Rekomendowane wydawnictwa płytowe pop/rock/ballada
(rozdział pięćdziesiąty ósmy, część 2)
Płyty z muzyką łączącą blues, współczesny gospel, hip-hopowe beaty, ostrzejszy rock od pewnego czasu u współczesnego słuchacza wzbudza zainteresowanie, a często też entuzjastyczne reakcje…
![]()
Piosenkarz soul i rythm&blues Charles Bradley [wg biografii Charlesa Bradleya autorstwa Steve’a Leggetta] nie stał się artystą nagrywającym, wybierając łatwą drogę. Jako twardy, niezwykle namiętny wokalista w tradycji Otisa Reddinga i Wilsona Picketta, Bradley przez dziesięciolecia pracował jako wędrowny piosenkarz soulowy, a czasami imitator Jamesa Browna, zanim został odkryty z opóźnieniem w latach 2000. przez skupioną na soulu wytwórnię Daptone, która wydała jego pierwszy album, „No Time for Dreaming” z 2011 roku, gdy Bradley miał 62 lata. Dostarczając proste oryginalne piosenki i osobliwe covery rockowych utworów w klasycznym stylu r&b, Bradley stał się tematem słynnego filmu dokumentalnego („Charles Bradley: Soul of America”), nagrał dwa kolejne uznane albumy (Victim of Love z 2013 roku i Changes z 2016 roku) i występował w najlepszych programach telewizyjnych i na najważniejszych międzynarodowych festiwalach muzycznych, zanim los położył kres jego późnej karierze w 2017 roku.
- Album „No Time for Dreaming”, nagrany przez Charlesa Bradleya i Menahan Street Band w Dunham Studios i zmiksowany w cieszących się międzynarodowym uznaniem studiach „House of Soul” wytwórni Daptone Records, został wydany 25 stycznia 2011 roku przez Dunham Records.



„Dunham Records – wytwórnia Daptone Records – [według notatki wydawcy] potrzebowała zaledwie dwóch lat, aby ugruntować swoją pozycję jako jednej z najbardziej porywających sił twórczych w muzyce soul. Pomysł gitarzysty/producenta Thomasa ‘Tommy’ego TNT’ Brennecka, by niezatarte, nastrojowe brzmienie firmy Dunham był też uosobieniem jego flagowego artysty, Menahan Street Band. Po wydaniu kilku kluczowych 45-tek, Dunham Records przygotował się do wejścia w kolejną fazę swojej ewolucji wydając debiutancki album swojego pierwszego wokalisty, Charlesa Bradleya. Jego głos ewoluował od całego życia płacenia składek, nomadycznej pracy przez dziesięciolecia w różnych codziennych pracach od Maine do Alaski – śpiewając i występując w wolnym czasie – zanim ponownie osiedlił się w swoim rodzinnym mieście Brooklyn i ostatecznie znalazł muzyczny dom w Dunham. W jego charakterystycznie szorstkim brzmieniu słychać nieomylny głos doświadczenia – każda nuta i chropawa intonacja to odbicie jego długiej, czasami kamienistej, osobistej ścieżki. Jest rzeczą słuszną, że producent ‘No Time For Dreaming’, Brenneck (również członek The Dap-Kings i The Budos Band) rozpoznał w Bradleyu pokrewną duszę muzyczną – wokalistę, którego występy emanują zarówno surową mocą, jak i przejmującym pięknem. Nagrany w Dunham Studios i zmiksowany w cieszących się międzynarodowym uznaniem studiach „House of Soul” wytwórni Daptone Records, ‘No Time For Dreaming’ to natchniony dźwięk przebudzenia”.
„No Time for Dreaming” spotkał się z generalnie pozytywnymi recenzjami. Benjamin Boles z Now napisał: „Chociaż minęło trochę czasu, zanim magia została w końcu nagrana na taśmie, rezultaty są warte czekania”. Max Blau z Paste oznajmił: „No Time for Dreaming nie tylko odnosi sukces jako definiujące ukoronowanie dotychczasowej muzycznej kariery Bradleya, ale także potwierdza argument, że Daptone Records nie może zrobić nic złego”. Josh Modell ze Spin wyraził następującą opinię: „No Time for Dreaming zawodzi w świecie Heartaches and Pain’ (zobacz pamiętny utwór końcowy), ale rozpacz Bradleya nigdy nie jest mniejsza niż wzruszająca”. J. Arthur Bloom z Tiny Mix Tapes napisał: „Menahan Street Band realizuje wizję No Time for Dreaming z Brenneckiem na czele. Bardziej Memphis niż Detroit, zawsze są obecni, ale nigdy nie są pretensjonalni”. Phil Johnson z The Independent: „Bradley, 62-letni były hydraulik i imitator Jamesa Browna, ma chrapliwy, nieskończenie bolesny głos, ale nie wydaje się, aby między nim a zespołem istniała jakakolwiek prawdziwa interakcja”. Mike Madden z PopMatters podsumował: „Nie musisz znać jego historii, żeby zakochać się w Bradleyu — muzyka mówi sama za siebie. Na ten album trzeba było długo czekać, ale zdecydowanie warto było czekać”.
Hal Horowitz z AllMusic napisał taką opinię: „Przy pierwszym odsłuchu większość słuchaczy nie będzie w stanie stwierdzić, że debiutancki album Daptone odważnego soulowego wokalisty Charlesa Bradleya nie został nagrany pod koniec lat 60. i odkurzony, aby ukazać się na początku 2011 roku. Kolejne utwory ujawniają subtelności w produkcji i instrumentacji, które mogą niektórych naprowadzić na trop, ale poza tym jest to niezwykła reprodukcja brzmienia klasycznego soulu południowego. Połączenie smaru i chropowatości Stax i Muscle Shoals zostało uchwycone w tym, co można nazwać tylko ‘brzmieniem Daptone’. Dęciaki, perkusja, wokale w tle, wibrafon i gitara rytmiczna tworzą przytulny, często gorący koc, w który owija się Bradley. Jego ziarnisty, żywy wokal jest prosto ze szkoły Jamesa Browna / Wilsona Picketta ; dobrze czuje się zarówno z gospelowym tęsknotą wolniejszych ballad, ale jest gotowy, aby bez ostrzeżenia wykonać skok do krzykliwej, palącej intensywności. Yin-yang między Bradleyem i jego muzykami byłby imponujący, nawet gdyby materiał nie był tak najwyższej klasy, jak te kilkanaście piosenek. Cała trójka pracując razem daje idealny ton dla albumu R&B, jeden z wyraźnymi antecedencjami do korzeni gatunku z nowymi utworami, które są tak potężne i poruszające jak melodie z klasycznej ery muzyki. Zespół ma nawet swój własny pokaz w instrumentalnym, zabarwionym latynoską ‘Since Our Last Goodbye’, być może nietypowym wcieleniu na album wokalisty, ale takim, który wzmacnia więź między grupą wspierającą a jej wokalistą. Bradley miał ciężkie życie, przez lata kręcąc się jako występ w lounge’u, wykonując covery, dopóki ludzie z Daptone nie przyszli z nowym materiałem i swoją opatentowaną produkcją. Ta historia jest widoczna w każdej śpiewanej przez niego nucie; błagając, prosząc i składając świadectwo w stylu, który niewielu współczesnych wokalistów potrafi zgromadzić, nie popadając w parodię. Tekstowo materiał jest mieszanką społeczno-politycznych tematów (‘The World Is Going Up in Flames’. ‘Golden Rule’), rozdzierających serce romansów (‘I Believe in Your Love’, ‘Heartaches and Pain’) i radości prawdziwej miłości (‘Lovin’ You Baby’). Niektóre utwory są bardziej osobiste, zwłaszcza ‘No Time for Dreaming’, gdzie mówi sobie, żeby poważnie podejść do swojej kariery, a w „Why Is It So Hard”, gdzie opowiada historię swoich życiowych trudności. Nawet jeśli koncepcje wydają się wyeksploatowane, muzyka i występy są pełne życia, a aranżacje są innowacyjne, ale jednocześnie oparte na korzeniach. Miłośnicy retro-soulu, którzy twierdzą, że nie robią tego tak, jak kiedyś, będą z pewnością zachwyceni, ale nawet współcześni fani R&B nie mogą nie być poruszeni emocjami i pasją widocznymi w każdej nucie tego porywającego zestawu”. Magazyn Mojo umieścił album na 40. miejscu na swojej liście „50 najlepszych albumów 2011 roku”
Bradley zmarł 23 września 2017 roku w wieku 68 lat na raka żołądka w nowojorskim Brooklynie. Od czasu swojej śmierci Bradley wystąpił w kilku nagraniach archiwalnych, w tym w nagraniu na żywo z Apollo Theatre w ramach wydawnictwa Daptone Super Soul Revue
![]()
Rag’n’Bone Man (właściwie Rory Charles Graham), to brytyjski piosenkarz i autor tekstów, urodzony w 1985 roku w Uckfield, któremu światową sławę przyniósł wydany w 2016 roku singiel „Human”. Stał on się wielkim międzynarodowym przebojem. Artysta ma na swoim koncie dwa bardzo dobrze przyjęte albumy studyjne: debiutancki „Human” (2017) oraz wydany w 2021 roku „Life by Misadventure”.
- „Human”, debiutancki Rag’n’Bone Mana, wydany 10 lutego 2017 roku nakładem Columbia Records, zadebiutował na pierwszym miejscu listy przebojów UK Albums Chart ze sprzedażą 117 000 egzemplarzy, co czyni go najszybciej sprzedającym się debiutanckim albumem artysty w drugiej dekadzie XXI wieku.


Debiutancki album Rag’n’Bone Mana, prezentuje wokalistę o charakterystycznym, potężnym, chropawym barytonie, łączący korzenny blues, współczesny gospel z hip-hopowymi beatami. Choć wokal Rag’n’Bone Mana jest niewątpliwie absorbujący, piosenki często cierpią na spokojną, przesadnie dopracowaną produkcję i schematyczne teksty, które niekiedy skrywają jego surowy talent. Krytycy byli pełni uznania gdy usłyszeli idealnie łączony miejski, bluesowy charakter ze współczesnym, popowym wyczuciem. Surowsze brzmienia, a cappella „Die Easy” wyróżniają się jako surowy, emocjonalny punkt kulminacyjny, który pozwala zabłysnąć nieskażonej sile wokalnej Rag’n’Bone Mana. Za wadę można uznać mocno przetworzoną instrumentację, która czasami wydaje się kłócić z wokalistą, którego największą siłą jest jego naturalny, organiczny soul. Jeśli jesteś fanem współczesnego blues-popu w stylu takich artystów jak Hozier czy Aloe Blacc, znajdziesz tu wiele atrakcji, które polubisz. Jeśli jednak szukasz surowego, minimalistycznego albumu bluesowego, ten zgrabny, popowy format może sprawić, że zapragniesz jednak więcej.
- Płyta „Wolves”, wydana po raz pierwszy jako darmowa EP-ka w 2014 roku, uznany zbiór surowego bluesa, gospelowych zawodzeń i brytyjskich beatów hip-hopowych, znakomicie prezentuje bogaty, chropawy wokal Rory’ego Grahama, poprzedzający jego ogromny crossover z mainstreamem.


Fani i recenzenci konsekwentnie chwalą to wydanie z kilku kluczowych powodów: przez wyjątkowe brzmienie i surowe emocje. Utwory takie jak tytułowy „Wolves” i „Lay My Body Down” emanują melancholijną, porywającą intensywnością, która wydaje się bardziej organiczna i osobista niż jego mocno dopracowane, późniejsze utwory popowe. Płyta – często dostępna w tekturowym opakowaniu – jest niezwykle poszukiwana przez kolekcjonerów i fanów pragnących mieć kawałek jego wczesnej, niezależnej ery.
- Rag’n’Bone Man powrócił albumem „Life By Misadventure”, po trzech latach od niesamowitego debiutu płytowego – „Human”, który zyskał niezliczone złote, platynowe i wyróżnienia na całym świecie.

„Life By Misadventure” to spektakularna kolekcja emocjonalnych piosenek, pełnych serca, duszy i nowych pomysłów. Wielu uważa, że ta płyta to dojrzalsza, pełna korzeni ewolucja jego debiutanckiej płyty. Zamieniając agresywne elektroniczne rytmy na ciepłą, organiczną amerykańską muzyką i soulem, album skupia się na introspektywnych tekstach, ukazując surową moc wokalu. Najczęściej wyróżniane przez krytyków utwory to: „Anywhere Away From Here”- hipnotyzujący, który podnosi emocjonalną poziom płyty, „All You Ever Wanted”: porywający, optymistyczny singiel, który odwołuje się do nostalgicznego indie-popu i przełamuje wolniejsze tempa, „Party’s Over”: mroczniejszy, bluesowy utwór z doskonałą solówką gitarową i ukazuje główne tematy albumu: ból serca i emocjonalne uzdrowienie.
Krytycy są zgodni, że album zalśnił, gdy Rory Graham oddał się wpływom klasycznego R&B i akustycznym aranżacjom na żywo. Niektórzy recenzenci uważali, że łagodniejsza, stonowana introspekcja albumu momentami zahaczała o generyczne, przeciętne brzmienie. Ogólnie rzecz biorąc, jest to kosztownie wyprodukowany, ale emocjonalnie nośny zbiór piosenek o dorastaniu, odpuszczaniu i noszeniu swoich błędów jak zbroi.

„Life By Misadventure” wydane przez wytwórnię Columbia (nr kat.- 19439855001)

„Life By Misadventure” wydane przez wytwórnię Columbia (nr kat.- 19439855081)
Zarejestrowany w Nashville materiał, wydany w 2021 roku „Life By Misadventure”, w wersji na dwóch krążkach winylowych, wyróżnia się niesamowitym, głębokim wokalem oraz udanymi utworami, takimi jak poruszające „Fall in Love Again” czy przebojowy duet z Pink w „Anywhere Away from Here”. Fani doceniają album za autentyczność, produkcję na żywo (bez nadmiernego autotune’a) i doskonałą jakość tłoczenia winylowego. Wytłoczenie na dwóch płytach pozwoliło zmieścić 14 utworów na 4 stronach, co zapewnia doskonałą dynamikę dźwięku. Ciepłe, analogowe brzmienie bardzo dobrze pasuje do soulowego klimatu płyty, choć recenzje audiofilskie wskazują, że wersja cyfrowa (Hi-Res) lepiej oddaje głębokie niskie tony (stereofoniczny bas). Wydanie na podwójnym winylu (2LP) stanowi gratkę dla audiofilów dzięki ciepłemu, głębokiemu brzmieniu instrumentów (np. soczysty fortepian i gitary).
![]()
Kariera piosenkarza, autora tekstów i producenta Aloe Blacc’a jest wypełniona ostrymi zwrotami twórczymi, od retro-soulu przez muzykę taneczną po pop, odzwierciedlającą różnorodne tło odsłuchowe. Pomimo szerokiego zakresu nagrań w całej działalności, która sięga drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych, Aloe konsekwentnie utrzymuje jakość każdego dźwięku – wzmocnionego jego rustykalnym głosem tenorowym – z większością jego tekstu zakorzenionego w rzeczywistości, ale zazwyczaj dobrego i podnoszącego na duchu. Zaczął od podziemnych nagrań rapowych i po raz pierwszy osiągnął komercyjny sukces dzięki „I Need a Dollar” (2010), crossoverowi zakorzenionemu w żwawym soulu.[wg Andy’ego Kellmana z magazynu AllMusic]
- „Shine Through”, debiutancki album Aloe Blacca, wydany przez wytwórnię Stones Throw, został w większości wyprodukowany przez samego Aloe we współpracy z Oh No i Madlibem. Płyta została wydana w 2006 roku przez Stones Throw Records.

Album wydany przez wytwórnię Stones Throw Records, prezentuje niekonwencjonalne połączenie neo-soulu, jazzu i trip-hopu. Recenzja Marisy Brown w ramach magazynu AllMusic tak opisała tę płytę: „Najbardziej frustrujące w debiutanckim solowym albumie Aloe Blacc, Shine Through, jest to, że zaczyna się od tak niesamowitego potencjału. Nie jest to skarga, to prawda, ale otwierający, ‘Whole World’, z hitem w połączeniu z gładkim głosem Blacca i niezbędnymi neo-soulowymi odniesieniami do muzycznych bohaterów (Marvin Gaye, Stevie Wonder, Ella Fitzgerald), jest dość wpływowy, a po nim następuje jeszcze lepszy utwór, adaptacja Sama Cooke’a ‘A Change Is Gonna Come’, piosenka wyprodukowana przez Oh No, jest nawiedzającą mieszanką warstwowych harmonii, bębnów i pustych dzwonków, biorąc klasykę i dając jej prawdziwą nowoczesną i ciemniejszą wrażliwość, nie tracąc żadnej mocy znalezionej w wersji Cooke’a. Dlatego jest to tak rozczarowujące, gdy Blacc wślizguje się w bardziej ogólne brzmienie R&B. Jest utalentowanym muzykiem, to jasne – zajmuje się prawie całą produkcją (kolega z wytwórni Madlib przejmuje rządy w „One Inna”), instrumentarium i samym wokalu – i udowadnia to od razu, a nic na Shine Through nie jest złe; to po prostu nie jest tak dobre, jak początkowo wydawało się, że będzie. Ale czy artysta powinien być obwiniany za stawianie oczekiwań, których można nigdy nie osiągnąć, dokuczając słuchaczom błyskotliwością, a następnie wycofując się? Trudno powiedzieć. Blacc wciąż brzmi świetnie, na ‘Shine Through’ jest wiele dobrych piosenek (‘Busking’ to kolejna, która przychodzi na myśl), a produkcja jest wspaniała i nigdy nie przewidywalna. Z dumą nosi swoje panamskie dziedzictwo, a wiele utworów ma silny, jeśli nie wyraźny, łaciński smak (dwa bonusowe utwory to portorykańska ‘Severa’ i doskonała hiszpańskojęzyczny cover ‘Ordinary People’ Johna Legendy. Ale pokazuje również, że jest człowiekiem, zwłaszcza lirycznie, gdzie częściej upada niż w innych kategoriach i nie tworzy albumu złożonego z 16 doskonałych piosenek. Niewątpliwie wywiera to dużą presję na młodego artystę, ale tylko dlatego, że zasugerował, że sobie z tym poradzi, że może zrobić coś, co naprawdę jest tak dobre. I nadal może. ‘Shine Through’ to tylko jego pierwszy solowy album, i mam nadzieję, że zanim pojawi się następny, znajdzie sposób, aby uczynić go naprawdę bezbłędnym.”

Debiutancki album Aloe Blacca „Shine Through” (2006, Stones Throw) na winylu to wielowymiarowe, eklektyczne arcydzieło. Płytę wyróżnia płynne łączenie soulu, funku, rytmów afro-kubańskich oraz hip-hopu , co winyl świenie demonstruje. Klimat wydawnictwa również świetnie oddaje jazzujący, analogowy charakter. Nelezy dodać, że w zależności od edycji, winylowe wydania zawierają także wersje instrumentalne lub unikalne covery, takie jak „Femme Fatale”.
- Drugi album studyjny Aloe Blacca z 2010 r. zatytułowany „Good Things” został szeroko chwalony przez krytyków za ciepłe, inspirowane latami 70. brzmienie soulowe i teksty o charakterze społecznym. Płytę wydał Stones Throw Records.

Druga płyta Aloe Blacca, „Good Things”, to olśniewający majstersztyk retro-soulu. Album, którego najważniejszym punktem jest potężny, miażdżący hymn „I Need A Dollar”, odchodzi od jego wcześniejszych hiphopowych korzeni, a na ich miejsce trafiają soczyste brzmienia instrumentów dętych w stylu lat 70., porywające smyczki i społecznie zaangażowane teksty. Produkcja El Michels Affair przywołuje na myśl Billa Withersa, Donny’ego Hathawaya i Otisa Reddinga, choć niektórzy recenzenci uważają, że płyta momentami zamienia surową innowację na nostalgiczny klimat epoki. Instrumenty akustyczne nadają jej autentyczny, ciepły, analogowy charakter. W przeciwieństwie do wielu swoich współczesnych, Blacc wykorzystuje ten album do eksploracji problemów ekonomicznych, bezrobocia i ulicznych zmagań. Utwory takie jak „Life So Hard” i „Politician” oferują mocne, poruszające teksty z ojcowskim ciepłem, a nie rozpaczą. Blacc śpiewa niezwykle płynnie i z duszą, tworząc wspaniały kontrast z cięższymi tekstami. Głównym punktem kulminacyjnym jest jego niespodziewanie poruszający i mroczny cover utworu „Femme Fatale” zespołu The Velvet Underground.

Winylowe wydanie „Good Things” (najczęściej jako podwójny album) doskonale oddaje instrumentalne bogactwo, orkiestracje smyczkowe i funkową energię. Wersja winylowa jest szczególnie poszukiwana przez audiofilów, ponieważ tłoczenie pozwala w pełni wybrzmieć wyrazistej sekcji rytmicznej i surowej produkcji zespołu Truth & Soul.
- Wydany w 2014 roku album „Lift Your Spirit” to pop-soulowe dzieło Aloe Blacca, które umiejętnie łączy old-schoolowy rhythm and blues, folk i funk, osiągając zaraźliwy, słoneczny klimat, choć momentami ociera się o radiową bezpieczną powtarzalność. Za produkcję odpowiadają DJ Khalil, Pharrell Williams, Theron Feemster i zespół Rock Mafia


Płytę „Lift Your Spirit” napędza przebojowy singiel „The Man” oraz akustyczna wersja „Wake Me Up” (hit z udziałem Blacca. Wokale Blacca przywołują na myśl klasyków soulu, a brzmienie jest bardzo ciepłe: Recenzenci docenili optymizm, choć niektórzy zarzucali krążkowi brak głębi. Według magazynu Pop Matters album łączy w sobie różnorodne style, i że. Aloe Blacc trzyma się tego, co generalnie robi najlepiej, czyli przyjemnej muzyki soul z nutą retro, ale z nowoczesnym akcentem. Na płycie „Lift Your Spirit” znajduje się mnóstwo wpadających w ucho hitów i jeśli nie rozpoznasz od razu „The Man” i „Ticking Bomb”, szybko utkniesz w nich na dobre. Zamiast muzyki znanej z wcześniejszych mega-hitów artysty, dostajemy nostalgiczną mieszankę stylów, która budzi skojarzenia z muzyką retro-soul i folkiem. Z perspektywy czasu album jest uznawany za przystępny, feel-good zbiór piosenek, który ma na celu poprawę nastroju słuchacza, choć puryści soulu mogą preferować jego wcześniejsze dokonania.

O płytach w formacie LP „Lift Your Spirit” Aloe Blacca (wydany na winylu przez Interscope Records) powtarza się opinia wśród kolekcjonerów, że winylowe wydanie krążka ma ciepłe, analogowe brzmienie eksponujące bogate instrumentarium oraz wyrazisty bas. Ciepłe i przestrzenne brzmienie dobrze eksponuje sekcję dętą oraz wokale, choć niektórzy audiofile mogą zauważyć, że produkcja jest mocno nastawiona na komercyjny sznyt. Najważniejsze utwory- radiowy hit „The Man” oraz akustyczna wersja „Wake Me Up” idealnie brzmią na czarnym krążku. Klasyczne wydanie LP (często na standardowym czarnym winylu), w fizycznej formie, oferuje naprawdę świetne doznania dla miłośników analogowego soulu.
- „All Love Everything” Aloe Blacca z 2020 roku, głęboko osobisty, zorientowany na rodzinę, popowo-soulowy album, napisany został głównie z perspektywy ojca. Płytę wydała wytwórnia BMG.

Album niesie ze sobą uniwersalne, podnoszące na duchu, pozytywne przesłania. Choć chwalony za serdeczną intymność, krytycy zauważyli, że brzmienie skłania się ku uogólnionemu, współczesnemu popowi. Krytycy oceniają album w sposób ostrożny, od bardzo entuzjastycznego po bardzo pozytywny, koncentrując się na jego całościowym, tematycznym charakterze: Blacc opisuje gatunek swojej muzyki jako tematyczny, oparty na jego koncepcji „A.I.M.”: afirmacji, inspiracji i motywacji. Utwory takie jak otwierający album „Family” i „I Do” (oda do jego żony Mai Jupiter) są powszechnie cenione przez słuchaczy za ich wrażliwość i ciepło. Magazyny muzyczne chwaliły album jako łagodną, regenerującą płytę na burzliwy rok, ale niektóre recenzje wskazywały, że produkcja była zbyt mało oryginalna i zbyt mocno podporządkowana głównym trendom popu.



Chociaż płyta spotkała się z mieszanymi recenzjami ze względu na nieco zbyt bezpieczne radiowe brzmienie, jest powszechnie doceniana za kojący, podnoszący na duchu przekaz. Album miesza elementy folku, soulu i współczesnego popu. Z perspektywy krytyków, podczas gdy niektórzy dziennikarze chwalili surowe, akustyczne i intymne podejście (np. w otwierającym utworze „Family”), inni zarzucali płycie zbytnio skalkulowane popowe brzmienie, które przypominało twórczość takich artystów jak Ed Sheeran czy Sam Smith.W recenzjach serwisu Soul and Jazz and Funk płyta została doceniona za szczerość, społeczno-świadome akcenty i dojrzałość, z kolei recenzenci tacy jak The Musical Hype wskazywali, że choć wokalista nie rewolucjonizuje swojego stylu po gigantycznym hicie „The Man”, dostarcza bardzo solidny i przyjemny materiał.
![]()
Irlandzki piosenkarz, autor tekstów i multiinstrumentalista Hozier został zauważony w 2013 roku, kiedy jego nastrojowy i uduchowiony rockowy singiel „Take Me to Church” stał się fantastycznym sukcesem. Piosenka katapultowała go do kontraktu na tytułowy debiut, platynowe certyfikaty w 11 krajach i nominację do nagrody Grammy za piosenkę roku w 2015 roku. Po kilku latach koncertowania i promocji powrócił z EP-ką 2018 „Nina Cried Power” i jego drugiej pełnego LP, „Wasteland, Baby!”, który trafił na pierwsze miejsce w USA i Irlandii po wydaniu w 2019 roku. Czteroletnia przerwa poprzedziła kolejny album Hoziera- wydany w 2024 roku, „Unreal Unearth” był ambitnym, topowym cyklem piosenek luźno opartym na „Piekle” Dantego. [według biografii autorstwa Steve’a Leggetta z magazynu AllMusic]
- „Hozier”, debiutancki album Hoziera, został wydany 19 września 2014 roku nakładem Island Records i Rubyworks Records . Przed premierą albumu artysta wydał EP-ki z 2013 i 2014 roku, „ Take Me to Church” (2013) i „ From Eden ” (2014), które zawierały utwory, które później znalazły się na pełnej płycie debiutanckiej. Podczas nagrywania albumu Hozier współpracował z producentem Robem Kirwanem.

Debiutancki album Hoziera, to ponura, a zarazem pełna soulu eksploracja bluesa, gospel i indie rocka. Osią płyty jest wznoszący się, polityczny hymn „Take Me to Church”, który łączy lekki, ziemisty baryton irlandzkiego piosenkarza i autora tekstów z bogatymi aranżacjami i mroczną, duchową symboliką. Krytycy powszechnie chwalili album po premierze, podkreślając, w jaki sposób młody artysta z łatwością połączył surowy, nieprzefiltrowany blues z Delty z nowoczesną, porywającą wrażliwością popową. Podczas gdy wyróżniające się utwory, takie jak „Angel of Small Death and the Codeine Scene” i „Jackie and Wilson”, dostarczały energetycznych, porywających rytmów, łagodniejsze, zapadające w pamięć momenty, takie jak „In a Week” i „Work Song”, pokazały jego wyjątkowe umiejętności narracyjne i kontrolę wokalną. Ten album to spójny, emocjonalny rollercoaster, który wydaje się jednocześnie przestrzenny i dopracowany, nie pozwalając, by instrumentacja przyćmiła głęboki kunszt liryczny Hoziera. Album „Hozier” ugruntował pozycję piosenkarza jako dojrzałego artysty i niezwykle utalentowanego debiutanta.

Debiutancki album Hoziera na winylu jest świetny- ciepłe, bluesowe brzmienie i głęboki wokal bardzo dobrze sprawdzają się na czarnych krążkach. Standardowe wydania 2LP są cenione za jakość, a rocznicowe wersje oferują dodatkowe utwory. Recenzenci chwalą debiutancki album za potężne, przestrzenne spektrum dźwięku. Dobre tłoczenia pięknie oddają surowe partie gitarowe, chórki i głęboki bas w utworach takich jak „Take Me To Church” czy „Work Song”. Dla uczczenia 10. rocznicy wydania albumu, wytwórnia przygotowała specjalną edycję na dwupłytowym kolorowym winylu.
- Album „Wasteland, Baby!”, wydany w marcu 2019 r. , to długo oczekiwany drugi album irlandzkiego piosenkarza i autora tekstów Hoziera.

Krytycy chwalili płytę za utrzymanie charakterystycznego dla Hoziera brzmienia gospel-bluesa i folk-soulu, przy jednoczesnym przesunięciu barw w stronę nieco cieplejszych. Teksty stały się bardziej zabawne i o społecznie zaangażowanych tematach w porównaniu z debiutem z 2014 roku. Łącząc folk, blues i R&B, album opiera się na katedralnym wokalu Hoziera, chórkach gospel i minimalistycznych aranżacjach akustycznych, akcentowanych elektryzującą gitarą. Najczęściej fani najchętniej wybierają: inspirowany protestem utwór otwierający „Nina Cried Power” (z udziałem Mavis Staples), zaraźliwy, inspirowany jazzem „Almost (Sweet Music)” i poruszający duszę singiel „Movement”. Album łączy niepokój związany z nadchodzącą apokalipsą z kojącym optymizmem odnalezienia miłości w chaotycznym świecie, co jest szczególnie zauważalne w pięknym, granym delikatnie utworze tytułowym. Podczas gdy niektórzy recenzenci zauważyli, że długi czas trwania płyty sprawia, że płyta dłuży się w połowie, jednak ogólna opinia wskazywała na pewny, dojrzały rozwój artysty. Album został powszechnie uznany za mistrzowsko wykonany następca po debiucie, który ugruntował artyście pozycję o wyjątkowej sile we współczesnej muzyce.

W tym samym czasie- w 2019 roku co płyty CD zostały wydane (przez wytwórnie Rubyworks i Columbia) edycje na materiale winylowym. Na płycie winylowej, wydanej najczęściej jako klasyczny, ciężki 180-gramowy czarny krążek (często w wersji 2LP), brzmienie jest ciepłe i głębokie. Fantastycznie eksponuje to dynamiczne, chórki gospel, gitarowe fuzz oraz dudniące aranżacje. „Wasteland, Baby!” w wersji na czarnym krążku to prawdziwa uczta dla fanów analogowego brzmienia. Płytę doceniono za wyjątkową produkcję, w której świetnie słychać przestrzenność i naturalne wybrzmiewanie instrumentów. Szczególnie mocno na winylu błyszczą takie utwory jak „Movement”, soulowy „Nina Cried Power” (z gościnnym udziałem Mavis Staples) oraz surowy, zniekształcony „No Plan”. Krążek potrafi zbudować niesamowity klimat – od potężnych, niemal kościelnych chórów po intymne, akustyczne ballady, jak wieńczący całość utwór tytułowy. W przypadku wersji analogowej złożone aranżacje wokalne i perkusyjne brzmią na winylu znacznie pełniej, nagradzając słuchacza bogactwem teksturowym i ciepłem, którego brakuje w wersji cyfrowej..
- „Unreal Unearth”, trzeci album Hoziera, wydany 18 sierpnia 2023 roku, jest luźnym albumem koncepcyjnym inspirowanym i czerpiącym z motywów „Piekła” Dantego. Płytę wydały trzy wytwórnie: Rubyworks / Island / Columbia.



Dwupłytowy zestaw „Unreal Unearth” stanowi rozwinięcie uznanego albumu koncepcyjnego z 2023 roku, eksplorującego dziewięć kręgów piekła Dantego. Rozszerzona edycja fizyczna przynosi fanom ogromną wartość, ponieważ zawiera znakomitą EP’kę „Unheard”, na którym znalazł się viralowy hit „Too Sweet”, a także uwielbiane przez fanów utwory takie jak „Empire Now” i „Wildflower and Barley”. Oryginalny album pozostaje poruszającym, folkowo-rockowo-soulowym triumfem, umiejętnie łączącym żałobę z tematycznymi zejściami do podziemi. Krytycy i fani chwalą głębię wokalu w utworach takich jak „Francesca” i „Eat Your Young”, a także intymną gaelicką poezję w „De Selby (Part 1)”. Choć niektórzy słuchacze uznali 62-minutową listę utworów za momentami chaotyczną, dodanie energicznych utworów z albumu „Unheard” na drugiej płycie to idealna dawka optymistycznej, surowej energii, która równoważy bardziej nastrojowe momenty albumu. Album otrzymał bardzo pozytywne recenzje krytyków i zadebiutował na pierwszym miejscu irlandzkich i brytyjskich list przebojów.

Wersja winylowa – często tłoczona na efektownym, marmurowym winylu w kolorze wypalanej gliny (kolor umbry)– robi wrażenie zarówno wizualnie, jak i brzmieniowe, choć niektórzy słuchacze zauważają, że gęsta, wielowarstwowa produkcja może czasami brzmieć na płycie nieklarownie. „Unreal Unearth” przechodzi genialnie od cichego, przejmującego akustycznego otwarcia „De Selby (Part 1)” (z wokalem w języku irlandzkim) do energicznych, indie-funkowych utworów, takich jak „Anything But”. Kolekcjonerzy płyt winylowych zazwyczaj uwielbiają prezentację standardowego wydania 2LP, które zawiera: piękną rozkładaną okładkę z nadrukowanymi tekstami; 12-calowe wkładki ze zdjęciami, które pasują do mitologicznej estetyki; ciężki, kolorowy winyl (często dostępny w wariancie standardowo czarnym). . Jednak krytyczna dyskusja na temat miksu albumu ujawnia pewien podział- niektórzy recenzenci uznali, że intensywne współprace i dopracowana produkcja złagodziły surowe, folkowe brzmienie Hoziera, inni sugerują, że gęsta produkcja może czasami być „mętna” lub brakować jej idealnej separacji jakiej audiofile mogą oczekiwać, choć wielu uważa ją za ciepłą, głęboko nastrojową. Krytycy chwalą pełen soulu wokal i literackie teksty piosenek Hoziera, choć niektórzy uważają, że jego rozbudowana, orkiestrowa produkcja jest miejscami zbyt gęsta lub emocjonalnie oderwana od wcześniejszej twórczości.
Powrót do części 1 >>
Kolejne rozdziały:
