Rekomendowane jazzowe wydawnictwa płytowe
(rozdział szesnasty, część 3)

 

Ciąg dalszy poprzedniej części dotyczy wyboru płyt i tych trochę starszych i tych trochę młodszych, które wpisały się w historię polskiego jazzu jak najlepiej… Każdy z fanów jazzu taką własną listę ma i ja też… Oto ona:

 

  • „Ojciec Chrzestny” polskiego jazzu- Janusz Muniak, w 1978 roku zadebiutował jako lider doskonałą płytą „Question Mark”, a na rok przed śmiercią wydana płyta „Contemplation” w 2015. roku udowadnia, że pozycja jednego z najlepszych saksofonistów jest nie do podważenia nawet  po 50 latach kariery.  Był jednym z pionierów free jazzu w Europie, jednak później i chyba najchętniej grał zgodnie z głównym nurtem. Bardzo pięknie o saksofoniście powiedział Maciej Adamczak (kontrabasista, wykładowca w krakowskiej akademii): „Muniak grał prawdę. Nuty nutami, perfekcja perfekcją, a prawda i szczerość najważniejsze. Tego nie da się nauczyć, mówiąc o tym, to trzeba pokazać samym sobą. Niewielu potrafi. Poza Muniakiem. Pewnie dlatego tylu nas przyjeżdżało do niego: umiał słuchać, co mamy do powiedzenia instrumentami. Tak, to prawda, przeprowadziłem się do Krakowa dla Muniaka„.

„Question Mark” vol. 54 w serii „Polish Jazz” jest jedyną autorstwa Muniaka w tej serii i jedną z najważniejszych w jego muzycznej biografii. Tematy Muniaka są– jak podaje w notatce Warner Music Poland: „świetnie napisane, lapidarne, zwięzłe, o dużej dynamice, wyzwalające znaczny potencjał energii w improwizacjach”. W kompozycje lider potrafił zawrzeć piękny polski folklor, który udanie wtopił w jazzową tradycję. Płyta odznacza się nietuzinkowymi partiami solowymi muzyków, zwłaszcza gitarzysty Marka Blizińskiego i pianisty Pawła Perlińskiego. Na wyróżnienie zasługuje też ozdobna gra perkusisty Jerzego Bezuchy. Muniak w nagraniach zachowuje naturalny styl narracji- ekspresyjny, pełen pasji, co wydaje się niedziwne zaważywszy, że miał za sobą okres europejskich tras koncertowych, zrealizowane płyty z Tomaszem Stańko, z Andrzejem Trzaskowskim i z Janem „Ptaszynem” Wróblewskim, doświadczenia wyniesione ze współpracy z Krzysztofem Komedą. „Debiutancki” album stanowił podsumowanie 20 lat doświadczeń- z roli członka zespołu przeszedł do roli w pełni świadomego lidera. Głęboki i ciepły tenor, kompetentne improwizacje pianina, gitary, kontrabasu i perkusji powodują, że można się muzyką delektować za każdym przesłuchaniem. To na pewno jedna z najznakomitszych pozycji serii Polish Jazz i wysoko polecana miłośnikom europejskiego jazzu.

Po 34. latach od momentu wydania „Question Mark” Janusz Muniak w składzie z: Joachim Mencel (fortepian); Willem von Hombracht (bas) i Harry Tanschek (perkusja), rejestruje materiał dla płyty „Contemplation” (wydany w trzy lata później, bo w roku 2015, przez Inspirafon ‎z nr kat.- INS03). Album został bardzo starannie oprawiony i doskonale pod względem technicznym zrealizowany. Nad nagraniem w Studiu Koncertowym Radia Katowice i masteringiem czuwał Wojciech Przybylski. W procesie produkcji wykorzystano analogowy sprzęt z lat 60. i to by wyjaśniało fakt, że płyta ma walory audiofilskie- szerokie pasmo dynamiczne, bardzo naturalny dźwięk, ciepły i przestrzenny. Nie jest to autorski projekt Muniaka, ale raczej dzieło czterech, równorzędnych partnerów muzycznych, co sugeruje strona tytułowa albumu, poza tym wśród nagrań jest tylko jedna kompozycja saksofonisty, pozostałe to standardy jazzu. Muniak zawsze „grał swoje” gdzieś na drugim planie, nie zabiegał o względy publiczności, rzadko nagrywał płyty, nie próbował nadążać za modą… Wieczny outsider. Nie inaczej jest na „Contemplation”- ukrył się za doskonałymi kompozycjami, za stylem Hawkinsa, Webstera lub Coltrane’a, wtapiając się w zespół. Nie było to trudne, bowiem Muniak i Mencel stworzyli idealny układ artystyczny- skonsolidowany i wzajemnie się inspirujący, a sekcja rytmiczna ich w tym skutecznie wspierała. Całość materiału muzycznego zgromadzona na płycie utrzymana jest w konwencji balladowej. Dominują wolne tempa, ekspresja jest podporządkowana melodyce i strukturze harmonicznej, choć są momenty pewnego ożywienia kiedy Muniak gra nieco ostrzej. Brzmienie saksofonu jest czyste, ciepłe, z lekkim wibrato. Pianista nadaje muzyce równowagę, a sekcja rytmiczna rytmiczną sprężystość, Muniak kiedyś powiedział: „W muzyce nigdy nie jest tak, że wszystko wolno. Swoboda może być w doborze środków, jednak za tą swobodą musi iść ogromna kontrola. Inaczej nie będzie muzyki, tylko bełkot”. „Contemplation” jest samą muzyką, to hołd złożony jazzowej tradycji.

 

Komeda, Stańko, Makowicz, Urbaniak, Dudziak, Namysłowski zaznaczyli swoją obecność złotymi literami w XX-wiecznej historii światowego jazzu, ale… Według słów Tomasza Stańki, gdy myślał o Seifercie: „Spośród wszystkich polskich jazzmanów to on miał największą szansę na karierę w Stanach”. Choroba wcześnie Zbigniewowi Seifertowi odebrała życie- miał 32 lata gdy umierał. Mocno ekspresyjny styl skrzypka (grał również na saksofonie altowym), doskonała technika wiolinistyczna, uprawniała do stawiania jego talentu obok największych światowego jazzu. Kompozycje i styl jego gry mogły być interpretowane jako rozwinięcie idei muzycznych Johna Coltrane’a. Na 3 miesiące przed śmiercią artysty powstała płyta „Passion”, w nagraniu której udział wzięły same znakomitości: perkusista Jack DeJohnette, gitarzysta John Scofield, kontrabasista Eddie Gomez, pianista Richie Beirach oraz perkusista Naná Vasconcelos. Na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku współpraca z zespołem Tomasz Stańko Quintet (w składzie: Tomasz Stańko, Janusz Muniak, Zbigniew Seifert, Janusz Stefański i Bronisław Suchanek) przybliżyła mu ówczesne awangardowe formy jazzowej improwizacji (free-jazz i avant-jazz). Od połowy lat 70. nagrywał również płyty sygnowane własnym nazwiskiem obok tych, które nagrywał z Joachimem Kühnem, Charliem Mariano, Volkerem Kriegelem, Jasperem van ’t Hofem, zespołem Oregon, Glenem Moorem, Volkerem Kriegelem, Urszulą Dudziak i Michałem Urbaniakiem.

Dwie pozycje: „Solo Violin” i „Kilimanjaro” są warte rekomendowania każdemu bardzo wymagającemu melomanowi.

  • Solo Violin” (Elektrola/EMI, rok pierwszego wydania- 1978) zawiera rejestrację solowego koncertu legendarnego skrzypka z 19 maja 1976 r. w Bremie podczas Forum Junge Music. Utwory zgromadzone na „Solo Violin” każda z kompozycji tworzona była z myślą o wykonaniu wyłącznie na skrzypcach, stąd też wyjątkowy charakter każdego z zagranych podczas koncertu tematów. Ten album uważany jest dziś jako jedna z najważniejszych płyt światowej wiolinistyki jazzowej, a krytycy wypowiadają się o niej w kategorii muzycznego ideału, bowiem trudno znaleźć jazzowy album skrzypcowy nasycony twórczą wyobraźnią wspartą na wyjątkowej wirtuozerii. Okładkę zaprojektował sam autor muzyki.

Albumy jazzowe na skrzypce solo są niezwykle to ewenement i jako taki album „Solo Violin” ten jest punktem odniesienia dla innych, którzy zechcę się zmierzyć z niebywałymi trudnościami na jakie napotyka skrzypek, który musi skupić na sobie uwagę słuchaczy przez kilkadziesiąt minut. Seifertowi sztuka się udała. Wpływ muzyki Johna Coltrane’a na grę Seiferta był wyraźny, ale można również usłyszeć jego europejskie, a przede wszystkim polskie korzenie, nie tylko w kompozycjach, ale także w tonacji i ekspresji- głęboko lirycznej i melancholijnej. W tych nagraniach Seifert bez zewnętrznych wpływów, bez inspiracji ze strony innych muzyków, jest tylko sobą, więc meloman ma okazję poznać Seiferta w najbardziej bezpośredni sposób. Znakomita jakość dźwięku tego albumu pozwala te wrażenia mocno odczuć. Dla fanów polskiego jazzu i licznych zwolenników Seiferta ten album jest jednym z najważniejszych nagrań Polish Jazz’u.

 


W sprzedaży są dwie edycje CD płyty „Solo Violin”- pierwsza to CD Polonii Records o nr kat. 155, z 2008 roku, natomiast druga to skutek starań Fundacji im. Zbigniewa Seiferta zrealizowany w 2017 roku.

  • Kilimanjaro” (wydawnictwo PolJazz, rok 1979)- album muzyczny zrealizowany w składzie: Janusz Grzywacz (fortepian elektryczny), Jarosław Śmietana (gitara), Zbigniew Seifert (skrzypce), Zbigniew Wegehaupt (kontrabas) i Mieczysław Górka (perkusja). Nagrań dokonała rozgłośnia Radia Kraków 14 listopada 1978 podczas koncertu w krakowskim klubie „Pod Jaszczurami”.

Nie może dziwić, że „Kilimanjaro” to  jeszcze jedno dzieło stworzone w czasie koncertu, podobnie jak „Solo Violin”. Nie może dziwić, że nie stanowi jakiejś szczególnie nowatorskiej, bądź wyróżniającej się produkcji. Seifert nie zdążył zadbać o siebie… Najpierw dał się poznać z najlepszej strony pracując w kwintecie Tomasza Stańki. Później wirtuoz skrzypiec i świetny saksofonista stał się za granicą muzykiem bardzo pożądanym i to do tego stopnia, że przeniósł się do RFN. Parę lat później amerykańska scena jazzowa go zagarnęła i tam budował udanie swoją karierę. Swoim nazwiskiem sygnował sześć tytułów, z których tylko „Kilimanjaro” i „Kilimanjaro 2” wydała polska wytwórnia i to prawdopodobnie tylko na potrzeby audycji radiowej. Były to ostatnie nagrania Zbigniewa Seiferta, który zmarł trzy miesiące po tym koncercie.

 

Mieczysław Kosz, genialny niewidomy pianista, na scenie spełniony, uwielbiany przez publiczność, w życiu osobistym głęboko nieszczęśliwy, odczuwający boleśnie samotność. Poczucie bycia wykorzystywanym przez środowisko show-business’u, poczucie bezsilności, ciągła depresja najpierw doprowadziły go do alkoholizmu, a na koniec do tragicznej samobójczej śmierci (przeżył 29 lat). Był u progu wielkiej kariery- tuż przed śmiercią zaczęły pojawiać się zaproszenia na światowe festiwale, zdążył zagrać w Montreux. Tak tworzy się legenda, lecz ta poparta jest świadectwem- muzyką. Mieczysław Kosz był eksperymentatorem, który sięgał po europejską muzykę klasyczną by improwizacje na niej wsparte stawały się nowymi tworami. Mieczysław Kosz oryginalną melodię i harmonię traktuje raczej jako pretekst do pobudzania wyobraźni.

  • Jedynym autorskim albumem wydanym za życia Mieczysława Kosza był album „Reminiscence”, wydany przez Polskie Nagrania Muza w 1972 roku. Płyta ukazała się w serii Polish Jazz z nr 25. Sesję, w której pianiście towarzyszyli kontrabasista Bronisław Suchank i perkusista Janusz Stefański, zarejestrowano w marcu 1971 w sali Filharmonii Narodowej w Warszawie.

W notatce Polskich Nagrań czytamy: „Album „Reminiscence” wiernie odzwierciedla główne nurty twórczości i pianistyki Mieczysława Kosza. Na pierwszej części płyty mamy parafrazy znanych z muzyki poważnej utworów, które należały do stałego repertuaru pianisty (Chopin, Borodin, Liszt). W drugiej jej części znajdują się dwie kompozycje pianisty i kończący płytę utwór Bronisława Suchanka, które zmierzają w stronę free jazzu. Kosz powiedział kiedyś: „W swojej grze nie próbuję odrzucać wszystkich reguł, ale przynajmniej zignorować niektóre z nich”. Uważne przesłuchanie całej muzyki zawartej na płycie „Reminiscence” pozwala ocenić miarę talentu Mieczysława Kosza nie tylko jako genialnego pianisty, ale również w ujęciu czysto twórczym. Tomasz Stańko niezwykle celnie powiedział o jego muzyce: „Muzyka Kosza to zaduma i czekanie na piękno. W tym się spełniał, zrzucał wszelkie balasty””.

  • Mieczysław Kosz Piano Solo” z podtytułem- „Polish Radio Jazz Archives 10”, wydane przez Polskie Radio S.A. w listopadzie 2011, to kompilacyjny zestaw solowych nagrań zarejestrowanych na przełomie lat 60 i 70 na potrzeby Polskiego Radia. Na płycie znalazło się 16 kompozycji, z czego 7 to standardy, utwory klasyczne w jazzowym opracowaniu oraz 5 autorskich kompozycji.

Kompilacja „Polish Radio Jazz Archives” zawiera szesnaście solowych nagrań Mieczysława Kosza, które oddają dobrze styl, który przenosi do jazzu elementy muzyki Beethovena, bądź romantycznej Chopina czy Liszta. W ramach swojego stylu wykorzystał z wielką inwencją twórczą tematy klasyczne: Preludium nr 20 Chopina, Tańce połowieckie Borodina, Traumerei Schumana, standardy jazzowe: „Summertime” Gershwina, „Satin Doll” Ellingtona i „Someday My Prince Will Come” Franka Churchilla, „Rosemary’s Baby” Komedy. ale również popularne przeboje z końca lat 60.: „Parasolki z Cherbourga” Legranda i „Yesterday” Lennona i McCartneya. Jeśli taki był wybór nieprzeciętnego artysty to musi dawać do myślenia to czy na pewno warto chować do różnych „szuflad” sztukę dzieląc ją na lepszą i gorszą tylko dlatego, że przynależy do różnych gatunków. Sześć kompozycji w tym zestawie jest autorstwa Kosza i są to jego bardzo dobre nagrania.
Słuchając tego co Kosz grał, a przede wszystkim jak grał, łatwo zrozumieć dlaczego ten pianista mógł być uznanym jako fenomen, który zrządzeniem tragicznego losu odniósł wielki sukces artystyczny.

 

Multiinstrumentalista i kompozytor Włodzimierz Nahorny rozpoczął jazzową działalność pod koniec lat 50. ubiegłego wieku. Od momentu utworzenia własnego trio w 1965 jego kariera to pasmo sukcesów, wyróżnień i nagród. Jest bardzo wszechstronnym artystą, zapraszanym do nagrań i koncertów innych twórców (np. orkiestr radiowych, zespołów Kazimierza Jonkisza, Jana Jarczyka, Tomasza Szukalskiego). To również ceniony kompozytor muzyki filmowej i teatralnej.

  • W 1967 roku The Włodzimierz Nahorny Trio w składzie: Włodzimierz Nahorny (saksofon altowy, fortepian), Jacek Ostaszewski (kontrabas) i Sergiusz Perkowski (perkusja), dla Polskich Nagrań „Muza” (nr kat.- XL, SXL 0452) nagrał płytę „Heart”. Płyta została wydana w serii Polish Jazz pod numerem 15.

Tekst Adama Sławińskiego, zamieszczony na okładce płyty mówi: „Nahorny, saksofonista z powołania i wyboru, rozpoczyna i kończy fortepianem. Charakter tego obramowania świadczy o sentymencie do tradycji jazzowej i ludowej. Jednakże to, co owe ramy ujmują dowodzi, iż właściwym żywiołem Nahornego jest dźwięk, jego siła, plastyczność, ważkość, kolor, wyraz. Dźwięk wyizolowany i dźwięk w kontekście rzeczywistości szmerowej otaczającej nas na co dzień. Dźwięk w kontekście jazzu i jazz w kontekście dźwięku. Sposób w jaki płyta została nagrana, jest równie niezwykły jak i jej treść. Nahorny uległ tu pokusie znanej chyba wszystkim artystom: pokusie jednorazowej, natychmiastowej i doskonałej kreacji. Przyniósł do studia tematy całkiem nowe („Jak dla kogo”, „List pedanta” i obydwa utwory fortepianowe), nieznane jeszcze partnerom i postanowił je nagrać bez próby, za pierwszym razem. Chodziło o silniejsze pobudzenie wyobraźni grających, o efekt świeżości, o pewnego rodzaju grę, hazard, test muzykalności. Chodziło także o coś więcej — o pewną prawdę muzyczną, która w jazzie znajduje najsilniejsze poparcie, mianowicie o stwierdzenie niepowtarzalności i jednorazowości każdego zdarzenia muzycznego.
Album prezentuje atrakcyjną jazzową improwizację, która jest uwolniona, choć z zachowaniem pewnej struktury. Trio tworzy przystępną płytę free-jazz’ową, która może przybliżyć ten gatunek muzyczny melomanom nieskorym do poznawania awangardowego stylu (na ówczesny czas). Świetny album- trudny dla jednych, dla innych miły w odbiorze.

 

Leszek Możdżer– pianista, kompozytor, aranżer, ulubieniec publiczności i krytyków muzycznych, uważany za największe objawienie polskiego jazzu ostatniej dekady. Jest wykształconym klasycznie pianistą od szczebla podstawowego po akademickie.
Leszek Możdżer objawia się […] jako twórca nowej stylistyki w muzyce jazzowej, gdzie brzmienie i klimat budowane są impresją oraz nastrojem i niepowtarzalnym autorskim stylem wykonawczym. Może właśnie dlatego pianista przyjmowany jest jako elokwentny twórca jazzu młodego pokolenia: wyrafinowana propozycja artystyczna, złożona z muzycznych fascynacji i odkryć Leszka Możdżera – najpopularniejszego dzisiaj muzyka jazzowego w Polsce” (Dionizy Piątkowski).
Leszek Możdżer brał na warsztat kompozycje Fryderyka Chopina, Zbigniewa Preisnera, Jana A.P. Kaczmarka, którym poświęcił odrębne płyty i każda z nich odniosła sukces. Przyszedł czas na Krzysztofa Komedę…

  • Album „Komeda”, wydany przez ACT Music w 2011 roku, jest solowym przedsięwzięciem Leszka Możdżera z reprezentatywnym wyborem kompozycji Krzysztofa Komedy- od tych znanych z filmów „Nóż w wodzie” czy „Rosemary’s Baby” po rzadziej grywane, na przykład „Nighttime, Daytime Requiem”. Nagrań dokonano w domowym studio Możdżera, gdy grał na fortepianie Fazioli.

Leszek Możdżer stwierdził, że zależało mu przede wszystkim na wiernym zrealizowaniu oryginalnego zapisu. że nie czuł potrzeby dodawania czegoś od siebie, że opierał się na tekście i starał się tak zagrać kompozycje Komedy, jakby nigdy nie poznał oryginału. Muzyka Komedy jest w warstwie melodii piękna i Leszek Możdżer to piękno podkreśla, a nawet wydobywa z miejsc gdzie wcześniej słuchacz go nie odkrywał. Każde kolejne nagranie wprowadza wyjątkowy nastrój, bez próżnego epatowania techniką pianistyczną, wypełniony czystym uczuciem, malowanym dźwiękowymi przebogatymi barwami. Świetny warsztat pianistyczny Leszka Możdżera wykorzystany jest tylko dla niuansowania dynamicznego i dla doboru trafnej artykulacji. Każda fraza wydaje się bardziej przemyślana niż spontaniczna, podporządkowana jednej idei- ma wyrażać szacunek dla legendarnego kompozytora. Płyta jest pod względem technicznym wzorcowa- nie ma takiego dźwięku, który mógłby pozostać niezauważony, dźwięki fortepianu są bardzo barwne i realnie przedstawione.

 

Bez wątpienia Adam jest najbardziej rozwiniętym technicznie skrzypkiem żyjącym w naszych czasach. Możemy spodziewać się po nim wszystkiego.”– tak pisał o Adamie Bałdychu Ulrich Olshausen z Niemieckiego Frankfurter Allgemeine Zeitung. Wielki talent polskiego skrzypka szybko zauważono, więc posypały się wyróżnienia: Nadzieja Melomanów 2011 poprzedziła nagrodę Grand Prix – Artysta Roku plebiscytu Jazz Melomani 2012, a w rok później debiut płytowy polskiego skrzypka- „Imaginary Room”, przynosi nagrodę niemieckiego przemysłu muzycznego – ECHO JAZZ 2013, trzykrotnie nominowany do nagrody Fryderyk’a (w kategoriach Album Roku i Artysta Roku – muzyka jazzowa). Są i inne nagrody, ale wszystkich wymieniać tu nie zamierzam, bo miejsce na stronie rezerwuję na rekomendowanie płyt, które według mojej opinii na to zasługują.

  • The New Tradition”, piąty album autorski polskiego skrzypka jazzowego Adama Bałdycha i izraelskiego pianisty Yarona Hermana, został wydany przez ACT Music w 2014 roku.

Bałdych prezentuje bardzo indywidualny styl, wykorzystując między innymi technikę pizzicato w formie arpeggio (tak jak to robią gitarzyści) oraz flażolety i flautando, które zacierają granice między techniką wykorzystywaną przez muzyków orkiestr klasycznych i jazzowych. Te techniki Adam Bałdych wykorzystuje bogato w nagraniach z płyty „The New Tradition”. Materiał muzyczny tak został dobrany by słuchacz mógł się skupić na melodii i brzmieniu skrzypiec przede wszystkim. Oszczędna gra Yarona Hermana daje dużo przestrzeni dla skrzypcowych wybrzmień, które służą wyłącznie muzyce, bo Bałdych nie musi udowadniać, że potrafi wirtuozerią szokować. To intymne granie i emocjonalne: ukazuje korzenie europejskiej muzycznej tradycji, od średniowiecznej kompozycji „Canticles of Ectasy” Hildegardy von Bingen, przez XVI wieczną muzyczną oprawę czytań Wielkiego Tygodnia z Księgi Jeremiasza, po twórczość Zbigniewa Seiferta i Krzysztofa Komedę. Jest też przepięknie pobrzmiewające flażoletowo Preludium e-moll Chopina z ukrytej ostatniej ścieżki na płycie. Wymienione kompozycje przemieszano z oryginalnymi Bałdycha, który zdaje się mówić- „bez korzeni nie ma owoców”.

 

Muzyka jazzowa w Polsce ma bardzo długą tradycję, sięga czasu sprzed II wojny światowej, kiedy orkiestry grające w lokalach Warszawy, Krakowa, Lwowa czy Krynicy miały w swym repertuarze jazz’ową nutę, na przykład kompozycje George’a Gershwina czy autorów musicali broadwayowskich ery swingu, bądź lokalnych kompozytorów, często nie gorszych od znakomitości z USA. Wybitni kompozytorzy jak: Henryk Wars, Jerzy Petersburski czy bracia Artur i Henryk Gold, tworzyli hity na potrzeby filmu, kabaretów i rewii, a także na zamówienie wytwórni płytowych, takich jak Columbia czy Syrena Record. Powstawały tysiące kompozycji i nagrań z udziałem wybitnych instrumentalistów, śpiewaków i aktorów. Mocnym ośrodkiem promocji jazzu był lokal Stanisława Karpowicza na zakopiańskich Krupówkach- miejsce gdzie spotykali się: Jan Kasprowicz, Stanisław Witkiewicz, Kornel Makuszyński, Karol Szymanowski i wiele innych wpływowych postaci. I tam właśnie w 1929 r. zaczął występować jazz-band Rosner’s Jazz and Tango Orchestra. Był jednym z pierwszych występujących w lokalach zakopiańskich zespołów jazzujących lub takich, które potrafiły swingować i improwizować. Inny zakopiański lokal- kawiarnię Franciszka Trzaski, na początku lat 30. kilkakrotnie odwiedzała warszawska orkiestra Artura Golda i Jerzego Petersburskiego. Ilustrowany Kurier Codzienny w marcu 1933 r. pisał: „Prawdziwi mistrze na wszystkich jazzowych instrumentach, to nie tylko interpretatorzy, ale słynni już dziś daleko poza granicami kraju kompozytorzy, których przeboje gra i śpiewa cały niemal świat”. W tym twierdzeniu przesady nie było, bowiem Petersburski okazał się twórcą wielu przebojów o ogromnej inwencji melodycznej. W tym czasie Zakopane przyciągało sporo zespołów jazzowych- Witolda Elektorowicza, orkiestrę Lewaka i Schildhorna, orkiestrę Melodyst–Bundzik, orkiestrę The Jolly Boys Band i wiele innych. Kornel Makuszyński kiedyś napisał, że „Zakopane to wieś leżąca na wielkiej drodze prowadzącej od Trzaski do Karpowicza”, te dwa miejsca były niczym zwierciadła, w których odbijały się tendencje pojawiające się w życiu artystycznym całego kraju. Orkiestra Jazz Band Młynarski-Masecki wydając debiutancką płytę „Noc w wielkim mieście”, sięgającą do przedwojennej polskiej tradycji jazzowej- proto-jazz’u, przybliża jazz-fanom najpopularniejsze utwory jazzujące międzywojnia. Następny ich album „Fogg – Pieśniarz Warszawy” jest hołdem dla Mieczysława Fogga, symbolu polskiej tradycji estradowo-piosenkarskiej, artysty, który przeżył wszystkie tragiczne losy XX wiecznej Polski.

  • Album „Noc w wielkim mieście” został wydany przez zespół Orkiestra Jazz Band Młynarski-Masecki i wydawnictwo Lado ABC w listopadzie 2017.

Polski przedwojenny jazz nie jest materiałem, po który chętnie sięgają współcześni wykonawcy, a szkoda, bo teksty (a i kompozycje) są warte tego by je przypominać. Tę przykrą sytuację próbuje ratować „Noc w wielkim mieście” Jazz Bandu Młynarskiego-Maseckiego. Ich stylowe wykonanie starych przebojów stanowi wyjątek wśród współczesnych rejestracji muzycznych. Nagrania przenoszą słuchaczy do lokalu pełnego dymu i zapachu kawy, albo do kabaretu, których widownię wypełniają panie i panowie z towarzystwa, którego stać na zabawę do białego rana. Marcin Masecki z Janem Emilem Młynarskim odświeżają przedwojenne piosenki kilku znakomitych autorów, odwołując się do tradycji polskich orkiestr jazzowych, lecz nie uwspółcześniają je, lecz próbują przenieść swingowy klimat tamtych lat, specyficzny ich styl, do czasu współczesnego. Zespół oferuje nostalgiczną, lekko podaną i przystępną ogółowi strawę artystyczną. Ale czy na pewno artystyczną? W recenzjach znakomitych krytyków śpiew Jana Młynarskiego określany jest najczęściej jako stylowy bądź klimatyczny, „który ma w sobie tyle uroku, że nie sposób go nie polubić, podobnie jak prostych tekstów, m.in. Zenona Friedwalda, sprzed kilkudziesięciu lat, w których prostocie i ponadczasowości można się zakochać” (cytat z pewnej recenzji). Jeśli mogę zgodzić się z innymi gdy chwalą aranżację  czy stronę techniczną płyty to nie mogę być tego samego zdania o jakości strony wokalnej przedsięwzięcia, ale o tym napiszę niżej.

  • Album „Fogg- Pieśniarz Warszawy„, zespołu Młynarski-Masecki Jazz Camerata Varsoviensis, został wydany przez Muzeum Powstania Warszawskiego/Agora w 2018 roku.


Płyta „Fogg– pieśniarz Warszawy” to wynik inicjatywy Muzeum Powstania Warszawskiego, które chciało oryginalnie upamiętnić 74. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. Uznano, że artysta tej miary co Mieczysław Fogg, którego losy artystycznej kariery mocno splotły się z losami wojennej Warszawy. Nie wszystkim wiadomo, że Fogg wziął udział w powstaniu warszawskim jako żołnierz Armii Krajowej, co uzasadniało dodatkowo wybór artysty, któremu płyta ma być poświęcona. Na potrzeby tego przedsięwzięcia Jan Emil Młynarski i Marcin Masecki utworzyli zespół Jazz Camerata Varsoviensis, który rozszerzał skład instrumentalny z poprzedniej płyty o sekcję smyczkową oraz o zaproszonych wokalistów. Popularne utwory z katalogu Fogga zinterpretowano w taki sposób by nie mierzyć się z wzorcami- muzykom udało się je odświeżyć, albo inaczej rzecz ujmując- uwspółcześnić, lecz nie tak by straciły uroku oryginalnych wersji. Zaproszeni goście, wokaliści: Agata Kulesza, Joanna Kulig i Piotr Zabrodzki i Szymon Komasa, wynoszą nagrania w jakich uczestniczyli na poziom trudny do osiągnięcia przez wielu profesjonalnych popularnych wokalistów, niestety cztery utwory zinterpretowane przez Jana Młynarskiego zachwyty moje studzą, bowiem czy to w przypadku albumu „Noc w wielkim mieście” czy płyty „Fogg– pieśniarz Warszawy” współtwórca zespołu Jazz Camerata Varsoviensis śpiewa z tą samą manierą, niezależnie od przekazywanych w piosenkach treści. Ta maniera ma przypominać styl wokalny charakterystyczny dla międzywojnia? Budzić klimat tamtych lat? Nie przypomina- jedynie irytuje i zniechęca do częstszego słuchania. Jednak warto te płyty mieć na półce i sięgać po nie czasami, choćby po to by kunszt tekściarski i kompozytorski czasów drugiej Rzeczypospolitej podziwiać, no i dla tych paru fragmentów udanych, w których przesady w udawaniu starego brzmienia nie słychać.


Kolejne rozdziały:

Wróć do części drugiej artykułu >>

Wróć do części pierwszej artykułu >>

Kolejne rozdziały: