Rekomendowane wydawnictwa płytowe
(klasyka, rozdział piąty)

 

Pianiści to obok wiolinistów ci najczęściej nagrywani, ale też literatura pianistyczna jest najbogatsza. Dzieje pianistyki zaczynają się w epoce klawesynu. Szkołę klawesynową z wirtuozostwem fortepianowym łączyły nierozdzielność twórcy i odtwórcy, wykonującego tylko własne kompozycje, oraz umiejętność improwizacji podczas występów. Tak było do XIX w. Okres klasycyzmu na nowo zdefiniował pianistykę w jej ścisłym znaczeniu, stworzył nurt wirtuozowski (J.B. Cramer, J.N. Hummel, J. Field, F.W. Kalkbrenner). Nurt romantyczny. w pianistyce reprezentował co prawda F. Chopin, ale był jednym z ostatnich pianistów wykonujących tylko własne utwory. Natomiast I. Moscheles, S. Thalberg, C. Schumann i inni, ograniczyli swój repertuar głównie do utworów wirtuozowskich w stylu salonowym (brillant). Twórcą nowoczesnej pianistyki typu wirtuozowskiego był uczeń C. Czernego — F. Liszt, który zapoczątkował własną szkołę pianistyczną (m.in. H. von Bülow, K. Tausig, E. Sauer, E. d’Albert i jego uczeń W. Backhaus). Rywalem Liszta był Anton Rubinstein, twórca rosyjskiej szkoły pianistycznej. Duże znaczenie miała też w Wiedniu szkoła T. Leszetyckiego, u którego studiował I.J. Paderewski. Na przełomie XIX i XX w. wytworzył się typ wirtuoza koncertującego (Paderewski), a później do tej grupy pianistów zaliczyć można  tak wybitnych jak: C. Arrau, F. Busoni, R. Casadesus, A. Cortot, E. Fischer, I. Friedman, J. Hofman, V. Horowitz, M. Horszowski, W. Kapell, J. Katchen, A. de Larrocha, D. Lipatti, A.B. Michelangeli, H. Neuhaus, S. Rachmaninow, Artur Rubinstein, A. Schnabel, W. Sofronicki. Po II wojnie światowej do głosu doszli: G. Anda, M. Argerich, P. Badura-Skoda, A. Brendel, Sh. Cherkassky, Gy. Cziffra, E. Gilels, G. Gould, F. Gulda, W. Kempff, R. Kerer, J. Kissin, E. List, N. Magaloff, A. Moreira-Lima, T. Nikołajewa, L. Oborin, J. Ogdon, M. Perahia, I. Pogorelić, M. Pollini, S. Richter, R. Serkin, G. Sokołow, M. Uchida, Van Cliburn, K. Zimerman, R. Blechacz i inni.

Od lat 50. XX w. pianiści poza występami publicznymi coraz chętniej rejestrują swoje interpretacje na płytach- na początku winylowych, a później CD (takim wirtuozem ograniczającym występy publiczne na rzecz nagrań studyjnych był G. Gould). Coraz częściej pianiści próbują przywracać „stary” ton, grając na instrumentach z epoki- Erardzie czy Pleyelu.

 

Artur Rubinstein w ponad 80-letniej karierze pianisty wystąpił ponad sześć tysięcy razy. Jego repertuar obejmował niemal całą literaturę fortepianową. Nagrywał dla His Master’s Voice i RCA Victor solową muzykę fortepianową, koncerty fortepianowe pod dyrekcją takich dyrygentów, jak John Barbirolli, Eugene Ormandy, Fritz Reiner, zaś muzykę kameralną XIX wieku z towarzyszeniem skrzypków – Pawła Kochańskiego, Jaschy Heifetza, Henryka Szerynga, wiolonczelistów – Emanuela Feuermanna, Pierre’a Fourniera, Gregora Piatigorskiego.

Rubinstein nigdy nie był wielkim technikiem, do czego się przyznawał, ale nie to było najważniejsze, bo ceniono go przede wszystkim za niezwykłą muzykalność, za umiejętność idealnego odczytywania stylu kompozytorów. Krytycy uważają, że spektakle z wcześniejszego okresu są emocjonalnie bardziej ekspresyjne niż późniejsze- powojenne z RCA. Ale jaki okres, ten z czasów gdy nagrywał dla HMV, czy ten dla RCA Victor, jest lepszy pozostaje kwestią estetycznej opinii samych melomanów. Jak duże były te różnice interpretacyjne można przedstawić na przykładzie wydanych nokturnów Fryderyka Chopina przez EMI z lat 1936-1937 i przez RCA w latach 60. Gdy Rubinstein miał trzydzieści lat mniej jego gra charakteryzowała się przejrzystością i kontrolą każdego szczegółu, więc to sprawia, że nagrania są lepsze. Inni twierdzą, że nagrania RCA z 1965 roku, są cieplejsze w wyrazie, a wrażliwość i urocza lekkość gry Rubinsteina w późniejszym zestawie redukuje jego techniczną słabość, a poza tym wcześniejsze wykonanie  Rubinsteina jest nieco chłodne i mniej kameralne w porównaniu z lirycznym z późniejszego okresu. To tylko spieranie się melomanów, z których obie reprezentacje muszą przyznać, że Artur Rubinstein dla większości jest wzorcowym wykonawcą kompozycji Chopina, w których nuta polska musi być w każdym momencie rozpoznawalna. Philippe Entremont, pianista i dyrygent, juror XVII  Konkursu Chopinowskiego powiedział: „Swego czasu grano Chopina bardzo źle. Myślę, że powinniśmy się mieć na baczności, bo dziś w interpretowaniu jego muzyki powracają złe tendencje. Gra się na przykład zbyt szybko. Nadmierne tempo i nadużywanie pedału to najpoważniejsze grzechy, jakie popełniają wykonawcy muzyki Chopina. W tej sprawie jestem bardzo zasadniczy. Nie przestają zachwycać mnie wykonania Artura Rubinsteina, którego miałem szczęście być przyjacielem, a który grał z fantazją, a zarazem z wielkim poszanowaniem dla tekstu Chopina, w najmniejszych szczegółach. Jego interpretacje pozostają niedościgłym wzorem. Natomiast dziś wszyscy gdzieś pędzą, a przecież w muzyce nie o to chodzi.”

Nie będzie pomyłki gdy kupimy (ja już to zrobiłem) wydania japońskie, z których wymienię tylko te z kompozycjami Chopina- „Chopin: Nocturnes” (Sony/RCA BVCC-37667), „Chopin : Waltzes” (Sony/RCA  BVCC-37669), „Chopin: Piano Concerto No.1 & No.2” (Sony/RCA BVCC-37639), „Chopin: 4 Impromptus, Barcarolle, 3 Nouvelles Etudes, Bolero…” (Sony/RCA BVCC-37672), „Chopin: Ballades & Scherzos” (Sony/RCA BVCC-37671), „Chopin: Polonaises” (Sony/RCA BVCC-37670) i “Chopin: Mazurkas” (Sony/RCA BVCC-37673).

 

Był taki kompozytor, który komponował utwory mające pozory łatwego odegrania, z punktu widzenia technicznego, ale okazują się trudniejsze od wielu innych. Podobnie mylił, na niego patrzących, gdy chadzał z parasolem pod pachą czy świeciło słońce, czy deszcz padał. Taki to był dziwak z tego Erika Satie. Z wyborem interpretacji jego twórczości też (wydawałoby się) problemów nie ma, bo jest ich całe mnóstwo. Tylko rodzi się pytanie- które nagranie wybrać? Akurat w przypadku twórczości Erika Satie niuanse interpretacji zmieniają wiele, bo mamy do czynienia z minimalizmem, który z jednej strony pozwala wniknąć w fakturę utworów bardzo głęboko w ramach każdego dźwięku pojedynczego klawisza, ale też każdy ten dźwięk buduje subtelnie zmienioną melodię. Erik Satie- daje złudne wrażenie prostego brzmienia w jakiś sposób (trudno mi skonkretyzować) wciągający minimalistyczny styl ponadczasowy i „klasycznego” zarazem. Uwielbiam Satiego, więc mam „Gymnopédies”, „Gnossiennes” i jeszcze parę wykonywane przez pięciu różnych pianistów, a szczęśliwy się czuję tylko wtedy gdy gra ten, którego płytę kupiłem prawie dwadzieścia lat wstecz- „Satie: The Early Piano Works” w wykonaniu Reinberta de Leeuwa (Philips, nr kat. 420 473-2, z roku 1998). Tempa na płycie są bardzo wolne, każda nuta jest cyzelowana, uderzenia w klawisze (może bardziej dotknięcia, albo naciśnięcia) są różnobarwne. De Leeuw stara się wydobyć ironię, melancholię i połączyć z pięknem każdego wytworzonego dźwięku. I udaje mu się ta sztuka! W tych nagraniach jest poetą. Aldo Ciccolini dla EMI Records, gra dobrze w wyższych tempach niż de Leeuw, lecz bez większych emocji, jakby chciał nam udowodnić- „tu niczego nie ma, poza ładną melodią”. Co prawda jest pełen wdzięku, a pod jego palcami muzyka zdaje się oddychać i ożywać, ale mnie jednak nie przekonuje.
Cykl Jean-Yvesa Thibaudeta (ucznia Ciccoliniego) jest kompletny, oferuje nawet kilka nieopublikowanych dzieł i rarytasów. Każdy z pięciu dysków zestawu „Satie: The Complete Solo Piano Music” jest ułożony chronologicznie. Gdy coraz więcej pianistów próbuje uchwycić przede wszystkim mistyczną aurę muzyki, spowalniając ją i zatracając humor, klasyczna równowaga Thibaudeta, bez zapominania ironicznych podtekstów kompozytora są zbliżone do akademickiego ideału, przynajmniej tak się wydaje.. Wspaniała technika francuskiego pianisty i pełna kontrola brzmienia nowoczesnego Steinwaya może przynieść koniec poszukiwań Satiego…

Dobrze nagrany, jest to zbiór, który warto mieć, choć nie jest to ostatnie słowo, jeśli chodzi o muzykę fortepianową Erika Satie, bo ciekawą propozycją jest też pojedyncza płyta Claire ChevallierErik Satie: Le Fils des Etoiles; Sonneries de la Rose + Croix; Gymnopédies” (Zig-Zag Territoires z roku 2008). Dla odtworzenia najpopularniejszych utworów z repertuaru Satiego francuska pianistka wybrała siedmiooktawowy fortepian Erarda z 1905 roku. Cechą nagrań jest bogatszy zestaw harmonicznych tonów, które pojawiają się rytmicznie potęgowane umiejętnym użyciem pedału. W powolnych tempach fortepian tworzy bogaty koloryt w prostych (przypominam- tylko z pozoru!) liniach melodycznych.  Gra pianistki jest jasna i klarowna, podobnie jak w przypadku de Leeuwa preferuje wolne tempa. Współpraca z inżynierami dźwięku francuskiej wytwórni Zig Zig Territoires daje efekt bliskości instrumentu co jest absolutnie godne pochwały. Cristina Ariagno swój zestaw płyt pod tytułem „Satie: Complete Piano Music” nagrała w sali koncertowej firmy Fazioli, więc można założyć, że gra na fortepianie Fazioli. Jej gra jest wystarczająco dobra- bez zbytniego wybrzydzania. Tempo jest wyższe niż w przypadku de Leeuwa i może z tego powodu  nie uwidacznia zbyt mocno „pejzaży” melodycznych i harmonicznych Satiego. Gra Cristiny Ariagno jest wystarczająco dobra na poziomie technicznym, a dźwięk fortepianu jest bardzo bogaty. Jeśli nie żąda się czegoś więcej ponad zwykły repertuar recitalowy to można wybrać płyty z tego zestawu, choć jednak komplet Jean-Yvesa Thibaudeta jest bardziej imponujący.

No i muzyka na cztery ręce- “Erik Satie, complete music for piano four hands” duetu Sandry i Jeroena van Veen, jest bardziej niż kompletna. Oprócz własnych oryginalnych dzieł kompozytora zawiera pierwsze i trzecie Gymnopédies w wersjach Debussy’ego (dodane pasaże i efekty perkusyjne),  transkrypcja baletu „Parade” oraz w układzie Dariusa Milhauda ostatnia kompozycja ” Cinema ” z 1924 roku. Wszystkie kompozycje zaprezentowane są w bardzo rozsądnych tempach, świetnie zagrane. To na tej płycie znajdziemy „Trois morceaux en forme de poire” (Trzy utwory w formie gruszki), odpowiedź kpiarza Satiego na zarzut, że jego kompozycjom brak formy. Zresztą Satie nie tylko nazywał utwory ale i ważył… Za pomocą fonoskopu stwierdził, że w słynnych utworach dominuje nauka, że nie ma w nich muzycznej idei- „Zwykłe fis osiągnęło 93 kilogramy. Pochodziło od bardzo grubego tenora, którego ważyłem” – przytoczył Erica Satie muzyczny dziennikarz Kacper Miklaszewski.
Ogólna jakość artystyczna pozwala mi rekomendować ten dysk z przeświadczeniem, że trudno będzie obecnie znaleźć coś lepszego z tego repertuaru.

Jeśli mówi się o Satiem to naturalnym tokiem myślenia zdążamy w kierunku impresjonizmu Claude’a Debussy’ego, zwłaszcza w kompozycjach fortepianowych.

Wydany 2012 roku, przez Chandos  Records, pięciopłytowy komplet- „Debussy: Complete Works for Piano” Jeana-Efflama Bavouzeta, jest bardzo atrakcyjny- gra jego jest płynna i  z oddaniem odpowiedniego, dla okresu impresjonistycznego, klimatu. Bavouzet interpretuje Debussego naprawdę dobrze, w zgodzie ze  sceptycznym odczytywaniem muzyki Debussy’ego jako nadmiernie impresjonistycznej.  Zwracają uwagę rytmiczna precyzja, dobrze zróżnicowana artykulacja i klarowność wykonania, z mniej mglistą teksturą harmonicznych niż często słyszymy w interpretacjach innych pianistów. Wykonanie Bavouzeta jest moim wyborem zestawu dobrze reprezentującego pianistykę Claude’a Debussy’ego. Dysk pierwszy, omawianego zestawu, oferuje dwie ksiegi preludiów, uzupełnione niedawno odkrytym i rzadko rejestrowanym „Les soirs illuminés par l’ardeur du charbon”. Bavouzet interesujaco cieniuje tony, niuansuje barwy z wirtuozowską elegancją i spontanicznością, których można spodziewać się u Debussy’ego. Drugi dysk pokazuje bardziej refleksyjny okres w karierze kompozytorskiej Debussy’ego. O trzech obrazach, Debussy napisał: „Te utwory były odzwierciedleniem nastroju, gdy wchodziłem do świetnie oświetlonych salonów wypełnionych przez ludzi, którzy nie lubią muzyki. Są to raczej „rozmowy” pomiędzy fortepianem a samym sobą”. Na dysku trzecim muzyka przenosi się do bardziej humorystycznej produkcji Debussy’ego, z miniaturowymi kompozycjami salonowymi, w tym z dwoma słynnymi kolekcjami: „Children’s Corner” i „Suite bergamasque”. Z dysku czwartego, który w 2009 roku zdobył nagrodę Gramophone, a magazyn Pianist napisał: „Uwierz mi, zarówno obrazy, jak i Études łatwo przebiją wszelkie inne nowoczesne nagrania”. Piąty i kończący dysk zbiera w jedno miejsce balety „Khamma”, „Jeux” i „La Boîte à joujoux”, czyli wersje na fortepian o wiele lepiej znane z ich orkiestrowej formy. To oczywiscie oryginalne transkrypcje Debussy’ego na fortepian solo. Płyta byla nominowana do nagród w kategorii instrumentalnej przez redakcje Gramophone i Classic FM w 2010 roku.

 

Rafał Blechacz należy do grona artystów wymarzonych do prezentowania muzyki Karola Szymanowskiego, a że inspirowała wielkiego polskiego kompozytora twórczość Debussy’ego to jest też idealnym wykonawcą i jego utworów. Na albumie „Debussy, Szymanowski” sięga po mniej znane kompozycje Karola Szymanowskiego – Preludium i fugę cis-moll oraz Sonatę c-moll op.8. Z utworów na fortepian solo Debussy’ego Rafał Blechacz wybrał- Pour le piano, Estampes i L’Isle joyeuse.

Utwory obu kompozytorów zostały tak dobrane (tak przypuszczam) żeby uwypuklić ich refleksyjny charakter. Wszystkie kompozycje wyrażają melancholię fin de siècle. Polski pianista odtwarza partyturę z pietyzmem. To wspaniały album, na którym Blechacz z subtelnością wyjątkową gra nieskazitelnym dźwiękiem, dzięki czemu każdy niuans frazowania i dynamicznych zmian jest doskonale słyszalny.

 

Wkroczyliśmy w wiek XX z dodekafonia jako nurtem, który rozszerzył muzyczną zastaną skalę do dwunastotonowej i odrzucając tonalność. Owszem, będzie ta technika komponowania zaprezentowana, ale nie poprzez dokonania jej twórcy Arnolda Schönberga lecz fortepianowe kompozycje Kazimierza Serockiego. Wszystkie zebrał i nagrał Adam Kośmieja na krążku wydanym przez Dux Records- „Serocki: Complete works for Solo Piano”.

To zbiór kompozycji na fortepian solo, jednego z najbardziej cenionych kompozytorów awangardowych XX wieku, Kazimierza Serockiego. Wykonawcą jest absolwent nowojorskiej Manhattan School of Music, Adam Kośmieja. Cztery rozbudowane utwory ukazują szerokie spektrum stylistyczne twórczości Serockiego, eksponujące jego neoklasyczne środki warsztatowe oraz pierwsze polskie dzieło dodekafoniczne stworzone po drugiej wojnie światowej. Otwierająca album czteroczęściowa „Sonata na fortepian” w ciągu blisko 20. minut odkrywa rytmiczność i potężną energię z pojedynczych dźwięków, ale też liryzm. „The Gnomes” to cykl miniatur łączący w sobie specyfikę polskiej muzyki ludowej z modalnością. Siedem części „Suity preludiów”, różni się pod względem tempa i charakteru emocjonalnego. Obok fragmentów pełnych zadumy pojawiają się bardzo witalne. Różnią się też pod względem języka dźwiękowego- w części drugiej i siódmej Serocki wykorzystał system tonalny, a pozostałe zbudowane są na dodekafonicznych zasadach. Szczególną formę ma kończące płytę nagranie, a zarazem ostatni skomponowany z myślą o fortepianie utwór Serockiego: „A piacere: Suggestions for piano”. Kompozycja ma otwartą formę, składającą się z trzech segmentów o dziesięciu częściach, których kolejność wykonania zależy od indywidualnej inwencji pianisty. „Suita” i pozostałe utwory, pod palcami Kośmieji, są wyjątkowo błyskotliwym cyklem fortepianowych miniatur, bardzo atrakcyjnym nawet dla mniej osłuchanego melomana. Gra pianisty zachwyca sposobem artykulacji pojedynczych dźwięków, wrażliwością i wyobraźnią sonorystyczną. Jakość realizacji nagrań jest doskonała.

 

Frederica RzewskiegoThe People United Will Never Be Defeated” są zestawem 36 wariacji na fortepian chilijskiej piosenki „El pueblo Unido Jamás será vencido!” Sergio Ortegi. Ta popularna pieśń wyraża protest przeciwko obaleniu chilijskiego rządu Salvadora Allende przez juntę wojskową generała Augusto Pinocheta. Jednocześnie jest hołdem dla walki chilijskiego ludu z represyjnym reżimem. Wariacje zostały zamówione przez amerykańską pianistkę Ursulę Oppens, która wydała płytę w 1979 roku.

Słuchając płyty odnosi się wrażenie, że Levit przenosi na klawiaturę wszystkie rezerwy wyobraźni, na co pozwalają jego umiejętności techniczne. W szerokiej gamie stylów można rozpoznać wpływy jazzowego bebopu i impresjonizmu. W rękach Levita w kompozycji nic nie jest wymuszone ani wymyślone; rozwija się naturalnie i spontanicznie. Levit gra w sposób jednocześnie skoncentrowany i ze zdumiewającym polotem.  Jakość dźwięku jest doskonała pod każdym względem- jest przestrzenna, żywa i z odpowiednim wolumenem.

 

 


Kolejne rozdziały:

                

 

Dodaj komentarz