Test paneli akustycznych (część 6)
Zestaw dyfuzorów Schroedera 1D poszerzony o dwa podłogowe.

 

Sześć paneli ułożonych na ścianie za głośnikami, przedstawionych w części 5 artykułu zostało uzupełnione dwoma panelami firmy Audioform typu N17.4  (z węższymi kanałami), Ułożyłem je na podłodze w miejscu pierwszych odbić. Byłem ciekawy (co wcześniej nie przyszło mi do głowy) czy zamiana paneli pochłaniająco- rozpraszających (WaveFuser Wood firmy- BlueTone) na typowe panele rozpraszające typu Schroeder 1D dadzą skutek lepszy czy przeciwnie?

Zamieniając panele niczym nie ryzykowałem, bo przedmioty przewidziane do tego testu są moją własnością od paru już miesięcy, a tym samym na wynik testu nie mogły mieć wpływu emocje, które mogą się pojawiać przy okazji zakupów (one najczęściej źle podpowiadają). Wnioski po położeniu paneli WaveFuser Wood  na podłodze w miejscu pierwszych odbić fali akustycznej opisałem w pierwszej części cyklu testów. W międzyczasie przemieniłem adaptację akustyczną ściany za głośnikami z typu DIY na profesjonalną typu Schroeder 1D, co uwidaczniają fotografie tej i pierwszej części testów. Przypomnę jak wyglądała adaptacja parę miesięcy wstecz:

Na ścianie tylnej za głośnikami układ paneli przedstawia się obecnie tak i tak się przedstawiał podczas testów:

Do testu wybrałem trzy płyty CD: „Rameau: Une Symphonie Imaginaire” w wykonaniu Les Musiciens du Louvre pod dyr. Marc’a Minkowskiego, “Study in Brown” Clifforda Browna i Maxa Roacha oraz Johnny’ego Hartmana “The Voice That Is!” (te trzy płyty są japońskimi reedycjami).

Podobnie jak przy innych testach, ograniczyłem odsłuchy tylko do pojedynczych utworów z każdej z tych płyt. Pierwsza- „Rameau: Une Symphonie Imaginaire” wiele potrafi „powiedzieć” o rozdzielczości i budowaniu sceny muzycznej; “Study in Brown” (płyta monofoniczna) o dynamice, precyzji i niuansowaniu wybrzmień oraz “The Voice That Is!” wskazać powinna na precyzję umiejscawiania instrumentów w scenie muzycznej, różnicowania barwy instrumentów i głosu.
Muszę wytłumaczyć skąd wziął się pomysł podmienienia paneli pochłaniających na rozpraszające, otóż (choć byłem bardzo zadowolony z efektów jakie wnosiły pochłaniacze WaveFuser Wood) przy niektórych płytach podejrzewałem, że podbijają wyższą średnicę na niekorzyść innych zakresów częstotliwości, poza tym zainspirowały mnie informacje jakie odkrywałem czytając o najlepszych pod względem akustycznym salach koncertowych (vide- „ustroje akustyczne (4)”).

Schrodery 1D (N17.4) na potrzeby testów położyłem początkowo w sposób, w którym kanały paneli były sytuowane pod kątem prostym w stosunku do linii bazowej głośników. Jak na fotografii niżej:

  • W utworze „Danse des Sauvages”, z płyty „Rameau: Une Symphonie Imaginaire”, dało się zauważyć, że rozdzielczość wzrosła i tym samym łatwiej można wnikać w grę poszczególnych sekcji orkiestry symfonicznej. Scena znacznie się rozrosła wszerz. Górne rejestry stały się łagodniejsze, mniej agresywne.
  • „George’s Dilemma” z płyty “Study in Brown” rozpoczyna się uderzeniami w szczyt talerza perkusyjnego… Co by nie zmieniać w systemie to bardzo wyraźnie słychać jak różnie te uderzenia mogą być przedstawiane. Barwa talerza zmieniła się na jaśniejszą lecz nie taką, która mogłaby być natrętnie ostrą. Zmieniło się i to, że jeśli wcześniej uderzenia w talerz perkusyjny „ginęły” wśród innych instrumentów pojawiających się wraz z każdą sekundą nagrania, to po zmianie paneli wciąż były na pierwszym planie, aż do czasu solówki Clifforda Browna na trąbce. Ta płyta „działa” na korzyść poprzedniego układu z udziałem paneli pochłaniających w takim samym stopniu co i po zmianie paneli. W każdym z tych układów można było znaleźć plusy i minusy, co oznacza trudny wybór pomiędzy „jednym dobrem i innym dobrem”.
  • Właściwie „The Voice That Is!” wystarczyłby dla wyrokowania czy zmiana prowadzi ku lepszemu czy do gorszego, bo w nagraniach z tej płyty wyraźniej niż w innych „odbijają” się istotne aspekty brzmieniowe systemu audio. W stosunku do układu poprzedniego dźwięk stał się bardziej „dociążony”, instrumenty nabrały „wagi”, okazały się większe, ale jednocześnie nie można było określić brył, zwłaszcza Johnny’ego Hartmana, którego głos rozmywał się pomiędzy głośnikami. Płyta (choć dawała wiele przyjemności podczas jej słuchania) ostrzegała- dokonany wybór jest nieidealny!

W drugim etapie N17.4 obróciłem o 900 w taki sposób, że 8 kanałów było bliżej głośników niż druga część panelu z 7. kanałami (co później- gdy odwróciłem panele o 1800, okazało się bardzo istotne dla prezentacji muzycznej).

W trakcie testów nie byłem osamotnionym słuchaczem- zaczęły się w tej części testów nasze opinie różnić (dały o sobie znać preferencje każdego z nas lub fakt, że siedzieliśmy jednak w innych miejscach- mój kolega w punkcie centralnym, natomiast ja tuż obok, a tym samym nie w punkcie najlepszym z możliwych).

Kolega uznał, że dźwięk zrobił się naturalniejszy, ja natomiast oceniałem, że mniejsze wypełnienie w harmoniczne słyszę. Nie zatrzymam się na dłużej przy tym ustawieniu, bo obrócenie paneli w sposób przedstawiony na fotografii wyżej (w wyniku obrócenia paneli o 1800) dało spektakularne efekty i zgodę w ocenie obu słuchaczy:

  • Nagrania z „Rameau: Une Symphonie Imaginaire” (przesłuchiwanych było więcej niż jeden utwór) ujawniły, że rozdzielczość nie zmalała w stosunku do pierwszego ustawienia, ale instrumenty nabrały większej masy (zostały jeszcze mocniej „dociążone”) złagodniały górne rejestry, ale i „zaokrągliły się”, wybrzmienia były gładsze.
  • W utworze „George’s Dilemma” z “Study in Brown” uderzenia w talerz już nie były jaśniejsze lecz dźwięczniejsze. Dźwięki stały się lepiej nasycone (bardziej „tłuste”). Clifford Brown na trąbce momentami gra ze specyficznym rozciągniętym vibrato, co wcześniej nie wymuszało na słuchaczu uważniejszego przysłuchiwania, a teraz podziwiałem u tego wspaniałego trębacza finezję, artykulację i melodykę, inaczej rzecz ujmując wcześniej nie zagłębiałem się aż tak bardzo w te niuanse, bo nic mnie do tego mnie przymuszało. Wiele się w takim razie zmieniło!
  • Na koniec- „The Voice That Is!”… Odetchnąłem z ulgą, zadowolony bardzo gdy pojawił się baryton Johnny’ego Hartmana dociążony jak w przypadku ustawienia z fazy pierwszej testów, ale jednak bardzo dobrze uformowany- bryła 3D była taka jakiej sobie życzyłem. Przestrzeń w głąb i wszerz nie pomniejszyła się, ale niektóre instrumenty pojawiać się zaczęły w polu przed głośnikami (co lubię), bo mam wrażenie swojej obecności w czasie sesji z udziałem Hartmana (dla przykładu). Inaczej to opiszę- dźwięki zaczynają „obejmować słuchacza” dzięki czemu nie mam wrażenia, że pomiędzy muzykami i słuchaczem jest pole bezdźwięczne (owszem takie zjawiska są mi nieobce, np. gdy słucham koncertów w dużej sali NOSPR’u, ale przyznam się- nie lubię takiego efektu).

 

Wniosek taki wysnuję:

Nie ma nic lepszego (nie tylko w moim pomieszczeniu, ale zapewne nie we wszystkich przypadkach) ponad panele rozpraszające, ale jak wykazały testy (te wcześniejsze również) usytuowanie ich w przestrzeni oraz i w stosunku do osi głośników mają zasadnicze znaczenie. To, że jestem przekonany do paneli rozpraszających 1D i również 2D nie jest już tajemnicą, bo po prostu idealnie sprawdzają się w pomieszczeniach już wcześniej (i niejako naturalnie) wypełnionych pochłaniaczami: dywanem, półkami ze zbiorem książek, sofą, fotelem i… Nami- słuchaczami. Przy takich wnioskach aż prosi się kojarzenie z tymi najlepszymi salami koncertowymi- Großer Musikvereinssaal, Concertgebouw i Boston Symphony Hall, które przedstawiłem w artykule: „Akustyka sal koncertowych i ich przełożenie na akustykę w warunkach domowych”

 


Przejdź do części siódmej testów (paneli firmy Audioform) >>
Powrót do części piątej testów (paneli firmy Audioform) >>
Powrót do części czwartej testów (paneli firmy Audioform) >>
Powrót do części trzeciej testów (paneli firmy Audioform) >>
Powrót od części drugiej testów (paneli firmy Audioform) >>
Powrót do części pierwszej testów (paneli akustycznych WaveFuser Wood) >>