Rekomendowane wydawnictwa płytowe szeroko rozumianej klasyki
(rozdział trzydziesty ósmy, część 2)

 

Artykuł jest kontynuacją części pierwszej, a więc uwzględnia te arcydzieła muzyki klasycznej, które do tej pory nie zostały przeze mnie opisane, a powinny były być już dawno.

 

  • Płyta „Mozart: Konzerte Für Zwei & Drei Klaviere”, w wykonaniu Christopha Eschenbacha, Justusa Frantza, Helmuta Schmidta (piano), London Philharmonic Orchestra pod dyr. Christopha Eschenbacha, została wydana przez His Master’s Voice / EMI w 1982

Według notatki od wydawcy: „Najlepsza rzecz, jaka przytrafiła się Helmutowi Schmidtowi w 1981 roku [kanclerz Niemiec w latach 1974–1982], nie miała nic wspólnego z polityką. […] w grudniu leci do Londynu, aby w studiach na Abbey Road nagrać Koncert Mozarta na trzy fortepiany i orkiestrę KV 242 wraz z Justusem Frantzem i Christophem Eschenbachem. […] Nagranie Mozarta stało się prawdziwym hitem sprzedażowym i weszło do zbiorowej pamięci. Ikona najnowszej historii muzyki. Jest pierwszym niemieckim szefem rządu, który pojawia się również jako występujący muzyk. Jakże od niechcenia patrzy w kamerę na zdjęciach z sesji nagraniowej Helmut Schmidt: opierając rękę na fortepianie, szlachetny dżentelmen w kwiecie wieku. Tak wygląda przedstawiciel tradycyjnych wartości mieszczańskich, wykształcony muzycznie wykonawca, dla którego muzyka house jest naturalną częścią spędzania wolnego czasu. Schmidt jest jednym z stałych bywalców finki ‘Casa de los musicos’ na Gran Canarii, którą Justus Frantz kupił w 1971 roku po pierwszych sukcesach w karierze. I zawsze siedzi tu nie tylko przy biurku, ale także przy fortepianie. Polityk i muzyk grali już na cztery ręce, gdy Frantz jeszcze studiował na Uniwersytecie Muzycznym w Hamburgu. Z kolei w mistrzowskiej klasie Elizy Hansen poznał starszego od niego o cztery lata Christopha Eschenbacha i oboj z powodzeniem odnaleźli się w duecie fortepianowym i wydali kilka nagrań. Dlatego szef EMI, Peter Andry, nie miał nic przeciwko temu, gdy Justus Frantz i Christoph Eschenbach zaproponowali w 1981 roku nagranie koncertu Mozarta na trzy fortepiany. Jako trzeci członek grupy ogłaszają ‘tajemniczą osobowość’. Wytwórnia płytowa faktycznie się angażuje, kupując kota w worku. Zaskoczenie załogi londyńskiego studia jest tym większe, że nie mniej niż obecny kanclerz Niemiec zajmuje miejsce na trzecim Steinwayu. Traf chciał: krótko wcześniej EMI nagrało z Edwardem Heathem, brytyjskim premierem w latach 1970-1974, na którym dyrygował uwerturą Cockaigne Edwarda Elgara. Więc teraz inny światowy polityk dołącza do listy artystów EMI. ‘Sesja nagraniowa przebiegła szybko, dzięki czemu wszyscy mogliśmy szybko przestawić się na rybę z frytkami w stołówce, ku uciesze London Philharmonic Orchestra’, wspomina Peter Andry w swoich niedawno opublikowanych wspomnieniach Inside the Recording Studio. Producent John Fraser zajmuje się dwoma lub trzema błędami pianistycznymi samego Helmuta Schmidta, uderzając we właściwe nuty na klawiaturze i wkładając je niepostrzeżenie do taśmy-matki. Kiedy podczas prezentacji płyty chwalono mistrzostwo Schmidta, polityk oświadczył: ‘Nie wiedział nawet, jakim jest dobrym pianistą – dopóki nie usłyszał gotowego produktu’. Jest oczywiście trochę kokieterii: Helmut Schmidt przeszedł słyszalnie gruntowne szkolenie muzyczne, zarówno na organach, jak i na fortepianie. Już w wieku 17 lat pracował nad piosenkami dla dzieci na czterogłosowy chór. ‘Bez muzyki moje życie z pewnością byłoby inne’, mówi z perspektywy czasu. Helmut Schmidt wystąpił nawet na żywo z koncertem Mozarta, ZDF ma nagranie z 1983 roku z Zurich Tonhalle Orchestra, której głównym dyrygentem został niedawno Christoph Eschenbach. Nawiasem mówiąc, wybór Koncertu potrójnego Wolfganga Amadeusza Mozarta na debiut Schmidta jako artysty płytowego był niemal oczywisty: utwór powstał w lutym 1776 roku dla dwóch znakomitych pianistów i początkującego. Zamówienie złożyła hrabina Antonia Lodron, siostra salzburskiego pracodawcy księcia Mozarta, arcybiskupa Colloredo. Wraz z córkami chce zabłysnąć przed arystokratyczną publicznością. Trudność dla 20-letniego Mozarta polega teraz na wymyśleniu roli dla najmłodszej córki Giuseppiny, która dopiero niedawno zaczęła brać lekcje, co jest proste, ale nie monotonne. Z łatwością radzi sobie z zadaniem, pisząc w palcach trzech kobiet ładne urozmaicenie, całkowicie zgodne z rokokowym smakiem. Prawie 200 lat później Helmut Schmidt, Justus Frantz i Christoph Eschenbach również trzymają się reguł stylu galant, projektując część otwierającą jako radosną rozmowę i wyczarowując sielankowy klimat w Adagio. Tylko ostatnie rondo przychodzi nieco wolniej, niż można by się spodziewać, prawdopodobnie ze względu na półprofesjonalnego towarzysza broni. Ogólnie jednak, jak chwalił wówczas wielki koneser fortepianu Joachim Kaiser z Süddeutsche Zeitung, można tu doświadczyć ‘wspaniałego ćwiczenia ducha zespołowego i współpracy’.

 

Bogata tradycja Korei w zakresie sztuk performatywnych pomogła jej ukształtować wielu muzyków klasycznych o międzynarodowej sławie, pomimo stosunkowo krótkiej znajomości muzyki zachodniej. Kyung-Wha Chung była pierwszą koreańską wykonawczynią, która osiągnęła status międzynarodowej sławy. Najbardziej znana jest jako solistka koncertowa, ale znana jest również z występów ze swoim młodszym bratem, pianistą i dyrygentem Myung-Whunem oraz starszą siostrą, wiolonczelistką Myung-Wha w Chung Trio.

  • Album „Saint-Saëns: Violin Concertos Nos.1 & 3; Havanaise; Introduction & Rondo capriccioso”, w wykonaniu Kyung Wha Chung, Orchestra – L’Orchestre Symphonique De Montreal oraz The Royal Philharmonic Orchestra pod batutą Charlesa Dutoit i The London Symphony Orchestra pod dyr. Lawrence’a Fostera, została wydana w 2007 roku przez wytwórnię Decca.


Show biznes słuchaczy nie rozpieszcza gdy spojrzeć na katalogi płyt w poszukiwaniu Koncertów skrzypcowych Saint-Saëns’a Jeśli nie słyszał ktoś III koncertu skrzypcowego Saint-Saensa, to ma okazję… Owszem są reprezentowane na płytach winylowych Milsteina, są też nagrania Zino Francescatti’ego czy Joshua Bella, ale wszystkie trudnodostępne. Kyung Wha Chung, grająca Koncerty nr 1 i nr 3 oraz drobniejsze rzeczy, jest mocno zaangażowana w to co robi- pasja jest wyjątkowa, Jej muzykę trudno skrytykować, a właściwie jej nie podlega. Koncert 1 jest naprawdę świetnie zagrany i bardzo atrakcyjny. Niezależnie od tego, jak często słyszy się  Koncert nr 3 nigdy nie wydaje się on płytki czy zblazowany. „Introduction & Rondo capriccioso” to utwory często grane, co nie dziwi, bo to absolutnie cudowne miniatury, pełne błyskotliwej gry. Kyung Wha Chung wyraźnie lubi ten utwór i sprawia wrażenie, jakby grała w pokoju sluchacza, co wydaje się być sztuczką, którą wykonuje również w „Havanaise”. Krytyka muzyczna dobrze oceniła występ: „Te cztery utwory bardzo dobrze do siebie pasują; tym bardziej, że dwa koncerty Saint-Saënsa, bardzo podobne w stylu, znajdują się na oddzielnych stronach [w przypadku LP]. Dla tego konkretnego programu trudno jest wymyślić bardziej odpowiedniego solistę niż Kyung-Wha Chung, których koniuszki palców z łatwością odrzucają fajerwerki (lub strzały zbliżające się do fajerwerków) i kto zapewnia bardziej roztapiającym się fragmentom (w lepszej ilości) słodycz, która idealnie im odpowiada.” – magazyn Gramofon.

Jeśli kupi się tę płytę, warto rozważyć również zakup legendarnej płyty z Chung / Lupu grających Sonaty Francka i Debussy’ego w połączeniu z Chausson Poeme:

  • Płyta „Debussy, Franck, Violin Sonatas / Chausson: Poeme” w wykonaniu Kyung Wha Chung, Radu Lupu i Royal Philharmonic Orchestra pod dyr. Charles’a Dutoit, została wydana przez wytwórnię Decca w 1998 roku.

Południowokoreańska skrzypaczka Kyung-Wha Chung [1], odpowiedzialna za wiele definitywnych nagrań głównego repertuaru skrzypcowego, z pianistą Radu Lupu nagrała w Kingsway Hall w Londynie, w kwietniu i maju 1977 materiał muzyczny na płytę „Debussy, Franck, Violin Sonatas / Chausson: Poeme”. Zawiera on dwa wykonania francuskich sonat skrzypcowych: „Sonaty A-dur” Cesara Francka oraz „Sonaty na skrzypce i fortepian g-moll” Claude’a Debussy’ego. Zarówno Franck, jak i Debussy byli liderami francuskiej kompozycji muzycznej w swoich okresach. Franck- kompozytor i organista, znany był przede wszystkim ze skupienia się na ożywieniu muzyki kameralnej we francuskiej tradycji muzycznej i posługiwaniu się „cykliczną formą”, w której materiał melodyczny jest przywoływany w wielu częściach tego samego utworu. Efekt ten wykorzystał przede wszystkim w swojej „Symfonii D”, w jedynym ważnym utworze orkiestrowym kompozytora, który do dziś cieszy się dużą popularnością. „Forma cykliczna” znajduje się również w „Sonacie skrzypcowej”, która została napisana jako prezent ślubny dla skrzypka  Eugène’a Ysaÿe i od tego czasu pozostaje w repertuarze wielkich skrzypków, stając się na tyle popularna, że powstały transkrypcje na wiele instrumentów, takich jak wiolonczela, altówka, kontrabas, flet, obój, a nawet koncert skrzypcowy z orkiestrą. “Allegretto ben moderato”. „Sonata” Claude’a Debussy’ego jest wyraźnym kontrastem zarówno pod względem muzycznym, jak i osobowościowym. Debussy był obrazoburcą, który często ubolewał nad wagą, jaką krytycy i akademie muzyczne przywiązywali do jego dzieł. Mimo to był być może bardziej wpływowy w kształtowaniu kursu kompozycji muzycznej niż prawie każdy inny kompozytor działający na przełomie wieków, tworząc nie tylko muzyczną koncepcję impresjonizmu (inspirowany wcześniejszym nurtem malarskim), ale zmieniający idiomy formalne, melodyczne i tonalne dla przyszłych pokoleń kompozytorów. „Sonata skrzypcowa” była ostatnią ukończoną kompozycją kompozytora i była częścią niedokończonej serii sześciu zaplanowanych sonat, które Debussy chciał skomponować w krótkim czasie, który odszedł, umierając na raka i zmęczony emocjonalnym żniwem I wojny światowej. W przeciwieństwie do poważnej natury Francka trzyczęściowa kompozycja sonaty Debussy’ego jest krótka, pełna iskierek radości i figlarności przemieszanych z napadami wyrazistej melancholii. Fortepian i skrzypce współgrają z improwizatorskimi przekomarzaniami się, a we wszystkich trzech częściach występują szybkie zmiany tempa i nastroju. Pomimo tych szalenie różnych prac, Chung i Lupu znakomicie się wśród nich poruszają. To nie jest jednorazowa sesja nagraniowa z dwoma znanymi solistami wrzuconymi do wspólnej kabiny rejestracyjnej. To nagranie wyraża głębokie zrozumienie tej muzyki i intymną współpracę dwójki artystów. Zwłaszcza na Francku oboje- Chung i Lupu, dają odczytanie, które jest wyrafinowane, wrażliwe i intymne. Lupu nie jest wyłącznie „akompaniatorem”, ale jako melodyk równy Pani Chung, a oboje dobrze dostosowują się do swoich stylów gry i osobistych preferencji. Chung jest wyraźnie wirtuozem, z nienaganną intonacją, kontrolą i techniką, ale to wszystko gra drugorzędne role w jej przemyślanym frazowaniu, gustownym brzmieniu oraz wnikliwym zrozumieniu muzyki. Może być też inny powód, aby kupić tę płytę- chęć usłyszenia intensywnie przejmującego „Poeme pour violon et orchestre” Ernesta Chausson’a. Kyung-Wha Chung gra „Poeme” cudownie, z porywającym patosem, Idealnie kompozycje pasują do siebie.
Biorąc pod uwagę to, że nagranie pochodzi z Kingsway Hall, można być pewnym, że dźwięk będzie bardzo dobry- cechuje go cudowna naturalność.

 

  • Album „Saint-Saëns: Piano Concertos 1-5”, w wykonaniu Pascala Rogé i Philharmonia Orchestra pod dyr. Charlesa Dutoit, został nagrany w Kingsway Hall i Walthamstow Assembly Hall, a wydany przez wytwórnię Decca w 1995 roku.

Pascal Roge jest uznanym interpretatorem wśród francuskiego repertuaru fortepianowego. Jego nagrania Ravela, Debussy’ego i Poulenca są jednymi z najlepszych na rynku muzycznym. Francuski pianista ma wspaniałą kontrolę nad fortepianem. Jego odczytanie jest jasne, czyste, elokwentne, a przede wszystkim pełne pasji. Koncerty fortepianowe Saint-Saëns’a, które są niedocenianymi partyturami do nagrywania nie ma dużej konkurencji, zwłaszcza w zakresie kompletnych zapisów. Świetne zestawy: Stephen Hough/Hyperion i Collard/EMI, jednak nie oddają francuskiej estetyki ani autentyczności. Dyrygenci, zarówno na zestawach firmy Hyperion, jak i EMI: Sakari Oramo i Andre Previn, nie mają czym się szczycić. Charles Dutoit to mistrz francuskiego repertuaru: Ravel, Debussy, Poulenc, Roussel, Faure i oczywiście Saint-Saëns.. Koncerty I i V powstały w odstępie prawie czterdziestu lat, ale oba są energiczne i pełne optymizmu. Słuchając wszystkich koncertów bez przerwy, jeden po drugim, muzycznie bardzo spokojna i kontemplacyjna i płynnie przepływa przez każdy z koncertów i od jednego do końcowego. Sławny nr 2 i ostatni nr 5 („Egipcjanin”) są – jak zawsze – faworytami, ale nawet te  zaniedbane nr 1, 2 i 4 są wyrafinowanie wykonane. Pascal Rogé udowadnia, że jest prawdziwą supergwiazdą fortepianu, znakomitym muzykiem, który potrafi stawić czoła najbardziej wymagającym repertuarom.
Wszystkie te występy świetnie brzmią i są pięknie wykonywane. Ten zestaw jest pierwszym zestawem koncertów fortepianowych Saint-Saëns’a, które z czystym sumieniem mogę rekomendować.

 

  • Płyta „Granados Spanish Dances”, w wykonaniu Barcelona Symphony and Catalonia National Orchestra pod batutą Salvadora Brotonsa, została wydana przez wytwórnię Naxos w 2002 roku.

12 Danzas espanolas (Spanish Dances), Op. 37 są szalenie atrakcyjnymi utworami napisanymi na fortepian, ale wiele tańców fortepianowych zostało przearanżowanych i nie zawsze przez kompozytora. Orkiestrację wykonał Rafael Ferrer, który był dyrygentem orkiestry, wymienionej ma okładce płyty, w latach 1962-1967. Muzyka brzmi atrakcyjnie w tej aranżacji, nawet wówczas gdy trudno jest wymazać z pamięci brzmienie oryginałów fortepianowych. Same transkrypcje Rafaela Ferrera są w najlepszym razie tylko interesujące dla tych, którzy nie podchodzą do kompozycji klasycznych ortodoksyjnie, albo dla tych, którzy nie posiadają oryginałów (wersji fortepianowych). Niektórzy krytycy muzyczni zarzucają aranżacjom Ferrera to, że zbyt mocno polegają na instrumentach strunowych (z instrumentami dętymi i dętymi sprowadzonymi do roli drugoplanowej) i bardzo wątpliwego użycia bębna. Orkiestracja nie wzbogaciła też barw tańcom, chyba dlatego, że te w zamierzeniu dzieła fortepianowe jednak dziełami orkiestrowymi nie miały być (podobne można mieć wątpliwości słuchając „Iberię” Albeniza zorkiestrowaną przez Frühbecka de Burgosa, vide >>). Transkrypcje orkiestrowe najczęściej mają wolniejsze tempa niż oryginały fortepianowe, co jest wynikiem cięższego brzmienia większego zespołu i bardziej ograniczonej elastyczności pulsu i właśnie z takim zjawiskiem słuchacz ma do czynienia gdy orkiestrę prowadzi dyrygent Salvador Brotons.
Ten meloman, który ceni sobie muzykę Isaaca Albeniza, Manuela De Falli i Joaquina Rodrigo, będziesz tą muzyką na pewno zachwycony, bo jest ta muzyka radosną i bardzo  klimatyczną. Muzycy grają z pasją, bardzo stylowo. Nagrany dźwięk jest zrównoważony, pełny i żywy.

 

  • Płyta „Weber: Clarinet Concertos Nos 1 & 2, Op 73 & 74 / Concertino for Clarinet Op 26”, w wykonaniu klarnecistki Sabine Meyer, Württemberg Chamber Orchestra Heilbronn pod batutą Jörga Faerbera oraz Dresden Staatskapelle pod dyr. Herberta Blomstedta, została wydana przez Capitol Records w 1986 roku. Koncert nr 1 zarejestrowany został w Lukaskirche w Dreźnie w 9-13.IX.1985, a Koncert nr 2 zarejestrowano w Kirche auf der Karlshöhe w Ludwigsburgu, w 11-14.XI.1984

Według notatki od wydawcy: Na początku 1811 roku Carl Maria von Weber spotkał w Darmstadt genialnego klarnecistę Heinricha Bärmanna. Z ich relacji powstało Concertino Es-dur, a następnie koncerty f-moll i Es. Kwintet klarnetowy, podobnie pomysłowe dzieło, po raz pierwszy usłyszano w 1815 roku. Sabine Meyer wnosi swój wytrawny kunszt do wszystkich tych czterech kreatywnych, wciągających i często olśniewających utworów wczesnego romantyzmu.
Wykonane w połowie lat osiemdziesiątych koncerty Webera w wykonaniu Sabine Meyer rzadko napotykały na konkurenta, który mógłby być notowany wyżej pod względem artystycznego i technicznego blasku. Sabine Meyer swoim zaokrąglonym, subtelnie kolorowym tonem snuje miłą linię muzyczną zwłaszcza w powolnych częściach obu koncertów. W finałach można odczuć pewną dozę fantazji. W trzech utworach na klarnet i orkiestrę, Meyer doskonale radzi sobie z partiami solowymi, które są niezwykle wymagające, zwłaszcza w finałach obu koncertów i w całym krótszym Concertino Es-dur. Może się bardzo podobać wykonanie Kwintetu Klarnetowego na orkiestrę smyczkową, gdzie Meyer gra radośnie, co czasami może brakować w koncertach. Równie ważne w tych nagraniach jest to, że Drezdeńska Orkiestra Państwowa miała muzykę tego kompozytora praktycznie w swoim stałym repertuarze, podobnie Blomstedt, który pełnił funkcję głównego dyrygenta orkiestry w latach 1975-1985, zanim stanął na podium w San Francisco, więc bezproblemowo radzi sobie tutaj z weberowymi kompozycjami i z takim entuzjazmem, który uczynił go jednym z najbardziej konsekwentnych i konsekwentnie niedocenianych dyrygentów ostatniego półwiecza. Akompaniamenty drezdeńskiej Staatskapelle są mistrzowskie, solidne, ale bez szaleństw. Jakość nagrania jest znakomita, co czyni tę płytę pożądaną w każdej kolekcji fana muzyki klasycznej.

 

  • Album „Mahler: Symphony No.9 & Richard; Strauss: Metamorphosen -Tod und Verklärung”, wykonany przez Philharmonia Orchestra oraz Royal Philharmonic Orchestra pod batutą Otto Klemperera, nagrany w Kingsway Hall, został wydany w 2007 roku przez Warner Classics

Dziewiąta symfonia Gustava Mahlera w interpretacji Klempera daje z jednej strony bardzo wyraźne i przejrzyste nagranie. To odczytanie nie zahacza nawet w najmniejszym stopniu o kitsch, która nigdy nie popada w kicz czy tani sentymentalizm, struktury są klarowne i z całą wyrazistością intencji Mahlera podane. W dwóch częściach środkowych Klemperer wydobywa groteskowość kompozycji, to staje się dziki. Fianał jest pozbawiony przesadnej emocjonalności, ale bezpretensjonalność jest podkreślona.
Ostatnia praca Mahlera, została połączona z wczesnym pożegnalnym dziełem Richarda Straussa „Tod und Verklärung”. W tym przypadku Klemperer okazuje się wiernym interpretatorem- prowadzi orkiestrę żywo przez ten poemat symfoniczny, a na koniec przedstawia niemal radosną apoteozę artysty, który po śmierci przekracza święte progi. To samo dotyczy genialnie zagranych „Metamorphosen” Richarda Straussa. Kolejna praca pożegnalna opowiada o zakończeniu II wojny światowej. Klemperer maluje ten opresyjny utwór opierając się na tragicznym cytacie z „Eroiki”- to wstrząsający komentarz kompozytora do porzucenia niemieckiej kultury z winy II wojny światowej. Klemperer jest wyraźnie bardzo emocjonalnie spleciony z tematem muzycznym. Nagrany materiał był wysoko oceniany przez krytyków muzycznych, ale chyba opinia recenzenta- Mike’a D. Brownella z portalu AllMusic najlepiej zachęci melomanów do zakupu tej płyty: „Późne lata 60. były złotym wiekiem dla nagranego brzmienia muzyki klasycznej. Pomimo wszystkich postępów technologicznych w branży nagraniowej i faktu, że orkiestry są obecnie zaopatrzone w muzyków o znacznie wyższym poziomie technicznym niż te z lat 60., nowoczesne nagrania nigdy nie były w stanie odtworzyć obecności, ciepła i czystości nagrań z tamtej epoki. Tak jest w przypadku nagrania IX Symfonii Mahlera z Otto Klempererem i New Philharmonia Orchestra. Poza interpretacją, jakość dźwięku tego nagrania jest czymś wartym uwagi. Równowaga jest spektakularna i nawet w najgęstszych fakturach każdy instrument jest wyraźnie słyszalny, nie sprawiając wrażenia zamulenia. Jeśli chodzi o interpretację, słuchacze prawdopodobnie będą spolaryzowani na miłość lub nienawiść do tej interpretacji. Klemperer był dobrze znany jako dyrygent Mahlera i nie bez powodu, ponieważ kompozytor i dyrygent współpracowali ze sobą więcej niż jeden raz. Słuchacze, którzy lubią usiąść przy partyturze i cieszyć się Mahlerem, zauważą jednak, że Klemperer z pewnością ma własne wyobrażenia na temat tempa i charakteru. Pomimo niezwykle szczegółowych instrukcji, które Mahler dołączył do swojej muzyki, Klemperer często robi wszystko po swojemu. Dwie części środkowe są nieco wolniejsze niż zwykle, a część czwarta jest mniej zrezygnowana niż zwykle przedstawiane w innych wersjach. Biorąc wszystko pod uwagę, ta płyta jest zdecydowanie warta sprawdzenia.”

 

  • Album „Leoš Janáček, Sinfonietta / Glagolitic Mass”, nagrany przez City of Birmingham Symphony Orchestra pod dyr.. Simona Rattle’a w Kingsway Hall (Sinfonietta, w roku 1982) oraz w Great Hall, University Of Birmingham (1981 rok), został wydany przez EMI Classics w 2007 roku.

„Sinfonietta / Glagolitic Mass” to jedno z najświetniejszych nagrań EMI, a było to też pierwsze całkowicie cyfrowe nagranie „Glagolitic Massj”, jakie zostało wykonane. Obie te kompozycje ukazują dojrzałość twórczą Janáčka w pełnym rozkwicie. „Sinfonietta” jest wg wielu krytyków szczytem twórczości etnomuzycznej czeskiego kompozytora, ponieważ słyszy się w niej morawskie motywy ludowe. Pięć części „Sinfonietty” zabiera nas w muzycznie odmalowaną wycieczkę po Brnie, gdzie mieszkał i pracował Janáček. Jest to jedno z wielkich dzieł orkiestrowych ubiegłego wieku, a w nim z pewnością jest sporo trudności dla muzyków. Simon Rattle i Philarmonia Orchestra radzą sobie doskonale z nimi, sprawiają, że wszystko brzmi jakby partytura nie wymagała wysiłku i naprawdę wydaje się, że sprowadzają się do sedna muzyki. To porywający i urzekający występ, ale przecież jest na tej płycie „Glagolitic Mass” jeszcze bardziej urzekająca kompozycja. Janáček, był ateistą i zaskoczył wielu mu współczesnych Mszą w języku starosłowiańskim, na przemian czułą i udręczoną. Janáček tworzy nieziemską wspólnotę- orkiestry, chóru i solistów. Materiał muzyczny płyty zawiera również utwór wirtuozowski na organy solo, odzwierciedlający umiejętności Janáčka jako organisty (był wykładowcą przez wiele lat w brneńskiej szkole organowej). Całość jest kompozycją o sile muzyki symfonicznej, ale o poetyckiej fakturze. To fascynujące wyznanie wiary przez kogoś, kto nie wierzył w Boga, choć z pewnością wierzył w siłę swojej rodzimej kultury i robił wszystko, aby zapisać to w partyturze. Simon Rattle doskonale prowadzi Orkiestrę Symfoniczną i Chór Miasta Birmingham by stawiać czoła różnym wyzwaniom,  z tymi wymienionymi również. To wykonanie ostateczne, pozwalające muzyce mówić samo za siebie.
Recenzent Rob Barnett portalu Music Web, zachwycił się płytą: „[…] W Sinfonietcie wszystko działa z przysłowiową synergią. O ile przypominam sobie krytykę, że wykonanie Sinfonietty nie zabrzmiało do końca zgodnie ze standardem, to nie dostrzegam żadnych niedociągnięć. Rzeczywiście nagranie jest elastyczne, porywające; nie dręczące, ale wciąż dramatyczne..”.

 

  • Album „Zoltán Kodály: Háry János Suite; Dances of Galanta”, w wykonaniu orkiestry Philharmonia Hungarica pod dyr. Antala Doráti’ego. Został wydany w 2006 roku przez wytwórnię London / Decca.

Ten dwupłytowy zestaw zawiera wszystkie najważniejsze dzieła orkiestrowe węgierskiego kompozytora XX wieku Zoltána Kodály’ego, który jest jedynym takim zestawem na rynku muzycznym. Jest jeszcze coś co sprawia, że ten zestaw jest wyjątkowym- to fakt, że te spektakle do dziś pozostają niedoścignione. Antal Doráti i Philharmonia Hungarica interpretują muzykę tego kompozytora jak nikt inny. Słynna „Háry János Suite” brzmi barwnie i ekscytująco. Każdy szczegół gry orkiestrowego składu, w tym solówki instrumentalne, jest dopracowany do perfekcji. „Dances of Galanta” odbywają się w szalenie ekscytującym spektaklu, pełnym etnicznych melodii, granych z wielkim polotem. „Variations On A Hungarian Folk Song 'The Peacock’” mają wirtuozowskie i porywające wykonanie, z perfekcyjnie wyrażonymi wszystkimi odcieniami koloru. Rzadziej wykonywane „Dances Of Marosszék” (przeinstrumentowane z fortepianu) mają najbardziej przekonujący występ, jaki kiedykolwiek wcześniej pojawił się płytach czy koncertach. Druga płyta zawiera rzadziej grywane utwory Zoltána Kodály’ego, ale szkoda by było, gdyby się ich nie usłyszało. „Theatre Overture” to jeszcze jedna barwna ścieżka dźwiękowa, która pokazuje Kodály’ego w najlepszym wydaniu. „Concerto For Orchestra”, utwór neoklasyczny, który ma przyjemną linię melodyczną, choć nie tak fascynujący jak inne. „Summer Evening” jest jedną z najlepszych kompozycji węgierskiego kompozytora- impresjonistyczny zestaw lirycznych melodii, który zapada w pamięć słuchacza. „Symphony In C” to kolejne dzieło w stylu neoklasycznym, które łączy ten gatunek z muzycznym modernizmem W rezultatacie jest prawdziwym arcydziełem, do którego często meloman będzie chciał wracać. Wszystkie występy są znakomite. Interpretacje Doratiego z jego węgierską orkiestrą są idiomatyczne, uchwycą każdy niuans z pieczołowitością, czego często nie udaje się innym wykonaniom. Jakość dźwięku na obu płytach CD jest doskonała. Ten zestaw CD to pozycja obowiązkowa zarówno dla fanów Kodály’ego, jak i wszystkich przykładów etnicznej muzyki klasycznej.

 

  • Album „Shostakovich: Violin Concertos Nos. 1 and 2”, w wyk. Lydii Mordkovitch oraz Royal Scottish National Orchestra pod batutą Pana Neerme Jarvi, zarejestrowany City Hall, Glasgow w dniach 16 i 17 października 1989, a wydany przez wytwórnię Chandos w 2015 roku.

Według notatki od wydawcy: „Ten album Lydii Mordkovitch Tribute zawiera jej słynne nagranie z 1989 roku koncertów skrzypcowych Szostakowicza z Neeme Järvi i Szkocką Orkiestrą Narodową. Lydia Mordkovitch była jedną z założycielek Chandos i na przestrzeni lat nagrała ponad sześćdziesiąt płyt dla tej wytwórni. Jej rodzima Rosja była silnie reprezentowana w jej repertuarze, czego przykładem są jej ‘hipnotyzujące i intensywne’ wykonania Szostakowicza (nekrolog The Telegraph), które ze specjalnym efektem zabrzmiały na płycie nagranej w Glasgow City Hall. Oryginalne wydanie – część obszernej serii Szostakowicza Neeme Järvi – zdobyło nagrodę Gramophone Award w 1990 roku i zostało wysoko ocenione przez magazyn: ‘Chociaż jej pierwsza jest magisterialna, objawieniem jest niedoceniana Druga, tutaj błyszczy jak żadna inna’. Ukończony w 1948 roku I Koncert został dedykowany wybitnemu rosyjskiemu skrzypkowi Dawidowi Ojstrachowi, nauczycielowi Lydii Mordkovitch. Premiera odbyła się dopiero w 1955 roku, po latach stalinowskiej cenzury. To koncert prawdziwie symfoniczny, a plan muzyczno-dramatyczny, z rozmachem, nawiązuje do słynnej X Symfonii. Bardziej oszczędny w fakturze i enigmatyczny charakter, ten późny przykład muzyki Szostakowicza nie mógłby stanowić ostrzejszego kontrastu z I Koncertem.”
W opinii magazynu Gramophone płyta „Shostakovich: Violin Concertos Nos. 1 and 2”: „To połączenie dwóch koncertów skrzypcowych Szostakowicza nie mogłoby być bardziej mile widziane, skoro tak całkowicie obala ideę, że nr 2 jest rozczarowaniem po dramatycznej oryginalności nr 1. Z pewnością nr 2, ukończony w 1967 roku, rok po bardzo porównywalnym II Koncercie wiolonczelowym, nigdy nie zdobył popularności u wirtuozów skrzypiec, jak wcześniej, ale tutaj Lydia Mordkovitch potwierdza, co staje się coraz bardziej jasne, że oszczędność późnego Szostakowicza nie oznacza osłabienia jego twórczej iskry, może nawet przeciwnie. W tym bardzo jej pomaga równe zaangażowanie Neeme Jarvi w czerpaniu tak celowego, ciepło ekspresyjnego grania z SNO. Przy tak oszczędnych fakturach dwie pierwsze części mogą być trudne do utrzymania razem, ale tutaj od samego początku, gdzie Mordkovitch gra pierwszy liryczny temat w przyciszony, pięknie wycofany sposób, koncentracja jest konsekwentna. Premierowe nagranie utworu Davida Ojstracha (Chant du Monde/Harmonia Mundi), pozostaje niekwestionowane przez całe pokolenie, a Mordkovitch nie zawsze dorównuje swojemu mentorowi pod względem władczej przenikliwości grania w brawurowych pasażach. Ale w jej odczytaniu nie brakuje mocy, a w każdym razie o wiele ważniejszym elementem w tym utworze jest ciemna refleksyjność lirycznych tematów dwóch pierwszych części. Nie chodzi tylko o to, że Mordkovitch ma tę zaletę, że nagranie jest o wiele pełniejsze i mniej bliski balans nagrywania, ale o to, że jej gra ma jeszcze szerszy zakres kolorystyczny i dynamikę niż gra Oistrakha. Oddaje więcej tajemnicy dzieła i jest idealnie dopasowana do orkiestry. Podobnie jak w I Koncercie zasadniczą rolę pełni głównmie waltornia, tu wieńcząc każdą z pierwszych dwóch części solówką o ekstatycznym pięknie w kodzie. Rosyjski odtwarzacz w wersji Chant du Monde jest pierwszorzędny, nie ma słowiańskiego narzekania, ale SNO jest jeszcze bogatszy, a jego ekspresja jest wzmocniona szerszym zakresem dynamiki i tonalnym nagrania. Skala nagrania pomaga też w finale, gdzie Allegro ma satysfakcjonująco barbarzyńskie kęsy, a element scherzando jest rozkosznie wyostrzony, jak w pierwszej części. W Koncercie nr 1 Mordkovitch jest niewiele mniej imponująca, dostarczając nie drugą najlepszą, ale bardzo ważną alternatywę dla innych interpretacji. Podobnie jak w II Koncercie, jedną z mocnych stron Mordkovitch jest intensywność medytacyjna, którą wnosi do mrocznego lirycznego pisarstwa pierwszej i trzeciej części. Tutaj też nigdy wcześniej nie słyszałem jej brzmienia tak pełnego i ciepłego tonu na płycie. W genialnej drugiej i czwartej części może nie igrać z demoniczną brawurą Perlmana (EMI), nie mówiąc już o Ojstrachu, ale tak jak w nr 2 nie brakuje siły ani szarpnięcia, a zamiast demonów daje sielską wesołość do tanecznych rytmów, wiernie oddających tytuł finału, Burlesque. Pomaga jej nagrany dźwięk o wiele pełniejszy niż Oistrakha i o wiele lepiej wyważony niż Perlmana. Stanowi to nieoceniony dodatek do serii Szostakowicza Jarviego”.”
Płyta „Shostakovich: Violin Concertos Nos. 1 and 2” zdobyła nagrodę Gramophone Award, kiedy została wydana po raz pierwszy – i nietrudno zrozumieć, dlaczego. Również inżynieria dźwięku jest absolutnie niesamowita i jestem pewien, że odegrała w tym swoją rolę. Pyta jest wysoce rekomendowana.

 


 

[1] Na podstawie recenzji:

 


Powrót do części pierwszej >>
Przejdź do części trzeciej >>
Przejdź do części czwartej>>

Kolejne rozdziały: