Porównanie wpływu kabli AC: Neotech NEP 3002 i Verictum Arbiter,
na obraz muzyczny jaki daje system audio.
(Podtytuł wiele wyjaśni: „Nic już nie jest takie same…”)

 

Wszelkie testy porównawcze organizowane we własnym domu, w ramach własnego systemu audio, rodzą obawę, że gdy okaże się testowany element lepszym, a może raczej powinno się napisać- dającym lepszy efekt dźwiękowy, nie oprze się testujący pragnieniu posiadania takiego przedmiotu. Jako że zdarza mi się testować przedmioty audio to i ja jestem narażony… Dzięki temu niebezpieczeństwu mam (jestem tego pewien) obecnie system audio lepszy niż kilka miesięcy temu, a znacznie lepszy niż kilka lat wstecz. Mógłbym dodać, że moja wyobraźnia nie mogła mi podpowiedzieć kilka lat wstecz i później- kilka miesięcy wstecz, że mogłoby się zdarzyć to, że: zwiększy się komfort słuchania do stopnia zbliżonego do doświadczenia koncertowego, zaprzestanę złorzeczyć na realizatorów wielu płyt za marne efekty ich pracy (dziś jestem przeciwnego zdania- to raczej sprzęt odtwarzający jest winny, że płyta nie „gra”), zrozumiem dlaczego jakieś dzieło jest arcydziełem, wychwycę każdy niuans gry instrumentalisty i… I jeszcze jedno- nie pomylę rożka angielskiego z obojem nie widząc tych instrumentów. Dla mnie to czego dziś doświadczam słuchając muzyki jest bezcenne, a ściślej pisząc- warte każdego dolara wydanego na sprzęt audio.
Nie jest tajemnicą, że od paru lat (na pewno nie przesadzam) wyrażam publicznie pogląd, że same sprzęty podstawowe, na przykład: odtwarzacze czy wzmacniacze, nie można traktować jako samodzielne przedmioty ze swoją sygnaturą, bowiem na nią ma ogromny (tak, tak- ogromny!) wpływ kabel zasilający, a więc powinno się te sprzęty traktować jako komplet synergicznie (jeśli tak udało się złożyć) działających elementów. Nie ja powinienem tłumaczyć dlaczego tak jest, bom nie konstruktor, a tylko słuchacz i czasami audiofil, a więc te przemyślenia to wynik tylko obserwacji, albo doświadczeń.  Po co o tym piszę? Mam nadzieję to wyjaśnić:
Przy okazji testów specjalnej edycji kabla zasilającego Verictum Arbiter, którego zleceniodawca domagał się zastosowania innych wtyków (a kto bogatemu zabroni?) niż te, które są przez konstruktora firmy Verictum dobrane, czyli nie komplet Fututech FI-38/28(G) a najnowszy model z oferty Furutecha- FI-48(R).

Test dotyczył nie tyle porównania wpływu wtyków na dźwięk systemu, co sprawdzenia dostrojenia konstrukcji kabla do nowych wtyków, a więc firma produkująca kabel w przyszłości nie przewiduje zmian w tym zakresie. Przypomnę- to wyjątkowe zamówienie audiofila (który zresztą wcześniej zadbał o elementy zasilające swojego systemu audio, również firmy Verictum). Proszę zauważyć z jakim pietyzmem (i perfekcjonizmem, który nazwałbym profesjonalizmem gdyby inni producenci podobnie traktowali klientów) traktuje swoje wyroby, nawet te jednostkowe produkty, polska firma, która sprawdza efekty pracy poprzez odsłuchy w bardzo różniących się (bodaj czterech) systemach audiofilskich. Pewno, że nie jest jedyną taką firmą na rynku, ale ile ich jest? Na pewno mniej niż nam (audiofilom) się zdaje.
Gdy testy o jakich wspominałem wyżej się zakończyły zapragnąłem sprawdzić jak by to było gdybym cały układ zasilający miał jednej firmy, bowiem poza jednym kablem Neotech’a (na fotografii niżej) dwa pozostałe, dystrybutor prądu i filtry RFI/EMI są produktami Verictum [1].

Żeby zaspokoić ciekawość należało zrobić prosty ruch- kabel Neotech Nep 3002 zastąpić kablem Arbiter (z wtykami Furutech FI-48R)

Obawiałem się, że Arbiter pokaże taką jakość, że nie będę miał „drogi ucieczki” i jego zakup stanie się konieczny, ale pamiętałem też to, że Neotech bronił swoją pozycję udatnie w moim systemie audio gdy go konfrontowałem z Furutechem Alpha3 (vide- „testy kabli AC (3)”), czy Hiend-Audio Ziggy Cheetah (vide- „porównanie kabli zasilających”). Pamiętałem też jakie refleksje wzbudził pewien test podczas którego badałem, w którym miejscu: podpięty do dystrybutora prądu (listwy zasilającej), odtwarzacza czy wzmacniacza, będzie wpływ kabla zasilającego najmocniej odczuwalny… Okazało się wtedy, że w miejscu połączenia gniazda ściennego z dystrybutorem prądu jest najmniejszy, więc można by zalecać umieszczanie tam kabli, które są nie aż tak drogie jak pozostałe. Czy na pewno się nie myliłem? Ciekawość i wygodnictwo (bo akurat miałem do dyspozycji naprawdę świetny kabel) zwyciężyły- włączyłem Arbitra z jednej strony do gniazda ściennego, a z drugiej do Cogitari (dystrybutora prądowego). Wiem, że porównywanie kabli, z których jeden nie osiąga ceny 500$ z innym, który ją wielokrotnie przekracza jest  pozbawione sensu… Liczyłem na efekt, który kazałby się zastanowić nad ewentualnym wydatkiem, bo może progres nie aż taki, albo że zmiana ta raczej dotyczy innej prezentacji- nie lepszej, a innej. Nadzieje to były płonne, bo różnica w powstałym obrazie muzycznym nie była na granicy percepcji, nie była mała (na co liczyłem)… Była poważna!
Przedstawię ją na podstawie wrażeń z przesłuchań czterech płyt: „Swan Lake” w wyk. Orchestre de la Suisse Romande pod dyr. Ernesta Ansermeta (Fim Records, K2HD Mastering), „The Voice That Is!”, w wyk. Johnny’ego Hartmana (Impuls), „Sarah Vaughan with Clifford Brown” w wyk. Sarah Vaughan (EmArcy) oraz „Satie: The Early Piano Works” w wyk.  Reinberta de Leeuw’a (Philips).

  • Swan Lake” dyrygowany przez Ernesta Ansermeta i wykonany przez orkiestrę L’Orchestre de la Suisse Romande, jest prawdziwym świadectwem jakości dźwięku, którą można było zrealizować w formacie JVC K2HD. Ten format zwiększył spektrum dźwięku do szerokości pasma 100 kHz i rozdzielczości 24-bitowej, zachowując jednocześnie urok oryginalnego nagrania z 1958 roku… I to się słyszy! Słyszy się mocniej gdy Arbiter na wstępie systemu audio „prąd podaje”, zwłaszcza zauważa się większą rozdzielczość i selektywność, a więc i łatwiej było wsłuchiwać się w pracę poszczególnych sekcji orkiestry. Ujawnił się również większy zakres dynamiki niż wtedy gdy prądem „rządził” Neotech. Barwy były naturalne w obu przypadkach- różnicy nie zauważyłem.
  • The Voice That Is!”, Johnny’ego Hartmana potwierdził, że naturalność prezentacji to aspekt, który nie był ani wcześniej ani w przypadku zastosowania Arbitra w żaden sposób zaburzany, jednak Arbiter góruje gdy rozpatrywane jest różnicowanie barwowe, co szczególnie ujawnia break rożka angielskiego w utworze „A Slow Hot Wind”, który w obecności Arbitra nie może nikogo zmylić, że to obojowe dźwięki słyszy.
  • Po wpięciu Arbitra nagrania z płyty „Sarah Vaughan with Clifford Brown” mocno zaskoczyły, bowiem Sarah Vaughan w nagraniach tej płyty właściwie (poza małymi wyjątkami) „straciła” sybilanty. Wyższe rejestry stały się wyoblone i dużo gładsze. Gdy stosowałem Neotecha słyszało się niewielkie rozjaśnienie całości przekazu w stosunku do prezentacji Arbitra (piszę z mocnym uproszczeniem, bo kable wpływają na dźwięk systemu, ale same w sobie nie mają charakteru, czy ogólniej pisząc- „nie grają”).
  • Satie: The Early Piano Works” (Waalse Kerk Amsterdam z 1977 roku) w wykonaniu Reinberta de Leeuw’a jest majstersztykiem realizacyjnym inżyniera nagrań Wima Verschoora. Ta płyta została przeze mnie już parę lat wcześniej traktowana jako jedna z testowych i to tą jedną z najważniejszych, bo bardzo wolne zastosowane tempa i wręcz celebrowanie brzmienia każdej nuty jest charakterystyczne dla nagrań z obu krążków albumu (vide: „nagrania jakościowo wybitne (część piąta)”). Skoro już wcześniej traktowałem ścieżki zapisane przez Reinberta de Leeuw’a jako wzorcowe to co pokazać mógł Arbiter? Po raz kolejny można się było przekonać, że nie ma granic gdy usprawnia się w jakiś sposób system audio. Słuchanie kompozycji Satie’go gdy całe zasilanie było firmy Verictum było najpiękniejszym doświadczeniem artystycznej natury ostatnich miesięcy (albo i lat), bo wybrzmienia klawiszy w każdym z rejestrów fortepianu aż mieniły się od barw. Mało tego- usłyszałem, a oczyma wyobraźni widziałem, w jaki sposób de Leeuwe naciska na klawisze i odrywa opuszki palców od tych klawiszy.

 

Wnioski:

  1. Jeśli układ zasilania (co było przedmiotem testu) potrafi wynieść całość połączonego ze sobą sprzętu audio na wyższy poziom artystyczny odtwarzanej muzyki (wolę „szarpać” tę strunę, niż wynikającą z jakichś pomiarów), to koszty jakie wzrosną w związku z wprowadzeniem nowości sprzętowej przestają się liczyć (vide: „Uwaga do wniosków”). Wspominałem, że „usłyszałem, a oczyma wyobraźni widziałemI nawet jeśli moja wyobraźnia coś tu fałszuje, albo dodaje zbyt wiele od siebie to mogę jedynie dziękować układowi: Arbiter + Cogitari + Demiurg + Cogitar + filtry Verictum, że w ogóle tak mocno tę moją wyobraźnię pobudziła!
  2. Czy to, że cały zestaw zasilający jednego producenta wykazał się znacznie lepszymi efektami dźwiękowymi niż inny układ, gdzie choćby jeden z elementów był „obcy” (jak w przypadku opisanego wyżej), może świadczyć o tym, że powinno się szukać synergii kupując całe zestawy wykonane w tej samej firmie? Nie. Takiego wniosku nie mogę wysnuć, bowiem niewiele firm nie stara się „nie manipulować” konstrukcyjnie dla osiągnięcia dźwiękowych aspektów jakie większość klientów łatwo zaakceptuje (np. „wypychając” średnicę niższą z zakresu słyszalnego z jednoczesnym cofnięciem zakresu najwyższego). Problem jednak się nasila, jeśli taka czy inna firma podobną sygnaturę wplata w swoje wszystkie wyroby… Sytuacja robi się nie do uratowania, chyba że audiofil zorientowawszy się gdzie jest przyczyna niepowodzenia poszuka innych produktów i to nie jednego, bo coś co zostało stracone (np. przykładowy najwyższy zakres częstotliwości) nie może być już odzyskane. Tak to jest w systemach audio… Korekcja może w tej sytuacji być tylko ułudą powstałą poprzez zmianę proporcji pewnych (już nie takich) zakresów słyszalnych tonów. W przypadku sytemu zasilania firmy Verictum rzecz ma się inaczej- bowiem żaden z produktów nie jest konstruowany by cokolwiek z zakresów: wyższych, średnich czy niskich, ograniczać… Inaczej pisząc- przepuszczany jest cały niezmanipulowany zakres dźwiękowy, a różnice jakie się pojawiają pomiędzy kablami, bądź dystrybutorami prądowymi, a wynikającymi jednocześnie z ich konstrukcji, odbieram jako zróżnicowanie barwowe (myślę tu o wypełnieniu w harmoniczne), co daje pewne pole „popisu” dla dobrania sprzętu ku zaspokojeniu preferencji słuchacza-audiofila.
  3. Próbowałem (co nie uwzględniłem w opisie testu) zamiany miejsc: Arbiter zasilał wzmacniacz Leben CS300 XS, a Cogitar (kabel koncepcyjny z przewodników wykonanych z czystej miedzi dużego prostokątnego przekroju, bez filtracji typowej dla firmy) łączył dystrybutor prądu z gniazdem ściennym. Efekt, choć bardzo dobry, to jednak nieznacznie gorszy niż układ, który był przedmiotem testu… Przypuszczam, że Arbiter (wykonany z przewodnika srebrnego najwyższej jakości), który- jakby na kable życzliwie nie patrzeć, jest zawsze przeszkodą na drodze energii elektrycznej, był tą „przeszkodą” w mniejszym stopniu niż Cogitar, a więc w pewnym sensie wspomagał Demiurga, którym zasilam odtwarzacz Pioneera. Można wysnuć takie przypuszczenie- im mniej przeszkód na drodze prądowej tym lepiej, co nie podlega zresztą dyskusji, ale sugeruje, że audiofil konfigurujący system audio powinien i ten aspekt uwzględniać. Owo „uwzględnianie” rozumiem jako nie tyle przemyślenie sytuacji co doświadczanie, które w podobnych przypadkach nic nie kosztuje… Bo ileż kosztuje przepinanie kabli?!
  4. Dlaczego są tak znaczące różnice w cenie kabli? Czy te duże kwoty, jakie trzeba wydać na wysokiej klasy kabel, mają swoje uzasadnienie? Wielu o to pyta. Zawsze odpowiem- tak, mają uzasadnienie. Pominę tu aspekty techniczne, wykorzystywaną myśl nowatorską, zastosowane bardzo kosztowne materiały, bo dla audiofila, któremu ma to czy tamto po prostu „grać” najlepiej jak to możliwe, jest coś znacznie ważniejszego, otóż to, że konfigurowanie sprzętu audio (dobieranie poszczególnych jego elementów) jest niczym sztuka, albo artystyczna działalność. A czy sztukę- na przykład dzieło muzyczne, można oceniać przeliczając jej klasę na pieniądze? Chyba każdy się ze mną zgodzi- nie można i nie powinno się. Nie można przeliczać, bo nie ma miary „wielkości sztuki”, a tym bardziej taką miarą nie jest dolar ani złotówka. Nie można też (choćby przez analogię) powiedzieć, bądź napisać, że jeden przedmiot jest dwa razy lepszy od innego, albo że jest lepszy o 20%… Kto potrafi zmierzyć piękno? Kto zmierzył brzydotę? A więc, jeśli ktoś próbuje przeliczyć jakość kabli (przypomnę, że są pretekstem do uogólnień artykułu) na pieniądze to wyprowadza sam siebie na manowce, bo pozbawia się czegoś lepszego niż to z czym w swoim poczuciu oszczędności pozostaje. Tak więc ponowię co wyrażałem na wielu kartach tego bloga- dbajmy o jakość najwyższą jaką możemy osiągnąć (na jaką nas stać) bez narzekania, że to musi kosztować. Bez narzekania, że bezpiecznik nie może być już garściami wybierany w sklepach z częściami elektronicznymi i że kable należy dobrać inne niż te, w które producent wzmacniaczy (dla przykładu) wyposaża swoje wytwory. Należy też (wreszcie) złamać pseudo zasadę: „koszt kabli nie powinien być wyższy niż 20% ceny sprzętu do jakiego się go podłączy” Uważam to powtarzane (zwłaszcza na forach audio) twierdzenie, które nie ma zresztą żadnego uzasadnienia, za szkodliwe.
  5. Ostatni wniosek jest konsekwencją podtytułu artykułu: „Nic już nie jest takie same…„. Tak jak się spodziewałem i jednocześnie obawiałem, komplet Arbiter + Cogitari + Demiurg + Cogitar + filtry: X-Bulk i X-Block i bezpiecznik X-Fuse… Nawet nie dokończę. A co będę „owijał w bawełnę”- kupiłem Arbitra! Kupiłem, bo po wyjęciu kabla Verictum i wstawieniu na powrót Neotecha nic już nie brzmiało tak samo. Gorzej- w ogóle nie brzmiało, bo wyłączyłem sprzęt, który już nie grał „tak dobrze” jak chwilę wcześniej. 

 

Uwaga do wniosków:

  • Gdy pisałem słowa „…koszty jakie wzrosną w związku z wprowadzeniem nowości sprzętowej przestają się liczyć” miałem też na uwadze i tych audiofilów, którzy nie dysponują zasobami finansowymi pozwalającymi myśleć o zakupach całego systemu przygotowanymi przez firmę Verictum (nie będę ukrywał- drogiego), bo przecież chodzi mi o to też, że można po kosztach dużo niższych zmontować coś własnego, według własnego projektu i własnej intuicji audiofilskiej. Nikt ostatecznie nie może przewidzieć skutków takiej działalności- może nawet skuteczniejszej niż to robi wiele znakomitych firm. Ostatecznie ja sam parę lat wstecz zmontowałem kable na bazie bardzo dobrego Neotecha (testowanego) i Van den Hula (The Mainstream), które kupiłem „z drugiej ręki”, wyposażając w świetne wtyki Furutecha lub IeGo. Z efektów byłem (podkreślę słowo „byłem”) przez długi czas zadowolony. Gdyby nie bezpośrednia konfrontacja z innymi wyrobami (w moim przypadku- firmy Verictum) to nadal byłbym usatysfakcjonowany.


[1] Kable testowałem w systemie:
1.   Listwa zasilająca- Verictum Cogitari
2.   Neotech NEP 3002 + IeGo 8055G + Furutech FI-28 zamiennie- Verictum Arbiter na wtykach Furutech Fi-48R
3.   Pioneer PD-S06 (modyfikowany)
4.   Verictum Cogitar (na wtykach Furutech FI 25G/35G)
5.   Ixos 100.X03 Studio
6.   Leben CS 300XS
7.   Verictum Demiurg (na wtykach Furutech FI- 28/38G)
8.   Neotech NES 1002 z wtykami Furutech FT-211G/R
9.   Klipsch  Heresy II
10. Słuchawki Sennheiser HD 600 (modyfikowane)
11. Akcesoria- Verictum– X Bulk SilverX Bulk GoldX BlockX-Fuse

 


Przejdź do artykułu: „testy systemu audio (3)” >>

Tematy pokrewne:

„Czy pieniądze grają?”  >>