Wydawnictwa płytowe aspirujące do najlepszych
(rozdział czterdziesty piąty)

Doskonale uchwycić dźwięk dużego zespołu muzycznego- orkiestry jest niezmiernie trudno, podobnie jak brzmienie instrumentów o szerokiej skali dźwiękowej jak fortepiany czy pianoforte. Potrzebne są albo przestronne studia, albo kameralne w przypadku solowych nagrań, o doskonałych warunkach akustycznych oraz bardzo doświadczeni i wysoce uzdolnieni realizatorzy nagrań by można było, odtwarzając takie nagrania, pozwolić wyobraźni uczestniczyć w „realnym” spektaklu koncertowym…

 

Jeśli o Szostakowiczu pisać to nie można pominąć przedstawienia mojego ulubionego Koncertu wiolonczelowego nr 1, E-dur, z opusu 107. Koncert został skomponowany w 1959 roku dla swego przyjaciela Mścisława Rostropowicza, który przez cztery dni uczył się go na pamięć przed premierą 4 października 1959 r. z udziałem Jewgienija Mrawinskiego, prowadzącego Leningradzką Filharmoniczną Orchestrę w Dużej Sali Konserwatorium Leningradzkiego. Koncert, uważany za jeden z najtrudniejszych wykonawczo, jest czteroczęściowy i  zawiera: Allegretto, Moderato, Cadenza – Attacca oraz Allegro con moto.


Sony Music Classical dzięki połączeniu “Symphony No. 1” i “Concerto for Cello” zasługuje na uznanie i sympatię melomanów. Wcześniej wydane indywidualnie, ale bliskość dat nagrywań tych dwóch utworów (1959 i 1960) czyni je naturalnym wyborem do połączenia w jednej płycie. To wykonanie jest też kontynuacją tradycji Filadelfijskiej Orkiestry, która wykonała Symfonię nr 1 w Stanów Zjednoczonych już w 1928 r. Wtedy dyrygował Leopold Stokowski. W 1959 roku tę samą orkiestrę poprowadził  Eugene Ormandy w nagraniach dla Columbia Records.

Bujny dźwięk orkiestry, rozdzielczość nagrań uchwyciły idealnie istotę melodyki Szostakowicza w Symfonii nr.1. Gra orkiestry jest ekscytująca- te nagrania aż pękają od energii. Niektóre bardziej rytmiczne przejścia są jednak może nazbyt dociążone, co jest szczególnie słyszalne w pierwszej części. Ormandy’emu udaje się mocniej rozświetlić przekaz się w drugiej części symfonii, co daje w efekcie wyraźniejszy odczyt materiału. Ponadto sekcja rytmiczna orkiestry zostaje uchwycona z zachwycającą klarownością, pomaga to w koronkowym wykończeniu kompozycji. Z pierwszej części płyty, poświęconej “Concerto for Cello”, docierają dźwięki przecudnej urody. Na wiolonczeli gra Mścisław Rostropowicz. I właściwie powinienem zakończyć na tej informacji opisywanie tych nagrań… No, może  po zdaniu następnym- Dymitr Szostakowicz był w kabinie nagraniowej podczas sesji. Żadne słowo już nie odda zachwytów jakie budzą cztery części koncertu, nie trzeba pisać o występie Rostropowicza, natomiast trzeba to usłyszeć! Dodam tylko, że na wyróżnienie zasługuje też waltornista Mason Jones, który doskonale uzupełnia Rostropowicza, doskonale dopasowując się do jego charakteru gry. Dźwięk na płycie jest satysfakcjonujący, a może nawet i więcej- wystarczająco świetny by odczuć cały kunszt gry wiolonczelisty i muzyków orkiestry.

 

„Długi XVII wiek – róg obfitości dawnej muzyki klawiszowej” to spolszczony tytuł albumu pianisty Daniela-Ben PienaaraThe Long 17th Century: A Cornucopia of Early Keyboard Music”. Ten dwuipółgodzinny recital, wydany przez wytwórnię Avie w 2020 roku, analizuje paneuropejską różnorodność stylów. Każdy utwór jest autorstwa innego kompozytora, z których wiele nie zostało wcześniej nagranych na współczesnym fortepianie. Długi wiek XVII odnosi się do okresu od końca XVI do początku XVIII wieku. ścieżki dźwiękowe powstały w marcu i lipcu 2018 w londyńskim Duke’s Hall, Royal Academy of Music [1].


Dwu- i pół godzinny recital pianistyczny Daniela-Ben Pienaara przedstawia różnorodność europejskich stylów, gatunków i technik na 36 pracach 36. kompozytorów, wielu nie zarejestrowanych wcześniej na nowoczesnym fortepianie. Daniel-Ben Pienaar został oceniony po swoich poprzednich albumach dla wytwórni Avie: „Wspaniale wieloaspektowy Opus Maximus … niesamowity i bardzo warty  wysłuchania” (Spiegel o na komplecie sonat fortepianowych Beethovena, AV2320); „… wirtuozerska … świeże, spontaniczne, oryginalne odczyty, które rzuciły nowe światło na klawiaturowej Biblii…” (BBC Music Magazine o „Well-Tempered Clavier” J.S.Bacha, AV2299)

Płyta „The Long 17th Century: A Cornucopia of Early Keyboard Music” również został pozytywnie oceniona, na przykład: przez Jeda Distlera z portalu ClassicsToday, który napisał- „Czy zauważyłeś rosnący trend odczytywania pianistów XVII-wiecznych z użyciem nowoczesnego fortepianu koncertowego? […] pianiści mają ważne powody artystyczne, by zgłębiać ten repertuar. […] swoboda w zakresie frazowania, tempa i upiększania może być wyzwalająca i twórczo stymulująca. Do tej niezwykłej dwupłytowej kolekcji Daniel-Ben Pienaar wybrał 36 XVII-wiecznych utworów klawiszowych, każdy autorstwa innego kompozytora. Świetnie pokazuje, jak zakres dynamiczny fortepianu, zróżnicowanie brzmieniowe i możliwości podtrzymania dźwięku mogą żywo i sensownie służyć temu repertuarowi. Jednym z zauważalnych przykładów jest ‘Capriccio cromatico’ Tarquino Meruli, w którym rosnące linie chromatyczne legato i kontrlinia detaché z powtarzającymi się nutami nabierają wyrazistego charakteru. Wirtuozowskie, powtarzane nuty ‘Weckmanna d-moll’ Canzona nabierają koloru i dramatyzmu dzięki pianistycznej fleksji i oczywiście dzięki zgrabnej pracy palców Pienaara. Szczegółowa dynamika i pół odcienie pedału przywodzą na myśl trąbki i inne dęte instrumenty w radosnej ‘Canzon terza a 4’ Gabrieliego. Jakie orzeźwiające tryle i pasaże na skalę stawiającą włosy dęba, które Pienaar dostarcza w całej ‘Partita IV’ Muffata, służąc jednocześnie bardziej zunifikowanej i barwnie skontrastowanej interpretacji wielkoformatowych ‘Wariacji La Capricciosa’ Buxtehudego, niż udaje się to większości wykonawców z epoki. Mimo że Pienaar pozwala na tworzenie przestrzeni lub ‘powietrza’ pomiędzy nutami w ‘Passacaglii’ Kerila, udaje mu się kształtować dźwięki i ciszę w długie linie. Zachęcam słuchaczy do odkrywania własnych ulubionych utworów i magicznych momentów w tym inteligentnie zaprogramowanym, wspaniale zaprojektowanym i bezgranicznie satysfakcjonującym wydawnictwie.”; albo przez recenzenta Gramophone: „To, co sprawia, że to działa, to nie tylko olśniewająca precyzja i klarowność techniki palców Pienaara (choć jest to z pewnością istotny czynnik), ale inteligencja, która wpłynęła na jego interpretacje. Przekazuje także indywidualną i przekonującą wizję każdego utworu, wystarczającą, aby każdy z nich sprawił radość.”; albo krytyk AllMusic- James Manheim, który podsumował: „Daniel-Ben Pienaar nie jest pierwszym artystą, który grał XVII-wieczną muzykę klawiaturową na fortepianie [współczesnym], ale nikt nie zrobił tego z taką różnorodnością dźwięków i podejść, których zarządza artysta tutaj…”
Artysta grupuje swoje kolekcje tematycznie, łącząc tańce i ich odmiany, imitacyjne prace, które sugerują bitwy czy głosy ptaków, które malują portrety, opowiadają jakieś historie i piszą elegie. Ten wybór jest osobisty, który zapewnia sekwencje urzekające… Daniel-Ben Pienear sprawia, że lekkie utwory stają się wirtuozowskie, z ich migającymi skalami i ozdobnikami. Występy te wydają się doskonale nadające się do grania na nowoczesnym fortepianie bez uszczerbku dla jakości artystycznej utworów zgromadzonych na płycie.

 

Po wydaniu wysoko cenionych Sonat Beethovena „Moonlight”, „Pathétique” i „Waldstein”, zdobywca nagrody Gramophone, artysta nagrywający dla wytwórni Hyperion [2], Steven Osborne, prezentuje swój talent w kompletnych Bagatelach Beethovena. Płyta, która została nagrana 2011 roku w londyńskim Henry Wood Hall, otrzymała tytuł „Beethoven, Bagatelles” i została wydana w maju 2012 roku.


Choć sam kompozytor nazwał te trzydzieści krótkich utworów fortepianowych, które tworzył przez całe życie, „drobiazgami”, to jednak są to drobiazgi z umysłu geniusza. W tym dopracowanym albumie Steven Osborne użycza swojego niezwykłego kunsztu całości- od Six Bagatelles op. 126, które czasami zajmują ten sam cudowny świat duchowy co późne kwartety i były ostatnimi utworami, jakie Beethoven kiedykolwiek napisał na fortepian, po najbardziej słynny samodzielny utwór fortepianowy, tajemniczą małą Bagatelle No.25 A-moll, znaną na całym świecie jako „Dla Elizy” („Für Elise”).

Beethoven napisał swoje Op 119 Bagateles – 11 krótkich utworów, każdy trwający nie dłużej niż minutę lub dwie – podczas pracy nad dwoma swoimi największymi utworami: ‘Missa Solemnis’ i IX Symfonią. Jego lipski wydawca skarżył się, że są to tak nieistotne drobiazgi, że nikt by nie uwierzył, że są Beethovena: nie tylko drobne, ale też na ogół łatwe. Radość z posiadania odtwarzacza [CD] demonstrującego błyskotliwość Stevena Osborne’a pokazuje idiotyzm słów wydawcy. Utwory te, wraz z wczesnym Op 33 i jego ostatnim dziełem fortepianowym Op 126, ukazują geniusz Beethovena w tworzeniu artystycznej wielkości z najbardziej miniaturowych form pianistycznych”.- te słowa można było odczytać w magazynie The Observer, a co pisali inni krytycy o płycie Stevena Osborne’a? Też dobrze recenzowali: „Jest to część osobistej wyprawy Osborne’a w poszukiwaniu indywidualnej mocy każdej Bagatelle… Im więcej słuchasz (wspierany przez wiarygodne, realistyczne nagranie), tym wyraźniejsze stanie się, że Osborne sięgnął głęboko, aby wydobyć tak wiele z kamei [kamień szlachetny], które wypełniają emocjonalny ogrom. na małych przestrzeniach” (Gramophone); „Steven Osborne bawi się perłową, jedwabistą beztroską… Ten krążek jest kontynuacją jego jednej z sonat Beethovena i rozpala podobną radość w sposobie, w jaki przekazuje on idee tak przejrzyście i z tak subtelnymi odcieniami tonu, wydobywając esencję każdej miniatury z mocą i świeżością” (The Daily Telegraph); „Pięknie opanowany i niezawodnie inteligentny… Krystaliczna klarowność znakomicie wypolerowanej pianistyki Osborne’a jest niezmąconą radością dla ucha” (International Record Review); „Bagatelle to kompozycja krótka, lekka, powszechnie uważana za mało treściwą, jednak Bagatelle Ludwiga van Beethovena zaliczane są zazwyczaj do jego najbardziej wyrafinowanych i nieuchwytnych kompozycji, mimo że nazywał je ‘drobiazgami’. Najpopularniejszym z tych utworów fortepianowych jest Klavierstück a-moll „Dla Elizy”, który jest często antologizowany i znany przypadkowym słuchaczom z jego użycia w „A Charlie Brown Christmas”. Znacznie mniej znane, nawet klasycznym słuchaczom, którzy powinni je znać, są Seven Bagatelles op. 33, Eleven Bagatelles op. 119 i Six Bagatelles op. 126, a także garść bagateli bez opusów, które zostały zebrane na potrzeby tego wydania wytwórni Hyperion przez pianistę Stevena Osborne’a. Stwierdzenie, że te miniatury są niejasne, nie jest do końca trafne, ale ich względna rzadkość w recitalach i na nagraniach sprawiła, że stały się niepotrzebnie tajemnicze. Osborne udowadnia, że są one dość przystępne i łatwe do przyswojenia i chociaż jest lekki w tonie i ekspresji jak na wczesne bagatele, dąży do wzniosłości w op. 119 i op. 126, które swymi ideami i nastrojami zbliżają się do późnych sonat. Gra przez cały czas jest czujna i ekscytująca, a Osborne nadaje muzyce mieszankę dowcipu i powagi, która utrzymuje świeżość interpretacji. Brzmienie wytwórni Hyperion jest czyste i skupione, choć jest pewna przestrzeń między fortepianem a mikrofonem, która uniemożliwia mu pełną obecność.” (AllMusic); „Nowa płyta Stevena Osborne’a z Bagatelles, nagrana z całym kunsztem i uwagą, jakiej oczekujesz od wytwórni Hyperion, oddaje wszystkie kaprysy, które sugeruje tytuł Beethovena” (The New Zealand Herald)
Rzadko słyszy się bagatele Beethovena zgrupowane na jednym krążku CD lub LP, właściwie nie wiem dlaczego taki jest wybór pianistów czy wydawców, choć być może dlatego, że były przez samego kompozytora traktowane z mniejszą powagą. Nie są jednak „małe” czy błahe, ani tandetne – są po prostu krótkie! Szkocki pianista- Steven Osborne, ujawnia kunszt kompozytorski Beethovena, wydaje się, że nieomylny w ostatnich swoich nagraniach, a to kolejna bardzo dobra. Inżynierowie nagrań wykonali bardzo dobrą robotę, rejestrując realistyczny dźwięk. A więc- nie wolno pominąć tej płyty podczas zakupów!

 

W przeciągu kilkunastu miesięcy, zanim pojawiła się płyta Stevena Osborne’a „Beethoven, Bagatelles” wydana przez Hyperion wytwórnia BIS wydała dziesiąty tom z cyklu wszystkich dzieł fortepianowych Beethovena autorstwa Ronalda Brautigama [3]. Płyta ta spotkała się z dużym uznaniem i stała się nagraniem odpowiednim do porównania z wydawnictwem Stevena Osborne’a, ale nie z powodu interpretacji lecz raczej dlatego, że Brautigam wykonał bagatele na instrumentach historycznych, w przeciwieństwie do Osborne’a, który grał na nowoczesnym Steinwayu. Płyta „Beethoven – Complete Works for Solo Piano Volume 10 (The Complete Bagatelles)”, która została przeznaczona do sprzedaży przez wytwórnię BIS w sierpniu 2011 roku, jest płytą w formacie SACD (Hybrid) „wyjętą” z kompletu wszystkich dzieł fortepianowych Beethovena zagranych przez Ronalda Brautigama na kopiach fortepianów dziewiętnastowiecznych Paula McNulty’ego: Walter & Sohn, c. 1805 i Conrad Graf c. 1819 [4]. Album zaopatrzony został w dobrze zredagowaną książeczkę [5] z rozległymi informacjami na temat repertuaru

Po ośmiu płytach z 32 numerowanymi sonatami i dziewiątej, zawierającej wczesne sonaty, Ronald Brautigam rozpoczął drugą część swojej wędrówki po kompletnej muzyce Beethovena na fortepian solo. W tym tomie [6] podaje nam kompletne Bagatele i zawiera nie tylko trzy zestawy wydane za życia Beethovena, ale także trzynaście kolejnych utworów skomponowanych w trakcie kariery Beethovena, w latach 1795-1825. Niektóre z tych utworów, najsłynniejsze „Dla Elizy”, są czasami określane jako Bagatelles, inne po prostu jako Klavierstücke, a kilka z nich jest znanych tylko dzięki oznaczeniom tempa. Wśród Bagateli Beethovena – zarówno oficjalnych, jak i nieoficjalnych – znajdują się utwory, które pierwotnie mogły być pomyślane jako części sonat fortepianowych, a także utwory niezwykle zwięzłe, takie jak 11-sekundowe Allegramente nr 10 Elf Neue Bagatellen op. .119. Wprawili wielu jego współczesnych w zakłopotanie – wydawca muzyczny Peters podobno odrzucił zestaw Op.119, z komentarzem, że takie ciekawostki są poniżej godności Beethovena i mogą zaszkodzić jego reputacji, jeśli zostaną opublikowane. Niewielu wówczas podejrzewało, że Bagatele miały mieć ogromne znaczenie dla literatury fortepianowej XIX wieku i gatunku utworu charakterystycznego. Poprzednie tomy z tego cyklu zostały wysoko ocenione przez recenzentów na całym świecie, m.in. w magazynie Gramophone, którego wykonanie Sonat Waldsteina i Appassionaty określiło jako „oszałamiające… zapierające dech technicznie, przenikliwe stylistycznie, intensywne emocjonalnie i żywe w każdym momencie”. Ronald Brautigam nie mniej angażuje się w obecną kolekcję Kleinigkeitenów – jak nazywał je sam Beethoven – wykonując różne utwory na dwóch różnych fortepianach, aby współgrać z typami instrumentów, którymi dysponował kompozytor, pisząc je.


Pomysł nagrania kompletu Bagatel Beethovena jest nowatorski, bo trudno się zgodzić, co dokładnie składa się na bagatelę. Na przykład słynna „Für Elise” WoO 59 nie została przez Beethovena nazwana bagatelą, ale z tak określanymi utworami ma coś wspólnego: jest krótka i nie ma formy sonatowej. Beethoven wydał trzy zestawy utworów zatytułowanych Bagatelles, ale tylko trzeci, jedno z późnych arcydzieł Beethovena , był od początku zaplanowany jako zestaw. Zaletą inkluzywnego podejścia Brautigama jest to, że trafia on do bardzo rzadkich utworów, nie tylko tych oznaczonych jako WoO (Werke ohne Opuszahl, czyli dzieło bez numeru opusowego), ale nawet kilka z numerami Hessa po muzykologu, który skatalogował zaginione dzieła Beethovena (na przykład Bagatelle C-dur Hess 57). Ronald Brautigam bagatele zagrał na parze fortepianów, które są nowoczesnymi replikami instrumentów historycznych, wykonanymi przez amerykańsko-czeskiego budowniczego Paula McNulty, a te dają w niektórych utworach bardzo zaskakujące efekty, na przykład w drugiej części Presto z Seven Bagatelles op. 33, gdzie arpeggia z wyższych rejestrów wydają się być echem, reagującym na głośne, nagłe tony basowe. Brautigam stosuje w większości utworów szybkie tempa, ale ogólnie wydaje mi się, że pianista wykazuje dobre wyczucie interpretacyjne utworów sprzed ponad dwóch wieków. Jest wiele powodów by nagrania Brautigama mogły przyciągnąć słuchaczy, a jedną z głównych atrakcji jest magiczne brzmienie Super Audio wytwórni BIS. Dźwięk nagrany na tych hybrydowych płytach SACD, które są odtwarzane również na standardowych odtwarzaczach CD, jest naturalny i ciepły, a krystalicznie czysta akustyka pomaga nadać mu bardzo naturalny charakter. Inne zalety ścieżek dźwiękowych z płyty „Beethoven – Complete Works for Solo Piano Volume 10 (The Complete Bagatelles)” wymienia wielu krytyków w swoich recenzjach, na przykład: „…Brautigam bada muzykę z przenikliwością i jeśli, co było do przewidzenia, szybkie dramatyczne Bagateles wydobywają z niego to, co najlepsze, jego pielęgnowanie krnąbrnego WoO56 C-dur zamienia miniaturę w coś zaskakująco dużego…” (BBC Music Magazine); „…jest to wspaniały dodatek do cyklu Brautigama i jest polecany każdemu, kto uważa fortepiany za ubogie pokrewieństwo współczesnego Steinwaya… Wzywam cię-  nie daj się przekonać!” (Magazyn Gramophone); „Brautigam gra na kopii fortepianu Waltera & Sohna z ok. 1805 roku na 15. z utworów skomponowanych w latach 1795-1804 oraz kopii fortepianu Conrada Grafa z ok. 1819 roku na pozostałych. Tylko najbystrzejsze uszy będą w stanie dostrzec różnicę w przypadku ślepych testów, ale całkowita kontrola nad nimi przez holenderskiego pianisty jest dość niezwykła do tego stopnia, że charakter i barwa innych dobrze znanych „kompletnych” cykli na nowoczesnych instrumentach wydaje się stosunkowo blada.” (Classic FM Magazine).

Jeśli słuchacz podejmie się porównania nagrań Osborne’a i Brautigama to zapewne zauważy, że różnice są oczywiste- wynikające z dwóch aspektów: wrażliwości artystycznej i użytych instrumentów. Gdy słucha się tych nagrań na nietrafnie skonfigurowanym systemie audio to występy Osborne’a, grane na nowoczesnym Steinwayu, są bardziej imponujące niż Brautigama. Odtwarzając na wartościowych audio-systemach zauważa się zalety instrumentów historycznych, których współczesny instrument nie posiada. Kopie Paula McNulty’ego, budowniczego obu instrumentów Brautigama, mają piękny ton, tyle że to piękno jest niekiedy dalekie od naszych przyzwyczajeń. Ton nie tak czysty, jak instrumentu dzisiejszego, wynika choćby z budowy główki młotka i materiału użytego na struny, ale wyposażony w dużą ilość alikwotów. Dźwięk trwa znacznie krócej, a jego barwa zmienia się w każdym rejestrze. Matowy ton instrumentu z epoki dodaje kantylenom ciepła, a miejscom burzliwym – tajemniczości, brzęczenie zbliża faktury orkiestrowe do brzmienia dużego zespołu. Dźwięk, który zanika szybko, pozwala prowadzić melodię na tle harmonii tworzonych przez uniesienie tłumików. Takie zalecenia wykonawcze, spotykane przy graniu sonat Beethovena, stwarzają problemy muzykom zasiadającym do fortepianu współczesnego, bo skłaniają do bardzo wyrazistego artykułowania każdej nuty. Różnice barwy dźwięków w poszczególnych rejestrach fortepianu dawnego umożliwiają plastyczne pokazanie muzycznej narracji. Dawne możliwości brzmieniowe historycznych fortepianów ożywiły sztukę wykonawstwa pianistycznego, zwłaszcza Beethovena, Schuberta, ale i innych kompozytorów klasycznych i romantycznych. Cichsze brzmienie pianoforte w stosunku do instrumentu współczesnego może stwarzać problemy, ale realizatorzy nagrań zwykle radzą sobie bliskim ustawieniem mikrofonów, ujawniając w ten sposób całe bogactwo brzmienia. Minusem takiego ustawienia może okazać się chwytanie przez mikrofony dźwięków mechanizmu pedałowego, skrzypienie siedziska czy nucenie niektórych pianistów… Ale akurat audiofile bardzo to lubią. Gdy myśli się o różnicach w interpretacji, wynikających z innej stosowanej techniki gry na instrumencie sprzed wieków, warto pamiętać, że  wielu twórców arcydzieł na fortepian było co najmniej dobrymi pianistami, a większość – znakomitymi; świetnie znali możliwości instrumentu i wykorzystywali je w utworach. Beethoven jest tego idealnym przykładem. Wiele brzmień, których oczekuje w wykonaniu, trudno osiągnąć na fortepianach, jakie są dziś produkowane- pedalizacja Beethovena, artykulacja, akordy, ściśle wiążą się z walorami akustycznymi fortepianu tamtego czasu. Słysząc jego dzieła wykonane na dawnym instrumencie, natychmiast spostrzegamy, jak wielki był to kompozytor, nawet większy niż przypuszczaliśmy! Instrumenty Grafa Beethoven wysoko cenił – miały wielką moc (w porównaniu do inny instrumentów XIX wieku), ale ich dźwięk zanikał szybciej, bo struny nie miały tak silnego naciągu jak instrumenty współczesne. W efekcie muzyka staje się klarowniejsza. Inny jest też skład alikwotów, odmienne są ich proporcje i dzięki temu, gdy temat prowadzony jest oktawami z dwoma dźwiękami jednakowo głośnymi, słuchacz (i oczywiście pianista również) usłyszy dwa odrębne głosy wykonujące to samo. Gdy dźwięk górny będzie silniejszy, zdominuje dolny, ale wciąż usłyszymy dwie partie, a gdy pianista podkreśli głos dolny, górny stanie się jego alikwotowym rezonansem i pojawi się jeden dźwięk…

Po tym wstępie można być co najmniej zaciekawionym (jak sądzę) albumem Brautigama- „Beethoven – Complete Works for Solo Piano Volume 10 (The Complete Bagatelles)”, choć trzeba przyznać, że też gra Stevena Osborne’a jest (jak zawsze) konsekwentnie wyrazista i zmysłowa, a każda zmiana nastroju jest w pełni realizowana. Osborne nie używa zbyt wolnego tempa, ale Brautigam jest jednak szybszy w większości utworów. Nie wypada porównywać wirtuozostwa pianistów bo obaj odznaczają dużą sprawnością techniczną. Tempa Brautigama są bardziej efektowne. Pomimo gry na nowoczesnym fortepianie, atak, ton i frazowanie Osborne’a sugerują świadomość praktyki wykonawczej z przełomu XVIII i XIX wieku. Osborne podkreśla też silniejsze indywidualne cechy charakterystyczne dla każdej Bagateli. Obie płyty zawierają również ostatnią opublikowaną muzykę fortepianową Beethovena. Jak wynika z notatek od wydawców, Beethoven opisał tę muzykę jako „bardziej rozwiniętą i prawdopodobnie [to] najlepsze tego rodzaju utwory, jakie napisałem”. Brautigam z kolei podkreśla siłę i dramatyczne zmiany nastroju tych ostatnich dziełach kompozytora. Jego gra jest w tej części bardziej dynamiczna niż Osborne’a. Niderlandzki pianista jest porywający. Stabilniejsze i zwolnione tempo Osborne’a pozwala mu wydobyć czułość, a która tylko jest sugerowana przez Brautigama. Obaj pianiści tworzą odpowiednią, prostą atmosferę dla „Für Elise”, tego zbyt często granego przy różnych okazjach cudnego (jednak) utworu. Pianoforte Brautigama ma co prawda przewagę w wytwarzaniu sotto voce [cichego] dźwięku, ale Osborne również potrafi wykazać się delikatnym dotykiem, który daje zdumiewającą głębię uczuć. Obie interpretacje należy uznać za wysoce przekonujące.
A więc: oba nagrania trzeba uznać za znakomicie zrealizowane i  chyba najlepiej jest mieć oba… Ja mam!

Na sześciu dyskach SACD wytwórnia BIS w 2014 roku zgromadziła ścieżki dźwiękowe zawierające bagatele, wariacje i inne drobne utwory klawiaturowe Beethovena, wykonane przez Ronalda Brautigama, z płyt jakie do tej pory ukazywały się jako oddzielne wydania (na przykład wyżej wymieniona płyta „Beethoven – Complete Works for Solo Piano Volume 10 (The Complete Bagatelles)”). W ten sposób powstał box- „Beethoven:  The Complete Piano Variations, Bagatelles and Clavierstücke”.

W notatce od wydawcy () można przeczytać, że: „W latach 2003-2015 Ronald Brautigam nagrał całą muzykę Beethovena na fortepian solo – ogromne przedsięwzięcie, które zaowocowało w sumie 15. wysoko cenionymi płytami. Decydując się na wykonanie utworów na fortepiano, Brautigam rozpoczął cykl sonat, który sprawił, że jeden z recenzentów zaczął mówić o wyzwaniu ‘samego pojęcia grania tej muzyki na instrumentach współczesnych, zmianie paradygmatu stylistycznego’. W 2010 roku, po dziewięciu płytach sonat, następnie nagrał wariacje, bagatele i inne utwory fortepianowe kompozytora – oszałamiający wachlarz utworów, od 11-sekundowej Bagateli po monumentalne Wariacje Diabellego i urocze Rondo C-dur skomponowane przez 13-letniego Beethovena, do tego, co często określa się mianem „Ostatniej muzycznej myśli” kompozytora, Andante maestoso z 1826 roku. Nagrania sonat Ronalda Brautigama zostały wydane jako box set w 2014 r [vide niżej], a teraz dołączył do nich 6-płytowy box z pozostałymi utworami na fortepian solo, w oryginalnym hybrydowym formacie SACD, z pełną dokumentacją w postaci oryginalnych książeczek. Skomponowana przez ponad 40 lat muzyka wykonywana jest na trzech różnych instrumentach, wszystkie przez mistrza Paula McNulty’ego, ukazując szybki rozwój, jaki fortepiano przeszedł za życia Beethovena.
Omawiany zestaw krążków SACD oferuje słuchaczowi miniaturowe arcydzieła fortepianowe oraz doskonałość Beethovena w sztuce pisania wariacji, a każda z płyt ma coś, co można śmiało polecić nawet wybrednemu melomanowi. Płyta otwierająca przedstawia 37 zebranych bagateli (ten sam zestaw, określony jako vol. 10, został wyżej opisany), ale nikt tak naprawdę nie wie, ile z tych krótkich utworów miało być prawdziwymi bagatelami, ponieważ Beethoven opublikował tylko dwadzieścia cztery takie utwory w swoich Opusach: 33, 119 i 126. Na potrzeby tej płyty Ronald zebrał te utwory, które spełniają kryteria, by uznać je za bagatele, a także nieliczne utwory nazwane, które nigdy za życia kompozytora nie zostały wydane, w tym prawdopodobnie najczęściej wykonywany przez niego utwór- Bagatelle WoO 59, znane jako „Dla Elizy”. To oczywiście nie jedyna atrakcja wśród „perełek”. Następne dwa krążki w zestawie oferują wczesne zestawy wariacji. Brautigam gra je na kopiach instrumentu Waltera z większą głębię niż inne tego typu pianoforte zrealizowane przez inne firmy niż BIS. To co prezentuje Brautigam to naprawdę efekt bardziej dźwięcznego, potężniejszego w brzmieniu instrumentu (kopia Waltera z 1805 roku, wykonana przez Paula McNulty’ego) niż spotykane gdzie indziej, na przykład (jak w moim przypadku) w salach Akademii Muzycznej w Katowicach. Ta uczelnia zamówiła jednak u innego konstruktora (Roberta A. Browna) kopię Waltera, a poza tym wzorcem był instrument z 1781 roku (vide >>). Porównanie brzmienia różnych instrumentów historycznych jest wart poświęcenia czasu, tym bardziej że doskonała praca inżyniera dźwięku- Ingo Petry’ego, pozwala wyłowić każdy niuans brzmieniowy instrumentów, które doskonale przygotował Paul McNulty. Na drugiej płycie wyróżniają się wykonania „Zehn Variationen” WoO73 na temat Salieriego i Wariacje „Eroica” z tematem z „Die Geschöpfe des Prometheus” (podobnym do użytego w III Symfonii). Do tych nagrań Brautigam dobrał pianoforte Graff’a, który brzmienie ma cięższe niż pianoforte Walter’a. Z trzeciego dysku na wyróżnienie na pewno zasluguje „Vierundzwanzig Variationen Über Die Ariette Venni Amore Von Vincenzo Righini”. Brautigam na czwartej płycie koncentruje się na rondach i drobnych utworach na instrumenty klawiaturowe. Ta płyta zawiera słynne „Rondo a capriccio” G-dur op.129 oraz „Rondo alla ingharese quasi un capriccio”, znane bardziej jako „Wściekłość nad utraconym groszem”. W tym przypadku cygańskość charakteru muzyki dobrze koresponduje z brzmieniem pianoforte Waltera, na pewno bardziej niż z nowoczesnym fortepianem. Na tej płycie znajdzie meloman inną wersję utworu „Für Elise” (wersja z 1822 r., wyd. Barry Cooper), dłuższą o minutę w stosunku do tej umieszczonej na pierwszym krążku, Dwa ostatnie krążki są ponownie wypełnione formą wariacyjną połączoną z pozostałymi utworami solowej muzyki fortepianowej. Przedostatni tom prezentuje wariacje z „Sechs Variationen D-dur (Die Ruinen von Athen)”, który zasługuje na wszystkie możliwe pochwały wykonawcze. Płyta kończy się grupą innych krótkich utworów, w tym „Dreistimmige Fuge” i kilkoma walcami, które dobrze wypełniają płytę. Na ostatnim krążku SACD słuchacz otrzymuje najdoskonalszy zestaw wariacji fortepianowych Beethovena- „Wariacje Diabellego”. 33 Veranderungen Über Einen Walzer von Anton Diabelli uważany jest za najlepszy zestaw wariacji, jaki kiedykolwiek napisano, podczas gdy Alfred Brendel idzie o krok dalej, nazywając go „najwspanialszym ze wszystkich utworów fortepianowych”. To wysublimowane wielkie dzieło wykonane na kopii Graffa jest przedstawione w odpowiednim ciężarze brzmieniowym o wielkim bogactwie barwowym. Tę ostatnią płytę kończy lżejszy repertuar- „Six National Airs with Variations”. Ta grupa wariacji na temat ludowych melodii walijskich, szkockich, austriackich i irlandzkich jest miła dla ucha, a w ostatnich kilku utworach irlandzkich przynosi humorystyczne, choć skomplikowane zakończenie tej płyty i całego zestawu.
Podsumowując- to wspaniały zestaw, dzięki któremu Ronald Brautigam powinien być sytuowany wśród najlepszych (najciekawszych) interpretatorów muzyki fortepianowej Beethovena. Tempo Brautigama jest dobrze wyważone, a jego gra jest mocno zniuansowana, co powoduje, że ten zestaw jest takim, który trudno wyjąć z odtwarzacza CD. Niejako przy okazji zestaw wytwórni BIS stwarza doskonałą okazję do poznania szerokiej rozpiętości brzmieniowej historycznych fortepianów, w tym przypadku Waltera, Grafa i Steina z przełomu XVIII i XIX wieku. Płyty, niezależnie od użytego instrumentu, są tak wspaniale nagrane, że wielu nieprzekonanych do brzmienia pianoforte zapewne się zdziwi, jak pełnym brzmieniowo dźwiękiem dysponują te instrumenty. Dźwięk, który został zakodowany na hybrydowych płytach SACD (odtwarzane również na standardowych odtwarzaczach CD), jest naturalny i ciepły, a krystalicznie czysta akustyka pomaga nadać mu bardzo naturalny charakter. Zestaw, który jest istotnym uzupełnieniem katalogu nagrań utworów Beethovena i jednocześnie nieodstającym od najznakomitszych dzieł genialnego kompozytora, powinien być uwzględniony przez melomanów i audiofilów przy najbliższych zakupach  płytowych!

32 sonaty fortepianowe Ludwiga van Beethovena [7] są często określane jako „Nowy Testament” literatury klawiszowej, idąc za „Starym Testamentem” 48 preludiów i fug J.S. Bacha na Clavierze. Skomponowane przez prawie trzy dekady, od 1795 do 1822 roku, sonaty stanowią fascynującą panoramę artystycznej kariery, która przeszła liczne zmiany, by nie powiedzieć przewroty, ale mimo to pozostała niezwykle konsekwentna. Od czasu pierwszego nagrania całego cyklu, dokonanego przez Artura Schnabla w latach 30. XX wieku, wielu czołowych pianistów świata dało nam swoje wykonania tego monumentalnego zbioru na płytach. Jednym z ostatnich jest cykl Ronalda Brautigama, wydany na pojedynczych płytach w latach 2004-2010. Wykonywane na fortepiano, jako część serii kompletnych solowych utworów klawiszowych Beethovena, nagrania Brautigama określane są jako „porywające” i „rewolucyjne”. Osiem płyt z 32 sonatami jest obecnie wydawanych jako zestaw pudełkowy, wraz z dziewiątą płytą zawierającą wczesne, nienumerowane sonaty. Czynnikami przyczyniającymi się do „orzeźwiającej bezpośredniości”, jakiej doświadczyli recenzenci w tych wykonaniach, są powszechnie chwalone nagrane dźwięki i starannie dobrane instrumenty, zbudowane przez Paula McNulty’ego na podstawie oryginałów z lat 1788-1819 przez czołowych wiedeńskich twórców fortepianów. W przypadku tego pudełkowego zestawu zachowano oryginalny format SACD – wraz z możliwością odsłuchu wykonania w trybie surround – dając tym samym możliwość podzielenia się doświadczeniami jednego recenzenta: ‘Ma się niemal wrażenie współczesnego Beethovena: jeden z pierwszych, nieskończenie zaskoczonych, by nie powiedzieć wstrząśniętych świadków tej muzyki’ (Süddeutsche Zeitung)”. Cytat dotyczy kompletu 9. płyt „Beethoven: The Complete Sonatas” w wykonaniu Ronalda Brautigama, wydanego przez wytwórnię BIS (SACD-2000 Hybrid Multichannel) w sierpniu 2014.Sesje nagraniowe odbywały się między sierpniem 2003 a sierpniem 2008 w kościele Österåker w Szwecji.


 

Ten znakomity komplet rozłożony na dziewięciu płytach SACD firmy BIS [8], został nagrany z wielką dbałością o jakość dźwięku, ale to też doskonały mariaż wirtuozostwa pianisty i głębi interpretacyjnej. To wykonanie Sonat jest uatrakcyjnione brzmieniem instrumentów, które jest podobne do tego, do czego przywykł Beethoven, a przecież pisał je przez całą swoją karierę na pianoforte bardzo różnym od współczesnego fortepianu. Brautigam nagrywał Sonaty przez sześć lat, od 2003 do 2008 roku, początkowo pojawiły się jako oddzielne płyty, ale biorąc pod uwagę to, że Brautigam i wielu innych postrzega cykl Beethovena jako całość stało się oczywiste, że wygodnie mieć je wszystkie zebrane razem. Są one ułożone niemal w porządku chronologicznym. Wczesne sonaty wiele zawdzięczały Haydnowi, a późniejsze mają wpływ na kompozytorów do dziś, to preferencją Brautigama jest eksponowanie równowagi. między energią a głębią i zacieranie różnic stylistycznych pomiędzy Sonatami a nawet ich częściami.. Na przykład tempa trzech części „Pathétique” są bardziej wyrównane – co oznacza nieco bardziej żwawe – niż wielu słuchaczy przyzwyczaiło się słuchając innych interpretacji. Pozornie może to sugerować zaabsorbowanie komercyjnym podejściem Beethovena- brak sentymentalizmu, a nawet wzrost pewności siebie. W rzeczywistości, jeśli wziąć pod uwagę sposób, w jaki Brautigam rozwija każdą część, to przede wszystkim dramat wyłania się jako kluczowy element warsztatu kompozytora. Kontrast. Patos. Nawet poczucie humoru. I determinacja, która może być dramatyczna, gdy jest przeciwstawiona (przezwyciężaniu) przeciwności. Chociaż pianista nigdy nie rozwodzi się nad tym, co intymnie osobiste w życiu lub twórczości Beethovena. W grze Brautigama nie ma też samej retoryki; choć czasami słyszy się odrobinę sprytu, kiedy powstrzymywanie się może mieć jeszcze większy wpływ… Synkopa na końcu op. 78 na przykład. Jednocześnie, gdy poznasz sposoby, w jakie Brautigam stara się zaprezentować nam zaokrąglonego Beethovena, a nie ponurego, docenisz, że stawia on na szczerość ponad efekt. Definiuje naturę pasji i konfliktu, który często pociąga za sobą silna świadomość emocjonalna, a nie sentymentalizm. To prawie tak, jakby gra Brautigama obalała romantyzm kultury biedermeierowskiej na rzecz redefinicji dokładnie tego, w jaki sposób Beethoven wkraczał w epokę klasyczną i romantyczną. „Gniewne” tempa pasują też do pianoforte. Takie podejście ma bezpośredni wpływ na zwrócenie uwagi słuchacza na te części i fragmenty sonat fortepianowych Beethovena, które nie kojarzą się z surowymi emocjami, szerokimi perspektywami czy eteryczną introspekcją.. Być może o ujawnieniu bardziej „neutralnych” momentów słuchacz przy końcu osiemnastego wieku i początku dziewiętnastego wieku by je usłyszał łatwiej niż my dziś. Nie znaczy to jednak, że Brautigam spłaszcza dzieło Beethovena. Wręcz przeciwnie. Jednym z największych atutów gry pianisty jest docenienie kontrastu, różnorodności, koloru (nigdy nie błyszczą) i świadomości specyfiki wszystkich pomieszczeń, wszystkich zakamarków, w tym, co pozostaje unikalnym domem. Czuje się, że Brautigam osiąga ten wgląd dzięki połączeniu nienagannej techniki i interpretacyjnej troski. Jednym z pierwszych aspektów, na który zwróci uwagę słuchaczy pianista, jest oczywiście dążenie do autentyczności dźwiękowej – a więc interpretacyjnej – implikowanej przez użycie pianoforte. Wszystkie trzy instrumenty wybrane do tego nagrania to Paul McNulty (ur. 1953) po oryginałach Walther & Sohn (CD 1-5), Graf (CD 6-8) i Stein (CD 9) [9]. Odzwierciedlają więc również zmiany, które zaszły w tworzeniu instrumentów w ciągu 40 lat między 1783 a 1822 rokiem. We wszystkich przypadkach dźwięk jest gładki, ciepły, niemal satynowy. Niewielu słuchaczy będzie tęsknić za bardziej znajomym brzmieniem fortepianowym. Rzeczywiście jest wiele momentów, kiedy pianoforte brzmi lepiej niż współczesny fortepian koncertowy, który  nie może ściszyć wszystkich strun, tak jak instrument, na który Beethoven napisał utwory. Brautigam urozmaica indywidualną dynamikę i sprawia, że brak podtrzymania działa w taki sposób, że nigdy nie ma cienia tego, co krytycy instrumentu i jego użycia nazwaliby „brzęczeniem”. Wykorzystuje charakterystyczną dla instrumentu zróżnicowania rejestrów, w przeciwieństwie do bardziej płaskiego brzmienia współczesnego fortepianu. Ta głębia doskonale pasuje do głębi sonat Beethovena. Z drugiej strony gra Brautigama osiąga doskonałe poczucie spójności i bezpieczeństwa: od początku do końca utrzymuje nasze zainteresowanie. A jednocześnie nigdy nie słyszymy nieoczekiwanego. Sprowadza się to do stwierdzenia, że czujemy się objęci najbezpieczniejszymi rękami… Cecha charakterystyczna największych interpretatorów Beethovena. Jest coś w grze Brautigama elementarnego. Nie zawsze w takich kompletnych cyklach znajdują się prace dodatkowe jak na CD 9. Bardzo ciekawe są wczesne, niepublikowane sonaty- podejście Brautigama polega na podkreśleniu klasycznego rodowodu utworów – mimo kontrapunktu Beethovena i „podróży” przez tonację. Czasami ma się wrażenie, że pewność siebie Brautigama i zanurzenie się w rozległym świecie muzyki fortepianowej Beethovena upoważnia go do odprężenia się w tych, skądinąd rzadziej wykonywanych, utworach. Te „dodatkowe” sonaty robią pokaźny bis. Jeśli potraktować „Beethoven: The Complete Sonatas” jako całość to można zauważyć, że Brautigam priorytetowo traktuje klasyczne podejście do Sonat Beethovena. Jego frazowanie i tempo są raczej miarowe niż romantyczne. Introspekcja i jakakolwiek skłonność do rozpamiętywania chwili są dla Brautigama nieodpowiednie – wręcz niepotrzebne. Dla niderlandzkiego pianisty ważne jest to, jak to wielkie dzieło wpisuje się w kanon. Świeżość, poczucie kontroli, sposób, w jaki Brautigam wnosi od siebie, są na tyle wyraźne, że słuchacz zapewne postawi ten cykl na szczycie obecnie dostępnych. Jeśli chce się cieszyć bogactwem i sposobami, w jakie pianoforte może odwzorowywać esencję muzyki, to śmiało można polecić ten cykl jako jedyny w swoim rodzaju. Miejscem wszystkich tych nagrań – dokonanych w sesjach w latach 2003, 2004, 2005, 2007, 2008 (wszystkie w sierpniu) – jest kościół Österaker [10] w Szwecji. Ma to miejsce lekki rezonans; ale jest wystarczający, aby dobrze zarejestrować każdy z trzech używanych instrumentów. Brzmią więc płynnie, są w pełni reagujące na polecenia i dotyk Brautigama. Ściśle nagrane, każda nuta, niuans i fraza są słyszalne w tak szerokim zakresie dynamiki, jak fortepian jest w stanie wytworzyć. Ale Brautigam jest oczywiście na szczycie swoich dużych możliwości i potrafi wyciągać ze swoich instrumentów jedną barwę i cień po drugiej. Nigdy nie brakuje różnorodności i subtelności; i wszystkie są znakomicie uchwycone przez inżynierów BIS.
Podsumowując: To jeden z najlepszych zestawów sonat Beethovena – ekspresyjnych, potężnych, wrażliwych i głęboko ujętych. Ujawniają niezliczone szczegóły, często przesłoniętych w innych nagraniach, nie tylko wynikających z samej techniki gry pianisty ale też odkrywane przez doskonały dźwięk. Brautigam mnie przekonuje do swojego odczytania nut Beethovena, do brzmienia swoich instrumentów, do wyboru sali, w której odbyły się sesje nagraniowe, do wyboru inżynierów nagrań… Trzeba ten zestaw mieć koniecznie!

 

Wyróżniona nagrodą Fryderyki 21 w dziedzinie „Album Roku Recital Solowy” płyta „Moniuszko. Complete Solo Piano Works„, nagrana przez Marcina Tadeusza Łukaszewskiego, została wydana w 2020 roku przez wydawnictwo Chopin University Press.


Dwupłytowy album „Moniuszko. Complete Solo Piano Works” zawiera najbardziej obszerny w historii polskiej fonografii zbiór solowych kompozycji fortepianowych Stanisława Moniuszki – 50 utworów pochodzących z 34 tomu Dzieł wszystkich kompozytora (red. K. Mazur, PWM, Kraków 1975) w interpretacji znakomitego warszawskiego pianisty i badacza Marcina Tadeusza Łukaszewskiego. Ten obszerny i zróżnicowany zbiór fortepianowych kompozycji Moniuszki pozostaje w cieniu jego twórczości scenicznej, pieśniarskiej i religijnej, więc chyba z tego powodu piśmiennictwo na ten temat również jest ubogie, mimo że fortepian był ważnym instrumentem w życiu i twórczości kompozytora, a dzieła na ten instrument – m.in. polonezy, walce, mazurki, polki, fraszki, wilanelle – tworzył przez całe życie. Jednak należy pamiętać , że utwory fortepianowe, choć pod względem znaczenia na dalszym miejscu stojące, są pod względem liczbowym drugim – po pieśniach solowych działem w spuściźnie kompozytorskiej Moniuszki. Moniuszko miał szczególny talent do tworzenie niebanalnych i bardzo pięknych linii melodycznych i nie inaczej jest w przypadku jego solowych dzieł fortepianowych.
„Twórczość fortepianowa Moniuszki pozostawała przez dziesięciolecia w niemal całkowitym zapomnieniu. Pomimo szeregu wydań i kilku nagrań wciąż czeka na odkrycie. […] Powinna zostać uwzględniona w badaniach polskiej muzyki fortepianowej XIX wieku jako ważne ogniwo w jej rozwoju”. napisał Marcin T. Łukaszewski pianista i autor obszernej 80-stronicowej książki (z dwoma kieszeniami na krążki CD) w języku polskim i angielskim, zawierającym analityczno-historyczną notę oraz biogram artysty (fragment cytuję niżej).

Marcin Tadeusz Łukaszewski (urodzony w 1972 r.) kompozytor, teoretyk muzyki, pedagog jest absolwentem Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie (obecnie – UMFC) w klasie fortepianu prof. B. Kawalli oraz studiów podyplomowych: Wykonawstwa Muzyki Współczesnej w klasie fortepianu prof Sz. Eszténiego, a także Teorii Muzyki oraz Kompozycji u prof. M. Borkowskiego. W 2005 r. uzyskał w tejże uczelni stopień doktora nauk humanistycznych w dyscyplinie nauki o sztuce, a w 2014 r. – stopień doktora habilitowanego sztuki muzycznej w dyscyplinie kompozycja i teoria muzyki. Pracuje na stanowisku profesora nadzw. na Wydziale Dyrygentury Chóralnej, Edukacji Muzycznej, Muzyki Kościelnej, Rytmiki i Tańca Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. Jest autorem siedmiu książek, w tym: „Przewodnika po muzyce fortepianowej” (Kraków 2014). Marcin Łukaszewski ma w swoim dorobku liczne nagrody i wyróżnienia, jest laureatem II nagrody w Konkursie Kompozytorskim im. F. Nowowiejskiego w Warszawie, II nagrody w Konkursie Kompozytorskim im. W. Landowskiej w Warszawie, III nagrody w I Ogólnopolskim Konkursie Kompozytorskim „Pro Organo”, wyróżnienia I stopnia w Otwartym Konkursie Kompozytorskim w Rydułtowach, Nagrody „Fryderyk”, Nagrody Rektora UMFC, Odznaki „Zasłużony dla Kultury Polskiej” i Nagrody „Mater Verbi”.
Realizację nagrań dokonanych w latach 2018 i 2019 w Studio Koncertowym Polskiego Radia (S1) im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie, montaż i mastering, powierzono Andrzejowi Brzesce. Specjalnością Pana Brzoski są nagrania muzyki współczesnej oraz słuchowisk, które zdobyły wiele polskich i zagranicznych nagród, m.in. Prix Italia we Włoszech, Prix Ostankino w Moskwie, Prix Marulić w Hvarze, Prix Europa w Berlinie. Otrzymał prestiżowe wyróżnienie Fellowship Award przyznane przez Audio Engineering Society za „doskonałość w dźwięku”. W jego dorobku są nagrania dokonane dla Westdeutscher Rundfunk, Tristar, Pro Viva i Centaur oraz publikacje dotyczące nagrań. Stypendysta BBC w Londynie i Canadian Broadcasting Corporation w Toronto.
Decydujący się na zakup tego pięknego wydawnictwa może być pewnym bardzo wysoko profesjonalnego produktu- od atrakcyjnej części poligraficznej po techniczną stronę nagrań. Każdy audiofil-meloman będzie przeszczęśliwy słuchając instrumentu Steinway &Sons dokładnie jak te słuchane na koncertach na przykład w sali kameralnej lub mniejszym pomieszczeniu. Takie wrażenia są często wynikiem uchwyconym dźwiękiem blisko rozmieszczonymi mikrofonami. Brzmienie jest pełne alikwotów, szalenie precyzyjne i czyste. Bravi biję!

 

Koncerty fortepianowe Saint-Saënsa są jednymi z najlepszych w epoce romantyzmu, bo są pomysłowo wypełnione wyrafinowaną orkiestracją, z dobrze skonstruowanym dialogiem między solistą a orkiestrą. Biorąc pod uwagę repertuar Saint-Saënsa w tej dziedzinie Koncerty nr  II i V („egipski”) są najatrakcyjniejsze i właśnie te francuski pianista- Bertrand Chamayou, wybrał na płytę „Saint-Saëns: Piano Concertos 2 & 5; Solo Piano Works”, którą wydała wytwórnia Erato w 2018 roku. Chamayou dopełnił album zachwycającymi utworami solowymi kompozytora.

Orchestre National de France, która towarzyszy soliście, była dyrygowana przez Emmanuela Krivine’a.

Bertrand Chamayou na albumie z dwoma koncertami Saint-Saënsa podejmuje się wykonać jedne z najbardziej błyskotliwych, ale piekielnie wirtuozowskich utworów francuskiego romantycznego repertuaru, łącząc dwa utwory kompozytora-pianisty– epicki nr 2 i nieodparcie egzotyczny nr 5 „Egipcjanin”, no i wspomniane wyżej mniej znane utworów solowe i etiudy, które zachwycą miłośników muzyki fortepianowej. Na pewno wirtuozowskie „Étude en forme de Valse” z brawurowym finałem oraz „Les Cloches de Las Palmas”- zawsze fascynujący, inspirowany dzwonami, które Saint-Saëns słyszał na Wyspach Kanaryjskich. „Zawsze jestem oczarowany Saint-Saënsem” – mówi Chamayou – „Jest pociąg do egzotyki, dziwacznej, zmysłowej fantazji, co jest bardzo ciekawe dla kompozytora, o którym myślimy jako tak akademickiego. A w muzyce Saint-Saënsa jest prawdziwy sens podróży, który uważam za fascynujący”.

Bertrand Chamayou- pianista, który już wcześniej był wysoko oceniony przez krytyków muzycznych, zwłaszcza za „Liszt: Années de Pèlerinage”,  „Le Paris des Romantiques”, „The Chopin Album” czy „Maurice Ravel: Complete Works for Solo Piano”, więc nie dziwi masa świetnych recenzji za tę omawianą właśnie płytę, na przykład:
Jamesa Manheima z AllMusic: „Dla pianistów francuskich, którzy nie podchodzą do zadania w duchu sympatii, niemal obowiązkowy recital Saint-Saënsa we wczesnej karierze może wydawać się przykrym obowiązkiem zarówno dla pianisty, jak i dla słuchacza. Ani trochę tego tutaj. Pianista Bertrand Chamayou i Orchestre National de France pod batutą Emmanuela Krivine’a bezwzględnie dobijają II Koncert fortepianowy op. 22, z wydajnością wyróżniającą się połączeniem małych detali i energii. Saint-Saëns jest czasem krytykowany, czasem słusznie, za to, że jest naukowcem-kompozytorem konserwatorium, ale co począć z niezwykłą formą tego koncertu, z jego środkową częścią Allegro i brakiem prawdziwie wolnej części? Sampluj tę część środkową, która jest przepełniona melodią, lub solowy pasaż na samym początku koncertu, znakomicie wyrzeźbiony przez Chamayou. V Koncert fortepianowy op. 103 („egipski”), z rzekomo autentyczną melodią plemienną Nilu w części wolnej, jest odpowiednio barwna i egzotyczna, a wśród rzadko granych utworów na pianina są też perełki, które zamykają program. Etiuda op. 52, nr 6 („En forme de valse”), która jest dokładnie tym, jak mówi tytuł, w formie walca, ale nie do końca walca, jest natchnionym wyborem. Chamayou z rozmachem stawia czoła różnym technicznym wyzwaniom, a Erato zapewnia naturalne brzmienie z dwóch sesji w audytorium Radio France. Tak dobre miejsce, jak każde inne, aby zacząć od muzyki fortepianowej Saint-Saënsa.”
International Piano: „[Koncert nr 2] Chamayou i Krivine wykonują błyskotliwy, pełen dowcipu i wdzięku występ, podkreślając dramatyczne pasaże w wykonaniu tak dobrym, jak te, które słyszałem u najlepszych. Ich relacja o egipskiej piątej dzielnicy jest równie imponująca, być może nieznacznie przewyższając Hougha i Oramo. Ze świetnym dźwiękiem jest to wydawnictwo godne polecenia.”
David Hurwitz z Classic Today: „Odkąd mój kolega- Jed Distler, zachwycał się niezwykłą pracą Bertranda Chamayou kompletnej ‘Années de pelerinage’ Liszta, z wielkim zainteresowaniem śledzę jego karierę nagraniową. To najnowsze wydawnictwo bez wątpienia podtrzymuje wysoką opinię pana Distlera o nim. Ostatnio pojawiło się mnóstwo nagrań koncertów fortepianowych Saint-Saënsa, wiele z nich jest naprawdę dobrych. Nie jest to trudna muzyka do dobrego grania, ale jest trudna do spektakularnego grania i to właśnie robi tutaj Chamayou. Bezwysiłkowa technika i chęć (pozornie) porzucenia ostrożności na wiatr, nie brzmiąc poszarpanym lub wymykającym się spod kontroli dźwiekiem, sprawiają, że finały obu koncertów są porywające od początku do końca – zwłaszcza koncertu „egipskiego”. To prawda, że jest kilka momentów, w których sama radość płynąca z cyfrowych nagrań może ukrócić część humoru– myślę o ‘Big Tune’ w scherzu II Koncertu fortepianowego – ale takie zastrzeżenia są niewielkie i bardzo rzadkie. Chamayou łączy inteligencję ze swoją wirtuozerią: weźmy za przykład mistrzowsko ukształtowaną pierwszą część II Koncertu. Co więcej, Emmanual Krivine to znacznie więcej niż tylko akompaniator, kształtujący partie orkiestrowe ze stanowczością, charakterem i równą dozą zawadiackiej werwy. Krótko mówiąc, jest to partnerstwo, które idealnie pasuje do tej muzyki, a rezultat jest niezwykle satysfakcjonujący i po prostu zabawny. Ale czekaj – to nie wszystko! Chamayou oferuje również błyskotliwe relacje z wyboru jeszcze zbyt mało znanych utworów solowych Saint-Saënsa: cztery etiudy (op. 52 nr 2 i 6 oraz 111 nr 1 i 4), mazur (op. 66 nr 3). ), Allegro appassionato op. 70 i cudownie dowcipny na zakończenie Valse nonchalante (op. 110). Posłuchaj sugestywnej Etiudy op. 111 nr 4 „Les Cloches de Las Palmas”, a będziesz się zastanawiać, gdzie ta muzyka była przez całe twoje życie. Nawet jeśli masz już dość tych dwóch koncertów, naprawdę powinieneś dodać ten krążek do swojej kolekcji.”

 


 

[1] The Duke’s Hall jest flagową salą koncertową na 350 osób w kompleksie Royal Academy of Music w Londynie. Królewska Akademia Muzyczna jest najstarszym konserwatorium w Wielkiej Brytanii, założonym w 1822 roku przez Jana Fane i Nicolas-Charles Bochsa.] Znani absolwenci akademii to Sir Simon Rattle, Sir Harrison Birtwistle , Sir Elton John i Annie Lennox.

Przez siedem lat zespół akustyków Arup współpracował z Królewską Akademią Muzyczną i Ianem Ritchie Architects, aby odnowić teren Królewskiej Akademii z 1911 roku. Ta transformacja przyniosła całkowitą zmianę akustyki, z całkowitą renowacją istniejącego teatru i nową salą recitalową, zbudowaną na najwyższym piętrze głównego budynku.

Układ odnowionego teatru na 309 miejsc zapewnia intymną, czułą akustykę. Jest to wzmocnione przez powierzchnie z drewna wykończone stopniowanymi detalami, aby połączyć dźwięk we wszystkich kierunkach. Razem te elementy zapewniają zrównoważone, responsywne środowisko akustyczne dla muzyków Akademii i wciągające wrażenia dla ich publiczności.  Umieszczona nad teatrem jako przestrzeń wolnostojąca, nowa sala recitalowa zapewnia doskonałą izolację akustyczną. Jego pochylone górne ściany maksymalizują wysokość pomieszczenia, tworząc przestronną głośność, dzięki której dźwięk ożywa. Konstrukcyjne elementy dachu i przegubowe listwy ścienne zapewniają krytyczną dyfuzję i mieszanie dźwięku. Regulowany dźwiękochłonny system zasłon zapewnia elastyczność. Zasłony można rozłożyć, aby wygłuszyć pomieszczenie i kontrolować głośność. Pozwala to użytkownikom wybrać akustykę pomieszczenia, aby dopasować ją do trybu występu, próby lub nagrywania.

Akademia organizuje co roku ponad 400 wydarzeń publicznych, od głośnych oper i koncertów orkiestr symfonicznych (wiele w sali Duke’s Hall) po kursy mistrzowskie, dyskusje badawcze, pokazy w muzeach i wiele innych. W muzeum prezentowane są materiały ze światowej sławy kolekcji instrumentów, rękopisów, przedmiotów i obrazów Akademii. Odbywają się w nim regularne wystawy i wydarzenia, w tym codzienne pokazy na żywo na zabytkowych fortepianach.

[2] Według:

[3] Uczeń legendarnego Rudolfa Serkina- Ronald Brautigam (według: ), zasłużenie zdobył reputację jednego z najbardziej szanowanych holenderskich muzyków, wyróżniając się nie tylko wirtuozerią i muzykalnością, ale także eklektycznym charakterem swoich muzycznych zainteresowań. Otrzymał wiele nagród, w tym Holenderską Nagrodę Muzyczną oraz nagrodę MIDEM Classical Award 2010 za najlepsze nagranie koncertowe za płytę CD z Koncertami fortepianowymi Beethovena z Norrköping Symphony Orchestra pod dyrekcją Andrew Parrotta. regularnie występuje z czołowymi orkiestrami, w tym Royal Concertgebouw, London Philharmonic, BBC Philharmonic, City of Birmingham Symphony, Hong Kong Philharmonic, Budapest Festival Orchestra, Orchestre National de France, Gewandhausorchester Leipzig i Rundfunk- Sinfonieorchester Berlin. Występował u boku wielu wybitnych dyrygentów, takich jak Riccardo Chailly, Charles Dutoit, Bernard Haitink, Frans Brüggen, Christopher Hogwood, Marek Janowski, Sir Roger Norrington, Marin Alsop, Ivor Bolton, Andrew Parrott, Ton Koopman, Ivan Fisher i Sir Mark Elder .Oprócz występów na instrumentach współczesnych, Ronald Brautigam dał się poznać jako czołowy przedstawiciel fortepianu, współpracując z takimi orkiestrami jak Orkiestra Wieku Oświecenia, Tafelmusik, Orkiestra XVIII Wieku, Orkiestra Barokowa we Fryburgu, zespół z Hanoweru, Concerto Copenhagen i l’Orchestre des Champs-Elysées. Ronald Brautigam jest profesorem w Musik-Hochschule w Bazylei

[4] Kopie fortepianów historycznych wykonane przez światowej sławy producenta- Paula McNulty’ego, słyną z jakości wykonania i znajdują się w najbardziej prestiżowych salach koncertowych, operach i instytucjach edukacyjnych.

  • Walter & Sohn, c. 1805 – to pianoforte o zakresie pięciu i pół oktawy od FF do c4. Posiada moderator i dźwignie kolanowe. Ten instrument jest bardzo atrakcyjny i wykonany z orzecha włoskiego.

Anton Walter uważany był za najsłynniejszego twórcę fortepianów swoich czasów (1752-1826), który w Wiedniu był budowniczym organów kameralnych i wykonawcą instrumentów. Jego udoskonalenia w mechanizmie wiedeńskiego pianoforte pozostawały standardem przez wiele lat. Zbudował około 700 instrumentów, które były chwalone za jakość przez wielu znanych muzyków, w tym Mozarta, który kupił Waltera w 1782 roku i Beethovena, któremu udało się kupić jeden w 1802 roku.

  • Conrad Graf c. 1819 – ten model pianoforte ma zakres sześciu i pół oktawy od CC do f4. Posiada pedały moderatora, double moderatora, sustainu i una corda. To bardzo atrakcyjny, wykonany z orzecha włoskiego instrument.  Jest wykonany przez Paula McNulty’ego jak w przypadku kopii pianoforte Walter & Sohn, c. 1805. Na początku XVIII wieku fortepiany Grafa nadal zachowywały cienką płytę rezonansową i lekkie młotki wiedeńskiej epoki klasycznej, z nieco grubszymi strunami. Pełniejszy ton jest jednak wyraźny i silniej brzmiący, co w połączeniu z różnymi ekspresyjnymi blatami zapewnia przekonującą paletę barw. Od 1820 roku instrumenty Grafa były uważane za „największe i najbardziej znane w Wiedniu i całym imperium„. Graf nie tylko dostarczył instrumenty do wszystkich mieszkań na dworze cesarskim, ale także dostarczył fortepian dla Ludwiga van Beethovena w 1825 roku. Chopin, Robert i Clara Schumannowie, Liszt i Mendelssohn mieli wszystkie fortepiany Grafa.

[5] Mowa jest o książeczce, którą można przeglądnąć również w formacie 

[6]  Według:

[7] Według:

[8] W oparciu o recenzję autorstwa Marka Sealey’a, krytyka portalu Classical Net (tekst został przefiltrowany przez moje odczucia)

[9] Stein 1788 (według: ) to instrument idealny do szerokiej gamy wczesnego klasycznego repertuaru solowego — synów J.S. Bacha, Haydna i im współczesnych. Posiada dźwignię kolanową podtrzymującą. Jest to również doskonały instrument continuo — czysty i dobrze słyszalny.

Pianoforte Johanna Andreasa Steina był entuzjastycznie podziwiany przez młodego Mozarta. Po śmierci Steina jego córka Nanette (później Streicher) kierowała firmą od 23 roku życia. Przeniosła się do Wiednia, gdzie kontynuowała spuściznę Steina.
Johann Andreas Stein, urodzony w Heidelsheim w rodzinie organmistrza, uczył się pod Stuttgartem u JA Silbermanna i założył własny warsztat w Augsburgu w 1751 roku, gdzie w ciągu 41 lat zbudował około 700 instrumentów. Do 1770 był już znany jako organista, budowniczy organów i pianoforte. Kiedy Mozart zatrzymał się w Augsburgu w 1777, zaprzyjaźnił się ze Steinem. Mozart użył fortepianów Steina podczas publicznego wykonania koncertu potrójnego, który odbył się 22 października, a trzej soliści to Mozart, organista katedralny Demmler i Stein. Mozart był pod wrażeniem jakości instrumentów Steina i napisał do swojego ojca: „…Ale teraz zdecydowanie wolę instrumenty Steina, ponieważ tłumią one znacznie lepiej niż instrumenty Spatha. Kiedy uderzam mocno, mogę trzymać palec na nucie lub ją podnieść, ale dźwięk ustaje w momencie, gdy go wydobędę. Niezależnie od tego, w jaki sposób dotknę klawiszy, ton jest zawsze równy. Nigdy nie wstrząsa, nigdy nie jest silniejszy ani słabszy, ani całkowicie nieobecny: jednym słowem zawsze jest równy. …mają tę szczególną przewagę nad innymi, że są tworzone z akcji ucieczki. Tylko jeden producent na sto martwi się tym. Ale bez wychwytu nie da się uniknąć brzęczenia i wibracji po uderzeniu nuty. Kiedy dotkniesz klawiszy, młotki opadają z powrotem w chwilę po uderzeniu w struny…”
Po śmierci Steina jego syn, Matthäus Andreas i córka Nanette Streicher przenieśli się do Wiednia, gdzie kontynuowali budowę fortepianów według projektów ojca. Podążając za rozwijającymi się trendami, instrumenty Streichera zdominowały handel fortepianami w Wiedniu aż do lat 70. XIX wieku.

[10] Österåker Church (według: ) budynek kościelny należący do parafii Österåker-Östra Ryd w diecezji sztokholmskiej. Kościół znajduje się na wschód od jeziora Garnsviken, kilka kilometrów na północ od centrum Åkersberga.

Najstarsze części budynku kościoła pochodzą prawdopodobnie z XIII wieku. Wykonane są z szarego kamienia. Być może najstarsza część obejmowała także szeroką wieżę kościelną. Gruntowna renowacja miała miejsce w latach 1951 – 1952. W tym czasie zamknięte wnętrze z ławkami zastąpiono wnętrzem otwartym z 1877 r. Rozbudowano chór organowy. Chór przeszedł gruntowną renowację w 1986 roku i został przywrócony, na ile było to możliwe, do najstarszego stanu wynikającego z dokumentacji.

W 1837 roku Pehr Zacharias Strand w Sztokholmie zbudował organy. Fasada została zaprojektowana przez Fredrika Bloma. Obecne organy składające się z 38 części zostały wyprodukowane w 1970 roku przez duńską firmę Marcussen & Son. Organy są mechaniczne o wielu kombinacjach. Fasada została zaprojektowana w latach 1837 i 1970 odpowiednio dopasowana przez Fredrika Bloma i Larsa-Olofa Torstenssona.

 


Kolejne rozdziały: