Rekomendowane wydawnictwa płytowe pop/rock/ballada
(rozdział czterdziesty piąty, część 1)

 

Polska muzyka rockowa [1] utożsamiana początkowo z rock and roll’em, a nazywana ze względów politycznych eufemistycznie „big beatem”, zaczęła się sporadycznie pojawiać na estradach po październiku 1956 jako przejaw politycznej „odwilży”, która częściowo znosiła obowiązujący w czasach socrealizmu zakaz wykonywania muzyki zachodniej, w tym jazzowej i rock and rollowej, ale za umowny początek historii polskiego rocka przyjmuje się rok 1959, kiedy to w Gdańsku z inicjatywy prekursora polskiego rock and rolla, redaktora Franciszka Walickiego, powstał zespół Rythm and Blues kierowany przez Leszka Bogdanowicza. Z tego powodu Walicki jest nazywany „ojcem polskiego rocka”. Pierwszy występ zespołu Rythm and Blues, symbolicznie otwierający dzieje polskiego rocka, odbył się 24 marca 1959 w gdańskim klubie młodzieżowym Rudy Kot. Gdyby próbować wskazanie lat, które można by uznać dla najbardziej znaczące i wpływowe dla polskiego rocka to chyba nie bałyby pomyłką lata 1967-1969.

 

Lata 60. w Polsce Ludowej zaowocowały różnego rodzaju festiwalami muzycznymi, a na początku szóstej dekady XX wieku  szczególną popularnością cieszyły się Festiwale Młodych Talentów, bo były najbardziej inspirującymi wydarzeniami muzycznymi tamtego okresu. Te festiwale były konkursami, które w zamierzeniu miały skłonić młodzież do śpiewania oraz tworzenia nowych piosenek, wskazanie innych wzorców muzycznych, niż te przebijające się do Polski zza żelaznej kurtyny, a w konsekwencji znalezienie nowej formuły polskiej piosenki opartej na bigbicie. W Szczecinie swoją karierę rozpoczęli Czesław Niemen, Karin Stanek, Helena Majdaniec, Niebiesko-Czarni, Wojciech Gąssowski, Krzysztof Klenczon, Mira Kubasińska, Tadeusz Nalepa czy Halina Frąckowiak.

Niebiesko-Czarni w 1962 roku zajęli pierwsze miejsce na Pierwszym Festiwalu Młodych Talentów. Pierwszych nagrań radiowych dokonali we wrześniu, a nagrań płytowych w listopadzie tego samego roku. W 1962 i 1963 byli gospodarzami sopockiego Non-Stopu. Przez pierwsze dwa lata skład zespołu się często zmieniał: W styczniu 1963 powołanego do wojska Jerzego Kosselę zastąpił Janusz Popławski, a w lipcu i sierpniu podczas Non-Stopu opuścili zespół: Daniel Danielowski, Henryk Zomerski i Jerzy Kowalski. Ich miejsce zajęli: Zbigniew Bernolak, Zbigniew Podgajny i Andrzej Nebeski. Również od Non-Stopu w 1963 r. rozpoczął występy z Niebiesko-Czarnymi Michaj Burano. W grudniu 1963 roku wspólnie z Michajem Burano, Czesławem Niemenem i Heleną Majdaniec wystąpili w paryskiej Olimpii i nagrali pierwszą płytę na Zachodzie (Decca 460.811 M). W styczniu 1964 roku z zespołem rozpoczął występy wokalista Wojciech Korda, który od lipca, po odejściu Krzysztofa Klenczona, pełnił również funkcję gitarzysty. Od lipca 1965 r. w miejsce Włodzimierza Wandera, Andrzeja Nebeskiego i Zbigniewa Bernolaka, którzy założyli grupę Polanie (vide niżej), przyszli: Krzysztof Wiśniarowski i Tadeusz Głuchowski. W listopadzie 1966, opuścił zespół Czesław Niemen, który założył własny zespół Akwarele (vide część 2 artykułu). W roku 1966 wspólnie z Michajem Burano zdobyli Grand Prix Festiwalu Piosenki w Rennes, a w Paryżu zajęli 1. miejsce w turnieju zespołów rockowych w klubie Golf Drout. W 1966 roku Niebiesko-Czarni wydali, dzięki wytwórni Muza, swój debiutancki longplay „Niebiesko-Czarni”, a rok później LP „Alarm!” które mocno wpisywały się w tzw. polski big beat. Zespół wykorzystywał wokalny talent niektórych z najbardziej ekscytujących wschodzących młodych gwiazd polskiej wokalistyki pop, takich jak: Czesław Niemen, Wojciech Korda, Michaj Burano. Helena Majdaniec i Piotr Janczerski.

Na drugim albumie „Alarm!” Niebiesko-Czarni nieco zmienili instrumentację utworów dołączając sekcję dętą w kilku utworach oraz grupa zatrudniła Wojciecha Kordę jako stałego członka zespołu i głównego wokalistę. Michaj Burano i Czesław Niemen, wybrali karierę solową. Roszada składu osobowego nie zmieniła zbytnio stylu grupy, nadal wykonywali muzykę taneczną, ale z większą troską o aranżację.
Obie płyty zostały nagrane w Studio 12 Polskich Nagrań w Warszawie. Po wydaniu płyty „Alarm!” zespół opuścili: Krzysztof Wiśniarowski (którego zastąpił Krzysztof Potocki), Helena Majdaniec i Piotr Janczerski.
Niebiesko-Czarni zaczynali od grania typowego rock’n’rolla, stopniowo przechodząc przez polski big beat w kierunku rhythm and bluesa, soulu, undergroundu, rocka eksperymentalnego i progresywnego…
Lata 1968. i 69.  przyniosły dwie udane pozycje płytowe: „Mamy dla Was Kwiaty” (Pronit, 1968 rok wydania) oraz „Twarze” (Pronit, 1969 rok wydania). Obie płyty nagrano Studio 12 Polskich Nagrań w Warszawie.

Niebiesko-Czarni byli zespołem na tyle profesjonalnym by łatwo asymilować światowe trendy w muzyce rock’owej. Przykładem niech będzie to, że jako pierwsi w Polsce zastosowali gitarę basową i organy elektronowe, także kamerę pogłosową i inne techniczne nowinki. Ale też pierwsi sięgnęli do muzyki ludowej, przetwarzając ją na wyjątkowo popularną, zresztą to oni ukuli nośne hasło „Polska młodzież śpiewa polskie piosenki”. Nie miało to oczywiście podtekstów nacjonalistycznych – chodziło o to, żeby uaktywnili się rodzimi kompozytorzy i autorzy tekstów. Z Kordą na pełnym etacie głównego wokalisty, Niebiesko-Czarni wkroczył na nowe terytorium: psychodelię. Chociaż okładka „Mamy dla Was Kwiaty” rzeczywiście wygląda psychodelicznie, muzyka nie jest dokładnie tym, czego ówczesny (i dzisiejszy) fan muzyki rockowej by oczekiwał. Rozbrzmiewają tu instrumenty dęte pomieszane z tonami organowymi Hammonda B3. Jest też kilka łagodnych ballad, ale można mieć wrażenie, że większość piosenek wpisuje się w styl angolskich zespołów, które wówczas nazywani  byli undergroundowymi lub nawet jazz-rockowymi (przez użycie sekcji dętej). Niebiesko-Czarni byli przy końcu lat 60., obok Breakout’ów, najudatniej przenoszącą grupą wzorce rockowe pobierane ze świata angielskojęzycznego.

 

Album „Polanie” zespołu Polanie został wydany przez wytwórnię  Muza (XL 0438) w 1968, która nagrali: Piotr Puławski (śpiew, gitara), Wiesław Bernolak (gitara, organy), Włodzimierz Wander (saksofon tenorowy), Zbigniew Bernolak (gitara basowa) i Andrzej Nebeski – perkusja. Wyprodukował płytę J. Urbański.

Zespół Polanie działał od sierpnia 1965 roku w Łodzi. Pomimo że zespół działał krótko i nagrał tylko jedną płytę długogrającą i trzy płyty EP-ki, jego wkład w rozwój polskiej muzyki rozrywkowej poprzez popularyzację rhythm and bluesa był znaczący i stanowił przeciwwagę dla pozbawionych bluesowych inklinacji, ówczesnych młodzieżowych wykonawców, których domeną była pseudoludowość i piosenkarski banał. Byli uważani za pierwszy – z prawdziwego zdarzenia – polski zespół rock and roll’owy, mało tego, bo był pierwszą tzw. supergrupą, bo w skład grupy wchodzili wybitni muzycy z popularnych polskich zespołów odnoszących wówczas sukcesy na estradach polskich (Czerwono – Czarni i Niebiesko – Czarni). W listopadzie 1965, zespół wystąpił na jednej estradzie wraz z grupą The Animals. Te koncerty stały się przełomowe w dziejach formacji, która porzuciła big-beat na rzecz rhythm and bluesa[. Utwory grupy stały się bardziej agresywne, a jej repertuar został poszerzony o przeboje światowe. Polanie był zespołem, który jako jeden z bardzo nielicznych potrafił bardzo profesjonalnie wykonywać i nagrywać covery utworów artystów zagranicznych – The Animals, Raya Charlesa, The Kinks, The Capitols oraz The Lovin’ Spoonful. (na płycie „Polanie” zajmowały stronę B longplaya). Na pierwszej stronie znajdują się całkiem udane własne kompozycje Polan,
Grupa rozpadła się w kwietniu 1968 roku, a próby reaktywacji z wokalistą Wojciechem Skowrońskim nie powiodły się.
Album „Polanie” został opublikowany powtórnie w 2017 roku. Za wydanie odpowiadała tym razem wytwórnia Warner Music Poland, która wykorzystała materiał muzyczny zremasterowany z taśm studyjnych.

 

Zespół Blackout powstał w Rzeszowie, w sierpniu 1965 roku, z inicjatywy gitarzysty i wokalisty Tadeusza Nalepy, wokalisty Stanisława Guzka (później znany jako Stan Borys) oraz piosenkarki Miry Kubasińskiej. Po kilku tygodniach prób zespół Blackout zadebiutował w rzeszowskim klubie `Łącznościowiec` mieszczącym się w budynku starej poczty. Po tym pierwszym koncercie rzeszowskie `Nowiny` pisały, że `tłum młodych ludzi wprost walił do klubu, ze trudno było zarówno przejechać samochodem jak i przebić się na pieszo. Ludzie do klubu wchodzili oknami, potłukły się szyby, więc musiała interweniować milicja…`. W składzie ówczesnych Blackoutów znaleźli się oprócz założycieli: Andrzej Solecki – gitara, Krzysztof Potocki – gitara basowa, Józef Hajdasz – perkusja, Tadeusz Nalepa – gitara i śpiew. Jesienią 1965 roku zespół pojawił się na I Krajowych Targach Piosenki, gdzie otrzymał wyróżnienie i w ślad za tym zaproszenie do radiowego Studia Rytm. Tak oto doszło do powstania pierwszych nagrań radiowych grupy. Piosenki stworzone przez Nalepę i Loebla trafiły na ogólnopolską antenę Polskiego Radia i Telewizji. Niebawem Polskie Nagrania wydały równocześnie aż trzy `czwórki` Blackoutów, na których znalazły się ich pierwsze przeboje. Po przeprowadzce do Warszawy, nastąpiły zmiany personalne. Piotra Nowaka zastąpił Andrzej Potocki, a w miejsce Andrzeja Soleckiego pojawił się w zespole Andrzej Zawadzki. Z zespołem związał się również Krzysztof Dłutowski (organy), a wkrótce dołączył gitarzysta basowy Robert Świercz. Kilka miesięcy później zrealizowali w Polskich Nagraniach swój debiutancki album „Blackout” (Muza XL 0437, 1967 r.). Pod koniec 1967 roku nowym basistą zespołu został Janusz Zieliński, jednak jeszcze w tym samym roku Tadeusz Nalepa podjął decyzję o rozwiązaniu zespołu Blackout.


„Blackout”, jedyny album Tadeusza Nalepy i spółki ze Stanem Borysem w składzie, zawierał muzykę skomponowaną przez Nalepę, natomiast słowa są autorstwa Bogdana Loebla. Nagrania rejestrowano od 25 do 30 września i 2 października 1967 roku. Winylowy, monofoniczny album wydany został w 1967 przez wytwórnię Polskie Nagrania „Muza” (XL 0437). W 2013 Polskie Nagrania wydały płytę CD (PNCD 1474) z materiałem pierwotnym. Lata 60. w Polsce, za żelazną kurtyną, była dziwną muzyczną przestrzenią, w której The Beatles i The Rolling Stones były dość popularne, ale sprzedaż ich albumów (zresztą nie tylko ich) była zakazana, a miłośnicy muzyki, którzy pragnęli najgorętszych dźwięków wypuszczanych z Wielkiej Brytanii i USA, musieli uciekać się do bootlegów i innych pomysłowych środków, aby je poznawać. Zespół Blackout w ciągu swojego trzyletniego istnienia w latach 1965-68 wydał ten jedyny album wraz z kilkoma singlami. Chociaż zespół nigdy tak naprawdę nie opanował list przebojów, Ten zespół odegrał kluczową rolę w tworzeniu najwcześniejszych dźwięków klasycznego, psychodelicznego rocka opartego na blues rocku, który miał się rozwinąć w niedalekiej przyszłości. Daleko od bardziej rozwiniętych zachodnich zespołów, „Blackout” to dość typowy album beatowy z połowy lat 60., który skopiował wczesne brytyjskie brzmienia blues-rockowej inwazji i dodał odrobinę psychodelicznych barw. Tytuł albumu był ze świata anglojęzycznego, teksty na tym jedynym wydawnictwie są wyłącznie w języku polskim, co dało rodzimym fanom rocka przedsmak rock and rolla z połowy lat 60. Ten jedyny album Blackout’ów prawdopodobnie nigdy nie przyciągnie uwagi następnych pokoleń słuchaczy, ale doskonale zaspokaja nostalgiczne uczucia tych, którzy urodzili się w drugiej połowie XX wieku. Jest też interesujące spojrzenie na twórczość Blackoutów jako historycznego reliktu, który mniej znane grupy tego regionu świata przedstawia jako walczących o przyjęcie wolnorynkowych strategii Zachodu pod opresyjną opozycją rządów komunistycznych.

 

Blackout istniał do końca 1967 roku. W lutym następnego roku Nalepa zmienił nazwę zespołu na Breakout. Ze składu odeszli Stanisław Guzek i Robert Świercz, a do zespołu dołączył gitarzysta basowy Janusz Zieliński. Debiutanckim albumem grupy Breakout, „Na drugim brzegu tęczy„, przenieśli big beat w bardziej europejską przestrzeń rockową, co prawda jeszcze nieśmiało, ale nie potrafię wskazać innej bardziej zbliżonej do światowego rock and rolla płyty w tamtym czasie. Nagrano płytę w składzie: Tadeusz Nalepa (gitara, śpiew), Mira Kubasińska (śpiew), Michał Muzolf (gitara basowa), Józef Hajdasz (perkusja) oraz gościnnie występującymi: Włodzimierzem Nahornym (saksofon, flet) oraz Alibabkami (chórki). Album wydała w 1969 wytwórnia Pronit / Polskie Nagrania.

Debiutancki album grupy Breakout- „Na drugim brzegu tęczy”, pokazywał, że zespół był pod wpływem anglosaskiej muzyki, ale wtedy takie inspiracje jedynie cieszyły fanów rocka, choć nie była to jeszcze muzyka na poziomie The Cream, Colosseum, Led Zeppelin czy Free. Jednak ciężkie gitarowe riffy i mocna gra sekcji rytmicznej w takich utworach jak „Na drugim brzegu tęczy”, „Poszłabym za tobą”, czy „Gdybyś kochał, hej!”, bardzo zbliżają brzmienie Breakout’ów do dobrych wzorców  angielskiego hard rocka, a jednocześnie w tym czasie w Polsce nie brzmiał tak, jak zespół Nalepy. Trzeba przyznać, że dzięki grze jazzmana- Włodzimierza Nahornego, zespół nie ograniczał się do kopiowania wzorców rockowych, lecz poszukiwał ciekawszych rozwiązań melodycznych niż to co w polskim środowisku rockowym się grało. Mam wątpliwości czy styl śpiewu Miry Kubasińskiej dobrze się wpisuje w stylistykę oczekiwaną przez fanów rocka (może raczej hard-rocka…). Tak czy siak, „Na drugim brzegu tęczy” jest albumem bardzo ważnym, a nawet przełomowym dla polskiej muzyki, robiącym ogromne wrażenie na polskich fanach rocka. Zaliczę tę płytę do klasyki polskiego rocka, mimo pewnych niedoskonałości.

Wytwórnia- Polskie Nagrania / Muza, w 1970 roku, wydała album „70a” grupy Breakout. Ścieżki dźwiękowe nagrano w składzie: Józef Skrzek (gitara basowa), Mira Kubasińska (śpiew), Tadeusz Nalepa (śpiew, gitara), Józef Hajdasz (perkusja) i gościnnie Włodzimierz Nahorny (saksofon, flet).

Druga w dyskografii płyta grupy Breakout to, jak ich debiutancki album, klasyka polskiego rocka, z tą różnicą, że może być równie dobrze zaliczana do nurtu bluesowego. Płytę nagrano kilka miesięcy po dobrze przyjętym debiucie „Na drugim brzegu tęczy”, co zawsze budzi porównania. Album „70a” jest jednak bardzo inny… Pewną nowością jest  warstwa wokalna, bo na ścieżkach „70a” Mira Kubasińska dzieli rolę wiodącą w zespole z Tadeuszem Nalepą. Gitarzysta zaśpiewał w czterech utworach o zdecydowanie blues-rockowym charakterze („Skąd taki duży deszcz”, „Taką drogę”, „Piękno” i „Nie znasz jeszcze życia”). Utwory zaśpiewane przez Nalepę można śmiało zaliczyć do najlepszych fragmentów albumu.  Świetna partia fletu w „Nie znasz jeszcze życia” w wykonaniu Włodzimierza Nahornego, nie może być pominięta przez wrażliwych słuchaczy- płyta Breakoutów bez udziału Nahornego jest nie do wyobrażenia… Utwory z Mirą Kubasińską jako wokalistką  są wyraźnie kontynuacją debiutu, co może cieszyć fanów wokalistki lub budzić rozczarowanie u tych, którzy wciąż oczekują nowości, eksperymentów czy wspinaczki na jeszcze wyższy poziom artystyczny muzyków. A więc- praca zespołu Breakout może być zaliczona do doskonałych bądź kontrowersyjnych… Wszystkie utwory zostały napisane przez Tadeusza Nalepę, zaś teksty napisali: Bogdan Loebl oraz Franciszek Walicki (pod pseudonimem Jacek Grań). Tadeusz Nalepa wspominał tak pracę nad płytą: „…odkryciem muzycznym okazał się dziewiętnastoletni bardzo dobry pianista i basista Józef Skrzek. Współpraca z nim i Włodkiem Nahornym była bardzo ważnym przeżyciem w mojej karierze. Gdzie te czasy i ci muzycy, kiedy płytę nagrywało się w ciągu tygodnia…”

Po wydaniu płyty „70a” skład osobowy grupy Breakout się zmianił. Odszedł Józef Skrzek, którego zastąpił Jerzy Goleniowski. Doszło dwóch muzyków- riffowo grający na gitarze Dariusz Kozakiewicz (gitara) i Tadeusz Trzciński (harmonijka). Poza tym zabrakło w składzie Miry Kubasińskiej (zdecydowano o nagrywaniu od tej pory na przemian płyt Breakoutu z Nalepą jako wokalistą i solowych albumów Miry Kubasińskiej). Nowy skład sugerował, że przygotowywany jest materiał bluesowo-rockowy, bardziej jednolity i z mniejszym udziałem jazzowych „flirtów”. Płytę o tytule ”Blues” w 1971 roku wydała wytwórnia Muza.

Kompozycje Nalepy są bardzo wysokiej jakości, oczywiście nie można zapominać o inwencji całego zespołu. Kozakiewicz z tamtych czasów jawi się jako czystej wody rocker dorównujący znakomitościom z wysp brytyjskich. Świetnie też spisał się grający na harmonijce ustnej Tadeusz Trzciński, a jego partia w „Oni zaraz przyjdą tu” jest po prostu mistrzowska. Blues dzięki bolesnym tekstom Loebla pokazuje, że język polski świetnie się w takiej muzyce sprawdza.. Dobrze do takiej muzyki pasuje głos Nalepy i śpiewane przez niego teksty Bogdana Loebla, które poruszają typowo bluesowe tematy. We wszystkich utworach przyciągają uwagę bluesowe zagrywki i solówki Kozakiewicza (o czym wspominałem), wyrazista, dosadna gra sekcji rytmicznej i dodające klimatu partie harmonijki Trzcińskiego. Dobre kompozycje autorstwa Nalepy, świetne ich wykonanie, ale też bardzo dobre brzmienie instrumentów (dzięki starannej produkcji) sprawiają, że album nie odbiega In minus od dokonań anglosaskich grup blues-rockowych.
Czas z płytą „Blues” obszedł się łaskawie- nadal dobrze się jej slucha, zapewne dlatego, że to jeden z najważniejszych albumów w historii polskiej muzyki rockowej. Jest to również, według krytyków, największe osiągnięcie w historii samego zespołu, który już nigdy potem nie zbliżył się do tego wysokiego artystycznego poziomu.

 

Powszechnie uważana debiutancka płyta zespołu Klan o tytule „Mrowisko”, za jedną z najważniejszych w historii polskiego rocka została wydana w 1971 roku przez Polskie Nagrania „Muza”. Nagrań dokonali: Marek Ałaszewski (śpiew, gitara, projekt graficzny), Roman Pawelski (gitara basowa), Maciej Głuszkiewicz (instrumenty klawiszowe) i Andrzej Poniatowski (perkusja). Album zawiera materiał ze spektaklu baletowego „Mrowisko”, stworzonego przez zespół w 1970 roku (spektakl trwał około 80 minut, ale na potrzeby albumu jego zapis został skrócony o połowę).


Słuchając albumu można mieć dwa skojarzenia- Vanilla Fudge i San tana (choć może to zbytnie uproszczenie) Bo słychać inspiracje rockiem psychodelicznym („Mrowisko”, „Taniec myśli”) i latynoskim rockiem („Kuszenie”, „Epidemia euforii”) spod znaku tych właśnie amerykańskich wzorców. A w jednym przypadku- „Taniec głodnego”, brzmienie niczym Jethro Tull. Tak więc Klan sięgał po wzorce zza żelaznej kurtyny, a nie jak Niebiesko-Czarni proponowali- do polskiej muzyki tradycyjnej.
Założony w 1969 roku Klan był zespołem, który próbował z dobrym skutkiem przekonać fanów rocka, że piosenka nie musi mieć prostej formy zwrotka – refren, a tekst może wnosić ważne społeczne treści. Balet „Mrowisko” został przeniesiony na płytę winylową w marcu 1971 roku, a wydania następne (też w formie CD) – do dziś broni się doskonale. Ścieżki dźwiękowe są pełne kolorów, dopracowane instrumentalnie. Stylistycznie to psychodelia zmieszana z afro-rockowymi pasażami perkusyjnymi, podszyte hard-blues-rockiem. „Mrowisko” powinno się traktować jako album konceptualny, rodzaj suity spiętej klamrą poprzez utwór „Sen”. Na krążek trafiło aż trzynaście krótkich utworów. Ciekawa jest aranżacja utworów0 typowo rockowa wzbogacona o brzmienie organów hammonda i instrumentów smyczkowych. Album brzmi potężnie. Klan stał się słusznie ikoną ambitnego rocka.

Album był kilkakrotnie wznawiany na CD, najczęściej wraz z zawartością EP-ki zespołu z 1970 roku. Ostatnia reedycja pochodzi z 2014 roku i została wydana przez Polskie Nagrania „Muza”, w której przywrócono pełne brzmienie całości (pozbawione skrótów i edycji), uzupełniając całość o nagrania z debiutanckiej czwórki zespołu.
Dziś, po ponad 50 latach od premiery, słucha się tych nagrań dobrze. Trzeba dodać, że brzmienie tej płyty, jej atmosfera, a także pomysły aranżacyjne muzyków, którzy potrafili intrygować w zróżnicowanych i równocześnie spójnych dźwiękach. Warto do tej płyty od czasu do czasu wracać.

 


 

[1] Według:

 


Przejdź do części drugiej >>
Przejdź do części trzeciej >>

Kolejne rozdziały: