Rekomendowane wydawnictwa płytowe pop/rock/ballada
(rozdział sześćdziesiąty szósty, część 1)
Progressive rock- styl muzyki rockowej wywodzący się z rocka psychodelicznego, którego jednym z twórców w latach 60. ubiegłego wieku był zespół Pink Floyd, po latach wyciszenia, za sprawą takich artystów jak muzycy zespołu Porcupine Tree i The White Stripes ponownie pobudza zainteresowanie fanów rocka.
_______________________________________________________
Debiutancki album zespołu Pik Floyd z 1967 roku, „The Piper at the Gates of Dawn” (według biografii zespołu Pink Floyd, autorstwa Stephena Thomasa Erlewine’a: ), był psychodelicznym arcydziełem, podobnie jak większość niebiańskiego i ekscentrycznego rocka, który zespół stworzył wraz ze swoim wczesnym liderem, Sydem Barrettem. Po przedwczesnym odejściu Barretta w 1968 roku grupa spędziła pięć lat na wędrówce poprzez eksperymenty, zanim basista Roger Waters wyłonił się jako główny autor tekstów, rozwijając głęboką fascynację przyziemnymi sprawami ego, umysłu, pamięci i serca, dotykając szaleństwa, wyobcowania czy narcyzmu. Te obsesje znalazły wyraźny wyraz w przypadku Dark Side of the Moon , albumu, który stał się wieloletnim ulubieńcem i komercyjnym monolitem, a jego rzeźbiona, szerokoekranowa panorama przyciągnęła nową publiczność dziesiątki lat po wydaniu w 1973 roku. Po bezprecedensowym sukcesie Waters stał się de facto liderem grupy w latach 70., tworząc eposy konceptualne, takie jak Wish You Were Here i The Wall . Odszedł gwałtownie po wydaniu The Final Cut w 1983 roku.

Członkowie wczesnej edycji Pink Floyd– gitarzysta/wokalista Syd Barrett, basista Roger Waters, klawiszowiec Rick Wright i perkusista Nick Mason – wszyscy byli studentami architektury na London Polytechnic, z wyjątkiem Barretta, który był studentem sztuki i przyjacielem Watersa od dzieciństwa. Ta wersja zespołu zaczęła regularnie koncertować w 1965 roku, a Barrett dość szybko został głównym wokalistą grupy. W tym czasie grupa opierała się na coverach bluesa i R&B, podobnie jak wielu ich brytyjskich rówieśników, ale ostatecznie wydłużyli czas swoich setów poprzez długie występy instrumentalne, zasiewając nasiona kosmicznego rocka, które zaowocowały niedługo później. W 1966 roku coraz bardziej odważne sety grupy stały się czymś w rodzaju sensacji w londyńskim metrze, co doprowadziło do podpisania kontraktu z EMI na początku 1967 roku. Ich pierwszy singiel „Arnold Layne” wraz z utworem „Candy and a Currant Bun” ukazał się w marcu z 1967 roku i został zakazany w niektórych stacjach radiowych ze względu na teksty naginające płeć, ale singiel znalazł się na liście Top 20 w Wielkiej Brytanii, a drugi singiel grupy, „See Emily Play” – groźne, miażdżące tupnięcie z głęboki, trwały wpływ – trafił do pierwszej dziesiątki, torując drogę do wydania „The Piper at the Gates of Dawn”. Na swoim debiutanckim longplay’u Pink Floyd skierował się w stronę eksperymentu i awangardy, szczególnie na elastycznych, w dużej mierze instrumentalnych utworach „Astronomy Domine” i „Interstellar Overdrive”, czego efektem był album, który miał znaczący wpływ nie tylko na jego wydanie ale daleko poza tym. Był to także hit w Wielkiej Brytanii, osiągając szóste miejsce na brytyjskich listach przebojów.
Kompilacyjny zestaw „Pink Floyd – 1967 / The First 3 Singles”, zawierający trzy single: „See Emily Play”. „Arnold Layne” i „Apples and Oranges„, nagrane 29 stycznia – 27 października 1967 roku w Studio Sound Techniques i Abbey Road Studios w Londynie, zostały wydane zbiorczo w 1997 roku w formacie CD przez EMI United Kingdom (nr kat.- 7243 8 59895 2 0).


„1967: The First Three Singles”– album kompilacyjny zespołu Pink Floyd (w oparciu o: ), został wydany jako limitowana edycja CD z okazji 30. rocznicy istnienia zespołu. Album zawiera cyfrowo zremasterowane wersje wszystkich trzech 7-calowych singli zespołu z 1967 roku, w większości napisanych przez ówczesnego frontmana Syda Barretta, zaprezentowanych w ich oryginalnych 7-calowych miksach mono. Okładka albumu przedstawia kolaż trzech oryginalnych okładek singli.
„Arnold Layne” wydany 11 marca 1967 r. osiągnął 20. miejsce na listach przebojów, natomiast „See Emily Play” wydany 16 czerwca 1967 r. uplasował się na 6. miejscu, ich najwyżej notowany singiel w Wielkiej Brytanii aż do wydania „Another Brick in the Wall (Part 2)” w 1979 r. I odwrotnie, „Apples and Oranges” wydany 18 listopada 1967 r. został w dużej mierze przeoczony, a basista Pink Floyd Roger Waters obwiniał złą produkcję za słabą sprzedaż.
Album „The Piper at the Gates of Dawn”, nagrany od 21 lutego do 21 maja 1967 roku w londyńskim Abbey Road Studios (EMI Recording Studios), wydany 4 sierpnia 1967 roku przez EMI Columbia.

„The Piper at the Gates of Dawn”, debiutancki album zespołu rockowego Pink Floyd, to jedyny album Pink Floyd nagrany pod przewodnictwem członka założyciela Syda Barretta (wokal prowadzący, gitara). Barrett napisał wszystkie utwory z wyjątkiem trzech, z dodatkowym składem złożonym z członków Rogera Watersa (bas, wokal), Nicka Masona (perkusja) i Richarda Wrighta (instrumenty klawiszowe, wokal). Album powstał po występach zespołu w londyńskim UFO Club i ich wczesnym sukcesie na listach przebojów dzięki niealbumowym singlom z 1967 roku „Arnold Layne” i „See Emily Play”. Na albumie w znaczący sposób wykorzystano efekty nagrywania, takie jak pogłos i echo; zastosowane narzędzia obejmowały pogłos płyty EMT, automatyczne podwójne śledzenie (ADT) i komorę echa Abbey Road. W połowie sesji nagraniowych rosnące zażywanie przez Barretta psychodelicznego narkotyku LSD spowodowało, że jego stan psychiczny stawał się coraz bardziej osłabiony, co doprowadziło do jego ostatecznego odejścia z grupy w następnym roku. Tytuł albumu powstał na podstawie odniesienia do boga Pana w siódmym rozdziale powieści dla dzieci Kennetha Grahame’a z 1908 roku „The Wind in the Willows”, ulubionej powieści Barretta. W 2012 roku album „The Piper at the Gates of Dawn” znalazł się na 347. miejscu listy „500 najlepszych albumów wszechczasów” magazynu Rolling Stone, a w wydaniu z 2020 r. awansował na 253. miejsce.
W momencie wydania zarówno Record Mirror, jak i NME przyznały albumowi cztery gwiazdki na pięć. Record Mirror skomentowało, że „psychodeliczny obraz grupy naprawdę ożywa, jeśli chodzi o nagranie, na tym albumie, który jest świetną wizytówką zarówno ich talentu, jak i techniki nagrywania. Mnóstwo oszałamiających dźwięków, zarówno rażących, jak i subtelnych, a całość jest niezwykle dobrze zagrana.” Cash Box nazwał to „szczególnie uderzającą kolekcją inspirujących, aktualnych przedsięwzięć rockowych”. Paul McCartney i poprzedni producent Pink Floyd, Joe Boyd, wysoko ocenili album. Niektórzy wyrażali opinię fanów undergroundu, sugerując, że album nie odzwierciedla występów zespołu na żywo. Album został okrzyknięty kluczowym nagraniem muzyki psychodelicznej.
W następstwie odejścia Barretta pozostali członkowie Pink Floyd rozwinęli inną tożsamość muzyczną, ekspansywną i niesamowitą, charakteryzującą się przestrzennością, ponurymi eksploracjami zespołu i ostatecznie ciętymi, sardonicznymi tekstami Watersa. To przejście zajęło trochę czasu. W 1968 roku wydali album „A Saucerful of Secrets”, który zawierał ostateczną kompozycję Barretta dla grupy, „Jugband Blues” i to oznaczało, że grupa posunęła się do przodu, szczególnie w sekcjach instrumentalnych. W A Saucerful of Secrets grupa rozpoczęła także długą i owocną współpracę z zespołem projektowym Storm Thorgerson, Hipgnosis.
Album „A Saucerful of Secrets”, nagrany 9 maja 1967 – 3 maja 1968 roku w Studio EMI i De Lane Lea, (Londyn), został wydany 28 czerwca 1968 przez EMI / Columbia.

„A Saucerful of Secrets” (według:
), drugi album studyjny zespołu Pink Floyd, na którym w wyniku pogorszenia stanu zdrowia psychicznego piosenkarza i gitarzysty Syda Barretta, zagrał nowozatrudniony gitarzysta David Gilmour. Barrett opuścił zespół przed ukończeniem albumu. Podczas gdy Barrett był głównym autorem tekstów na debiutanckim albumie Pink Floyd, „The Piper at the Gates of Dawn” (1967), na płycie „A Saucerful of Secrets” każdy członek wniósł swój wkład w autorstwo piosenek i główny wokal. Gilmour pojawił się we wszystkich piosenkach z wyjątkiem dwóch, a Barrett przyczynił się do trzech. „Set the Controls for the Heart of the Sun” to jedyny utwór, w którym pojawia się cała piątka członków. Prace nad A Saucerful of Secrets rozpoczęły się w EMI Studios (obecnie Abbey Road Studios) w Londynie z producentem Normanem Smithem. Pierwszymi utworami nagranymi przez zespół były „Scream Thy Last Scream”, którego autorem był Syd Barrett (z dodatkowym wokalem głównym śpiewanym przez Nicka Masona), a także „Set the Controls for the Heart of the Sun”, który został napisany przez Rogera Watersa i pomimo zaledwie dwóch pełnych wersji utworu, „Scream Thy Last Scream” był postrzegany jako potencjalny singiel. „A Saucerful of Secrets” posiada pierwszą z kilku okładek albumów Pink Floyd stworzonych przez grupę projektową Hipgnosis. Po Beatlesach był to drugi raz, kiedy EMI pozwoliło jednemu ze swoich zespołów zatrudnić zewnętrznych projektantów do okładki albumu. Okładka, zaprojektowana przez Storma Thorgersona, zawiera wizerunek Doktora Strange’a z numeru 158 komiksu Strange Tales, zilustrowanego przez Marie Severin.
„A Saucerful of Secrets” osiągnął dziewiąte miejsce na brytyjskich listach przebojów, ale w USA pojawił się dopiero w kwietniu 2019 r., osiągając szczyt na 158. Otrzymał w większości pozytywne recenzje, chociaż wielu krytyków uznało go za album gorszy od „The Piper at the Gates of Dawn”- Rolling Stone wyraził się nieprzychylnie, pisząc, że album „nie jest tak interesujący jak ich pierwszy” i „raczej przeciętny”, podkreślając zmniejszone wkłady Barretta. Jednak w ostatnich latach za pośrednictwem przewodnika po albumach The Rolling Stone przyznał mu zaktualizowaną ocenę 3 gwiazdek, co oznacza ocenę jednak pozytywną. W retrospektywnej recenzji AllMusic Richie Unterberger zwraca uwagę na „łagodną, baśniową atmosferę” albumu, którego utwory przechodzą od „zwięzłego i żywego” do „przestrzennego, eterycznego materiału z długimi fragmentami instrumentalnymi”. W recenzji dla BBC Music Daryl Easlea stwierdził, że Saucerful „nie jest pozbawiony wypełniacza”, dodając, że „Jugband Blues” to „najbardziej mrożący krew w żyłach” utwór na albumie. W 2014 roku Mason nazwał „A Saucerful of Secrets” swoim ulubionym albumem Pink Floyd: „Myślę, że są tam zawarte pomysły, z których korzystaliśmy przez całą naszą karierę. Myślę, że [to] był całkiem dobry sposób na uczczenie odejścia Syda i przybycie Dave’a. Całkiem miło jest mieć to na jednej płycie, na której można uzyskać obie rzeczy. To raczej przejście niż cięcie”
Miks stereo albumu został po raz pierwszy wydany na płycie CD w 1988 r., a w 1992 r. został zremasterowany cyfrowo i ponownie wydany jako część zestawu Shine On . Zremasterowana stereofoniczna płyta CD została wydana samodzielnie w 1994 roku w Wielkiej Brytanii i USA. Monofoniczna wersja albumu nigdy nie została oficjalnie wydana na płycie CD. Miks stereo został zremasterowany i ponownie wydany w 2011 roku przez Capitol/EMI w ramach serii Why Pink Floyd: Discovery, a następnie ponownie w 2016 roku przez Sony Music pod wytwórnią Pink Floyd Records. Miks mono został ponownie wydany na winylu z okazji Record Store Day w kwietniu 2019 r. przez Sony Music i Warner Music Group pod wytwórnią Pink Floyd Records.
13 czerwca 1969 wytwórnia EMI wydała album „More”, nagrany w składzie: Roger Waters (gitara basowa, efekty taśmowe, perkusja), Richard Wright (organy Farfisa, fortepian, wibrafon, organy Hammonda, chórki), David Gilmour (wokal, gitara elektryczna, gitara akustyczna, gitara klasyczna, perkusja), Nick Mason (perkusja, bongosy, perkusja), na przełomie stycznia i lutego 1969 roku w londyńskim studio Pye.

„More” (według:
), trzeci album studyjny zespołu Pink Floyd i pierwszy album ze ścieżką dźwiękową pochodzącą z filmu o tym samym tytule, który został nakręcony głównie na Ibizie i był debiutem reżyserskim Barbeta Schroedera. Film More przedstawia młodego autostopowicza, który uległ uzależnieniu od heroiny podczas scen imprezowych i zażywania narkotyków. Reżyser Barbet Schroeder był fanem Pink Floyd i przywiózł do Londynu wstępną wersję filmu, aby mogli z nimi pracować. Zamiast typowej muzyki w tle Schroeder chciał, aby w filmie znalazły się piosenki, na przykład płyta odtwarzana na imprezie. Grupa spekulowała również, że mogłaby zająć się karierą kompozytorów filmowych, gdyby ich kariera nagraniowa i koncertowa nie wypadła pomyślnie. Perkusista Nick Mason powiedział później, że film „idealnie pasował do niektórych dudnień, pisków i tekstur dźwiękowych, które regularnie produkowaliśmy”. „More” był pierwszym albumrm zespołu bez udziału byłego lidera Syda Barretta. Album znalazł się w pierwszej dziesiątce hitów w Wielkiej Brytanii, ale otrzymał mieszane recenzje: Record Song Book stwierdził, że album był „zawsze niezwykle interesujący… miejscami też dość dziwny”. Daily Telegraph był przychylny, opisując go jako początek „definiowania eksperymentalnej tożsamości instrumentalnej”. MusicHound i Rolling Stone były mniej pozytywne, przy czym ten pierwszy przyznał albumowi ocenę jedną z pięciu, a drugi nazwał go „nudną ścieżką dźwiękową filmu”. Recenzent AllMusic- Richie Unterberger, napisał: „Zamówiony jako ścieżka dźwiękowa do rzadko oglądanego francuskiego filmu o hipisach pod tym samym tytułem, ‘More’ był samodzielnym albumem Pink Floyd, który dotarł do pierwszej dziesiątki w Wielkiej Brytanii. Klimatyczna muzyka grupy była naturalna dla filmów, ale gdy zostały zmontowane na potrzeby płyty, utwory te były nieuchronnie nieco mozaikowe, począwszy od folkowych ballad, poprzez ostre elektroniczne instrumenty, aż po incydentalną nastrojową muzykę. Kilka utworów jest przyjemnie nieistotnych, ale na tej płycie znajduje się kilka mocnych kompozycji, zwłaszcza ‘Cymbaline’, ‘Green Is the Colour’ i ‘The Nile Song’. Wszystko to rozwinęło się w mocniejsze utwory podczas występów na żywo, a lepsze, wysokiej jakości wersje są dostępne na licznych bootlegach”.
Po ścieżce dźwiękowej do „More” grupa przeniosła się do należącej do EMI wytwórni rocka progresywnego Harvest i stała się flagowym artystą tej wytwórni, począwszy od podwójnego albumu „Ummagumma” z 1969 roku. Kolejny album Pink Floyd, „Atom Heart Mother”, zawierał liczne utwory kompozytora Rona Geesina i okazał się pierwszym albumem zespołu, który osiągnął pierwsze miejsce na liście przebojów w Wielkiej Brytanii. Ich kolejny album studyjny, „Meddle” z 1971 r., przyniósł owoce tej pracy, podobnie jak „Obscured by Clouds”, który był w zasadzie ścieżką dźwiękową do filmu.
Album „Meddle”, nagrany 4 stycznia – 11 września 1971 roku w Studio AIR, EMI i Morgan (Londyn), został wydany 5 listopada 1971 przez wytwórnię Harvest.


„Meddle” (według: ), szósty album studyjny zespołu Pink Floyd, stworzony w momencie gdy zespół, nie mając materiału do pracy i nie mając jasnego pomysłu na kierunek albumu, opracował serię nowatorskich eksperymentów, które ostatecznie zainspirowały utwór „Echoes” z albumu. Chociaż późniejsze albumy zespołu łączyłby główny temat wybrany przez Rogera Watersa i spójne tematycznie teksty napisane w całości przez Watersa, „Meddle” było dziełem grupowym, a Waters wniósł swój wkład głównie w teksty i bas. Uważany jest za album przejściowy pomiędzy grupą inspirowaną Sydem Barrettem z lat 60. a erą Watersa z lat 70. Fani często określają ten album, zwłaszcza „Echoes”, jako pierwszy przypadek osiągnięcia przez grupę swojego muzycznego potencjału. Podobnie jak w przypadku kilku poprzednich albumów, okładka została zaprojektowana przez Hipgnosis, a jej twórca, Storm Thorgerson, który był niezadowolony z efektu końcowego, wyjaśnił, że jest to ucho pod wodą. Album został dobrze przyjęty przez krytyków po wydaniu i odniósł komercyjny sukces w Wielkiej Brytanii, ale słaby rozgłos ze strony amerykańskiej wytwórni zespołu Capitol Records doprowadził do słabej sprzedaży w USA po pierwszym wydaniu. W dniu premiery „Meddle” otrzymało ogólnie pozytywne recenzje od krytyków muzycznych: Jean-Charles Costa z Rolling Stone napisał: „Meddle nie tylko potwierdza pojawienie się gitarzysty prowadzącego Davida Gilmoura jako prawdziwej siły kształtującej grupę, ale stwierdza z mocą i trafnością, że grupa ponownie znajduje się na dobrej drodze wzrostu”, a New Musical Express nazwało go „wyjątkowo dobrym albumem”. Steve Peterson z Hit Parader wymienił „Fearless” jako najlepszą piosenkę i powiedział o albumie: „To musi być ich najlepszy utwór w historii”. Ed Kelleher z Circus nazwał to „kolejnym arcydziełem mistrzowskiej grupy”, uznając „Fearless” za „fascynujący” i chwaląc „Echoes” jako „poemat, który daje wszystkim czterem członkom zespołu dużo czasu na rozciągnięcie mięśni”. Jednak Melody Maker był bardziej powściągliwy, opisując album jako „ścieżkę dźwiękową do nieistniejącego filmu”. W Christgau’s Record Guide: Rock Albums of the Seventies (1981) Robert Christgau napisał, że „Meddle stanowiło dość duży postęp w porównaniu z poprzednią twórczością grupy i zawierało piosenki ludowe podkreślone unikalnymi melodiami…” W swojej krytyce „Echoes” stwierdził, że melodia wokalu naśladuje „Across the Universe” Beatlesów, ale ponad 23 minuty muzyki płynie z „ponadczasowym spokojem” podobnym do „Interstellar Overdrive”. Daryl Easlea z BBC uznał, że jest to podobna, ale bardziej spójna i melodyjna wersja „Atom Heart Mother”, podkreślona w utworze „Echoes”, który, jego zdaniem, „dominuje nad całym utworem” i „wszystko jest w porządku w rocku progresywnym; wciągający, inteligentny i przekonujący”. W The New Rolling Stone Album Guide (2004) Rob Sheffield napisał, że „Echoes” pokazały Pink Floyd jako bardziej rozwiniętą grupę niż wcześniej, „barwiąc powolne fale gitary głębiej studyjnymi szczegółami dźwiękowymi, które tylko prawdziwie upieczony zauważyłby, a tym bardziej docenił.” Redaktor Stephen Thomas Erlewine, pisząc dla AllMusic, nazwał „Meddle” najlepszym albumem z lat przejściowych poprzedzających „The Dark Side of the Moon”, ponieważ „spędza większość czasu na teksturach dźwiękowych i wydłużonych kompozycjach, zwłaszcza na swoich epickich utworach bliżej ‘Echa’”. Zauważył „jednolity ton”, ale nie strukturę utworu i tak napisał o znaczeniu albumu w katalogu zespołu: „Pink Floyd byli mistrzami faktury, a Meddle to jedna z ich największych wypraw w drobne szczegóły, wskazująca drogę do wymierzonego blasku [The Dark Side of the Moon] i całej ery Rogera Watersa.”
_______________________________________________________
Porcupine Tree, brytyjski zespół powszechnie uznawany za twórcę przywrócenia mody na rocka progresywnego w latach 90., wykorzystał i zgłębił te inspiracje przefiltrowane przez pryzmat dźwięków, od post-punka i metalu po indie rock i muzykę elektroniczną (na podstawie biografii Porcupine Tree autorstwa Neda Raggetta). Zespół był prowadzony przez gitarzystę/wokalistę/kompozytora i producenta Stevena Wilsona. Grupa nagrywała płyty długogrające przeciętnie co dwa-trzy lata i często koncertowała, także w Polsce, która była jednym z pierwszych krajów świata, gdzie Porcupine Tree zdobyło szerszą popularność.

„The Sky Moves Sideways” był pierwszym albumem Porcupine Tree wydanym w USA i pierwszym, na którym Porcupine Tree był faktycznie zespołem, a nie twórczością Stevena Wilsona z tłem instrumentalnym, choć dwa utwory – „The Moon Touches Your Shoulder” i „Dislocated Day” – są wykonywane jeszcze w całości przez Wilsona. Cały zespół pojawia się w pozostałej części albumu. W 2004 roku wydano nową, dwupłytową wersję albumu, z nowo nagranymi partiami perkusji Gavina Harrisona w utworach Wilsona (użyte zostały- automat perkusyjny i inne elektroniczne instrumenty perkusyjne, obsługiwane przez Wilsona). Istnieją trzy różne wersje albumu – oryginalna wersja brytyjska, wersja amerykańska i zremasterowana w 2004 roku – żadna z nich nie zawiera tej samej listy utworów ani tej samej wersji „Moonloop”. Utwór „Moonloop” to zmontowana i dograna wersja 40-minutowej improwizacji całego zespołu grającego na żywo nagranej w studiu Doghouse 28 czerwca 1994 r.; niewykorzystana na albumie sekcja zawierała rytm perkusyjny, który stał się podstawą „Stars Die”. Pełna wersja została wydana jako Transmission IV w 2001 r. „The Sky Moves Sideways” wyprodukowano, nagrano i zmiksowano w No Man’s Land, w czerwcu ’93 i lipcu ’94. Dodatkowe nagranie dokonano w The Doghouse. W wersji dwupłytowej CD1 to oryginalny album, podczas gdy CD2 zawiera 34-minutową alternatywną wersję utworu tytułowego oraz dwa utwory z EP-ki „Stars Die” i „Moonloop,


Album został ogólnie dobrze przyjęty, na przykład: AllMusic, słowami Neda Raggetta, chwalił go: „Chociaż stały skład Porcupine Tree był już gotowy, gdy Sky Moves Sideways zostało ukończone, w rzeczywistości było to połączenie starego i nowego, z kilkoma utworami ponownie wykonanymi przez Wilsona samodzielnie. Niezależnie od pochodzenia jednej lub drugiej piosenki, było to kolejne świetne wydawnictwo pod nazwą Porcupine Tree, kontynuujące doskonałość Up the Downstair, a jednocześnie osiągające nowe, płynne poczucie dramatyzmu i ogólnego przepływu. Same umiejętności klawiszowe Barbieriego sprawiły, że był to wspaniały dodatek do szeregów, łatwo uchwycając powolne poczucie rozwijającej się atmosfery i elegancji połączone z wcześniejszą pracą Porcupine Tree, dodając tu i ówdzie własne akcenty, odrobinę zabawy i improwizacji. Sekcja rytmiczna Edwina / Maitlanda brzmi, jakby urodziła się, by pracować razem, potrafiąc zarówno tworzyć powolne, przestrzenne nastroje, jak i szybkie galopy i podejścia przechylone w taneczność. Tymczasem Wilson nadal jest sobą, przywołując dziwne obrazy liryczne upadku wsi i romantycznego związku w swoim coraz silniejszym, dominującym, ale nigdy nie napiętym wokalu. Jeśli chodzi o gitarę, jest subtelna delikatność i przeciążenie headbangingiem, a pomiędzy nimi jest mnóstwo miejsca na więcej. Ogólnie rzecz biorąc, nie ma zbyt wielu bezpośrednich różnic brzmieniowych w stosunku do Up the Downstair, bardziej poczucie eksploracji i ustalania stylów, prawie tak, jakby członkowie zespołu przyzwyczajali się do współpracy ze sobą. Odjechany utwór tytułowy zamyka album (być może w nie tak subtelnym ukłonie w stronę podobnej sekwencji na Wish You Were Here Pink Floyd z „Shine on You Crazy Diamond”). Prawdziwymi zwycięzcami są jednak akustyczny/elektryczny krajobraz marzeń z domieszką jazzu w „Stars Die” z doskonałą główną melodią i dogranym chórem Wilsona oraz bezpośrednio następujący po nim „Moonloop”, instrumentalny spokojny, a następnie rockowy jam, który jest przypisywany wszystkim czterem członkom.”
„Signify”, czwarty album studyjny zespołu Porcupine Tree, wydany został po raz pierwszy 30 września 1996 przez Delerium Records, a w następnych latach również przez wytwórnie Kscope i Snapper Music. Reedycja z 2003 roku wzbogacona została o drugą płytę z demówkami, które wcześniej zostały wydane na kasecie magnetofonowej Insignificance. „Signify” był pierwszym albumem, który został przez frontmana Stevena Wilsona nagrany z zespołem od początku do końca; poprzednie albumy były w zasadzie solowymi przedsięwzięciami z okazjonalną pomocą innych muzyków. Japońskie wydanie albumu studyjnego Porcupine Tree zremasterowane zostało w 2016 roku przez Stevena Wilsona.


Porcupine Tree był to początkowo jednoosobowy projekt. Steven Wilson pod wpływem psychodelii sprzed ćwierćwiecza (na przykład Pink Floyd z okresu płyty „Ummagumma”) tworzył muzykę, która z płyty na płytę zdobywała coraz większe uznanie i to nie tylko słuchaczy, ale i krytyki. A w związku z tym, że słuchacze zapragnęli być również publicznością, zaistniała potrzeba rozpoczęcia działalności koncertowej. Pociągnęło to za sobą, rzecz jasna, konieczność poszerzenia składu o dodatkowych instrumentalistów. Do Porcupine Tree dołączył wówczas m.in. Richard Barbieri znany z grupy wywodzącej się ze stylu new romantic Japan. Wtedy (a było to około trzech lat temu) Porcupine Tree stało się grupą z prawdziwego zdarzenia. Ich dzieło z 1996 roku, to doskonałej próby mieszanina psychodelii, ambientu i rocka tradycyjnego, a nawet transu. Przy czym proporcje tego amalgamatu dobrane są z mistrzowskim wyczuciem. Ważna to informacja biorąc pod uwagę, że nie zawsze tak było. Poprzednia płyta „The Sky Moves Sideways” była zachwiana ze względu na zbyt dużą dawkę monotonnego ambientu. Tematem przewodnim „Signify” jest odwieczne pragnienie żeby coś znaczyć; zostawić po sobie na Ziemi jakiś ślad. Nie jest to łatwe (Sleep Of No Dreaming), dlatego niektórzy chcą tego dokonać za wszelką cenę (Dark Matter). Muzyka na „Signify” potrafi być mocno osadzona w rockowej stylistyce, z głęboką przepełnioną nostalgią psychodelik, gdzie często ważnym składnikiem muzyki jest cisza. Śpiew niemalże zawsze sprawiający wrażenie wyalienowanego, hipnotyzuje klaustrofobicznym charakterem. Steven Wilson powiedział o procesie nagrywania: „Signify było nieco dziwne w sposobie nagrywania, w tym sensie, że chociaż jest to album zespołu, to nigdy nie mogliśmy być wszyscy w tym samym pomieszczeniu w tym samym czasie, z powodu ograniczeń fizycznych, z wyjątkiem jednego utworu, „Intermediate Jesus” […] miałem tendencję do robienia demówek utworów na dość wysokim poziomie i po prostu zastępowali części, które grałem na syntezatorach, prawdziwymi brzmieniami. Więc nie było zbyt dużego wkładu ze strony pozostałych facetów”.
Odbiór albumu był w większości pozytywny: SputnikMusic przyznał „Signify” pięć z pięciu gwiazdek, chwaląc album jako „arcydzieło współczesnej psychodelii”, pisząc, że „wyraża surowe uczucie muzycznej pasji i czystą, tripową atmosferę: wznoszące się, fachowo napisane harmonie wokalne, pochłaniające utwory instrumentalne, niepokojące sample i zagadkowe abstrakcyjne teksty”. AllMusic przyznało albumowi cztery z pięciu gwiazdek, chwaląc go jako „… kolejny wielki krok naprzód dla Porcupine Tree, wyraźny postęp w tym, jak dobrze kwartet potrafił całkowicie rockować, a także znaleźć swój własny narkotyczny styl eksploracji ambientu … Mimo że Wilson może po raz kolejny śpiewać pośrednio o presji i naturze życia pod koniec wieku, nadal robi to w angażujący, lewicowy sposób”.
„Coma Divine – Recorded Live in Rome” lub „Coma Divine”, album koncertowy Porcupine Tree, nagrany w trakcie 3 kolejnych występów w rzymskim klubie Frontiera w marcu 1997 roku, został wydany 20 października 1997 roku przez firmy Delerium / Snapper / Transmission Recordings. Materiał muzyczny został rozszerzony do podwójnego albumu w 2001 roku, dodając trzy utwory z promocyjnego singla Coma Divine II (1999) i jeden wcześniej niepublikowany outtake. Nagrania zremasterował Steven Wilson.

Zespół nagrał trzy występy w Frontiera w Rzymie (25, 26 i 27 marca 1997) na potrzeby tego wydania [według:
]; jednak wykorzystano tylko nagrania z 2. i 3. nocy, ponieważ nagrania z pierwszego koncertu były wadliwe z powodu problemów technicznych. Podczas występów wykonano ogromną ilość materiału, ale zespół ostatecznie zdecydował się wydać tylko najlepsze występy na jednej płycie CD. Podczas gdy później album został wydany ponownie jako podwójna płyta CD zawierająca dodatkowe 25 minut muzyki. (istnieją nadal inne niepublikowane występy z tych koncertów). Mimo że Coma Divine to w zasadzie płyta koncertowa, zawiera ona studyjne dogrywki wokali, gdyż oryginalne wersje były zbyt słabe zarówno pod względem wykonania, jak i jakości nagrania.

Opinie krytyków były pozytywne, na przykład: „Ten album to doskonała synteza pierwszej fazy Porcupine Tree Music, łącząca utwory The Sky Moves Sideways, Up the Downstair i On the Sunday of Life, a także zawierająca niektóre utwory z albumu Signify. Świetny początek dla tych, którzy nie znają pierwszej fazy zespołu. To naprawdę jeden z tych rzadkich albumów, które mogą zabrać cię do innego wymiaru, gdy zanurzasz się i zapominasz o wszystkim innym w swoim życiu […] Jakość dźwięku jest fenomenalna, a reedycja Snapper wzbogacona o ulepszoną grafikę i notatki na okładce czyni album jeszcze lepszym. Oczywiście jest to pozycja obowiązkowa dla lojalnych fanów zespołu.”. (David’s Music Review Site, 17 czerwca 2028 rok).
A wcześniej, bo w 1998 roku, Dan Casey z magazynu Expose napisał: „Zaraz po premierze fani okrzyknęli Coma Divine definitywnym albumem koncertowym lat 90. To rzeczywiście wielkie uznanie. Uczciwie rzecz biorąc, Tipographica i Deus Ex Machina wydały w tej dekadzie oszałamiające albumy koncertowe. Porcupine Tree jest bez wątpienia najbardziej obiecującą rzeczą w muzyce progresywnej (pod względem ich masowej atrakcyjności), a Coma Divine to z pewnością świetne wydawnictwo, godne rywalizacji z wyżej wymienionymi zespołami o zaszczyt, na jaki według zagorzałych fanów zasługuje ten album. Cyfrowo nagrany, wyprodukowany i zmiksowany przez wszechstronnie utalentowanego gitarzystę/wokalistę/klawiszowca/autora tekstów Stevena Wilsona, […] Talent tego zespołu jest oczywisty od samego początku, gdy przechodzą przez wersję ‘Signify’, która znacznie różni się od oryginalnej wersji studyjnej. Później następują obie fazy ‘Waiting’, a zespół znów robi znacznie więcej niż tylko odtwarza oryginalną wersję. Piękne basy Colina Edwina niosą znaczną część pierwszej połowy albumu, podczas gdy Wilson i klawiszowiec Richard Barbieri tworzą bogate i ciepłe nastroje. Piękno i urok Porcupine Tree zawsze polegały na sposobie, w jaki łączą oczywiste wpływy, takie jak Floyd, Crimson, Can i inni, z pasją do elementów lat 90., takich jak rave, techno i nowoczesny jazz, w sposób całkowicie świeży, a jednocześnie wygodny i znajomy. W wielu przypadkach wersje utworów zawartych tutaj są nawet lepsze od oryginałów. Dwa przykłady: ‘The Sky Moves Sideways’ ze skróconą i bardziej dynamiczną aranżacją oraz ‘Dislocated Day’, który podkreśla ogromny talent perkusisty Chrisa Maitlanda (który gra również z Wilsonem w formie koncertowej brit-popowego zespołu No-Man). Maitland nigdy nie rozpychał się tak w materiałach studyjnych Porcupine Tree, zamiast tego preferując rolę drugoplanową. Rozszerzone wersje ‘Radioactive Toy’ i ‘Not Beautiful Anymore’ zamykają album, tak jak zrobili to podczas występu w Rzymie tamtej nocy. Kilka bardzo drobnych uwag: koniec ‘Moonloop’ jest po prostu zbyt szybki, ‘Dark Matter’ nie jest uwzględniony, podobnie jak ‘Always Never’ i ‘Sever’, wszystkie z nich były grane podczas tej trasy. Chyba ta rzecz powinna być podwójnym albumem koncertowym. Nikt by nie narzekał.”
Album „Stupid Dream”, nagrany pomiędzy styczniem i listopadem 1998 w składzie: Steven Wilson (wokal, gitara, fortepian, próbki, bas), Richard Barbieri (syntezatory analogowe, organy Hammonda, mellotron, fortepian), Colin Edwin (gitara basowa, kontrabas), Chris Maitland (perkusja, instrumenty perkusyjne, chórki) i gościnnie: Theo Travis (flet, saksofon) oraz East of England Orchestra (smyczki, pod dyrekcją Nicholasa Koka) w Foel Studio, został wydany w 1999 roku przez wytwórnię KScope.


„Stupid Dream” (według:
), piąty album studyjny zespołu Porcupine Tree, który został wydany po raz pierwszy w marcu 1999 r., a następnie ponownie wydany 15 maja 2006 r. ze względu na rosnącą popularność zespołu w dużej wytwórni Lava Records. Rok 2000 stanowił dla zespołu okres przejściowy, odchodzący od wcześniejszej twórczości zespołu w zakresie muzyki instrumentalnej i psychodelicznej, ale zanim w 2002 roku obrali bardziej metalowy kierunek. Album utrzymany jest w komercyjnie dostępnym brzmieniu pop rocka, zachowując jednocześnie ciężkie wpływy rocka progresywnego. Tytuł albumu nawiązuje do poglądu frontmana Stevena Wilsona na przemysł muzyczny; choć wielu pragnie zostać muzykiem dla sławy i wspaniałego stylu życia, on uważa, że to „głupie marzenie”, ponieważ w rzeczywistości prowadzi do życia pełnego ciężkiej pracy i zmagań. W roku 2008 wytwórnia KScope wydała specjalną dwupłytową edycję, z krążkiem CD i DVD-Audio, w postaci książki w twardej oprawie (digibook). Nowe miksy stereo i 5.1 są autorstwa Stevena Wilsona sporządzone w No Man’s Land we wrześniu 2005 roku.



Odbiór albumu przez krytyków muzycznych był najczęściej pozytywny. Billboard pochwalił album, stwierdzając, że zawiera jedne z najlepszych tekstów Wilsona i pozytywnie porównał album do twórczości zespołu Radiohead. Allmusic pochwalił autorstwo piosenek i dynamikę albumu, stwierdzając: „Wilson jako autor tekstów i piosenkarz brzmi naładowany energią i bardziej ambitny, podczas gdy grupa wspólnie daje z siebie wszystko. Głośne fragmenty wydają się naprawdę uderzające w niebo, te spokojniejsze są idealnie blisko oraz ogólny sens budowy i dramatyzmu – „A Smart Kid” jest tego doskonałym przykładem – trafiającym w sedno”. W 2005 roku Stupid Dream zajął 339. miejsce w rankingu magazynu Rock Hard „ The 500 Greatest Rock & Metal Albums of All Time”. Classic Rock umieścił ten album na 61. miejscu listy „100 najlepszych albumów lat 90.” W październiku 2011 roku otrzymał złoty certyfikat od Stowarzyszenia Niezależnych Firm Muzycznych (IMPALA), co wskazywało na sprzedaż przekraczającą 75 000 egzemplarzy w całej Europie. Reedycja z 2006 roku miała formę zarówno 2-płytowego zestawu CD/ DVD-A, jak i podwójnego winylu LP. Podwójny winyl LP był dostępny wyłącznie w oficjalnym sklepie zespołu, Burning Shed. Płyta CD zawiera nowy miks albumu Wilsona, a DVD-A zawiera miks dźwięku przestrzennego 5.1, wideo do „Piano Lessons” i dwa dodatkowe utwory, pełną 14-minutową wersję utworu „Even Less” oraz „Ambulance Chasing”, oba wydane wcześniej przez Recordings w 2001 roku. Koreańskie wydanie „Stupid Dream” zawierało także wideo „Piano Lessons”.
Album kompilacyjny „Recordings”, zespołu Porcupine Tree, został wydany po raz pierwszy w maju 2001 roku przez KScope w formie slipcase, digibooka (z roku 2010) lub przez Transmission Recordings w formie digipacka.(w roku 2021)


„Recordings” (według:
), album kompilacyjny zespołu rocka progresywnego Porcupine Tree, wydany po raz pierwszy w maju 2001 roku. Jest to głównie zbiór stron B i niewydanych piosenek z sesji nagraniowych albumów „Stupid Dream” i „Lightbulb Sun”. „Recordings” było pierwotnie wydaniem limitowanym, ograniczonym do zaledwie 20 000 egzemplarzy na całym świecie. Został później ponownie wydany na płycie CD we wrześniu 2010 r. i jako podwójny winyl (tylko 2000 egzemplarzy) w styczniu 2011 r. Steven Wilson wyjaśnia wybór utworów: „Sześć piosenek pochodzi z singli wydanych w latach 1999 i 2000. Czasami utwory nie trafiają na album za pierwszym razem nie ze względu na jakość (lub brak), ale być może dlatego, że po prostu nie zmieściło się na albumie lub jeden z członków zespołu nie był zadowolony z utworu. Również odbiór może się zmienić i myślę, że z perspektywy czasu wszyscy doszliśmy do wniosku, że te sześć utworów zasługiwało na usłyszenie ich przez szerszą publiczność.” Wystarczy posłuchać takich utworów jak „In Formaldehyde” i „Ambulance Chasing” i staje się jasne, że te utwory musiały zostać oficjalnie wydane w kolekcji z innymi podobnymi utworami. Jeśli fanowi nie uda się zdobyć importowanych singli CD, utwory te mogą pozostać niezauważone. Na szczęście zespół zebrał te resztki i utwory ze strony B i połączył je z trzema zupełnie nowymi, nigdy wcześniej nie słyszanymi utworami poza „Recordings”. Jak Wilson odniósł się do tych konkretnych piosenek?: „Pozostałe 3 utwory nagraliśmy specjalnie na potrzeby albumu. ‘Oceans Have No Memory’ to nowe nagranie zespołu zawierające demo, które pierwotnie ukazało się na stronie B albumu ‘Piano Lessons’ 7–cali. Singiel ‘Access Denied’ został napisany i zademonstrowany dla ‘Lightbulb Sun’, ale nikomu poza mną się nie spodobał! Więc skorzystałem z okazji, aby ponownie zaprezentować go zespołowi w celu umieszczenia go w ‘Recordings’ i tym razem w końcu mi to umożliwili. ‘Buying New Soul’ to piosenka nagrana podczas sesji pisania tuż po ukończeniu ‘Lightbulb Sun’. Myślę, że gdyby została napisana kilka miesięcy wcześniej, znalazłaby się na albumie. Zastanawialiśmy się, czy nie przełożyć jej na następny album, ale ostatecznie poczuliśmy, że ponieważ następny album prawdopodobnie wypłynie na inne muzyczne wody, powinien zostać wydany teraz”.

Odbiór albumu był dość pozytywny, a wielu recenzentów stwierdziło, że chociaż album nie komponował się tak dobrze, jak większość albumów Porcupine Tree, same piosenki były nadal całkiem dobre. Chwalone aspekty albumu obejmowały eksperymentalny charakter piosenek oraz umieszczenie pełnej, pełnej wersji „Even Less”. Recenzja AllMusic, autorstwa Neda Raggetta, przedstawiała się tak: „Wydany jako zbiór tymczasowy w połowie 2001 roku, w okresie ogólnej bezczynności Porcupine Tree, poza kilkoma występami koncertowymi tu i ówdzie […] Jest to oczywiście przeznaczone bardziej dla fanów hardcoru niż kogokolwiek innego – ci, którzy chcą zapoznać się z zespołem, uznają to za interesujące, ale nie będzie to najlepsze miejsce na rozpoczęcie. Jednak zagorzali fani uznają to wydawnictwo za bardzo przyjemne, zawierające wcześniej niedostępne utwory, które z pewnością zainteresują. Rozpoczynający album ‘Buying New Soul’ to jeden z subtelniejszych epopei zespołu, jedenastominutowy utwór ze wszystkimi wielościeżkowymi wokalami i tęsknie spalonymi obrazami, jakich mógłby pragnąć każdy fan klasycznego angielskiego progresu. ‘Access Denied’, pierwotnie zaplanowany dla samego Lightbulb Sun , to (częściowo) cudownie wesoły utwór, który mógł pochodzić z połowy lat osiemdziesiątych XTC, a wkład Wilsona w cymbały młotkowane był inspirującym akcentem. Pozostałe utwory pojawiają się ponownie na różnych singlach, choć czasami w innej formie. ‘Oceans Have No Memory’, pierwotnie ukazujący się jako demo, otrzymuje tutaj pełną instrumentalną wersję zespołu, podczas gdy ‘Even Less’, majestatyczny utwór otwierający ‘Stupid Dream’, pojawia się w całości czternastominutowej długości, przy czym pojawiła się dopiero druga część wcześniej na osobnym singlu. W pełnym utworze ‘Even Less’ wystąpili dawni goście, East of England Orchestra i Theo Travis, którzy wystąpili także w ‘Ambulance Chasing’ – nieoczekiwanie udanym połączeniu wszystkiego, od ciężkiej plemiennej gry na perkusji po saksofon. Zaprezentowano atrakcyjny zakres eksperymentów stylistycznych z różnymi stronami B i dodatkowymi numerami, począwszy od minimalistycznej, niemal ambientowej eksploracji ‘Cure For Optimism’ po budujący rockowy ‘Disappear’”.
24 września 2002 pojawił się w sprzedaży album „In Absentia”, który po pewnym czasie został powszechnie uznany za najlepszy ich materiał muzyczny wykorzystany na płytach. Album ten został nagrany w marcu i kwietniu 2002 roku w studio Avatar (Nowy Jork), a wydany przez wytwórnię Lava.


„In Absentia”, siódmy album studyjny zespołu Porcupine Tree [według:
], oznaczał kilka zmian dla zespołu- był pierwszym albumem z nowym perkusistą Gavinem Harrisonem i pierwszym, który przeszedł w kierunku bardziej progresywnego metalu, w przeciwieństwie do psychodelicznych i alternatywnych brzmień rockowych z poprzednich albumów. Ponadto był to ich pierwszy album wydany przez dużą wytwórnię płytową, Lava Records. Został bardzo dobrze przyjęty przez krytyków i komercyjnie, często uważany za największe osiągnięcie zespołu i sprzedał się w trzykrotnie większej liczbie egzemplarzy niż którykolwiek z wcześniejszych albumów zespołu.
We wcześniejszych latach zespołu, gdy był pod szyldem Delerium Records, muzyka zespołu posiadała zazwyczaj bardziej rozbudowane i abstrakcyjne cechy, zwykle kojarzone z rockiem psychodelicznym i space rockiem. Zespół zmienił swoje brzmienie pod koniec lat 90., podpisując kontrakt z wytwórnią Kscope/Snapper Record, na bardziej komercyjne, przyjazne radiu brzmienie, które obejmowało krótsze kompozycje i tradycyjne struktury utworów, zachowując jednocześnie cechy rocka progresywnego. Jednak około 2001 roku po kolejnej zmianie wytwórni zdecydowali się na bardziej progresywny metal. „In Absentia” zostało napisane zanim dołączył Gavin Hrrison. Tto jeden z tych momentów w życiu, kiedy wszystko się składa w całość. „Napisałem piosenki na album i byłem wtedy o wiele bardziej zainteresowany pomysłem ponownego połączenia brutalnego lub metalowego aspektu z tkanką nowej muzyki. W tym samym czasie pojawił się Gavin, który był zupełnie innym perkusistą niż nasz poprzedni perkusista, Chris Maitland. Był o wiele bardziej potężny i o wiele bardziej techniczny. Miał bardziej współczesne brzmienie, więc to była jedna z tych naprawdę szczęśliwych rzeczy, że po prostu przyszedł i zagrał te piosenki, po prostu wszystkich rozwalił i wszystko po prostu się złożyło. I oczywiście była to pierwsza płyta, którą nagraliśmy dla naszej nowej wytwórni i po raz pierwszy podpisaliśmy kontrakt z dużą amerykańską wytwórnią [Lava Records]. Gavin był ostatnim elementem tego równania w pewnym sensie — całkowicie podniósł poprzeczkę nie tylko pod względem gry na perkusji, ale także pod względem muzykalności całego zespołu. Wszyscy słuchali Gavina i mówili: „Kurwa, wow. Naprawdę musimy podnieść poziom naszej gry”. Po zakończeniu nagrywania Steven Wilson zabrał album do Larrabee Studios w Los Angeles, aby współpracować z Timem Palmerem i jego inżynierem dźwięku Markiem O’Donoughue przy miksowaniu płyty na konsoli J-Series SSL. Choć nie jest to formalny album koncepcyjny, wiele utworów nadal zawiera wspólne motywy związane z seryjnymi mordercami, młodzieńczą niewinnością, która poszła w złym kierunku, i krytyką współczesnego świata. Wilson powiedział o tytule: „Pochodzi z… Jest to związane z niektórymi tekstami. Dotyczy ludzi na marginesie, na krawędziach ludzkości i społeczeństwa. Interesują mnie seryjni mordercy, pedofile i żonobijcy… Nie chodzi o to, co zrobili, ale o psychologię tego, dlaczego. Co sprawiło, że stali się niezrównoważeni i skrzywieni? Dlaczego nie potrafią się wczuć? To [In Absentia] rodzaj metafory – czegoś brakuje, czarnej dziury, raka w ich duszy. To nieobecność w duszy”. Album został wydany 24 września 2002 roku w formacie CD i winylowym. W 2017 roku Kscope kupił album, a także jego kontynuację Deadwing i zremasterował oba na potrzeby wydania w 2018 roku w Kscope Records, powołując się na mniejszą kompresję i ogólną poprawę jakości dźwięku. 21 lutego 2020 roku Kscope wydał czteropłytową edycję deluxe „In Absentia”. Pierwsza płyta zawiera miks albumu Stevena Wilsona z 2017 roku, druga płyta zawiera dodatkowe nagrania studyjne pominięte w gotowym albumie, trzecia płyta zawiera ponad 70 minut dem nagranych w domowym studiu Wilsona, a czwarta płyta to Blu-ray z 109-minutowym dokumentem przedstawiającym powstawanie albumu. Cała edycja deluxe znajduje się w 100-stronicowej książce w twardej oprawie wypełnionej ekskluzywną treścią. We wrześniu 2022 roku, na rynek japoński, firma Transmission Snapper Music przygotowała atrakcyjną edycję „In Absentia” w formie mini LP.Tekturowe etui przechowuje rozkładaną okładkę przypominającą okładkę wersji winylowej.



Album został przyjęty pozytywnie. Był numerem 2 na liście 20 najlepszych albumów Metal Storm w 2002 roku i numerem 46 na liście 200 najlepszych albumów wszech czasów. AllMusic mocno pochwalił album, stwierdzając, że ogólnie rzecz biorąc, album „…ma najbardziej bezpośredni urok ze wszystkich, jakie Wilson wydał pod tym pseudonimem do tej pory. Dzięki zachowaniu przystępnej długości utworów i unikaniu awangardowych elektronicznych rozkwitów z początków zespołu, Porcupine Tree rozwinęło się w pełni zrealizowaną grupę popową, nie wycinając żadnego z elementów, które również czynią ją ważną siłą w ruchu neo-prog”. Billboard stwierdził, że „z In Absentia grupa dostarcza wstrząsający tour-de-force, pełen mocnych piosenek, tajemniczych lirycznych przemyśleń, wirtuozerskiego kunsztu muzycznego i bujnej orkiestracji”. Podobnie chwalił album PopMatters, nazywając go „…imponującym albumem, który ocieka progresywnym wpływem rocka [King] Crimson. Ale to, co wyróżnia ten album, to fakt, że Steven Wilson, frontman zespołu, który napisał piosenki i wyprodukował album, wyraźnie chciał tworzyć inteligentną muzykę popularną”. W wywiadzie z 2009 r. Wilson przyznał, że zarówno on, jak i jego fani uznali ten album za szczytowe osiągnięcie i najlepszy album w jego dotychczasowej karierze.
„Deadwing” [według wydawcy] to ósmy album studyjny Porcupine Tree, wydany po raz pierwszy w 2005 roku po przełomie z „In Absentia”, był drugim z serii 3 albumów (zanim wydano „Fear of a Blank Planet”), które dla wielu stanowią szczyt artystycznych osiągnięć zespołu. Kontynuował również ich nowo odkryty sukces komercyjny, stając się ich najlepiej sprzedającą się płytą w tamtym czasie. Na podstawie scenariusza napisanego przez Stevena Wilsona i reżysera Mike’a Benniona, około połowa piosenek została rozpoczęta z myślą o tym, aby stać się częścią ścieżki dźwiękowej do tego filmu, ale gdy film nie wszedł w fazę produkcji, Wilson zamiast tego uczynił z nich podstawę kolejnego albumu Porcupine Tree, z dodatkowym materiałem napisanym we współpracy z innymi członkami zespołu. Album zawiera klasyczne single: „Shallow” i „Lazarus”, ten ostatni Wilson nadal wykonuje na żywo ze swoim obecnym zespołem. Inne popularne piosenki z albumu to „Open Car” i „Arriving Somewhere But Not Here”. Na albumie gościnnie występują Adrian Belew (King Crimson), który gra solówki gitarowe w utworze tytułowym i „Halo”, oraz Mikael Åkerfeldt (Opeth), który dodaje harmonie wokalne i solówkę gitarową do „Arriving Somewhere But Not Here”.


W 2017 roku wytwórnia Kscope Records kupiła ten album, jak również poprzedni album „In Absentia”; oba zostały zremasterowane i ponownie wydane w 2018 roku przez tę wytwórnię, przy czym nowe wersje charakteryzowały się mniejszą kompresją i ogólnie lepszą jakością dźwięku. „Deadwing” zdobył nagrodę „Best Made-For-Surround Title” na rozdaniu nagród Surround Music Awards w 2005 r. i został wybrany drugim albumem roku 2005 przez Sound & Vision, najszerzej dystrybuowany amerykański magazyn w dziedzinie elektroniki domowej i rozrywki. Ponadto album zdobył nagrodę „Album roku” w rozdaniu nagród magazynu Classic Rock w 2005 r. Album został uznany przez magazyn Classic Rock za jeden z 10 najważniejszych albumów rocka progresywnego dekady. Recenzja „Deadwing” dla AllMusic, autorstwa Johna D. Luerssena, przedstawia się następująco: „Porcupine Tree zawsze byli szufladkowani w nowoczesnym ruchu progresywnym, ale prawda jest taka, że są zarówno zespołem metalowym uzależnionym od riffów, jak i trupą zafascynowaną bogatymi harmoniami i zapadającymi w pamięć refrenami. Weźmy na przykład żmudną pracę gitary w ‘Shallow’, która mierzy się z niezaprzeczalnie melodyjnym refrenem frontmana Steve’a Wilsona, zanim przejdzie do delikatnego, pięknie wykonanego ‘Lazarus’. Niewiele zespołów prezentuje taką głębię, czy to marzycielską, inspirowaną Pink Floyd halucynacjami ‘Halo”’, czy echa Queensrÿche w ‘Open Car’. Jeśli 12-minutowy dźwiękowy meandr znany jako ‘Arriving Somewhere but Not Here’ jest tak odlotowy, jak muzyka rockowa, to uspokajające jest wiedzieć, że to Tree wciąż rośnie. Idealny do słuchawek, ‘Deadwing’ — pomimo swojego tytułu — mimo wszystko wzbija się w powietrze.”
Materiał na album „Fear of a Blank Planet”, napisany w Londynie i Tel Awiwie w okresie od stycznia do lipca 2006 roku, został wydany 16 kwietnia 2007 przez Roadrunner (w Europie) i Atlantic (w USA). Wersja w twardej oprawie jako mediabook, z 24-stronicową książeczką, ukazała się w 2012 roku dzięki wytwórni Kscope.

Ten chwalony przez krytyków dziewiąty album zespołu Porcupine Tree jest najlepiej sprzedającą się płytą tego zespołu przed „The Incident” z 2009 roku. Steven Wilson wspomniał, że tytuł albumu jest bezpośrednim nawiązaniem do albumu Public Enemy z 1990 roku „Fear of a Black Planet”- podczas gdy pierwszy poruszał kwestie rasowe, drugi dotyczy strachu przed utratą obecnego pokolenia młodzieży na rzecz różnych powszechnych zagrożeń dla ich psychicznego i społecznego dobrostanu, w tym rozbitych domów, nadmiernego „czasu przed ekranem” i nadużywania narkotyków (przepisanych i nie) do punktu psychicznej i duchowej „pustki”.

Album został przyjęty z uznaniem przez krytyków po premierze [według: ]. Magazyn Q uznał album za „dramatyczną, szerokoekranową, fachowo wykonaną, a nawet prawdziwie ekscytującą płytę rockową, godną publiczności wykraczającej poza regularny elektorat nu-prog”. AllMusic zapewnił, że „Chociaż na płycie nie ma ‘singla radiowego’, większość utworów wykracza poza swoją złożoną strukturę i wydaje się równie prowokująca jak każdy tradycyjny utwór rockowy”. David Fricke z Rolling Stone uważał, że Porcupine Tree ewoluowało w „agresywnie nowoczesną fuzję rocka scenicznego Rush, klasyki brytyjskiego progresywnego — szczególnie pochwał szaleństwa Pink Floyd i kanciastego majestatu King Crimson — oraz post-grunge’owej zemsty Tool”. Greg Kot z Chicago Tribune opisał brzmienie jako „gwiazdorskie w swoim serpentynowym zmienianiu nastroju”. Sound and Vision pochwalił album jako najlepsze dzieło zespołu: „Porcupine Tree jest u szczytu swoich możliwości” i uznał go za 3. płytę roku 2007. Decibel chwalił: „Porcupine Tree udowadnia, że potrafią grać z najlepszymi”. Gazeta The Phoenix stwierdziła, że „Fear of a Blank Planet to nie tylko ich najbardziej vintage’owo brzmiący album, to także ich najlepszy”, Jim DeRogatis z Chicago Sun-Times uważał, że album jest „z łatwością tak mocny, jak wszystkie osiem poprzednich wydawnictw zespołu, a także najbardziej aktualny”, a magazyn Revolver ogłosił, że „angielskie książęta progresywnego rocka powracają w swojej najbardziej giętkiej i koncepcyjnie istotnej formie”. PopMatters umieścił go na 5. miejscu „Najlepszych albumów metalowych 2007 roku”. Magazyn Reason uznał go za jeden z „Najlepszych albumów 2007 roku”. Album odniósł sukces komercyjny. Dzięki „Fear of a Blank Planet” zespół pobił rekord sprzedaży ustanowiony przez Deadwing i po raz pierwszy znalazł się w pierwszej setce listy Billboard 200, debiutując na 59. miejscu. Album znalazł się również na liście European Top 100 Albums na 21. Miejscu i znalazł się w pierwszej czterdziestce w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Holandii, Włoszech, Finlandii, Norwegii, Szwecji i Polsce. Specjalna edycja limitowana do 10000 egzemplarzy została wyprzedana na całym świecie tego samego dnia po premierze. Album sprzedał się w nakładzie 250000 egzemplarzy na całym świecie.
14 września 2009 to data wydania przez Porcupine Tree albumu „The Incident”. Wydaniem zajęły się firmy Roadrunner / Victor, a limitowane japońskie wydanie z 2021 roku ukazało się dzięki wytwórniom Snapper Music / IAC Music Japan. Dwupłytowe japońskie wydanie o wysokiej jakości formacie HQCD (z września 2009 roku) opakowano tekturową rozkładaną okładką typu gatefold, w stylu mini LP. Ta japońska edycja zawiera mastering DDP (Disc Description Protocol) opracowany przez Stevena Wilsona. Dysk 2 ma nieco ponad 20 min. i zawiera 2 limitowane japońskie bonusowe utwory z trasy „Fear of a Blank Plane”.


Dziesiąty album studyjny to rozbudowany utwór koncepcyjny napędzany koktajlem XXI wieku MTV, seksu, leków na receptę, gier wideo, Internetu, śmiertelnej nudy i późniejszej ucieczki, zabierając słuchacza w ekscytującą podróż dźwiękową. Album uzupełniają cztery samodzielne kompozycje, wszystkie umieszczone na oddzielnej drugiej płycie CD, aby podkreślić ich niezależność od głównej 14-częściowej suity

„The Incident” oznaczał kolejny krok naprzód w niesamowitej podróży zespołu, który zaczynał jako solowy projekt studyjny, a następnie stał się wielokrotnie nominowanym do nagrody Grammy zespołem i jednym z najbardziej cenionych zespołów koncertowych na świecie. Krytycy magazynu „Classic Rock” przyznali Porcupine Tree tytuł „Najlepszy zespół”, a „The Incident” umieścili na 1. miejscu w kategorii „Album roku”; trasa koncertowa „The Incident” zajęła 4. miejsce, a Gavin Harrison zajął drugie miejsce w kategorii „Najlepszy perkusista”; Steven Wilson zajął 4. miejsce w kategorii „Najlepszy gitarzysta” i został wybrany na 1. miejsce w kategorii „Ikona progresywna roku 2009”..Indyjska gazeta The Hindu skomentowała „Time Flies” stwierdzając, że „ten epicki 11-minutowy utwór jest po prostu jednym z najlepszych utworów Porcupine Tree. Ucieleśniony w melodyjnej prostocie z rytmicznym wzorcem brzdąkania, utwór faluje kaskadowymi crescendo, dudniącym środkiem i napędowym zakończeniem”. Recenzent AllMusic- Greg Prato, napisał: „…The Incident składa się z jednej długiej piosenki – utworu tytułowego – która zawiera wiele różnych części (które zajęłyby całą stronę pierwszą w dobrych starych czasach winylu), a także garść krótszych kompozycji, które zamykają album. Wspomniany utwór tytułowy z pewnością będzie tematem rozmów o albumie, ponieważ udaje mu się włączyć bombastyczność i melodię (szósta część, która dzieli tytuł albumu), rock (‘Octane Twisted’), folkowe momenty Yes (‘The Seance’) i groove’y w stylu Tool (‘Circle of Manias’), zanim wszystko delikatnie odpłynie na chmurze magicznego pyłu (‘I Drive the Hearse’). To powiedziawszy, w przeciwieństwie do wczesnych progresywnych muzyków, którzy preferowali meandrujące instrumentalne bazgroły od zwięzłego pisania piosenek, Porcupine Tree zawsze faworyzuje znaczenie zapadających w pamięć piosenek od efektownych solówek, co z pewnością czyni grupę jednym z najlepszych współczesnych zespołów rocka progresywnego.”
Album został nominowany do nagrody Grammy w kategorii Najlepszy Album Dźwięku Przestrzennego i znalazł się w pierwszej 25. na listach przebojów w USA i Wielkiej Brytanii. Został nagrodzony tytułem „Album Roku” w magazynie Classic Rock i niemieckim Eclipsed.
„Octane Twisted”, album koncertowy wydany przez Porcupine Tree 5 listopada 2012 roku, nagrany w składzie: Steven Wilson (wokal prowadzący, gitara; miksowanie), Colin Edwin (gitara basowa), Richard Barbieri (instrumenty klawiszowe, syntezator), Gavin Harrison (perkusja, instrumenty perkusyjne; miksowanie) i członek trasy koncertowej John Wesley (gitara, wokal wspierający), zawiera w całości koncertowy występ zespołu z albumu „The Incident” z 2009 roku, nagrany w Riviera Theater w Chicago 30 kwietnia 2010 roku. Druga płyta zawiera inne utwory nagrane również w Chicago (CD 2, utwory 1–4), a także trzy piosenki z (wówczas) ostatniego występu zespołu w Royal Albert Hall w Londynie 14 października 2010 roku (CD 2, utwory 5–7). Pierwsze wydanie zawierało również płytę DVD z nagraniem wideo z koncertu „Incident:


Ta specjalna limitowana edycja 2CD (z dodatkowym DVD) w postaci digibooka z 2 przezroczystymi tackami, 44-stronicową broszurą zszytą z grzbietem, tekturową kopertą na dodatkowy dysk, 4-stronicową broszurą promocyjną od Kscope i białą naklejką reklamową z czarno-fioletową czcionką, była jedyną w takiej ekskluzywnej okładce, późniejsze „ubrano” w opakowanie typu Paper Sleeve albo Digipak.
„Octane Twisted” – oferta koncertowa Porcupine Tree – to pięćdziesięciopięciominutowy epos podzielony na czternaście części, to abstrakcyjny utwór koncepcyjny z mnóstwem klimatycznego piękna, z którego znam zespół. Chociaż druga płyta czerpie z utworów z całej kariery Porcupine Tree, pierwsza płyta jest poświęcona wyłącznie ich arcydziełu z 2009 roku. Zaskakujące wydaje się to, jak dobrze Porcupine Tree udaje się odtworzyć brzmienie albumu w trasie koncertowej i choć surowsze podejście wokalne Stevena Wilsona jest jednak bardzo podobne do wydania studyjnego. Porcupine Tree wykorzystuje fragmenty „The Incident” w nowych, świeżych wersjach na potrzeby tego nagrania na żywo i fakt, że zespołowi udało się tak pięknie odtworzyć ten album na żywo, świadczy o ich wysokim profesjonalizmie. Druga płyta wydaje się mniej istotna niż pierwsza, ale utwory są dobrze dobrane, a jakość wykonania jest utrzymywana. Brakuje przesadnie granych „Trains” i „Lazarus”, zastąpionych dłuższym, bardziej progresywnym materiałem Porcupine Tree. „Hatesong” to genialny pokaz precyzyjnego stylu gry Gavina Harrisona, a basowy groove Edwina to prawdziwy hit dla tłumów na koncercie. Punktem kulminacyjnym drugiej płyty jest „Arriving Somewhere But Not Here”- to cudownie skomponowany i wykonany utwór, który okazał się ideałem żywego grania. Nagranie jest na poziomie tego, czego można by oczekiwać od Porcupine Tree — jest tu poświęcona uwaga audiofilom i słuchaczom korzystających z systemu dźwiękowego wysokiej rozdzielczości, choć w najcięższych momentach zestawu miksowanie wydaje się opierać na basie, co powoduje zagłuszanie niektórych szczegółów w wykonaniu. W większości „Octane Twisted” skupia się na atmosferycznej, progresywnej stronie Porcupine Tree i pod tym względem nagranie jest fantastyczne. Czy można to porównać do niemal perfekcji, jaką zespół osiąga w studiu? Mam wrażenie, że tak. To solidny album koncertowy i chociaż Porcupine Tree zawsze najlepiej będzie usłyszeć w ich wersji studyjnej, „Octane Twisted” pokazuje, jak skrupulatni są jako zespół występujący na żywo.

Recenzent AllMusic- Thom Jurek, napisał: „…The Incident znalazł się w pierwszej trzydziestce zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Stanach Zjednoczonych. Płyta pierwsza zawiera The Incident w całości. Album studyjny został zaprezentowany jako płynna 55-minutowa suita. Tutaj zostaje wyrzucony przez okno niemal natychmiast. Otwierający utwór ‘Occam’s Razor’ łatwo ustępuje miejsca ‘The Blind House’, bez przerwy, ale gdy ten ostatni utwór dobiega końca, Steven Wilson przerywa czar, witając tłum. Większość utworów tutaj ściśle trzyma się długości swoich studyjnych odpowiedników, z jednym wielkim wyjątkiem: ‘Time Flies’ pozwala improwizacji trwać ponad minutę dłużej, co daje doskonały efekt — zniekształcenia i gitarowe fajerwerki są niezwykłe. Jako całość, Octane Twisted zawiera mniej dynamicznego i teksturalnego zakresu niż The Incident, ale okazuje się to pozytywne, ponieważ nadrabia to z nawiązką czystą rockową siłą i dramaturgią. Sprawdź surowe emocje w ‘Drawing the Line’, metaliczny bas w ‘Circle of Manias’ i zwiększone napięcie między klawiszami Richarda Barbieri a gitarą Wilsona w utworze tytułowym jako przykłady. Druga płyta zawiera wykonanie na żywo ‘Bonnie the Cat’ z płyty bonusowej The Incident, reszta to wykonania piosenek z katalogu zespołu. Wśród jego najważniejszych utworów znajdują się: rozszerzona interpretacja „Hatesong”, 15-minutowy medley ‘Russia on Ice’/’The Pills I’m Taking’ (ten ostatni jest drugą częścią ‘Anesthetize’) oraz kosmiczny singiel ‘Stars Die’. Bliższy ‘Arriving Somewhere But Not Here’, który pierwotnie ukazał się na Deadwing z 2005 r ., rozpoczyna całość w wielkim, rozległym stylu. Pięknie nagrany, Octane Twisted oferuje żywy dowód na to, że The Incident jest jednym z najbardziej ambitnych dzieł koncepcyjnych rocka.”
_______________________________________________________
Uznany na całym świecie muzyk, producent i autor tekstów Steven Wilson [według wydawcy] wydał swój ósmy album studyjny „The Overview” (Virgin, wydanie z 14 marca 2025). 42-minutowe dzieło, składające się z dwóch epickich utworów – „Objects Outlive Us” i „The Overview” – inspirowane jest „efektem przeglądu„, transformującym doświadczeniem astronautów patrzących na Ziemię z kosmosu. Wraz z „The Overview” Wilson powraca do swoich progresywnych korzeni, gatunku, w którego kształtowaniu odegrał kluczową rolę. Dwa ambitne utwory składają się z unikalnych sekcji muzycznych, które płynnie łączą klasyczne elementy progresywne z nowoczesnymi wpływami, takimi jak elektronika i post-rock. Teksty, częściowo napisane przez Andy’ego Partridge’a z XTC, opowiadają o pięknie i wyzwaniach życia na Ziemi. Album odzwierciedla 30 lat kariery Wilsona, z echami Porcupine Tree, The Raven That Refused to Sing i The Future Bites. Jak zawsze, Wilson zapewnia audiofilskie doznania: „The Overview” będzie dostępny w wersji Spatial Audio oraz jako specjalnie zmasterowany winyl o połowie prędkości. Podpisaną kopię płyty Stevena Wilsona, można było zamówić w przedsprzedaży w sklepie Amazon w Wielkiej Brytanii.

Album jest dostępny na CD, samodzielnym blu-ray (z Atmos, 5.1, hi-res stereo i instrumentalami), różnokolorowym winylu oraz jako zestaw 2CD+blu-ray deluxe edition (w 96-stronicowym opakowaniu książkowym), które oferuje bonusową płytę CD z 60 minutami muzyki (nazywaną The Alterview), nieuwzględnioną na ostatecznym albumie, oraz specjalnie zamówioną orkiestrową wersję 23-minutowego „Objects Outlive Us” (nazywaną „Orchestral Objects”). Blu-ray w wersji deluxe różni się od samodzielnej wersji, ponieważ dodaje The Alterview w hi-res stereo (tylko) i „Orchestral Objects” w 5.1 i Atmos.
Opis płyty autorstwa Scotta Mediny w magazynie przedstawia się następująco: „Steven Wilson stawia sobie za cel wzniosłe szczyty w swoim najnowszym wydawnictwie tematycznym. Do niebios i dalej, do najdalszych zakątków ludzkiej wyobraźni, a nawet dalej. Wydaje się stosowne, że ta międzygwiezdna wyprawa jest zgodna z jego własnym etosem jako artysty: śmiało iść tam, gdzie nikt jeszcze nie dotarł. Albo przynajmniej zaskakiwać publiczność i nie powtarzać się zbyt często. Pod tym względem Wilson odnosi tylko częściowy sukces. Po pop-rocku lat 80. To The Bone , elektronicznym popie The Future Bites i łączącej gatunki pracy artystycznej The Harmony Codex, Wilson otrzymuje duże punkty za zaskakujący zwrot akcji w swoim kolejnym dziele: albumie koncepcyjnym składającym się z dwóch długich utworów. Jeśli kiedykolwiek miał zamiar bezczelnie powrócić na terytorium rocka progresywnego, to wydaje się to być klasycznym sposobem na zrobienie tego. Jeszcze bardziej imponujący jest jego wybór tematycznego wykorzystania ‘efektu przeglądu’ – zmiany poznawczej, której podobno doświadczają astronauci, patrząc na Ziemię z kosmosu. Dało to Wilsonowi właściwą ‘perspektywę’ dla albumu, poprzez próbę powiązania nieskończonej ogromności przestrzeni kosmicznej z naszymi krótkowzrocznymi egocentrycznymi troskami tutaj, na Ziemi. Genialne. Mimo to album w całości nie eksploruje tak wielu nowych terenów na poziomie muzycznym, jak można by przypuszczać. Chociaż prezentuje jeden z najbardziej eklektycznych gustów muzycznych – i bibliotek – spośród wszystkich w tej galaktyce, nie oznacza to, że za każdym razem będzie się odradzał. Podczas gdy jego poprzedni The Harmony Codex pękał w szwach od nowych pomysłów i świeżych dźwięków, The Overview pokazuje Wilsona, który trochę to powściąga i powtarza to, co robił wcześniej, choć w nowym szablonie. Rzeczywiście, muzycznie album wydaje się retrospektywą wszystkiego, co Wilson nagrał. Można usłyszeć tak wiele konkretnych cytatów z przeszłości (aż do bardziej psychodelicznych dni Porcupine Tree), że można się zastanawiać, czy nie ukrył ich tam celowo, jak pisanki dla swoich fanów, aby mogli je odkryć i prześledzić do ich pierwotnego źródła. Nawet struktura tych dwóch długich eposów została już wcześniej wypróbowana w The Incident, gdzie kilka niezależnych piosenek zostało połączonych w jeden rozbudowany utwór. Należy jednak przyznać, że wysiłek ten jest bardziej płynny w przypadku tego najnowszego wydania. To wszystko, aby powiedzieć, że podczas gdy The Overview jest wspaniałym i epickim pomysłem, jest to raczej świętowanie tego, co było wcześniej. Co, po wahaniach jego wyżej wymienionych ostatnich albumów, może być pewną ulgą dla jego wiernych fanów, którzy teraz mogą po prostu rozkoszować się tymi dwoma rozszerzonymi dziełami sztuki. Aby zrealizować ten kosmiczny koncept, Wilson zatrudnia nowych i znanych przyjaciół, ale to nadal w dużej mierze solowy album. Oprócz wokalu, gitar akustycznych i elektrycznych, klawiszy, programowania perkusji, projektowania dźwięku i pianina, Wilson gra również prawie na całym basie na albumie. Najwyraźniej podobało mu się zostanie następcą basisty Porcupine Tree , więc kontynuuje tę pasję tutaj. […] 23-minutowy utwór ‘Objects Outlive Us’ otwiera album i od razu jest: wysoki głos Wilsona w falsecie przesiąknięty pogłosem. Dla tych, którzy mogliby nabawić się PTSD po ‘Personal Shopper’ lub „Permanating”, nie bójcie się… utwór przechodzi dalej. Wchodzimy w mgłę, najwyraźniej znajdując nas na wrzosowisku innej planety, gdzie obcy pyta monotonnym głosem (jak w ‘Detonation’): ‘Czy zapomniałeś, że istnieję?’. Z ironiczną odpowiedzią Wilsona: ‘Powiedziałem: 'Tak, bo grałeś zbyt ciężko, żeby cię zdobyć’ można by pomyśleć, że to rozmowa kpiąca z Boga. Ale nie, to opowieść science fiction, ponieważ od czasu do czasu pojawiają się aluzje do Majora Toma i Rocket Mana do 2001 i ‘A Smart Kid’ lub ‘Last Chance To Evacuate Planet Earth Before It’s Recycled’. Następujący chóralny śpiew ‘Buddy ery nowożytne’ recytuje litanię powodów, dla których nasz gatunek – tarzający się we własnych odchodach – nie dożyje przyjemnego końca. To całkiem mocny początek, choć nie nietypowy dla ponurego spojrzenia Wilsona na aspiracje ludzkości. Po dwóch fragmentach potrzebujemy już promyka światła, który da nam jaśniejszą perspektywę. Na ratunek przychodzi Andy Partridge – sam będący dość sarkastycznym obserwatorem ludzkich kontrastów – który oferuje tekst do kolejnego ‘Objects: While’. Partridge pięknie zestawia nasze banalne dramaty z kosmiczną osobliwością gwiazd nad nami: ‘Torba na zakupy pękła, zrzucając jajka i mąkę na ziemię tak, jak rozbijają się gromady gwiazd’ lub rozpadającego się małżeństwa: ‘Oczywiście, że żyje, wróci do domu około piątej, ale cisza nadchodzi, gdy mgławica umiera w Drodze Mlecznej’. Bonus: dla zabawy wyobraź sobie Partridge’a śpiewającego te słowa w swoim własnym, niepowtarzalnym stylu wokalnym. To działa. Kiedy Wilson zaczyna grać na zniekształconym basie akustycznym, by otworzyć drugą połowę utworu (à la ‘Harridan’), zaczynają latać tripowe gitary i w końcu pojawiają się oznaki większej muzycznej siły. Niestety, następna sekcja – złowieszczo zatytułowana ‘The Ark’ – trochę zwalnia tempo, z powtarzalną melodyjną strukturą wokalną, która nie jest o wiele bardziej inspirująca niż wcześniejsza sekcja ‘Buddha’. Główna część historii wydaje się być opowiedziana tutaj, ale nie jest łatwa do zrozumienia ze względu na warstwowe wokale. Na szczęście Russell Holzman zaczyna naprawdę imponować na zestawie perkusyjnym, Wilson radzi sobie całkiem nieźle na basie, a kiedy docieramy do ‘Cosmic Sons of Toil’ i ognistego solo McStine’a, nasza historia ewakuacji planety rozkręca się w klasycznym stylu Wilsona. Powtórka rozmowy o mglistym wrzosowisku rozpoczyna wystawny finał, który zamyka utwór: przestrzenne, ponad trzyminutowe solo gitarowe McStine’a. To trochę jego moment ‘Drive Home’, ale po otrzymaniu wskazówek, aby nie grać bohatera gitary, jest bardziej zakorzeniony w wrażliwości Frippa niż w majestacie Gilmoura. Solo kończy się w zwolnionym tempie bomby nurkowej, która jest pysznie zagłuszana przez szorstkie smyczki przekazujące kosmiczny trzask w ‘Heat Death of the Universe’. Jeden epicki utwór za nami, jeden przed nami, ponieważ tytułowy utwór zabiera nas głębiej w odległe zakątki kosmosu. Jak daleko? Rotem Wilson odpowiada na to pytanie, dostarczając trochę kontekstu, recytując odległości od Ziemi do różnych galaktyk, gromad i gwiazd. (Nie, nie wspomina filmu Sok z żuka, ale raczej o czerwonyn nadolbrzymie w gwiazdozbiorze Oriona, Betelgezie) Odlotowe, rozwijające umysł rzeczy. Czy jednak recytacje liczbowe w formie mówionej wytrzymają wielokrotne słuchanie, nie stając się męczące dla słuchacza? Tylko czas pokaże. Mija prawie 5 minut, zanim dotrzemy do pierwszej właściwej piosenki, wspaniałej ‘A Beautiful Infinity’, która z pewnością jest jednym z najważniejszych momentów albumu. Tym razem Niko Tsonev zostaje wybrany do gitarowej solówki, a Craig Blundell w końcu się pojawia, choć ironicznie zaczyna się to jako jedna z bardziej bezpośrednich partii perkusyjnych na albumie. McStine dostaje nawet solówkę moog, która brzmi niepokojąco znajomo do tej Richarda Wrighta. Tekstowo Wilson wychodzi ze swojej drogi, by głosić swoje ateistyczne podejście do rzeczy: ‘Nie ma żadnego powodu, by cokolwiek z tego robić, tylko piękna nieskończoność. Żadnego projektanta, nikogo za kierownicą, tylko egzystencjalna tajemnica. La la la la…’ Okej, Steven, rób to po swojemu, to twój album. Ludzkość jest nieistotnym pyłkiem kurzu w tej nieskończonej przestrzeni tajemnicy… czy to przygnębiające czy dające nadzieję? Wygląda na to, że możemy tworzyć znaczenie, które wybieramy. ‘Infinity Measured in Moments’ przyspiesza, a perkusja wchodzi na wyższy bieg, a Adam Holzman w końcu daje czadu z rozszerzonym solo Mooga. Pod koniec utworu dzwoniące ukulele McStine’a otacza słuchacza, a Rotem powraca, wprowadzając nas w ostatnią sekwencję. Chociaż Wilson komentuje, że kosmos jest zimnym, nieprzejednanym miejscem śmierci, postanawia nas pożegnać w niebiańskim stylu – na nastrojowej chmurze zawieszonych klawiszy i saksofonie sopranowym Theo Travisa. Szkoda, że ta końcowa część trwa tylko trzy minuty, ponieważ wydaje się, że mogłaby się rozciągnąć do całych osiemnastu minut. Tutaj dzieje się wiele, choć niektóre sekcje nie wybijają się poza wszechświat tak bardzo, jak można by się spodziewać. Czy 18-minutowy utwór tytułowy dorównuje niebiosom osiągniętym przez Fazę 1 ‘The Sky Moves Sideways’? Być może niesprawiedliwe jest porównywanie tych dwóch, oddzielonych trzydziestoma latami. Dobra wiadomość jest taka, że Wilson nadal angażuje nas przemyślaną, angażującą muzyką, rozwijając swoją karierę. Oczywiście, jest ona również nienagannie wyprodukowana i brzmi tak perfekcyjnie, jak można by oczekiwać. I idealnie nadaje się do kinowego doświadczenia, które powinno nastąpić, wraz z towarzyszącą trasą koncertową. Może to nie jest decydujący moment jego kariery, ale The Overview to mile widziany postęp w jego katalogu, który nadal rozszerza się do pięknej nieskończoności.”
