Wydawnictwa płytowe aspirujące do najlepszych
(rozdział trzydziesty piąty)

 

„Bez wątpienia Adam jest najbardziej rozwiniętym technicznie skrzypkiem żyjącym w naszych czasach. Możemy spodziewać się po nim wszystkiego.” – pisał o Adamie Bałdychu Ulrich Olshausen [1] z niemieckiego Frankfurter Allgemeine Zeitung. Te słowa są chętnie cytowane w recenzjach prasowych nie tylko niemieckich, bo są bardzo trafne. A skoro zauważono talent Pana Bałdycha, skoro jest obecnie powszechnie uważany za najlepszego jazzowego skrzypka europejskiego i na pewno światowego formatu to byłoby błędem nie poświęcić mu całego artykułu i nie bez przyczyny w dziale zarezerwowanym dla najlepszych realizacji płytowych również pod względem technicznym.

Talent polskiego skrzypka szybko zauważono, więc nie dziwiło, że za tym posypały się wyróżnienia: Nadzieja Melomanów 2011 poprzedziła nagrodę Grand Prix – Artysta Roku plebiscytu Jazz Melomani 2012, a w rok później debiut płytowy polskiego skrzypka- „Imaginary Room”, przynosi nagrodę niemieckiego przemysłu muzycznego – ECHO JAZZ 2013, trzykrotnie nominowany do nagrody Fryderyk’a (w kategoriach Album Roku i Artysta Roku – muzyka jazzowa). Są i inne nagrody, ale wszystkich wymieniać tu nie zamierzam, bo miejsce na stronie rezerwuję na rekomendowanie płyt, które według mojej opinii na to wielce zasługują.
Na „Imaginary Room”, pierwszym albumie Bałdycha dla wytwórni ACT, słyszymy jazzowego skrzypka, jakiego jeszcze nikt nie doświadczył- rzeczywiście, technicznie zapierające dech w piersiach linie wydobywane ze skrzypiec bardziej przypominają te powstałe w rurach instrumentów dętych lub akordy pianisty, zawsze podbarwione surowym, bluesowym tonem. Łącząc aspekty różnych stylów muzycznych i epok, Bałdych spełnia obietnicę, że będzie artystą wielkim. Drugim albumem nagranym dla ACT Music był:

  • The New Tradition”, piąty album autorski polskiego skrzypka jazzowego Adama Bałdycha i izraelskiego pianisty Yarona Hermana, został wydany przez ACT Music w 2014 roku. Sesje nagraniowe odbyły się w RecPublica Studios [2] oraz Emil Berliner Studios [3].

Bałdych prezentuje bardzo indywidualny styl, wykorzystując między innymi technikę pizzicato w formie arpeggio (tak jak to robią gitarzyści) oraz flażolety i flautando, które zacierają granice między techniką wykorzystywaną przez muzyków orkiestr klasycznych i jazzowych. Te techniki Adam Bałdych wykorzystuje bogato w nagraniach z płyty „The New Tradition”. Materiał muzyczny tak został dobrany by słuchacz mógł się skupić na melodii i brzmieniu skrzypiec przede wszystkim. Oszczędna gra Yarona Hermana daje dużo przestrzeni dla skrzypcowych wybrzmień, które służą wyłącznie muzyce, bo Bałdych nie musi udowadniać, że potrafi wirtuozerią szokować. To intymne granie, emocjonalne, ukazujące korzenie europejskiej muzycznej tradycji, od średniowiecznej kompozycji „Canticles of Ectasy” Hildegardy von Bingen, przez XVI wieczną muzyczną oprawę czytań Wielkiego Tygodnia z Księgi Jeremiasza, po twórczość Zbigniewa Seiferta i Krzysztofa Komedę. Jest też przepięknie pobrzmiewające flażoletowo Preludium e-moll Chopina z ukrytej ostatniej ścieżki na płycie. Wymienione kompozycje przemieszano z oryginalnymi Bałdycha, który zdaje się mówić- „bez korzeni nie ma owoców”.

Rok później Adam Bałdych z Helge Lien Trio- Frode Berg (bas), Per Oddvar Johansen (perkusja) i Helge Lien (fortepian), w berlińskim Hansa Studio [4] 13-15 marca 2015, nagrał płytę:

  • Bridges”. Płyta została wydana przez ACT Music 28 sierpnia 2015.

Bałdych wraz z Helge Lien Trio łączy wpływy jazzu, polskiego i norweskiego folku oraz popularnej muzyki współczesnej. Album jest pełen melodii i wybitnej muzykalności [5]. Bałdych buduje mosty.. Wirtuozeria skrzypka pozwalała mu z zadziwiającą łatwością przekraczać wszelkie granice: granice jego instrumentu, bariery między gatunkami, granice między częściami skomponowanymi a improwizacją. Te linie podziału zanikają, gdy jego gra łączy się z grą innych muzyków. Te cechy sprawiły, że brytyjski magazyn Jazzwise nazwał go „odświeżająco inną europejską gwiazdą jazzu”. Jako muzyk, który jest „wirtuozem i zdolnym do dostarczania wysokich emocji” (Fono Forum) z jego „derwiszową intensywnością” (Jazz Thing), wykorzystuje tradycję jako punkt wyjścia do nowych i odkrywczych podróży w górę i poza nią. jazz.

Album jest bardzo melodyjny z kilkoma dramatycznymi fragmentami, które tylko urozmaicają całość. Wypowiedzi Bałdycha stały się bardziej zwięzłe, a ich dramatyczna intensywność bardziej wyrazista. Jego najnowsze nagranie, Tytułowy utwór otwiera album subtelną melodią, które powoli przeplata się tworząc ciekawy wzór . Melodycznie jest osadzona w obszarze współczesnej muzyki jazzowo-folkowej. To typowe nagranie dla tego tytułu- o charakterze chwytliwych popowych melodii, ale o smaku muzyki wyrafinowanej jednak, co potwierdzają: „Polesie” i „Mosaic”. „Riese” jest amorficzny, a z kolei „Requiem” i  utwór „Karina”  ruchliwe. „Dreamer” ma melodię, która jest bardzo uzależniająca z kadencją tworzącą bardzo ciepły klimat. „Missing You” nie wyróżnia się od innych kompozycji płyty, ale daje Baldychowi i Lienowi sporo możliwości na atrakcyjne improwizacje. „Up” podnosi napięcie nakładanymi na siebie intensywnymi solówkami. Album kończy „Lovers”- melodyjny utwór, który w finale wykorzystuje temat z „Teardrop” Massive Attack. Album ma wiele przyjemności do zaoferowania.

Album następny w dyskografii Bałdycha- „Brothers”, nagrany w składzie podobnym do składu realizującego „Bridges” (Adam Baldych & Helge Lien Trio plus Tore Brunborg ) poprzedzał znakomity:

  • Album „Sacrum Profanum”. w wykonaniu Adam Bałdych Quartet, wydany przez ACT Music w 2029 roku, został nagrany 20 i 21 listopada 2018 w studio- Clouds Hill Recordings [6].Bałdycha- „Brothers”, nagrany w składzie podobnym do składu realizującego „Bridges” (Adam Baldych & Helge Lien Trio plus Tore Brunborg ) poprzedzał znakomity:Bałdycha- „Brothers”, nagrany w składzie podobnym do składu realizującego „Bridges” (Adam Baldych & Helge Lien Trio plus Tore Brunborg ) poprzedzał znakomity:


Adamowi Bałdychowi, który grał na skrzypcach i skrzypcach renesansowych towarzyszyli trzej muzycy: Krzysztof Dys (fortepian, preparowane pianino, toy piano); Michał Barański (kontrabas) i Dawid Fortuna (perkusja, crotales & gran Cassa).
„Sacrum Profanum” [7] to był nowy początek dla Adama Bałdycha, ale także spojrzenie w przeszłość. Kiedy w 2011 roku ukazał się jego debiutancki album „Imaginary Room”, został okrzyknięty przez szanowaną niemiecką gazetę Frankfurter Allgemeine Zeitung jako posiadającego „najlepszą technikę wśród wszystkich żyjących skrzypków jazzu”. Zuchwałość partii Bałdycha była tak zapierająca dech w piersiach, że niemal mógł grać na instrumencie dętym. A jego wielogłosowe motywy bardziej przypominały granie akordów pianistów, a poza tymi aspektami było zawsze obecne pragnienie eksperymentowania i przekraczania granic gatunkowych, a jednak to wszystko, aż do dwóch ostatnich albumów z Helge Lien Trio, może być teraz postrzegane tylko jako punkt wyjścia do zdobycia następnych szczytów. Wraz ze swoim wybitnym polskim zespołem od początku chciał zgłębiać możliwości brzmieniowe, jakie daje New Music. Dodano instrumenty orkiestrowe, takie jak Gran Cassa, cymbały czy gongi, a na niektóre utwory spreparowano fortepian. Sam Bałdych czerpał inspirację z wyjątkowych walorów brzmieniowych renesansowych skrzypiec.

W notatkach do albumu Bałdych wspomina o wyrzuceniu go ze szkoły muzycznej „za granie jazzu, improwizację i bunt przeciwko muzyce klasycznej”, ale dodał: „Poczułem potrzebę połączenia się z moją największą inspiracją w tej chwili- muzyką klasyczną”. „Sacrum Profanum” jest próbą wpisania muzyki sakralnej różnych epok w kontekst współczesnego świata, a takie myślenie o historycznych kompozycjach sprzed wieków jest coraz popularniejsze w dzisiejszej dobie (np. dokonania Christiny Pluhar i jej zespołu L’Arpeggiata, czy eksperymenty francuskiego tubisty i basisty Michela Godarda). Kompozycje średniowiecznej mistyczki Hildegardy z Bingen, ukrywane w Watykanie, „Miserere” Gregorio Allegriego, „Bogurodzica” (utwór z XIII wieku) oraz „Koncert na altówkę i orkiestrę” współczesnej rosyjskiej kompozytorki Sofii Gubaiduliny, to materiał dotychczas wykonywany z dbałością o uznane za formalnie prawidłowe, a próby jakiejkolwiek ingerencji aranżacyjno-interpretacyjnej były źle widziane. Bałdych podjął wyzwanie i stworzył fascynującą muzykę, włączając w zestaw również swoje kompozycje napisane specjalnie dla tego projektu.
Chociaż wybór jest szerokim spojrzeniem na kulturę muzyczną naszego rejonu rozwijaną przez osiem stuleci, zdecydowanie nowoczesna estetyka lidera daje przedsięwzięciu spójność. Sprawni muzycy z kwartetu- Krzysztofa Dys, Michał Barański i Dawid Fortuna,  którzy idealnie sprawdzają się w trafnych, oszczędnych aranżacjach. Na ich tle skrzypek buduje piękne, czyste melodycznie linie. To jeszcze jeden dowód, że uwspółcześnienie zapisów nutowych sprzed wieków może dać nową wartość, ale też dowód, że młodzieńczy bunt skrzypka sprzeciwiającego się klasycznym dźwiękom nie zawsze bywa destrukcyjny.

Adam Bałdych regularnie wydaje płyty, co roku- w 2020 zrealizował w składzie: Adam Bałdych (skrzypce i renesansowe skrzypce), Vincent Courtois (wiolonczela) i Rogier Telderman (fortepian) płytę:

  • Clouds”, nagraną w La Buissonne Studios w Pernes-les-Fontaines (Francja) w grudniu 2019 roku, został wydany przez ACT Music we wrześniu 2020 roku.


Notatka wydawcy [8] mówi: „’Europa jest inna, każdy kraj jest inny’ – mówi skrzypek Adam Bałdych – ‘ale muzyka jest językiem, który może nas połączyć w jedno miejsce’. On, holenderski pianista Rogier Telderman i francuski wiolonczelista Vincent Courtois łączą i zestawiają różne brzmienia i dziedzictwo. To główna koncepcja stojąca za trio równych sobie, które utworzyli dwa lata temu. ‘Mamy trzy bardzo różne osobowości, każdy z nas wnosi bardzo różne kolory’ – mówi Bałdych. Grupa dała swój koncert inauguracyjny na festiwalu, który w swoim imieniu nosi silną europejską misję: dyrektor artystyczny festiwalu ‘Dźwięki Europy’ na pierwszą edycję w Bredzie w Holandii w lutym 2018 roku dał holenderskiemu pianiście Rogierowi Teldermanowi carte blanche na utworzenie nowego zespołu, a pianista zaprosił Bałdycha i Courtois. Ćwiczyli przez jeden dzień…”

Europa jest zróżnicowana, każdy kraj jest odmienny„, mówi skrzypek Adam Bałdych [9], „ale muzyka jest językiem, który może nas zgromadzić we wspólnym miejscu”. Wraz z niderlandzkim pianistą Rogierem Teldermanem oraz francuskim wiolonczelistą Vincentem Courtois, łączy on i zestawia dźwięki odzwierciedlające zróżnicowane dziedzictwo kultur, z których wywodzą się muzycy. Taki właśnie jest główny koncept leżący u podłoża powstałego dwa lata temu tria trzech równoprawnych twórców. „Mamy trzy bardzo różne osobowości, każdy z nas wnosi do zespołu bardzo odmienne brzmienie. Dialog jest podstawą naszego projektu„, mówi Bałdych. Już nazwa festiwalu, na którym zespół zadebiutował, wyraźnie zaznacza europejskość jego misji: „Sound of Europe”, który odbył się Bredzie, w Królestwie Niderlandów, w lutym 2018 połączył siły trzech artystów, którzy postanowili kontynuować współpracę, komponując utwory pisane specjalnie dla swojego nowego projektu i pracując nad spójnym brzmieniem zespołu. „Od początku była to przyjemność„, wspomina Rogier Telderman. Po pierwszym koncercie jasne było, że każdy z muzyków, pomimo tego, że posiadał własne projekty, pomyślał „powinniśmy robić to dalej„. Podstawą naszej gry był  wzajemny szacunek, wsłuchiwanie się w grę pozostałych i chęć do eksperymentowania: „Doszliśmy do takiego momentu, w którym wszyscy czujemy się komfortowo dzieląc się różnicami, jakie są między nami, w procesie komponowania- a każdy z nas komponuje zupełnie inaczej„, mówi Telderman, któremu również sprawia radość wyzwanie, jakim jest praca w zespole z tak silnymi osobowościami: „To są osobowości, które zawsze popychają cię do przodu, podążające za swoją intuicją, pokazujące ci nowe kierunki„. To trio i ten album, nagrany na przestrzeni dwóch dni w studio La Buissonne na południu Francji, pozwoliły Adamowi Bałdychowi wyróżnić pewien szczególny aspekt jego gry. „O ile w przeszłości wirtuozi skrzypiec eksponowali swoje umiejętności kaskadami dźwięków, współczesna wirtuozeria jest dla mnie czymś innym: zróżnicowaniem brzmień, możliwością poruszania się pomiędzy różnymi technikami wydobycia dźwięku, tak  – by każda fraza miała swoją własną opowieść„, wyjaśnia Bałdych. „Na tym albumie chciałem grać oszczędniej niż kiedykolwiek wcześniej„. Ta tendencja dążenia ku oszczędności wyrazu jest widoczna już w otwierającej album tytułowej kompozycji Bałdycha – refleksyjnej, osobistej i intymnej. To świat delikatnych dźwięków przywodzących na myśl kameralistykę innych polskich kompozytorów-skrzypków, takich jak Karol Szymanowski i Grażyna Bacewicz. Jest tam uwidoczniona głęboka melancholia, która pełna jest nadziei i optymizmu; pragnienia twórczego przepływu emocji. I ten właśnie aspekt twórczości tria zdobywa uznanie krytyków. „Muzyka rozwijała się kompletnie instynktownie”, napisał Jazznu po koncercie w Tilburgu. Szczególnie wyrazistą barwą, jaką na tym albumie przedstawia Bałdych, jest brzmienie skrzypiec renesansowych, zwłaszcza w krótkim „Interlude” oraz w następującej po nim kompozycji „Jardin”. Jest to instrument współczesny, ze strunami jelitowymi, strojony septymę niżej od zwyczajnych skrzypiec i tercję niżej od altówki. Co zauroczyło Bałdycha w tym instrumencie? „Struny mają niesamowity sustain. Kiedy gram na nich pizzicato, dźwięk trwa w nieskończoność!„. Dla Vincenta Courtoisa połączenie skrzypiec, wiolonczeli i fortepianu niesie ze sobą bardzo pozytywne skojarzenia. Wspomina ważne doświadczenie, które otwarło go jako muzyka. W wieku dwudziestu paru lat zaproszono go, by wystąpił ze skrzypkiem Dominique Pifarélym i pianistą Joachimem Kühnem na New Jazz Meeting w Baden-Baden. O tym spotkaniu mówi: „Nagle zacząłem grać muzykę improwizowaną, pełną potężnego brzmienia, jakie spotyka się w muzyce klasycznej. Zmieniło to mój punkt widzenia. Zacząłem łączyć wszystko i być wiolonczelistą pełnym, a nie jedynie jazzowym„. Dwie dekady później jego gra na tym albumie ma moc i cudowne wyczucie liryzmu. Bałdych, Courtois i Telderman odnaleźli wspólnie środki wyrazu, które są zarazem wyważone i żywiołowe. Na albumie „Clouds” tworzą magię, która ma uniwersalną cechę wielkiej muzyki – zdolność odnawiania więzi ze słuchaczem tak, by mógł cieszyć się jej pięknem ujawniającym się raz za razem.
Brzmienie instrumentów na płycie wyprodukowanej przez ACT Music przez zespół Gérard de Haro, Rogier Telderman i Wessel Oltheten jest niesamowite- bardzo wierne i o bardzo dużym wolumenie instrumentów. Barwy są zróżnicowane, a tony bogate w harmoniczne. To nagranie może śmiało spełniać rolę wzorca.

 


[1] Ulrich Olshausen (według: ), emerytowany obecnie redaktor muzyczny HR, jest od lat 60. autorytetem jazzowym w Niemczech i jednym z krytyków jazzowych gazety FAZ.

Jako szef redakcji jazzowej w Hessischer Rundfunk od jego powstania do lat 90., współodpowiedzialny za program German Jazz Festival- oraz jako krytyk jazzowy tej gazety od wczesnych lat sześćdziesiątych do dzisiaj. Olshausen zawdzięcza swoją pozycję przede wszystkim krytycznej nieprzekupności, estetycznej otwartości, rzetelnemu osądowi i wreszcie bezpretensjonalnemu stylowi, w którym fakty nigdy nie są naginane przez atrakcyjne i oryginalne sformułowanie. To, co Olshausen mówi w radiu lub oferuje swoim czytelnikom jako obserwator muzyczny, ma znaczenie, ponieważ nigdy nie pojawia się podejrzenie, że wielki muzyk ma przy sobie premię za bycie celebrytą lub że nieznany artysta musi najpierw przejść przez czyściec publicznego sprzątania, zanim zostanie zauważony. Czasami wydaje się, że Olshausen chce zrobić z muzyków przedstawicieli najbardziej dziwacznego zakątka stylistycznego, jaki słyszał. Z pewnością ma to również związek z tym, że wiecznie młody pasjonat, który przekroczył już osiemdziesiątkę, do dziś zachował wyczucie trendów, aktualności i nowatorstwa. Taki jest też legendarny już program „Der neue Klang im Jazz”, który wprowadził na początku swojej działalności radiowej, w którym głos zabrał najbardziej bezczelny free jazz. I to właśnie oznacza każdy artykuł, który wyjdzie spod  jego pióra i gdzie, jak żaden inny krytyk, zawsze musisz być przygotowany na odkrycie nowego Milesa Davisa lub nowego Johna Coltrane’a.

[2] RecPublica Studios zostało opisane w artykule „sale koncertowe / studia nagrań (część 5)

[3] O Emil Berliner Studios można przeczytać w artykule: „sale koncertowe / studia nagrań (część 11)

[4] Hansa Studio zostało opisane w artykule: „sale koncertowe / studia nagrań (część 11)

[5] Według:

[6] Studio Clouds Hill Recordings zostało opisane w artykule: „sale koncertowe / studia nagrań (część 7)

[7] Na podstawie informacji od wydawcy:

[8] Według:

[9] Według:

 


Kolejne rozdziały: