Rekomendowane wydawnictwa płytowe pop/rock/ballada
(rozdział dwudziesty ósmy, część 1)

Przełom lat 60. i 70. to czas znakomitych wydawnictw od bluesowych po folkowe, od pop’owych po soul’owe:

Twórca ballad, czarnoskóry piosenkarz, baryton o ciekawej barwie- Bill Withers. Był autorem tekstów, w których z naturalną zdolnością wyrażał szeroki zakres emocji – radość i wdzięczność, zazdrość i złość, w bardzo przekonujący zwięzły sposób. Sukces przyszedł późno- gdy skończył 33 lata, w momencie wydania utworów „Ain’t No Sunshine” i „Just As I Am” (1971). Te ballady sprawiły, że stał się z dnia na dzień znaczącym artystą, zdobywcą nagrody Grammy. Przez następne dziesięć lat Withers nadal udanie łączył soul, gospel, folk i funk z rzadką finezją. W jego pierwszych longplayach było więcej przebojów niż te dwa wcześniej wymienione, ot choćby te: „Lean on Me”, „Use Me”, „Lovely Day”, „I Can’t Write Left Handed”. Bill Withers zdobył 3 nagrody Grammy, był nominowany do tej nagrody siedmiokrotnie. W 2015 roku został wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame. Do swojej śmierci w 2020 roku artysta nagrał 8 albumów.

  • Debiut- „Just As I Am”, wydany przez Sussex w 1971 roku, został nagrany w hollywoodskim Sunset Sound i Wally Heider Studios [1]. Płytę wyprodukował Booker T. Jones.

„Just As I Am” to debiutancki album amerykańskiego artysty soul Billa Withersa, wydany w 1971 roku przez wytwórnię Sussex Records. Album zawiera przebojowy singiel „Ain’t No Sunshine”, który znalazł się na 280 pozycji na liście 500 najważniejszych piosenek wszechczasów magazynu Rolling Stone. Album znany jest również z singla „Grandma’s Hands”, który osiągnął 18 pozycję na liście najlepiej sprzedających się singli soul i 42 na liście Billboard Hot 100. Wytwórnia postarała się o najlepszych dostępnych muzyków dla realizacji pierwszych sesji nagraniowych: Stephena Stillsa (gitary), Bookera T. Jonesa (gitary, imstr. Klawiszowe), Donalda Dunna i Chrisa Ethridge’a (basowa gitara), a do gry na perkusji Jima Keltnera i Ala Jacksona Jr.’a.
„Just As I Am” pod bezbłędną produkcją Bookera T. stała się szybko niezwykle lubianą i cenioną płytą soul. To mocny debiut, przynoszący utwory o znamionach przebojowości: „I’m Her Daddy”, „Better Off Dead”, „Ain’t No Sunshine” czy „Grandma’s Hands”. Bill Withers znalazł dla siebie wyraźną niszę w muzyce soul, integrując folklorystyczne, bardziej introspektywne elementy niż to, co słychać w tym stylu, ale żarliwości gospel tu nie brakuje, mimo „ubrania” utwoów w formę balladową. Płytę urozmaicają: delikatna orkiestracja i jazzowo-funkowe rytmy. W muzyce Withersa jest też blues.  Akustyczny styl soul Billa Withersa rozpoczął ekspansję…

  • Album „Still Bill”, nagrany dla Sussex Records w The Record Plant [2] (Los Angeles) w 1972 roku. Bonusowe nagrania zostały zarejstrowane w czasie koncertu w Carnegie Hall [3].


„Still Bill”, drugi album Billa Withersa, wydany w 1972 roku. Nagrania, wyprodukowane przez samego Withersa z muzykami z zespołu Watts 103rd Street Rhythm Band, są rytmicznymi balladami zawierającymi stylistykę soul, funk i blues oraz teksty, które eksplorują ludzką naturę, emocje i seks z męskiej perspektywy. Ta płyta, podobnie jak debiut, zawiera piosenki tak nośne, że nie mogły nie stać się przebojami, jak np.: „Lean on Me” czy „Use Me”. Album był w chwili premiery dobrze oceniany przez krytyków muzycznych („Still Bill” był odtąd uważany przez dziennikarzy muzycznych za najważniejszy punkt kariery wokalisty, płyta też została uznana za klasyka rhythm and bluesa), osiągnął też duży sukces komercyjny.

Tak oceniali [4]  najchętniej czytani krytycy:

  • W magazynie Rolling Stone w 1972 roku, Vince Aletti uznał ten album za postęp w stosunku do debiutu Withersa, przypisując tenże produkcji wokalisty, która podtrzymuje poziom nawet mniej wyjątkowych piosenek. „Ogólnie”, napisał Aletti, „to trudniejszy, bardziej zrelaksowany, bardziej pewny siebie album niż pierwsze dzieło Nic nie powinno być wyrzucane, wszystko działa z nieoczekiwaną jasnością i siłą.
  • Billboard uznał ten album za uzasadnienie krytyki pierwszego albumu i występów na żywo Withersa, obserwując w muzyce „mnóstwo słońca”, wyróżniając- „Lean on Me”, „Who is He (And What Is He to You)”, „Kissing My Love”, oraz „Lonely Town, Lonely Street”.
  • W Creem Robert Christgau nadał płycie ocenę B-plus i powiedział: „Withers stworzył najbardziej wiarygodną osobowość spośród wszystkich nowych męskich śpiewaków soul z klasy średniej, unikając okazjonalnej próżności Marvina Gaye’a, przesady Donny Hathaway i kłamliwej czerni Curtisa Mayfielda. Brzmi prosto, silnie, współczująco. Ten album również porusza rytmicznie, ale ostatecznie brakuje mu pewnych istotnych emocji.

„Still Bill” to bogata, wielowarstwowa muzyka, ale jej najlepszą cechą jest to, że linie melodyczne są wyjątkowo atrakcyjne i nie brzmią jak utwory wymuszone lub zbyt przepracowane. Withers jest ciepły i ma głęboki przekaz do zaoferowania, Słuchając ścieżek płyty łatwo zrozumieć, jak wszechstronnym jest Withers w „Still Bill”,  ale i to, że skomplikowane, rytmy funky brzmią łatwo, prosto i naturalnie. Wszystko to sprawia, że album jest aktualny dziś tak samo jak prawie 50 lat wstecz.

 

Edwin Starr, zapamiętany dzięki jednemu burzliwemu klasykowi soul o tytule- „War” (autorstwa Barretta Stronga i Normana Whitfielda).  Ten jeden hit, skądinąd świetnego wokalisty i zdolnego autora,  był tak elektryzujący, że osiągnięcie legendarnego statusu przez wokalistę i płytę, która zawierała ten hit, w kręgach soul było całkiem zrozumiałe. Starr umieścił kilka piosenek w pierwszej dziesiątce listy przebojów R&B w późnych latach 60. i wczesnych 70., a także cieszył się krótkim zainteresowaniem w erze disco.

  • Album „War & Peace”, wydany przez Motown Records / Gordy w 1970 roku, osiągnął 52 pozycję na liście Billboard 200 i 9 na liście albumów R&B, podczas gdy singiel „War” osiągnął 1 miejsce na liście Billboard Hot 100, gdzie pozostawał przez 15 tygodni.

Edwin Starr rozpoczął karierę dla Ric-Tic Records, wytwórni z Detroit, która była konkurentem Motown. W 1968 roku Motown kupił Ric-Tic, który dał Starrowi dostęp do ich twórców i producentów, między innymi do Barretta Stronga i Normana Whitfielda, autorów „War”, protest-songu o wojnie w Wietnamie, choć podejmuje szerszą tematykę o potrzebie harmonii w naszym codziennym życiu. eld i Barrett Strong, napisali tę piosenkę. „War” to pieśń z epoki kontrkultury napisana przez Normana Whitfielda i Barretta Strong dla wytwórni Motown w 1969 roku. Whitfield, kompozytor i producent wytwórni Tamla Motawn, wyprodukował „War” z udziałem popularnych The Temptations. Po tym, jak Motown zaczął otrzymywać wielokrotne prośby o wydanie „War” jako singla, Whitfield ponownie nagrał utwór z Edwinem Starrem jako wokalistą, a wytwórnia postanowiła wstrzymać się z wersją Temptations, aby nie zrazić swoich bardziej konserwatywnych fanów. Starr nie miał tak dużej rzeszy fanów, więc ryzyko było mniejsze. Nie ma niczego złego w tym albumie, wszystkie pozostałe utwory są kompetentnie wykonywane i wyprodukowane, ale… „War” wyrasta ponad to co dobre, w jego cieniu trudno je ujrzeć.

 

Kariera Lou Reeda [5] obfituje w wydarzenia, które wielokrotnie zmieniały jego wizerunek- od przedstawiania siebie jako przedstawiciela teatralnego glam rocka, przez notorycznego ćpuna po awangardowego muzyka preferującego prostego rock and rolla. Jednocześnie za każdym razem był osobistością szalenie wpływową. Jak pisano- poszerzył zasób tekstów rock & roll o wcześniej zakazane terytorium perwersyjnego seksu, nadużywania narkotyków, dekadencji, transwestytów, homoseksualizmu i depresji samobójczych. Rzadziej, pozostawał zaangażowany w wykorzystywanie rock & rolla jako forum literackiej, dojrzałej ekspresji przez całe swoje życie artystyczne, bez stawania się miękkim lirycznie lub muzycznie usatysfakcjonowanym. Zasadniczo podjął się tych trudnych obowiązków z bezkompromisową uczciwością i wysokim stopniem realizmu. Z tych powodów był często cytowany jako najważniejszy pra-punk. Często pomija się fakt, że był w równym stopniu utalentowany w celebrowaniu romantycznej radości, co przedstawianiem wstrząsającej rzeczywistości miejskiej. Mało która inna gwiazda zyskała sławę w latach 60., nie starając się pilnie tworzyć dzieł, które były (i pozostaną) znaczące i współczesne. Chociaż Reed osiągnął największy sukces jako artysta solowy, jego najtrwalsze osiągnięcia powstały gdy był liderem Velvet Underground w latach 60. Gdyby Reed nigdy nie nagrał solowych płyt, jego praca jako głównego wokalisty i autora tekstów dla Velvetów nadal zapewniłaby mu pozycję jednego z największych rockowych wizjonerów wszechczasów.

  • Drugi solowy album studyjny Lou Reeda „Transformer” jest uważany za wpływowy punkt orientacyjny gatunku glam rockowego, osadzony w najpopularniejszym singlu Reeda „Walk on the Wild Side”, który poruszał wówczas kontrowersyjne tematy dotyczące orientacji seksualnej, tożsamości płciowej, prostytucji i używania narkotyków. Album został wyprodukowany przez Davida Bowie i zaaranżowany przez Micka Ronsona. Został wydany w listopadzie 1972 roku przez RCA Records.


Mick Ronson (wówczas główny gitarzysta zespołu Davida Bowie- The Spiders from Mars) odegrał ważną rolę w nagraniu albumu „Transformer”, będąc koproducentem i muzykiem sesyjnym (gra na gitarze, fortepianie i śpiewa w chórkach), a także aranżerem (np. aranżował smyczki do „Perfect Day”). Piosenki z tego albumu należą do najbardziej popularnych dzieł Reeda, w tym hity: „Walk on the Wild Side”, „Perfect Day” i „Satellite of Love”, a komercyjny sukces albumu- przecież niepopowego, podniósł go do pozycji kultowej.

Dzięki płycie „Transformer”, bardziej energetycznemu zestawowi, który zdradzał wpływ glam rocka, z doskonałymi: „Walk on the Wild Side”, „Vicious” i „Satellite of Love”, Lou Reed stał się gwiazdą także w Wielkiej Brytanii, która szybko doceniła wpływ, jaki piosenkarz wywarł na Bowie’go i innych glam rockowców. Pod pewnymi względami najbardziej ambitne i imponujące solowe dzieło Reeda zostało przyjęte przez krytyków bez entuzjazmu, ale z czasem krytycy zmieniali swoje opinie:

  • W mieszanej recenzji magazynu Rolling Stone Nick Tosches podkreślił cztery „wysokiej jakości” piosenki, w tym „Hangin”, ”Round” i „Satellite of Love”, które według niego wyrażały stymulującą seksualność, ale odrzucił większość albumu jako czegoś w rodzaju artsy-fartsy [6].
  • W retrospektywnej recenzji Rolling Stone (2004) Tom Hull napisał, że Reed „napisał kilka sprytnych nowych piosenek i próbował zarobić na modnym androgynicznym glam rocku producenta Davida Bowiego, który działał wystarczająco dobrze, aby przełamać„ ‘Walk on the Wild Side’
  • W 1997 roku „Transformer” został uznany za 44 największy album wszechczasów w ankiecie „Music of the Millennium” przeprowadzonej w Wielkiej Brytanii przez HMV, Channel 4, The Guardian i Classic FM.
  • „Transformer” zajmuje również 55. miejsce na liście największych albumów wszech czasów NME.
  • W 2003 r. album zajął 194 miejsce na liście 500 największych albumów wszechczasów magazynu Rolling Stone, utrzymując ocenę na liście zrewidowanej w 2012 r.
  • „Transformer” znajduje się na liście „100 najlepszych albumów wszechczasów” magazynu Q.


Po prawie pięćdziesięciu latach „Transformer” wciąż brzmi świeżo, a „Perfect Day”, ze swoją przepiękną linią melodyczną robi najlepsze wrażenie- chce się tego słuchać.

 

Kariera Neil Diamond– amerykańskiego piosenkarza, kompozytora i autora tekstów piosenek w stylu pop, rock, folk i country, rozpoczęta w latach 60. XX wieku, dała światu ponad 100 milionów płyt, co uczyniło go jednym z najlepiej sprzedających się muzyków wszechczasów. Miał dziesięć singli nr 1 na listach przebojów Hot 100 , co niewielu się udało. Jego łatwość tworzenia atrakcyjnych przebojów, nie tych tanich tylko na chwilę, lecz takie, które się pamięta przez lata, pozwoliła Diamondowi stać się jedną z bardziej zauważalnych postaci muzyki pop. Szczytowym punktem kariery Neila Diamonda był nagrany koncert w Greek Theatre [7] w Los Angeles, California.

  • Ścieżki z tego koncertu pojawiły się na dwóch płytach MCA Records w 1972 roku. Album zatytułowano- „Hot August Night”.

Diamond na początku kariery pracował w Brill Building [8]. Jego pierwszy sukces jako kompozytora przyszedł w listopadzie 1965 roku wraz z „Sunday and Me”, hitem Top 20 napisanego dla Jay and the Americans. Po tym dobrym początku pojawiły się „I’m a Believer”, „A Little Bit Me, a Little Bit You”, „Look Out (Here Comes Tomorrow)” i „Love to Love” w wykonaniu Monkees. Diamond zaczął zdobywać sławę jako autor piosenek gdy „I’m a Believer” stał się złotą płytą w ciągu dwóch dni od premiery i pozostał na szczycie list przebojów przez siedem tygodni. Pod koniec lat 60. Diamond nagrywał już płyty sygnowane swoim nazwiskiem od czterech lat kiedy postanowił nagrać jeden z 10 wyprzedanych koncertów w Greek Theater w LA. „To będzie wyjątkowe”, Diamond ogłasza po długim prologu…


