Rekomendowane jazzowe wydawnictwa płytowe
(rozdział dziewiętnasty)

 

Nie gorszym instrumentem jazzowym niż saksofon, flet czy trąbka są struny głosowe wokalisty. Wiele płyt jazzowych, których bohaterami byli wokaliści, uznano za arcydzieła, o takich już pisałem. Wiele jest wysokiej jakości i na te spróbuję zwrócić uwagę lub tylko o nich przypomnieć:

 

Big Mama Thornton była wybitną pieśniarką bluesową, która nigdy nie zdobyła uznania, na jakie zasługiwała, a przecież wylansowała „Hound Dog”, zanim Elvis Presley uczynił z tego utworu wielki przebój. Janis Joplin spopularyzowała „Ball & Chain”- utwór autorstwa Thornton. Bogaty gardłowy głos Willie Mae „Big Mama” Thornton jest tak wyjątkowy, że raz usłyszany nie może być zapomniany.
Wszystko w Willie Mae Thornton było duże- była dużą kobietą, miała duży głos, nawet sposób grania na harmonijce ustnej dawał jej duże brzmienie. Uczyła się śpiewu w kościele w Alabamie, gdzie jej ojciec był pastorem. 14-letnia Willie Mae przeprowadziła się do Georgii, aby dołączyć do The Harlem Hot Review, która zapewniła jej siedem lat dalszego doskonalenia techniki wokalnej i sztuki scenicznej. Już dorosła Willie Mae Thornton osiedliła się w Houston w Teksasie, gdzie występowała na scenie klubowej jako utalentowana piosenkarka, grająca na harmonijce ustnej i solidna perkusistka. W 1951 roku podpisała kontrakt z Peacock Records Dona Robeya, Tej wytwórni dała najpierw hit- „Partnership Blues”, a później spopularyzowała „Hound Dog” Jerry;ego Leibera i Mike’a Stollera. Mimo tych sukcesów, Big Mama nigdy później nie zdobywała szczytów list przebojów, chociaż wydawała stałe dobre nagrania dla wydawnictwa Peacock. W latach 60. Thornton przeniosła się w okolicę zatoki San Francisco, gdzie była stałym wykonawcą w lokalnych klubach bluesowych, ale też koncertowała w Europie. W późniejszych latach 60. Willie Mae Thornton wydawała kolejne albumy dla Mercury Records. W latach siedemdziesiątych kontynuowała karierę wokalną, renoma doskonałego muzyka koncertowego umożliwiała wydawanie albumów nagranych na żywo, na przykład: „Sassy Mama” i „Jail”. Ten ostatni został nagrany na sesjach w dwóch północno-zachodnich więzieniach i zawiera długą, wyluzowaną wspaniałą wersję „Ball and Chain”. Już w tym czasie uzależnienie od alkoholu zaczęło zostawiać ślady na zdrowiu Willie Mae Thornton. Zmarła w pokoju gościnnym w Los Angeles w wyniku zawału serca w 1984 roku. Nagrania jakie pozostawiła przedstawiają ją jako wyjątkową, doskonalą wokalistkę bluesową.

Jeśli chce się poznać tę doskonałą wokalistkę to dobrym rozwiązaniem może być kupno płyty kompilacyjnej, zawierającej nagrania z lat 50. pobranych z katalogu płyt Peacock Records. Zestaw dziesięciu nagrań zatytułowano „She’s Back”. W wersji CD wydanej przez Oldays Records (Nr kat.: ODR6612) oprócz 10 utworów jakie pojawiły się w oryginalnym longplayu z 1970 roku jest 16 bonusowych ścieżek dźwiękowych.

 

Sarah Vaughan nagrywała z orkiestrą Count’a Basie’go dwa razy, po raz pierwszy w 1959 roku- „No Count Sarah” i w 1962 roku- „Count Basie/Sarah Vaughan” (płytę omówiłem w artykule: „płyty polecane (jazz, rozdział 2.)„), a o niej samej wspominałem również w art.: „płyty polecane (jazz, rozdział 14.)„.
No Count Sarah” to album studyjny z 1958 r, wydany przez Mercury Records. Tytuł nawiązuje do faktu, że Vaughan towarzyszyła orkiestra Basie’go, ale bez udziału Count’a Basie’go.

Sarah Vaughan nagrywała z różnymi muzykami towarzyszącymi w ramach wydawnictw: Mercury i EmArcy w latach 50., ale ten zespół- Count Basie Orchestra był jednym z jej ulubionych. W sesji do płyty „No Count Sarah” za fortepianem zasiadł Ronnell Bright, który zastąpił Basie’go, stąd też tytuł. Sesja do tej płyty pokazała Vaughan idealnie wpasowującą się do zespołu, bez różnicy czy śpiewa ballady („Darn That Dream”, „Cheek to Cheek” lub „Doodlin” ”), czy zmysłowy swing. Interpretacja Sarah Vaughan- często dowcipna, z nieodłącznym swingiem w tle sprawiają, że fani jazzu i krytycy muzyczni stawiają tę płytę w rzędzie najlepszych pozycji jazzu.

 

Najlepsi nowojorscy muzycy, zgrupowani w zespole Jazz Orchestra, pod kierownictwem perkusisty Mela Lewisa i trębacza Thada Jonesa, mieli aspiracje do stworzenia najlepszego big band ówczesnego czasu- połowy lat 60. i rzeczywiście udało się, bowiem Jazz Orchestra została ogłoszona przez magazyn Down Beat najlepszym big bandem w 1966 roku. W najlepszym czasie dla zespołu Levisa i Jonesa- w drugiej połowie lat 60. współpracował z big-bandem Thada Jonesa i Mela Lewisa, wokalista Joe Williams, czego efektem był m.in. album „Presenting Joe Williams and Thad Jones – Mel Lewis the Jazz Orchestra” (Solid State Records, rok wydania- 1968). W owym czasie Williams występował również z takimi muzykami jak: Ben Webster, Clark Terry, Kenny Burrell, Oliver Nelson, Urbie Green i Phil Woods. Jego popularność z jednej strony wynikała z faktu, że regularnie pojawiał się w popularnych programach telewizyjnych, ale przede wszystkim zawdzięczał ją sobie- możliwościom jakie daje dobre opanowanie techniki wokalnej, siły głosu i wyczuciu bluesa.

Wznowienie płyty, która prezentuje jedne z najlepszych nagrań Joe Williamsa, w znakomitym towarzystwie orkiestry Thada Jonesa i Mela Lewisa daje możliwość sluchania piosenkarza u szczytu swoich możliwości artystycznych. Pomysłowe aranżacje Thada Jonesa  zapewniają znakomitemu wokaliście, że ma dużo do grania i jednocześnie utrzymuje w ryzach zespół muzyków, którzy robią wszystko żeby całość była dziełem wysokiej klasy. Płyta udanie pokazuje połączenie talentu i charyzmy Joe Williamsa, dzięki czemu znalazł się w czołówce artystów jazzowych i bluesowych wszech czasów. Orkiestrę Jonesa i Lewisa tworzyli w latach 60. młodzi, energiczni, i utalentowani instrumentaliści, których wyobraźni nie było można zatrzymać. Pieczę nad sesją w nowojorskim A&R Studios, przejął producent Sonny Lester [1]. Lester gwarantował perfekcję i przyjazny klimat dla każdego wykonawcy. Album został nagrany na żywo na 4-ścieżkowej magnetofonie, a więc to co słyszy jazz-fan, jest tylko odzwierciedleniem tego co się wydarzyło w studio i jest to bardzo, bardzo dobre!

 

Był tylko jeden wokalista w historii jazzu, który zdobył nagrody Grammy w trzech różnych kategoriach: jazz, pop i rhythm and blues. Był nim  Al Jarreau. Wirtuoz, który zrównał liryzm przekazu z własną innowacyjnym stylem wokalnym. W latach 70. zwrócił na siebie uwagę branży muzycznej serią bardzo cenionych albumów crossover, w tym wyróżnioną nagrodą Grammy z 1977 roku- „Look to the Rainbow” (Warner Bros. Records), w której umieścił różnorodne stylistycznie covery, ale i własne kompozycje.

Scott Yanow, recenzent AllMusic napisał: “Podwójny album wokalisty Al’a Jarreau, Look to the Rainbow, jest z pewnością najbardziej jazzowym ze wszystkich swoich nagrań dla Warner Bros. Na krótko przed tym, zanim Jarreau na stałe przeszedł na bardziej przyziemną wersję R&B, te występy przedstawiają go jako genialnego piosenkarza scat (zdolnego naśladować praktycznie każdy instrument) i doskonałego interpretatora ballad. Jarreau wraz z wibrafonistą Lynnem Blessingiem, klawiszowcem Tomem Canningiem, basistą Abe Laborielem i perkusistą Joe Correro prezentuje świetną formę w takich utworach jak „Better Than Anything”, „Look to the Rainbow” i „Take Five”…”
„Look to the Rainbow” jest przykładem najlepszym dlaczego Jarreau uznany został największym wokalistą jazzowym swojej epoki. Album doskonale oddaje płynność i dynamikę wokalną śpiewającego na żywo, bo większość jego prac studyjnych często prezentowała talenty wokalne w kontrolowanych warunkach. Mimo że jego umiejętności opierały się na jazzie, to jego albumy wykazały, że był równie biegły w interpretacji muzyki folk, rhythm and bluesa, popu i funku. Al Jarreau zbierał niezwykle przychylne głosy ze strony krytyków- był nazywany „człowiekiem z orkiestrą w głosie”, „cudownym głosem z USA”. Al Jarreau nie tylko był muzykiem, ale i showmanem- rozmawiał z fanami, świetnie się bawił podczas koncertów. To budowało wspaniałą, żywą atmosferę, którą można odczuć podczas słuchania jego płyty koncertowej.

 

Jeden z najbardziej charakterystycznych i oryginalnych śpiewaków we współczesnej muzyce, wirtuoz wokalny Bobby McFerrin należy do tej grupy muzyków, którzy są równie biegli w jazzie, popie jak i klasyce. Jest coś co go odróżnia od reszty wokalistów- charakterystyczny styl skoku przez oktawę, rytmiczne wdechy i łatwość operowania głosem od falsetu po głębokie nuty basowe.
Jeśli któryś z albumów Mcferrina miałaby najlepiej reprezentować tego fantastycznego wokalistę to zapewne pierwszym wyborem byłby „Spontaneous Inventions”, bo ta płyta pokazuje jego talenty wokalne w ich najprawdziwszym i najlepszym wydaniu, bo jest wystarczająco komercyjne by szersza publiczność mogła nagrania zaakceptować.

Większość utworów nagrano na żywo i nie towarzyszą wokaliście inni muzycy, choć są i duety: z Herbie Hancock’iem na fortepianie („Turtle Shoes”), Wayne’m Shorter’em na saksofonie sopranowym („Walkin’”) i z Robinem Williamsem („Beverly Hills Blues”). Album jest pięknym, pełnym humoru dziełem, który rozsławił Bobby’ego McFerrina w świecie. Niezapomniane wersje „Thinkin ‚About Your Body”, „Hear Music” i „Manana Iguana” upewniają, że McFerrin jest w doskonałej formie wokalnej. McFerrin w duetach i w większych składach (z kwartetami wokalnymi) daje intrygujący, niezapomniany spektakl.

Inną pozycją płytową McFerrina zrealizowaną w duecie jest „Play” z 1992 roku. Wokaliście towarzyszy znakomity pianista Chick Corea.

W 1990 roku Bobby McFerrin i Chick Corea razem grali na sześciu koncertach, prezentując zestaw standardów jazzowych i improwizacji, przed widownią w Carnegie Hall w Nowym Jorku i amfiteatrze Wolf Trap w Waszyngtonie. Obaj muzycy wypowiedzieli się na temat tego przedsięwzięcia:
Tytuł tego albumu został zainspirowany przez Chicka. Przypomniał mi, że jest to pierwsze muzyczne polecenie nauczycieli skierowane do uczniów, kiedy wspólnie rozpoczynają muzyczną podróż. Większość muzyków dzisiaj o tym zapomniała i nie bierze pod uwagę „gry” jako niezbędnego elementu w uczciwym tworzeniu muzyki. Chick traktuje tę „grę” poważnie, a nasz wspólny czas przypominał wypuszczanie dwojga dzieci w sklepie ze słodyczami bez nadzoru osoby dorosłej. Co za magia! Co za blask! Jaka jest ochota, by muzyka sama się wydarzyła. Pisklę jest mistrzem w wpuszczaniu publiczności w każdy stukot, każdy szept, trzask, wsad, kopnięcie, parsknięcie, chrząkanie, chichot, ciężkość, lekkość tworzenia muzyki…” (Bobby McFerrin)
Granie tych 6 koncertów z Bobby’m było całkowitą radością. „Ścigaliśmy zajączka” każdej nocy. Badaliśmy zakamarki naszej wyobraźni. Wzięliśmy każdy niuans i impuls, gdy się pojawił i sprawiliśmy, że wszyscy nim żyli. Niczego nie odrzuciliśmy. Podziwialiśmy się wzajemnie bez żadnych zastrzeżeń. Ale prawdziwą magią było to, że publiczność była częścią stworzenia przez całą drogę. Umiejętność artystycznej komunikacji Bobby’ego jest wspaniała i inspirująca. Wiele się od niego nauczyłem o sztuce wykonania. To była przygoda i niesamowita zabawa! Naprawdę graliśmy…” (Chick Corea)
Chick Corea i Bobby McFerrin okazał się duetem genialnym. Po nagraniu albumu „Play” muzycy parę razy spotykali się na scenie, jednak takiej magii jaką zarejestrowano na płycie „Play” nie udało się powtórzyć.

 

Pianistka jazzowa, piosenkarka i autorka tekstów, Patricia Barber, niepowtarzalny styl i niezwykły głos sprawiają, że stała się łatwo rozpoznawalną artystką. Nurt w jakim tworzy trudno nazwać, ale można umieścić bardzo nieprecyzyjnie między post-bopem, popem, piosenką kabaretową i awangardą. Debiutem płytowym trzeba uznać „Split”, wydany w 1988 roku własnym kosztem (trudno dostępny, bardzo poszukiwany przez kolekcjonerów). Następny album „A Distortion of Love” został wydany przez Antiles Records dopiero w 1992 roku. Dwa lata później artystka wydała trzecią płytę- „Café Blue”, która była przełomowym momentem w jej karierze.

Wszystkie wydawnictwa Patricii Barber dla wytwórni Premonition Records były spektakularne dźwiękowo, co poza walorami artystycznymi bardzo przyciąga fanów (i audiofili) do częstego sięgania po tę pozycję. Muzyczną wartość należy uznać, jeśli nie wysoko, to co najmniej za materiał bardzo interesujący. „Café Blue” jest najpopularniejszym, ale i najbardziej cenionym wydawnictwem Patricii Barber, który prezentuje zarówno świetną pianistykę, jak i klimatyczne piosenkarstwo.. Jej ciemny głos i ezoteryczny program prowokuje do uważnego słuchania, wciąga w poetycką przestrzeń. Muzyka jest stylowa, oszczędna, a nawet z akcentami minimalizmu, nie mieszcząca się jednak w żadnej z kategorii.
Oryginalny master nie potrzebował (i nadal nie potrzebuje) modyfikowania, chyba dlatego, że materiał muzyczny został zmiksowany przez znakomitego inżyniera dźwięku- Jima Andersona, który nie pozwalał sobie na ingerowanie tego co podczas sesji każdy z muzyków słyszał. A jacy muzycy uczestniczyli w sesji do „Café Blue”? Otóż: Patricia Barber grała na pianinie i śpiewała, Michael Arnopol grał na basie, John McLean na gitarze, a Mark Walker zajmował się perkusją. Barber dostała za tę płytę szereg nagród, została też uznana przez wpływowy magazyn Down Beat (w roku wydania albumu) za najbardziej utalentowaną wokalistkę młodego pokolenia.

 

Gregory Porter, zyskał uznanie w 2010 roku dzięki wyjątkowo udanej płycie debiutanckiej zatytułowanej „Water”. Już na tej pierwszej płycie, składającej się głównie z oryginalnych utworów, Porter wykorzystuje doskonałe umiejętności interpretacyjne, klarowny ton, cieplą barwę barytonu, co łączy z dużą umiejętnością śpiewania scat’em. Ta płyta też określiła styl, jaki będzie preferowany przez Portera- spleciony ze sobą  jazz, soul i gospel. „Water” i płyta druga- „Be Good” (z 2012 roku) zostały wydane przez wytwórnię Motéma, następne realizowane były przez Blue Note. Jeszcze szersze uznanie zdobył trzeci album- „Liquid Spirit” z 2013 roku.


Album ten, wyprodukowany przez Briana Bacchusa, odniósł ogromny sukces- znalazł się na drugim miejscu listy Top Jazz Albums magazynu Billboard i zdobył nagrodę Grammy za najlepszy album wokalny jazzu. W sesji nagraniowej brali udział muzycy, którzy dali się poznać na płycie poprzedniej: Korzystając z muzyków, którzy pojawili się z nim w 2012 roku w Be Good – Yosuke Sato i Tivon Pennicott grają na saksofonach; Chip Crawford na fortepianie; Aaron James na basie i Emanuel Harrold na perkusji. Porter napisał lub jest współautorem większości utworów zgromadzonych na płycie i  w nich tkwi siła „Liquid Spirit”. Pomimo swojej innowacyjnej zdolności do łatwego łączenia różnych gatunków muzycznych, Porter nie rezygnuje z mainstream’owej stylistyki zwłaszcza w doborze aranżacji. Jeśli pierwsze dwa albumy Gregory Portera ujawniły duży talent wokalny i budziły nadzieje na przyszłe dziela o wysokim poziomie artystycznym, to „Liquid Spirit” jest artystycznym spełnieniem tych nadziei.

Drugi album Portera nagrany dla Blue Note- „Take Me to the Alley”, został wydany na początku 2016 roku i w tym samym roku przeznaczono do sprzedaży album koncertowy „Live in Berlin”. W następnym roku wydał album, w którym Porter oddał hołd twórcy, który wywarł największy wpływ na jego własną muzykę, ta płyta nosi tytuł „Nat King Cole & Me”, który wyjaśnia komu Gregory Porter tak wiele zawdzięcza. Album koncertowy „One Night Only: Live at Royal Albert Hall”, który pojawił się w 2018 roku, jest jak się wydaje nie tylko stopniem w drabinie kariery, ale też dowodem, zresztą jak wszystkie poprzednie płyty zrealizowane przez Blue Note, że to doskonale ukształtowany i dojrzały muzyk jazzowy.

 

 


[1] Według  : Sumner Lester (ur. 15 listopada 1924 r.), lepiej znany jako Sonny Lester, to wielokrotnie nagradzany producent muzyczny z Nowego Jorku. Karierę rozpoczął jako muzyk w zespole jazzowym dużego zespołu, zanim został powołany do armii USA. Podczas wojny wyróżniony odznaczeniem Purple Heart, pracował pod kierunkiem Henry Kissingera, który był wówczas oficerem wywiadu. Nagrania Lestera były dystrybuowane przez wiele wytwórni, w tym Blue Note Records, United Artists, Capitol Records, Denon i CBS Records. W 1966 roku Lester założył Solid State Records, oddział jazzowy United Artists, wraz z Mannym Albamem i Philem Ramone. Założył także Groove Merchant w latach 70. Wytwórnia wydała albumy wielu popularnych muzyków jazzowych, takich jak Chick Corea, Joe Williams, Dizzy Gillespie] i Jimmy McGriff. The Thad Jones / Mel Lewis Orchestra, nazwany po prostu „The Orchestra” nagrał wszystkie swoje wczesne i najbardziej wpływowe albumy dla Solid State. Wydawnictwo zostało ostatecznie skonsolidowana z Blue Note Records […] Do 1993 roku, jak The New York Times informował, że jego wytwórnia Lester Recording Catalogue (LRC, Ltd.) miała „prawie 150 tytułów, a roczne przychody wynoszą od 3 do 4 milionów dolarów”. LRC wydaje płyty jazzowe w formacie CD. Na początku lat 90. Lester zachował prawa do szeregu płyt wyprodukowanych w latach 60. i 70. XX wieku i ponownie wydał je jako płyty CD w LRC. Katalog firmy zawiera nagrania Dave’a Brubecka, Count’a Basie’go, Chicka Core’i i Dizzy Gillespie’go. LRC sprzedawał także oryginalne nagrania nowych zespołów jazzowych. W wywiadzie dla Crain’s New York Business z 1993 r. Lester powiedział: „Firmy fonograficzne są tak duże i potworne, że nie mają czasu wychowywać artystów jazzowych. My tak. Mówimy ich językiem, a artyści znają nas i szanują, więc czują się tu komfortowo.

 


Kolejne rozdziały: