Wydawnictwa płytowe aspirujące do najlepszych
(część pierwsza)

 

Obok płyt wydawanych w dużych seriach bywają edycje ekskluzywne, najczęściej w ilości limitowanej, w formatach K2Hd, XRCD, LPCD, AMCD, Platinum CD (opis tych technologii zamieszczam niżej *) czy jednostkowej produkcji Crystal Disc (pomijam Super Audio CD jako format niekompatybilny z odtwarzaczami CD). Płyty te są droższe, ale też mamy pewność prawie 100%, że płyty będą co najmniej bardzo dobrej jakości technicznej, bo i do tych specjalnych edycji wybierane są wyłącznie płyty dobrze zrealizowane już we wstępnej fazie tuż po pierwszym masteringu, poza tym oryginalne „taśmy matki” są do dyspozycji, a nie ich kopie. Część pierwszą „wydawnictw płytowych aspirujących do najlepszych” im poświęcam.

Znakomitym przykładem jak różnie może brzmieć ten sam materiał muzyczny wysłuchiwany z płyt CD wydanych w różnej technologii jest „Ella and LouisElli Fitzgerald i Louisa Armstronga. Pierwsza z edycji to wydawnictwo Verve Records, o nr katalogowym 825 373-2, następna to określona jako Rubidium Atomic Clock* na złotym podkładzie, w formie mini LP, o nr. seryjnym UCCU-9513. Trzecia, 24-bitowa edycja K2HD, Universal Music 85 39325 3. Obie ostatnie edycje (z wymienionych) wydano wyłącznie w Japonii.

Wszystkie wersje są monofonicznymi. „Ella & Louis” to studyjny album z 1956 roku, nagrany w towarzystwie Oscar Peterson Quartet. Był to pierwszy z trzech albumów, które Fitzgerald i Armstrong mieli nagrać razem dla Verve, później powstały w 1957 „Ella and Louis Again” i w 1959 „Porgy and Bess”. „Ella and Louis” to natchniona współpraca obojga wykonawców i producenta Normana Granza. Artyści byli szczycie swojej kariery, ponad to Granz zaangażował fantastyczny kwartet- Oscar Peterson (fortepian), Buddy Rich (perkusja), Herb Ellis (gitara) i Ray Brown (bas). Wybór materiału wydaje się idealny- nie nudzi się nawet po wielokrotnym przesłuchaniu (ja tak właśnie odróżniam wybitne osiągnięcia w sztuce od tych co po pierwszym razie „zaspakajają nasze potrzeby”). Czysty wokal Fitzgerald kontrastuje z Armstrongową chrypą przy idealnej intonacji obojga… Czy może być coś bardziej atrakcyjnego? W trakcie wypowiadania tekstu muzycznego nadają balladom rodzaj melodii przepięknej zwłaszcza poprzez zmianę modulacji głosu dla oddania emocji. Te emocje przypominają opowiadanie baśni przez rodziców swoim dzieciom przy zapalonym kominku w czas zimowy. Delikatny i szczery przekaz muzyków zasługują na miejsce w każdym domu, na każdej półce płytowej. No tak, ale w jakiej wersji kupić tę piękną „opowieść”? Spróbuję pomóc w wyborze tym, którzy jeszcze tych nagrań nie mają.

Remaster amerykański jest bardzo zbliżony do wersji „gold” (tak mi będzie wygodniej odróżniać tę od wersji K2), z tą jedynie różnicą, że wyższe rejestry wersji „gold” są bardziej wygładzone lub zaokrąglone (niektórzy tak tę większą łagodność wyższych częstotliwości nazywają) Ograniczę się więc do porównania wersji wydanych w Japonii. Przede wszystkim zauważa się większy wolumen instrumentów od pierwszych taktów „Can’t We Be Friends” gdy pojawia się fortepian, był on też lepiej nasycony harmonicznymi. I Ella Fitzgerald i Louis Armstrong byli bliżej słuchacza. Trąbka Armstronga również lokowała się bliżej i zabierała więcej przestrzeni pomiędzy głośnikami. W wersji K2 utwory nie były prezentowane muzykalniej i na pewno mniej łagodnie, ale za to prawdziwiej.  Ja w rzeczywistości koncertowej nie słyszę ani łagodności, a nie wygładzonej góry… Natomiast brudy emisyjne czy artykulacyjne owszem, a nawet pewną kanciastość tonów zwłaszcza wyższych częstotliwości. W obu wersjach sybilanty, tak obecne w śpiewie Armstronga, nie „żyły własnym bytem”- były naturalne, a więc ta niezaokrąglona góra pasma w wersji K2 jej nie zaszkodziła, zresztą żaden wysoki ton na płycie nie drażnił. Pozornie K2 wydaje się głośniejszą płytą, bardziej angażującą…

Meloman (audiofil też) kiedy po raz pierwszy zetknął się z płytami Blue Note zapewne rozumiał, że mono była jedyną opcją dla ich  najwcześniejszych nagrań. W przypadku późniejszych edycji płyt (od roku 1957) wybór jest trudny, bo dla przykładu „Sonny Clark Trio” brzmi w wersji mono tak jak nas do tego przyzwyczaił Van Gelder, czyli- solista na planie pierwszym, zaś instrumenty towarzyszące cofnięte. Na tej samej płycie w wersji stereo trzej muzycy są równoprawnymi. Jednak też poszczególne remasterowane obecnie wydania różnią się między sobą… Onegdaj kupiłem CD z roku 2002 jako wydanie europejskie. To wersja stereo- pianista ulokowany z lewej strony sceny, aż do środka, podobnie kontrabasista, natomiast perkusista zajmuje prawą część sceny. Wszyscy grają blisko słuchacza. Podobała mi się ta realizacja tak bardzo, że postanowiłem kupić co uwielbiam najmocniej- japoński edycję w formie mini lp. Kupiłem. Niestety wydanie to, z roku 2003 roku oparte było na remasterze z 1998 ( TOSHIBA-EMI TOCJ-9007), co się ujawniało przede wszystkim mniejszym wolumenem instrumentów (No do diabła! Tego nie mogłem znieść…). Kupiłem następnego „Japończyka”- tym razem SHM CD z roku 2013. Jakie było moje zdziwienie gdy usłyszałem fantastycznie nagrane instrumenty, o dużym wolumenie i prawidłowych barwach, ale…  z inaczej umiejscowionymi muzykami w przestrzeni- fortepian na środku, bas po prawej a perkusja po lewej….

Long Play „Sonny Clark Trio„, wydane przez Blue Note w 1957 roku w wersji mono to coś co jedynie fantastycznym można nazwać! Fortepian potężnie wybrzmiewający jakby stał tuż obok. Oba instrumenty towarzyszące są wycofane. Jednak to płyta pianisty! On prowadzi, on nadaje ton utworom! To jedno z arcydzieł stylu hard bop. Pamiętałem doskonale tę płytę, ale jest XXI wiek, kolekcjonuję płyty CD, więc gdy pojawiła się w sprzedaży wersja mono- „Sonny Clark Trio” PLATINUM SHM-CD, to radości nie było końca. Gdy ją usłyszałem z radości zakupowej nie pozostało nic, bo w stosunku do wersji stereo SHM-CD z roku 2013 jest sporo mniej energii w niej zawartej. Chyba przez wycofanie perkusisty- Philly Joe Jonesa poza linię fortepianu Clarka i basu Chambersa. Paul Chambers w tej mono wersji jest „większy” i „pełniejszy” (pozytyw jeden z nielicznych)… Puls basu cały czas nadaje rytm muzyce. Fortepian Sonny’ego Clarka nie jest aż tak mocno wysunięty (rzadziej dźwięk klawiszy się mocniej wyodrębnia)… Szkoda, bo w wersji stereo to on jest wyraźnym liderem. Z powyższego przykładu należy wyciągnąć ten wniosek, że praca Van Geldera była modyfikowana między innymi przez specjalnego konsultanta i producenta reedycji Blue Note Records- Michaela Cuscunę (pracował przy wersji z lat 1985/1987, 1998, 2002 i 2008), zapewne też przez innych. Nie wyjaśnia fakt, że Coscuma miał wpływ na właściwie wszystkie reedycje po 1985 roku, że umiejscowienie muzyków w obrazie audio jest tak różne, zwłaszcza różne od tego co opisuje Rudy Van Gelder jako zasadę przy jego metodzie- „The 50/50 System”. Bo jak wytłumaczyć w racjonalny sposób historię, którą zaraz opowiem, kupna dwóch edycji stereofonicznych CD Ike’a Quebeca „It Might as Well Be Spring”- europejskiej i japońskiej?

A było tak: w pewnym momencie mojego szału zakupów płytowych natrafiłem na saksofonistę z epoki bopu- Ike’a Quebec’a. Przyznam się, że nie znałem płyt, gdzie występował jako lider (nie było ich dużo, bo tylko pięć). Znałem jedynie pozycje w których wspomagał innych, na przykład Granta Greena, Jimmiego Smitha czy Sonny Clarka. Po wsłuchaniu się w jego saksofonowy ton, budowę jego improwizacji itp pomyślałem- „Czemu nie mam jego dyskografii jeszcze?”.  Kupiłem wszystkie z Blue Note’u, wydania europejskie. Moje zauroczenie tym saksofonistą było jednak tak wielkie, że pomyślałem- „Czemu nie mieć całej jego dyskografii na japońskich mini LP?”. Jak pomyślałem tak zrobiłem- kupiłem cztery, bo „Easy Living” nie wydano w formie pożądanej przeze mnie. Ależ było moje zdziwienie gdy usłyszałem już w pierwszym utworze „It Might as Well Be Spring” Quebec’a grającego bliżej środka sceny, a nie jak w wersji europejskiej ewidentnie po lewej stronie. Mało tego- saksofon z wersji europejskiej był pozbawiony wysokich rejestrów saksofonu!

Gdyby nie słuchać wersji japońskiej (z roku 1998) tylko zatrzymać się na europejskiej (z roku 2011) to tragedii nie zauważyłoby się, ale…. No, było inaczej! Ten tytuł, produkowany przez Van Geldera w 1961 roku, Blue Note wydała rok później w obu wersjach- mono (BLP 4105) i stereo (BST-84105) równocześnie. Sądząc po schemacie- „The 50/50 System”, nie widzę tu wpływu samego Van Geldera, lecz jego następców, dla przykładu  tych co dokonali transferów z oryginalnych taśm analogowych na cyfrowe, a później do rozdzielczości 24-bitowej.

Przykładem koronnym na różne remasteringi z naszego- polskiego rynku płytowego, jest kolejne wydanie „Astigmatic” kwintetu Krzysztofa Komedy.

Warner Music Polska wprowadził do sprzedaży reedycję serii Polish Jazz na CD oraz LP. Wznowienie liczy 76 tytułów. Cytuję odpowiedzialnych za tę serię: „Reedycja została przygotowana z niespotykaną jak dotąd starannością. Polskie Nagrania zadbały o znakomite, zremasterowane brzmienie, wnikliwe i pasjonujące teksty oraz nowoczesną szatę graficzną, która nawiązując do oryginału wprowadza elegancki, spójny wygląd albumów”

No i… Mam wątpliwości, czy czasem to nie czcze przechwałki. Skuszony marketingową informacją, że „autorem odświeżonego brzmienia jest wybitny reżyser dźwięku – Jacek Gawłowski” kupiłem, mimo że do tej pory zachwycałem się edycją z 2011 roku autorstwa Karoliny Gleinert (Muza PNCD 1371). Do tej pory się zachwycałem i będę się nadal zachwycał, bo remaster najnowszy mnie wyleczył z ciekawości co takiego w dobrym masterze poprawiono… Otóż w moim odczuciu (i oczywiście z mojego systemu audio wypływającego) niczego nie poprawiono, a zepsuto całkiem sporo. Edycja autorstwa p. Gawłowskiego jest wyżej strojona i jednocześnie odchudzona z harmonicznych, co w efekcie daje pomniejszony wolumen instrumentów, pomniejsza to tym samym odczucie (jeśli takie jest) obecności muzyków w pomieszczeniu odsłuchowym. Nauczony, że inne mastery brzmią lepiej (dla moich uszu), szybko łapałem pozycje „Polisch Jazzu” sprzed lat paru…. Póki co jakieś niewielkie pozostałości jeszcze można spotkać! Opinie na temat reedycji z serii Polish Jazz są różne. A może mi się jeno zdaje, że pan Gawłowski coś spaprał?

Song for My Father” mam w dwóch wersjach- pierwsza to nr18 z serii „The Best Of Blue Note” wydane przez wydawnictwo Biblioteka Polityki oraz koreańskie limitowane wydanie Blue Note w wersji mini LP o nr seryjnym EKJD-0297. Seria Polityki brzmi dobrze, można uznać płyty serii za brzmieniowo wystarczające, ale że nigdy nie jest tak żeby nie mogło brzmieć coś lepiej to wyszukałem inną edycję, bo muzyka jaką płyta Horace’a Silvera zawiera to przecież arcydzieło jazzu, a poza tym bardzo ją lubię. Koreańska edycja (zresztą podobnie japońska) jest bardziej rozdzielcza i bardziej dynamiczna. Rozdzielczość wpływa na przestrzenność przekazu i tak jest i tym razem, bo scena się rozrasta w głąb i w szerz. Większa też jest szczegółowość w zakresie średnio tonowym i wyższym.

Porównam na koniec tej części  „Wydawnictw płytowych aspirujących do najlepszych” dwie płyty wydane również w wersji K2HD (20.bitowe)- „Time Out” kwartetu Dave’a Brubecka i „Two Of A MindPaula Desmonda i Gerry Mulligana z edycjami europejskimi (16.bitowymi).

Nie ma sensu omawiać obu płyt odrębnie bo obie różnią się od swoich wcześniejszych edycji w podobny sposób. Zanim wymienię zalety technologii K2 HD w przypadku tych dwu płyt, omówię na czym ten sposób remasterowania polega, tym bardziej że termin K2HD już się pojawiał i będzie się pojawiał jeszcze nie raz.

Wydawałoby się, że tak wyrafinowanej realizacji, jak wcześniej K2 nie da się poprawić, ale okazuje się, że można… Hmmm… Ja jednak wolę K2HD!  Można by myśleć, że każda modyfikacja powinna przynosić tylko pozytywy, ale w pewnym etapie rozwoju chyba następuje „rozwidlenie dróg” niż wskazywanie tej jedynej i najlepszej. XRCD daje łagodniejsze brzmienie, może bardziej zaokrąglone, mniej brutalne… Już wcześniej się z moich preferencji tłumaczyłem, bo ja wolę co prawdziwsze niż to co przyjemniejsze w odbiorze. Przy K2 HD instrumentaliści się „przybliżają”, stajemy się współuczestnikami zdarzenia muzycznego. Nie mam tego typu odczuć w przypadku wersji XRCD i XRCD24 (bardzo zresztą zbliżone brzmieniem).

Niższe rejestry? Przy K2 HD jest znacznie lepiej zdefiniowany i mocniejszy. Górny zakres natomiast  wydaje się agresywniejszy (ale nie w drażniący sposób). Istotne też jest to, że K2HD – daje bardzo wiele informacji (więcej szczegółów słychać). Zarejestrowane szumy są mocniej słyszalne niż w XRCD, co może być uznane za nagranie czystsze, więc i lepsze (mnie szumy nie przeszkadzają jeśli wiem z jakiego okresu nagrania pochodzą). Dynamika nagrań K2HD jest naturalna i ten duży dźwięk powoduje, że XRCD wybrzmiewają ciszej,

Sądzę, że K2HD i jego pochodne, XRCD i XRCD, mają swoich entuzjastów- jedni K2 inni XRCD, ale wrogów to chyba nie mają! Mimo że wolę K2 to na XRCD się nie obrażam i jeśli nie mam wyboru to słucham z satysfakcją i zadowoleniem wersje tak przeze mnie krytykowane.

Są tacy melomani, którzy z repertuaru Nicolo Paganiniego preferują kaprysy i koncerty, zapominając, że był też wirtuozem gitarowym, który sporo kompozycji stworzył na ten instrument.

Płyta „Paganini For Two” zachwyca. Dwóch muzyków- skrzypek Gil Shaham i gitarzysta Goran Sollscher, gra sonaty w wyrafinowany sposób i z arystokratycznym urokiem, dając spektakl, który przekonuje słuchacza do uznania kompozycji Paganiniego na skrzypce i gitarę za arcydzieło. Shaham gra w klasycznej formule pełnej intymności i uczucia, nadając kompozycjom Paganiniego pewną dozę tajemnicy i duchowości. Shaham i Sollscher z ​​każdą nutą trafiają, a nie rozmijają się z klasyczną interpretacją, co słuchaczy może tylko utwierdzać, że mamy do czynienia z jeszcze większym mistrzostwem niż w przypadku poprzedników z firm Naxos czy Harmonia Mundi.

Dźwięk na płycie jest krystalicznie czysty, z dużą głębią i właściwą barwą. Skrzypce i gitara brzmią bardzo holograficznie, więc płyta ta może być godna materiału demonstracyjnego. Na fotografii przedstawiam CD w wersji LPCD’45.

*) Przybliżę czym charakteryzuje się ta realizacja: LPCD’45 jest jedną z najbardziej zaawansowanych technologii kodowania i produkcji płyt CD, opracowaną przez pana Aik Yew-Goh, założyciela firmy Hugo Productions. Pan Aik, audiofil, meloman, entuzjasta płyt winylowych, doskonale zdawał sobie sprawę z ograniczeń jakie są wprowadzane w produkcji CD, więc postanowił je usunąć. LPCD Mastering obejmuje: przeniesienie materiału źródłowego na nośnik cyfrowy przy najwyższych możliwych ustawieniach próbkowania i dostosowywanie dynamiki i dalsze podwyższenie próbkowania. Powyższe procesy odbywają się przy użyciu sprzętu najwyższej jakości, współpracujących z filtrami zasilania, kondycjonerami oraz zegarem używanym przez wojsko. Każdy z komponentów chroniony jest systemem antywibracyjnym aby usunąć wszelkie możliwe zniekształcenia. Sam sprzęt to tylko połowa sukcesu. Mastering jest procesem bardzo długotrwałym, podczas którego realizator miksuje muzykę według własnego wyczucia i smaku. Głównym celem tego formatu jest zredukowanie zniekształceń tworzonych przez laser podczas odczytu informacji zapisanych na płycie. Każda płyta LPCD45 pokrywana jest specjalną warstwą redukującą rozproszenie lasera oraz zapewniającą większą stabilność obracającego się krążka. LPCD dzielą się na dwie kategorie: LPCD33 i LPCD45. LPCD33 jest płytą CD wytłoczoną w specjalnych warunkach, podczas gdy LPCD45 jest najwyższej jakości masterem zbudowanym na najlepszych dostępnych nośnikach zgodnych ze specyfikacją CDR master, a więc czytnik płyt CD odtwarzacza musi także czytać płyty CD-R. Rzeczywiście, płyta brzmi znakomicie.

Okazją najlepszą do przedstawienia formatu Analog Master Compact Disc (AMCD) jest płyta „Erick Friedman: Violin Showpieces” pierwotnie wydany przez RCA.

Friedman był uczniem Heifetza, więc wręcz narzuca się porównanie interpretacji utworów granych przez obu. Nie zrobię tego przez szacunek dla obu wspaniałych skrzypków.  Gra Ericka Friedmana jest pełna elegancji i słodyczy. Słychać gwałtowny atak w miejscach, które tego potrzebują. Skrzypek wykazuje się nieskazitelnym poczuciem czasu.  Ten wybitny uczeń Heifetza gra genialnie- są ciepło wyrażanymi spektaklami, technicznie bezbłędnymi. Również akompaniament jest bez zarzutu- London Symphony Orchestra prowadzona przez Sir Malcoma Sargenta i Chicago Symphony Orchestra pod batutą Waltera Hendla.

Nagranie zostało wydane w różnych formatach, między innymi w 24-bitowym K2HD, UHQCD i AMCD.

 


*) AMCD nie jest zwykłą płytą CD, bo zmieniono materiał dysku i sposób kodowania. Kompresuje rozdzielczość a 24-bitowe masterowanie SHOTM z rozszerzonym limitem częstotliwości do 100 kHz. Oprócz podwyższenia rozdzielczości materiał muzyczny czyszczony jest w urządzeniu redukującym hałas. By nie zaprzepaścić zbawiennego wpływu kodowania, używa się do produkcji dysków, w najważniejszej warstwie odblaskowej, materiału 4N PSS (Silver), o trwałości do 100 lat, albo 7N Pure (złoto) o trwałości do 300 lat. Modułem bazowym AMCD jest poliwęglan (Aerospace Grade) z opatentowanym, naturalnym barwnikiem organicznym. Górną warstwę ochronną stanowi Diamond Coat, który wielokrotnie przekracza normy przepuszczalności, jej stabilność w wysokiej temperaturze i wilgotności jest wyższa niż standardowe materiały. Odtwarzacz CD czyta dysk przez skierowanie światła lasera przez warstwę bazową i barwnikową do warstwy metalowej, która odbija ją z powrotem do detektora odtwarzacza. Jeśli warstwa odbijająca w jakikolwiek sposób ulegnie zmianie, nie będzie działać zgodnie z oczekiwaniami i będzie w efekcie psuła dźwięk a w ekstremalnym przypadku uniemożliwi odczytanie dysku. Metalowa warstwa odblaskowa w AMCD, złota  lub srebrna (w przypadku standardowej płyty- aluminium), nie jest narażona na tzw. „laser

Rot „(termin używany do opisu korozji warstwy metalowej), a tym samym doskonała jest długowieczność. Z kolei lepsze warstwy ochronne o dużej odporności chemicznej i na wilgoć, doskonalej chronią wrażliwe metalowe warstwy przed uszkodzeniami. Jeśli ta warstwa jest złej jakości lub nie była nałożona na płytę równomiernie i całkowicie, może wystąpić wczesna awaria dysku. Wszystkie AMCD posiadają certyfikat najniższych możliwych błędów mogących pojawiać się na dyskach CD.


*) UHQCD– najwyższej jakości płyty CD, które powstały po wielu latach od powstania Audio Compact Disc (CD) w 1982 roku, dzięki użyciu wysokiej jakości materiałów i zupełnie innej metodzie ich produkcji. Odtwarzane na dowolnym odtwarzaczu CD, Ultimate High Quality CD znacznie przewyższają jakością płyty standardowe. Radykalna zmiana w procesie produkcji płyt UHQCD polega przede wszystkim na zastosowaniu materiałów o wyższej jakości. W przypadku podłoża zastosowano poliwęglan o wysokiej przezroczystości i wysokiej płynności (rodzaj plastiku) stosowany w panelach LCD, a dla warstwy refleksyjnej tanie i powszechne aluminium zastąpiono niepowtarzalnym i kosztownym stopem o wysokiej refleksyjności. Konwencjonalne płyty CD są produkowane przy użyciu techniki formowania wtryskowego, tworząc „wgłębienia” z danymi. Stosowana jest do tego płyta metalowa, na której tworzone są „wgłębienia” reprezentujące dane źródła dźwięku. Poliwęglan stopiony w wysokiej temperaturze wlewa się do matrycy, aby zduplikować wzory wgłębień. Ta metoda jest wydajna, ponieważ umożliwia szybką produkcję, ale nie pozwala na całkowicie dokładne powielanie wgłębień w zagłębieniu. Jako roztopiony plastik, poliwęglan jest nieuchronnie lepki, więc nie może wnikać całkowicie w każdą małą przestrzeń wgłębień. Maksymalnie wysokiej jakości fotopolimer CD jest używany zamiast poliwęglanu w celu replikacji wgłębień. W normalnym stanie fotopolimery są cieczą, ale jednym z ich charakterystycznych właściwości jest to, że utwardzają się, gdy są wystawione na działanie światła o pewnych długościach fali. W ten sposób udoskonalono replikację bardzo drobnych otworów. Fotopolimery w stanie ciekłym mogą przeniknąć do najdrobniejszych naroży wgłębień na wypustku tak, że wzór wgłębień jest odtwarzany w bardzo wysokim stopniu dokładności. Płyta CD Ultimate High Quality odtwarza dźwięk z większą precyzją i na poziomie niemożliwym do osiągnięcia przy użyciu konwencjonalnej technologii produkcji płyt CD!


*) SHM-CD to ulepszony produkt CD- Super High Material. Zmiana polega na użyciu tworzywa sztucznego powłoki o najwyższej jakości i przejrzystości. Promień lasera przenika do informacji zawartej na płycie CD w sposób fizycznie niezakłócony jakością plastikowego nośnika, stopniem jego „zmętnienia” strukturalnej nieczystości. Proces produkcji został opracowany w Japonii przez Universal Music Japan i JVC. Ten sam materiał może być również używany do produkcji płyt SHM-SACD.


*) Platinum SHM-CD  to najwyższej klasy dysk CD wykorzystujący platynę w miejsce aluminium, w powłoce odblaskowej oprócz sprawdzonej technologii SHM-CD. Płyta Platinum SHM-CD jest w pełni zgodna ze standardowymi odtwarzaczami CD, pod warunkiem kompatybilności z płytami CD-R (Compact Disc-Recordable).


*) Technologia K2 jest masteringiem opracowanym przez JVC Kenwood Victor Entertainment Corporation. Nazwano ją na cześć dwóch inżynierów, którzy opracowali system: Kuwaoka i Kanai. Obaj inżynierowie chcieli poprawić jakość dźwięku przez przywrócenie dźwięku do stanu pierwotnego, bo twierdzili, że istnieje wyraźna różnica w jakości dźwięku pomiędzy oryginalnymi danymi audio i wersjami na kopiach  CD. Dwaj panowie „K” znaleźli przyczynę ukrywania oryginalnych danych: to pewne zakłócenie elektryczne podczas nagrywania i transformacji danych. Kuwaoka i Kanai rozpoczęli poszukiwania ulepszeń jakości dźwięku dla danych audio po transformacji. Ich próby zostały zwieńczone technologią nazwaną „K2 interfejs”, pozwalającą zwiększyć realną rozdzielczość dźwięku na płycie CD. Rozwinięciem technologii K2 stały się płyty XRCD, XRCD2 aż wreszcie XRCD24 (24.bitowe).

Kilka przesłuchań płyt K2 pozwala sądzić, że brzmieniem to krok olbrzymi w kierunku doświadczeń wynoszonych z odsłuchów płyt winylowych. Gdyby ująć jednym zdaniem, różnice nie są subtelne- K2 HD brzmią niesłychanie analogowo, a wersje popularne 16.bitowe cyfrowo (metalicznie i chłodno). Technologia inżynierów JVC prezentuje znacząco bardziej gładkie, płynne , nasycone brzmienie i jednocześnie dużo bardziej dynamiczne. W porównaniami z poprzednimi nagraniami znika cyfrowa nerwowość i chropowatość, a zauważa się wyrafinowanie i swobodę w przekazie. Przy okazji omawiania płyt K2HD wspomnę też o „następnym kroku” firmy JVC- formacie XRCD.

*) Proces XRCD odnosi się on do procesu produkcji firmy JVC, która opracowała proces masteringu XRCD24 dla zapewnienia słuchaczowi wyższej wierności odtwarzania. JVC używa zaawansowanych algorytmów przetwarzania w technologii K2 do przesyłania analogowego lub cyfrowego źródłowego nagrania (z taśmy matki) na dysk fizyczny. Proces masteringu polega na tym, że analogowy materiał źródłowy jest najpierw przetwarzany na cyfrowy przez firmowy konwerter K2 20-bitowy lub 24-bitowy. Informacje muzyczne są następnie kodowane na dysku magnetooptycznym do transportu do zakładu produkcyjnego, gdzie stosuje się redukcję błędów jitter. Sygnał muzyczny na koniec jest sprowadzony do 16-bitowej normy przez proces „superkodowania” K2. Ten 16-bitowy sygnał jest kodowany przez zastrzeżoną technologię laserową DVD K2, firmy Extended Pit Cut, do produkcji szklanego wzornika. Niezwykle precyzyjny zegar Rubidium optymalizuje liniową prędkość szklanych wzorców, zapewniając wyeliminowanie jitterów czasowych. Wszystkie płyty są wreszcie tłoczone bezpośrednio z tego szklanego wzorca do wersji .XRCD2 lub XRCD24 X (uaktualnia wyjściowy sygnał muzyczny z 20 do 24 bitów). Ta 24-bitowa technologia firmy JVC ma zapewniać słuchaczowi wyższą wierność odtwarzania i rzeczywiście dźwięk wydaje się bardziej realny, a w najlepszym przypadku daje naprawdę złudzenie bycia wśród muzyków.


*) Określenie dla ultra-stabilnych zegarów, stanowiących podstawę dla patentu XRCD i K2. JVC używa zegarów Esoterica, modelu G-0Rb, który oparty jest na oscylatorze rubidium. Oznaczenie to znajdziemy też na wielu innych, japońskich reedycjach, chociażby Universal Music Japan.

 


Kolejne części:

              

Dodaj komentarz