Rekomendowane wydawnictwa płytowe pop/rock/ballada
(rozdział trzydziesty szósty, część 2)

Trzej muzycy tworzący zespół Cream [1]– Eric Clapton, Jack Bruce i Ginger Baker, po zaledwie czterech wydanych studyjnych płytach, przestali ze sobą grać. Ich wpływ był ogromny, zarówno w ich szczytowym okresie późnych lat sześćdziesiątych, jak i w latach po ich rozpadzie, a ten nastąpił w 1968 roku, co miało swoje konsekwencje- nastąpiło bezpośrednie powstanie takich zespołów jak Blind Faith [2] (nagrali tylko jedną płytę), a także bogate kariery członków Erica Claptona, Gingera Bakera i Jacka Bruce’a. Eric Clapton tworzył w zespole Derek and the Dominos, a później solowo, Ginger Baker kompletował składy, które nazwał Air Force i udzielał się w zespołach jazzowych, a Jack Bruce nagrywał płyty firmowane swoim nazwiskiem. Za pośrednictwem współpracownika Cream i producenta Felixa Pappalardiego, w USA powstało coś na kształt zespołu następcy Cream w 1969 roku, w postaci grupy Mountain- w ten sposób trudno było zapomnieć o Cream.

Chociaż Cream byli razem tylko nieco ponad dwa lata, stali się czołową grupą, która wykorzystała to, że traktowano ich wyjątkowo- jako najważniejszą z ważnych. Dali podwaliny pod blues-rocka i hard-rocka lat 60-tych i 70-tych. To właśnie podczas współpracy z Bruce’m i Baker’em gitarzysta Eric Clapton stał się międzynarodową mega-gwiazdą. Najlepsze z ich nagrań studyjnych były doskonałym połączeniem bluesa, popu i psychodelii, uzupełnianymi nieszablonowymi improwizacjami. To przy okazji powstania Cream ukuto określenie- supergrupa. Szybko trio stało się supergwiazdą.  Nazwa ”supergrupa” była uzasadniona- Eric Clapton, który ugruntował swoją pozycję jako gitarowy gigant w czasach gdy grał w Yardbirds, później gdy nagrał z Bluesbreakers Johna Mayalla płytę uznaną za jedną z najlepszych blues-rockowych pozycji. Basista, grający również na harmonijce i wokalista Jack Bruce i perkusista Ginger Baker byli członkami rhythm & blues’owego, o jazzowym zabarwieniu combo- Graham Bond Organisation. Bruce także miał swoje chwile wśród muzyków Bluesbreakers gdy w składzie był Clapton. Wszyscy trzej muzycy pragnęli wolności w wyborze tego co chcą grać i jak to mieliby robić.  I zrobili co chcieli… Niestety szybko wspólna codzienność wykazała, że narastające konflikty między muzykami nie dawały szansy na dłuższe wspólne występy (Bruce i Baker uwielbiali ze sobą grać. ale nienawidzili się jako ludzie).

Cream początkowo skupiał się na zelektryfikowanym mocno zaznaczonym tradycyjnym bluesie, który zdominował ich pierwszy album, „Fresh Cream” (wydany w 1966 roku przez Polydor / Atco).

Najważniejsze momenty na płycie (choć trudno je wybrać spośród świetnych kompozycji) to gra na harmonijce ustnej basisty, a także emocje związane ze schematem „call and response” na „Rollin 'and Tumblin” Muddy Watersa, riffy z klasyka „Spoonful” Williego Dixona, czy cudowny temat „Sleepy Time Time”. Arcydziełem można nazwać „I Feel Free”, w którym ilość muzycznych rozkoszy wywołuje zawrót głowy u słuchacza. Płyta prócz charakteru bluesowego pokazała, że trzech muzyków umiejętnie wykorzystuje swobodę instrumentalną i improwizacyjną, która tylko nieznacznie porusza się w formie jazzowej. Pojawiają się śmiałe solówki gitarowe Erica Claptona, które spotkały się przemiennie z atrakcyjnymi improwizacjami Gingera Bakera i Jacka Bruce’a, którzy w równym stopniu co Clapton kształtowali brzmienia grupy, choć na pewno basista śpiewając większość materiału swoim bogatym głosem zwracał baczniejszą uwagę dużej części fanów zespołu. Bruce był też autorem najlepszych kompozycji wykonywanych przez Cream (najczęściej we współpracy z autorem tekstów Pete’em Brownem). „Fresh Cream” na początku 1967 roku trafił do brytyjskiej pierwszej dziesiątki przebojów. Fantastyczne „N.S.U.” czy „I Feel Free” przekonywały, że potrafią tworzyć przeboje wychodząc poza schemat blues’owy. Później powstały koronne, klasyczne ich dzieła: „Disraeli Gears” i „Wheels Of Fire” [3], a na koniec „Goodbye Cream”…


Tuż po zakończeniu pożegnalnej trasy po Stanach Zjednoczonych w listopadzie 1968 roku zespół zdecydował się zakończyć swoją działalność. „Pośmiertny” album z materiałem studyjnym i koncertowym- „Goodbye”, został wydany w lutym 1969 roku przez Polydor / Atco i od razu uplasował się na drugim miejscu listy najlepiej sprzedających się longplay’ów. Sesje studyjne dostarczyły trzy utwory: „Badge”, „Doing that Scrapyard Thing” i „What a Bringdown”, natomiast pozostałe miejsce na płycie wypełniły koncertowe wersje: „I’m So Glad”, „Politician” i „Sitting on Top of the World” (do wydania na CD dodano studyjny utwór „Anyone for Tennis”). Nagranie wersji koncertowych utworów zapisanych już w pamięci fanów stanowi pole do popisu dla krytyków muzycznych… „Side One” oryginalnego longplaya składała się z długiego i ekscytującego, ciężkiego bluesowego jamu „I’m So Glad” Skip Jamesa. Cóż tu krytykować? Więc może drugi kawałek będzie gorszy od oryginału? No i jest- prymitywna wersja wspaniałego „Politician”. „Side Two” rozpoczął nagrany na żywo blues- „Sitting on Top of the World” Howlin 'Wolfa, następnie studyjna „Badge” zapowiadała dwa ostatnie utwory: żwawy, przesiąknięty pianinem „Doing That Scrapyard Thing” oraz perkusyjny autorstwa Gingera Bakera- „What a Bringdown”, z latynoskim nalotem. „Badge”, wspólne dzieło Claptona i George’a Harrisona (ze względów prawnych jest wymieniony na liście muzyków jako „L’Angelo Misterioso”), początkowo nie miał tytułu. Podczas postprodukcji oryginalne nuty zostały użyte do stworzenia notatek i spisu utworów. Jedynym słowem, które można było dostrzec na stronie, było „bridge” (oznaczające sekcję przejściową utworu). Jednak ze względu na charakter pisma Harrisona Clapton błędnie odczytał to słowo jako „badge” – więc piosenka została właśnie tak zatytułowana. Harrison tak zapamiętał tę historię w ten sposób [iv]: „Pomogłem Ericowi napisać „Badge”, wiesz. Każdy z nich musiał wymyślić piosenkę na ten album „Goodbye Cream”, a Eric nie miał swojej napisanej. Pracowaliśmy naprzeciwko siebie, pisałem teksty i doszliśmy do środkowej części, więc napisałem „Bridge”. Eric przeczytał to do góry nogami i wybuchnął śmiechem – „Co to za Badge?”. powiedział. Potem Ringo [Starr] wszedł pijany i opowiedział nam o łabędziach mieszkających w parku.” Powszechnie powtarzaną legendą lub nieporozumieniem jest to, że nazwa powstała z powodu jej progresji akordów: B-A-D-G-E, ale to nie jest zgodne z prawdą.
Krytycy muzyczni byli podzieleni w swoich opiniach, przytoczę pozytywną, którą napisał Stephen Thomas Erlewine z AllMusic: „Po zaledwie trzech albumach w niecałe trzy lata, Cream ogłosił, że przestał istnieć w 1969 roku. Będąc porządnymi dżentelmenami, pożegnali się formalnie trasą koncertową i pożegnalnym albumem – co jeszcze? — Goodbye. Jako smukły, składający się z sześciu utworów pojedynczy LP, jest znacznie krótszy niż chaotyczny, wymykający się spod kontroli ‘Wheels of Fire’, ale ma taką samą strukturę, równomiernie dzieląc czas między utwory nagrane na scenie i w studio. Podczas gdy strona koncertowa nie zawiera niczego tak niezatartego jak „Crossroads”, muzyka na żywo w całości jest lepsza niż ta na ‘Wheels of Fire’, dzięki czemu trio osiąga szczyt empatii jako zespół. To twardy, ciężki rock, w którym Cream zagłębia się w oryginalnego „Politician” z taką samą intensywnością, jak w „Sitting on Top of the World”, ale to szalejący „I’m So Glad” pokazuje, jak daleko oni zaszli; porównajcie to z oryginalną wersją studyjną na ‘Fresh Cream’ by łatwo zobaczyć, jak bardzo rozciągają swoją improwizację. Studyjne również uważa się za szczytowe. Szczycąc się piosenką każdego członka, otwiera się majestatycznym klasykiem „Badge”, którego współautorami są Eric Clapton i George Harrison i zalicza się do ich najlepszych dzieł. Po nim następuje „Doing That Scrapyard Thing” Jacka Bruce’a, przesadzone niemal arcydzieło wypełnione cudownymi, ekscentrycznymi pomysłami, a wreszcie napięty, dramatyczny „What a Bringdown”, bez wątpienia najlepszy oryginał, który wniósł do grupy Baker. Podobnie jak wszystkie albumy Cream poza ‘Disraeli Gears’, ‘Goodbye’ jest albumem chwil, a nie zwartym, spójnym dziełem, ale te momenty są dość mocne na swoich własnych warunkach, co sprawia, że jest to dobry i odpowiedni finał.”
Trudno rzeczywiście ocenić ten longplay z uwagi na nierównej jakości piosenki, czy ich interpretację, zresztą już sam eklektyzm zbioru ocenę utrudnia… Patrząc z perspektywy czasu można uznać tę płytę jako na pewno nie gorszą od wielu płyt tego gatunku, ale przyrównując do poprzednich płyt zespołu jest najsłabszą, choć muszę się przyznać, że „What a Bringdown” jest moim ulubionym utworem z repertuaru Cream.

Clapton i Baker szybko powrócili na estrady w 1969 roku w składzie supergrupy- Blind Faith [5], ale długo tam nie zagrzali miejsca. Clapton przeszedł do jednej z najdłuższych i odnoszących największe sukcesy solowych karier w branży rockowej. Bruce i Baker szukali swojego miejsca w dziedzinie rocka, jazzu i muzyki eksperymentalnej. Cream ponownie zjednoczył się na kilka występów na żywo w 2005 roku w londyńskim Royal Albert Hall i Madison Square Gardens w Nowym Jorku, ale to spotkanie było tylko okazjonalne.

Cream zyskał reputację zespołu, który radzi sobie doskonale z przedłużonymi dżemami bluesowymi jakie prezentowali w Fillmore w San Francisco na koncercie zorganizowanym przez Billa Grahama [6]. Bruce zdał sobie później sprawę, że Cream dał mu szansę na odniesienie sukcesu jako muzyk i przyznał, że gdyby nie ta grupa, nigdy nie uciekłby z Londynu. Po rozpadzie Cream w listopadzie 1968, Bruce założył Jack Bruce & Friends z perkusistą Mitchem Mitchellem i gitarzystą Larrym Coryellem. Gdy nagrywał, odchodził od bluesa i blues-rocka, skłaniając się bardziej w kierunku folkowo-rockowym o zabarwieniu jazzowym, zwłaszcza na swoich solowych albumach: „Songs for a Tailor” (1969), „Harmony Row” (1971) i „Out of the Storm” (1974) ).

  • Songs for a Tailor”, wydany przez Polydor / Atco w sierpniu 1969 roku, nagrany został w składzie: Jack Bruce (wokal, bas, organy , fortepian, gitara akustyczna, wiolonczela), Harry Beckett (trąbka), George Harrison (gitara, przedstawiony jako L’Angelo Misterioso), Dick Heckstall-Smith (saksofon tenorowy i sopranowy), Jon Hiseman (perkusja), John Marshall (perkusja), Felix Pappalardi (perkusja, gitara akustyczna), Henry Lowther (trąbka), John Mumford (puzon), Art Themen (saksofon tenorowy i sopranowy) i Chris Spedding (gitara elektryczna).

„Songs for a Tailor”, debiutancki solowy album Jacka Bruce’a, ukazał się tuż po rozwiązaniu grupy Cream. De facto był drugim solowym albumem nagranym przez Bruce’a, bo wcześniej nagrany album- „Things We Like”, został wydany po upływie roku- w 1970 roku. „Songs for a Tailor”, zawiera więcej różnorodnych wpływów niż kompozycje Bruce’a dla Cream, ale to że jest urozmaicony nie wpłynęło na przebicie sukcesów odnoszonych przez Cream- osiągnął 6 miejsce na brytyjskiej liście albumów i 55 miejsce na liście Billboard „Pop Albums”. Po wydaniu płyty nie został jednoznacznie przyjęty przez krytyków- Ed Leimbacher, recenzując album w 1969 roku dla Rolling Stone, nazwał „Songs for a Tailor” „rozczarowaniem”, oceniając go ogólnie jako „patchworkowy romans, w którym brakuje jakiegokolwiek jednoczącego wątku, odmieniec, złożony z wyeksploatowanej różnorodności jazzowych riffów, rock podkłady, smyczki do muzyki kameralnej, nudne barokowe teksty i bas Bruce’a, który [pozostawia] … wszystko wyraźnie na dole ciężkie.” Negatywną recenzję wydaną przez magazyn Rolling Stone, zrównoważyły pozytywne opinie w prasie muzycznej również, uważając go za jeden z najlepszych albumów Jacka Bruce’a.
Recenzent BBC- Peter Marsh, napisał w 2003 roku: „…Podczas gdy kariera solowa Jacka Bruce’a przebiła czasami krnąbrną ścieżkę (szczególnie w tworzeniu kilku podejrzanych triów z gitarzystami: Garym Moore’em, Robinem Trowerem i Leslie Westem), jego solowy debiut z 1969 roku zasługuje na często używaną etykietę ‘klasycznego albumu’. To daleko od bluesowego tria Cream, choć agresja i autorytet basisty są tu równie mocno widoczne. Teksty są dostarczane przez Pete’a Browna, którego współpraca z basistą dostarczyła najbardziej treściwego materiału Cream. Jego nieco surrealistyczna poezja świetnie pasuje do wokalu Bruce’a, który obejmuje zarówno posiniaczoną, delikatną białą duszę, jak i bluesowe strony. Zawiłe, ale potężne pozycje Bruce’a tworzą fuzję rocka, jazzu i progresywnej psychodelii, dając jednocześnie uderzenie i skupienie dzięki przestronnej produkcji Felixa Pappalardiego. Chociaż istnieje powierzchowne podobieństwo do wczesnych fuzji jazzu i rocka, takich jak Chicago i Blood, Sweat and Tears, jest to o wiele bardziej ryzykowna, elegancka propozycja. Od intensywnego R’n’B (‘Ministry of Bag’) po psychodeliczne improwizacje jazzowe (‘Boston Ball Game 1967’), od Procol Harum-ową melancholię (‘Theme for an Imaginary Western’) po zawiłe piosenki z ‘Ropeladder to the Moon’. Piosenki obejmują wszystkie style, ale nigdy nie brzmią słabo lub jako nadmiernie rozciągnięte. Nic dziwnego, że bas jest blisko i z uderzeniem prosto w twarz przez cały ten spektakl. Melodyjne doświadczenia Bruce’a i (nie traktujmy tego zbyt poważnie) naboke zainspirowały pokolenie potencjalnych basistów w sposób, jakiego niewielu wcześniej dokonało; minęły czasy, kiedy cztero strunowe obowiązki były przekazane najgorszemu gitarzyście w przeciętnym zespole rockowym (choć teraz wydaje się, że to przywrócono). Wsparcie pochodzi od Jona Hisemana z Colosseum i Dicka Heckstall-Smitha z Colosseum, a także cudownego Chrisa Speddinga (grającego na ‘Boston Ball Game’) i wielu innych dęciaków. Tym, którzy usłyszą to po raz pierwszy, należy zazdrościć, podczas gdy doświadczeni sympatycy Bruce’a zostaną nagrodzeni błyszczącą pracą przy remasteringu i obowiązkowymi dodatkowymi wersjami demo, alternatywnymi miksami i edycjami. Klasyczna pozycja!
Płyta „Songs for a Tailor” została opisana w Music Week po jej reedycji w 2003 roku jako „imponujące dzieło przeciwstawiające się muzycznej kategoryzacji”.
W swojej recenzji Allmusic podsumowuje album jako „obraz doskonały w konstrukcji, wykonaniu i prezentacji
Nagrania Bruce’a i spółki po czasie obnażyły niekompetencję niektórych krytyków publikując późniejsze opinie w tym samym czasopiśmie. Ten sam Rolling Stone, który zmiażdżył niegdyś płytę, po latach scharakteryzowały nagrania „Songs for a Tailor” zupełnie inaczej- w 1989 roku David Fricke określił solową twórczość artysty jako „wysoce niedocenianą”.

 

Po rozwiązaniu Blind Faith pod koniec 1969 roku perkusista Ginger Baker złożył skład personalny dla zespołu Ginger Baker’s Air Force. Oryginalny skład przedstawiał się następująco: z Ginger Baker na perkusji, Steve’a Winwooda na organach i wokalu, Ric Grech na skrzypcach i basie, Jeanette Jacobs na wokalu, Denny Laine na gitarze i wokalu, Phil Seamen na perkusji, Alan White na perkusji, Chris Wood na tenorze saksofonie i flecie, Graham Bond na saksofonie altowym, Harold McNair na saksofonie tenorowym i flecie oraz Remi Kabaka na perkusji.

Zespół wydał dwa albumy, oba w 1970 roku: Ginger Baker’s Air Force i Ginger Baker’s Air Force 2 . Drugi album zrealizował inny personel niż pierwszy, a Ginger Baker i Graham Bond byli głównymi stałymi członkami zespołu na obu albumach.

  • Koncertowy album „Ginger Baker’s Air Force”, nagrany 15 stycznia 1970 roku w The Royal Albert Hall w Londynie, został wydany w marcu 1970 roku przez Polydor / Atco.


Album nie został najlepiej przyjęty przez krytyków, w tym Greila Marcusa z Rolling Stone i krytyka Village Voice Roberta Christgau , który uznał jakość dźwięku za „okropną” i narzekał, że „zespoły prowadzone przez perkusistów mają tendencję do pozostawiania dużo miejsca na perkusyjne solówki ”. Z kolei Bruce Eder z AllMusic napisał: „Dla odmiany późne lata sześćdziesiąte zaowocowały powstaniem supergrupy, która sprostała jej rozgłosowi. ‘Ginger Baker’s Air Force’ został nagrany na żywo w Royal Albert Hall w styczniu 1970 roku – w rzeczywistości może to być najlepiej brzmiący album na żywo, jaki kiedykolwiek powstał z tego notorycznie trudnego miejsca – na koncercie, który musiał być cudem. Obserwowanie, jak dziesięcioosobowy zespół płonął w przestrzeni dźwięku, wyświetlał delikatne partie fletu za wielowarstwową afrykańską perkusją lub budował swoje piosenki w stylu Bolero, z rytmów z jednego instrumentu do ogromnych crescendo jazzowo-rhythm & blues’owym. Biorąc pod uwagę, że był to dopiero ich drugi koncert, grupa brzmi zadziwiająco zwięźle, co znacznie obniża poziom pobłażania sobie, jakiego można by się spodziewać na albumie, na którym pięć z ośmiu utworów trwa dłużej niż dziesięć minut. Nie ma zbyt wielu zmarnowanych nut ani fraz w 78 minutach muzyki zawartej tutaj, a także na organach Steve’a Winwooda, bębnach Bakera, Phila Seamena i Remiego Kabaki oraz na saksofonie Chrisa Wooda, Grahama Bonda (na alcie) Harolda McNaira, wszyscy się wyróżniają, zwłaszcza przeplatana gra tria saksofonowego na „Don’t Care”. Dodatkowo, Denny Laine gra na gitarze głośniej, bardziej krzykliwie i bardziej wirtuozowsko, niż kiedykolwiek był w stanie wykazać się w Moody Blues, naginając nuty w wykwintny sposób na początku wersji standardu Cream- „Toad”, wykonanej przez Air Force, chrupiąc rytm. gdzie indziej i oddając się bardziej introspekcyjnemu bluesowi w „Man of Constant Sorrow”. Oryginalna reedycja CD, która brzmiała całkiem nieźle, została usunięta na początku lat 90., ale ten album został ponownie zremasterowany i przepakowany jako część retrospektywy ‘Ginger Baker Do What You Like’ w serii Polygram’s Chronicles. To pozycja obowiązkowa dla fanów jazz-rocka, afro-fusion, blues-rocka lub perkusji.”

  • Studyjny album „Ginger Baker’s Air Force 2”, wydany w grudniu 1970 roku przez Polydor / Atco, został nagrany w Trident Studios (Londyn) i Olympic Studios (Londyn) w składzie: Ginger Baker (perkusja, kotły, dzwony rurowe, bębny afrykańskie, wokal), Ken Craddock (gitary, organy Hammonda, fortepian, wokal), Colin Gibson (gitara basowa), Graham Bond (saksofon altowy, organy Hammonda, fortepian, wokal), Steve Gregory (saksofon tenorowy, flety), Bud Beadle (saksofony barytonowe, altowe i tenorowe), Neemoi „Speedy” Acquaye (perkusja, perkusja, bębny afrykańskie), Diane Stewart i Catherine James (wokal).


„Ginger Baker’s Air Force 2” był drugim i ostatnim zarazem albumem Ginger Baker’s Air Force. Okładka albumu została zaprojektowana jako leworęczna; tj. z nadrukowaną przednią okładką na stronie, która tradycyjnie byłoby uważana za odwrotną.
Ginger Baker i Graham Bond wydali ten album trzymając się stylistyki pierwszego longplaya. W kilku utworach na płycie występują dobrze znani przyjaciele Gingera Bakera- Denny Laine, Rick Grech i Harold McNair. Mimo że nagrania pochodzą z sesji zrealizowanych w warunkach studyjnych zachowana została atmosfera jaką się uzyskuje z gry na żywo. Baker i Bond rozszerzyli sekcję dętą, dodając Buda Beadle’a i Steve’a Gregory’ego, co nadaje płycie bardziej jazzowy ton, ale na bazie rytmów nadawanych na afrykańskich instrumentach perkusyjnych. Natomiast wokalistki hołdujące rockowym harmoniom pozwalają rock-fanom łatwiej wnikać w muzykę zespołu. Pomimo zmian w składzie, oba albumy Air Force są jednorodne; jeśli podoba Ci się jeden, polubisz i drugi. Niestety album nie był tak dobrze promowany, jak pierwszy… Wkrótce potem Air Force się rozpadł.

 

Kiedy rozpadło się trio Cream pod koniec 1968 roku szukano następców dla zalatania dziury jaką nie potrafili zalatać ani Blind Faith, ani Ginger Baker’s Air Force, ani solowe dokonania Bruce’a i Claptona. Najbliższym stylistycznie był amerykański zespół Mountain, w którym na basie grał Felix Pappalardi (producent płyt gupy Cream). Wokalistą i gitarzystą był Leslie West, klawiszowe instrumenty należały do Steve’a Knighta, a za perkusją zasiadał Corky Laing.

Historia zespołu zaczęła się Leslie West postanowił nagrać solowy album zatytułowany „Mountain”. Felix Pappalardi wyprodukował go dla niego, a także zagrał na klawiszach i basie. Wyniki były imponujące  – Mountain brzmiał podobnie do Cream i był na tyle satysfakcjonujący, że obaj muzycy- West i Pappalardi utworzyli zespół nazwany Mountain. Ich pierwszy skład nie różnił siż zbytnio od tego jaki został użyty do wyprodukowania albumu „Mountain”. ND Smart grał na perkusji a Steve Knight na klawiszach. Po debiutanckim występie w Fillmore West w lipcu 1969 roku, grupa zagrała swój czwarty występ na żywo w Woodstock, przed kilkusettysięczną publicznością, obok takich artystów jak Jimi Hendrix , The Who , The Jefferson Airplane, Janis Joplin, Joe Cocker czy Crosby, Stills & Nash. Wydarzenie dało im sporą popularność, ale mimo tego sukcesu Smart został zastąpiony przez Corky’ego Lainga, „starego” przyjaciela Westa. Grupa podpisała kontrakt z wytwórnią Windfall i wydała swój debiutancki album, „Mountain Climbing!” w 1970 roku. Debiutancki singel „Mississippi Queen”, który osiągnął numer 21 listy przebojów wzmocniło ich pozycję na rynku muzycznym. Singiel nie dotarł do pierwszej dwudziestki, ale album, z którym utwór został wyjęty, osiągnął 17 miejsce (zaczynał się czas dominacji longpley’ów). Słuchaczom spodobała się  agresywna mieszanka hard rocka i bluesa, którą ekspresyjnie generowali.  Na debiutanckim albumie był też bardzo udany „ukłon” w kierunku rocka progresywnego z utworem „Theme from an Imaginary Western”, którego współautorem był Jack Bruce. Ta piosenka była często odtwarzana w radio FM, podobnie jak „Never in My Life”, jeszcze jeden świetny utwór z płyty „Mountain Climbing!”. Ważnym aspektem dającym prestiż grupie Mountain, było to, że potrafili zagrać dokładnie to co prezentowali na swoich płytach, choć z małą różnicą- kwartet był jeszcze głośniejszy na żywo niż w studio. Drugi album Mountain-, odniósł również sukces komercyjny podobny do poprzednika. Album ”Flowers of Evil” pojawił się w listopadzie 1971 roku, dziesięć miesięcy po „Nantucket Sleighride”. Połowa materiału muzycznego składała się z oryginałów studyjnych (niezbyt udanych), natomiast druga połowa to składanka koncertowych wersji znanych z poprzednich płyt utworów. Słaba sprzedaż i niepochlebne recenzje zaczęly spychać Mountain ze szczytów popularności. Następne wydawnictwo, „Mountain Live (The Road Goes Ever On)” (z 1972 roku), które zawierało tylko cztery wydłużone solówkami utwory, nie poprawiały kryzysowej sytuacji zespołu. To było co prawda pomysłowe uzupełnienie nagrań już wydanych, ale wielu słuchaczy i większość krytyków uznało, że brakuje płycie muzycznej spójności. Grupa rozpadła się wkrótce po wydaniu tego albumu. Mountain, mimo że właściwie dysponował udanymi nagraniami tylko z dwóch pozycji płytowych wydało płytę z wyborem najlepszych pozycji:

  • Kompilacja „The Best of Mountain” z podtytułem „featuring Leslie West & Felix Papallardi”, została wydana w 1973 roku przez Columbia / Windfall / Sony.


Krytyk  AllMusic- Eduardo Rivadaviiv, napisał: „Błyskawiczna jazda Mountain we wczesnych latach 70. była równie niezapomniana, co krótka – do tego stopnia, że ten wspaniały zestaw największych hitów został wydany niecałe cztery lata po tym, jak zespół zainaugurował karierę w Woodstock. Z perspektywy czasu łatwo zrozumieć, dlaczego dziwna chemia (gra słów zamierzona) uderzyła między kochającym boogie, czczącym Claptona gitarowego bohatera Lesliego Westa, a eklektycznym basistą i producentem Cream, Felixem Pappalardim, było skazane na krótki okres. Ale podczas ich krótkiego biegu odważny proto-metal Mountain rzeczywiście przypominał nieco pokręconą, ale skuteczną amerykańską wersję legendarnego tria, które ich zainspirowało. Oczywiście Mountain nie przestał się formować przez lata, ale biorąc pod uwagę, że większość ich późniejszych dzieł była rozczarowująco poniżej normy, ten zestaw obejmuje wszystkie rzeczy, których będziesz potrzebować – przede wszystkim, ulubiona  piosenka przez Homera Jay Simpsona, nieśmiertelna ‘Mississippi Queen’”.

 


 

[1]  O grupie Cream pisałem przy okazji omówienia płyty „Wheels of Fire” w artykule: „Te same tytuły w różnych edycjach płytowych (rozdział czwarty)” oraz albumu „Disraeli Gears” w artykule: „Rekomendowane wydawnictwa płytowe pop/rock/ballada  (rozdział pierwszy)

[2] O zespołach Blind Faith i Derek and the Dominos pisałem w artykule: „Rekomendowane wydawnictwa płytowe pop/rock/ballada (rozdział czternasty)

[3] Płyty „Disraeli Gears” i „Wheels Of Fire” zostały opisane w artykule: „płyty polecane (rock, rozdział 1)” i „Te same tytuły w różnych edycjach płytowych (rozdział 4)

[4] Według:

[5] O grupie Blind Faith pisałem w artykule: „Rekomendowane wydawnictwa płytowe pop/rock/ballada (rozdział czternasty)

[6] Według:

 


Powrót do części pierwszej artykułu >>

Kolejne rozdziały: