Rekomendowane jazzowe wydawnictwa płytowe
(rozdział dwudziesty trzeci, część 2)

Kiedy wygasł kontrakt pomiędzy Johnym Coltrane’em a wydawnictwem Prestige [1], saksofonista podpisał dwuletni kontrakt z Atlantic Records w kwietniu 1959 roku. Był liderem wszystkich sesji firmowanych swoim nazwiskiem oprócz „Bags & Trane” i „The Avant-Garde”, gdzie wystąpił odpowiednio z Miltem Jacksonem i Donem Cherry. Znaczące albumy z tego okresu to „Giant Steps” i „My Favorite Things”.

Box- „Heavyweight Champion” zbiera wszystkie nagrania zrealizowane dla Atlantic Records, w tym wszystkie znane odrzuty. John Coltrane jako pierwszy artysta podpisał kontrakt z nowym Impulse! Records, kiedy wykupił kontrakt z Atlantic w kwietniu 1961 r. Miał nagrywać dla tej wytwórni do końca życia, a jego sukces przyniósł Impulse! reputację „Domu, który zbudował Trane”. Albumy z tego ostatniego okresu obejmują tak znakomite albumy jak: na żywo „Live at Birdland” czy studyjne- „A Love Supreme” i „Ascension”.

  • Album „Giant Steps”, wydany w 1960 roku przez Atlantic Records, został nagrany 4-5 maja 1959 i 2 grudnia 1959 w Atlantic Studios w Nowym Jorku. Producentem był Nesuhi Ertegün.


Kontrakt Coltrane’a wiążący artystę z Atlantic Records został wynegocjowany przez menadżera biznesowego Milesa Davisa- Harolda Lovetta, na warunkach obejmujących roczną, wcale niemałą, gwarancję finansową, więc jedno ze zmartwień odeszło w niebyt. Coltrane mógł skupić się na komponowaniu, koncertowaniu i nagrywaniu. Pierwszym efektem współpracy- saksofonista / wytwórnia, miała być płyta „Giant Steps”. Z siedmiu na płycie, dwa utwory: „Naima” i „Syeeda’s Song Flute”, zostały nazwane odpowiednio na cześć ówczesnej żony Coltrane’a i jej adoptowanej córki, trzeci- „Mr. PC”, wziął swoją nazwę od inicjałów basisty Paula Chambersa, który uczestniczył we wszystkich sesjach nagraniowych. Poza Chambersem i Coltrane’a wzięli udział: Tommy Flanagan (fortepian), Art Taylor (perkusja), a w utworze „Naima”- Wynton Kelly (fortepian) i Jimmy Cobb (perkusja). Pierwsze sesje do tego albumu z 26 marca 1959 roku wg Coltrane’a były niesatysfakcjonujące w efekcie nagrania z udziałem Cedara Waltona (fortepian) i Lexa Humphriesa (perkusja) nie zostały użyte do produkcji oryginalnego albumu (pojawiały się na kolejnych kompilacjach i reedycjach). Główne nagrania albumu miały miejsce 4 i 5 maja, dwa tygodnie po tym, jak Coltrane wziął udział w ostatniej sesji dla „Kind of Blue”. Utwór „Naima” został nagrany 2 grudnia z członkami zespołu Coltrane’a, sekcją rytmiczną z kwintetu Milesa Davisa, która też miała stanowić bazę dla większości nagrań następnego albumu- „Coltrane Jazz”. Improwizacje Coltrane’a są przykładem melodyjnego frazowania, które stały się znane jako „sheets of sound” [2]. Sekwencja akordów „Giant Steps” składa się z charakterystycznego ich zestawu, które tworzą kluczowe centra w odstępie jednej tercji wielkiej. Muzycy jazzowi od tamtego czasu używają go jako utworu ćwiczeniowego, jego trudne zmiany akordów stanowią „rodzaj ostatecznego wyzwania harmonicznego” i służą jako brama do nowoczesnej improwizacji jazzowej. „Naima ” i „Giant Steps” stały się po czasie standardami jazzowymi.
Krytycy muzyczni bardzo dobrze ocenili płytę, na przykład: w 2000 roku został wybrany numerem 764 w „All Time Top 1000 Albums” Colina Larkina, w 2003 roku album zajął 102 miejsce na liście 500 największych albumów wszechczasów magazynu Rolling Stone, a historyk jazzu- Scott Yanow, zauważył, że „Giant Steps” doprowadziło do ekstremalnej improwizacji akordowej, będąc jednocześnie wielkim wyzwaniem dla młodych muzyków, aby opanować szybkie zmiany akordów w utworze. Nagrania z tego LP były jednymi z wybranych przez Bibliotekę Kongresu do dodania do Krajowego Rejestru Nagrań.
Tytuł- „Wielki krok” jest wyjątkowo trafnie wybranym, z niewielkim błędem można stwierdzić, żę nowe podejście Coltrane’a do jazzu skierowało muzykę w nowym kierunku- to przekroczenie przepaści między jazzem lat 50. i jazzem przyszłości. W przeważającej części muzyka Coltrane’a zmierzała nieodwołalnie na awangardową ścieżkę skupioną głównie na solowych wypowiedziach, a nie na utrzymywaniu linii melodycznych. Rezultat może być dla niektórych trudny do słuchania, nawet dzisiaj, a więc odradzałbym rozpoczynanie edukowania się w dziedzinie jazzowej od tej płyty, bowiem nowi słuchacze poczują się zagubieni w środowisku opisanym obcym językiem. Edukacja w zakresie historii jazzu wymaga przechodzenia od „łatwego do trudnego”, bo „wskakiwanie do głębokiej wody” bez umiejętności pływania prowadzić może do tragedii. Jednak na płycie jest ‘haczyk na wędce” przyciągający tych nie znających się na rzeczy, to przepiękna „Naima”…

 

  • Album studyjny- „Coltrane Jazz”, wydany w 1961 roku przez Atlantic Records, został nagrany w nowojorskim Atlantic Studios w trakcie trzech sesji- 24 listopada 1959, 2 grudnia 1959 i  21 października 1960.


Kompozycja „Village Blues” jest powszechnie kojarzona z pierwszą sesją zespołu John Coltrane Quartet, w którym oprócz lidera występują: pianista McCoy Tyner, perkusista Elvin Jones i basista Steve Davis, który po kilkunastu miesiącach będzie zastąpiony przez Reggiego Workmana, a później Jimmy’ego Garrisona, który pozostał z Coltrane’em aż do śmierci saksofonisty. Po nagraniu większości materiału „Giant Steps”, Coltrane zaczął mieć problemy ze zdrowiem i przez sześć miesięcy nie wracał do studia nagrań. Późną jesienią wykorzystał sekcję rytmiczną z kwintetu Milesa Davisa do dwóch sesji w Atlantic Studios, co dało w efekcie większą część ścieżek albumu i utwór „Naima” na płytę „Giant Steps”.  Warto wiedzieć, że „Like Sonny” to hołd dla Sonny’ego Rollinsa, którego grę Coltrane podziwiał. Po opuszczeniu zespołu Milesa Davisa wiosną 1960 roku, Coltrane założył swój pierwszy kwartet dla rezydowania w klubie Jazz Gallery na Manhattanie, ostatecznie we wrześniu ustabilizował się dokładnie skład, który nagrał „Village Blues”, ale pozostałe utwory z płyty „Coltrane Jazz” Coltrane nagrał z Wyntonem Kellym (fortepian), Paulem Chambersem (bas) i Jimmym Cobb’em (perkusja).
Po „Giant Steps”, John Coltrane wydał album jazzu, który nie miał przecierać nowe szlaki w sztuce, lecz raczej miał być ukłonem w kierunku tych fanów jazzu, którzy szukali (szukają) pięknych, wysublimowanych melodii. „Coltrane Jazz” zachowuje doskonałą równowagę między swingującymi coverami i swobodniej swingującymi oryginałami. Płytę otwiera słodka wersja „Little Old Lady” Carmichaela i Adamsa, zagrany w znacznie szybszym tempie i z nieoczekiwanym zakończeniem w stulu bossa novy. „Village Blues” Coltrane’a zostało około rok później niż w przypadku innych sesji przedstawionych na tym albumie i stąd ten jeden utwór jest nagrany w innym składzie personalnym. „My Shining Hour” Arlena i Mercera to kolejny niezwykle błyskotliwy remake ponurego oryginału, słuchając interpretacji Coltrane’a ma się wrażenie, że utwór na nowo jest wymyślony. Stronę A kończy „nuta” wschodnia- „Fifth House” Coltrane;a. W tym utworze solówka saksofonisty  całkowicie rozwiązuje melodię, a następnie skleja ją ponownie- rozwiązanie karkołomne, ale i zaciekawiające. Strona B oryginalnego LP zaczyna się kompozycją „Harmonique” (autorstwa Coltrane’a), badającą współistnienie  harmonii i techniki. Następny utwór, również autorstwa Clotrane’a, dedykowany Sonny’emu Rollins’owi, jest w stylu bossa novy co stanowi podstawę fantastycznych solówek. W „I’ll Wait And Pray” Treadwella i Valentine’a, muzycy nie oddalają się zbytnio od oryginału, co cieszy, bo to melodyjna kompozycja. Album zamyka taneczny „Some Other Blues” Coltrane’a , którego słucha się z wielką przyjemnością.
Co prawda John Coltrane zasłynął z awangardowych nagrań, zawsze lubił wracać do grania standardów. „Coltrane Jazz” jest bardziej tanecznym niż przełomowym wydawnictwem, co powinno ucieszyć wielu fanów melodyjnego jazzu i jednocześnie nie zasmuci tych, którzy szukają awangardowych rozwiązań, bo na płycie grają po prostu (jeśli to rzeczywiście proste) znakomitości ówczesnego jazzu, którzy dają pełną satysfakcję obu grupom odbiorców sztuki jazzowej.

 

  • Płyta “Coltrane’s Sound”, została wydana w 1964 roku przez Atlantic Records. Miejscem nagrań w 24 października 1960 oraz 26 października 1960 była sala w Atlantic Studios w Nowym Jorku.


“Coltrane’s Sound”, został nagrany podczas sesji dla „My Favorite Things” wydany przez Atlantic w 1961 roku, zmontowany po tym, jak Coltrane przestał nagrywać dla wytwórni. i miał kontrakt z Impulse! Rekords. Firma Atlantic postąpiła podobnie jak wcześniej Prestige w miarę jak sława Coltrane’a wzmacniała się w latach 60-tych- wykorzystywała niewydane nagrania i wydawała je bez zgody Coltrane’a.
“Coltrane’s Sound” to jedna z najbardziej niedocenianych pozycji w obszernym katalogu płytowym Coltrane’a. Niesprawiedliwe stało się to, że szczególa uwaga jaką poświęcono ‘My Favorite Things’ nie została powtórzona w przypadku ‘Coltrane’s Sound’, choć oba albumy zostały faktycznie nagrane w tym samym trzydniowym okresie jesienią 1960 roku. Sesje w tym czasie były tak płodne, że materiału powstało co najmniej na pięć różnych albumów. Tytuł świetnie odzwierciedla to co każdy z sześciu utworów wnosi do płyty- „The Night Has a Thousand Eyes” i „Body and Soul”, jedyne kompozycje, których nie napisał Coltrane, oddają niepowtarzalne i charakterystyczne tony saksofonu Trane’a. Wykonawcami aranżacji podczas tych sesji byli: Coltrane (sopran / saksofon tenorowy), Steve Davis (bas), Elvin Jones (perkusja) i McCoy Tyner (fortepian). Tyner, który o kwartecie mówił, że to „cztery tłoki w silniku”, myślał dokładnie to samo co uważny słuchacz tych nagrań, bo nie byłyby możliwe długie improwizacje Coltrane’a w ‘Liberii’ bez inspirującego wpływu pozostałych muzyków. Tyner bezbłędnie uzupełnia Coltrane’a pełnymi akordami, które współbrzmią do salw dźwięków lidera. Rytmiczna ekwilibrystyka perkusisty Jonesa jest szczególnie widoczna w bluesowym „Equinox”- zagrał z zegarmistrzowską precyzją. Pomimo tego, że nagrania z  “Coltrane’s Sound” nie mają nic z jakiegoś szczególnego indywidualizmu, te nagrania pozostają jednak jednymi z najlepszych w katalogu Trane’a.

 

  • Płyta „Olé Coltrane[3], wydana w listopadzie 1961 przez Atlantic Records, została nagrana w maju 1961 w A&R Studios w Nowym Jorku. Producentem nagrań, które odbyły się w A&R Studios w Nowym Jorku, był Nesuhi Ertegun.


Dwa dni przed nagraniem Olé Coltrane’a Coltrane nagrał „Africa / Brass” na inauguracyjnej sesji nagraniowej dla swojej nowej wytwórni, z którą się związał kontraktem- Impulse! Records.  Na sesje kolejnego i ostatniego albumu dla wytwórni Atlantic, saksofonista przyprowadził swój roboczy kwintet wraz z dwoma uczestnikami sesji „Africa / Brass”, Artem Davisem (bas) i Freddiem Hubbardem (trąbka). Z powodu obowiązującej umowy z Prestige Records, Eric Dolphy znalazł się na liście uczestników sesji do „Olé” pod pseudonimem George Lane. Słuchając ścieżek z płyty słychać wyraźnie zainteresowanie Coltrane’a hiszpańską muzyką widoczne w „Olé”, co wg przypuszczeń krytyków muzycznych  mogło zostać rozbudzone przez to co usłyszał na „Sketches of Spain” Milesa Davisa, wydanego rok wcześniej. Struktura i melodia modalnej kompozycji jazzowej „Olé” zostały zapożyczone z hiszpańskiej piosenki ludowej „El Vito” (być może lepiej znanej jako „El Quinto Regimiento” Pete;a Seeger’a). Coltrane ten utwór wykonał na saksofonie sopranowym, który od czasu nagrania „My Favorite Things” [4] coraz chętnie był przez saksofonistę używany. Tytuły utworów na drugiej stronie oryginalnego LP odzwierciedlają ciągłe zainteresowanie zespołu afrykańskimi formami, wyrażone w nagraniach z  maja w czasie sesji do „Africa / Brass”. McCoy Tyner skomentował: „Na 'Dahomey Dance' [Coltrane’a] miał nagranie tych gości, którzy byli z Dahomey, dlatego użył dwóch basistów. Pokazał ten rytm Artowi Davisowi i Reggiemu Workmanowi, więc wpływ tam był”.
Należy zauważyć, że  utwór tytułowy na tym albumie korzysta z wpływów jednak szerszych niż sugeruje tytuł-  wpływ może nawet bardziej wschodni niż latynoski. Ale abstrahując od tego, skąd kompozytor czerpał inspirację, pomysłowość i ciągłe dążenie do przełamywania terenów jest istotą tego potężnego utworu. „Olé” rozpoczyna płytę z nieubłaganym, natrętnym rytmem, który trwa przez ponad nienudnych 18 minut. Nie jest mainstreamową modalnością znaną z „My Favorite Things”, ale jest równie fascynująca. „Dahomey Dance” przedstawia bardziej standardowy nurt bluesowy, w hard-bopowym stylu.  Ciekawe akordy i inspirujące solówki McCoy Tynera na pianie i te autorstwa Coltrane’a oraz Hubbarda na trąbce, wciąż odbiera się jako zagrane z pasją, mimo że powinni już być zmęczeni konwencjonalnością stylu.
„Aisha” Tynera, delikatna ballada, w powszechnej opinii należy do najlepszych kompozycji w wolnym tempie Coltrane’a. Audiofilom „Olé Coltrane” może się spodobać bardzo, pod warunkiem, że dysponują dobrze skonfigurowanym sprzętem audio, bo ścieżka tytułowa jest bardzo gęsto nagrana, tym bardziej że poważną rolę odgrywają jednocześnie grający dwaj basiści- Art Davis i Reggie Workman. (przyznać się muszę, że „Oléjest moją ulubioną ścieżką dźwiękową wśród nagrań Coltrane’a, przypuszczam, że też dla wielu fanów jazzu)

 

  • Płyta „Coltrane Plays the Blues” wydana w lipcu 1962 przez Atlantic Records, została nagrana w Atlantic Studios podczas sesji 24 października 1960, ale poddana postprodukcji po tym, jak Coltrane przestał nagrywać dla wytwórni i został związany umową z Impulse! Records. Producentem podczas sesji nagraniowej był Nesuhi Ertegun.


Nagrania do tego albumu pochodzą z sesji Coltrane’a dla Atlantic, podczas których powstał również materiał dla „My Favorite Things” i „Coltrane’s Sound”. Muzycznie ten album jest odległy bardzo od pozostałych dwóch albumów z tej sesji, a doskonałe i żywe brzmienie pokazuje co zespół próbował zrobić innego. Notatka na odwrocie płyty mówi między innymi: „Jeśli chodzi o frazę „Plays the Blues” w tytule, to nie tyle wskazuje, że melodie są konwencjonalnym bluesem (którymi nie są). Tytuł bardziej wskazuje na bluesową wrażliwość”. W  rzeczywistości są to jednak melodie bluesowe, dwunastotaktowe, niektóre durowe, mollowe, z licznymi dodatkowymi akordami, a nie tylko podstawowym trzy-akordowym bluesem. Pierwsza połowa albumu to cztery bluesy w stylistyce bebop’owej tego samego typu- dur, dwa z nich bez udziału fortepianu. Druga połowa albumu to zupełnie inna „bajka”, eksplorująca 12-taktowe formy bluesowe. Dwie z tych melodii: „Mr. Day” i „Mr. Knight”, są dość podobne pod względem sekwencji akordów, też brzmiące jak inspiracja dla późniejszych zespołów prowadzonych przez Tynera, Wayne’a Shortera i Branforda. Marsalisa. Pomiędzy tymi dwoma wymienionymi utworami jest- „Mr. Syms”, tajemniczo brzmiący melodycznie blues, bardziej podobny do tego, co można by oczekiwać od Coltrane’a. Podsumowując, chociaż jest to album tematyczny to jednak oferuje zróżnicowany materiał, który nie pasuje do siebie ściśle, ale i tak to jedno z najlepszych dzieł kwartetu.

 

  • Album „Africa / Brass[5], wydany 1 września 1961 przez Impuls! Records, został nagrany w maju i czerwcu 1961 Van Gelder Studio (Englewood Cliffs). Producentem został Creed Taylor.

Na płycie „Africa / Brass”, szóstym wydawnictwie dla nowo powstałej wytwórni i pierwszym Coltrane’a dla Impulse!, gra kwartet Coltrane’a wzmocniony zespołem dodatkowych instrumentów, w sumie grało 21. muzyków.  Osiągnięto w ten sposób brzmienie big-bandu o niezwykłym składzie-  z waltorniami i eufonium [6], które prezentowały muzykę bardzo odmienną od wszystkiego, co do tej pory kojarzono z Coltrane’em. W 1961 roku Coltrane stał się istotną siłą w jazzie, na miarę Davisa czy Monka. Jego wpływy wzrastały gdy prowadził własne zespoły, ale też dzięki niewątpliwie dużej wartości nagrań z albumów „Giant Steps” i „My Favorite Things”. Creed Taylor, dyrektor wykonawczy Impulse Records, wykupił kontrakt Coltrane’a z Atlantic Records, czyniąc Coltrane pierwszym artystą, który znalazł się w nowej wytwórni. Był to najlepszy kontrakt, jaki muzyk jazzowy kiedykolwiek otrzymał po Davisie, gdy wiązał się z Columbią.  Umowa opiewała na roczną współpracę z dwuletnią opcją. Każdy rok miał przynieść co najmniej dwa albumy rocznie. Impulse! dzięki wsparciu ABC Records i zostaniu natychmiastowym głównym rozgrywającym na rynku jazzowym, zaoferował Coltrane’owi wiecej niż mógłby dać inny wydawca.. Coltrane był szczęśliwy i aby zainaugurować przejście do nowej wytwórni, zaplanował nagranie w dużej grupie. Mniej więcej w tym samym czasie odszedł basista Steve Davis, którego zastąpił Reggie Workman, czasami Coltrane dobierał drugiego basistę- Arta Davisa. Wraz z tą grupą, 23 maja Coltrane po raz pierwszy wszedł do nowego studia Van Geldera w Englewood Cliffs (New Jersey). Rudy Van Gelder [7] był inżynierem dźwięku przez większość wcześniejszych sesji Cotrane’a z Prestige Records i nie zamierzał szukać innego inżyniera nagrań wydając swoje płyty w Impuls! Records. Coltrane początkowo kontaktował się z Gilem Evansem, aby pomógł w przygotowaniach aranżacji; jednak nic z tego nie wyszło, więc Coltrane zdał się na pomoc ze strony Dolphy’ego i Tynera w trakcie aranżowania utworów zaplanowanych na album „Africa / Brass”. Materiał muzyczny płyty nie rewolucjonizuje jazzu, ani nie radykalizuje czy prowadzi nowymi eksperymentalnymi drogami, raczej eksploruje znane terytorium na swój sposób, wykorzystując znane elementy do stworzenia albumu odważnego i ekstrawaganckiego. „Africa / Brass” w dużym stopniu opiera się na przedłużonych jam’ach opartych na jednym lub dwóch akordach, co jest wynikiem wpływu tradycyjnej muzyki afrykańskiej. Utwór tytułowy zajmuje całą pierwszą połowę albumu, w której tak naprawdę niewiele się nie dzieje- melodycy wsparci o jedno-akordowe stęknięcia basu, zmieniają nastrój, eksplorując możliwości tego jednego akordu, jednocześnie z dbałością by to co grają nie było monotonne lub nieinspirujące dla pozostałych muzyków. Pomimo obszernej masy brzmień instrumentów muzyka ma zaskakująco dużo „miejsca” dla każdego uczestnika spektaklu. Zespół mieszczący się w ściśle określonej aranżacji, prowadzony przez Erica Dolphy’ego, gra bardzo precyzyjnie pozostawiając Coltraneowi i pozostałym członkom jego kwartetu dużo swobody. Coltrane w „Africa / Brass” wykorzystuje dwa kontrabasy w utworze tytułowym (podobnie jak w przypadku „Olé”), jeden szarpiąc struny palcami a drugi z użyciem smyczka aby uzyskać bogatszy efekt w niższych rejestrach stanowiących platformę dla muzyków prowadzących. Pozostałe dwa utwory z albumu, choć bardziej niż solidne nie mogą być traktowane jako najlepsze dzieła w dorobku Coltrane’a. Interpretując tradycyjny „Greensleeves” talent Coltrane’a nie pozwala uznać na wstępie, że przecież to wyświechtana kompozycja, której już nie warto zgłębiać…  Znana melodia jednak zaciekawia, a na pewno sprawia prostą przyjemność.  Ostatni utwór- „Blues Minor”, hard-bop zabarwiony Afryką, zawiera świetne solówki lidera, a reszta zespołu nie odstaje poziomem. Album jest zaaranżowany w większym stopniu niż typowe wydawnictwa Coltrane’a, co na pewno wyróżnia ten tytuł spośród innych płyt z katalogu Coltrane’a. Są na „Africa / Brass”, ciekawe rozwiązania aranżacyjne, są świetne solówki, są ciekawe melodie… I jest „Greensleevs”! Warto mieć w swoich zbiorach tę płytę.

Krytyk magazynu Down Beat- Martin Williams, napisał: „W tych utworach Coltrane dokonał tego, co ostatnio robił tak często osobiście- garść akordów, często tylko dwa lub trzy, obracając je w każdy możliwy sposób …

 

  • Ballads”, wydany w marcu 1963 przez Impuls!, został nagrany 21 grudnia 1961, 18 września i 13 listopada 1962 w Van Gelder Studio , Englewood Cliffs. Producentem był Bob Thiele.

Powszechnie wiadomo, że późna kariera Johna Coltrane’a w Impulse! przez lata wywołało spore nieporozumienia wśród krytyków i fanów jazzu [8]. Słuchacze mają tendencję do zajmowania dość zdecydowanego stanowiska, czy szeroko zakrojone podejście Trane’a do free jazzu powinno w ogóle być uważane za „muzykę jazzową”. To, co zostało nieco utracone wraz z upływem czasu, głównie dlatego, że z perspektywy czasu wydaje się to tak śmieszne, to fakt, że na początku lat sześćdziesiątych, kiedy rozpoczynał swoją kadencję w Impulse!, Coltrane był również na celowniku krytyków i fanów, którzy uważali, że wiedzieli, czym jest, a czym nie jest, właściwa muzyka jazzowa, a wielu z nich bardzo głośno wyrażało, że nie podobało im się to, co robił. Krytycy byli niezwykle surowi, jeśli chodzi o kierunek, w jakim zmierza muzyka Coltrane’a po jego odejściu z Atlantic Records, zwłaszcza jego nagrania z Ericem Dolphym, twierdząc, że to wcale nie jest muzyka jazzowa. John Tynan, z magazynu Downbeat, w 1961 roku napisał słynne zdanie: „Wysłuchałem przerażającej demonstracji tego, co wydaje się być rosnącym trendem anty-jazzowym, którego przykładem byli ci czołowi zwolennicy tego, co nazywa się muzyką awangardową. Słyszałem dobrą sekcję rytmiczną… Marnują się za nihilistycznymi ćwiczeniami na dwa instrumenty dęte… Coltrane i Dolphy wydają się być zdecydowani celowo zniszczyć swing. Zdają się dążyć do anarchistycznego kursu w swojej muzyce, który można określić tylko jako anty-jazz” (ta krytyka ich muzyki wystarczyła, by Coltrane i Dolphy odpowiedzieli na zarzuty zawarte w artykule Downbeat z 1962 roku- „John Coltrane and Eric Dolphy Answer The Jazz Critics”, fascynującej lektury, którą można odczytać tu- ) Ponieważ „Ballads’ zostały wydane po tej rosnącej fali krytyki, przez lata na tle tego albumu pojawiło się wiele zamieszania. Coltrane został oskarżony o „zaprzedanie się” krytykom poprzez zmiękczenie dźwięku. Insynuowano, że Trane został zmuszony do zrobienia albumu, którego nie chciał zrobić w Impulse! producent Bob Thiele i nigdy tak naprawdę nie stał za projektem. Jak się okazuje, Thiele i Coltrane byli zaskoczeni krytykami, ale nie próbowali zaimponować im „Balladami”, zamierzali je pokazać. Jak wspominał Bob Thiele: „Zarówno ‘Ballady’, jak i ‘John Coltrane with Johnny Hartman’ [9] powstały z powodu krytyków jazzowych. Postanowiliśmy raz na zawsze wyprostować tych gości, pokazując im, że John był tak wielkim i kompletnym artystą jazzowym, jakiego już poznaliśmy i był to jeden z nielicznych przypadków, kiedy zaakceptował koncepcję producenta”. Oczywiście Coltrane mógł mniej przejmować się tym, co myślą o nim krytycy jazzu i jak powiedział później pisarzowi jazzowemu Frankowi Kofsky’emu: „Impulse! był zainteresowany tym, co mogliby nazwać zrównoważonym rodzajem lub zróżnicowanym rodzajem katalogu i sam nie znajduję w tym nic złego. […] ‘Ballads’, które nagrałem, były zdecydowanie tymi, które czułem, kiedy je wybierałem”. (cytaty pochodzą z książki Ashleya Kahna „The House That Trane Built: The Story of Impulse Records”). Wszystko to co zostało powiedziane jest daje prawo do stwierdzenia, że „Ballads” należy cienić tylko za to, czym jest- piękną płytą, która ukazuje wielkie talenty nie tylko Coltrane’a, ale także Tynera. „Ballads”, zanim Coltrane trochę później eksploduje inwencją twórczą w niszowych rejonach muzyki jazzowej, jest fantastycznym dokumentem pracy jednej z czołowych grup jazzowych lat 60. Nawet pobieżne przesłuchanie albumu z łatwością odrzuca wszelkie sugestie, że muzycy nie chcieli nagrywać tej płyty, bo nie da się „przefruwać” przez takie utwory jak „You Don’t Know What Love Is” i „I Wish I Knew” bez nawet ułamka emocjonalnego ciężaru, jaki osiąga kwartet. Jest to typ albumu jazzowego, na którym muzyka po prostu wciąga słuchacza swoją powściągliwą gracją i pięknem i chociaż może nie mieć takiego znaczenia na jaki niektórzy słuchacze chcieliby liczyć, to jest jedną z pozycji chętnie słuchanych przez fanów jazzu.

 

  • Album “Crescent”, wydany w lipcu 1964 przez Impuls! Records, nagrany 27 kwietnia i 1 czerwca 1964 w Van Gelder Studio (Englewood Cliffs, New Jersey) pod pieczą Boba Thiele.

Obok Coltrane’a grającego na saksofonie tenorowym, w nagraniach wzięli udział: McCoy Tyner (fortepian), Jimmy Garrison (kontrabas) i Elvin Jones (perkusja). Wszystkie kompozycje są autorstwa Coltrane’a. „Crescent”, epicki album, przedstawiający medytacyjną stronę charakteru Coltrane’a, może być traktowany jako preludium do „A Love Supreme”. Album przedstawia łagodniejszego (artystycznie) Coltrane’a, ale nie w formie wyłącznie balladowej, raczej jest skupiony, refleksyjny czy po prostu bardziej przystępny. Chociaż Coltrane skłaniał się ku eksperymentom, które go pochłaniały przed śmiercią w 1967 roku, ten piękny progresywny jazz mógł się jednak zrodzić… W zadumanej, ale i swobodnej balladzie- „Crescent”, Coltrane przyzwala na swingowanie, absolutnie cudowny „Wise One” jest akcentowany delikatnym dotykiem klawiatury przez Tynera i na jego tle głęboki ton tenora Coltrane’a buduje linie oparte na latynoskim rytmie. To bardzo uduchowione utwory, ważne w katalogu płytowym Coltrane’a. „Bessie’s Blues” i „Lonnie’s Lament” są chętnie po dziś grane przez muzyków jazzowych na całym świecie, pierwszy to hard-bopowy cud z krótkim refrenem, w drugim Coltrane w ogóle nie gra sola, zamiast tego zawiera długie solo na basie w wykonaniu Garrisona. „Lonnie’s Lament” należy do najbardziej ponurych, smutnych refleksyjnych jazzowych ballad. Finalna kompozycja- „The Drum Thing”, przynosi afrykańskie dźwięki tom-tomów wydobywane przez Jonesa (utwór ten został stworzony z myślą o dani miejsca dla improwizacji Jonesa) obok barwnej, ale skromnej gry Coltrane’a.
Jako podsumowanie, tego co wnosi płyta „Crescent” słuchaczom, niech służą słowa wdowy po Garrisonie, która wspominała, że ten album wraz z „A Love Supreme” to dwa albumy, których słuchał najczęściej.


Chcącym zgłębić wiedzę na temat twórczości Johna Coltrane’a mogę polecić książkę- „Coltrane według Coltrane’a” Chrisa DeVito w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego, która ukazała się w 2017.  Książkę wydała oficyna Kosmos Kosmos.

A noty wydawnictwa: „… książka, zawierająca niemal wszystkie znane wywiady z Johnem Coltrane’em – a także artykuły, wspomnienia i noty z okładek płyt, w których cytowano jego wypowiedzi – stanowi próbę zaprezentowania historii Coltrane’a poprzez jego własne słowa, uszeregowane w porządku chronologicznym, według dat przeprowadzenia rozmów. Jest to pierwsza w Polsce publikacja dotycząca najważniejszego saksofonisty w historii nie tylko światowego jazzu, ale muzyki w ogóle. Książka została brawurowo przetłumaczona przez Filipa Łobodzińskiego. Tak o książce wypowiada się nasz czołowy polski jazzman, pan Tomasz Stańko: ‘To bardzo ciekawa publikacja. Wywiady z muzykami, zwłaszcza z Trane’em, były w mojej młodości jednym z najważniejszych źródeł informacii i wiedzy o muzyce. Nikt w jazzie, tak trafnie i wnikliwie, nie tłumaczy głębi, istoty i filozofii muzyki tak jak wielcy i sławni muzycy. Zwłaszcza Coltrane. Gorąco polecam, niezwykle cenna i nietypowa książka.’ A to wrażenia pana Tymona Tymańskiego: ‘John Coltrane to dla mnie religia i kościół… To dźwięki wielkiej miłości do świata i ludzi, to porażająca duchowość i muzyczna głębia, to pochwała nieskończenie pięknego i nieskończenie brzydkiego. To alfa i omega, muzyczna przeszłość i przyszłość, mainstream i ezoteryczna tantra. Nie można nie znać, a poznawszy, nie pokochać wielkiego Johna Coltrane’a i jego magicznej muzyki’”.
Wielu krytyków poleca lekturę „Coltrane według Coltane’a’’ miłośnikom jazzu, zaś wszystkim muzykom jazzowym polecają w szczególny sposób- powinni ją ich zdaniem koniecznie przeczytać. Czy rzeczywiście zechcą? Nie wiem i nie bardzo mnie to interesuje, ja przeczytałem!

 


[1]  Na podstawie:

[2]Sheets of sound” (według- ) to termin wymyślony w 1958 roku przez krytyka jazzowego magazynu Down Beat- Iry Gitlera na opisanie nowego, unikalnego stylu improwizacji Johna Coltrane’a. Gitler po raz pierwszy użył tego terminu w notatkach do płyty „Soultrane” (z roku 1958).
Coltrane, saksofonista, używał niezwykle gęstych improwizacyjnych, ale wzorzystych linii, składających się z szybkich arpeggio i wzorów gamy granych w małych odstępach: setki dźwięków od najniższego do najwyższego rejestru. Linie są często szybsze niż szesnastki, korzystają z nieparzystych podziałów itp., więc mogą brzmieć jak glissanda . Coltrane wymyślił ten styl podczas gry z Theloniousem Monkiem i rozwinął go później, kiedy wrócił do grupy Milesa Davisa . Coltrane i Davis stworzyli swobodną atmosferę, dzięki której Coltrane mógł eksperymentować na estradzie. Coltrane wykorzystał „Sheets of sound”, aby zlikwidować i rozluźnić surowe akordy, tryby i harmonie hard-bop’owe, jednocześnie wciąż się ich trzymając (na tym etapie swojego muzycznego rozwoju). W szczególności gra z zespołami Milesa Davisa dała Coltrane’owi wolną przestrzeń muzyczną, w której mógł zastosować idee harmoniczne do ułożonych akordów i substytucji. Co więcej, to otwarte podejście pozwoliło Coltrane’owi na arpeggiację trzech akordów jednocześnie, stylu „wziętego” od Monka. Podejście „trzy w jednym akordzie” nadało muzyce płynny, zamaszysty dźwięk, który był harmonijnie pionowy. Pojęcia wertykalne (akordowe) kontra horyzontalne (melodia) to kluczowe idee w twórczości George’a Russella, z którym Coltrane nagrywał we wrześniu 1958 roku. Podejście to odzwierciedlało fascynację Coltrane’a innymi relacjami. Czasami używał zmniejszonych akordów, innym razem używał wzmocnionych akordów. Czasami Coltrane może używać gam lub zagrywek w przekazywanych klawiszami zamiast arpeggio. Coltrane zastosował te harmoniczne idee podczas swojej sceny „Sheets of sound” w 1958 roku. Kiedy indziej po prostu grał szybkie wzory o zmniejszonej skali. Podejście „arkuszy dźwięku” można usłyszeć już podczas współpracy z Monkiem w 1957 roku w solówkach, takich jak ta z „Trinkle, Tinkle” z albumu „Thelonious Monk with John Coltrane” (vide art.: „płyty polecane (jazz, rozdział 13)”). Wykonanie na żywo przez Coltrane’a „If I Were a Bell” z sekstetem Milesa Davisa 9 września 1958 r. dobrze ilustruje użycie przez niego „Sheets of sound” na tym etapie jego kariery. John Coltrane zaczął używać stylu  „Sheets of sound” sporadycznie w 1959 roku, woląc włączać go do swoich solówek w mniej gwałtowny sposób.

[3] Na podstawie:

[4] O „My Favorite Things” pisałem w artykułach: „Rekomendowane wydawnictwa płytowe (jazz, rozdział trzeci)” oraz „płyty polecane (jazz, rozdział dziewiąty)

[5] Na podstawie:

[6]  Eufonium instrument  z rodziny instrumentów dętych blaszanych, w szczególności instrumentów dętych o niskim brzmieniu, mających wielu krewnych. Jest niezwykle podobny do rogu barytonowego. Różnica polega na tym, że rozmiar otworu rogu barytonowego jest zwykle mniejszy niż w przypadku eufonium, a baryton jest głównie cylindryczny, podczas gdy eufonium jest głównie stożkowym otworem.

Nazwa eufonium pochodzi od starożytnego greckiego słowa εὔφωνος euphōnos, czyli „dobrze brzmiące” lub „słodką -dźwięczne” Eufonium to instrument z zaworem. Prawie wszystkie obecne modele mają zawory tłokowe, chociaż istnieją modele z zaworami obrotowymi. Na eufonie można grać kluczem basowym jako instrumencie nietransponującym lub kluczem wiolinowym jako instrumencie transponującym. W brytyjskich orkiestrach dętych jest zwykle traktowany jako instrument o kluczu wiolinowym, podczas gdy w amerykańskiej muzyce zespołowej partie mogą być napisane w kluczu wiolinowym lub basowym lub obu.

[7] O Rudym Van Gelderze pisałem tu: „Rudolph Van Gelder (Prestige, Blue Note)

[8] Według:

[9] O płycie  “John Coltrane with Johnny Hartman” pisałem w artykule: „Rekomendowane jazzowe wydawnictwa płytowe (rozdział pierwszy)


Powrót do części pierwszej >>

Kolejne rozdziały: