Rekomendowane wydawnictwa płytowe szeroko rozumianej klasyki
(rozdział szesnasty, część 2)

 

Glenn Gould nagrywał niektóre dzieła muzycznie niejeden raz. Wytwórnia Columbia z kolei parokrotnie wydawała w różnej konfiguracji nagrane i wydane wczesnej utwory. Edycji można zliczyć sporo… Tylko te nieliczne przedstawię spośród innych niż te proponowane w części pierwszej tego rozdziału:

Dziennikarz muzyczny (magazynu Spiegel) Werner Theurich napisał o Glenn’ie Gould’zie, że „nikt nigdy nie grał bardziej porywczo ani intensywniej. Reszta to czysta muzyka.” Trudno się z nim nie zgodzić. Theurich napisał tę opinię po wydaniu urodzinowej edycji z bogactwem materiału wizualnego i tonalnego… Jakie były wcześniejsze edycje? Najczęściej muzycznie bez zarzutu, technicznie też, choć można było (i jest) wśród nich znaleźć gorzej i lepiej brzmiące te same tytuły. Za przykład niech posłuży zestaw koncertów (o nr 1/2/3/4/5/ i 7) na fortepian i orkiestrę J.S. Bacha wydany w przeciągu paru lat w wersji podwójnego CD i później rozdzielony na dwa digipacki[1].

  • “Concertos For Piano And Orchestra Nos. 1 – 5 & 7” (Sony Classical ‎– SM2K 52591, rok wydania- 1992)

Glenn Gould utwory koncertowe J.S. Bacha wykonuje z Columbia Symphony Orchestra, którą dyrygują: w Koncercie nr1 Leonard Bernstein, a w pozostałych Vladimir Golschmann. Koncert D-moll był najlepiej wykonanym koncertem Goulda. Po raz pierwszy zagrał go w 1955 roku w Toronto z Sir Ernestem MacMillanem jako dyrygentem. Dwa lata później nagrał go w Nowym Jorku z Columbia Symphony pod dyrekcją Leonarda Bernsteina. Gould mówił: „Nie aprobuję nawet koncertów moralnie” w czasie, gdy nagrywał koncerty Beethovena. Mimo awersji do tego typu kompozycji rosnący entuzjazm pianisty dla procesu nagrywania pozwolił melomanom cieszyć się tymi paroma koncertami jakie nagrał. Gould gra przekonująco, choć chłodno, natomiast Bernstein kieruje orkiestrą w taki sposób by dać charakterystyczną wagę smyczkom. Golschmann w interpretacji jest nieco mocniejszy ale też potrafi poprowadzić orkiestrę w kierunku pewnej delikatności. Na płycie drugiej zespół- Gould/Golschmann i orkiestra są bardzo atrakcyjnymi współtworzącymi dzieło muzyczne. Surowość Goulda nadaje doskonałą formę nawet najdrobniejszej cząstce w partyturze, orkiestra buduje głębię, mieni się barwowo, nasycając muzykę duchem.

  • Keyboard Concertos Volume I” oraz “Keyboard Concertos Volume II” (Sony SMK87760 i SMK87761, rok wydania 2002)

Koncerty na instrumenty klawiszowe Bacha w tych dwóch wydaniach to aranżacje utworów od 1 do 7 z pominięciem numeru 6 (który jest adaptacją czwartego koncertu brandenburskiego). Granie kompozycji J. S. Bacha przez Glenna Goulda jest niezwykle spójne. Pierwsze części są realizowane w szybkim tempie ze ściśle kontrolowanym rubato i zmiennością dynamiczną. Niektórym melomanom powolne części będą się wydawały nazbyt szybkie. Finały mają rozmach i głębię, a frazowanie jest czyste i wyraźne. Czuje się w całości przekazu niespokojne napięcie. Jeśli chce sie doszukiwać różnic w sposobie dyrygowania tym samym zespołem muzyków to Bernstein wnosi wiele życia i witalności, natomiast Vladimir Golschmann brzmi, szczególnie w powolnych częściach, dostojniej, sekcja smyczków jest wydatniejsza z vibrato bardziej hojnym. Nie potrafię określić, który z nich z nich jest atrakcyjniejszym wykonawcą. Bach Goulda zmusza słuchaczy do uważnego słuchania i jest bardzo przekonujący.

W ramach serii “Glenn Gould Anniversary Edition” te same koncerty nagrane z Columbia Symphony Orchestra pod dyr. Bernsteina i Golschmanna, a pochodzące z lat 1957 i 1967-69, zostały rozdzielone na odrębne albumy, wydane jako digipacki. Z informacji źródłowych wynika, że obie edycje są wynikiem tego samego masteringu do 20-bitowej technologii Super Bit Maping (SBM), przeprowadzonego przez tego samego inżyniera nagrań- Andrew Kazdina. Jednak jeśli się obie edycje porówna to okazuje się, że po dziesięciu latach wyprodukowano w tym samym kraju- Austrii, nie tej samej jakości krążki, bowiem w brzmieniu jest odczuwalna znaczna różnica. Wersja z 1999 roku daje dźwięk szczuplejszy i chłodniejszy. Wersja z 2002 roku jest barwowo mocniej zbliżona do analogowego wzorca, przy czym, mimo że instrumenty są bliżej umiejscawiane (chyba dzięki bogatszym dźwiękom w alikwoty) to nagrania nic nie straciły na dobrej selektywności, która była zaletą wersji wcześniejszej.

  • Bach: Italian Concerto, Chromatic Fantasy” (Sony Classical, z roku 2002)

Dysk zawiera jedną z najbardziej różnorodnych kompozycji spośród nagrań Glenna Goulda. Choć jest ta płyta traktowana jako Bach’owska to szersza gama kompozytorów sprawia, że ​​jest to jednak kompilacja. Mimo to jest to chyba jedna z najlepszych prezentacji Glenna Goulda. Zaczyna się od trzech utworów Bacha: Gould nadaje im własne, niepowtarzalne brzmienie, wprowadza te mało znane (zapomniane?) dzieła na estrady współczesne. Album kończy się trzema sonatami Scarlattiego. Najistotniejszym nagraniem wydaje się „Włoski Koncert F-dur” Bacha z 1959 roku. Gould wyrażał publicznie to, że ​​nienawidzi to dzieło, ale które zgodził się zagrać, ponieważ zamierzał nagrać wszystkie utwory na klawiatury Bacha. Gdyby Gould znienawidził więcej muzyki to… Mielibyśmy co słuchać! Bo to bowiem jego najbardziej namiętne, najbardziej genialne nagranie utworu na fortepian. Od pierwszych chwil tryska energią, rzucając się w tryle i arpeggia. Gra w andante to pokaz najsubtelniejszych niuansów intensywności, by po chwili ruszyć jak lubi najbardziej- jak błyskawica w częściach granych w tempie presto. Fenomenalna technika Goulda pozwalała produkować Bacha bardziej precyzyjnie granego niż ktokolwiek inny mógłby to zrobić, ale okupione to jest wręcz matematycznym chłodem.

  • Glenn Gould – Haydn Sonata No. 3 In E Flat Major / Mozart‎– Sonata No. 10 In C Major, K.330; Fantasia And Fugue In C Major, K.394” (Columbia Masterworks ‎– ML 5274, nagranie z roku-1958)
  • Joseph Haydn, Haydn: The Last Piano Sonatas” (Sony Bmg Europe, rok wydania 2002)
  • Mozart: Great Piano Sonatas” (Sony SMK 87860, rok wydania- 2002)

„Glenn Gould – Haydn / Mozart” to muzyka, z której trudno byłoby się nie cieszyć. Pod palcami Goulda Mozart brzmi jak muzyka barokowa, natomiast Haydn jest bardzo współcześnie zinterpretowany. Interesujące jest to, że Gould i Richter (“The Authorised Recordings – Mozart”), co prawda zupełnie inni w swoim podejściu do tych sonat, deklarowali, że muzyka Mozarta ich nudzi. Dlaczego wobec tego nagrywali?! Nie trzeba odpowiadać na to pytanie, bowiem liczy się efekt wspaniały w obu przypadkach. Fantazja i fuga Mozarta z tego wydawnictwa są wyjątkowe. Gould nigdy już do tej kompozycji nie wrócił, co może oznaczało, że uznał to nagranie za wystarczająco dobre.

Glenn Gould rozważał nagrywanie sonat fortepianowych Haydna już w 1971 roku, ale dopiero dziesięć lat później, kiedy Sony zaczęło używać techniki cyfrowej rejestracji, stworzyła się idealna okazja by podjąć się rejestracji Haydnowskich sonat o nr 48/49/50/51 i 52. Te sześć późnych sonat zostało uznanych za szczególnie odpowiednie (może bardziej należałoby napisać- atrakcyjne) ze względu na znacznie wyższy poziom przejrzystości obrazu tonalnego gwarantowanego przez technologię cyfrową. Występy Gulda, gdy interpretuje Haydna pokazują jego wyczucie wpływów muzyki baroku. Gould był nieprzeciętnym stylistą rokokowej muzyki, ale te nagrania można też odbierać inaczej- jako ponad czasowe, bo gdyby nie wiedzieć co jest odtwarzane to można śmiało odebrać jako piękne utwory współczesnych kompozytorów nawiązujących tylko do stylu barokowego. Realizacja nagrań jest bardzo dobra- bardzo blisko sytuuje instrument w warunkach pokoju odsłuchowego, jest jednocześnie suche i podkreślające surowe podejście Goulda do muzyki Haydna, ale bogate w alikwoty. Artykulacja Goulda nie nadużywa efektów legato. Tempa są bardzo zróżnicowane, a nawet można określić jako ekstremalne- tak w szybkich jak wolnych przebiegach. Pianista jest wyraźnie koncentrowany na szczegółach co w efekcie rodzi bogactwo polifoniczne. To odważne odczytanie Haydna, z delikatnym dotykiem, emocjonalnie może zbyt powściągliwe ma urok i tworzy wzbogaconą linię melodyczną o takie treści jakich w innych wykonaniach znaleźć nie można.

Sonaty Mozarta są zagrane przez Goulda tak odmiennie od innych interpretatorów, że mogą posłużyć jako wzór czytania ekstremalnie różnego od akademickiego. Trudno określić, czy to jeszcze jest dopuszczalne takie traktowanie temp z jakimi się tu spotkać można, ot na przykład otwarcie K331, już dawno zostało uznane za skrajne, a zastanawianie się dlaczego Gould tak potraktował Mozarta zmierza donikąd, chyba że znajdziemy podpowiedź samego pianisty. Z kolei „Alla Turca”, grane wolniej niż zwykle to robią inni pianiści, wydobywa przepiękną subtelną melodię w każdym kolejno naciśniętym klawiszu. Gould aby wydać się szczerym, przyznał się do swoich dziwactw i do tego, że nie bardzo lubił Mozarta i po prostu dobrze się bawił go grając inaczej niż nuty nakazują. Do tej edycji wykorzystano nagrania pochodzące z sesji zrealizowanej w 1967 roku, później kontynuował nagrania 5 listopada 1973 roku, a na koniec wrócił do studia jeszcze dwa razy: w czerwcu 1974 roku i ponownie we wrześniu tego samego roku, zanim uznał sesje za ukończone. Jakość nagrań jest bez zarzutu, do czego pianista i realizatorzy zdążyli nas przyzwyczaić.

  • Brahms, 10 Intermezzi For Piano” (Columbia Masterworks, rok 1961)


Glenn Gould nie lubił wykonywać utworów kompozytorów romantycznych, takich jak Chopin czy Schumann, a tym bardziej późnych romantyków, a więc jego interpretacja „Intermezzi” Brahmsa jest szczególnie fascynującym dokumentem. A jednak nagrania te były wysoko cenione przez samego Goulda- powiedział, że „tak, jakbym naprawdę grał dla siebie, ale zostawił drzwi otwarte„. Glenn Gould był bardzo dumny z tego nagrania: „To najseksowniejsza interpretacja Intermezzi Brahmsa, jaką kiedykolwiek słyszałeś i naprawdę myślę, że to chyba najlepsza gra na fortepianie, jaką wykonałem”. Chyba rzeczywiście jest to najlepszy rodzaj grania, jaki można usłyszeć z rąk i serca Goulda, jego gra jest zarówno porywająca, jak i rapsodyczna. Porównywałem swego czasu dwie wersje tej płyty- europejską i japońską. Nie są to edycje wielce się różniące, choć słyszalna jest znaczniejsza wielobarwność edycji japońskiej, inne aspekty brzmieniowe są na tym samym poziomie.

  • Beethoven Variations” (Sony Classical, nr kat.-SRCR 1930)

Na jednej płycie spotykają się jedyne inne warte uwagi wariacje Beethovena, poza „Diabellim”. Wiadomo, że Gould zagrał „Diabellego” w recitalach kilka razy, ale nigdy go nie nagrał. Kompozycje te nie mają imponującej struktury (najdłuższa „Eroica” trwa 28 minut), ale wyczuwa się, że to już dojrzały Beethoven. Interpretacje Goulda są bardzo konkretnie wyartykułowane; co prawda nie daje zbyt wiele przestrzeni między nutami, ale z drugiej strony pozwala sobie na takie frazowanie, że rubato staje się znaczące. Interpretacja jest słodyczą z wysokim trylem, jest w kompozycjach dużo blasku, gdzie lewa i prawa dłoń po kolei brzmi melodyjnie nad grzmiącymi akordami. O dźwięk fortepianu zadbano jak zwykle- bardzo dobrze.

  • A State of Wonder: The Complete Goldberg Variations 1955 & 1981” (Sony Classical, data wydania: 3 września 2002)

A State of Wonder” oferuje legendarne nagrania „Wariacji” w wersjach zremasterowanych wraz z trzecią płytą z próbami z sesji w 1955 roku i starannie opracowanym przez Goulda końcowym radiowym „wywiadem”. Styl i ewolucja interpretacyjna pianisty Glenna Goulda jest chyba najlepiej zdefiniowana właśnie przez te jego dwa nagrania „Wariacji Goldbergowskich” Bacha. Pierwszym był debiut zarejestrowanym w 1955 roku, a drugi, nagrany na krótko przed śmiercią w 1982 roku.

„Reżyser nagrań Columbia Masterworks i jego koledzy z sekcji inżynieryjnej to tacy doświadczeni pracownicy, którzy akceptują jako całkowicie naturalne różne rytuały studyjne, słabostki i upodobania artystów. Ale nawet te harde dusze były zaskoczone pojawieniem się młodego kanadyjskiego pianisty Glenna Goulda i jego „sprzętu nagrywającego” na swoje pierwsze sesje w Columbii. … To był ciepły czerwcowy dzień, a Gould przyjechał w płaszczu, berecie, szaliku i rękawiczkach” Tak zaczęła się notatka prasowa do płyt. Pozostała część biuletynu wymieniała inne osobliwości, które Gould wnosił na czas nagrywania „Wariacji Goldbergowskich” J.S. Bacha dla Columbii w 1955 roku. Było ich całkiem sporo: zamiast trzymania głowy wysoko jak inni w czasie recitali niskie krzesełko pozwalało pianiście zbliżyć głowę do klawiatury i grać jak mu najwygodniej.  W trakcie gry zachowywał się głośno- nucił. Moczył ramiona w gorącej wodzie przez 20 minut przed nagraniem, a poza tym przyniósł szeroki wachlarz tabletek. Przyniósł też własne butelki wody, które do 1955 r. wciąż były czymś, co tylko Howard Hughes[2] by zrobił. To te osobliwości, które pomogły ukształtować mit Goulda, złościły wszystkich wokół niego. Z pewnością w XX wieku trudno było znaleźć bardziej odważnego aktu muzycznej reinterpretacji niż debiutancki album studyjny Goulda. W nagraniu z 1955 r. „Wariacji Goldbergowskich” pianista przedstawił przekonujące dzieło, które w tamtym czasie było uważane za mało znaną kompozycję na klawiaturowe instrumenty mistrza muzyki barokowej- J.S. Bacha.

Grając na fortepianie, a nie na klawesynie z epoki XVIII wiecznej, Gould zaatakował tempo i zmienił swoje odczytanie w agresję. Wiercił się na skrzypiącym krześle, odsłaniając ekshibicjonistycznie fizyczne gesty. Gould zrazu nie okazał zuchwałym młodzieńcem, bowiem jego innowacje sygnalizowały tylko miłość do materiału źródłowego. Wariacje, tak różnorodne, można było wykonać (jak się okazało) z energią, pełną gwałtownych zwrotów akcji. Te interpretacje to wyraz młodzieńczego entuzjazmu. Gould zanim nagrał cokolwiek ćwiczył swoją słynną technikę zwaną „stukaniem palcem” dla wytworzenia pamięci mięśniowej w palcach, pozwalała mu ona grać ze zdumiewającą kontrolą i jednocześnie z minimalnym wysiłkiem fizycznym. Fascynacja niezwykłymi zachowaniami Goulda była dla ludzi zajmujących się marketingiem atrakcyjniejsza niż to, że rewolucjonizował sztukę interpretacji. Krytycy jednak zauważyli wartości jakie wnosił Gould do sztuki interpretacji i „Wariacje Goldbergowskie” otrzymały wiele entuzjastycznych recenzji w najważniejszych magazynach: New York Times, Newsweek i Musical America. Byli pod wrażeniem jego tanecznej prostoty, szybkiego tempa oraz złagodzenia poczucia dramatyzmu. Pierwsze podejście Goulda do „Wariacji”, a przede wszystkim jego popularność, sprzyjała niektórym specjalizującym się w interpretowaniu Bacha, ot choćby Wandzie Landowskiej, którzy byli jak Gould zainteresowani ratowaniem utworu przed jego względnym niebytem. Pod koniec życia Gould skrytykował swoje nagrania z 1955 roku… Cały Gould!. Ale może były inne powody krytyki wcześniejszych „Wariacji”? Kiedy Gould samokrytycyzmem się wykazywał to robił to w ramach kampanii reklamowej nowej edycji (z 1981 roku) tych samych utworów, bowiem po 26. latach podjął decyzję o ponownym ich nagraniu. Zresztą może rzeczywiście doświadczenie jaki zdobył przez te lata kazało mu zweryfikować dawne przemyślenia? Nagranie „Wariacji Goldbergowskich” z 1981 roku jest nadal bardzo „Gould’owe”: jest tu precyzja i mocny nacisk na kontrapunkt. W grze Goulda jest mniej rozkołysania; raczej pojawiają się tendencje do rozwagi i chłodnego spojrzenia. Gould w wielu wariacjach rezygnuje z nerwowej energii (jak w nagraniach z 1955 roku) na rzecz większego poczucia muzykalności. Dwa różne podejścia do tych samych nut mogą wiele powiedzieć o tym, jak wraz z upływem czasu smak muzyczny ewoluował (lub się degradował, bo odbiór jego prac zależy od preferencji słuchacza przecież). Gould zmarł kilka dni po tym, jak Columbia wydała drugi zestaw „Wariacji Goldbergowskich”. Jego śmierć zamknęła ramę- pierwsze i ostanie nagranie nosi to samo imię.

Posiadanie obu wersji Gould’owych „Wariacji” jest wymagane, bowiem to warunek wstępny do poznania muzyki klasycznej, jak twierdzą autorzy przewodników płytowych. Kolekcjonowanie płyt muzycznych, a tym samym bardziej świadome odbieranie muzyki, często każe krytycznie spoglądać na sensowność układania rankingów, uczy by nie porównywać największe indywidualności wszech czasów, bo jeśli założyć, że krytyka samego Goulda pierwszych swoich nagrań jest szczera to o czym my- tylko melomani, możemy decydować? Pozostaje nam kochać Goulda bądź nienawidzić (ja wybieram ślepą miłość).

 

Epilog:

Wciąż powstają nowe edycje nagrań Glenna Goulda i tak chyba już pozostanie. Skoro Gould jest kojarzony z Bachem to warto spojrzeć łaskawym okiem na box:

  • Original Jacket Collection – Glenn Gould Plays Bach” (Sony, Limited Edition, rok wydania- 1999)

Muzyka Bacha w wykonaniu Goulda jest w tym przypadku „przepakowana”, tak jak to kiedyś wydawano w oryginalnych amerykańskich edycjach winylowych longplayów. Każda z płyt CD z boxu jest zgodna z sekwencją muzyczną LP (bez tzw. bonusów). Nowe transfery Sony Music zyskały na wyrazistości i realności w porównaniu do wcześniejszych wydań CD i z mniejszym szumem z taśm niż wcześniej. Melomani, uwielbiający Goulda, oczywiście będą chcieli mieć ten ładnie wydany mocny pudełkowy zestaw z dość dobrze zredagowaną książeczkę informacyjną.

Po wydaniu „Original Jacket Collection – Glenn Gould Plays Bach”, parę lat później, powstała wersja rozszerzona pakietu o nagrania z okresu, gdy Gould już nie wydawał płyt winylowych.

Ta nowa edycja, która zawiera 38 płyt, a została zatytułowana- „Glenn Gould Complete Bach”Poza nagraniami w oryginalnych opakowaniach jak z pierwszych wydań LP i CD, box zawiera także szereg wcześniej niepublikowanych nagrań: outback’i z sesji nagraniowej „Wariacji Goldbergowskich” z 1955 roku, stereofoniczną wersję tych „Wariacji”, niektóre preludia i fugi z Well-Tempered Clavier, z 1952 i 1954; oraz dwa nagrania na żywo, z 1957 i 1959 roku, z Salzburg Festival (sierpień 1959) i Sinfonias (Moskwa, maj 1957). Są też dwie płyty z wywiadami z Gouldem- jedna przeprowadzona przez Tima Page’a, a druga przez Johna McClure oraz płyta z Gouldem mówiącym o Bachu po niemiecku. Ten zestaw zawiera również dodatkowo 6 płyt DVD: trzy z nich są wyreżyserowane przez Bruno Monsaingeona, z „Wariacjami Goldbergowskimi” na jednym i dwóch innych z różnymi pracami; trzy pozostałe DVD pochodzą z CBC, z lat 1957-1970, w których Gould grał różne dzieła Bacha. Materiał DVD to fascynujące występy Bacha, a postać Goulda zawsze będzie atrakcją samą w sobie. Do boxu dołączono 192-stronicową książkę w twardej oprawie, z niektórymi wstępnymi esejami i notatkami dla każdej płyty. Notatki są bardzo zwięzłe, a sięgnięcie po dalsze informacje zawarte na okładkach płyt, które są kopią oryginałów LP są zapisane zbyt małym drukiem by je bez mocnej lupy odczytać.

Jeśli jesteś- czytelniku, fanem Glenna Goulda, możesz mieć za relatywnie niewielki koszt (bo cena pojedynczego krążka CD, po podzieleniu ceny wszystkich w pudle przez ich ilość, kształtuje się okazyjnie: 3 bądź 4 dolary amerykańskie)…Kupując ten box otrzymasz kompletną oryginalną kolekcję nagrań Goulda na 80. płytach CD, która zawiera większość tego, co jest zestawie „niebieskim”, ale bez nagrań na żywo, dodatkowych take’ów z sesji nagraniowych i DVD. Ładne opakowanie, uczciwa cena i kilka wcześniej niepublikowanych materiałów sprawia, że oba zestawy są wysoce atrakcyjnymi (i pożądanym) płytami dla każdego fana Glenna Goulda.

 


[1] Podobnym przykładem jest płyta „Mozart- Great Piano Sonatas”, wydana w dwóch różnych formatach. Opisałem obie edycje w artykule: „Te same tytuły w różnych edycjach płytowych (rozdział drugi)

[2] Howard Hughes amerykański miliarder, pilot i konstruktor lotniczy oraz producent filmowy. fundator Medical Institute

 


Powrót do części pierwszej tego artykułu >> 

Kolejne rozdziały: