie jest gorsza… Jest po prostu inna). Wielu melomanów zwróci uwagę na ten zestaw dlatego, że pojawiły się utwory rzadko nagrywane, jak np. Koncert skrzypcowy czy utwory koncertowe na fortepian i orkiestrę lub na 4 rogi. Warto je poznać w tym wykonaniu bo zrobiono naprawdę świetne nagrania. Dlaczego napisałem „zrobiono”? Bo nie tylko to zasługa świetnej orkiestry czy dyrygenta, ale też realizatorów nagrań, o których nie wolno zapominać, gdy brzmienie nagrań jest wyniesione na wyższy poziom niż konkurencyjne produkcje. Za stronę techniczną nagrań odpowiadali- inżynier  Brigitte Angerhausen oraz producent – Günther Wollersheim… Brava im się należą! Dźwięk jest bogaty w barwy, ciepły, przestrzenny i selektywny. Tak słyszę orkiestry na żywo w Filharmonii Śląskiej. Nie można „obrażać” się na dobre wykonania koncertów, których przyjemnie się słucha, choć zawsze dla mnie pierwszym wyborem Koncertu wiolonczelowego będzie wykonanie Jacqueline du Pré z NPO pod batutą Barrenboima, a Koncertu fortepianowego a-moll wykonanie Radu Lupu z LSO pod dyr. Previna. Patricia Kopatchinskaja w Koncercie skrzypcowym gra dźwięcznie, co dobrze współgra z nowoczesnym podejściem Holligera. Fantazja skrzypcowa i Koncert skrzypcowy stają się w ten sposób głównymi punktami planu obok koncertowych allegra op. 92 i op. 134. Mniej znane uwertury: „Hermann i Dorothea”, „Oblubienica Mesyny” i „Juliusz Cezar” są atrakcyjnymi dodatkami, które nie pomniejszają w żaden sposób wartości całego wspaniałego zestawu.

W notatce dystrybutora- firmy Naxos, przytoczone są skróty recenzji:

  • „…jeden z najbardziej atrakcyjnych zbiorów tej muzyki” (Gramophone).
  • „Jako dyrygent, wszechstronny muzyk Heinz Holliger jawi się jako znający się na rzeczy ekspert Schumanna, który wraz ze znakomitą Orkiestrą WDR sprawia, że wszystko, do czego dążył kompozytor jest pokazane: po prostu piękną muzykę o wibrującym i romantycznym duchu, niezłomną, ale też starannie przemyślaną”. (Das Orchester)

Heinz’owi Holliger’owi i orkiestrze udaje się przekonać słuchaczy do sztuki instrumentacji orkiestrowej jaką posiadł Robert Schumann- nagrania są płynne, harmonijnie i stylowe. Rzeczywiście brzmią tak, że nie ma wątpliwości- autorem był tylko jeden kompozytor- Schumann. Może dlatego tak dobrze się wszystkich (bez wyjątku) kompozycji słucha? Pytanie zostawiam bez podpowiedzi, namawiając melomanów, którzy przeczytali te parę zdań powyższych, do zakupu i częstego słuchania.

 

 

Sławek Jaskułke– pianista, kompozytor i nauczyciel akademicki, jest jednym z najbardziej oryginalnych artystów polskiego jazzu, który swoją grą wspomagał przez wiele lat zespół Zbigniewa Namysłowskiego, grywał z tuzami jazzu m.in. Jackiem Kochanem, Krzesimirem Dębskim, Michałem Urbaniakiem, Piotrem Wojtasikiem, a także Davidem Murrayem czy Garthem Stevensonem. Współtworzył jazzową grupę Pink Freud, grał z Noviką i alternatywną Bassisters Orchestra. Ukończył Katedrę Jazzu i Muzyki Estradowej Akademii Muzycznej w Gdańsku.  Od 2015 r. nagrywa także na rynek japoński, gdzie jego muzyka jest od jakiegoś czasu popularna. Jaskułke obecnie rozwija karierę solisty bądź w tworzonych przez siebie małych składach instrumentalnych.  Jak sam przyznaje- pragnie uzyskać jedyne w swoim rodzaju brzmienie jako instrumentalista jak i w pracy nad rejestracją dźwięku oraz przy doborze instrumentów.

Przy rejestrowaniu nagrań do solowej płyty „Sea” z 2014 r. Jaskułke użył moderatora, czyli wyciszacza, co dawało charakterystyczne brzmienie uzyskiwane podczas gry na pianinie, za którą artysta za brzmienie otrzymał nagrodę audiofilskiego magazynu „High Fidelity”. Jaskułke nagrywał i koncertował przede wszystkim używając pianin, bo nie potrafiono instalować moderatora na fortepianie. Następny album – „Senne”, został zarejestrowany na szwedzkim pianinie marki Billberg – specjalnie zakupionym do celów nagrań.
W 2018 roku udało się opracować specjalny system montowania moderatora. Dokonał tego inżynier Tadeusz Gilert z firmy Piano Rent. Są to filcowe filtry służące wyciszeniu dźwięków, które zostały zamontowane na fortepianie marki Malmsjö z 1935 r. podczas sesji nagraniowej do płyty „The Son”. Artysta wybrał wyjątkowy fortepian, których wyprodukowano niewiele. Malmsjö Grand Piano, nazywanym także – z uwagi na swoją budowę –  Banana Grand, jest fortepianem prostostrunnym, a jego wyjątkowość polega na budowie (kształcie) bryły. Szczególna, matowa barwa wynika z zastosowanego systemu moderatorów.

Fortepianów Banana Malmsjö Grand Piano wyprodukowano około czterdziestu sztuk, lecz do dnia dzisiejszego zachowały się tylko trzy. Dwa z nich są niesprawne, ale trzeci- który jest w Polsce, jest w bardzo dobrym stanie i to właśnie ten został użyty podczas sesji do „The Son”. Sesje nagraniowe odbyły się w studio  S1 Polskiego Radia Gdańsk

Fortepian  dostarczyła firma Piano Forte Concert Management Mirek Mastalerz. Pan Mastalerz wyjaśnia: „…struny basowe w tym fortepianie nie są dłuższe niż w normalnym koncertowym Steinwayu. To dno rezonansowe po stronie basu jest większe oraz więcej otworów rezonansowych w ramie fortepianu kształtuje w tym fortepianie ciepłe a przy tym potężne brzmienie. Ważny jest też prostostrunny układ. Podobny fortepian kilka lat temu zaprezentował Daniel Barenboim

Jaskułke na płycie nie epatuje szeroko rozumianą wirtuozerią, bo nie ona jest tu potrzebna. Muzyka jest kontemplacyjna, minimalistyczna pełna harmonii, przypominająca kompozycje Philipa Glassa, oddalona od jazzu, a bliższa muzyce poważnej. Przypuszczam, że dla muzyka mają tu szczególne znaczenie barwy poszczególnych rejestrów w fortepianie. Kompozycje, które niczym „podróże do wnętrza ciała”- ludzkiego ciała, są mimo powoli snującego się dźwięku wysoce emocjonalne. To celebracja ładu i wyciszenia. Jaskułke robi wrażenie muzyka, który wsłuchuje się (i nam- słuchaczom, to samo proponuje) w wybrzmienie każdego klawisza, w jego cudowne barwy, w harmoniczne jakie powstają, a słuchacz ma na to czas i warunki, bo ścieżki dźwiękowe są doskonale przedstawione. Nagrania są doskonałe techniczne (dzięki talentowi realizatora dźwięku: Igora Budaja), zaryzykuję twierdzenie, że to najlepsze nagranie pod względem technicznym na (nie tylko) polskim rynku.


Płyta została nagrana na fortepianie w stroju 432 Hz, a więc niżej niż 440 Hz czy 442 Hz, preferowany w salach koncertowych współczesnych. Strój 432 Hz jest głębszy, cieplejszy i przyjemniejszy. „…Taka barwa i kolor muzyki bardzo mi odpowiadają. Nie hołduję jednak tutaj licznym teoriom, że jest on „odzwierciedleniem harmonii świata”. Na ich temat nie chcę się wypowiadać. Podsumowując – moderator, razem ze strojem 432 Hz i fortepianem Malmsjö daje bardzo ciekawe, głębokie brzmienie. Strasznie mi się ono podoba, takiej barwy szukałem. I w taki sposób będę nagrywał kolejne płyty” – zapewnia pianista.
Płytę „The Son” postawiłem nie na półce z płytami jazzowymi lecz z muzyką poważną, obok płyt z „Glassworks” Philipa Glassa z jednej strony, a z drugiej przytkniętą do „Sonatas and Interludes” Johny Cage’a. Dlaczego? Odpowiedź znajdziecie słuchając kompozycji tych trzech znakomitych kompozytorów, najlepiej w czasie jednej sesji…

 

 


[1] Według:

[2] Więcej o prof. Johnsonie można przeczytać w artykule: „Najsłynniejsze sale koncertowe, które bywają studiami nagrań i najsłynniejsze studia, które publiczności nie wpuszczają. (część siódma)

[3] Według:

 


Wróć do części pierwszej artykułu >>

Kolejne rozdziały: