Wydawnictwa płytowe aspirujące do najlepszych
(część trzecia)

 

Obok dużych wydawnictw, z własną siecią dystrybucji jak: Universal Music Group, Sony Music, Warner Music Group, Naxos Records, czy Harmonia Mundi, produkuje płyty ogromna ilość małych wydawnictw fonograficznych najczęściej specjalizujących się w konkretnych nurtach muzycznych czy epokach. Producenci je reprezentujący mają chyba więcej czasu do dyspozycji, chęci, a może i umiejętności, bo efekty zadziwiają. Im poświęcam tę i następne części artykułu.

Guillaume de Machaut „Messe Notre Dame” w wykonaniu Graindelavoix i Björna Schmelzera, wydane przez Glossa Records w kwietniu 2016 roku (nr kat.- GCDP32110).

Björn Schmelzer uważany był do tej pory za co najmniej kontrowersyjnego wykonawcę muzyki chóralnej. To nagranie nie jest wyjątkiem, co nie znaczy, że jego odczytywanie kompozycji średniowiecznych nie jest bliższe realiom niż wykonania innych chórów. Msza jest wykonywana przez męski zespół z Graindelavoix, zarówno ostre wysokie partie tenorów jak i bardzo niskie basy. Björn Schmelzer w szkicu na załączonej do płyty broszurze, deklaruje swoją pasję dla „wyczarowywania głosów z przeszłości”, a podejście jego jest takie (podjęte przez Graindelavoix), które podkreśla indywidualność wykonawców zamiast jednorodny zespołowy śpiew. Realizacja nagrań jest tak doskonała, że nawet niedoświadczony meloman to łatwo wychwyci.

Gramophone Magazine (czerwiec 2016):

„Nowe nagranie Mszy Machaut jest zawsze wydarzeniem, a to jest przekonujące i prowokacyjne w równej mierze: atrakcyjne, ze względu na piękno głosów i widoczną troskę, która odkrywa tak wiele szczegółów natomiast prowokacyjny, ponieważ tak wielu z tych szczegółów będzie zaskakiwać, że może rozwścieczyć”.

Alfonso X el Sabio  “Cantigas De Viola De Rueda” Eduardo Paniagua i Ensemble Musica Antiqua,  wydane w roku 2005 przez  Pneuma (nr kat. PN-740)

W ramach dzieł muzyka Eduardo Paniagua nagrywanych dla wytwórni Pneuma z seri „Cantigas Rey Alfonso X”, to album poświęcony utworom z udziałem lira korbowej (hurdy gurdy). Wraz z czternastoma Cantigas (poematami) Paniaqua przenosi nas do wieku XIII niczym archeolog, który prowadził prace badawcze przez dekady, bez których byłoby niemożliwe zgromadzenie cennego zbiór średniowiecznych melodii, tworzących jego bogatą dyskografię. Lira korbowa, to archaiczny instrument strunowy, mający swoje początki w X wieku, znana jako organistrum. Ta wczesna wersja liry wymagała obecności dwóch muzyków: jeden obracał kołowrotkiem, wprawiając w ruch kolo pocierające struny, a drugi uruchamiał klawiaturę, która skracała struny melodyczne. W trzynastym wieku lira korbowa przechodzi głębokie innowacje, stając się mniejszym instrumentem, przenośnym  i na której możliwa stała się gra indywidualna. Na płycie lirze uruchamianej przez Jotę Martinez towarzyszy duża obsada dawnych instrumentów, wśród których są citole (przodek dzisiejszej mandoliny), lutnie, szałamaje, cymbały, bębny, tamburyny i wiele innych. Cantigas śpiewane są z pełnym tekstem, ale są też nagrania w wersji instrumentalnej. Musimy pamiętać, że życie i kultura średniowieczna półwyspu iberyjskiego jest daleki od rzeczywistości innych krajów europejskich. W tym samym czasie, mieszały się kultury chrześcijańska z islamską i Żydów sefardyjskich. Rekonstrukcja Eduarda Paniagua staje się szczególnie istotna gdy natrafia na konieczność łączenia różnych tendencji w tej samej rzeczywistości. Zidentyfikowanie i odtworzenie dźwięków, których echo rozbrzmiewało na półwyspie w poprzednich stuleciach, w okresie rekonkwisty i zjednoczenie królestw było niezmiernie trudne. Te badania i ich interpretacja można śmiało zaliczyć do światowego dziedzictwa ludzkości, a nam- słuchaczom, przyjemność ogromną sprawiają, tym bardziej że jakość nagrań jest wyjątkowa, która sprawia, że „muzycy pojawiają się blisko, a nawet nas otaczają”. Złudzenie jest bardzo wiarygodne.

 

John Ward, początkowo chórzysta w katedrze w Canterbury do 1607 roku, a później muzyk dla Sir Henry’ego Fanshaw’a, komponował udatnie madrygały i utwory na viole. „John Ward: Consort Music for 5 and 6 viols”, w wykonaniu zespołu Phantasm dla Linn Records (BKD 339, z sierpnia 2005 roku), jest płytą z utworami instrumentalnymi na viole da gamba- dwie treble vile, trzy tenor viole i jedna bass viola.

Z płyty płynie tak przyjemna muzyka, że od razu pojawia się nadzieja, że to nie pierwsza i jedyna płyta instrumentalnych kompozycji Warda. Jako zespół, członkowie Phantasm występują z wyjątkową muzyczną świadomością. Można traktować ich jako autorytety. Osiągają bardzo zróżnicowane barwy instrumentalnych tonów, a „oddychają” jak jeden organizm. Efekt oszałamia. Łatwo się odbiera niuanse gry poszczególnych muzyków jeśli realizacja płyty na to pozwala, a tu „słuchacz czuje się niemal częścią zespołu ” (z recenzji Gramophon). Gra zespołu Phantasma jest nienaganna, doskonale zestrojona. Wykonanie 17.wiecznych kompozycji w sposób przestrzenny, z pełnią wybrzmień odtworza ciepły dźwięk akustyczny Kaplicy Oxsfordzkiej. „Muzyka z viol rzadko brzmi lepiej niż z tej płyty” (z BBC Music Magazine).

Il labirinto della chitarra: Guitar music from 17th-century Italy” Private Musicke, Pierre Pitzl, guitar & direction, wydane przez Accent – ACC 24239 we wrześniu 2011

Private Musicke pod kierunkiem Pierre’a Pitzla grają muzykę gitarową Włoch XVII wieku. Wiele utworów na płycie to tylko szkice wymagające dalszego przetworzenia poprzez improwizację. Private Musicke podjął się przekształcić je w program dający zróżnicowany wizerunek włoskiej muzyki dawnej. Album proponuje wysłuchanie ciekawych kompozycji Corbetta, Foscariniego, Sanza, Calvi’ego, Pellegriniego, Granata, Valdambriniego i Matteisa. Mamy szansę poszerzenia swojej wiedzy na temat muzyki baroku z jednej strony, a z drugiej po prostu cieszyć się tą płytą, bo jest bardzo przystępna i przyjemna w odbiorze. Utwory te przeważnie opierają się na tańcach, więc z natury są i różnorodne, i wysoce atrakcyjne. Private Musicke w dużej części wypełniają teksturę utworów efektami przynoszonymi wraz z instrumentami perkusyjnymi, które pomagają zespołowi w wykonywaniu starannie kontrolowanych tańców  z wyrazistymi melodiami oraz trafionymi kulminacjami. Rytm utworów jest mocno akcentowany. Nagrany dźwięk, jest piękny, bogaty i ciepły. Mikrofony musiały być umieszczone bardzo blisko tych niewielkich instrumentów, najprawdopodobniej w celu zarejestrowania rezonansu pudeł gitar. które przez to robią wrażenie wielokroć większych. Ten efekt może też kojarzyć się ze strunami delikatnie zrywanymi tuż przy naszym uchu. Jeśli preferujesz nagrania, które mają oddać rzeczywistość dźwiękową znaną z koncertów bez mikrofonów, to ta płyta nie jest odpowiednia, ale  jeśli chcesz, aby pięknie i ekscytująco instrumenty zabrzmiały z głośników, to polecam bardziej niż gorąco.

Muzycy grają na instrumentach zbudowanych po XVII wieku, przez lutników- Karl’a Kirchmeyera, Erica Pierre’a Hofmanna i Martina Bowersa.

Dobrze, w rozumieniu audiofilskim, nagrać płytę z małym składem instrumentalnych jest niełatwo, ale z orkiestrą i chórem to na pewno dużo trudniej. Choir of Nederlandse Bachvereniging / Baroque Orchestra of Nederlandse Bachvereniging z dyrygującym Josem van Veldhovenem nagrali „J.S. Bach: Christmas Oratorio BWV 248” dla Channel Classics płytę ocenioną prawie maksymalnie (9/10).

A dokładniej- recenzent David Vernier (https://www.classicstoday.com/review/review-9604/) na 9 pkt. z 10 możliwych ocenił wartość artystyczną nagrań, a na 10 pkt. jakość dźwięku z płyty o nr katalogowym CCS SA 20.103.

Skrót recenzji pozwolę sobie zamieścić:

„Jeśli lubisz płyty w eleganckim opakowaniu, warto pominąć artykuł, by natychmiast zamówić to nowe „Oratorium Bożego Narodzenia” bez zwłoki. Głębokie, bordowe welurowe grube pudełko ze złotym napisem (z przodu i z tyłu!) woła: „Trzymaj mnie, przytrzymaj!”. A kiedy zobaczysz miłosną troskę, która wpłynęła na wyprodukowanie wspaniałych dwu SACD (hybrydowych), zamkniętych w digipacku i książkę to wiesz, że masz coś specjalnego w swoich rękach. Na szczęście jest to jeden z tych momentów, w których piękno i artyzm są odbijane nie przez powierzchnię, ale i od rdzenia. To cudowne przedstawienie cyklu sześciu kantat Bacha, które oferuje olśniewające śpiewy chóralne, ostre szczegółowe spektakle orkiestrowe i (przeważnie) doskonałe udziały czterech solowych wokalistów, a wszystko to prezentowane jest w najnowocześniejszym brzmieniu. Współpraca między Classics Channel, Holenderskim Towarzystwem Bachowskim a Muzeum Catharijneconvent of Utrecht, obejmuje nie tylko samą muzykę Bacha, ale także posiada pięknie wydrukowaną książkę z twardą okładką zawierającą nie tylko notatki, ale także dziesiątki stron pełno kolorowych reprodukcji sztuki z muzeum – instytucji założonej w 1979 roku jako „Narodowe Muzeum Sztuki i Kultury Chrześcijańskiej”. Książka sama w sobie jest fascynująca i wystarczająco pochłaniająca, ale wykonanie Josa van Veldhovena tego monumentalnego arcydzieła muzycznego, da każdemu fana świętej muzyki Bacha, każe zadbać by ten zestaw, znajdował się wśród najlepszych w katalogu. Jak wspomniano, występy chóralne są w pierwszej kolejności tętniące życiem, ekscytujące i zaangażowane, z wyrazistym i jasnym, ale pełnym brzmieniem. Wystarczy posłuchać otwarcia do części 5, „Ehre Sei Dir, Gott, Gesungen”, jednego z najbardziej nieodpartych, najłatwiejszych dzieł Bacha, a będziesz pod wrażeniem precyzji, energii i spójności wyrażanej przez chór i orkiestrę – atrybuty odnoszące się do całego nagrania. Podobnie soliści, dobrze czują się w swoich ariach i recytatywach. Dają spektakle, które są bardzo łatwe dla ucha, a także są zgodne z koncepcją Bacha (i jego librettem)… [27-09-2003]”.

I co ja miałbym dodać? Wiem! Dodam, że ten album stoi u mnie na półce od 2003 roku bez dodatkowego zabezpieczenia w folię i wystarczy od czasu do czasu strzepnąć kurz, by znowu welur był dobrze prezentującym się materiałem. Inne płyty ucierpiały już z powodu upływającego czasu… To dziwne, ale… Może jakieś moce nierozpoznane przeze mnie mają pod opieką tę edycję?

Hyperion, wytwórnia wielce zasłużona, wielokrotnie nagradzana, znakomicie realizująca swoje płyty. Mógłbym wybrać całkiem sporo pozycji wartych rekomendacji, ale w kolejce czeka jeszcze parę innych oficyn wydawniczych równie dobrych…

Jenő Hubay “Scènes de la csárda” Hagai Shaham (skrzypce) i Arnon Erez (fortepian) nagrali w 1998 roku w Jerusalem Music Centre (Izrael) pod nr kat. CDA67441/2. Natomiast płytę “Ernest Bloch & Paul Ben-Haïm” ci sami wykonawcy, w tym samym studio dla Hyperion Records (CDA67571) zrealizowali w 2007 roku. Obie płyty dzieli przestrzeń czasowa 9. lat postępu w technice produkcji płyt CD… Brzmią w bardzo zbliżony sposób, jakby powstawały w czasie tej samej sesji nagraniowej.

Jenő Hubay “Scènes de la csárda” to jeden z moich ulubionych zestawów płyt skrzypcowo- fortepianowych. Dlaczego? Bo to skończone dzieło sztuki- od kompozycji, poprzez interpretację dwóch fantastycznych muzyków, po sposób prezentacji dźwiękowej przez zapis na CD.

„Scènes” tkwią mocno w tradycji węgierskich „Rapsodii” Liszta, „Tańcach węgierskich” Brahmsa i „Zigeunerweisen” (Cygan Airs) Sarate. Muzyka romantycznej korzystała z muzyki cygańskiej jako godnego źródła rozrywki w salonach klasy średniej i kołach arystokratycznych. Jenő Hubay, skrzypek- wirtuoz i kompozytor z przełomu XiX i XX wieku przez czterdzieści lat tworzył piękne melodie i trudne w wykonawstwie, oparte na folkowych węgierskich miniaturach, przekształcając je w wyszukane poematy. Kompozytor- Hubay tworzył na użytek Hubaya- skrzypka, zarówno w trakcie koncertów, jak i w nauczaniu. Hagai Shaham, ma talent, ma nadzwyczajne umiejętności techniczne, ma intuicję muzyczną, ale to nie wystarcza by wciągnąć słuchacza w taneczny wir… Potrzebne jest  zaangażowanie w grę, szczera wypowiedź, namiętność i zatracenie w dźwiękach. Obaj muzycy przekonują do siebie już po chwili, by przez dwie i pół godziny wirtuozowskiej gry trzymać słuchaczy w rozkosznym napięciu, nigdy nie zbliżając się do kitzu, o co łatwo w tego rodzaju (popularnej jednak) muzyce. W czardaszowych częściach wolnych (zwanych lassu) odczuwa się w grze obu muzyków głęboką melancholię, a w szybkich (zwanych fryska) porywają do pełnego pasji tańca… Ich gra zadziwia swoją uczuciowością i jednocześnie wzbudza szacunek dla ich kompetencji.

W publikacji amerykańskiego Fanfare Magazine czytamy- „Osiągnięcia Hagai Shahama tutaj są heroiczne, to pomnik gry na skrzypcach … Jeśli jesteś skrzypcowym smakoszem, a repertuar apeluje, kup to z ufnością…”

Ernest Bloch & Paul Ben-Haïm” to zupełnie inna płyta w wymowie niż „Scènes de la csárda”. Hagai Shaham i Arnon Erez już wcześniej wydali płytę poświeconą Blochowi z sonatami skrzypcowymi i fortepianowymi (Hyperion, 4/2005). Obaj kompozytorzy wpisują się w idiom współczesnego chasydyzmu. Słychać też w ich kompozycjach echa dokonań twórców muzycznego impresjonizmu i modernizmu. Od pierwszych taktów „Baal Shem Suite” witalność i zaangażowanie emocjonalne muzyków zapowiadają niemałe emocje, choć już w „Suite hébraïque”, serii trzech melodii żydowskich, obaj muzycy rezygnują z napięcia na rzecz tęsknego głębokiego tonu w momentach refleksyjnego liryzmu. Tryptyk „Baal Shem” to dzieło, w którym Bloch wyraża się w osobisty sposób- wyraźnie „żydowski”. Krytyk Erik Levi sugeruje, że ważne jest, aby pamiętać, że „żydowskość Blocha pochodzi z wewnętrznego impulsu, a nie przez świadomą absorpcję hebrajskich elementów ludowych”. Ernest  Bloch dodaje: „ nie jest ani moim celem, ani pragnieniem próba rekonstrukcji muzyki żydowskiej, ani opierać swoją pracę na mniej lub bardziej autentycznych melodiach … Nie jestem archeologiem, dla mnie najbardziej ważną rzeczą jest, aby napisać dobrą i szczerą muzykę”. Te informacje nie ułatwiają zadanie muzykom… W utworach Blocha, Hagai Shaham i Arnon Erez potwierdzają się jako doskonali interpretatorzy tej trudnej i głębokiej muzyki, która wymaga nie tylko prawdziwej wirtuozerii, ale także inteligencji muzycznej i rzadkiej wrażliwości.

Paula Ben-Haima „Sonata in G for solo violin”, napisana dla Yehudi Menuhina, jest  mistrzowską kompozycją, wcale nie oryginalna w formie, ale pełna ciekawych pomysłów. Gra Shahama w centralnej części jest oszałamiająco piękna, zmuszająca również do sięgania po pokłady wirtuozerii. Dwie inne kompozycje  Ben-Haïma- piękna kołysanka „Berceuse” i „Sfaradite Improvisat” są delikatne i dramatyczne. Wirtuozeria Hagai Shahama idealnie dopasowuje się do tych żywych i namiętnych dzieł.

Nagrań dokonano w sposób wzorcowy, w czasie jednej i drugiej sesji. Barwy fortepianu są prawdziwe, wolumen odpowiedni, by nie „przykryć” wiodącej roli skrzypiec, ale wystarczający by pokazać wagę instrumentu. Skrzypce, których ton jest lekko matowy i głęboki, wybrzmiewają i ze strun i z pudła rezonansowego, co słychać doskonale. Oba instrumenty brzmią ciepło, co zachęca do częstego słuchania.

 

Kolejne części:

              

 

Dodaj komentarz