Rekomendowane wydawnictwa płytowe pop/rock/ballada
(rozdział jedenasty, część 1)

 

Rock amerykański był inny niż europejski, bo nie był inspirowany dokonaniami klasyki renesansu, baroku czy innych epok. Ich wzorcem był rodzimy blues i country-music. Żeby wykazać prawidłowość takiej tezy posłużę się przykładami płytowymi, które są w dobrej pamięci melomanów (poza jednym specyficznym, bo współczesnym).

 

 

Jefferson Airplane był pierwszą z psychodelicznych grup rockowych z San Francisco lat 60., która zdobyła światowe uznanie. To właśnie oni zdefiniował brzmienie acid-rocka. To oni uosabiali narkotykowy hipisowski etos oraz antywojenny ruch polityczny tamtych czasów. Ich osobiste relacje również odzwierciedlały czasy hipisowskich komun. Byli kolektywem i to wyjątkowo produktywnym, zwłaszcza w latach 1965-1972. Dużo koncertowali, będąc jedynym zespołem grającym na wszystkich najważniejszych festiwalach rockowych z lat 60.- Monterey, Woodstock, Altamont. Wydali siedem albumów studyjnych, z których pięć zdobyło status złotej, a także dwie płyty z produkcjami na żywo. Początki nie były najłatwiejsze, choć szczęśliwie trafili na czas gdy wytwórnie zaczęły się pilnie przyglądać scenie rockowej gdzie sukcesy odnosili wykonawcy folkowo-rockowi  drugiej polowy lat 60. jak Sonny&Cher, Bob Dylan, The Byrds czy The Turtles. Jefferson Airplane w 1965 roku nie odbiegała od wzorców folk-rockowych. Tuż przed i tuż po podpisaniu kontraktu z RCA Victor Records w 1965 roku zespół wciąż zmieniał skład personalny- gitarzysta, który zgodził się być pełnić funkcję perkusisty zawodził, wokalistka stała się matką, więc opieka nad dzieckiem podczas występów była niemożliwa. Dopiero przed nagraniem drugiej płyty „Surrealistic Pillow” (z 1967 roku) skład się ustalił: Grace Slick (wokal, flet, instrumenty klawiszowe), Marty Balin (wokal, gitara rytmiczna), Paul Kantner (wokal, gitara rytmiczna), Jorma Kaukonen (gitara solowa), Jack Casady (gitara basowa), Spencer Dryden (perkusja). Ważnym i wpływowym muzykiem stał się zaproszony do udziału w sesjach nagraniowych gitarzysta Gerry Garcia (członek doskonałej grupy Grateful Dead).

Wokalistka Grace Slick do grupy „wniosła wiano” w postaci dwóch gotowych piosenek z repertuaru jej dawnego zespołu Great Society: „Somebody to Love”, napisaną przez jej szwagra Darby’ego Slicka, gitarzystę Great Society i jej własną kompozycję, balladę „White Rabbit”, której tekst, nawiązując do fabuły „Alicji w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla, każe szukać po drugiej stronie lustra przeżyć wywołanych stanem narkotycznym Motyw przewodni tego utworu oparty jest na temacie głównym „Boléra” Maurice Ravela. Oba utwory to mocne „lokomotywy” albumu, który ze złotym certyfikatem RIAA zatrzymał się na 3. miejscu amerykańskiej listy przebojów Billboard 200.
Wraz z trzecią płytą „After Bathing at Baxter’s” zespół skręcił w rejony zarezerwowane (sadząc po sprzedaży) dla zespołów, które się świetnie czuły w cięższej odmianie rocka, a nawet te gdzie jedynie eksperymentowano nieudolnie. W dziesięć miesięcy później Jefferson Airplane wchodzi do RCA Victor Studios, w Hollywood i przystępuje do nagrań albumu „Crown of Creation”.

]


Zespół pozostał w torach psychodelicznej muzyki w jakie wpadł przy nagrywaniu poprzedniego albumu „After Bathing at Baxter’s”, ale pozbył się balastu, który przymuszał do ich eksperymentowania. W tekstach nadal wyrażał poglądy, w ramach etosu hipisowskiego, na tematy antywojenne i wolnościowe. Grupa przeżywała szczyt psychodelicznych zainteresowań, bo już ich kolejny studyjny album- „Volunteers”, mocniej wykorzystywał country-rock i hard-rock. Jefferson Airplane ma w zespole muzyków o wyrazistym, rozpoznawalnym stylu: wokalistka Grace Slick może przekształcić nawet przeciętną piosenkę w coś wyjątkowego, ale nie przez manieryczność, lecz przemyślaną interpretację budowaną odpowiednim frazowaniem; Jorma Kaukonen obdarzony jest charakterystycznym swoim własnym stylem, który nie jest kopią innych- od Claptona do B.B.Kinga; Jack Casady wypracował jeden z najbardziej rozpoznawalnych brzmień basowych w amerykańskim rocku, co szczególnie uwidacznia „If You Feel”, w którym bas jest praktycznie drugim instrumentem prowadzącym na który się czeka, jeśli się go drugi raz słucha;  Marty’ego Balina, ze swoją nosową barwą, nieco przesadną aktorską interpretacją, również łatwo było rozpoznać wśród tysięcy wokalistów jakich się wysłuchiwało w radio na przykład. Na płycie są momenty wyjątkowe- bardzo kreatywne, choćby godne uwagi użycie gitar akustycznych zmieszanych z gitarami elektrycznymi na kilku ścieżkach („In Time”, „Triad”) tworząc delikatną, ale złożoną sieć, otaczającą wokal Kantnera i Slick. Złożnona kompozycja, zamykająca płytę- „The House at Pooneil Corners”, jest atrakcyjna dzięki fantastycznemu powtarzanemu riffowi granemu przez organy i gitary a dodatkowo akcentowanemu przez sekcję rytmiczną. Wykonanie wyraźnie apokaliptycznej piosenki jest trudnym zadaniem nawet dla wytrawnych muzyków… Jefferson Airplane nie ma się czego wstydzić. „Crown Of Creation” jest z pewnością jedną z wyróżniających pozycji roku 1968.

 

 

Jednym z najbardziej znaczących hard-rock’owych zespołów z przełomu lat 60. i 70., mimo opinii krytyków muzycznych i niechęci radiowych prezenterów był Grand Funk Railroad, którzy przekonali do siebie wielką rzeszę fanów ciągłym koncertowaniem. Trzej muzycy: Mark Farner (gitary, harmonijka, śpiew), Don Brewer (perkusja, śpiew) i Mel Schacher (gitara basowa, śpiew w chórkach), grali- głośno, rytmicznie, ekspresyjnie i szczerze. Tą prostą formułą trio zdobyło uznanie na Atlanta International Pop Festival w 1969 roku, co zaowocowało podpisaniem kontraktu z Capitol Records. W tym samym roku zespół wydał swój pierwszy album zatytułowany „On Time„.


Czy debiut płytowy budował ich popularność? Jeden z recenzentów napisał: „Grand Funk grał na Fillmore East, gdy ich pierwszy album pojawił się zaledwie trzy tygodnie wcześniej, a i tak publiczność wykrzykiwała swoje ulubione piosenki…”. Jedną z takich piosenek był „Heartbreaker”, drugi (po „Time Machine”) singiel zespołu, który został wydany na początku 1970 roku. W tym świetnym utworze wokalistami są zarówno Farner, jak i Brewer. Grand Funk to żywiołowy teatr energii, ale umiejętności pisania tekstów były skromne, na przykład- „Anybody’s Answer” to co prawda szczera wypowiedź, ale bez skupienia się na konkretnym celu, a „Heartbreaker” to tylko zestaw wyświechtanych stereotypów o nieszczęśliwych miłościach. Muzycznie jest znacznie lepiej- „Are You Ready” to tryskający energią riff’owy hard-rock, zbudowany na „walking bass line” Mela Schachera, a w „Into the Sun” melodia, która zaczyna się jako łagodne gitarowym „próbowaniem” harmonii, narastające aż do momentu przeistoczenia się w  mocny funkowy rockowy riff, „Time Machine” to typowy bluesowy „shuffle”, z chwytliwym gitarowym riffem i solówką harmonijki ustnej.  Album „On Time” jest wyrównaną płytą pod względem jakości muzycznej poszczególnych kompozycji i jednocześnie dośc zróżnicowana pod względem stylistycznym. Zadawalał w latach 70. ubiegłego wieku (otrzymał w 1970 roku prestiżową nagrodę „Złotej Płyty” przyznawaną przez organizację RIAA), ale dziś? Dziś również mi się podoba, zawiera wystarczająco dużo chwil wywołujących pobudzające emocje i odczuwam jeszcze coś- rozkołysanie (swing) tak charakterystyczne dla dobrego jazzu, a tak rzadko spotykane w muzyce rockowej.


Grand Funk” (aka „The Red Album”) jest następnym po „On Time” studyjnym albumem, wyprodukowanym przez Terry’ego Knighta i wydanym przez Capitol Records w tym samym roku 1969. Grand Funk mieli łagodny charakter gdy się ich porówna do ekstremalnego Black Sabbath i nieco bardziej twardy i agresywny niż Bad Company co tylko zwiększało szansę Grand Funk Railroad był stał się siłą, dzięki której heavy-matalowe brzmienie, a może ściślej- hard-rock’owe, zyskiwało na popularności. Grand Funk było brutalne, zbudowane na fuzz-bluesowych riffach, ale też i melodyjnie uczuciowe, dokładnie jak tego oczekiwali fani. Kluczowe utwory albumu: „Got This Thing on the Move”, „In Need” i „Paranoid”, reprezentują bardziej skrajny nurt twardego rocka niż to co się słyszało na płycie poprzedniej, mniej też miłych uszom melodii, co potwierdza fakt, że wybrany na singel utwór „Mr. Limousine Driver” osiągnął na liście „Hot 100” magazynu Billboard tylko 98 pozycję (dwa single z płyty „On Time” radziły sobie na tej samej liście znacznie lepiej). Słuchając płyty rock-fan nie zazna ani chwili spokoju, nie usłyszy dającej wytchnienie ballady… Są tylko utwory: surowe, brutalne, motoryczne i z wyeksponowanym basem, traktowanym nie tyle jako podstawa rytmiczna, co raczej jako równorzędny instrument gitarze spełniający dwie funkcje- rytmiczną i melodyczną. Przebojów nie było, ale… Longplay sprzedawał się dobrze, bo również otrzymał szybko certyfikat „Złotej Płyty” organizacji RIAA (*). Podejrzewam, że sukces albumu byłby znacznie skromniejszy gdyby nie rewelacyjnie zinterpretowany cover „The Inside „Inside Looking Out”  z repertuaru The Animals, który był później również atrakcją wszystkich koncertów zespołu. Tekst piosenki został zmieniony  w stosunku do wersji The Animals (oryginalnej) przez Grand Funk, bo wstawiono przekaz na temat narkotyków. Prawie dziesięciominutowy utwór jest na pewno najważniejszym utworem płyty, zbudowanym jako nasilający się i przyśpieszany temat główny, który w części środkowej jest instrumentalnym pokazem tria- serią krótkich atrakcyjnie skonstruowanych solówek, przetworzony w szaleńczą kodę.
Grand Funk Railroad albumami: „On Time”, „Red Album” („Grand Funk”) i następnymi: „Closer To Home”, „Live” zdobył miliony oddanych im fanów, którzy do dziś mają w najlepszej pamięci ich albumy. Wydania klasyków hard-rocka zremasterowane do 24-bitowego formatu przywracają brzmienie zapisane na studyjnych taśmach „matkach”, na których bas Mela Schachera jest wyrazisty i „okrągły”, gitara Marka Farnera jest jędrna i ekspresyjna, bębny i talerze Dona Brewera są dynamiczne i nasycone. a wokale Marka i Don są pełne i fantastycznie barwne. Te płyty to wehikuł czasu, który przenosi w czas końca ery hipie, gdy przebojami były… Longplaye.

 

 

Johnny Winter pojawił się na scenie rockowej w chwili gdy poszukiwany był ktoś, jakiś gitarzysta, który dorównałby Hendrixowi. Winter debiutował w 1968 roku, a w dwa lata później Jimmy Hendrix już nie żył. Nadzieja, dla branży nagraniowej, się spełniała, bo stał się supergwiazdą, ale jednak innego formatu: nie lepszego, ani nie gorszego… Innego po prostu- gitarzysty i wokalisty blues-rockowego. Nie chciał grać nic innego niż to co ukochał najmocniej- bluesa i to z silnym wyczuciem tradycji. Potrzebował sekcji rytmicznej, wystarczyło dobrać dla realizacji celu tylko dwóch. Na basie miał grać Tommy Shannon, a na perkusji John „Red” Turner. Z tymi muzykami nagrał pierwszy longplay „The Progressive Blues Experiment” dla wytwórni Sonobeat Records, ale gdy magazynie Rolling Stones pojawił się artykuł, w którym można było wyczytać takie zdanie: „Najgorętszy przedmiot pożądania poza Janis Joplin jest w Teksasie. Jeśli potrafisz sobie wyobrazić sto i trzydzieści funtów ciała [około 60 kg], z oczami przysłoniętymi długimi białymi włosami albinosa, które grają jedne z najbardziej odważnych, płynnych gitarowych bluesów, jakie kiedykolwiek mogłeś słyszeć, wpisz Johnny Winter to on„. Przeczytał artykuł właściciel klubu z Nowego Jorku, Steve Paul, który przekonał Wintera, by zatrudnił go jako menedżera. Paul spowodował, że w lutym 1969 roku CBS Records podpisała kontrakt z Winterem (zaliczka jaka otrzymał- 600000$, była największą kwotą jaką wytwórnia kiedykolwiek wcześniej zapłaciła nowemu soliście). Johnny Winter szybko wszedł do studia nagraniowego wytwórni CBS-Columbia, a w międzyczasie inne wytwórnie odkrywały jakieś wczesne nagrania zrealizowane w niszowych wytwórniach. Zaczęli je kupować lub dzierżawić. Imperial Records odkupił „The Progressive Blues Experiment” od Sonobeat Records i ponownie wydał go w marcu 1969 roku. Ta płyta jest rzeczywiście bardzo dobra i warta tego by ponownie trafić na półki sklepowe dzięki sprawniejszej i większej sieci dystrybucji. Weszła na listę przebojów i osiągnęła 40 miejsce. Debiut w wytworni CBS udał się jeszcze lepiej- osiągnął 23 miejsce listy najlepiej sprzedających się longplayów. Płytę o tytule- „Johnny Winter”, wyprodukował Winter, a wspomagał go w wypełnianiu tej funkcji  Eddie Kramer (produkował plyty Ericka Claptona, Jimiego Hendrixa, The Kinks, Led Zeppelin, Rolling Stones i Carlosa Santany i wielu innych).



Album dla Columbii był prawdopodobnie jego najlepszym-. stworzył muzykę blues-rockową zagraną na taniej gitarze Fendera, slide- gitarze, harmonijce i zaśpiewaną bardzo stylowo rozdzierającym głosem. Gdy na myśli ma się bluesa, to raczej tego oryginalnego- czarnego, bo wszyscy biali bluesmani, którzy chcieli  grać podobnie brzmieli fałszywie. Ale nie Johnny Winter! Bo on nikogo nie udawał, nie próbował dodawać kilku elementów rocka do ich brzmienia, co nieuchronnie odsuwało jego specyfikę od oryginalnego surowego brzmienia bluesa. Grał i śpiewał bardzo emocjonalnie, czuł bluesa mocniej od innych białych wykonawców. Jest coś co odróżniało Wintera-gitarzystę od innych współczesnych mu: używał kciuka, technikę gry na gitarze opracowaną przez wczesnych muzyków bluesowych, co zapewne mu pomagało w graniu ognistych solówek. W nagraniach pomagali: jego brat Edgar, który grał na saksofonie altowym i instrumentach klawiszowych; jeden z najlepszych harmonijkowych mistrzów w historii bluesa- Big Walter (Horton); a nawet sam Willie Dixon, szarpiący struny basu akustycznego. A repertuar? No cóż- tradycyjny, bo autorstwa B.B. Kinga, Jamesa Gordona, Sonny Boy Williamsona czy Roberta Johnsona. Tylko trzy kompozycje są Wintera. Proporcje nie ulegną zmianie przy doborze materiału do następnego wydawnictwa- „Second Winter”. Ten „trójstronny” LP został nagrany w lipcu i sierpniu 1969 w Nashville i zawierał pięć kompozycji autorskich na trzynaście wszystkich.

 

Następny album Wintera dla Columbii uświadamia, że artysta co prawda jest nadal bluesmanem „pełną gębą”, nagrywającym z dwójką rytmicznych instrumentalistów i z bratem saksofonistą i klawiszowcem. Ale jego muzyka wyraźnie zaczyna skręcać w nurt hard-rocka. Utwór otwierający- „Memory Pain”, przenosi słuchaczy w psychodelię blues-rockową. Standardy- „Johnny B. Goode”, „Slippin and Slidin” czy „Miss Ann” tylko utwierdzają, że blues został zamieniony na rock’n’rolla. W interpretacji bluesowego gitarzysty (przynajmniej do czasu wydania „Second Winter”), „Highway 61 Revisited” Dylana to również… Rock’n’roll. Szkoda…

 

 

Nie ma już Led Zeppelin? Nie ma Humble Pie? E tam… Są Rival Sons– Jay Buchanan (wokal), Scott Holiday (gitary), Robin Everhart (bas) i Michael Miley (perkusja). Jeśli ktoś tęskni za starym dobrym rockiem to Rival Sons jest wybawieniem, bo ich gra, bardzo stylowa, zawiera to co w rocku najistotniejsze- riffowe sposób pisania piosenek, energię, ekspresję, spontaniczność i mocny rytm na 4/4. Wkrótce po uformowaniu, w 2008 roku, zespół wydał własnym sumptem album „Before the Fire” (2009 r.), wyprodukowany przez Dave’a Cobba. Kwartet ten zyskał na pewności siebie, kiedy piosenka „Tell Me Something” została wykorzystana w kampanii reklamowej wyścigów samochodów Indy. Szybko w tej sytuacji znalazła się wytwórnia, która chciała z nimi współpracować. Następna płyta- „Pressure & Time” wydana została przez niezależne brytyjskie wydawnictwo Earache w 2011 roku. Produkował ponownie Dave Cobb.


Płyta zaspokaja oczekiwania fanów starego rocka, Rival Sons to, jak zapowiadał ich debiut, mocne trio plus wokalista o mocnym ekspresyjnym głosie, który jako jedyny mógłby z powodzeniem zastąpić Roberta Planta gdyby mu się kiedyś, przed laty, znudziło śpiewać dla Led Zeppelin. Śpiewa też z intensywnością i bluesowym zacięciem nieodżałowanego Steve’go Marriotta. Nie boję się uznać go za ideał wokalnego rockowego front mana. Piosenki, takie jak tytułowy utwór lub „Gypsy Heart” sprawiają, że każdy mięsień naszego ciała drga w rytm nadawany przez Everharta i Mileya, gdy Buchanan wykrzykując przeszywającym głosem melodie „wstrzykuje” niczym lekarstwo na bóle zadane przez nieudaczników rocka (których nie wymienię), a nie udałby się zabieg gdyby nie fantastycznie dobrane akordy gitary Holiday’a. Jeśli ktoś z fanatycznych rock-fanów uważa, że po co to całe zamieszanie wokół zespołu Rival Sons, skoro to co grają już kiedyś było, to albo niech pozostanie pośród płyt Led Zeppelin, Bad Company, Humble Pie albo Black Crowes, albo niech znajduje cytaty ze znakomitych starych produkcji, co też może okazać się wielce atrakcyjne, a nawet kształcące. Na koniec zwrócę uwagę na specyficzną produkcję płyty- na granicy przesterowań, co może okazać się zabójcze dla źle skonfigurowanego systemu audio, bo obnaży jego niedostatki.

W grudniu 2021 roku ukazała się limitowana, zremasterowana edycja tego krążka na winylu (w tym wersje kolorystyczne – biała, niebieska i różowa). Ta edycja zawiera 10 utworów, wśród których znajdują się takie hity jak „All over the Road”, „Pressure and Time” oraz „Burn Down Los Angeles”. Winylowe wydania „Pressure & Time” (w tym wydania z okazji 10. rocznicy) charakteryzują się bardzo dobrą dynamiką i głębokim brzmieniem, które idealnie pasuje do stylu retro. Krążki LP są powszechnie chwalone przez fanów są doceniane za czyste tłoczenie, dobrą separację instrumentów i brak niepożądanych trzasków. Z perspektywy audiofilskiej mastering pozwala docenić organiczne brzmienie takich utworów jak „Pressure and Time” oraz bardziej balladowego „Face of Light”. Płytę cechuje bardzo niska lub zerowa podatność na zakłócenia, dzięki czemu słuchacz odbiera pełne, analogowe brzmienie.

 

 

Kings of Leon – zespół rockowy założony w Nashville w Stanach Zjednoczonych przez trzech braci i ich kuzyna. Nazwa zespołu wywodzi się od imienia dziadka braci. „Początkowo przyjęty jako „the Southern Strokes” dla ich wyraźnie południowego spojrzenia na rock & rollal, Kings of Leon stale przekształcali się w żądny przygód strój rockowy arena w trakcie swojej kariery. Najwcześniejsze płyty kwartetu, takie jak ich debiut w 2003 roku Młodzież i młode męskość i 2004 Aha Shake Złamane Serce, były przesiąknięte dźwiękami retro; do czasu 2008 roku Tylko przez noc Zostawili granice garażu na scenę wielkości areny. Rezultatem był ogromny album, który bliźniaczył elegancki klimat Coldplay z introspekcją Americana podczas tarła hymnicznych hitów międzynarodowych ‘Sex on Fire’ i ‘Use Somebody’. Album sprawił, że były to gwiazdy, a kolejne ‘Come Around Sundown’, ‘Mechanical Bull’,, ‘When You See Yourself/, i w 2024 roku ‘We Please Have Fun’, wraz z 2025 wspólny singiel z Zachem Bryanem ‘We’re On Something’, utrzymał ich globalną popularność.” [wg biografii napisaej przez Andrew Leaheya z magazynu AllMusic]

  • Wydany we wrześniu 2008 roku czwarty album studyjny zespołu Kings of Leon, „Only By The Night”, to prawdziwy przełom i punkt zwrotny w jego nastrojowej atmosferze. Zamieniając surowy garażowy rock z Południa na porywające, gotowe na występy na arenach hymny, album przyniósł monumentalne hity, takie jak „Sex on Fire” i „Use Somebody”. Płytę wydała firma RCA Records. Album „Only by the Night” grupy Kings of Leon ukazał się w 2008 roku z dwoma różnymi wariantami okładek, zależnie od rynku. Wersja głównie amerykańska edycja, biała, ukazuje portrety zespołu w tonacji brązowej i druga międzynarodowa (w tym europejska) przedstawia zielonkawy kolaż z twarzami muzyków i wizerunkiem orła.

Kluczowe utwory na płycie to: „Sex on Fire”- niezaprzeczalny singiel główny, który wprowadził zespół na globalną scenę mainstreamową, napędzany wznoszącym się falsetem Caleba Followilla i potężnym, zaraźliwym refrenem, „Use Somebody”- kwintesencja stadionowego rocka zbudowanego na dźwięcznych, ciężkich gitarach, który stał się wielkim przebojem radiowym, „Closer”- mroczny, nastrojowy utwór otwierający z pogłosowymi efektami gitary kosmicznej, które nadają płycie charakterystyczny, niemal hipnotyzujący ton. „Manhattan”: Podkreśla doskonałą sekcję rytmiczną zespołu, szczególnie groovy, zakotwiczającą linię basową Jareda Followilla. Ogólne przyjęcieChociaż album był chwalony za dopracowany, odważny pejzaż dźwiękowy i stał się oszałamiającym sukcesem komercyjnym — sprzedając się w ponad 6,2 miliona egzemplarzy na całym świecie — to Podzielił wieloletnich fanów. Krytycy zauważyli, że grupa zamieniła swoje surowe, frenetyczne korzenie z „Southern Strokes” na bardziej uniwersalną, umiarkowaną, wielkoformatową tożsamość. Przeczytaj pełną recenzję Pitchfork lub poznaj szczegółowe opinie słuchaczy na AllMusic. Jeśli podobał Ci się „Only By The Night”, daj mi znać, czego szukasz, abym mógł pomóc Ci znaleźć podobne albumy. Albo możemy przejrzeć resztę dyskografii Kings of Leon!



Okładka albumu „Only by the Night” zespołu Kings of Leon wykorzystuje kolaż, aby zgłębić temat metamorfozy. Czterech członków zespołu ukazanych jest w jednej czwartej przedniej okładki. Oczy orła i dziób pokazane na okładce przekazują groźny temat. Typowe przedstawienie orła sugeruje władzę- Kings of Leon jako zespół jest potężny i chce pokazać tę ideę swojej publiczności i słuchaczom. Mała, jaskrawozielona czcionka z napisem „Kings of Leon Only by the Night” tytułuje ich album, ale pozwala, aby wizualizacje zajęły większość okładki. Kolorystyka okładki albumu w kolorze zielonym podkreśla groźny charakter, wpisując się w gatunek indie rock zespołu.

 

 

Greta Van Fleet – amerykański zespół muzyczny, założony w 2012 roku przez Joshua „Josha” Kiszkę (wokal prowadzący, tamburyn, gitara akustyczna), Samuela „Sama” Kiszkę (gitara basowa, gitara akustyczna, instrumenty klawiszowe, wokal wspomagający), Jacoba „Jake’a” Kiszkę (gitara prowadząca, wokal wspomagający) i Kyle’a Haucka, którego zastąpił jeszcze w tym samym roku Danny Wagner (perkusja, gitara akustyczna, wokal wspomagający).

  • Debiutancki album Grety Van Fleet pt. „Anthem of the Peaceful Army”, wydany 19 października 2018. przez wytwórnię Lava, już w pierwszym tygodniu sprzedaży dotarł na szczyt listy magazynu Billboard. W grudniu 2018 zespół został nominowany do czterech nagród Grammy w kategoriach: Najlepszy nowy artysta, Najlepszy rockowy album, Najlepszy rockowy utwór i Najlepsze wykonanie rockowe.


Fani i profesjonalni recenzenci uznali kwartet Greta Van Fleet za największe rockowe odkrycie ostatnich lat, nieustannie porównywane do Led Zeppelin. Dla debiutanckiego albumu „Anthem of The Peaceful Army”.Jake Kiszka, Sam Kiszka, Josh Kiszka oraz Danny Wagner, wspólnie napisali wszystkie 10 utworów. Piosenki mówią o miłości, uczciwości, niewinności, przygodach oraz prawdzie. Mocarny wokal, płomienne riffy, majestatyczna perkusja i kołyszące linie basu na tej płycie tworzą wybuchową mieszankę rocka, soulu i bluesa. Za produkcję odpowiadają Marlon Young, Al Sutton oraz Herschel Boone (The Rust Brothers). Nagrania odbyły się w Blackbird Studios w Nashville oraz Rustbelt Studios w Royal Oak w stanie Michigan. Xespół Greta Van Fleet zadebiutował w marcu 2017 singlem „Highway Tune”, który przez pięć tygodni zajmował 1. miejsce na U.S. Rock Radio Charts oraz dziewięć tygodni okupował szczyt kanadyjskiego zestawienia Active Rock Radio Charts. Po debiucie zespół zagrał mnóstwo wyprzedanych koncertów w Ameryce Północnej oraz Europie i zebrał pochwały od takich artystów jak Elton John, Nikki Sixx czy Justin Bieber. EP-ki „Black Smoke Rising” i „From the Fires” spotkały się z olbrzymim zainteresowaniem w Europie- oba wydawnictwa zostały bardzo ciepło przyjęte zarówno przez słuchaczy, jak i krytyków. Dziesięcioutworowy album – zawierający takie utwory jak „When the Curtain Falls”, „Age of Man” i „Lover, Leaver (Taker, Believer)” – jest chwalony przez fanów za energiczne odrodzenie bluesa i hard rocka, choć krytycy uznali go jednak za wtórny.

„Anthem of the Peaceful Army” na winylu to gratka dla fanów klasycznego, analogowego brzmienia z lat 70. Krążek (wydany przez Republic Records) charakteryzuje się bardzo dobrą dynamiką i niskim poziomem szumów, co doceniają słuchacze na platformach sprzedażowych. Brzmienie tej edycji jest ciepłe, z głębokimi partiami basu i wyrazistymi, przestrzennymi riffami gitarowymi. Ta edycja jest chyba najkorzystniejszą z punktu widzenia audiofila.

 

 

Goodbye June, blues-rockowe trio z Nashville w stanie Tennessee, założone przez kuzynów Landona Milbourna (wokalista), Brandona Qualkenbusha (gitara rytmiczna, bas, chórki) i Tylera Bakera (gitara prowadząca), jest znane z energetycznego, soulowego brzmienia southern rocka. Zespół nazwano Goodbye June na cześć zmarłego w czerwcu brata gitarzysty Tylera Bakera. Do najważniejszych wydawnictw dyskograficznych należą: albumy studyjne: „Magic Valley” (2017), „Community Inn” (2019), „See Where the Night Goes” (2022) i „Deep in the Trouble” (2024).

  • Debiutancki album „Magic Valley”, wydany przez Interscope Records, spotkał się z szerokim uznaniem krytyków za wybuchową mieszankę hard rocka lat 70., południowego bluesa i gospelowego swingu.

Recenzenci chwalili szorstki wokal frontmana Landona Milbourna i potężne, klasyczne rockowe chwyty tria, które naturalnie przywodzą na myśl legendy takie jak Led Zeppelin i AC/DC. Trio łączy potężne riffy z bluesem i soulowym southern rockiem. Wokalista Landon Milbourn jest powszechnie ceniony za swoją potężną skalę głosu, która płynnie przechodzi między delikatnym, bluesowym nuceniem a dzikim, nieokiełznanym rockowym wyciem. Krytycy podkreślali zdolność zespołu do pozostania uprawiającego autentycznego klasycznego rocka, jednocześnie dostarczając niezaprzeczalnie nowoczesny akcent. Krytycy i fani często porównują trio pełne energii, z takimi sławami jak Rival Sons i Greta Van Fleet. Album ma bardzo przychylne oceny, a społeczności i słuchacze często do niego wracają, ponieważ jest to najwyższej klasy nowoczesny album rockowy. Po Magic Valley zespół wydał „Community Inn” (2019), „See Where the Night Goes” (2022) i „Deep in the Trouble” (2024), kontynuując serię uznanych wydawnictw z dużą ilością udanych riffów.

Krytyczne opinie albumu „Magic Valley” na winylu podkreślają wyrazistą, agresywną grę gitar zestawioną z wznoszącym się, pełnym pasji wokalem wokalisty Landona Milbourna. W serwisach omawiających edycje LP, to wydawnictwo ma wysoką ocenę- cenione jest jako energiczny, wysokooktanowy spin dla fanów nowoczesnego klasycznego rocka. Utwory płyną z ziemistą, stadionową witalnością, która brzmi wyjątkowo na płycie winylowej 33 RPM.

  • W albumie „Community Inn”, wydanym 25 października 2019 roku przez wytwórnię Earache, zespół Goodbye June łączy na swojej drugiej płycie „Hard Rock Licks” elementy południowego bluesa i gospel swing. Brzmienie przypomina częściowo zespoły nowej fali hard rocka, takie jak Greta Van Fleet czy Rival Sons, ale obejmuje oczywiście szersze spektrum stylów aby stworzyć z nich własne, miejscami bardzo złożone brzmienie.


„Community Inn” to znakomity, przesiąknięty bluesem, południowy hardrockowy album. Krytycy porównują jego autentyczne brzmienie do zespołów takich jak Rival Sons i Greta Van Fleet. Wokal frontmana Landona Milbourna rozbrzmiewa w utworach, które płynnie łączą energetyczne rockowe boogie z soulowymi, gospelowymi hymnami. Na albumie zauważa się wpływy od AC/DC po Kings of Leon. Wśród ulubionych utworów fanów znajdują się „Universal Mega Love”, bluesowy „Secrets In The Sunset” i „Rolling Off My Tongue”. Krytycy chwalą płytę za nowoczesną aktualizację klasycznego rocka, którą warto wciąż wznawiać.
Jedna z recenzji magazynu AllMusic opiniowała: „Posłuchajcie Grety Van Fleet, Rival Sons, Struts i innych. Tak się podrabia Led Zeppelin! Zaczyna się od znakomitego pisania piosenek i tworzy coś oryginalnego. Dodajcie do tego mocny wpływ Mother Love Bone i Black Crowes… Unowocześniacie to do współczesnych czasów. Tak właśnie zrobili Goodbye June. I, co najważniejsze, sprawiają, że brzmi to autentycznie […] Jeśli chodzi o najlepsze albumy rockowe 2019 roku, Community Inn musi być faworytem.”

Wydanie albumu w formacie LP, poza wykonanymi na standardowym czarnym winylu, doczekało się również wydań kolekcjonerskich- na kolorowych winylach (np. zielony winyl). Wiele z nich, w tym edycja amerykańska oraz europejskie wydanie Earache Records, zostało wzbogaconych o specjalny dodatek dla fanów – limitowaną gitarową kostkę dołączaną do zestawu.
Słuchacze docenili tłoczenie za czyste brzmienie pozbawione szumów oraz ciepłą, analogową scenę muzyczną.

  • W 2020 roku wytwórnia Earache wydała album „See Where The Night Goes”, kolejną energiczną mieszankę rocka południowego, hard rocka i głębokiego bluesa z południa

Krytycy chwalą swingujące rytmy i ognistą grę gitarową albumu, porównując go do legend klasycznego rocka, ot na przykład AC/DC. 11-utworowy album – wyprodukowany przez zdobywcę nagrody Grammy, Paula Moaka – emanuje energetyzującą, imprezową energią. Choć kilka utworów skłania się ku nieco kontrowersyjnym wyborom stylistycznym, ogólna opinia jest taka, że ​​album to triumfalny, afirmujący życie hołd dla korzeni zespołu, a wyróżniające się utwory, takie jak „Step Aside”, porywają słuchaczy potężną, wciągającą energią

 


 

*) Stowarzyszenie Recording Industry Association of America (RIAA) jest organizacją handlową reprezentującą przemysł muzyczny w Stanach Zjednoczonych. Jego członkami są wytwórnie i dystrybutorzy, które według RIAA „tworzą, produkują i/lub dystrybuują około 85% wszystkich legalnie sprzedanych nagrań muzycznych w Stanach Zjednoczonych.” Siedziba RIAA znajduje się w Waszyngtonie.

 


Przejdź do uzupełnienia tej strony >>
Przejdź do części drugiej artykułu >>
Przejdź do części trzeciej artykułu >>

 Kolejne rozdziały:

                                 

Dodaj komentarz