Rekomendowane wydawnictwa płytowe pop/rock/ballada
(rozdział siedemdziesiąty)

Gdy myślimy o muzyce rockowej tworzonej przez amerykanów, to jednak wyławiamy z pamięci muzykę, która ma w sobie pierwiastki bluesowe, country-music i rock&rolla, a więc nieco innej niż te będące wzorcami dla muzyki wyprodukowanej w Europie.

 

____________________________________________________

 

Steppenwolf [według biografii autorstwa Marka Deminga] był jednym z pionierskich zespołów amerykańskiego hard rocka, przywołując ryczący dźwięk gangu motocyklowego, który rości sobie prawo do autostrady w hitach takich jak „Born to be Wild” i „Magic Carpet Ride”. Podobnie jak większość wczesnych zespołów hard rockowych, podejście Steppenwolf było przesiąknięte bluesem, ale z dodatkowym poziomem lirycznej pewności siebie i pełnym atakiem, który dodawał nuty acid rocka. Kluczowymi elementami ich brzmienia były szorstki, gardłowy wokal lidera Johna Kaya, twardy, szczekający ton eklektycznej gitary i gruby, muskularny głos przesterowanych organów elektrycznych. Podczas gdy dzikie dobre czasy były źródłem większości ich hitów, w miarę rozwoju kariery przenieśli uwagę na poważniejsze tematy, w tym politykę, militaryzm, feminizm i środowisko. Początkową działalność zespołu Steppenwolf udokumentowano w kompilacji „Born To Be Wild – The Best Of Steppenwolf”, która została wydana w 1999 roku przez MCA Records. Płyta została wydana w standardowym pudełku typu jewelcase z nieprzezroczystą tacką i 8-stronicową książeczką z notatkami we wkładce.

Grupa Steppenwolf [wg notatki wydawcy] najczęściej kojarzona bywa z hippisami oraz subkulturą rockersów – m.in. za sprawą przeboju „Born to Be Wild”, który stanowi jeden z najgłośniejszych hymnów rozsławiających wolność, żywiołowe życie i motocykle Harley-Davidson. Kilka ich hitów zostało wykorzystanych w filmach. Dwa utwory zespołu: „Magic Carpet Ride” oraz „Rock Me” znajdują się w filmie, komedii „Candy”. Na ściężce dźwiękowej słynnego filmu „Easy Rider” (reż. Dennis Hopper, 1969) także znajdują się utwory zespołu: „Born To Be Wild” oraz „The Pusher”. Utwór: „Magic Carpet Ride”, został też użyty w filmie science-fiction Star Trek: Pierwszy kontakt (reż. Jonathan Frakes, 1996) gdzie stanowi on tło muzyczne do pierwszego w dziejach ludzkości lotu kosmicznego z prędkością światła. CD oprócz najsłynniejszego hitu Steppenwolf „Born To Be Wild” zawiera także inne hity m.in : „Monster”, „Sookie Sookie”, „Hey Lawdy Mama”, „The Pusher”, „Rock Me” czy „Magic Carpet Ride”.
Ballada „Born to Be Wild” jest opisywana jako pierwsza piosenka heavymetalowa, a tekst w drugiej zwrotce „heavy metal thunder” oznacza pierwsze użycie tego terminu w muzyce rockowej (jako opis motocykla). Piosenkę „Born to Be Wild”, zainspirowaną reklamą motocykla na przydrożnym billboardzie, napisał gitarzysta zespołu Sparrow, Dennisa\ Edmontona\, który również używał pseudonimu literackiego Mars, Brat Marsa Bonfire’a był perkusistą grupy Steppenwolf… Bonfire początkowo oferował piosenkę innym zespołom, ale to właśnie Steppenwolf raz pierwszy nagrał tę piosenkę w przyspieszonej i przearanżowanej wersji, która ukazała się na pierwszym longplayu zespołu- „Steppenwolf”, a w parę miesięcy później na singlu.

„Born to Be Wild” był trzecim singlem Steppenwolf z ich debiutanckiego albumu o tym samym tytule i stał się ich znakiem rozpoznawczym, osiągając  2. miejsce na liście przebojów Billboard Hot  100. W 2004 roku magazyn Rolling Stone umieścił „Born to Be Wild” na 129. miejscu na liście 500 najlepszych piosenek wszech czasów. Również w 2004 roku piosenka zajęła  29. miejsce w ankiecie AFI 100 Years…100 Songs dotyczącej najlepszych utworów w amerykańskim kinie. W 2009 roku została nazwana 53. najlepszą piosenką hardrockową wszech czasów przez VH1 (dziewięć lat wcześniej zajęła 40. miejsce w rankingu 100 najlepszych piosenek rock and rolla według VH1). W 2018 roku piosenkę wprowadzono do Rock and Roll Hall of Fame w kategorii singli.

____________________________________________________

 

Gdy rock się komplikował, utwory stawały się bogatsze o improwizowane części Creedence Clearwater Revival przypomniało melomanom gdzie są korzenie tej muzyki. Przedstawili zwięzłą syntezę rockabilly, rhythm & bluesa i country-music. Muzyka CCR była wyraźnie tworem grupowym z ich surowymi aranżacjami, a jednak wyróżniał się w kwartecie jeden z muzyków- wokalista, autor piosenek i gitarzysta John Fogerty. Utwory Fogerty’ego w treści odzwierciedlały przede wszystkim problemy społeczne dnia powszedniego. CCR na swoim pierwszym albumie „Creedence Clearwater Revival” z 1968 roku, grali rozszerzone, w quasi-psychedeliczny sposób klasyki z lat 50. „I Put a Spell on You” i „Suzie-Q”. Ta druga piosenka stała się ich pierwszym wielkim przebojem zespołu, ale zespół rozkwitł prawdziwie dopiero przy „Proud Mary” singlu numer dwa na początku 1969 roku, który ukazywał talent Johna Fogerty’ego do czerpania z południowych korzeni muzyki i obrazów z niebywałą naturalną łatwością. To był tylko dobry początek potoku przebojów wydanych w ciągu następnych dwóch lat: “Bad Moon Rising”, “Green River”, „Down on the Corner”, „Travelin 'Band”, „Who’s Stop The Rain”, „Up Around the Bend”, „Lookin 'Out My Back Door” i jeszcze parę. Zostańmy jednak przy roku 1968.


Gdy nagrywali dla Fantasy Records, w 1968 roku, debiutancki album było ich czterech: Doug Clifford (gitara basowa, perkusja), Stu Cook (perkusja, gitara basowa), John Fogerty (gitara, wokal) i Tom Fogerty (gitara rytmiczna, wokal). Płyta obfituje w różnorodny materiał muzyczny: dziwaczny blues „I Put a Spell On You”, rhythm & blues „Ninety-Nine and a Half (Won’t Do)” (z repertuaru Wilsona Picketta), rockabilly „Susie Q”, pokretne instrumentalne granie w „The Working Man”, a mimo to zespół utrzymywał się „w torach” swojego wypracowanego stylu. Brzmienie zespołu jest żywe, z uproszczonymi do granic (na te czasy- odważnymi, bo na przekór tendencjom) aranżacjami. Kompozycje Fogerty’ego jak „Get Down Woman” czy „Gloomy” to tylko stylowe bluesy, ale już  trzeci singiel- „Porterville”, po trosze autobiograficzna, o poczuciu zagrożenia i rodzącym się buncie, zaśpiewana została z prawdziwą wściekłością. Jest to też piosenka, która wskazuje drogę do przełomowego albumu „Bayou Country”. Później przyszedł czas na świetne „Green River”, „Willy and the Poor Boys” (wszystkie wydane w 1969 roku) i „Cosmo’s Factory”.


„Cosmo’s Factory”, z 1970 roku to kolejny dobry powód by nazywać ich wielkim rockowym zespołem. Mocne rock’n’rollowe granie, bliższe hard rocka niż poprzednie płyty. Nieprawdopodobna inwencja twórcza, pozwalająca wydawać trzy duże płyty rocznie, a najmniej dwie, to nie dzielo przypadku albo muz krążących wokół Fogerty’ego lecz raczej konsekwentnego opracowywania projektów przez pięć dni w tygodniu w przekształconym magazynie w przemysłowej dzielnicy Berkeley. Niewątpliwie z tego powodu perkusista Doug „Cosmo” Clifford określił to miejsce jako „fabrykę” (w j. ang.- factory). Nacisk położono na autentycznie brzmiące klasyki rock’n’rolla na przykład „Ooby Dooby”. z repertuaru Roya Orbisona czy „My Baby Left Me” ,którą Elvisa Presley wykonywał w 1956 roku. Jednak najwspanialsze są: „Run Through the Jungle”, „Lookin’ Out My Back Door”, „Who’ll Stop the Rain”, „Up Around the Bend” i „Long as I Can See the Light”, wszystkie autorstwa Johna Fogerty’ego. „Long As I Can See Light” w stylu soulowym Otisa Reddinga, to piękna kompozycja z dłuższą wypowiedzią saksofonową, w której Fogerty pokazuje jak łatwo mu przychodzi osiągać melodyjność wytrawnych czarnych śpiewaków. Fantastyczny album grupy, która będzie długo istnieć w pamięci melomanów. Czwarty członek CCR- Tom Fogerty opuścił w 1971 roku zespół by rozpocząć karierę solową… Nagrał kilka nie wyróżniających się albumów. Zredukowany zespół do trio kontynuował działalność do 1972 roku. Po wydaniu dwóch albumów: „Pendulum” i „Mardi Gras”,  Creedence Clearwater Revival rozwiązał się.

Na przełomie lat 60. i 70., niewiele amerykańskich zespołów mogło dorównać konsekwentnej zdolności zespołu Creedence Clearwater Revival do tworzenia wielkich hitów. Grupa czterech muzyków: John Fogerty (wokal, gitara prowadząca, produkcja , aranżacje). Stu Cook (bas), Doug Clifford  (perkusja) i Tom Fogerty (gitara rytmiczna i wokal) zakorzeniła swoją wyobraźnię w Dalekim Południu, łącząc żywe obrazy Południa z charakterystyczną marką rock & rolla, która łączyła pop, blues, R&B i country. Gwiazda CCR płonęła jasno przez stosunkowo krótki okres, zanim konflikty i spory doprowadziły do ​​ich rozpadu w 1972 roku. Ich antologia „Chronicle: The 20 Greatest Hits” z 1976 roku pozostaje idealnym (choć skrótowym) miejscem prezentacji ich dokonań- obecności na listach przebojów.


„Chronicle” to zbiór singli składający się z 13 stron „A” i 7 stron „B”. „Chronicle” zawiera wszystkie hity grupy, które znajdowały się na listach przebojów. „Chronicle: Volume Two”, który został wydany w 1986 roku i zawiera nienotowane na listach przebojów „klasyki” zebrane z tych samych albumów, co utwory z opisywanej płyty „Chronicle”. Certyfikowany 12-krotną platyną przez Recording Industry Association of America (RIAA) jest najlepiej sprzedającym się albumem w katalogu zespołu. Kompilacja zajęła 59. miejsce na liście 500 najlepszych albumów wszechczasów magazynu Rolling Stone w 2012 r..
W swojej recenzji „Chronicle” dla AllMusic Stephen Thomas Erlewine stwierdził: „Chronicle, Vol.1 zawiera każdy z 19 oryginalnych singli Creedence Clearwater Revival – w tym ‘Proud Mary’, ‘Bad Moon Rising’, ‘Green River’, ‘Down on the Corner’, ‘Travelin’ Band’, ‘Up Around the Band’ i ‘Have You Ever Seen the Rain’ oraz ‘I Heard It Through the Grapevine’, który stał się hitem w tym samym czasie, gdy ukazała się ta składanka złożona z dwóch płyt. To skromny, zwięzły zbiór, który powie Ci wszystko, co musisz wiedzieć o zespole Creedence. Kilka indywidualnych albumów zespołu jest niezbędnych, ale Chronicle to nie tylko doskonałe wprowadzenie do grupy, ale stanowi niezbity dowód, że grupa była jednym z najlepszych zespołów nagrywających single końca lat 60-tych. Rzadko zdarza się, aby kolekcja największych hitów była tak dobrze zebrana.”

Pierwszym wydanym albumem nagranym na żywo przez CCR (Creedence Clearwater Revival) był „Live in Europe”, nagrany 4–28 września 1971 w składzie: John Fogerty (guitary, harmonijka, wokal), Stu Cook (basowa gitara), wokale, Doug Clifford (prekusja),podczas trasy koncertowej Pendulum. Płyta została wydana 16 października 1973 przez wytwórnię Fantasy.


Album dokumentuje występy zespołu w trio po odejściu Toma Fogerty’ego. Został wydany pomimo zdecydowanych sprzeciwów Johna Fogerty’ego, po jego ostatnich zmaganiach z Fantasy Records o prawa do napisanych piosenek. W 1973 roku Fogerty powiedział, że nigdy więcej nie zagra piosenki Creedence, ponieważ przyniesie to korzyść tylko wytwórni Fantasy Records. Obietnicę tę dotrzymywał przez około 20 lat. Krytyk muzyczny AllMusic- Bruce Eder, napisał: „Ten album często był brany pod uwagę przez fanów i krytyków, którzy nie dostrzegali jego wartości. Długo uważane za gorsze wydawnictwo, głównie dlatego, że ukazało się pod koniec historii CCR, po odejściu Toma Fogerty’ego i powrocie z trasy koncertowej związanej z niepopularnym albumem ‘Mardi Gras’, ‘Live in Europe’ uznawano za coś w rodzaju niewypału.” Faktem jest, że „Live in Europe jest niełatwo poddaje się ocenom. Na płycie nie brakuje świetnych utworów. Fogerty radzi sobie świetnie, grając na gitarze i wokalu na żywo. Z drugiej strony prawie każdy utwór jest niemal lustrzanym odbiciem tego, co można znaleźć na studyjnych płytach CCR. Tłum wydaje się autentycznie zaangażowany i podekscytowany.. Jakość dźwięku jest akceptowalna, porównywalna z lepszymi realizacjami na żywo z tamtego okresu. Ten album, jeśli ma na celu zilustrowanie dużego talentu Johna Fogerty’ego do pisania atrakcyjnych piosenek, można uznać z godny kupna.

 

____________________________________________________

 

Jednym z najpopularniejszych zespołów rockowych lat 70. byli The Doobie Brothers (slangowo oznaczało marihuanę). W Europie nie cieszyli się aż takim uwielbieniem jak w USA, bo sięgali do amerykańskiej tradycji muzycznej tworząc mainstreamowe brzmienie rock and roll’owe z elementami folku, country i rhythm & bluesa. The Doobie Brothers ewoluowało od łagodnego, post-hippisowskiego zespołu do zespołu pop pod koniec dekady. Zespół odnosił wielkie sukcesy komercyjne- zdobył szereg złotych i platynowych albumów w Stanach Zjednoczonych, miał też wiele przebojów radiowych, na przykład: „Listen to the Music”, „China Grove” czy „Black Water”. Do roku 1972. ustabilizował się skład zespołu z dwoma perkusistami: Michael Hossack i John Hartman (perkusja, inst. perkusyjne), Tom Johnston (gitary, harmonijka, syntezatory, wokal), Patrick Simmons (gitary, syntezatory, wokal), Tiran Porter (bas, wokal).

Drugi album studyjny The Doobie Brothers „Toulouse Street”, nagrany w 1972 roku w studiach Warner Bros. (North Hollywood) i Wally Heider (San Francisco), został wydany w lipcu 1972 roku przez Warner Bros. Records. Toulouse Street to nazwa ulicy w dzielnicy francuskiej Nowego Orleanu. Zdjęcia na okładce i w środku rozkładówki zostały zrobione w dawnym burdelu przy Toulouse Street.


Recenzja „Toulouse Street” autorstwa Bruce’a Edera, która ukazała się w magazynie AllMusic opisuje tak tę płytę: „Toulouse Street to album, od którego większość fanów zaczęła odkrywać Doobie Brothers i który przez dziesięciolecia zachował wiele ze swojej świeżości. Producent Ted Templeman był oswojony z nieco cięższym i bardziej południowym stylem, w jakim zespół chciał pracować nad swoim drugim albumem, a rezultaty były nie tylko opłacalne – w tym platynowa płyta – ale także nienaganne pod względem artystycznym. Toulouse Street jest w wielu momentach bardzo zbliżone stylem i brzmieniem do tego, co Eagles robili w tym samym okresie, z tą różnicą, że Doobie Bros. dodali do miksu jazz i R&B, a także elementy country, folk i bluegrass oraz (niespodzianka !) stał się niemal tak wszechobecny jak Eagles w kolekcjach płytowych ludzi, zwłaszcza po singlach ‘Listen to the Music’ i ‘Jesus Is Just Alright’. Ale te dwa single reprezentowały jedynie wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o to, co ta grupa miała do zaoferowania, co nabywcy albumu odkryli nawet na singlach – oba utwory pojawiają się tutaj w wyraźnie dłuższych wersjach, z większą ekspozycją i rozwinięciem oraz w wpisując się w ambicje, jakie miały wówczas wyrażać kawałki albumów (nawet popularnych numerów). Właściwie ‘Listen to the Music’ (napisany przez Toma Johnstona) oferuje subtelne wykorzystanie fazowania i innych studyjnych sztuczek, które sprawiają, że jego pozornie ziemskie, wyluzowane podejście jest jednym z najbardziej złożonych i wymyślnych w tamtym okresie. ‘Rockin’ Down the Highway’ Johnstona ukazuje zespół pracujący przy wyższej mocy i wkraczający na terytorium Creedence Clearwater Revival, podczas gdy ‘Mamaloi’ to wyluzowana karaibska idylla Patricka Simmonsa, a utwór tytułowy (również autorstwa Simmonsa) to porywająco piękna ballada. Następnie zespół przełącza się na swamp-rock w przypadku ‘Cotton Mouth’ i skręca w lewo, w deltę Mississippi, aby posłuchać wersji ‘Don’t Start Me Talkin’’ Sonny’ego Boya Williamsona II, po czym przełącza się w tryb gospel z ‘Jesus Is Just Alright’. Prawie siedmiominutowy utwór Johnstona ‘Disciple’ był rodzajem wzniosłego, bluesowo-hardrockowej praktyki, który doprowadził do porównania grupy do Allman Brothers Band, chociaż ich przeplatający się wokal był prawie tak samo wyraźny jak ich chrzęszcząca, wzmagająca się podwójna gitara prowadząca i sparowanie perkusiśstów. I to wszystko wciąż brzmi zdumiewająco orzeźwiająco, dziesiątki lat później; wciąż pozostaje liderem i jednym z najbardziej zachęcających i pociągających albumów swojej epoki.

Pierwsze dwie płyty- „The Doobie Brothers” i „Toulouse Street”, były dobre, ale nie zapowiadały aż takich sukcesów jakie dopiero miały nadejść, bo trzeci longplay „The Captain and Me” wspiął się na 7 pozycję najpopularniejszych płyt w USA. Później- do końca lat 70., nie będzie gorzej.


To konsekwentna country-rockowa płyta, cięższa w brzmieniu niż poprzednie. Utwór otwierający- „Natural Thing” Johnstona, łączył gitary, pokazując znakomite, wznoszące się harmonie zespołu wokół pięknej melodii. Wszystkie utwory grane są w dość szybkim tempie. Na listach najlepiej sprzedających się plyt walczyli o prymat z Allman Brothers oraz Eagles. Kolejny utwór chwytliwy- „Long Train Runnin”, był przez zespół grany od lat jw. wersji instrumentalnej. Wzbraniający się Johnston przed dopisaniem słów został przekonany przez producenta Teda Templemana do nagrania utworu w innej wersji niż się przyzwyczaili, w wyniku otrzymali kolejny hit. Są na płycie utwory w szybkim tempie: „China Grove” i „Without You”, które ukazywały zespół jako twórców trudniejszej w odbiorze muzyki, ale romantyczne ballady country-rockowe- „Clear as the Driven Snow” i „South City Midnight Lady”, je łagodziły. „The Captain and Me” wiązanką różnych melodii, które dobrze oddają styl wczesnych Doobie Brothers i mimo że zespół osiągnie jeszcze większy sukces komercyjny w późniejszej dekadzie, to z innym dźwiękiem i w inny składzie osobowym… To będzie inny The Doobie Brothers.

25 kwietnia 1975 roku nakładem Warner Bros. Records został wydany piąty album grupy The Doobie Brothers o tytule „Stampede”, który został nagrany pomiędzy 9 września i 6 października 1974 roku w paru miejscach: Warner Bros. Studios (North Hollywood, California); Burbank Studios (Burbank, California); Curtom Studios (Chicago); i The Record Plant (Sausalito, California) i Creative Workshop (Nashville).

„Stampede” (według: ), piąty album studyjny zespołu Doobie Brothers, był ostatnim albumem zespołu, zanim Michael McDonald zastąpił Toma Johnstona na stanowisku głównego wokalisty i głównego autora tekstów. „Stampede” pokazało zespołowi bardziej niż kiedykolwiek zróżnicowanie elementów swojego brzmienia, łącząc elementy dawnego brzmienia z muzyką country-rock, funk i folk. W tworzeniu albumu wzięło udział wielu gościnnych muzyków, w tym Maria Muldaur, Ry Cooder i Curtis Mayfield. Był to pierwszy album, na którym Jeff „Skunk” Baxter był pełnoprawnym członkiem zespołu (wcześniej w grupie Steely Dan), choć nie ma go na zdjęciu na okładce. Wcześniej zagrał gościnnie w kilku utworach na dwóch poprzednich albumach, a przed wydaniem tego albumu odbył z zespołem trasę koncertową. Pierwszym i odnoszącym największe sukcesy singlem z tego albumu był „Take Me in Your Arms (Rock Me)” wydany 23 kwietnia 1975 roku, klasyczny utwór Motown napisany przez legendarne trio autorów piosenek Holland-Dozier-Holland. Tom Johnston chciał nagrać tę piosenkę od kilku lat. „Pomyślałem, że to będzie zabójczy utwór do naśladowania” – powiedział. „To prawdopodobnie jedna z moich ulubionych piosenek wszechczasów. Uważam, że nasza wersja wyszła świetnie”. Następnym singlem, wydanym 8 lipca 1975 roku, był „Sweet Maxine”, który pod względem stylistycznym bardziej przypominał wcześniejsze hity Doobie Brothers. Utwór utknął na 40. miejscu list przebojów Billboardu. Trzecim i ostatnim singlem był „I Cheat the Hangman” Patricka Simmonsa, wydany 12 listopada 1975. Jest to ponura ballada wyjęta spod prawa, zainspirowana opowiadaniem Ambrose Bierce An Occurrence at Owl Creek Bridge . „Opowiada o duchu powracającym do swojego domu po wojnie secesyjnej i nie zdając sobie sprawy, że nie żyje” – powiedział Simmons o piosence. Albumowa wersja utworu to kompozycja w stylu rocka progresywnego, zakończona pokręconym kolażem instrumentów smyczkowych, rogów i syntezatorów, który brzmi jak upiorne zawodzenie. „Wycięliśmy utwór i zastanawialiśmy się, jak opracować zakończenie – myślałem o syntezatorach i solówkach gitarowych. Ted [Templeman] zaczął się nad tym zastanawiać i przekazał to [aranżerowi] Nickowi DeCaro, aby uzyskać kilka pomysłów na orkiestrację „ Noc na Łysej Górze ” Musorgskiego naprawdę zainspirowała dzikość smyczków, a Nick wymyślił chorał na końcu. Ambitny „I Cheat the Hangman” osiągnął jedynie 60. miejsce na listach przebojów. [7] Cash Box stwierdził, że jest to „dość długi utwór, zupełnie niepodobny do żadnego poprzedniego singla tej supergrupy” i „stonowana ballada prowadzona pojedynczym, melodyjnym głosem na tle płynnej gry na gitarze, która przeradza się w piękną harmonię wokalną od grupa wkrótce przejdzie w trwałą orkiestrację, trzymającą rozległy akord mocy, pod którym toczy się jazzowa improwizacja”. [8] Record World stwierdziło, że „Doobies rozciągają się z palącą balladą, która opiera się na mocnym brzmieniu harmonii wokalnej”. [9]
„Neal’s Fandango” zostało zainspirowane górami Santa Cruz i było hołdem dla Neala Cassady’ego , kierowcy autobusu Merry Prankster i byłego pomocnika Jacka Kerouaca w „W drodze” . Od czasu do czasu był odtwarzany w stacji klasycznego rocka w San Francisco Bay Area KFOX „K-FOX” (co oznacza KUFX ) ze względu na korzenie Doobie Brothers z South Bay.
Album zyskał status złotej płyty przez RIAA

____________________________________________________

 

Supergrupa Cactus [1], w skład której wchodzili członkowie Vanilla Fudge, Detroit Wheels Mitcha Rydera i Amboy Dukes Teda Nugenta, pojawiła się w 1969 roku z brzmieniem, które łączyło bluesa, boogie i hard rock. W latach 1970-1972 wydali cztery pełne wydawnictwa, w tym tytułowy debiut na liście Billboardu, zanim zaprzestali działalności po wydaniu „Ot 'n’ Sweaty”. Reaktywowali się w 2006 roku i wydali Cactus V, swój pierwszy album studyjny od 34 lat. Od tego czasu zespół sporadycznie koncertuje i nagrywa z perkusistą Carmine Appicesłużąc jako jedynym oryginalnym członkiem zespołu.
Na wstępie plan zakładał, że sekcja rytmiczna Vanilla Fudge basisty Tima Bogerta i perkusisty Carmine Appice dołączy do boga gitary Jeffa Becka i wokalisty Roda Stewarta . Projekt upadł, gdy Beck miał wypadek motocyklowy, który oderwał go na 18 miesięcy od aktywności muzycznej. Stewart dołączył do Rona Wooda w odnowionym Faces, pozostawiając Bogertowi i Appice’owi znalezienie zastępców dla ich wymarzonego zespołu. Zrekrutowali gitarzystę Jima McCarty’ego z Detroit Wheels i piosenkarza Rusty’ego Daya z Amboy Dukes. Działający pod szyldem Cactus, debiut zespołu z 1970 roku, zatytułowany „Parchman Farm”, zawierał sześć oryginalnych kawałków i parę coverów, z których jeden był ulepszoną wersją „Parchman Farm” Mose’a Allisona. Zastosowali tę samą formułę do „One Way… Or Another” z 1971 roku , ustanawiając sześć wstrząsających oryginałów wraz z ognistymi coverami „Long Tall Sally” Little Richarda i „I Feel So Bad” Chucka Willisa.

  • Album „One Way… Or Another”, nagrany w latach 1970–1971 w Electric Lady Studios (Nowy Jork), wydany 24 lutego 1971 przez wytwórnię Atco.


„One Way… or Another”, drugi album amerykańskiego zespołu hard rockowego Cactus, zawiera kilka oryginalnych piosenek, a także dwie wersje coverów: wielki przebój Little Richarda z 1956 roku „Long Tall Sally” (również nagrany przez Elvisa Presleya) oraz „I Feel So Bad” Chucka Willisa jako „Feel So Bad”. Album drugi z kolei został wydany zaledwie siedem miesięcy po ich pierwszym i został nagrany w nowym Electric Lady Studio ze znanym Eddiem Kramerem i jego zespołem przy konsoli inżynierów.
Krytyk muzyczny AllMusic- Lindsay Planer, opinował płytę: „One Way… Or Another (1971) był drugim studyjnym wypadem, w którym pojawiła się pierwsza inkarnacja supergrupy Cactus, składającej się z sekcji rytmicznej Vanilla Fudge Carmine Appice (perkusja) i Tima Bogerta (bas), a także byłego głównego wokalisty Amboy Dukes Rusty Day (wokal/harfa ustna) i Jim McCarty (gitara) z Mitch Ryder & the Detroit Wheels i Buddy Miles Express. Nawet jeśli ich debiut był pozornie bardziej surowy, zachowali ten sam wzmocniony elektryczny blues, przypominający wczesne Grand Funk Railroad i Foghat. Bardziej dopracowany efekt, jaki usłyszeli na drugim albumie, jest niewątpliwie bezpośrednim wynikiem pomocy nadzwyczajnego inżyniera dźwięku Eddiego Kramera i ich zmodernizowanych urządzeń w niedawno ukończonym Electric Lady Studios, które zamieszkiwali wkrótce po śmierci właściciela obiektu, Jimiego Hendrixa. Akcja natychmiast nabiera rozpędu dzięki leniwej i kipiącej interpretacji ‘Long Tall Sally’ Little Richarda. Chociaż nie jest to przedłużony podpalacz stodoły, jakim stał się na koncercie, zaczyna się porywająco. Lekki, szybki utwór ‘Rockout, What You Feel Like’ można łatwo pomylić z ‘Jo Jo Gunne’, zwłaszcza w wokalach Daya. ‘Rock 'N’ Roll Children’ to cięższy numer, w którym McCarty wyzwala rundy imponujących i porywających fretworków wzbijających się na gotującym się backbeat’cie. Cactus robią to, co potrafią najlepiej, powracając do swoich boogie rockowych korzeni na odpowiednio nazwanym ‘Big Mama Boogie – Parts 1 & 2’. Potężny akustyczny początek McCarty’ego jest doskonale wzmocniony przez organiczną harmonijkę ustną dzięki talentowi Daya, po czym następuje wybuchowy atak czystego, nieskażonego protometalu. Cover Chucka Willisa ‘Feel So Bad’ otrzymał spory test, ale wydaje się, że nie do końca wykorzystuje swój potencjał. Przeciwnie można powiedzieć o dyskretnym ‘Song for Aries’. Chociaż trwa on niecałe trzy minuty, utwór instrumentalny jest wizytówką niemoralnie niedocenianej gitary prowadzącej McCarty’ego. Longplayer kończy się dwoma pełnowartościowymi utworami centralnymi, ujawniającymi Cactusa jako potężne combo w inspirowanym autobiograficznie rave-upem ‘Hometown Bust’. Odpowiednio, ten skład i album kończą się mocnym akcentem utworem tytułowym ‘One Way…Or Another’. Numer jest prawdopodobnie najlepszym oryginałem, jaki zespół opracował. Cięcie płonie od czubka do ogona, a jeśli główny riff wydaje się znajomy, piosenki Becka-Oli z epoki ‘Rice Pudding’. Jednak pod opieką Cactus tupie z nieco bardziej chrupiącym i rozsądnym podejściem.”

 


 

[1] Według:

 


Kolejne rozdziały: