Test paneli akustycznych (część 3)
Zestaw dyfuzorów Schroedera 1D

Poprzedni test dotyczył dyfuzorów Schroedera 1D dwojakiego rodzaju: wg oznaczeń firmy Audioform Typ N11.2 i N17.4 (specyfikację przedstawiłem w części drugiej testów). Te doświadczenia będą bogatsze, bo mam do dyspozycji nie dwa komplety dyfuzorów jak poprzednim razem, a sześć. Czytający te strony będą mieli wgląd w serię testów na bieżąco, bo każdy etap zrelacjonuję i treścią i fotografiami. Testy nie przeprowadzam dla zaspokojenia li tylko audiofilskiej ciekawości, lecz dla wybrania opcji, która będzie dla mnie na tyle satysfakcjonująca (mam taką nadzieję), że zostanie w moim pomieszczeniu na długi czas. A może i moim dzieciom służyć będzie?

  • Rozpakowanie:

W paczkach znajduję bardzo estetycznie wykonane panele, świetnie zabezpieczone przed uszkodzeniem w transporcie. Sprawdzam wszystkie…

Badam ich wagę, bo w stosunku do poprzednich paneli posiadają obramowanie z MDF’u wykończonego naturalną okleiną. Waga wzrosła bardzo nieznacznie, więc mocowanie na rzepach będzie możliwe, choć obramowanie sugeruje wygodne i stabilne ustawianie na specjalnych stojakach (zaprezentuję je na fotografiach w późniejszym czasie).

 

  • Pierwszy z układów:

Ustawiłem cztery panele symetrycznie tego samego typu (jak na fotografiach niżej), oznaczone symbolem- N17.4 (z węższymi „kanałami”), strojone na wyższe częstotliwości odbicia (od 677 Hz do 1355 Hz) i rozpraszania (od 1355 Hz do 6880 Hz) niż w przypadku paneli o oznaczeniu N11.2.

Opis tego co wywołała zmiana paneli- z mieszanego układu (vide test poprzedni) na ten wyżej przedstawiony na fotografiach, pomogą mi zapamiętane dźwięki jakie usłyszałem z trzech płyt: “Study In Brown” w wyk. zespołu Clifforda Browna i Maxa Roacha (vide- „Rekomendowane jazzowe wydawnictwa płytowe (rozdział pierwszy)”), „Chopin: The Nocturnes” w wyk. Arthura Rubinsteina (vide- „Rekomendowane wydawnictwa płytowe (klasyka, rozdział piąty)”) oraz „Chopin: Nokturny” w wyk. Alexa Szilazi (vide: „Rekomendowane wydawnictwa płytowe (klasyka, rozdział trzynasty)„). Z każdej z tych płyt do testu wybrałem po jednym utworze.

  • Z płyty “Study In Brown” przesłuchałem utwór „George’s Dilemma”. Max Roach rozpoczyna utwór uderzeniami w kopułkę talerza ride. Gdy tych uderzeń słuchałem w układzie z testu poprzedniego (nazwę go dla potrzeb tego opisu- „Nr1”) brzmiał inaczej- niżej i krócej wybrzmiewał, choć piękne dźwięki wydawał musiałem przyznać, że teraz było jeszcze piękniej- talerz brzmiał mocniej, bliżej i… Jaśniej? Nie, takie było tylko pierwsze wrażenie. To wybrzmienie kopułki było bogatsze o pewne alikwoty, które wcześniej były tonowane. Podobnie można było odebrać szarpnięcia kontrabasu, które w teście opisywanym był z pozoru tylko wyżej strojonym. Po wsłuchaniu się powtórnym doszedłem do wniosku, że jednak jest lepiej definiowany, a w przestrzeni zajmował ograniczone miejsce, ale nie mniejsze niż poprzednio, jedynie jego krawędzie (wybrzmień strun kontrabasu) były wyrazistsze. Jako że te dwa instrumenty powiedziały już dużo o charakterze zmian, które są wynikiem nowego układu paneli 1D, nie miałem cierpliwości dłużej czekać na to co wydarzy się gdy fortepianów w repertuarze klasycznym wysłucham, więc…
  • sięgnąłem po interpretacje Arthura Rubinsteina Nokturnów Chopina, bo fortepian „prawdę powie” (jak Cyganka) o systemie audio. Dwa razy odsłuchiwałem Nokturn Nr. 1 B-Moll Op. 9. Wybrzmienia klawiszy z wyższego rejestru fortepianu (Steinwaya, bo Rubinstein na innych nie grał) i nie słyszałem rozjaśnienia, o które (jeśli rzeczywiście ono było) jeszcze przed chwilą podejrzewałem wpływ układu tych samych paneli Schroedera. Usłyszałem bogactwo barw, jakby panele dodawały od siebie dodatkowe alikwoty… A przecież ustroje akustyczne tego typu niczego dodawać nie mogą! A czy mogą porządkować fale odbijane wielokrotnie od ścian? O tak! To mogą robić (i robią!). No i chyba dlatego coś jeszcze usłyszałem, co wcześniej może i występowało, ale nie zwracało uwagi  słuchacza (myślę sobie), a mianowicie bardzo realistyczne umiejscowienie dźwięków poszczególnych klawiszy w przestrzeni na skos (nie na darmo wybrałem Nokturny), jakby fortepian był w stosunku do słuchacza umieszczony właśnie w takim kierunku. Scena muzyczna wydawała się nieznacznie szersza niż w poprzednim układzie (Nr 1). Jeśli tak pięknie ubogaca dźwięki fortepianu Steinwaya system czterech paneli N17.4 firmy Audioform to powinien tak samo uczynić z pianinem Pleyela z 1847 roku…
  • odtworzyłem Nokturn Des-dur op27 nr 2 z płyty węgierskiego pianisty Alexa Szilazi wydanej przez NIFC w 2012 roku. Chciałem wsłuchiwać się w wybrzmienia klawiszy wyższych rejestrów, a słuchałem akordów w lewej ręce… Nie dziwne to? Pewno, że i klawisze prowadzące melodię były przykuwające uwagę, jak w poprzednim układzie paneli, ale przedtem lewa ręka nie był aż tak zwracająca na siebie uwagę. Pełniej odbierałem muzykę Chopina! Po co mam zagłębiać się w niuanse brzmieniowe, skoro audiofil robi wszystko i wyda ostatni grosz by muzykę najdoskonalszą (tyle jej ile to możliwe) usłyszeć z systemu audio, a przecież usłyszałem muzykę właśnie „tak z lewej jak z prawej ręki”!

 

Następnym etapem było wypróbowanie innych kierunków usytuowania kanałów względem siebie, bo kanały w panelach nie są symetrycznie sytuowane. Popatrz na obrazy poniżej zamieszczone:

Z zamieszczonych obrazów wynika, ze jeśli przyjąć pionowy układ kanałów za ten właściwy to w jego ramach są dwie możliwości- kanały najpłytsze mogą być umieszczone bliżej centrum lub przeciwnie (co zaznaczyłem linią osiową).  Mogłoby  się wydawać, że to znaczenia dla słuchacza nie ma… Już nie raz takie myślenie mogło zaprowadzić audiofila na manowce, więc sprawdziłem. Ma wpływ! I to całkiem znaczny. Ale żeby nie dawać gotowych recept, zdając sobie sprawę z faktu, że w innych warunkach lokalowych korzystniejszą opcją może będzie przeciwna do tej jaką ja wybrałem, nie zdradzę układu jaki mi się spodobał bardziej. Napiszę tylko, że efekt jaki usłyszałem, słuchając płyty „Chopin: Nokturny” w wyk. Alexa Szilazi, dzięki tej jednej małej zmianie był zaskakujący. Otóż brzmienie pianina Pleyela było: albo bardziej archaiczne (fałszywe jednak), albo bardziej zbliżone do fortepianu współczesnego. W pierwszym przypadku brzmienie klawiszy było próżne a w drugim dużo pełniejsze w alikwoty.

Uwagi dodatkowe: Z rozmowy z konstruktorem wynikało, że te ustroje można (z pewną dozą ostrożności) traktować jako uniwersalne, ale dopiero takie, których szerokości i głębokości „kanałów” będą obliczane zależnie od wymiarów pomieszczenia w jakim będą pracowały, można traktować jako doskonałe. Jak się dowiedziałem, firma Audioform takie ustroje, zlecane przez wymagającego indywidualnego kontrahenta, jest w stanie wykonać i często to robi.

 


Przejdź do części czwartej testów (paneli firmy Audioform) >>
Przejdź do części piątej testów (paneli firmy Audioform) >>
Przejdź do części szóstej testów (paneli firmy Audioform) >>
Powrót od części drugiej testów (paneli firmy Audioform) >>
Powrót do części pierwszej testów (paneli akustycznych WaveFuser Wood) >>

Dodaj komentarz