Rekomendowane wydawnictwa płytowe pop/rock/ballada
(rozdział trzydziesty dziewiąty, część 1)

Muzyka pop podlega takim samym prawom jak inne gatunki- czas weryfikuje jakość artystyczną prezentowaną na płytach LP czy CD. Wiele nagrań szalenie popularnych po pierwszym wydaniu, po wielu latach są nadal atrakcyjne, może nie budzą emocji, ale też nie odstręczają od siebie.

 

Elizabeth Woolridge Grant, bardziej znana jako Lana Del Rey [1]– amerykańska piosenkarka, kompozytorka, poetka i autorka tekstów piosenek, której muzyka jest znana ze specyficznego kinowego stylu. Tematyka jej piosenek krąży wokół zagadnień związanych z tragicznymi romansami, melancholią i ich odniesień do popkultury, a zwłaszcza przedmiotów lub artefaktów odnoszących się do dziedzictwa kulturowego Stanów Zjednoczonych w latach 50. i 60. XX wieku.

Już od momentu wydania debiutanckiego albumu pt. „Born to Die” stała się ulubienicą publiczności, o czym może świadczyć wysoka sprzedaż tej płyty- rozszedł się w nakładzie 7 milionów egzemplarzy na całym świecie. Album pt. „Ultraviolence” rozszedł się w ponadmilionowym nakładzie. W 2015 była drugą najczęściej odtwarzaną artystką w mediach strumieniowych Spotify w Stanach Zjednoczonych i trzecią najpopularniejszą artystką w tym serwisie na świecie. Była czterokrotnie nominowana do nagrody Grammy. Szósty studyjny album amerykańskiej piosenkarki „Norman Fucking Rockwell!”, wydany 30 sierpnia 2019 roku przez Polydor i Interscope Records, został wyprodukowany głównie przez Del Rey i Jacka Antonoffa, z dodatkowym udziałem Zacha Dawesa, Andrew Watta i wieloletniego współpracownika Del Rey- Ricka Nowelsa. Muzycznie, „Norman Fucking Rockwell!”, dysponuje lekkim dźwiękiem składającym się z psycho-rockowych dżemów i ballad fortepianowych. Zauważa się odnośniki do różnych klasycznych rockowych artystów.

Nazwa albumu nawiązuje do malarza i ilustratora Normana Rockwella. Na okładce znajdują się Del Rey i Duke Nicholson – wnuk aktora Jacka Nicholsona, pozujący na żaglówce z albumem tytuł i inicjały- Del Rey, napisane w stylu inspirowanym komiksem. Pierwsze single z albumu „Mariners Apartment Complex” i „Venice Bitch” ukazały się we wrześniu 2018 roku, a następnie „Hope Is a Dangerous Thing for a Woman like Me to Have – but I Have It”, „Doin’ Time”, „The Greatest” i „Norman Fucking Rockwell” w 2019 roku. „Norman Fucking Rockwell!”, był szeroko uznanym dziełem przez krytyków i został nominowany do „Albumu Roku” na 62. dorocznym rozdaniu nagród Grammy, podczas gdy utwór tytułowy był nominowany do tytułu „Piosenki Roku”. W kilku publikacjach został wymieniony jako jeden z najlepszych albumów dekady, a w kolejnych latach- wszechczasów. Krytycy byli zgodni: Jenn Pelly z Pitchfork napisała, że album „ustanawia [Del Rey] jako jednego z największych żyjących autorów piosenek w Ameryce”.  W swojej recenzji dla Rolling Stone, Rob Sheffield napisał, że „długo oczekiwany 'Norman Fucking Rockwelljest jeszcze bardziej masywny i majestatyczny, niż wszyscy się spodziewali. Lana zamienia swój szósty i najlepszy album w trasę z obskurnymi amerykańskimi snami, głęboko ukrywa się we wszystkich najbardziej pokręconych fantazjach naszego narodu o przepychu i niebezpieczeństwach”. Sheffield doszedł do wniosku, że Del Rey „w końcu zrobiła swój popowy klasyk”. W pięciogwiazdkowej recenzji dla New Musical Express, Rhian Daly nazwała album „nie nazwę inaczej jak oszałamiający„. Również pozytywnie, Alexandra Pollard z The Independent napisała, że „Album jest duszny i usypiający, sytuuje się gdzieś pomiędzy minimalistycznym trip-hopem wczesnych dni Del Rey, a szorstkim pustynnym rockiem, którym bawiła się przez lata.” i doszła do wniosku, że „To jest Del Rey w jej najbardziej asertywnej formie”. W recenzji Alexis Petridis z The Guardian opisał album jako „na przemian urzekające i frustrujące doświadczenie”, konkludując, że pomimo ewidentnego talentu Del Rey „trudno nie chcieć, aby poszerzyła swoją perspektywę, przybrała inną postać, wstrząsnęła trochę”. Recenzent AllMusic- Fred Thomas, napisał: „Tworząc swoją osobowość Lany Del Rey, piosenkarka i autorka tekstów Lizzy Grant połączyła ikonografię zanikającego amerykańskiego snu z szybującym, ale melancholijnym pisaniem piosenek pop, stając się przy tym ikoną dla siebie. Jej charakterystyczne podejście zamazało smutek i tęsknotę, tak samo jak przeszłość i teraźniejszość, czerpiąc z wpływów klasycznego amerykańskiego popu, integrując zmodernizowane akcenty, takie jak trapowe beaty i milenijne odniesienia kulturowe. Szóstym albumem Norman Fucking Rockwell! Lana Del Rey poszerza swoją wizję o najbardziej odważne i wrażliwe dzieło ze swojego katalogu. Jedną z pierwszych zauważalnych zmian jest subtelność brzmienia albumu. Podczas gdy ‘Lust for Life’ z 2017 roku miało swój udział w ogromnych bębnach i dynamice, wiele piosenek tutaj jest całkowicie pozbawionych bębnów i zmierza w kierunku znacznie bardziej samotnej atmosfery. Silny wpływ klasycznego rocka pojawia się w wielu utworach, z miękko budującymi się pianinami i akustycznymi gitarami w utworach takich jak ‘Mariners Apartment Complex’ lub apokaliptyczny ‘The Greatest’, brzmiący jak najlepsze radio FM z lat 70. przerobione wokół tlącego się, wyczerpanego wokalu Grant. […] Tam, gdzie na poprzednich albumach wielkie popowe haki spotykały się z niesamowitym melodramatem, tutaj oba krańce tej formuły stały się bardziej stonowane i bezpośrednie. Najlepszym tego przykładem jest ‘Venice Bitch’. Dziewięciominutowy utwór rozpoczyna się delikatnymi smyczkami i miękkimi, pełnymi nadziei melodiami, ale przechodzi w długi, medytacyjny odcinek, w którym syntetyczne tekstury i hipnotyczne powtarzające się wokale przenikają do ścian hałaśliwych gitar. Podczas gdy większość jej starszego materiału upajała się własnym niepocieszonym smutkiem i odrętwiałym odrętwieniem, bujna sonika i intymne narracje ‘Norman Fucking Rockwell! wydobywa nadzieję spod opuszczonych scen. Cierpliwy przepływ, ryzykowne wybory piosenek i dojrzały charakter albumu sprawiają, że jest to najbardziej majestatyczny rozdział nieustannej sagi o miłości i rozczarowaniu Lany Del Rey pod kalifornijskim słońcem.”

 

Adele (Adele Laurie Blue Adkins), brytyjska piosenkarka oraz autorka tekstów, w 2006 ukończyła naukę w Brytyjskiej Szkole Sztuki Widowiskowej i Technologii (ang. BRIT School for Performing Arts and Technology). Niedługo później otrzymała propozycję podpisania kontraktu płytowego z wytwórnią XL Recordings po tym, jak jej kolega umieścił kilka jej utworów w serwisie Myspace. W 2007 otrzymała nagrodę Brit w kategorii „Wybór krytyków”, a rok później została wyróżniona w plebiscycie BBC Sound of 2008. Również w 2008 wydała debiutancki album studyjny pt. „19”, za który odebrała status siedmiokrotnej platynowej płyty w Wielkiej Brytanii i podwójnej platynowej płyty w Stanach Zjednoczonych. 8 lutego 2009 podczas 51. ceremonii wręczenia nagrody Grammy odebrała dwie statuetki za wygraną w kategoriach „Najlepszy nowy artysta” i „Najlepszy żeński wokalny występ popowy”. W listopadzie 2011 Adele wydała album pt. „21” (Columbia), który był również krytycznym sukcesem, podobnie jak płyta debiutancka, otrzymując pochwały za dyskretną produkcję, estetykę vintage i wokalne występy Adele. Nominowany do Mercury Prize 2011, zdobył nagrodę Grammy 2012 za Album Roku oraz Brit Award za Brytyjski Album Roku.

Adele zaczęła pisać „21” w kwietniu 2009, kiedy była zaangażowana w związek, który później zainspirował płytę. Chciała też poszukać innego klimatu niż tragiczny jaki dominował w debiutanckiej „19”. Tym razem chciała stworzyć piosenki bardziej optymistyczne, ale sesje studyjne nie przynosiły rezultatów z powodu braku inspiracji. Wróciła do produkcji natychmiast po rozpadzie jej związku, kierując swoje złamane serce i depresję do swoich piosenek, a więc „nici” z wcześniejszych zamierzeń… Jeśli się przeanalizuje warstwę muzyczną to, mimo że pojawiają się wpływy zainteresowania Adele muzyką country, to „21” pozostaje nadal stylistycznie spokrewniony z produkcją amerykańskiego soulu spod znaku Tamla Motown, prezentując zarówno modulacje muzyki gospel, jak i soul. Aranżacje z udziałem instrumentów takich jak saksofon, harfa, banjo i akordeon przyczyniły się do głębszego oddania bluesa i soulu. Styl Adele na „21” śmiało może być określany jako soul, choć z pewnym zastrzeżeniem- nie jest czysty, stylowo idealny, zawiera pewne elementy tego nurtu, ale przefiltrowane przez samą Adele, która nie ma ciemnej skóry, jest z krwi i kości Brytyjką.


Krytycy muzyczni byli płytą najczęściej zachwyceni. Przykładem niech będzie recenzja Matta Collara, która ukazała się w portalu AllMusic: „Debiutancki album Adele z 2009 roku, ‘19’, był wyróżniony nagrodą Grammy przebojem, który ujawnił talent brytyjskiej piosenkarki i autorki piosenek do słodko-gorzkiego soulu i przesyconych folkiem piosenek miłosnych, które przywodziły na myśl zaraźliwą mieszankę Dusty Springfield i Terry’ego Calliera. Album przyniósł jej mnóstwo fanów, a jej nieunikniona kontynuacja wzbudzała zainteresowanie. Pod wieloma względami jej drugi album, zatytułowany podobnie do wieku, ‘21’, jest kontynuacją dźwięków i tematów, nad którymi pracowała Adele na ‘19’. Nadal jest bluesowo-popową divą z duszą piosenkarki i autorki tekstów z pozornie bezdenną zdolnością do łamania serca. Jeśli gustownie organiczna produkcja i nadmiar znanych współautorów wypada nieco zbyt prowokacyjnie, jeśli chodzi o spełnianie oczekiwań fanów, to najlepszą rzeczą, jaką robi ten album, jest pokazanie tytanicznych zdolności wokalnych Adele, które… Więcej niż kilka razy na ‘21’- to po prostu mrowienie w kręgosłupie! Ostatnim razem dostaliśmy zwiewną, ludową balladę „Daydreamer” w stylu Calliera, która powoli wciągała nas w album; tutaj Adele natychmiast wstrzykuje nam napędzający gospelowo-bluesowy hymn ‘Rolling in the Deep’. Chociaż utwór z pewnością zawdzięcza punkowo-bluesowi ‘Beth Ditto and the Gossip’, jest też śmiesznie seksowny i jeden z najlepszych singli każdej dekady – i niestety całkowicie za wysoko stawia poprzeczkę dla wszystkiego innego. na ‘21’. Co nie znaczy, że ‘21’ jest zły; wręcz przeciwnie, utwory takie jak podobnie odmieniony blues Ryana Teddera, współautora „Rumour Has It” i oldschoolowy soul „He Won’t Go”, są niesamowicie chwytliwe, potrząsające łupami numery i dokładnie takie piosenki, których chcesz i oczekujesz od Adele. To powiedziawszy, jeśli głos Adele trwa tu wiecznie, najwyraźniej jej apetyt na zły związek jest ‘mojo’. Nadmierna ilość materiału na 21 dotyczy tęsknoty za utraconą miłością. W rzeczywistości, centralny element albumu, mega balladowy show-stop „Take It All” – napisany wspólnie z jej partnerem Francisem Whitem „Chasing Pavements”– zaczyna się od tego, jak Adele ogłasza ‘Ddn’t I give it all?’. Na początku dostarczany w wyraźny sposób z Adele akompaniującej prostym pianinem, a później wspierany przez chór gospel, jest to natychmiast klasyczna piosenka w tradycji „The Rose”, „And I Am Telling You I Am Not Going” i „ All by Myself”, który przez lata mógł stać się punktem zwrotnym w karierze piosenkarki i oczyszczającym momentem dla fanów, którzy utożsamiają się z osobowością ich idola z Pyrrhic Lovelorn. Dla innych, w trakcie trwania albumu, ta osobowość i naleganie na złamanie serca może stać się nieco wyobcowane. Ostatecznie jednak Adele daje nam wszystko w ‘21’ i na razie to wystarczy.”
Matthew Cole z Slant Magazine był pod mniejszym wrażeniem, wierząc, że wokal Adele maskuje „mdłość” wielu piosenek, co, jak powiedział, byłoby bardziej widoczne, gdyby wykonywał je mniej utalentowany artysta. Allison Stewart z The Washington Post twierdziła, że ​​wiele utworów było niezwykłych „tylko dlatego, że śpiewa je Adele”… Zgadzam się z tymi opiniami. Rzeczywiście Adele potrafi nawet banał przerobić w coś interesującego, zmuszając słuchacza do zwracania większej uwagi na artykulację, barwę i siłę głosu, niż na treść muzyczną utworów, które mogą być  nieinteresujące. Napisałem „mogą” bo… Nie zwróciłem uwagi.
Album „Adele 25”, wydany w listopadzie  2015, został nagrany w jedenastu studiach nagraniowych, między innymi w: Air Studios, West Point Studios, Glenwood Place Studios, Metropolis Studios.


„25” [2] to trzeci studyjny album Adele , wydany przez XL Recordings i Columbia Records. Album przyjął tytuł, który miał odzwierciedlać jej okres życia i nastrój w wieku 25 lat. W jej lirycznej treści pojawiają się motywy- „tęsknota za dawnym sobą, nostalgia” i „melancholia o upływającym czasie” według wywiadu z piosenkarką magazynu Rolling Stone, a także tematy macierzyństwa. W przeciwieństwie do poprzednich dzieł Adele, produkcja płyty „25” zawierała użycie instrumentów elektronicznych i kreatywnych wzorców rytmicznych, z elementami R&B i stylu lat 80. XX wieku. Podobnie jak podczas nagrywania „21”, Adele współpracowała z producentem i autorem piosenek Paulem Epworthem i Ryanem Tedderem , a także przy nowej współpracy z Maxem Martinem i Shellbackiem, Gregiem Kurstinem, Danger Mouse, the Smeezingtons, Samuelem Dixonem i Tobiasem Jesso Jr. „25” otrzymało ogólnie pozytywne recenzje od krytyków muzycznych, którzy chwalili jego produkcję i wokalną dyspozycję Adele, chociaż niektórzy krytycznie odnosili się do jej zachowawczości. Wydany prawie pięć lat po wydaniu jej drugiego albumu, odnoszącego międzynarodowe sukcesy „21” (2011), album był szeroko wyczekiwany, a wytwórnie płytowe Adele promowały go za pomocą szeroko zakrojonej kampanii marketingowej. „25” odniosło ogromny sukces komercyjny, debiutując na pierwszym miejscu w 32 krajach i bijąc rekordy sprzedaży w pierwszym tygodniu w wielu krajach, w tym w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. W celu promocji albumu wydano cztery single, z których „Hello” stało się piosenką numer jeden na arenie międzynarodowej i najszybciej sprzedającym się cyfrowym singlem w USA, z ponad milionem sprzedanych egzemplarzy w ciągu tygodnia od wydania „Send My Love (To Your New Lover)” w pierwszej dziesiątce, a „When We Were Young” i „ Water Under the Bridge ” w pierwszej dwudziestce w Europie i Ameryce Północnej. Album został uznany za wpływ na branżę muzyczną poprzez zachęcanie do ponownego zainteresowania kupowaniem wydań fizycznych zamiast pobierania plików lub przesyłania strumieniowego i podobnie jak „21” , za uratowanie spadającej sprzedaży światowego przemysłu muzycznego. „25” zdobyło nagrodę Brit Award 2016 za Brytyjski Album Roku, oraz Nagrodę Grammy 2017 za Album Roku.

Recenzent  Stephen Thomas Erlewine .z AllMusic napisał: „Autobiografia jest wypiekana w sztuce Adele. Swój pierwszy album nazwała 19, nazywając go w zgodzie  z jej wiekiem w momencie pisania, i jak musical, milenijny Michael Apted, każdy kolejny album reprezentował inny rozdział w historii jej życia. Napędzany złamanym sercem, jej rekordowy album ‘21’ z 2011 roku zapoczątkował jej dorosłość i supergwiazdorstwo, dwa akty, które odegrały kluczową rolę w stworzeniu ‘25’ , albumu z 2015 roku rzekomo dokumentującego jej dwudziestolecie. W latach 21 i 25, Adele zakochała się i założyła rodzinę […] Jak ‘21’ przed nim, miłość, która płynie przez ‘25’ jest albo stęchła lub utracona, miłość, która nie jest już uzupełnieniem lub odżywką. Z pewnością nie jest to rodzaj miłości, który powstałby z satysfakcjonującego, stabilnego związku, ale rzeczywiście jest to rodzaj miłości, który można rozpoznać po ‘21’: miłość, która rani, a nie leczy. Chociaż jej motywy mogą pozostać takie same, Adele nie jest tą samą piosenkarką, którą była w 2011 roku, ani ‘25’ nie jest kopią ‘21’. Sukces dał jej pewność siebie, by porzucić wszelkie utrzymujące się wpływy Amy Winehouse, zabierając ze sobą wszelkie poczucie rozmachu i bezczelności. Max Martin i Shellback nadają „Send My Love (To Your New Lover)” stonowany, spleciony elektroniczny puls, w sam raz tyle, by odróżnić utwór od reszty płyty. Ale to i kinowa wzburzona „Water Under the Bridge” – piosenka błagająca o odtworzenie na końcowych napisach inspirującej biografii – blednie w porównaniu z głośnym „Rolling in the Deep”. Ta dostojność jest zamierzona, przykuwa uwagę zarówno pełnym wichru, jakim jest głos Adele, jak i nieprzypadkowo, jej spokojnym dobrym gustem. Nie chodzi o to, że Adele nie podejmuje ryzyka – jest na tyle modna, że zatrudniła producenta Haima / Charli XCX do roli „When We Were Young”, piosenki napisanej wspólnie z wrażliwą duszą o gorącym imieniu Tobiasem Jesso, Jr. .. i sprowadza Danger Mouse, aby pomóc zaaranżować neoewangelię „River Lea”. Ale jest tak oddana balladom, balladom zdeterminowanym, by przekazać wdzięk i siłę w obliczu straty, że ląduje na środku drogi, przez co wydaje się znacznie starsza niż ćwierć wieku tytułu. Adele nie pomaga, rozpamiętując upływ czasu, wielokrotnie wracając do myśli, że nie jest już dzieckiem. To uczucie, które pasuje do piosenkarki, która przekroczyła 25. rok życia, ale sugeruje też odrobinę bystrości z jej strony: są to piosenki, które mają być słuchane – i śpiewane – przez lata po premierze albumu, nabierając rezonansu wraz z przejściem. czasu. Odpowiednio, „25” gra również lepiej na dłuższą metę, a jej marsz powolnych piosenek stale ujawnia subtelne emocjonalne lub muzyczne różnice. Nie popełnij błędu, wszystkie 11 piosenek to kawał roboty– są ocienione melancholią, zyskując większość swojej mocy poprzez wykonanie – ale ten spójny dźwięk tylko podkreśla, w jaki sposób Adele definitywnie uznała tę arenę godnego złamania serca za swoją własną.”
Wielu dziennikarzy spekulowało, że inni muzycy opóźnili wydawanie swoich albumów, aby uniknąć rywalizacji z Adele na listach przebojów. Columbia Records sprzedała 3,6 miliona fizycznych kopii „25” w Stanach Zjednoczonych i jeden milion egzemplarzy „25” znalazło chętnych wśród brytyjskich melomanów. Ian Topping, dyrektor naczelny HMV, stwierdził, że sprzedaż przekroczyła ich oczekiwania, nadal mówiąc, że jest to ich „najszybciej sprzedający się album od wielu lat”.

Album „Adele 30”, wydane w 2021 roku przez Columbia Records, miało parę różnych wydań, miedzy innymi limitowane wydanie japońskie (na fotografii niżej; nr katalogowy: SICP-6425), które ukazało się 19 listopada 2021. To wydanie zawiera 3 nagrania bonusowe przeznaczone tylko na rynek japoński („Wild Wild West”, „Can’t Be Together”, „Easy On Me”). W wersji podstawowej ścieżek jest 12.

„30” [3], czwarty studyjny album Adele, wydany przez Melted Stone i Columbia Records. Tematyka tej płyty koncentruje się na rozwodzie Adele, macierzyństwie i badaniu sytuacji życiowej związanej ze sławą, omawiając tematy bólu serca, akceptacji i nadziei. Adele napisała „30” między 2018 a 2021 rokiem z różnymi producentami, w tym Gregiem Kurstinem, Maxem Martinem i Shellbackiem, z których wszyscy pracowali nad jej poprzednią płytą, „25” (z 2015 roku). Nowymi współpracownikami byli Ludwig Göransson i Inflo z angielskiego zespołu Sault. Album jest płytą w stylu pop, soul z elementami jazzowymi i został opisany jako najbardziej twórcze dzieło Adele pod względem brzmieniowym. Warte odnotowanie jest to, że Erroll Garner- amerykański pianista jazzowy, pojawia się gościnnie w utworze „All Night Parking”. „30” wykazało się najwyższą sprzedażą- pierwsze miejsce w 35 krajach, w tym w Wielkiej Brytanii, gdzie album artystki stał się w pierwszym tygodniu najlepiej sprzedającym się albumem dekady lat 20. XX wieku. W USA był trzecim albumem Adele numer jeden na liście Billboard 200 i najlepiej sprzedającym się albumem 2021 roku.

Po wydaniu album „30” spotkał się z szerokim uznaniem krytyków za instrumentację filmową, występy wokalne i szczere motywy. Wielu krytyków muzycznych nazwało ten album najlepszym, z dotychczas wydanych, albumem Adele. W serwisie Metacritic, który przypisuje znormalizowany wynik na 100 ocen z publikacji, album otrzymał średni ważony wynik 88 na podstawie 23 recenzji, co wskazuje na „powszechne uznanie”.
Dziennikarz muzyczny Rolling Stone, Rob Sheffield, nazwał „30” Adele „najtrudniejszym, najpotężniejszym albumem” z najlepszymi występami wokalnymi w jej karierze i pochwalił „zręczną” produkcję jej współpracowników. Neil McCormick, w swojej recenzji dla The Daily Telegraph, okrzyknął „30” jej najmocniejszą płytą, zawierającą „potężne” piosenki z „intensywnymi” emocjami i „brawurowymi” występami. Emma Swann z DIY określiła album jako „surowy i bezkompromisowy”, łącząc kinową muzykę z tekstami o „bólu, samobiczowaniu, nadziei, akceptacji”. Evening Standard słowami Davida Smytha nazywał „30” „druzgocącym comeback’iem” wypełnionym piosenkami uptempo [przyśpieszonych] i ciężkich ballad. Mikael Wood z Los Angeles Times napisał, że album analizuje „przyczyny i konsekwencje miłości” przy użyciu osobistych doświadczeń Adele i podkreślił jej „wznoszący się, ale pulchny, wspaniały” wokal. Niezależna krytyk Annabel Nugent uznała ten temat za szczery, niefiltrowany i „niezapośredniczony”, a także zawierający pewne optymistyczne piosenki miłosne, w przeciwieństwie do jej poprzednich płyt, których smutne tematy „mogą być nadmiernie nużące”. Kate Solomon powiedziała, że „30” to album „kobiety w rozterce, od szalonych nocy wypełnionych winem po ciche chwile łez”. David Cobbald, recenzując dla The Line of Best Fit, pochwalił teatralną esencję „30” oraz wykorzystanie w produkcji instrumentów elektronicznych i syntezatorów , ale odrzucił takie piosenki jak „ Oh My God ” i „Can I Get It” jako „wątpliwe”. Krytyk Pitchfork- Jillian Mapes, nazwał „30” „niesamowicie poruszającym albumem” i jak dotąd najbardziej ambitnym dziełem Adele ze względu na jego „zniuansowaną” produkcję, ale wykluczył „Can I Get It” jako nieistotny popowy wypełniacz radiowy. El Hunt z NME powiedział, że „30” jest najbardziej kreatywnym albumem Adele, ale z tekstami wciąż na „bezpieczniejszym terytorium”; Hunt docenił nowe dźwięki, ale czuł, że kompozycje „Hold On”, „I Drink Wine” i „Can I Get It” są zgrzytliwe. Alexis Petridis z  The Guardian powiedziała, że album jest monotonny muzycznie i tekstowo w stosunku do jej poprzednich albumów i „biorąc pod uwagę ich wyniki sprzedaży, nie można winić Adele za to, że odmówiła nawet majstrowania przy formule, która wyraźnie się nie zepsuła…”.

„30” to album, który nawiązuje do najlepszej muzycznej tradycji w nurcie pop i to pod każdym względem: atrakcyjności melodycznej aranżacji i wykonania. Repertuar płyty- dwanaście utworów, które nie aspirują do wytyczania ścieżek muzycznych, nie szuka najnowszych zdobyczy technicznych, które mogłyby wzbogacić aranżacje o coś nowego… Aranżerzy zdecydowali inaczej- zwrócić się ku tradycyjnemu instrumentarium: fortepianowi, gitararom, kontrabasowi, perkusji czy sekcji dętej. Utwory brzmią jak utwory sprzed 70. lat. Muzycy grają z wyczuciem, bez wysuwania się przed wokalistkę, choć zdarza się usłyszeć solówkę, ale jednak przede wszystkim spełniają rolę akompaniatorów gwiazdy- Adele.

 

Album „I’m Your Baby Tonight”, wydany 6 listopada 1990 roku przez Arista Records, został nagrodzony poczwórną platyną w USA przez RIAA i przyniósł album amerykańskiej piosenkarce Whitney Houston sławę światową rozciągającą się po dzisiejszy dzień.


Na dwa poprzednie albumy materiał muzyczny był wybierany przez wytwórnię, natomiast w przypadku „I’m Your Baby Tonight” było inaczej-  Whitney Houston miała ogromny wpływ na wszelkie wybory podczas produkcji płyty. Jak się okazało- słuszne, choć niektórzy krytycy nie byli zachwyceni, na przykład Ashley S. Battel z AllMusic: „Chociaż głos Houston zawsze dostarcza emocji słuchaczom, jest to trochę rozczarowujące wydawnictwo, z bardzo małą ilością zapadających w pamięć piosenek. Podczas gdy próbuje zrobić większy wypad w muzykę taneczną, nie udaje jej się przebić się przez artystów takich jak Mariah Carey i Taylor Dayne . Dwa szczyty, które osiąga na tym albumie, mają formę ballad – podnoszącej na duchu opowieści o miłości innej osoby, która wystarczy, by zapewnić szczęście w ‘All the Man That I Need’ oraz potężnych wersetów otaczających miłość utraconą przez własne winy w /Miracle’.”… A głos krytyka Michaela Bailey’a z tego samego portalu przedstawiał pracę Houston o wiele lepiej: „… Whitney śpiewała i to był głos, który wzbił się w niebiosa. Zaśpiewała wiele piosenek tutaj, w tym „All The Man That I Need” i „I’m Knockin'”. Ale znalazła też czas w ciągu 54 minut, aby wzmocnić wokalną agresję; jej głos nabiera chropowatości wraz z funkowym, rozbrykanym tytułowym utworem, podczas gdy jej wściekłość na rozpustne lothario przebiega zupełnie niekontrolowane w piorunującym „My Name Is Not Susan”. Chociaż ballady są bez wątpienia jej wiodącymi utworami (a traktuje je z największą uwagą, pozwalając, by każda melodia wysuwała się z niej jak najdelikatniejszy jedwab), potrafi wykonywać szybkie melodie i to z całkowitą pewnością siebie. Jedyną rzeczą, która powstrzymuje mnie przed wydaniem tej pełnej pięciogwiazdkowej recenzji, jest zręczność niektórych produkcji. Moim zdaniem Stevie Wonder nie pasuje do Houston i grozi, że utopi ją w zamglonym strumieniu syntezatorów w „We Didn’t Know”, które z jego bezwładną aranżacją, niezgrabnymi tekstami i bezduszną, zautomatyzowaną produkcją , sprawia, że piosenka wydaje się odrzucona. Poza tym, gdy gwiazda Luthera Vandrossa włączyła „Who Do You Love”, wzdrygam się; tak dobry, jak jest sam, jest tak samo zły, w połączeniu z kimś innym. Scenariusz i produkcja tej piosenki nie mają zbyt dużego znaczenia i znowu aranżacja grozi jej zagłuszeniem. Poza tymi dwoma obszarami był to przebój kobiety, która w tym momencie swojej kariery była divą, chociaż odmówiła odgrywania tej roli.”
Płyta „I’m Your Baby Tonight” nie odniosła doniosłego sukcesu swoich dwóch poprzednich albumów, wiele jej singli było na szczytach list przebojów, ale mimo wszystko stała się jedną z najlepiej sprzedających się w 1990 roku, zdobywając niezliczone nominacje do nagród. To był punkt zwrotny dla Houston, który dodatkowo umocnił jej dziedzictwo jako jednej z największych piosenkarek wszechczasów.

 

True Colors[4], drugi studyjny album Cyndi Lauper , wydany we wrześniu 1986 roku przez Portrait Records, został nagrany w dwóch miejscach- The Power Station oraz The Hit Factory (Nowy Jork). Z album wyodrębniono kilka atrakcyjnych singli, które odniosły komercyjny sukces, takie jak „True Colors”, „Change of Heart” i „What’s Going On”. Dotarły one do pierwszej dwudziestki Billboard Hot 100 i wyżej.

Po wydaniu album otrzymał ogólnie pozytywne recenzje od krytyków muzycznych. Recenzja AllMusic autorstwa Eugene’a Chadbourne’a mówila: „W połowie lat 80. było kilka lat, kiedy nie można było wyjść na filiżankę kawy, nie spotykając Cyndi Lauper w takiej czy innej formie. Jej teledyski były stale obecne w MTV, jej muzyka była wszędzie w radiu, a co najlepsze, dzieci nawet przebierały się za Cyndi na Halloween. Z perspektywy czasu, było to Lauper’owy czas, ale to wszystko było dość szybkie; w rzeczywistości okres w świetle reflektorów nie obejmował nawet okresu objętego dwoma wydaniami albumów, co oznacza, że ta kontynuacja jej przebojowego debiutanckiego albumu została zepchnięta na stos również, ze smutnymi rezultatami, takimi jak tylko jeden rodzaj przeboju (utwór tytułowy) i najwyraźniej nikt nie był zainteresowany naśladowaniem spódnicy, którą nosiła na zdjęciu z tyłu okładki, które wydaje się być wykonana z pociętych plakatów koncertowych. Trochę szkoda, ponieważ w ten album włożono tyle miłości i uwagi. Występuje gościnnie i dobrze zarabiający muzycy sesyjni, w tym inne ikony lat 80., takie jak Bangles i maniak Pee Wee Herman, który zapewnia świetny kawałek automatycznej sekretarki pod koniec „911”. Lauper jest fantastyczną wokalistką, co oznacza, że każdy producent, którego warto zatrudnić, chętnie wymyśliłby dla niej niekończące się ustawienia. Ten album jest bardzo ambitny, a niektóre z jego elementów naprawdę się opłacają, jak na przykład ujmujący cover Marvina Gaye’a „What’s Going On”. Inne aspekty źle się datują. Na przykład mocno pogłosowe i sztucznie brzmiące bębny i klawisze były wtedy bardzo popularne, ale wokalista z czystym głosem, taki jak u Lauper, brzmi znacznie lepiej w kontekście prawdziwych instrumentów z ich cieplejszymi dźwiękami. Jeśli chodzi o melodie, takie jak fajny numer Cajuna „The Faraway Near”, bębny powinny być mocno ściszone i podniesione inne barwy instrumentalne. Pomimo tego rodzaju problemów, tak naprawdę nie było tak dużo muzyki nagranej przez tę artystkę w jej najpopularniejszym okresie, więc fani bez wątpienia będą chcieli mieć to wszystko na własność.”
Album przyniósł Lauper kilka nagród i wyróżnień, w tym dwie nominacje na 29. dorocznym rozdaniu nagród Grammy. W Stanach Zjednoczonych „True Colors” został certyfikowany podwójną platyną przez RIAA i zadebiutował jako numer cztery na liście 200 najlepszych nagrań magazynu Billboard.

 

The Immaculate Collection[5] to pierwszy album z największymi przebojami Madonny, wydany 9 listopada 1990 roku przez Sire Records. Zawiera nowe remiksy piętnastu jej przebojowych singli z lat 1983-1990, a także dwie nowe piosenki. Jej tytuł to luźna gra słów -„Kolekcja Niepokalana / Niepokalane Poczęcie”, poczęcia Najświętszej Maryi Panny bez skazy grzechem pierworodnym. Był to pierwszy album w historii muzyki wykorzystujący technologię audio Q-Sound.

W Stanach Zjednoczonych „The Immaculate Collection” znalazło się na drugim miejscu listy Billboard 200 , jednocześnie zajmując pierwsze miejsce na listach albumów w Wielkiej Brytanii. Stał się drugim albumem Madonny, który został certyfikowany Diamentem przez Amerykańskie Stowarzyszenie Przemysłu Nagraniowego (RIAA) za wysyłkę ponad dziesięciu milionów egzemplarzy w Stanach Zjednoczonych. Ponadto album znalazł się na szczycie list przebojów w Australii, Kanadzie i Finlandii oraz w pierwszej piątce we Francji, Holandii i Hiszpanii.

„The Immaculate Collection” spotkała się z powszechnym uznaniem krytyków. Stephen Thomas Erlewine z AllMusic stwierdzał: „Na pierwszy rzut oka kompilacja przebojów ‘The Immaculate Collection’ na jednym dysku wydaje się być definitywną retrospektywą rozkwitu Madonny w latach 80-tych. W końcu zawiera 17 największych hitów Madonny, od ‘Holiday’ i ‘Like a Virgin’ po ‘Like a Prayer’ i ‘Vogue’. Jednak wygląd może mylić. To prawda, że ‘The Immaculate Collection’ zawiera większość hitów Madonny, ale jest kilka wielkich hitów, które nie są obecne, w tym ‘Angel’, ‘Dress You Up’, ‘True Blue’, ‘Who’s That Girl’ i ‘Causing a Commotion’. Dołączone utwory są często zmieniane. Wszystko w kolekcji jest zremasterowane w Q-sound, co daje przesadne poczucie stereofonicznej separacji, która często zniekształca oryginalną intencję nagrań. Co więcej, kilka piosenek jest szybszych niż ich oryginalne wersje, a niektóre są wyciszane wcześniej niż wersje singlowe lub albumowe, podczas gdy inne łączą się ze sobą. Innymi słowy, chociaż wszystkie hity są obecne, po prostu nie są we właściwej wersji. Niemniej jednak ‘The Immaculate Collection’ pozostaje niezbędnym zakupem, ponieważ oddaje wszystko, czym jest Madonna i udowadnia, że była jedną z najlepszych artystek singli lat 80-tych. Dopóki oryginalne wersje singli nie zostaną skompilowane na innym albumie, ‘The Immaculate Collection’ jest najbardziej zbliżoną do ostatecznej retrospektywy.” Lucy O’Brien w swojej książce „Madonna: Like an Icon” uznała album za „bezszwowe połączenie wysokooktanowego popu i tańca”, a także „ostateczny album imprezowy”. Robert Christgau z The Village Voice nazwał album „najwspanialszym albumem śmiertelnego życia Madonny” i dodał, że album zawiera „siedemnaście hitów, z czego ponad połowa to niezatarte klasyki”. Andrew Harrison z Select napisał: „…trudno się przyczepić do wspaniałej kolekcji. […] nigdy nie będziesz słyszał. lepszego popu„. Rolling Stone nazwał kolekcję „standardowym nosicielem kompilacji Madonny”, a także „jednym z największych albumów z największymi przebojami wszechczasów”.
Album sprzedał się w 30 milionach egzemplarzy na całym świecie, co czyni go najlepiej sprzedającym się albumem kompilacyjnym artysty solowego i jednym z najlepiej sprzedających się albumów wszechczasów.

 

Private Dancer”, piąty solowy album studyjny Tiny Turner, został wydany w maju 1984 przez Capitol Records i był jej pierwszym albumem wydanym przez tę wytwórnię. Sesje nagraniowe do albumu odbyły się w kilku studiach w Anglii i były nadzorowane przez cztery różne zespoły produkcyjne, w tym Rupert Hine i Martyn Ware z Heaven 17.

Nagrania na płycie były odejściem od rhythm and bluesowego brzmienia, który był znakiem firmowym Tiny Turner gdy występowała ze swoim byłym mężem i partnerem koncertowym Ike’m Turnerem. Utwory na albumie są albo balladami, albo tanecznymi utworami  inspirowanymi popem lat 80.m okraszając ścieżki dźwiękowe elementami smooth jazzu. Po kilku trudnych latach solowej kariery „Private Dancer” sprawił, że Turner stała się wielką gwiazdą solową. Album odniósł sukces komercyjny na całym świecie, zdobywając certyfikaty multiplatynowe w Australii, Austrii, Kanadzie, Niemczech, Holandii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych.
„Private Dancer” był fantastycznym „dawcą” singli- było ich aż siedem, w tym „What’s Love Got to Do with It”, „Better Be Good to Me”, „Private Dancer” i „Let’s Stay Together”.
Album został bardzo pozytywnie przyjęty przez krytyków: The Los Angeles Times napisał, że głos Tiny Turner „roztapia winyl”. Debby Miller, w recenzji magazynu Rolling Stone, uznała, że album był potężnym powrotem, z głosem Turner „chrapliwym, ale silnym” i szeregiem piosenek, które wszystkie były dobre w „nowoczesnym rockowym otoczeniu”, które było „ani oderwane, ani bardzo wybredne”. Alex Henderson z  AllMusic napisal: „W 1984 roku 45-letnia Tina Turner dokonała jednego z najbardziej niesamowitych powrotów w historii amerykańskiej muzyki popularnej. Kilka lat wcześniej trudno było sobie wyobrazić weterankę soul/rockową, która wymyśliła się na nowo i wróciła na szczyty list przebojów, ale zrobiła dokładnie to z wybitną ‘Private Dancer’. I Turner zrobiła to bez poświęcania swojej muzycznej integralności. Dla pewności, ta perła pop/rock/R&B jest zdecydowanie gładsza niż takie surowe, ziemiste, ostre klasyki Ike’a i Tiny jak „Proud Mary”, „Sexy Ida” i „I Wanna Take You Higher”. Ale ona wciąż ma mocny, gardłowy, namiętny glos, który służy jej pięknie we wszystkim…”

„Private Dancer”  miał wystarczająco dużo różnorodności, aby spodobać się wszystkim… To naprawdę wyjątkowy album!

[1] Według:

[2] Na podstawie:

[3] Według:

[4] Według:

[5] W oparciu o :

 


Przejdź do części drugiej >>

Kolejne rozdziały: