Test paneli akustycznych (część 4)
Zestaw dyfuzorów Schroedera 1D

 

Poprzedni test dotyczył układu czterech paneli firmy Audioform typu N17.4, ten natomiast będzie sprawdzał wersję poszerzoną o komplet paneli N11.2.

 

Zanim przystąpię do opisu wrażeń z zastosowania większej ilości paneli  Schroedera (najpierw wzbogacę układ o następne dwa, później o cztery) przedstawię ich dane techniczne:

  • Model- N17.4 wykonany jest z lakierowanego polistyrenu ekstrudowanego (XPS, potocznie styrodur) o gęstości 29-36 kg/m sześcienny. Efekt działania takiego ustroju jest odbierany z odległości większej niż 76 cm.

  • Model- N11.2 wykonany jest podobnie jak N17.4 z lakierowanego styroduru i o tej samej gęstości: 29-36 kg/m sześcienny. Efekt działania panelu jest odbierany z odległości większej niż 91cm.

 

  • Drugi układ w dwóch konfiguracjach:
    Konfiguracja nr 1: Ustawiłem dwie pary paneli N17.4 na zewnątrz od centralnie ustawionej pary N11.2, jak na obrazach niżej:

Zmiany jakie wnoszą zestawy bogatsze 0 dodatkowe panele spróbuję opisać opierając się o przesłuchiwany zestaw płyt jak przy teście wcześniejszym z jedną różnicą- zamiast Nokturnów Chopina w wykonaniu Arthura Rubinsteina włączyłem longplay Johnny’ego Hartmana „The Voice That Is!” (vide artykuł: „Rekomendowane jazzowe wydawnictwa płytowe (rozdział pierwszy)

  • W utworze „George’s Dilemma” z płyty “Study In Brown” mój słuch się „wyostrzył” zwłaszcza dla wstępu, bo jak już wiemy z testu poprzedniego Max Roach rozpoczyna utwór uderzeniami w kopułkę talerza ride. Uderzenia tym razem brzmiały nieco głębiej niż gdy paneli było cztery. Alikwoty ten talerz prezentował bogate ale w miarę szybko wygasały. Już nie miałem wrażenia, że talerz jest bliżej słuchacza czy że jego prezentacja jest wyrazistsza.  Wybrzmienie kopułki było tonowane. Szarpnięcia kontrabasu, które w teście wcześniej opisywany był jako z pozoru wyżej strojony, teraz jego „krawędzie” były nie tak dobrze określone (można to nazwać pewnym rozmyciem, ale nie na tyle dużym by narzekać na utrudnienia w jego umiejscawianiu). Różnica też się zarysowała w szerokości sceny muzycznej- była nieznacznie szersza, natomiast głębia była lekko pomniejszona. Efekty opisane mogły się spodobać zwłaszcza tym, którzy wolą niższe „strojenie instrumentów”.
  • Utwór „A Slow Hot Wind”, z płyty “The Voice That Is!” Johnny’ego Hartmana, rozpoczyna marimbą mocno rozbudowana na szerokość i głębokość. Instrumenty perkusyjne są wyraziste, obecne i na pewno zyskały na „wiarygodności” w stosunku do czasu gdy korzystałem z panelu DIY. Głos Hartmana, głęboki i barwny, jest „w opozycji” barwowej do rożka angielskiego Dicka Hafera. Rożek gra matowo, nisko wybrzmiewa- to obraz wcale dużego instrumentu. Można śmiało podsumować bez porównywania z poprzednim testem (bo tej płyty nie słuchałem), że dźwięk jest wyrównany, bez podbarwień.
  • Odtwarzany Nokturn Des-dur op27 nr 2 z płyty Alexa Szilazi można było odbierać ambiwalentnie- wybrzmienia klawiszy wyższych rejestrów stały się bardziej tępe co wywoływało mocniejsze wrażenie obcowania z instrumentem historycznym, bo alikwoty były szybko tłumione. Czy budowane linie melodyczne traciły? Nie i tak… Była to jednak inna muzyka! Nie odważę się napisać, która wersja- gdy paneli było cztery, czy gdy paneli było sześć, jest trafniejsza. Podobna sytuacja następuje wtedy, gdy pianista gra ten sam utwór, na tym samym fortepianie ale za każdym razem w innym pomieszczeniu. I wtedy również nikt nie powie o którejś z wersji, że jest prawdziwszą.

Już w tym momencie mogą się rodzić pierwsze wnioski- każda zmiana w ramach układu paneli Schredera jest znaczącą dla postrzegania muzyki z systemu audio. Pierwsze dwa testy mogą sugerować, że wartość tego typu ustrojów nie opiera się na ich ilości, lecz dobrym ich usytuowaniu, a nawet dokładnym dobraniu parametrów w zależności od wymiarów pomieszczenia w jakim będą współpracowały ze sprzętem audio (taki proces jednak będzie znacznie kosztowniejszy).

  • Konfiguracja nr 2: 

Układ paneli uwidoczniony na fotografii wyżej (obrazie poglądowym) w moim pomieszczeniu się nie sprawdza (po raz kolejny). Muzyka jest przekazywana… Hmmm… Jak to najlepiej określić? Po bałaganiarsku. W tym mało uporządkowanym obrazie brakuje miejsca na harmonijne zgrywanie się poszczególnych instrumentów, co w efekcie prowadzi do zagubienia podstawowej linii melodycznej. Duże wrażenie robi fakt, że niewielka zmiana w ustawieniach wzajemnych paneli Schroedera 1D wnosi aż tak wiele do obrazu muzycznego systemu audio. Nawet jeśli ten wpływ odbiera się jako niekorzystny, to powinno się od razu dopowiedzieć: „jeno u mnie tak akurat jest, bo u kolegi jest dobrze”, albo że- „zaraz poprzestawiam i będzie wspaniale”, albo- „dokupię dwa panele i poprawię co kiepskie”… Można oczywiście jeszcze inaczej- nie próbować samemu coś wskórać, lecz zaprosić do siebie akustyka, by to on przy pomocy narzędzi pomiarowych ustalił gdzie i co umieszczać by poprawa była, a nie coś przeciwnego.

 

Duża część artykułu została zamieszczona na stronie: 


Przejdź do części piątej testów (paneli firmy Audioform) >>
Przejdź do części szóstej testów (paneli firmy Audioform) >>
Przejdź do części siódmej testów (paneli firmy Audioform) >>
Powrót do części trzeciej testów (paneli firmy Audioform) >>
Powrót od części drugiej testów (paneli firmy Audioform) >>
Powrót do części pierwszej testów (paneli akustycznych WaveFuser Wood) >>

Dodaj komentarz