Płyty LP i CD edytorsko wyjątkowe
(część piąta)

 

Do atrakcyjnych wizualnie edycji płytowych zaliczam te z okładkami w bardziej skomplikowany sposób rozkładanymi, czyli takie które po ich rozłożeniu tworzą trójwymiarową formę.

Dwie płyty znakomitej grupy Jefferson Airplane: „Bark” i „Long John Silver” z lat- 1971 i 1972 są wzorcowymi przykładami albumów, o których wspomniałem we wstępie do tej części artykułu.

Oryginalne wydawnictwo „Bark”, winylowe i japońska edycja mini LP CD, zawierało zewnętrzną torbę papierową (worek)  z logo „JA”, jak gdyby zostało kupione w sklepie spożywczym. Logo „JA” przypomina o sieci supermarketów A&P. Szaro-brązowy papier owija płytę (rybę), która jest w jej wnętrzu. To kartonowa okładka do przechowywania krążka zawierała obraz ryby z ludzkimi zębami. Ten papier owijający rybę przewiązany jest sznurkiem (w postaci nadruku). Wewnątrz torby znajduje się też różnobarwna kartka „papier rzeźniczy”.

„Bark”, z 1971 roku, był realizowany gdy zespół Jefferson Airplane „był na krawędzi”- nastąpiły zmiany personalne. Był to pierwszy album bez udziału współzałożyciela zespołu Marty Balina oraz pierwszy album zespołu, na którym zagrał skrzypek Papa John Creach (w “Wild Turkey” cudownie współpracuje z gitarzystą, ich dialog jest ozdobą płyty). Perkusistę Spencera Drydena zastąpił Joey Covington. Jefferson Airplane tworzył muzykę charakterystyczną dla rocka hippisowskiego czego mamy wyraz i na “Bark”. Muzyka dotychczas oparta o folk, country, psychodelicznego rocka, teraz wzbogacona została o bluesa (wraz z przyłączeniem się Creacha).

Z okładki tekturowej płyty „Long John Silver” można zrobić pudełko na cygara, posiada odpowiedni kształt i nacięcia (LP i CD w wersji mini LP). 

Ostatni album studyjny Jefferson Airplane (jeśli nie liczyć reaktywacji z 1989 roku). Materiał muzyczny ujawnia dwie różne frakcje, które wyłoniły się przez lata dotychczasowej współpracy- Jorma Kaukonen / Jack Casady i Paul Kantner / Grace Slick. Jorma i Jack w tamtym czasie są  jednym z najlepszych duetów gitaro-basowych w branży, a grupa konsekwentnie dostarcza niespokojnych, piorunujących piosenek.

Instrumentalna praca jest konsekwentnie dobra, a Papa John Creach jest po prostu jednym z najbardziej fantastycznych skrzypków, którzy pojawili się w dziedzinie rocka (bluesa też). Głównym problemem płyty wydaje się być materiał, z którymi pracują muzycy. Nie ma jednego prawdziwego utworu, który mógłby być z płytą kojarzony (tzw „lokomotywy”). Znikła iskra entuzjazmu…

 

Brytyjski rock w tej cięższej odmianie na przełomie 60/70 był dość schematyczny. „Powiewem świeższego powietrza” można nazwać pojawienie się płyty „This Was” grupy Jethro Tull. Choć mocno osadzona w tradycji bluesowej to próbująca urozmaicić blues rocka przez dodanie instrumentu do tej pory używanego w muzyce rockowej sporadycznie- fletu. Grał na nim lider grupy Ian Anderson. Z każdą następną płytą Jethro Tull oddalało się od bluesa, korzystając mocniej z dorobku tradycyjnej muzyki szkockiej czy ogólniej wysp brytyjskich. Trzeci album „Stand Up” powędrował na pierwsze miejsce najlepiej sprzedających się albumów Wielkiej Brytanii tuż po jego ukazaniu się na rynku w 1969 roku.
Projekt okładki albumu powierzono artyście James’owi Grashow’owi. Rozpoczął pracę wraz z wizytą zespołu w New Haven, (Connecticut) podczas trasy koncertowej w lutym 1969 roku. Wtedy zespół poznał rzeźbiarza o nazwisku Grashow, który śledził ich przez tydzień występów, aby odpowiednio sportretować ich w drzeworycie. Powstała okładka albumu, wewnątrz której wizerunki czterech muzyków Jethro Tull wstawały przy rozkładaniu albumu (jak w książeczkach dla dzieci), przywołując tytuł albumu. „Stand Up” zdobył nagrodę magazynu New Musical Express za najlepszą oprawę graficzną w 1969 roku.

Album nadal pozostaje pod wpływem bluesa na podobnej zasadzie co pierwszy utwór  „A New Day Yesterday”. „Fat Man” pokazuje w jakim kierunku będą podążać muzycy Jethro Tull na następnych płytach opartych o bardziej zróżnicowane  instrumentarium. Akustyczne utwory, takie jak „Back to the Family”, ujawniają inne wpływy, w tym wypadku- Roya Harpera, a instrumentalny „Bourée”, jazzowa przeróbka ” Bourrée e-moll” Johana Sebastiana Bacha, że chętnie czerpać będą z wzorców europejskiej muzyki klasycznej.

Na „Stand Up” muzycy są w rozkroku pomiędzy starym- blues rockiem, a nowym art.- rockiem. Dopiero czwarta płyta- „Aqualung” będzie stylistycznie inna niż debiut czy dwie następne- „Benefit” i  omawiany „Stand Up”. Zawarta treść na większości utworów to opis relacji wokalisty i autora tekstów do rodziców, stanowi też zapowiedź przyszłych albumów koncepcyjnych. Autorem wszystkich kompozycji jest Ian Anderson, który nie ma się czego wstydzić, tym bardziej że album po wielu latach broni się znakomicie. To po prostu znakomita płyta rockowa

 

Oryginalna okładka LP „Thick As a Brick” (i japońskiego CD mini LP) jest 12-stronicową gazetą „The St. Cleve Chronicle”, w której opublikowano tekst poematu fikcyjnego chłopca o imieniu Gerald. „Gazeta”, z dnia 7 stycznia 1972 roku, zawiera teksty „Thick as a Brick”, które są przedstawione jako wiersze napisane przez Geralda Bostocka. Historię chłopca opowiada okładka albumu. 

Według artykułu zamieszczonego w tej gazecie chłopiec, okrzyknięty „Małym Miltonem”, brał udział w konkursie literackim. Gazeta donosi, że choć Bostock początkowo wygrał konkurs „Gruby jak cegła”, to decyzją sędziów wobec wielu protestów i gróźb dotyczących obraźliwej natury wiersza, cofnięto nagrodę. Oprócz tego, jak można wyczytać z gazety, pojawiły się zarzuty dotyczące psychicznej niestabilności chłopca. Poza tym są w gazecie artykuły o charakterze dziennikarstwa parafialnego i amatorskiego lokalnych gazet angielskich, są też konkursy i typowe reklamy.

„Thick As a Brick” był postrzegany przez niektórych krytyków jako pierwszy progresywny album Jethro Tull, kontrastujący z wcześniejszymi pracami grupy, które były bliższe stylistyce hard rocka.Album zawiera dwuczęściową suitę zbudowaną z różnych motywów muzycznych o zmienny tempie. Wyraźnie słychać, że choć album w opisie zawiera jeden ciągły utwór, to jednak składa się on z wielu indywidualnych piosenek. W formie, charakter muzyki klasycznej i folkowej wtłoczył Ian Anderson (autor utworu) w typowy szkielet rockowy. 

 

The GroundhogsWho Will Save the World?„, hard rockowy album z 1972 roku, pierwotnie został wydany przez United Artists Records numer katalogowy UAS-5570. Najnowsza reedycja CD jest z 2003 roku- EMI Records, numer katalogowy 07243-584815-2-5.
Rozkładana wielokrotnie okładka tworzyła komiks. Do dnia dzisiejszego nie odtworzono okładki LP na potrzeby CD, jaką widać na zdjęciu. Ale od czego dwie ręce mamy, drukarkę i karton? Ja na własne potrzeby odtworzyłem. Trochę pracy kosztowało, ale opłacało się… Nikomu ze znajomych nie przyszło do głowy, że to nie japoński mini LP.

W obrazach komiksu ukazują się postaci muzyków The Groundhogs, opisane jako superbohaterowie. Rysunki wykonał artysta plastyk Neal Adams. W opowieści walczą z personifikowanymi złomem nadmiernej populacji, zanieczyszczenia i podżegaczy polityczno-religijnych. Każdy z członków zespołu przyjmuje różne zło sprzeczne w jakiś sposób z nimi, aby uwolnić świat od nich. Teksty każdej z piosenek dotyczą tych tematów i pomimo komiksowego charakteru okładki, teksty są zupełnie poważne, motywowane politycznie i społecznie.

Album zawiera osiem epickich utworów, które są pozbawione obłudy aż do brutalnego przekazu. W ich hard rocku jest już znacznie mniej elementów bluesa niż w poprzednich albumach. Album zawiera jeden z najcięższych utworów w ich twórczości: „Earth is Not Room Enough”, gdzie gitarowe riffy zmieszane zostały z mellotronowymi. W „Death of the Sun” pierwszoplanowe uderzenia w klawisze fortepianu są na tle arpeggiów gitarowych, a w „The Grey Maze,” gitara niszczycielsko wydaje brudne i ostre przeciągłe dźwięki i to ten utwór sprawił, że ​​Tony McPhee stał się legendą. Słuchając heroicznych bohaterów, trudno się nie zgodzić, że „Mighty Groundhogs” rzeczywiście próbowały uratować świat.

 

Okładka płyty „Fearless” grupy Family składa się z czterech kart na których widnieją tylko części całego obrazu ze zwielokrotnionym wizerunkami twarzy wokalisty Rogera Chapmana, gitarzysty Charlie Whitneya, klawiszowca Johna „Poli” Palmera, basisty Johna Wettona i perkusisty Roba Townsenda. Złożenie kart daje pełny obraz okładki.

Ci melomani, którzy podziwiali poprzednie albumy grupy Family mogli być nieco rozczarowani muzyczną stroną płyty. Obok dobrych utworów są też takie, których nie chce się słuchać. Rozpoczyna wyrafinowana ballada „Between Blue and Me”. „Sat’d’y Barfly” odbieram jako kompozycję bez pomysłu melodycznego. Delikatny i bardzo ciekawy melodycznie „Larf i Sing”, z charakterystycznym czterogłosem fantastyczną gitarą w tle, jest jedną z perełek grupy. Następny konwencjonalny art.-rockowy „Spanish Tide” znowu z melodią ubożuchną, ratowany wzbogaconą i urozmaiconą formą. Nie lepiej jest z następnym utworem „Save Some For Thee”. Dopiero z nutą jazzową, może improwizowany, „Take Your Partners” budzi do uważniejszego słuchania. Dobrze się też słucha ballady „Children” też jazzujący to utwór. Dwa ostatnie- „Blind” i „Burning Bridges” niczym szczególnym się nie wyróżniają.

Czy to schyłek znakomitego zespołu? Nie, bo następny album „Band Stand” był znakomity, najwyższych lotów (omówiona została w części trzeciej tego artykułu).

 

Dwóch muzyków- Darryl Way  (skrzypce, fortepian) i Francis Monkman (gitary, instrumenty klawiszowe, syntezator VCS3) utworzyło zespół Curved Air, który miał odegrać niebagatelną rolę w  ramach progressive rock’owej ekspansji na początku lat 70. ubiegłego wieku.  Obaj muzycy jednak bardzo różnie chcieli budować stylistykę grupy. Już przy drugiej płycie z ich katalogu- „Second Album” ostro się te różnice uwidoczniły. Stronę A longplaya wypełniają kompozycje Darryla Waya- oryginalne, eteryczne kompozycje z psychedelicznymi momentami, w których melodyjny śpiew Sonji Kristiny wspierany jest przez marzycielską grę Way i słodkie linie fortepianowe Monkmana. Na stronie B Francis Monkman umieścił trzy progresywne utwory o zmiennych tempach i nastrojach, które zaskakiwały.


„Second Album” będzie zapamiętany przez fanów rocka nie dlatego, że to całkiem udany zbiór piosenek, że to album grupy, w którym skrzypek był pełnoprawnym instrumentalistą,  a nawet ton nadawał, lecz dlatego, że właśnie na tym albumie pojawił się „Back Street Luv”… Jeden z najwspanialszych utworów zespołu, a także jeden z najznakomitszych singli z wczesnych lat siedemdziesiątych.
Oryginalna okładka płyty po rozłożeniu przedstawiała fotografie grupy, a po złożeniu fragment tęczy, nawiązanie do albumu Terry’ego Rileya „A Rainbow in Curved Air”, od którego zespół przyjął swoją nazwę

 


Inne części artykułu:

         

Dodaj komentarz