Opis systemu audio należący do firmy Verictum,
wykorzystywany do testów sprzętów w fazie projektowej i prototypowej.

 

Wydaje się frapujące to w jakich warunkach część procesu produkcyjnego- testy prototypów, w audiofilskich manufakturach są przeprowadzane. Zostałem zaproszony do takiego pomieszczenia przez Pana Pawła Czubryta- głównego konstruktora firmy Verictum.

Pokój o wielkości około 20 m2 posiada adaptację akustyczną na ścianach i suficie. Efektywność tej adaptacji została sprawdzona pomiarami przez . Wynik był bardzo satysfakcjonujący. Adaptację akustyczną tworzą: panel typu Skyline za kolumnami, Schroedery 1D na ścianach bocznych w miejscu pierwszego odbicia, Schroedery na suficie oraz pułapki basowe w rogach pokoju. Oczywiście wykładzina dywanowa, ciężkie zasłony okien, duża miękka sofa, czy półki z płytami CD też wpływają na atmosferę akustyczną tego pomieszczenia. Dodam- miło tam spędzić czas z muzyką w tle, co zapewne ma też pozytywny (choć nie przeważający) wpływ na odbiór muzyki. A skoro mowa o muzyce to zaprezentuję zestaw płyt, który w czasie mojej wizyty miał mi dać rzetelny obraz zalet systemu audio w pomieszczeniu testowym firmy Verictum (ewentualnie i wady tego systemu). Użyte zostały ścieżki dźwiękowe z płyt, które już w wielu testach ułatwiały wsłuchiwanie się w to co sprzęt audio oferował: „Quest Of The Invisible” w wykonaniu Naissam Jalal, „Aguirre” w wyk. tria Los Otros,  „Satie: The Early Piano Works” w wyk. Reinberta de Leeuwa oraz „Chopin 24 Preludia, Sonata b-moll” w wyk. Tatiany Shebanovej:

W systemie audio opisanym w przypisie- [1], poddano niejako przy okazji próbie kable głośnikowe firmy Verictum Demiurg SP (zrecenzowanego we wrześniu 2021 roku: ) włączone w system stosunkowo niedawno- późnym latem 2021, bez odnoszenia ich do wcześniej używanych kabli Siltech Emperor (tym bardziej, że nie miałem okazji słuchać muzyki w tym pokoju gdy wpięty był ten poprzednik).

Jeśli przeczyta się listę urządzeń, czy akcesoriów wymienionych w opisie systemu audio używanego przez Verictum w dalszej części artykułu, to zauważyć można przemyślany sposób konfiguracji sprzętu, co nie dziwi bo przecież sam główny konstruktor firmy- Pan Paweł Czubryt, audiofil z bogatym doświadczeniem, raczej się w tej dziedzinie nie myli. Napisałem „raczej”, bo czy sukcesem zakończą się próby zastosowania różnego rodzaju akcesoriów w systemie stereo, może odpowiedzieć tylko późniejszy odsłuch, nie zawsze satysfakcjonujący. Pan Paweł Czubryt potraktował spotkanie bardzo poważnie- od dnia poprzedzającego spotkanie sprzęt był pod napięciem. Gdyby pojawiły się ewentualne usterki dźwięku to firma nie mogłaby zrzucić winę na zbyt krótki czas rozgrzewania urządzeń, a więc o tym problemie należało zapomnieć… Podobnie nie trzeba było myśleć o szkodliwym, z punktu widzenia zmiennych parametrów fizycznych, przemieszczaniu kabli, ot choćby z powodu odkurzania (jednak czasami trzeba…) Audiofil, a przede wszystkim meloman powinien o tym zjawisku pamiętać (vide- wypowiedź George’a Cardasa >>). Moja wizyta miała ograniczyć się do wyartykułowania wrażeń odsłuchowych po włączeniu paru płyt, które zostały wyżej przedstawione, bo choć Pan Paweł mógłby produkować bez poznania mojej opinii, to jednak ciekawiło go co usłyszy jego znajomy (tzn. moja osoba), który ma tylko zbliżone preferencje muzycznej natury, ale przecież nie te same. Dam przykłady- preferuję ustawioną dużą głośność, zbliżoną do takiej jaką doświadczam w klubie jazzowym, albo w filharmonicznej sali kameralnej, co z reguły współsłuchających męczy, a poza tym jestem łaskawszy dla nurtu rockowego lub heavy metalowego (nie zawsze akceptowanego przez Pana Pawła)… Można też na tę wizytę spojrzeć w inny sposób- skoro powinno się (i to firma Verictum robi) testować produkty w różnych warunkach sprzętowo-lokalowych to też powinno się poznać zdanie różnych słuchaczy rozpoznających wpływ próbek na brzmienie dokładnie tego samego systemu.

Test rozpocząłem od wsłuchiwania się w kolejne ścieżki z płyty „Chopin 24 Preludia, Sonata b-moll” w interpretacji Tatiany Shebanovej, która „Preludia” zagrała na historycznym instrumencie Erarda z 1849 roku. Dlaczego ten instrument mnie ciekawił bardziej niż inne, które były na półkach płytowych Pana Czubryta? Z dwóch powodów:

  1. Bo to wspaniale nagrany instrument przez parę inżynierów dźwięku: Gabrielę Blicharz i Lecha Dudzika, w świetnej akustycznie sali- Studia Koncertowego Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego. Co usłyszałem? Nie dość, że dźwięk był głęboki i bogaty w alikwoty, o bardzo dużym wolumenie, to szybko słuchanie z analitycznego zmieniło się w uczestnictwo w spektaklu o wybitnej jakości artystycznej. Nie potrzeba było wielu sekund by taką przemianę doświadczyć. Przyjemność była wielka!
  2. Źle skonfigurowany sprzęt zwykle historyczne instrumenty przedstawia jako ubogich krewnych Steinway’a albo Fazioli, o płytkim, krótkim wybrzmieniu górnego zakresu i ubogim dynamicznie zakresem niskiej średnicy i basu (wielu audiofilów narzeka w takich przypadkach na rozstrojenie instrumentu niczym westernowe pianina). Dobrze przygotowany do odtwarzania muzyki sprzęt pokaże cos zupełnie innego- wspaniały instrument, o bogactwie barwowym, zróżnicowanym w trzech rejestrach, niespotykanym w instrumentach współczesnych. Oczywiście brzmienie jest inne, łatwo rozpoznawalne… Można polubić tak bardzo, że Chopin, Schubert czy Beethoven zagrany na strych instrumentach bardziej zachęca do słuchania niż Steinway & Sons, Yamaha, Kawai lub Fazioli. I tak było podczas sesji w salonie muzycznym firmy Verictum.

Niechętnie zamieniono płytę Pani Shebanovej na nagrania z albumu „Satie: The Early Piano Works” w wykonaniu Reinberta de Leeuwa, choć te nagrania są nie mniej wspaniałe i nie mniej kłopotliwe do odtworzenia przez sprzęt audio niż w przypadku Erarda. Kłopot polega na tym, że niewielki nawet defekt w systemie wywołuje poważną słabość brzmieniową współczesnego fortepianu użytego przez de Leeuwa. Mam wrażenie, że panuje tu zasada „upadku ze szczytu wysokiej góry”- im wyższa góra tym upadek bardziej bolesny. Gdy płyta jest odtwarzana przez dobrze ustawiony system to można odczuć mocno poetycką interpretację Leeuw’a, z uwypukleniem cech mistycznych. Nieśpieszna gra Leeuw’a umożliwia cyzelowanie dźwięku z każdego naciśnięcia klawisza, uwalniając bogactwo kolorów. Niewiele jest tak nagranych fortepianów by wydobywały różnicowanie barwowe każdego z rejestrów fortepianu współczesnego. Wyraźnie słychać, że nagrywano z bliskiej odległości- fortepian jest „bardzo duży”, słychać pracę mechanizmu pedałów, trzeszczenie fotela, na którym siedzi pianista i inne efekty niemuzyczne, słyszalne tylko wtedy gdy słuchacz na sali znajduje tuż obok grającego. Opisane efekty nie psują spektaklu, nie odciągają melomana od zagłębiania się piękno melodii. Przeciwnie- urealniają przekaz- bogato wybrzmiewające struny z pełnią alikwotów pojawiają się tylko wtedy gdy sprzęt jest bardzo dobrze skonfigurowany. Bywają płyty, które są tak nagrane, że brzmią zawsze dobrze, na przykład wyprodukowane przez Rudolpha Van Geldera, ale ta płyta do takich nie należy- gra albo wzorcowo albo kiepściuchno. Tym razem  Reinbert de Leeuw „postarał się” zabrzmieć idealnie. Ujawnione brzmienie było jakie lubię. Instrument brzmiał jakby był niżej strojony niż gdy ton a1= 440Hz, dodawał powagi kompozycjom, pokazując krągłości wyższych rejestrów i ciężki ton niższej średnicy i basów. W tym nagraniu, podczas odsłuchu w sali Verictum, można było łatwo uruchomić wyobraźnię pokazującą ustawienie fortepianu w przestrzeni, bo i szerokość sceny i jej głębia była oddana fantastycznie. Słychać było też i to, że nie nagrano materiału muzycznego w sali filharmonii lecz w pomieszczeniu o naturalnym niedługim pogłosie. Już po sesji odsłuchowej sprawdziłem gdzie zrealizowano nagrania- w niedużym ale wysokim kościele (Waalse Kerk  w Amsterdamie). Gdy sprzęt jest prawidłowo ustawiony nagrania z płyty „Satie: The Early Piano Works” należą do najlepszych pod względem technicznym nagrań fortepianowych solo. W sali Verictum miałem jeszcze jedno potwierdzenie mojej tezy.
Ciekawym doświadczeniem było przysłonięcie, w trakcie słuchania gry Reinberta de Leeuwa, ekranem projekcyjnym panelu Skyline. Ekran, podwieszony pod sufitem, swoimi rozmiarami przysłaniał cały panel po rozciągnięciu na całą wysokość. Fortepian przybrał inną barwę- jednolitą w barwie, a obraz fortepianu (tego zbudowanego przez wyobraźnię słuchacza) stał się spłaszczony. Jako, że ekran jest mechanicznie rozwijany to próbę tę  powtarzaliśmy trzykrotnie. Przy tej okazji chciałbym zastrzec, że dla wytrawnego melomana czy audiofila degradacja była znacząca, ale gdyby zastać sytuację z rozciągniętym miękkim ekranem jaką pewną stałą sytuację, to i tak system do pewnego stopnia się bronił-  nie był doskonały, ale dla wielu szukających tylko przyjemności słuchania muzyki, bez zagłębiania się w niuanse brzmieniowe, taki układ mógłby być wystarczający (co tylko dobrze świadczy o elektronice zgrupowanej w systemie audio należącego do firmy Verictum).

Wspominałem o płytach tak zrealizowanych, że brzmią zawsze dobrze… Taką na pewno jest „Quest Of The Invisible” w wykonaniu flecistki jazzowej Naissam Jalal, choć jak każdy audiofil wie- dobre brzmienie to zbyt mało, bo musi być bardzo dobre, albo jeszcze lepsze… Bo zawsze może być lepiej!  Nagranie „L’âme du voyageur” rozpoczyna solo kontrabasu… Nie znam lepszej realizacji- struny drżą uprzedzając wydanie dźwięków, pudło rezonansowe wzmacnia te dźwięki, palce uderzają w struny, ślizgają się po nich… Nie da się inaczej zakwalifikować tego fragmentu jak tylko do hiperrealizmu! A kiedy wdmuchuje powietrze we flet (to słychać!) liderka kwartetu (flet, piano, kontrabas, bębny) to już ze świata idealnego długo słuchacz nie wyjdzie. Flecistka staje się obecna w sali Verictum, jest wysoką postawną kobietą, która robi krok, najwyżej dwa. na scenie (w przypadku odtwarzania płyty- scenie muzycznej) w bok, do przodu i do tyłu. Pozostali muzycy są bardzo konkretnie rozmieszczeni, ale w przeciwieństwie do flecistki nie zmieniają swoich pozycji (w przypadku pianisty byłoby to dziwne). System poskładany przez firmę Verictum nie ma problemu z urealnieniem przekazu muzycznego… Wykreował realny spektakl, a nawet można by dodać- realny spektakl jaki bywa w jazzowych niewielkich klubach.

Na koniec testów pozostawiliśmy niezastąpioną „Aguirre” w wykonaniu tria Los Otros. Sprzęt skonfigurowany przez firmę Verictum w nagraniu „Canarios” był zmuszony do jak najwierniejszego odtworzenia dwóch instrumentów- dłoni, które klaszczą i chitarrone. Chitarrone może brzmieć w pewnym zakresie róznie ale klaszczące dłonie nie mogą, bo znamy dźwięk wydawany przez oklaski jak klapsy w tyłek dziecka (jeśli ktoś je pamieta). Zmierzam do tego, że to nagranie pokazuje naturalność brzmienia zestawu audio. W sali Verictum nie miałem żadnych wątpliwości- rytmiczne oklaski były tworzone przez lekko zwinięte w łuk dłonie, wydając głębokie tony. Klaszczący perkusista przemieszczał się pomiędzy głośnikami, raz to oddalając się od mikrofonu, a innym razem przybliżając się do niego, w wyniku czego zbudowana została scena wgłębna. Chitarrone wybrzmiewała barwnie, okrągło i szalenie ciepło.
W następnym utworze- „„La Oleada” perkusyjnym, ale i melodycznym instrumentem staje się (obok chitarrone) trójkąt koncertowy. Nawet w nieznacznie słabiej ustawionym sprzęcie audio żadnej melodii wydawanej przez trójkąt nie usłyszy się! Można jedynie być uradowanym z faktu, że trójkąt wraz z coraz lepszym ustawieniem sprzętowym nabiera masy… Ale to za mało, żeby mówić o nienagannie „skrojonym” audio… Verictumowy sprzęt zmusił trójkąt do śpiewu, a więc uspokojeni tym faktem posłuchaliśmy innych fragmentów tej płyty, a przede wszystkim te nagrania gdzie pojawiała się viola da gamba…. Było wspaniale!

 

Wnioski ogólne:

  • Doświadczenie powyższe daje nadzieję, że firmy projektujące sprzęt audio, ale też akcesoria, poważnie traktują swoich potencjalnych klientów, nie ograniczając się do czysto technicznego podejścia do tematu.
  • Sesja w salonie odsłuchowym firmy Verictum pozwala sądzić, że osiągniecie takiego brzmienia (w sensie poprawności), które pokaże cały potencjał najlepszych produktów audiofilskiej natury jest możliwe też warunkach domowych.
  • Odsłuchy wyżej opisane pokazały, że może być też inne podejście do testów- nie przez porównanie z jakimś produktem innej firmy, czy nawet tej samej ale z innej linii produkcyjnej, lecz przez proste słuchanie zastanego zestawu (oczywiście wcześniej umiejętnie skonfigurowanego), tworząc ocenę- całość „gra” dobrze / całość „gra” źle.
  • Testy pokazały, że (niestety) nie jest możliwe osiągniecie nieskazitelnego dźwięku bez sporego wkładu finansowego, nawet w przypadku gdy wiedza i umiejętności audiofila są wystarczające by mógł zbudować kopię wzorca ze studia nagrań czy producenta. Zwykle w takich przypadkach wkład materiałowy, okazuje się pierwszą przeszkodą, a innowacje techniczne ukryte przed złodziejami myśli naukowej drugą.

Wnioski dotyczące systemu audio w salonie Verictum:

  • Przypuszczam, że firma Verictum, dąży do zaprojektowania interkonektów by w ofercie był cały komplet okablowania. Póki co zastosowano dwa interkonekty- Siltech Compass Lake XLR oraz Shunyata Aurora XLR., co nie obniża poziomu technicznego całości. Ale przecież może być zawsze lepiej, a więc czas pokaże jak to „lepiej” zabrzmi…

 


[1] System firmy Verictum:

  • Odtwarzacz: Audio Research CD 7,5 ((najwyższy poziom modyfikacji firmy dc-Components)

  • Kolumny ART Deco 15 Signature wersja specjalna na zamówienie dla Verictum (wewnętrzne okablowanie to przewodniki z kriogenizowanego srebra pokrywanego 24-karatowym złotem, własnej konstrukcji firmy Verictum, które zmieniły okablowanie Kondo)

  • Koncówki mocy Mcintosh MC611, pre: Mcintosh C500 i BAT 52SE (modyfikacja DC Components)

  • Interkonekty XLR: Siltech Compass Lake XLR oraz Shunyata Aurora XLR.

  • Kable głośnikowe: Verictum Demiurg SP:

  • Listwa zasilająca Verictum Gnosis i kable zasilające 5*Verictum Demiurg

  • Filtry EMI/RFI: 5* Verictum X-Bulk i 5* Verictum X-Block
    Jako, że ważną rolę spełniają w opisywanym systemie filtry to uszczegółowię, co może być ważną sugestią dla użytkowników tych akcesorii:
    X-Bulk’i: dwa X Bulki Silver są podłączone do zacisków głośnikowych ujemnych w końcówkach mocy Mcintosha, jeden X Bulk Silver jest podłączony do masy obudowy preampu, jeden X Bulk SIlver jest podłączony do masy obudowy odtwarzacza CD ARC, X Bulk Gold jest podłączony do listwy zasilającej.
    X-Block’i: dwa X Blocki są położone nad tranformatorami wyjściowymi końcówek mocy Mcintosha, dwa X Blocki położone nad trasformatorami zasilającymi w preampie Mcintosha, jeden X Block jest umieszczony nad transformatorem zasilającym odtwarzacz CD ARC

  • X Fuse w każdym urządzeniu

  • Stolik Finite Elemente APS

  • Każdy ze sprzętów aktywnych posadowiono na stopach MIG typu 1 i 2

  • Adaptacja akustyczna: panel typu Skyline (240/190/29cm), pułapki basowe Apama w rogach pokoju firmy Apama Acoustic Projekt, Schroedery 1D na suficie i na ścianach w miejscach pierwszych odbić.

 


Testy systemu audio (1) >> 
Testy systemu audio (2) >>
Testy systemu audio (3) >>
Testy systemu audio (4) >>