Rekomendowane wydawnictwa płytowe pop/rock/ballada
(rozdział sześćdziesiąty ósmy, część 2)
Traffic to jeden z „przystanków” dla autora piosenek, piosenkarza, pianisty, organisty i gitarzysty Steve’a Winwooda, ale i takim, który przynosił sukcesy. Ta grupa była przez cały swój czas w awangardzie rocka brytyjskiego- zaczynając od psychodelicznego rocka w 1967 do eklektycznego w okresie lat 70.. Był też w kontrze w stosunku do obowiązującego stylu- w czasach, gdy gitary elektryczne rządziły rockiem, w Traffic organy Winwooda i stroikowe instrumenty (zwłaszcza flet) Chrisa Wooda były istotniejsze. Po tym, jak Dave Mason, który skłaniał się ku folk-pop’owi, odszedł z zespołu, Traffic wydłużał piosenki, które dały muzykom możliwość improwizacji w stylu jazzowym, zachowując rytmikę rocka. W rezultacie grupa osiągnęła międzynarodowy sukces. Ten spowodował, że Winwood wolał własną twórczość sygnować swoim nazwiskiem. Zespół Traffic zakończył działalność w 1974 roku, wkrótce po ukazaniu się ostatniej, cieszącej się umiarkowanie pozytywną oceną, płyty „When the Eagle Flies”.

Po ponownym podpisaniu kontraktu z wytwórnią Island, która zaczęła wydawać albumy w USA i Wielkiej Brytanii, Traffic szybko wypuścił w listopadzie album studyjny „The Low Spark of High Heeled Boys”, który dotarł jednak do amerykańskiej pierwszej dziesiątki i sprzedał się w milionach egzemplarzy. wskazując na coraz bardziej międzynarodowy charakter grupy, nie znalazł się nawet na listach przebojów w Wielkiej Brytanii. W tym czasie- w momencie realizacji dwóch płyt, których forma okładki była łącznikiem- „The Low Spark of High Heeled Boys” oraz „Shoot Out at the Fantasy Factory” zespół Traffic był szczytu popularności i uznania (oba albumy mają okładki, wywołujące złudzenie trójwymiarowości (w wersji winylowej lub w formacie mini-LP CD, z odciętymi rogami kopert)
- Płyta „The Low Spark of High Heeled Boys”, nagrana w londyńskim Island Studios, została wydana przez Island Records w 1971 roku, była piątą płytą w dorobku zespołu. Odbierano tę płytę jako stylistycznie mieszczącą się w „szufladzie” z progresywnym rockiem, albo nawet jazz-rockiem.


Album jest kontynuacją doskonałej płyty „John Barleycorn Must Die” z 1970 (więcej o tym wydawnictwie niżej), nawiązuje do tej samej formuły połączenia metodycznego rocka i jazzowej wolności. Wtedy, tuż po rozwiązaniu Blind Faith, Steve Winwood planował wydanie płyty pod swoim nazwiskiem. Dla sesji nagraniowej pozyskał swoich starych przyjaciół z Traffic- Jima Capaldiego i Chrisa Wooda. Okazało się, że ich wkład pracy w stworzenie „John Barleycorn Must Die” jest tak duży, że sprawiedliwości musiało stać się zadość wraz z przywróceniem zespołowi nazwy Traffic. Ta płyta reaktywowanego zespołu była niespodziewanym hitem. Dla nagrania „John Barleycorn Must Die” wystarczyło trio, ale dla jego kontynuacji stali się kwintetem. w którym grali oprócz lidera Steve Winwooda (wokal, gitara, fortepian, organy): Jim Capaldi (wokal, inst. perkusyjne), Chris Wood (saksofony, flet), Ric Grech (bas, skrzypce), Jim Gordon (perkusja) i Rebop Kwaku Baah (inst. perkusyjne). W sesji brał udział też perkusista Mike Kellie (w utw. „Rainmaker”). „The Low Spark of High-Heeled Boys” to jedyny album grupy Traffic z dwoma głównymi wokalistami Jimem Capaldim (w dwóch utworach- „Light Up or Leave Me Alone” i „Rock & Roll Stew”) i Steve’m Winwoodem. W „The Low Spark of High-Heeled Boys” Traffic osiągnęło poziom wyróżniający spośród dotychczas stworzonych- mocniej zróżnicowany i bogatszy formalnie album. Rozszerzenie do kwintetu nie tylko dało zespołowi pełniejszy dźwięk, ale także pozwoliło im czerpać z wzorców bogatszych podgatunków- na przykład tytułowy ponad 15. minutowy utwór sięga po inspirację do „Bitches Brew” Milesa Davisa, wydanego zaledwie rok wcześniej, z utrzymywaniem standardu rockowego poprzez części wokalne. Tytuł „Low Spark of High-Heeled Boys” był przedmiotem wielu domysłów, w tym odniesień do wielu narkotyków, ale chyba jednak teksty raczej komentują komercjalizm branży muzycznej i modę na glam-rocka. Obok wpływu jazzu czy progresywnych aspiracji pojawiają się piosenki z pewnymi funkowymi wpływami, choćby te w których partię wokalną wykonuje Jim Capaldi. Album jako całość zapamiętany zostanie zapewne jako spokojniejszy, bardziej „łagodny”, ze stabilnym rytmem i z delikatnymi motywami fletowymi. Ogólnie rzecz biorąc „The Low Spark of High-Heeled Boys” to kreatywny album, wykorzystujący w pełni talenty każdego z członków zespołu.
- Album „Shoot Out at the Fantasy Factory”, nagrany w 1972 roku w Strawberry Hill Studios (Jamajka) [1], został wydany w lutym 1973 roku przez Island Records.


„Shoot Out at the Fantasy Factory”, następny album ze ściętymi narożnikami w okładce, co najprawdopodobniej miało sugerować kontynuację stylu zaprezentowanego na „The Low Spark of High-Heeled Boys”, jednak czy tak rzeczywiście się stało? Album ten został wydany rok później, jak poprzednik, przez Island Records, w nieco innym składzie osobowym- Ricka Grecha zastąpił David Hood, a zamiast Jima Gordona za perkusją zasiadł Roger Hawkins. Traffic nie wprowadził do swojego stylu żadnych nowych elementów, przeciwnie- zawęził ramy stylistyczne do rocka, ograniczając elementy jazzowe, a zwłaszcza folkowe. Już na wstępie albumu- tytułowy utwór oparty został na hard rockowym riffie z charakterystycznym brzmieniem instrumentów perkusyjnych i fletu. Następny utwór- „Roll Right Stones”, to wyrafinowana w warstwie melodycznej ballada, w ramach której pojawia się przerywnik z improwizacjami gitarowymi. „Evening Blue” to również ballada, z prostą, ale jakże piękną melodią, którą podkreśla solo saksofonu Wooda. „Tragic Magic” (kompozycja Chrisa Wooda). Dwa ostatnie utwory albumu są ze sobą powiązane klimatem- pierwszy to instrumentalny utwór w stylu fusion-jazzu o tytule „Tragic Magic”, a drugi to „(Sometimes I Feel So) Uninspired”, świetna kompozycja, pełna melancholii, ale zmienna w nastroju, zaśpiewana ekspresyjnie przez Winwooda. Całość wydaje mi się bardzo spójna, piękna, a może i lepsza od poprzedniczki?
„Shoot Out at the Fantasy Factory”, dotarł do amerykańskiej pierwszej dziesiątki i pokrył się złotem. Promująca go światowa trasa koncertowa została ukazana na płycie „On the Road” wydanej w październiku 1973 roku. Pod koniec trasy muzycy Muscle Shoals (perkusista Roger Hawkins i basista David Hood), którzy uczestniczyli w sesjach do „Shoot Out at the Fantasy Factory”, wrócili do domu, a Kwaku Baah również opuścił Traffic.
- Album „On the Road”, nagrany w kwietniu 1973 roku na żywo podczas trasy koncertowej w Niemczech, został wydany przez Island Records. Pierwsze wydania w postaci LP były albumami podwójnymi, dopiero wersje na CD mieściły cztery strony winylowych edycji na jednym krążku cyfrowym.


Album, nagrany na żywo, zawiera występ zespołu przedstawiającego głównie materiał poprzednio wydanych dwóch płyt. Do zespołu o składzie: Steve Winwood (gitara, wokal prowadzący, fortepian), Chris Wood (flet, saksofon), Jim Capaldi (perkusja, wokal prowadzący, chórki, perkusja), Rebop Kwaku Baah (konga, perkusja) dołączyła sekcja rytmiczna Muscle Shoals, w skład której wchodzili klawiszowiec Barry Beckett, basista David Hood i perkusista Roger Hawkins. Pierwsze wydanie „On the Road” w USA (Island/Capitol) było pojedynczym albumem LP składającym się tylko z cztery utworów, Album dobrze się sprzedawał- osiągnął 40. miejsce w Wielkiej Brytanii i 29. w USA
Recenzja Williama Ruhlmanna z AllMusic mówiła: „Album Traffic: On the Road, wydany podobno w celu osłabienia pozycji nielegalnych handlarzy po światowej trasie koncertowej, był drugim albumem koncertowym zespołu w ciągu trzech lat. Album jest kroniką późnej edycji zespołu, w którym pierwotni członkowie Steve Winwood, Jim Capaldi i Chris Wood zostali wzmocnieni nie tylko przez perkusistę Reebopa Kwaku Baaha, ale także przez trio muzyków sesyjnych ze słynnego studia Muscle Shoals, Rogera Hawkinsa , Davida Hooda i Barry’ego Becketta. Profesjonaliści ze studia nadawali swoim charakterystycznym, swobodnym jamom zwięzłość i biegłość i choć czasami brzmiało to tak, jakby nie mogli się doczekać, aż piosenki się skończą, melodie leciały dalej i dalej, aż cztery trwały ponad dziesięć minut. Byłoby to w porządku, gdyby dobór materiału był bardziej zrównoważony na przestrzeni całej kariery zespołu, ale na płycie ‘Welcome To the Canteen’ z 1971 r. potraktowano wcześniejsze prace, a trasa koncertowa w 1973 r. promowała ‘Shoot Out At the Fantasy Factory’, z którego trzy z sześciu utworów zostały sporządzone. Niestety, album ten nie należał do najlepszych zespołu Traffic, a wersje jego piosenek na żywo nie robiły większego wrażenia niż te studyjne. Na płycie Traffic: On the Road było mnóstwo miejsca na solowe występy kilku dobrych muzyków, ale była to logiczna skrajność wyjścia zespołu w stronę rozszerzonych występów, w których pojedyncze utwory zajmowały całe strony oryginalnych płyt LP. Nic dziwnego, że po tym albumie Traffic skurczył się i powrócił do krótszych utworów…”
Jim Capaldi wydał drugi solowy album, „Whale Meat Again’, latem 1974 roku; Utwór „It’s All up to You” znalazł się na brytyjskiej liście Top 40. Jednak wraz z Traffic nagrał nowy album- „When the Eagle Flies”, wydany we wrześniu 1974 roku. Był to czwarty z rzędu album studyjny zespołu, który znalazł się w amerykańskiej pierwszej dziesiątce i pokrył się złotem, a grupa koncertowała, aby go wspierać, ale pod koniec trasy Traffic znowu po cichu się rozwiązał.
- Album „When the Eagle Flies” nagrany pomiędzy lipcem 1973 i czerwcem 1974 w Netherturkdonic Studios (Gloucestershire, Anglia) i Basing Street Studios (Londyn) został wydany przez wytwórnie Island i Asylum (w USA).


Na albumie wystąpili Jim Capaldi, Steve Winwood, Chris Wood i Rosko Gee na gitarze basowej. Perkusista Rebop Kwaku Baah został zwolniony przed ukończeniem albumu, ale w dwóch utworach słychać jego grę. Winwood gra na szerszej gamie instrumentów klawiszowych niż na większości poprzednich albumów Traffic, dodając do swojego repertuaru brzmienie Mooga. „When the Eagle Flies” był czwartym z rzędu albumem studyjnym zespołu, który znalazł się w amerykańskiej pierwszej dziesiątce i uzyskał status złotej płyty. Odniósł mniejszy sukces w Wielkiej Brytanii, gdzie wszedł na listy przebojów na 31. Miejscu. Traffic koncertował, aby wesprzeć to wydawnictwo, ale zespół rozpadł się w połowie trasy w 1974 roku.
Recenzja AllMusic autorstwa autorstwa Williama Ruhlmanna stwierdzała: „W swoim drugim wcieleniu Traffic okazywał zamiłowanie do jazzowej improwizacji ponad zmieniającymi się rytmami i tendencja ta nigdy nie była bardziej pobłażliwa niż na When the Eagle Flies. Pozbywszy się trio muzyków sesyjnych, którzy towarzyszyli im w trasie, pozostali członkowie zespołu, na czele ze Stevem Winwoodem, jammowali nad długimi strukturami muzycznymi. Mimo to był to nominalnie album rockowy, z tekstami i wokalami, a Winwood często zdawał się improwizować swoje melodie do muzyki, nie zwracając uwagi na znaczenie słów, szczególnie w utworze tytułowym. Teksty Jima Capaldiego poruszały wzloty i upadki romantyzmu, perypetie kapitalizmu i polityki oraz ostrzeżenia przed apokalipsą. Ale wydawał się najpewniejszy, gdy rozmyślał o swojej przeszłości i przyszłości w ‘Memories of a Rock 'n Rolla’. Najbardziej intrygującym tekstem był utwór ‘Vivian Stanshall’ z Bonzo Dog Band, ‘Dream Gerrard’, nawiązujący do spekulacji XIX-wiecznego francuskiego poety Gérarda de Nervala na temat związku między snami a rzeczywistością. Ale Winwood potraktował słowa i swój śpiew jako kolejny element muzyczny, zamiast tworzyć piosenki tak, aby je podkreślały, więc When the Eagle Flies, podobnie jak poprzednie albumy Traffic, było w rzeczywistości zbiorem głównie instrumentalnym, który przypadkiem zawierał wokale. Nie miałoby to znaczenia, gdyby muzyka była bardziej wciągająca i skuteczniej zagrana, ale album zamiast wydawać się nowym początkiem dla zespołu, był apatyczny i odległy. Chociaż był to czwarty z rzędu album studyjny Traffic, który dotarł do pierwszej dziesiątki i pokrył się złotem w USA, grupa rozpadła się po amerykańskiej trasie promocyjnej jesienią 1974 roku.”
W 1994 roku Stevie Winwood ogłosił ponowne spotkanie z Jimem Capaldim (Chris Wood zmarł na niewydolność wątroby), który kontynuował nagrywanie solowych albumów z coraz mniejszym sukcesem. Obaj nagrali nowy album „Far from Home” i latem wyruszyli w trasę koncertową jako Traffic. Album szybko znalazł się na liście Top 40 w USA i Wielkiej Brytanii, ale nie sprzedał się dobrze, a trasa koncertowa również wypadła rozczarowująco, sygnalizując kolejne wycofanie nazwy Traffic. Niemniej jednak zespół działający w latach 1967–1974 nadal cieszył się znaczącym statusem klasycznego zespołu rockowego, a jego albumy doczekały się wznowień na płytach CD wraz z wydaniem kompilacji takich jak „Smiling Phases” (1991) i „Feelin’ Alright: The Very Best of Traffic” (2000). . Śmierć Capaldiego 28 stycznia 2005 roku zdawała się położyć kres działalności zespołu.
- Album „Far from Home”, nagrany w latach 1974 i 1994 w Woodstock, Kilcoole, niedaleko Dublina (Irlandia), został wydany 9 maja 1994 roku przez wytwórnię Virgin.


„Far from Home” (według informacji z:
), ósmy i ostatni album studyjny zespołu Traffic, był wynikiem wznowienia współpracy pisarskiej pomiędzy Stevem Winwoodem i Jimem Capaldim, ale wkrótce przekształcił się w pierwszy projekt Traffic od 1974 roku. Na tym albumie Winwood gra na wszystkich instrumentach i śpiewa wszystkie wokale z wyjątkiem perkusji i chórków Capaldiego, piszczałek Uilleann Davy’ego Spillane’a w „Holy Ground”, gitary rytmicznej Micka Dolana w „Nowhere Is They Freedom”. Piosenka „State of Grace” miała być solowym utworem Jima Capaldiego, ale kiedy projekt Traffic nabrał kształtu, Winwood i Capaldi zdecydowali by zamiast tego wykorzystać ją w „Far from Home”. Ciekawy jest wyrenderowany w 3D projekt okładki przedstawiający figurkę patyka unoszącą się nad podłogą o wzorze szachownicy, grającą na flecie. Głowa figurki znajduje się pośrodku logo Traffic, widocznego na ciemnoniebieskim tle z gradientem. Tylna okładka wersji CD albumu zawiera rozmyte zdjęcie Winwooda i Capaldiego na plaży. W wewnętrznej okładce broszury pojawia się kilka niewyraźnych zdjęć Winwooda i Capaldiego.
Album osiągnął 29. miejsce na brytyjskiej liście albumów, gdzie pozostawał przez cztery tygodnie, co czyni go zdecydowanie najbardziej komercyjnym albumem Traffic w ich rodzinnym kraju od czasów „John Barleycorn Must Die”. W Niemczech album wygenerował dwa hity: „Here Comes a Man” i „Some Kinda Woman”. Udało mu się również osiągnąć 33. miejsce na liście przebojów USA Billboard.
Recenzent AllMusic- William Ruhlmann, napisał: „Można argumentować, że w swojej najbardziej podstawowej formie Traffic był nośnikiem piosenek Steve’a Winwooda i Jima Capaldiego, którzy napisali większość materiału, a w niektórych utworach byli jedynymi muzykami występującymi. Jednak kwestia, czy Winwood i Capaldi mogliby samodzielnie utworzyć Traffic, została poruszona dopiero w 1994 roku, 20 lat po rozwiązaniu grupy, kiedy obaj niespodziewanie ogłosili, że będą nagrywać i koncertować pod starą nazwą zespołu. Album, który wspólnie nagrali, brzmiał w większości jak solowy album Winwooda. Grał na większości instrumentów i śpiewał (Capaldi grał na perkusji i czasami śpiewał w chórkach), ale nie okazywał większego zainteresowania długimi fragmentami instrumentalnymi, które charakteryzowały Traffic w czasach jego świetności. Kompozytor Winwood po prostu odszedł od starego stylu, a ponieważ nowy Traffic nie był zespołem w żadnym sensie, jego brzmienie odzwierciedlało jego współczesne zainteresowania. Ale jeśli posłuchałeś tekstów napisanych przez Capaldiego , rzeczywiście usłyszałeś ślady starego Traffic. To prawda, teksty nie należały do mocnych stron Traffic, ale Capaldi, na swój czasami okrężny sposób, miał pewne ciągłe tematy – uogólnione poczucie duchowości, skłonność do udzielania rad i odrzucenie negatywnych aspektów współczesnego społeczeństwa. Winwood mógł chcieć wrócić do muzyki o większej treści, a jeśli i tak dostał czego chciał; Far from Home z pewnością poruszał ważniejsze tematy niż album Steve’a Winwooda. Capaldi nie poprawił się jako pisarz przez te lata, a produkt końcowy nadal działał lepiej muzycznie niż tekstowo i dla większości uszu tak naprawdę nie brzmiał jak album Traffic. Wynikające z tego zamieszanie sprawiło, że album nie miał większego komercyjnego wpływu”.
[1] W 1972 roku Chris Blackwell, założyciel Island Records, kupił Strawberry Hill, piękną górską posiadłość położoną na wysokości 900 metrów na szczycie wspaniałych Gór Błękitnych na Jamajce. Miejsce, które Blackwell często odwiedzał jako dziecko na popołudniową herbatę, to ciche miejsce i zaciszna oaza, która stała się domem dla jednego z najbardziej szanowanych producentów w branży muzycznej.

W tym czasie Chris wprowadzał Boba Marleya i reggae do głównego nurtu muzyki popularnej w Wielkiej Brytanii. W rezultacie w latach 70. i 80. posiadłość odwiedziło wielu znanych artystów i muzyków, w tym Rolling Stones, Marianne Faithful, Grace Jones, Black Uhuru, Willie Nelson, Traffic i Bob Marley. Pod koniec lat 60. i na początku 70. Jamajczycy i miłośnicy muzyki rockowej w Wielkiej Brytanii pokochali taniec i wkrótce modowie (rockerzy) z Londynu zaczęli kołysać się w rytm jamajskich dźwięków. Blackwell przedstawił nie tylko Ska i Rock Steady z Millie Small, The Maytals, Jackie Edwards i The Skatalites, ale także rock z artystami takimi jak Spencer Davis Group, Free, Traffic, Blind Faith, Jethro Tull i Fairport Convention.

„Muzyka zawsze była dla mnie orzeźwiającym, stymulującym i relaksującym doświadczeniem przez całe moje życie”– Chrisa Blackwella.
Tymczasem na Jamajce Strawberry Hill stało się miejscem spotkań międzynarodowych i jamajskich artystów, którzy mogli łączyć się, komponować i wspólnie jammować. Studio One uruchomiło mikser, aby nagrać Micka Jaggera i Petera Tosha i nakręcić wspólny film. Third World nagrał swój pierwszy album „Sata Amasa Gana” w połowie lat siedemdziesiątych.
W 1986 roku Strawberry Hill zostało otwarte dla publiczności jako restauracja i otrzymało nagrodę Dziedzictwa Narodowego w Architekturze. Zniszczenia spowodowane huraganem Gilbert w 1988 r. zniszczyły wspaniały dom, oryginalne i ukochane miejsce spotkań w Strawberry Hill. W 1991 roku pan Blackwell zlecił Ann Hodges, jamajskiej architektce specjalizującej się w architekturze restauratorskiej, zbudowanie dla niego domku na tej posiadłości i przekształcenie Strawberry Hill w butikowy hotel i spa z 14 willami inspirowanymi stylem kolonialnym, wspaniałym drewnianym barem, basenem o ujemnej krawędzi i doskonała jamajska restauracja z daniami.
