Wydawnictwa płytowe aspirujące do najlepszych
(część druga)

 

W miarę wzrostu audiofilskiego zadowolenia ze zbudowanego systemu audio przestają nam wystarczać dobre realizacje RCA Victor, Decci czy EMI, a szukamy równie dobrych artystycznie, lecz znacznie staranniej zrealizowanych płyt w katalogach niszowych producentów. Poszukiwania nie są proste, ale przecież nikt fanowi muzyki nie obiecywał łatwej drogi do rozkoszy, prawda? Już nieodżałowany Janusz Łętowski w swoim „Przewodniku płytowym” z 1997 roku wskazuje wielokroć w swoich rekomendacjach na szczególnie wartościowe (niejednokrotnie jedyne) nagrania z małych niezależnych wytwórni, na przykład- „Sonaty na fortepian” Carla Marii von Webera w wykonaniu Garricka Ohlssona (laureata I nagrody VIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina). Kto wydał ten znakomity komplet „Sonat fortepianowych”? Kilkanaście lat temu wytwórnia- Arabesque, a obecnie Hyperion Records. Czy słyszeliście o Arabesque, czy słyszeliście o Hyperion Records, lub o Haenssler, czy kanadyjskiej Analekta?

Zachwyciłem się jakością nagrań japońskiej Venus Records już z pierwszą płytą jaką kupiłem- „Blue Ballads” kwartetu Archie Sheppa (VHCD 78147). Tak jędrnego dźwięku nie znajdzie się ani w wytwórni Blue Note, ani w Universal Music, ani Sony Music… Dynamika nagrań przewyższała wszystko co do tej pory słyszałem na płytach CD.

Archie Shepp, jedna z czołowych postaci free jazzu, dobrał sidemanów- Johna Hicksa, George’a Mraza i Idrisa Muhammada do nagrań „Blue Ballads” w listopadzie 1995 roku. Sesja odbyła się w Clinton Recording Studio, w Nowym Jorku. Kompozycje nie są autorstwa Sheppa. Te kameralne ballady to standardy Rodgersa & Harta „Little Girl Blue”, Arthura Schwartza „Alone Together”, Vincenta Youmansa  „More Than You Know”, arcydzieło Milesa Davisa i Billa Evansa ” Blue in Green”, „Blue and Sentimental” Counta Basiego. U schyłku XX wieku powraca do źródeł, staje się jednym z najdoskonalszych kontynuatorów stylu Colemana Hawkinsa i Bena Webstera. Nie byłby sobą gdyby w improwizacjach nie pojawiały się odniesienia do free- jazzu, co ubarwia kompozycje tak przecież odległe od tego stylu.  Za pierwszym odsłuchaniem dech zapiera od wrażeń, a w następnych już tylko podziwiamy jak te „smaczki” free są tu potrzebne. Shepp buduje swój ton w gęsty i okrągły sposób, niemal tradycyjne, by nagle  zygzakiem wyimprowizować harmonie nieoczekiwane, ale nadal melodyjne. Nie wiem czy te interpretacje ballad staną się równe tym koronnym pośród nagrań afro-amerykańskiej muzyki… Dla mnie już są!

Zacząłem się lepiej przyglądać dokonaniom tej wytwórni. Venus Records to japońska wytwórnia jazzowa, założona w 1992 roku przez Tetsuo Hara, który pracował jako producent w wydawnictwie RCA Victor. Tetsuo Hara przede wszystki współpracuje z grupą artystów z Włoch, Stanów Zjednoczonych i Japonii.  W swoich studiach wykorzystuje 24-bitowy proces masteringu o nazwie „Hyper Magnum Sound”, dzięki któremu uzyskiwany jest „bardzo mocny dźwięk z silną obecnością”. Charakterystyczne są okładki albumów (również w wersji mini LP), autorstwa znanych fotografów, często prowokacyjnie erotyczne.

Od zainteresowania wytwórnią do zakupów całkiem sporej ilości ich produkcji droga nie była wcale długa. Przecież trudno pominąć tak znakomitych jazzmanów jak: Pharoah Sanders, Eddie Harris, Albert Ayler, Lee Konitz, Kenny Barron, Eddie Higgins, Phil Woods czy Bill Charlap, który na płycie „S Wonderful” jest szokujący. Mam sporo płyt z jazzującym fortepianem nagranych świetnie, mam sporo płyt z zarejestrowaną muzyką fortepianową klasyczną. Większość świetnie brzmiących, ale nie tak świetnie jak w „S Wonderful”. Zresztą i instrumentaliści z sekcji rytmicznej- basista Petera Washington i perkusista Kenny Washington, również idealnie zostali uchwyceni przez inżyniera nagrań- Mike Krowiaka.

Napisałem, że Charlap w wydaniu Venus Records jest szokujący… Dlaczego? Otóż, wynika ta opinia z porównania przede wszystkim dwóch wydawnictw- tego, o którym teraz piszę i „Notes From New York” wydanego przez Impulse Records w 17 lat później (w 2016 roku). Pod względem muzycznym obie płyty reprezentują bardzo wysoki poziom, ale sposób realizacji jest tak inny jak inne są winogrona i rodzynki. Nie wiem, kto zdecydował o brzmieniu w sesji Impulsu- czy inżynier dźwięku James Forber czy producent Bill Charlap? Efekt przypomina realizację płyty The Oscar Peterson Trio „Night Train” z 1963 roku, gdzie i lider i sekcja rytmiczna były na tym samym poziomie głośności jakby zlepione ze sobą ciepłym miodem.

Tak fortepian, jak perkusja i bas, grają- ciepło, łagodnie i w nienarzucający się sposób. Pianista jest wręcz wycofany, słuchacz ma wrażenie, że siedzi w jednym z ostatnich stolików klubu, może sobie siorbać herbatę czy kawę, nie przeszkadzając muzykom w twórczych improwizacjach lub inaczej- Bill Charlap snuje opowieści muzyczne, nie zwracając uwagi na publiczność… „A niech sobie siorbią tę kawę, mnie to nie wzrusza, ani przeszkadza!”- zapewne myśli.


Inaczej zrealizowano „‘S Wonderful” w Venus Records. Od pierwszych chwil muzycy chcą zapraszają w wir rozkołysanych taktów, każą wsłuchiwać się w każdy niuans brzmieniowy. Te „nakazy” muzyków są łatwe do realizacji, bo z ostatnich miejsc klubowych przesiedliśmy się do pierwszego rzędu, a co tam… Siedzimy tuż przy muzykach! Każdy dźwięk jest wypełniony harmonicznymi, więc klawisze fortepianu od najniższych rejestrów po najwyższe są fantastycznie ukazane, użycie pedału fortepianowego oddane w taki sposób, że bliższe wydało się wspomnienie tłumionych stuków gdy noga moja przyciskała pedał pianina marki Legnica w moim mieszkaniu z lat młodzieńczych. Talerze perkusyjne wybrzmiewają na tej płycie nie jak w „Notes From New York” z manierą prowadzącą do ich skrycia, lecz przeciwnie- są śmiałe i sięgają poza granice wyznaczone osią głośników. Mają spory ciężar i bogactwo tonów. Kontrabas ulokowany pomiędzy głośnikami wydaje dźwięki rozedrganymi strunami i pudłem rezonansowym. Jest nisko sięgającym po nuty instrumentem, nic się nie wzbudza ani nie snuje po podłodze. To duży instrument, nadający stały puls muzyce tria. Przy tak angażującej płycie nie sposób dzielić przyjemność słuchania z lekturą książki na przykład, co zdarza mi się dość często.

Parę słów o Williamie Morrisonie „Bill” Charlapie- znany ze swojej współpracy z Gerry Mulliganem, a później z Philem Woodsem.  Od połowy lat 90. XX wieku Charlap rozwija się szybko co dokumentuje, firmowanymi już pod własnym nazwiskiem, wydawnictwami płytowymi. W tym czasie związuje się na trwale z potężną sekcją rytmiczną- basistą Peterem Washingtonem i perkusistą Kennym Washingtonem i eksperymentuje połączenie klasyki z jazzem. Często występuje też w trio o nazwie New York Trio, z którym nagrywa w Venus Records. Odświeżającym podejściem do standardów jazzowych ugruntowuje swoją pozycję w panteonie nowojorskich stylistów fortepianu. przydaje mu też liczne grono wiernych słuchaczy… Oto niektóre z wypowiedzi potwierdzające jego ugruntowaną pozycję w świecie jazzu:

Uwielbiam Billa Jest fenomenalnym pianistą. Utwory, które gra zawsze znajdują prostą drogę do serca. Są bardzo głębokie i pełne autentycznych emocji” – Diana Krall.

Bill Charlap Trio – to mówi samo za siebie. Nie istnieje nic lepszego”- Johnny Mandel.

Gra Billa Charlapa jest wyjątkowa, ciepła i inteligentna. Tak jakby jednocześnie grał i melodię, i słowa” – Alan & Marilyn Bergman.

Podobnie do nagrań Charlapa, zrealizowano płyty Eddiego Higginsa. On też upodobał sobie granie w małym składzie, w którym towarzyszą mu jedynie kontrabasista i perkusista.

Eddie Higgins tworzy cichą, nostalgiczną muzykę. Jego gra nie nosi znamion eksperymentu, jest zachowawcza, albo osadzona mocno w tradycji jazzowej, jednak zawsze wysmakowana. Muzyka wybrzmiewająca z jego fortepianu daje relaks i poczucie intymności, ale nie jest wyzuta z emocji. One są, ale nie  rzucane pod nogi słuchacza, trzeba skupienia by je odkryć. Na repertuar Higginsa składają się przede wszystkim utwory o ugruntowanej reputacji. Lista odtwarzana przez Higginsa zaczyna się w klasyce (J.S.Bach, Fritz Kreisler, Gabriel Fauré, Sergiej Rachmaninow), a kończy na muzyce brazylijskiej. Ta subtelna gra (proszę nie mylić z brakami dynamiki lub przytłumieniem instrumentów) to bez wątpienia elegancki dodatek do każdej biblioteki jazzowej.

Informacje o Venus Records, które zamieszczam niżej, zaczerpnąłem z artykułu Kena Drydena z 07 marca 2009 roku, zamieszczonego w „all-about-jazz” (tłumaczenie moje i skróty treści też):

„Wydawnictwo Venus zbudowało całkiem sporo sobie lojalnych sprzymierzeńców wśród miłośników jazzu, którzy szukają źródeł muzycznych w sieci Internet. Tetsuo Hara (założyciel wytwórni), od dawna jest fanem jazzu: „Kiedy byłem bardzo młody, słuchałem wielu rejestracji na 78-rpm… Jako 16-to latek, słyszałem i był bardzo poruszony, historycznymi nagraniami Johna Coltrane’a dla Impulse co wywołało  poważniejsze zaangażowanie w słuchanie muzyki jazzowej.”

Hara jeszcze przed założeniem Venus Records spotkał Todda Barkana weterana branży muzycznej, który stał się oczywistym wyborem jako współpracownika.

Tetsuo Hara przyjechał do Nowego Jorku, gdzie Barkan poznał go z wieloma artystami. Hara tak wspomina ten czas: „Moje pierwsze nagrania zrobiłem z Pharoah Sandersem, Lee Konitzem i Claudem Williamsonem. Od tamtej pory wyprodukowałem ponad 200 albumów, wiele z pomocą mojego przyjaciela Todda Barkana”. Metoda Hary w doborze artystów jest prosta- pracuje tylko z jego ulubionymi. Mówi tak: „Szczególnie podobają mi się fortepianowe tria z basem i perkusją, a także kwartety gdy dodajemy saksofon lub klarnet”. Jest on producentem i działa w porozumieniu z Barkanem jako koproducentem. Hara wybiera utwory i artystów do każdej sesji. Wiedza Barkana przydaje się w studio i oczywiście inżynierów (Katherine Miller wnosi istotny wkład w istotę dźwięku). Twierdzi on, że „Tetsuo sprawia, że wszystkie ostateczne decyzje do niego należą”. Po zakończeniu nagrywania, to Hara wykonuje ostateczny miks i mastering.

Hara jest częstym gościem na Manhattanie: „Jadę do Nowego Jorku, trzy lub cztery razy w roku. Podczas pobytu w Nowym Jorku, staram się znaleźć czas w moim napiętym grafiku, aby usłyszeć artystów w lokalnych klubach…”. Barkan często towarzyszy mu w wysłuchiwaniu talentów w różnych miejscach. Hara podpisał kontrakt z Kenem Peplowskim po zapoznaniu się z nim w klubie Dizzy’iego, po czym wyprodukował niezwykłą sesję, na której Ken grał dwie odrębne interpretacje dziesięciu standardów, po jednym na klarnet i saksofon tenorowy. To nie jest jeden rodzaj programu jaki zwykle oczekujemy na płycie jazzowej. Regularnie nagrywa się jego długoletnich faworytów- Eddiego Higginsa, Billa Charlapa, Davida Hazeltine’a , Steve’a Kuhna i jeszcze paru. Hara jest odpowiedzialny za dodanie nowych twarzy do swojego katalogu: „Jestem bardzo podekscytowany nowymi nagraniami dla Venus, niedawno zakończonych przez Briana Lyncha i afro-kubańskiej orkiestry, Derek Smith Trio, The John Di Martino Trio, Tessa Souter i Nicki Parrott „.

Coraz wyższa cena importu japońskich CD powoduje, że dystrybutorzy się wahają co czynić w tej sytuacji, to frustrujace gdy nabywcy płyt Venus dają wydawnictwu wysokie noty, mimo braku angielskojęzycznych adnotacji. Ameryka Północna i Europa nie są podstawowym celem sprzedaży produktów Tetsuo Hary. Mówi tak: „To, że mogę nagrywać i produkować dla Venus Jazz Records odzwierciedla moją miłość do niej, do słuchania jazzu. Nadal nie wiem jaka będzie wielkość przyszłej publiczności, jaki jest potencjał sprzedaży i dystrybucji nagrań Venus Jazz Records poza rynek japoński. Obecnie nasz rynek jest prawie nakierowany na Japonię.

Częste pojawianie się aktów kobiecych na okładkach Venus powoduje trochę kontrowersji, ograniczając ich dystrybucję nierzadko do wyłącznie sklepowej. Na niektórych stronach internetowych wręcz narzekano na artystów Venus podczas prezentacji okładek (na przykład pokazano substytut, w postaci strony tylnej okładki, aby promować nagrania Kenny Wernera „With a Song in My Heart”). Ale Tetsuo Hara jest przekonany, że artystyczne opakowania są niezbędna jego płytom: „Nagrania jazzowe Venus odzwierciedlają moją kompletną koncepcję artystyczną- muzykę, okładkę i ogólną jakość dźwięku. Jeśli te nagrania dobrze współbrzmią z poczuciem estetyki słuchaczy na całym świecie, to czyni mnie bardzo szczęśliwym.”

 


Kolejne części:

                 

Dodaj komentarz