Podobnie jak wszystkie wspaniałe albumy na żywo „Hot August Night” ma strukturę swoistej ceremonii z nasilającą się dramaturgią aż do ekstatycznego zakończenia. Neil Diamond, występami w sierpniową noc 1972. roku w Greek Theatre, miał udział w powstaniu jednego z najlepszych albumów na żywo wszechczasów. Ten epicki koncert, wyjątkowego artysty wspieranego przez pełny zespół rockowy i orkiestrę, jest też okazją do poznania jego wielkich przebojów z okresu obejmującego 7 pierwszych płyt z katalogu Diamonda. Wersje koncertowe przebojów: „Solitary Man”, „Cherry, Cherry”, „Red Red Wine”, „Sweet Caroline”, „Shilo”, „Girl, You’ll Be a Woman Soon”, „Song Sung Blue”, „Cracklin’ Rosie”, „I Am…I Said” są dowodami autora i wykonawcy, że właśnie szczyt jego artyzmu nadszedł. Dwa wymienione wyżej przeboje: „Solitary Man”, „Cherry, Cherry”, pochodzą z debiutanckiej płyty- „Feel of Neil Diamond”, wydanej przez Bang Records w USA i London Records w Wielkiej Brytanii i Stateside Records w Australii w 1966 roku. Siedem z dwunastu utworów było autorstwa Diamonda. Rok później Neil Diamond, dla tej samej wytwórni, nagrał ścieżki z wyłącznie swoimi kompozycjami. Płyta miała tytuł:

  • Just for You”, z którego w którymś momencie każdy utwór został wydany jako strona A lub strona B singla, a wiele z nich stało się hitami: „You Got To Me”, „Girl, You’ll Be a Woman Soon”, „Thank the Lord for the Night Time”, „Red Red Wine” i „Shilo”.

Wyjątkiem nazwać można to, że pojawiają się tu także przeboje z debiutanckiego albumu: „Cherry Cherry” i „Solitary Man”. To był ostatni album Diamonda dla wytwórni Bang.
Recenzent AllMusic- Bruce Eder tak opiniował tę płytę: „Neil Diamond był bliski odkrycia nowego gatunku dzięki swojemu drugiemu albumowi, który doskonale pasował do popu Brill Building z początku lat 60. XX wieku oraz do tej pory niezidentyfikowanego (i nienazwanego) rodzaju piosenkarza i autora piosenek jednocześnie. Produkcja jest tak płynna i wyraźna (i solidnie komercyjna), jak wszystko, co kiedykolwiek powstanie z renomowanej fabryki hitów na 49. i Broadwayu za pośrednictwem Monkees, Little Evy, Raindrops i innych. Ale w przeciwieństwie do jego debiutanckiego albumu, tym razem każda piosenka (w tym dwie przeniesione z jego debiutu) jest oryginalnym diamentem, a jego głos i sposób interpretacji są znacznie bardziej wyrafinowane – w „The Long Way Home”, „Red, Red Wine”, itd., brzmi, jakby żył tekstem, ale w bardziej osobisty sposób niż, powiedzmy, Tom Jones lub Engelbert Humperdinck – a ponieważ są to teksty Diamonda, efekt jest naturalny, a nie jakikolwiek sztuczny występ. Gładkość [interpretacji] wyraźnie spłaszcza to, co mogłoby być bardziej osobistą przewagą w utworach: byłoby (i nadal byłoby) ciekawie usłyszeć, jak Diamond wybrał najlepsze z nich i ponownie je zinterpretował w studio w późniejszej karierze, kiedy miał więcej do powiedzenia i większą kontrolę nad tym, jak byli traktowani. I szczerze mówiąc, niektóre z nich, takie jak „You’re Forget”, są nieco ogólne i trywialne (ale wciąż są wyjątkowo dobrze odbierane i mają solidne podstawy pop / rock). Dziwne, że ówczesny wielki przebój Diamonda „Kentucky Woman” nie jest tutaj obecny, chociaż jest kilka hitów z poprzedniego roku: „Cherry Cherry” i „Solitary Man” (prawdopodobnie otrzymujących drugą rundę z powodu poważnych emocji i pasują do tego ustawienia lepiej niż na debiutanckim albumie), są na pokładzie. Ale nieco je przyćmiewają wszystkie inne tutaj [umieszczone] piosenki, dla uważnego słuchacza spektakl pokazuje, że Diamond wznosi się na nowy poziom jako muzyk i kompozytor. „Shilo”, jego najbardziej osobista piosenka z tego czasu, stanowiła otwarcie nowego rozdziału w jego karierze, ale takiego, którego szef Bang Records, Bert Berns, nie chciał zaakceptować, ponieważ uważał, że lepiej służyć firmie, identyfikując Diamonda z chwytliwym popem / rockiem skierowanym do nastolatków w wieku 16 lat i nieco starszych, niż z nazbyt osobistymi tekstami piosenek, które mogą do nich nie przemawiać. Odmowa Bernsa wydania singla doprowadziła do rozłamu między Diamondem a wytwórnią, która po śmierci Bernsa z powodu zawału serca pod koniec 1967 r. zakończyła związek piosenkarza z firmą. Słuchając piosenki schludnie umieszczonej w środku drugiej strony tego albumu, wciąż brzmi, jakby istniała na zupełnie innej płaszczyźnie niż cokolwiek innego tutaj. Był to koniec umowy między Diamondem a Bangem, ale także twórcą kariery, jeśli chodzi o doprowadzenie go do miejsca, w którym mógłby awansować do wyższej ligi.”
Chociaż „Just For You” nigdy nie został uznany za najświetniejszy album Neila Diamonda, bo „Hot August Night” był jeszcze lepszy, może być jako jeden z nielicznych w całości oryginalny album piosenkarza (i autora), potraktowany jako taki, który najlepiej odzwierciedla jego najbardziej płodny okres pisania piosenek.

 

Van Morrison (właśc. George Ivan Morrison) północnoirlandzki kompozytor, piosenkarz rockowy, multiinstrumentalista i poeta, Oficer Orderu Imperium Brytyjskiego, jest przedstawicielem licznych gatunków i stylów muzyki rockowej- rhythm and bluesa, rock and rolla, muzyki celtyckiej, psychodelicznego rocka, chrześcijańskiego rocka, jazz-rocka, a nawet jazzu, a we wszystkich tych nurtach czuł się swobodnie, choć większość jego piosenek najmocniej kojarzona była z białym soulem i folkiem [9].

Pierwsza połowa lat 70. była najbardziej twórczym okresem kariery Morrisona. Począwszy od „Moondance”, jego twórczość odzwierciedlały coraz bardziej uroczysty i głęboko mistyczny światopogląd. Morrison po doskonałym „Moondance” wydał „Tupelo Honey”- cudowną, duszpasterską medytację o ślubnej rozkoszy podkreśloną singlem „Wild Night”. W następstwie porywającej płyty- „Saint Dominic’s Preview” następnego roku założył Caledonia Soul Orchestra, występując z nią zarówno w studio („Hard Nose the Highway”), jak i na świetnym albumie koncertowym „It’s Too Late to Stop Now”. Ten podwójny album został uznany za jedno z największych nagrań koncertowych na żywo i pojawił się na listach najlepszych albumów na żywo wszechczasów. Biograf Johnny Rogan napisał: „Morrison był w trakcie swojej największej fazy jako wykonawca”.

  • Album „Saint Dominic’s Preview”, wydany w 1972 przez Warner Bros., został nagrany w Columbia Studios i Wally Heider Studios & Pacific High Studios.

„Saint Dominic’s Preview”, szóstą płytę studyjną Morrisona, magazyn Rolling Stone ocenił jako: „najlepiej wyprodukowaną, najbardziej ambitną płytę Vana Morrisona, jaka została do tej pory wydana”. Różnorodność materiału zgromadzonego na albumie wskazuje na duże wpływy celtyckiego folku, rhythm & blues’a, bluesa i jazzu. „Jackie Wilson Said (I’m in Heaven When You Smile)” i utwór tytułowy zespalały soul i folk, natomiast: „Gypsy” i „Redwood Tree”, utrzymywały liryczny klimat muzyki. Dwa długie utwory: „Listen to the Lion” i „Almost Independence Day”, ukazywały wokalistę (Morrisona) wyładowującego swoje emocje w ekspresyjnych wokalach.
Album radził sobie dobrze na listach najlepiej sprzedających się płyt: osiągnął miejsce 15 na liście Billboard 200, tuż po wydaniu. Album  „Saint Dominic’s Preview”, pozostanie największym sukcesem Morrisona w USA na liście Billboard 200 do 2008 roku, kiedy „Keep It Simple” znalazł się na 10 miejscu listy Billboard.

  • Koncertowy album “It’s Too Late to Stop Now”, wydany przez Warner Bros. w 1974 roku, został nagrany w okresie od 24 maja do 24 lipca 1973 w trzech miejscach: The Troubadour [10] w Los Angeles, The Santa Monica Civic Auditorium [11] oraz The Rainbow [12] w Londynie.

Przedstawia występy zarejestrowane podczas trzymiesięcznej trasy koncertowej Morrisona ze swoim jedenastoosobowym zespołem Caledonia Soul Orchestra. O wokaliście z zespołem Caledonia Soul Orchestra, który zawierał i sekcję dętą i smyczkową, często mówi się, że był u szczytu możliwości artystycznych w czasie występów na żywo. Morrison powiedział o tournée w tym okresie: „Coraz bardziej angażuję się w występy. To niesamowite. Kiedy grałem jesienią w Carnegie Hall, coś się stało. Nagle poczułem, że wracam do występów i tak się po prostu zdarzyło… W przeszłości wiele razy grałem koncerty i ciężko mi było przez nie przebrnąć. Ale teraz ta kombinacja wydaje się odpowiednia […] To jest jak oglądanie tygrysa. Tygrys nie myśli o tym, gdzie położy swoje łapy ani o tym, jak zabije … i [to samo] z Vanem. Jest tam tak, że jesteś całkowicie tym pochłonięty”.
Mieszanka piosenek, które zainspirowały rozwój muzyczny Morrisona, oraz własne kompozycje (z notatki z albumu) są „inteligentnym wyborem utworów, które czerpią z sześciu płyt Morrisona i pięciu muzyków, od których nauczył profesji”. Tymi muzykami byli Bobby Bland („ Ain’t Nothing You Can Do ”), Ray Charles („ I Believe to My Soul ”), Sam Cooke („ Bring It On Home to Me ”), dwie piosenki Sonny Boy Williamsona II („Help Me” i „Take Your Hands Out of My Pocket”) oraz Williego Dixona „I Just Wanting Make Love to You”, którą spopularyzował Muddy Waters. W przeciwieństwie do większości albumów rockowych na żywo Morrison nie zezwalał na nadmierną ingerencję w studio, co spowodowało wykluczenie z albumu „Moondance” z powodu jednej niewłaściwej nuty gitarowej. Morrison ściśle przestrzegał swojej koncepcji autentyczności podczas prezentacji na żywo, więc właśnie jego muzycznemu perfekcjonizmowi „zawdzięczamy” wyłączenie „Moondance” ze ścieżki dźwiękowej. „Powszechną praktyką jest cofanie się i naprawianie rzeczy, ale nie w przypadku Van’a”, basista David Hayes powiedział: „Myślę, że to czyni go jednym z najlepszych w historii.” Uważa się, że jest to jeden z pierwszych koncertowych albumów bez dogrywania.
Recenzenci przychylnie pisali o albumie: Robert Christgau z magazynu Creem, uznał “It’s Too Late to Stop Now” za najlepszy album Morrisona od czasu „Moondance” (vide: „płyty polecane (rock, rozdz.14)”). „Piosenki, które źle się nosiły lub były po prostu kulawe, mają tutaj większą siłę i zwartość niż w ich studyjnych wersjach”; Ken Emerson z Rolling Stone był pod nieco mniejszym wrażeniem: „Głos Morrisona w On To To Late Late jest w dobrej formie, ale wielu innych rzeczach nie jest… Inni muzycy, z których większość grała wcześniej z Morrisonem, nigdy nie przeszkadzała, ale Morrisonowi można było lepiej służyć… Jednak siła głosu Morrisona pokonuje te wady.”
Pod koniec 1974 roku, „To Too Late to Stop Now” znalazł się w dwudziestce najlepszych albumów roku w Pazz & Jop (Pazz & Jop – jeden z najstarszych dziennikarskich plebiscytów na płytę roku, publikowany w Village Voice),
W retrospektywnej recenzji Jason Ankenny z AllMusic uznał album za „angażujący, ciepły portret mężczyzny u szczytu swoich możliwości

  • Keep It Simple”, wydany przez Exile Productions Ltd./Polydor w 2008 roku, jest albumem z przewagą rhythm & blues, ale oczywiście jak w poprzednich albumach znaleźć można wpływy celtyckiego rocka, country-music czy folku.

Większość recenzji po wydaniu albumu była pozytywna, z czterema gwiazdkami przyznanymi przez The Star, The Sun, The Times i Uncut.
„…Van ma pewien wdzięk i jak zawsze przywołuje obrazy smutku i udręki, ale z takim pięknem i ciepłem, że nie można nie uśmiechnąć się, gdy je słyszysz.” (Mat Strowbridge dla Inthenews). „Zazwyczaj zespół wpada w groove, podczas gdy Morrison przenosi się do podobnego do transu królestwa, które nazywa„ porywaniem” (Anthony Decurtis, Rolling Stone). Recenzent AllMusic- Stephen Thomas Erlewine napisał: „Keep It Simple to mantra dla Van Morrisona, który przed laty przeanalizował swoją muzykę od podstaw, a potem udanie używał tego groove’u, składającego się z równych części bluesa, soul, jazzu i country. […] Jest to żywa, uduchowiona muzyka, którą można stworzyć dopiero po latach grania klasyków, a jeśli nie jest to całkiem przekonujący album, to sprawia przynajmniej to, że jest on radosny. Łatwo jest wślizgnąć się do tego albumu, jak do ciepłej kąpieli […] Nie ma niespodzianek, ale kiedy robisz coś tak dobrze, nie musi być”. Ostatnie zdanie recenzji AllMusic, według mojej opinii, idealnie oddaje to czego się możemy spodziewać po tej płycie, a tym samym po wielkim artyście jakim niewątpliwie jest Van Morrison.

  • Keep Me Singing”, wydany przez Caroline Records w 2006 roku, zadebiutował na czwartym miejscu listy albumów w Wielkiej Brytanii i na dziewiątym miejscu w amerykańskiej liście Billboard 200 i w efekcie stał się najlepiej sprzedający się album Morrisona w Stanach Zjednoczonych.


Nie ma co liczyć na to, że Van Morrison pojawi się na płycie z jakąś nową muzyką, ale nikt rozsądny tego już od Irlandzkiego śpiewaka nie wymaga, bo przyzwyczaił fanów, że co kilka lat wkracza do studia nagraniowego, aby zaprezentować nowe utwory, ale stylistycznie niezmienione, masom słuchaczy. Do tego 36. studyjnego albumu Van the Man zgromadził 12 zupełnie nowych i całkowicie oryginalnych piosenek, a także cover bluesowego standardu „Share Your Love With Me” (śpiewała tę piosenkę Aretha Franklin w 1970 roku). Nie oczekujmy, że Morrison przedstawi coś na kształt Astral Weeks czy Moondance [13], ale gdy się wsłuchać głęboko w ten materiał to odnajduje się wątki autobiograficzne, które odkrywają jak ewoluował artysta od młodego człowieka przez najbardziej żywotne okresy twórcze po dzień ‘narodzin” tej płyty. Jako całość „Keep Me Singing” to płyta wypełniona autorefleksyjną melancholią. Materiał muzyczny zgromadzony na „Keep Me Singing” jest prezentowany z finezją i z wyczuwalną szczerością. Czy coś więcej wymagamy od Vana Morrisona? Nie.

 

W 1988 roku Tom Petty został członkiem supergrupy The Traveling Wilburys, w której wystąpili także Bob Dylan, George Harrison, Roy Orbison i Jeff Lynne. The Wilburys wydał pierwszą z dwóch płyt pod koniec 1988 roku (druga, ale z nr 3 w tytule, została wydana dwa lata później).  Brzmienie tego zespołu stało się wzorcem dla pierwszego solowego przedsięwzięcia Petty’ego z 1989 roku- „Full Moon Fever”, wyprodukowaną przez Lynne i przy wsparciu większości The Traveling Wilburys

Płytę „Full Moon Fever” krytyk muzyczny BBC- Chris Jones, tak pisał: „Po 11 latach jako niekwestionowana siła napędowa jego zespołu, Heartbreakers, Tom Petty stał się globalną gwiazdą. Nic nie podkreślało tego faktu bardziej niż przyjęcie go w szeregi starszych mężów stanu / kumpli rockmana  jako „członka” The Traveling Wilburys […] To właśnie podczas tego beztroskiego pobytu zaczął pisać piosenki, które jego uszom brzmiały „niczym piosenki Heartbreakers”. Nawiązując nieprawdopodobny sojusz z królem Beatles’owskiego soft-rocka, Jeffem Lynne z ELO, od razu postanowił nagrać swój pierwszy solowy album. Petty zawsze nosił swoje wpływy w rękawie: jak wielu jego amerykańskich rówieśników, którzy wolą postrzegać siebie jako część pewnej linii, a nie nowy porządek zastępujący zużyte modele (jak na ironię The Traveling Wilburys byli postrzegani w ikono-klastycznej Wielkiej Brytanii jako coś podobnego do nowej fali). Ale Full Moon Fever była dla Petty’ego szansą na dokonanie bilansu oraz otwarcie uznania jego wpływów. Nigdzie nie było to bardziej widoczne niż na okładce Byrds ‚Feel A Whole Lot Better. Oczywiście wszyscy w wieku powyżej 25 lat wiedzieli, że zabrzmiał jak Roger McGuinn, ale tutaj niesamowite podobieństwo zostało wyjaśnione. Inne piosenki poruszały nostalgię, badając, jak osiągnął ten poziom sukcesu. […] To, co wyróżnia [ten album] od poprzedniej pracy, to odejście od mocniejszego rocka, przy użyciu metod produkcji nowego kumpla- Lynne’a do pokrywania bardziej introspektywnych piosenek bujną, wielowarstwową akustyką i klawiszami. Oznaczało to również punkt, w którym Petty wiedział, że jest wystarczająco dużym nazwiskiem, aby wystąpić bez pseudonimu zespołu, mimo że zarówno Mike Campbell, jak i Benmont Tench pojawiają się na płycie. Od tego momentu Petty był „klasycznym” artystą. Czy to z The Heartbreakers, grając z Dylanem, czy nawet z Wilburys, osiągnął apogeum swoich ambicji- przeznaczonego do grania obok jego bohaterów z dzieciństwa na falach radiowych FM, które przelatywały przez kalifornijską noc.

Użytych instrumentów było mnóstwo, ale grających na nich tylko czterech: Tom Petty (wokal, 6. i 12. strunowe akustyczne i elektryczne gitary, instrumenty klwiszowe, tamburyn), Mike Campbell (gitara prowadząca, gitara basowa, mandolina, gitara slide, dobro, inst.. klawiszowe), Jeff Lynne (gitara basowa, gitara rytmiczna, syntezator, fortepian, instrumenty klawiszowe, wokal towarzyszący) i Phil Jones (instrumenty perkusyjne, perkusja). Płyta „Full Moon Fever” osiągnęła szczyt w pierwszej dziesiątce po obu stronach Atlantyku i przekroczyła pięciokrotny limit dla przyznania „platynowe płyty” na obu kontynentach. O komercyjnym sukcesie Petty’ego niech świadczy i to, że album wygenerował trzy wielkie hity „I Won’t Back Down”, „Runnin” Down a Dream” i „Free Fallin’”, które są pamiętane po dziś dzień. Rok od wydania „Full Moon Fever” Petty powrócił do Wilburys, wydając swój drugi album, dziwnie zatytułowany Tom 3 (czyżby należało traktować „Full Moon Fever” jako “Traveling Wilburys, Volume 2”?). Później Tom Petty odnosił wielkie sukcesy z… Heartbreakers.

 

 


[1]  Sunset Sound i Wally Heider Studios zostały opisane w artykule:Najsłynniejsze sale koncertowe, które bywają studiami nagrań i najsłynniejsze studia, które publiczności nie wpuszczają. (część jedenasta)

[2]  Studio The Record Plant zostało opisane w artykule: Najsłynniejsze sale koncertowe, które bywają studiami nagrań i najsłynniejsze studia, które publiczności nie wpuszczają. (część jedenasta)

[3]  Carnegie Hall (Nowy Jork) został opisany  w artykule: „Najsłynniejsze sale koncertowe, które bywają studiami nagrań i najsłynniejsze studia, które publiczności nie wpuszczają. (część czwarta)

[4]  Według:

[5]  Korzystałem z:  oraz

[6]  artsy-fartsy to ktoś popisujący się wiedzą na temat sztuki.

[7]  Greek Theatre ,według , to miejsce koncertowe na 5900 miejsc siedzących w Griffith Park w Los Angeles w Kalifornii. Amfiteatr jest własnością miasta Los Angeles i jest zarządzany przez ASM Global. Scena teatralna zaprojektowana przez architektów Samuela Tildena Nortona, Fredericka Hastingsa Wallisanda oraz firmę Heath, Gove i Bell z firmy Tacoma wzorowana jest na greckiej budowli.

Pomysł na Teatr Grecki zrodził się z bogatego właściciela ziemskiego Griffitha J. Griffitha, który podarował 3000 akrów (1200 ha) ziemi miastu Los Angeles w 1896 roku na utworzenie Griffith Park. W testamencie pozostawił pieniądze na budowę greckiego teatru. Miejsce w kanionie zostało wybrane ze względu na jego dobrą akustykę. Kamień węgielny został położony w 1928 r., a budynek został oficjalnie poświęcony 25 września 1930 r. Pierwsze przedstawienie odbyło się 26 czerwca 1931 r. z udziałem widzów w ilosci 4000. osób  W pierwszych dziesięcioleciach teatr był rzadko używany i służył jako koszary podczas II wojny światowej. Pod koniec lat 40. producent z San Francisco postanowił urządzać tam koncerty. W latach pięćdziesiątych James Doolittle, showman z Los Angeles, wydzierżawił teatr i ulepszył go-  zapewnił lepsze siedziska  i  wyposażył miejsce za kulisami. W latach 1975–2015 teatrem zarządzała Organizacja Nederlander, która dalej go ulepszała i rozpoczęła regularną przedstawianie współczesnych i klasycznych produkcji i koncertów. W 1995 r. Teatr przebudowano w wyniku trzęsienia ziemi. W 2006 r. odnowiono fasadę z okazji 75. rocznicy otwarcia teatru. W 2015 r. Live Nation próbowało zastąpić Nederlander w prowadzeniu teatru, co doprowadziło do utworzenia spółki joint venture z Live Nation, Nederlander i z Goldenvoice.

[8] Sound Brill Building, wedlug , to podgatunek muzyki pop pochodzący z budynku Brill Building w Nowym Jorku, gdzie liczne zespoły profesjonalnych autorów piosenek tworzyły dla idoli nastolatków na początku lat 60. XX wieku. W rzeczywistości większość przebojów z połowy lat 50. i początku lat 60. została napisana gdzie indziej. Muzyka Brill Building była bardziej wyrafinowana niż inne ówczesne popowe przeboje, łącząc współczesne brzmienia z klasycznym pisaniem piosenek Tin Pan Alley. W jego produkcjach często występowały orkiestry i zespoły z dużymi sekcjami rytmicznymi i gitarowymi, podczas gdy teksty koncentrowały się na wyidealizowanym romansie i lękach nastolatków, rzadko jednak eksplorując bardziej dojrzałe tematy.
Gatunek ten dominował na amerykańskich listach przebojów w okresie od zaciągu armii Elvisa Presleya w 1958 r. do czasu tzw. brytyjskiej inwazji w 1964 r. Następnie jego popularność opadła, ale wykazywała ciągły wpływ na brytyjską i amerykańską muzykę pop i rock w kolejnych latach, utrzymując dominację profesjonalnych autorów piosenek przy tworzeniu tradycyjnego popu i wczesnego rock and rolla, Wielu kompozytorów tego gatunku odniosło dalsze sukcesy jako część ruchu autorskiego wykonawstwa piosenek w latach 60. i 70 (Carole King, Paul Simon, Burt Bacharach, Neil Sedaka, Neil Diamond).

[9]  Więcej o Van Morrisonie napisałem w artykułach: „Rekomendowane wydawnictwa płytowe pop/rock/ballada (rozdział czternasty, część 2)” oraz „Te same tytuły w różnych edycjach płytowych (rozdział trzeci)„.

[10]  Troubadour to klub nocny położony w West Hollywood w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych, przy 9081 Santa Monica Boulevard. Doug Weston, zainspirowany wizytą w nowo otwartej kawiarni Troubadour w Londynie, otworzył w 1957 roku kawiarnię na bulwarze La Cienega, a następnie przeniósł ją do swojej obecnej lokalizacji wkrótce po otwarciu. Od tego czasu klub pozostaje otwarty.

Było to ważne centrum muzyki ludowej w latach 60. XX wieku, a następnie piosenkarzy i kompozytorów. W 2011 roku ukazał się dokument o klubie o nazwie Troubadours: Carole King / James Taylor & The Rise of the Singer-Songwriter.

[11] Santa Monica Civic Auditorium została opisana artykule: „Najsłynniejsze sale koncertowe, które bywają studiami nagrań i najsłynniejsze studia, które publiczności nie wpuszczają. (część pierwsza)

[12]  Sala The Rainbow jest opisana w artykule: „Najsłynniejsze sale koncertowe, które bywają studiami nagrań i najsłynniejsze studia, które publiczności nie wpuszczają. (część czwarta)

[13]Astral Weeks” i „Moondance” zostały opisane w artykule: „Rekomendowane wydawnictwa płytowe pop/rock/ballada (rozdział czternasty)

 


Przejdź do części drugiej artykułu >>
Przejdź do części trzeciej artykułu >>

Kolejne rozdziały: