Te same tytuły w różnych edycjach płytowych
(rozdział dwudziesty ósmy)
Po tym, jak wszystkie eksperymenty z początku lat 70. zostały zebrane na „Dark Side of the Moon” z 1973 roku [opierając się o biografię zamieszczoną w ], albumie, dla którego w katalogu Pink Floyd po prostu nie było precedensu. Pogłębiając swoją muzykę i udoskonalając pisanie piosenek, Pink Floyd stworzył złożony, luksusowy album, który odniósł natychmiastowy sukces, osiągając pierwsze miejsce na listach przebojów amerykańskiego magazynu Billboard i drugie miejsce w Wielkiej Brytanii, ale też uderzająca była jego trwałość. „Dark Side of the Moon” znalazło miejsce na listach przebojów Billboardu, a potem po prostu tam pozostawało, tydzień po tygodniu przez lata – w sumie przez 741 tygodni (kiedy w końcu spadło z list przebojów, Billboard zaczął pojawiać się na listach katalogowych, gdzie Dark Side też był stałym elementem). Pink Floyd, już uznanymi supergwiazdami, zagłębili się w materiał na album „Wish You Were Here”, kontynuacji „Dark Side of the Moon” z 1975 roku. W porównaniu do „Dark Side…”, nie był aż tak wielkim hitem, ale z pewnością był dobrze sprzedającym się, debiutując na pierwszym miejscu w Wielkiej Brytanii i osiągając szczyt także w USA. „Wish You Were Here” od 1975 roku była wielokrotnie wznawiana- ponad 950 razy, co wywoływało u licznych melomanów chęć ich porównania. Firma Sony potrzebowała aż 54. lat by udostępnić fanom rocka legendarny koncert zespołu Pink Floyd w ruinach Pompejów z 1971 roku. Nagrania te w różnych formatach został nazwany- „Pink Floyd At Pompeii MCMLXXII”.
Niżej też przedstawiam różnice pomiędzy dwoma edycjami: europejskim wydaniem mini LP i podobnie wydaną wersją japońską, a w przypadku „Pink Floyd At Pompeii MCMLXXII” europejską wersję w opakowaniu typu Digisleeve i japońską limitowaną edycję w opakowaniu digipakowym o 7-calowej wielkości.
_______________________________________________________________
Spektakularny sukces tytułu „Dark Side of the Moon” dały zespołowi Pink Floyd mocną kartę przetargową w czasie negocjacji przed podpisaniem nowej umowy na nagrania dla Columbia Records (w Europy miała nadal obowiązywać umowa z EMI). Kontrakt opiewał na milion dolarów, zachować mieli pełne prawa autorskie do swoich nagrań i pełną kontrolę nad nimi. Począwszy od płyty „Wish You Were Here”, ten i każdy następny tytuł był zastrzeżony dla Pink Floyd Music Ltd lub dla poszczególnych członków zespołu.
- „Wish You Were Here” nagrany został pomiędzy styczniem a lipcem 1975 roku w londyńskim Abbey Road Studios, a wydany 15 września tego samego roku.

Album w zamierzeniu miał być hołdem złożonym byłemu gitarzyście zespołu Sydowi Barrettowi, którego niestabilność psychiczna uniemożliwiły współpracę po albumie „A Saucerful of Secrets”. Barrett pojawił się niezapowiedzianie w studiu w czasie sesji nagraniowej Davida Gilmoura (gitara, wokal), Rogera Watersa (bas), Richarda Wrighta (inst.. klawiszowe, wokal) i Nicka Masona (perkusja). Barrett przez te 7 lat niebytu w zespole bardzo się zmienił- przytył, był całkowicie ogolony, przypominał (według niektórych) członka sekty Hare Krishna. Zagrali dla niego jakiś utwór, a później „Wish You Were Here” i zapytali, co o tym sądzi? Barrett odpowiedzial: „Brzmi trochę staro” i dodał, że jeśli będzie potrzebny, to jest pod ręką. Aby upamiętnić tę wizytę, Rick Wright bardzo subtelnie zagrał refren utworu „See Emily Play” [1] w końcowych sekundach albumu. Barrett jest tematem epickiego utworu „Shine On You Crazy Diamond”, który zajmuje większą część płyty, a pozostałą część wypełniają trzy krótsze utwory. Duże wrażenie robi gościnny wokalista Roy Harper we wściekłym „Have A Cigar”. Długie, bluesowe linie melodyczne Dave’a Gilmoura, które stanowią kręgosłup dla „Shine On You Crazy Diamond” pojawiają się też w całym albumie. Gitarowym riffom Gilmoura doskonale towarzyszy bas Watersa i pianino elektryczne Wrighta, zapewniając bogate doznania melodyczne.
Pink Floyd w czasie tworzenia materiału na płytę „Wish You Were Here” byli świadomi faktu, że trudno im będzie „przeskoczyć nad tak wysoko ustawioną poprzeczką” przez płytę „Dark Side of the Moon”, zresztą czy kiedykolwiek jeszcze nagrają równie dobry album? Opakowanie pierwszego wydania winylowego „Wish You Were Here” miało być całe czarne- bez napisów czy symboliki, jednak przedstawiciele wytwórni płytowej nie byli przychylni takim pomysłom. Kompromisowym rozwiązaniem było dodanie nalepki z nazwą zespołu i z obrazem uścisku dwóch mechanicznych dłoni na tle ilustracji czterech żywiołów. Pod tym przykryciem znajdowała się właściwa okładka- uścisk dłoni płonącego człowieka na tle hal filmowych Warner Bros. Stronę edytorską uzupełniają koperta ochronna dla krążka płytowego z nadrukowanymi tekstami utworów i z dwoma zdjęciami oraz pocztówka.


Richard Wright i David Gilmour wymieniają „Wish You Were Here” jako swój ulubiony album Pink Floyd, wymieniali też ten album jako ulubiony przez zespół i chociaż początkowo otrzymał nie entuzjastyczne recenzje krytyczne, album zyskał uznanie w ciągu ostatnich czterech dekad. Tytuł „Wish you were here” (chciałbym, żebyś tu był) odzwierciedla przesłanie albumu. Nie jedyne, bo jednocześnie poprowadzono temat czterech żywiołów (front okładki przedstawia ogień). Scena widoczna na okładce została odegrana z udziałem kaskadera, ale gdy modele ustawiono na planie zdjęciowym wiatr zawiał w złym kierunku, co groziło oparzeniami… Szczęście sprzyjało kaskaderom- obyło się bez oparzeń, choć wąsy zostały osmolone. Po zamianie modeli miejscami, ci przywitali się lewą ręką. Po obróceniu fotografii w poziomie i retuszu szczegółów (numer 20 na budynku z lewej strony) zdjęcie stało się odpowiednie do umieszczenia na okładce..

Dla Hipgnosis ważne były wszystkie szczegóły, a więc i lokalizacja sceny. Okładka przedstawia tyły studia filmowego Warner Bros, gdzie „nic nie jest prawdziwe i nic nie jest obecne” (cyt: Storma Elvina Thorgersona, jednego z grafików Hipgnosis). Rama na około zdjęcia została nadpalona, co może żartobliwie sugerować, że ogień z fotografowanej sceny zniszczył i okładkę.
Album sprzedawano w anonimowej czarnej folii, co miało jeszcze bardziej podkreślać odczuwane osamotnienie- temat główny płyty, ale wytwórnia zdecydowała inaczej, żeby rozpoznawalność albumu była możliwa umieszczono na niej naklejkę z ilustracją, zaprojektowaną przez Georga Hardie, która była używana również jako logo zespołu.
Fotografie wyżej umieszczone dotyczą albumu:
- „Wish You Were Here”- materiał muzyczny wersji wyprodukowanej przez europejski oddział EMI (nr kat.- 7243 5 29071 2 0) 25 kwietnia 2000 roku, został cyfrowo zremasterowany w 1992 przez (prawdopodobnie) Douga Saxa pod nadzorem Jamesa Guthrie’go. Wydane jako mini LP- kopia oryginalnego wydania LP, w kartonowej okładce została zapakowana w czarny worek plastikowy z naklejką z przodu. W zestawie jest płyta CD w wewnętrznej okładce wg wzorca pierwszego wydania LP i mini pocztówka.



- Japońska limitowana edycja „Wish You Were Here” (炎 (あなたがここにいてほしい), oparta o remaster z 2011 roku (wykonany przez Jamesa Guthrie’go i Joela Plante’a), dostępna jest w kolorze ciemnogranatowym (prawie czarnym) z możliwością wielokrotnego zamykania, z charakterystyczną naklejką. Zawiera pocztówkę (laminowaną), okrągłą wkładkę z grafiką z etykiet oryginalnego albumu LP (strona A i B), wewnętrzną okładkę repliki LP.


Grafika okładki używana jest również na powierzchni płyty CD. Oryginalny projekt okładki wewnętrznej jest autorstwa firmy– Hipgnosis. Projekt okładki wykonało Storm Studios. Płyta została wydana 22 listopada 2017 roku przez Sony Records Int. (nr kat– SICP 5410).



Remastering tutaj jest oczywisty- znacznie wzbogacający brzmienie wersji płytowej z 2017 roku nad starszą z roku 2000.. Utwory brzmią cieplej i naturalniej. W wersji EU gitara w trakcie gry solowej na tle lekko wycofanych pozostałych muzyków jest agresywna i drażliwie ostra, natomiast w japońskiej edycji te solówki złagodzono i jednocześnie w mniejszym stopniu wysunięto przed tło. Solówki syntezatorów w wersji EU wtopione w instrumenty pozostałe w japońskiej edycji wysunięto, a więc aranż stał się tym samym bardziej konsekwentny. Na płycie wydanej w Europie chórki są zbrukane, mało selektywne, co zostało znacznie poprawione w wersji z 2017 roku. Wokale w japońskiej wersji są bogatsze barwowo niż w wersji z 2000. roku. W wszystkich utworach, które pojawiają się na płycie wydanej w 2000. roku talerze perkusyjne są mało czytelne… I to zostało przez rema sterujących w 2011 roku poprawione. Remastering z 2011 roku jest godny polecenia w przeciwieństwie do pracy inżynierskiej rema sterującego w 1995 roku, poza tym i poligrafia wersji japońskiej jest bogatsza, co wywołuje u mnie jedno- polecam nowszą wersję „Wish You Were Here”.
______________________________________________
W październiku 1971 roku muzycy zespołu Pink Floyd zarejestrowali film „Live at Pompeii” – zawierający koncert zrealizowany w amfiteatrze w Pompejach. Jego specyfiką było to, iż koncert odbył się bez udziału publiczności. Zapis nie odzwierciedlał dokładnie pompejańskiego widowiska, ale był wyreżyserowanym spektaklem, bo część ścieżki dźwiękowej poprawiono w studiu. Pomysł na film podsunął reżyser Adrian Maben, a sfinansowała go głównie telewizja francuska. Film ukazał się w 1972 roku i początkowo planowano jedynie pojedyncze emisje w telewizji francuskiej, niemieckiej i belgijskiej. Jednak ze względu na sporą popularność jaką zdobył, trafił także do kin, a potem ukazał się w wersji wideo.
- Oryginalny materiał, nakręcony na taśmie 35 mm, został zremasterowany, a dźwięk zremiksowany przez Stevena Wilsona. Dzięki temu ten wyjątkowy dokument muzyczny 02 maja 2025 roku ukazał się w postaci albumu muzycznego „Pink Floyd at Pompeii – MCMLXXII” [2] zawierający intymne wykonanie sześciu utworów Pink Floyd. Album został również wydany wraz z filmem i jest dostępny na winylu po raz pierwszy w historii. Remiks 2025 został wydany jako podwójne CD, podwójne LP, Bluray i DVD.


Wytwórnia Sony, posiadająca prawa do materiału muzycznego z 1971 roku, kazała fanom czekać na porządne wydanie w postaci płytowej do 2025 roku. Apetyt wzmagały okazujące się liczne bootlegi, czy to na CD, czy też na winylach tego koncertu. Szału jakościowego nie było, ale mimo wszystko kultowy występ mógł stanąć obok innych płyt mistrzów w domowej kolekcji. Całość filmu została zremasterowana z oryginalnego 35 mm negatywu z 1972 do jakości 4K. Czyli póki co nie da się lepiej. Wszystko to wpływa na nadanie większej głębi i przejrzystości obrazu, z jednoczesnym zachowaniem klimatu oryginału. Nie da się zapomnieć, ten po raz pierwszy obejrzany koncert, film na DVD. „Live At Pompeii – Director’s Cut”. I nie chodzi o samą muzykę, a o ten klimat, o te ujęcia, w których ukryta była mistyczna wręcz aura wyjątkowego miejsca. Brak publiczności potęgował ten nastrój jeszcze bardziej. Psychodeliczne dźwięki zespołu idealnie współgrały z opustoszałymi Pompejami. Pink Floyd grał na ziemi, na której rozegrała się jedna z największych katastrof w dziejach ludzkości i stworzyli tam jeden z najgenialniejszych koncertów, spektakli w historii rocka. Wykonania „Echoes”, „A Saucerful of Secrets” i „One of These Days” w Pompejach mają w sobie coś zupełnie niesamowitego. „Live At Pompeii” to możliwość obcowania z wielopoziomową opowieścią – o przeszłości, o eterycznej mocy październikowego światła, o ciszy, która okazuje się niezbędna do powstania kapitalnych dźwięków, o różnych wymiarach sztuki, o śmierci i życiu. Jest w tym wielka sztuka godna tego miejsca. Dźwiękowo jednak nie ma się do czego przyczepić. Kierownik trasy i inżynier dźwięku Peter Watts uważał, że jakość nagrania jest porównywalna, o ile nie lepsza niż w profesjonalnym studiu – dźwięk odbijał się od kamiennych ścian amfiteatru i dawał delikatne echo, co podbiło unikatowy klimat piosenek. Niezmącony dźwięk to efekt zablokowania wejść, ale też faktu, że muzyka grana w amfiteatrze zostawała w nim. Nie niosła się dalej, nie przyciągała uwagi. „Czuliśmy, że jesteśmy we właściwym miejscu o właściwym czasie” – wspomina Adrian Maben. Aż trudno uwierzyć, że tyle musieliśmy czekać na oficjalną i dopracowaną winylową wersję kultowego koncertu Pink Floyd w Pompejach. Koncertu, który jest wydarzeniem mocno symbolicznym w historii zespołu. To czas po odejściu Syda Barretta, chwilę przed wydaniem „The Dark Side of the Moon”, który zatrząsł (nie tylko) muzycznym światem.

Film przeszedł pełną renowację: ręcznie, klatka po klatce, z oryginalnego negatywu 35 mm – niedawno odkrytego w archiwach Pink Floyd. Lana Topham, dyrektor ds. renowacji Pink Floyd, powiedziała: „Od 1994 r. poszukiwałam nieuchwytnych filmowych ujęć Pink Floyd At Pompeii, więc niedawne odkrycie oryginalnego negatywu 35 mm z 1972 r. było bardzo wyjątkowym momentem. Nowo odrestaurowana wersja prezentuje pierwszą pełną (prawie) 90-minutową wersję, łączącą 60-minutowy montaż źródłowy występu z dodatkowymi fragmentami dokumentalnymi Abbey Road Studios nakręconymi wkrótce potem”.

Steven Wilson zremiksował ścieżkę dźwiękową w Dolby Atmos, 5.1 i stereo. Miks stereo znajduje się na nowych zestawach winylowych 2CD i 2LP, podczas gdy miksy Atmos i 5.1 są zawarte w wydaniu blu-ray (istnieje również wersja DVD).

- Jedną z najatrakcyjniejszych i najpełniejszych wersji wśród paru innych zestawów „Pink Floyd at Pompeii – MCMLXXII” jest ekskluzywna limitowana edycja pakowana do 7-calowego kartonowego etui, podobnego do mini okładki LP. Płyty umieszczone w trzech oddzielnych kopertach- dwa krążki CD o analogicznej treści jak w przypadku podstawowej dwupłytowej edycji oraz płytę formatu Blu-ray z pełnym filmem i dodatkowymi nagraniami koncertowymi. Wydanie to zawiera dodatkowy plakat, komentarz, teksty piosenek z japońskim tłumaczeniem. Pakiet 2CD+Blu-ray jest dostępny tylko w Japonii. Występ na żywo został wydany jako film w 1972 roku, który jest bardzo popularny wśród fanów Pink Floyd (angielski tytuł MCMLXXII to cyfra rzymska „1972”).


Występ Pink Floyd na żywo ruinach Pompejów z 1971 roku został przywrócony w najwyższej jakości. Film na płycie Blu-ray jest cyfrowo zremasterowany z oryginalnego materiału 35 mm, z ulepszonym dźwiękiem zmiksowanym w technologii Atmos i dźwiękiem przestrzennym 5.1. Źródłem dźwięku są nowe remiksy autorstwa Stevena Wilsona (Porcupine Tree), a nowo zaprojektowana nowa grafika jest ostateczną. Między kadrami obrazującymi koncert w amfiteatrze wstawiono sceny nagrywania „The Dark Side of the Moon” w Abbey Road Studios. Film zawiera także rzadkie materiały filmowe zza kulis, pokazujące, jak zespół zaczyna pracę nad albumem The Dark Side of the Moon w Abbey Road Studios. „Od czasu, gdy mój tata wyprał mi mózg, gdy byłem dzieckiem, puszczając w kółko The Dark Side of the Moon, Pink Floyd jest moim ulubionym zespołem. Są moimi ‘Beatlesami’, głęboko zakorzenionymi w moim muzycznym DNA. Pierwszy raz zobaczyłem Pompeii w ziarnistej kopii w lokalnym kinie. Wywarło na mnie niesamowite wrażenie swoją nieskrępowaną i eksploracyjną muzyką rockową stworzoną przez czterech muzyków, którzy zdawali się uosabiać ideę intelektualnego luzu. To był zaszczyt zremiksować ścieżkę dźwiękową, aby towarzyszyła niesamowitej renowacji filmu Lany Topham, który wygląda, jakby został nakręcony wczoraj” (Steven Wilson). „Pink Floyd at Pompeii MCMLXXII”- odświeżona wersja klasycznego „Live At Pompei”i, z doskonałym nowym miksem audio autorstwa Stevena Wilsona, będzie po raz pierwszy raz dostępna na winylu. Przed premierą edycji płytowych kultowy występ powrócił na ekrany kinowe w wybranych kinach i IMAX na całym świecie od 24 kwietnia 2025 roku (17 kwietnia, odbyła się premiera w BFI IMAX w Londynie z udziałem Nicka Masona rozmawiającego ze Stevenem Wilsonem).


„Dzięki wideo w wysokiej rozdzielczości 4K, a także miksowi Dolby Atmos, który uwalnia przestrzenne walory muzyki, Pink Floyd At Pompeii został przywrócony do nowych wyżyn obrazów i dźwięków. Dodanie MCMLXXII (1972) do tytułu nie tylko wskazuje rok wydania filmu; wzmacnia również siłę rzymskiej architektury otaczającej zespół podczas występu. Przez ograniczony czas można było (i być może nadal można) zobaczyć go w całej okazałości IMAX. Za zamkniętymi drzwiami Blu-ray zamienia Twoje kino domowe w orgię Pink Floyd dla oczu i uszu. […] Nowe, mocne miksy Stevena Wilsona z pewnością upiększają ten urok [Usługi przesyłania strumieniowego filmów online]. Można sobie wyobrazić, jak radził sobie z technicznymi wyzwaniami nagrań, z których większość została nagrana na żywo w gęstym włoskim powietrzu wirującym wokół misy teatru plenerowego. […] Rekonstrukcja w rozdzielczości 4K wydobywa surowe szczegóły zielonej trawy zdobiącej obwód amfiteatru. Wyraźnie widać nawet misterny wzór motyla wyhaftowanego na jednej z koszul Masona. Ze względu na charakter rekonstrukcji klatka po klatce z oryginalnego negatywu 35 mm, wersja MCMLXXII ma niegdyś używany współczynnik proporcji 4:3, co może dezorientować osoby przyzwyczajone do szerokiego ekranu 16:9. Na szczęście, gdy już wciągniesz się w ten nurt, wszelkie wątpliwości dotyczące rozmiaru i kształtu obrazu nie wydają się mieć aż tak dużego znaczenia. Miksy stereo Pink Floyd At Pompeii – MCMLXXII są dostępne na podwójnych płytach CD i winylowych, a także cyfrowo, zmiksowane przez Wilsona. Zawierają kilka utworów bonusowych — edycje i alternatywne ujęcia — nieuwzględnionych na Blu-ray. Przy tak wielu możliwościach wyboru, w tym kinowym doświadczeniu IMAX, nie ma wątpliwości, że audiofile, kompletni fani, starzy, młodzi, długoletni fani, a nawet świeże ryby wsiadające właśnie do autobusu, wszyscy mają wiele powodów do świętowania wraz z wydaniem Pink Floyd At Pompeii – MCMLXXII . Pod wieloma względami jest to prawdopodobnie najbardziej intymny, szczery i przyjemny dokument czasu spędzonego razem przez Davida Gilmoura, Rogera Watersa, Ricka Wrighta i Nicka Masona jako Pink Floyd.” (Shawn Perry,
)
W nowym miksie Dolby TrueHD 5.1 można zauważyć, jak muskularny jest ten miks, a mimo to oferuje precyzyjną równowagę. Każdy instrument ma swoją przestrzeń i żadnym przypadku nie próbuje przytłoczyć inny, chyba że wynika to wyłącznie z instrumentacji. Gitary Gilmore’a często połyskują, wyróżniają się, jednocześnie dodatkowa waga jest dodawana do basu Watersa i perkusji Mansona (kamera często zatrzymuje się na perkusiście przez dłuższy czas, pozwalając widzowi naprawdę skupić się na jego grze). Miks Dolby Atmos, dostępny w filmie fabularnym, wydaje się bardziej nastawiony na niuanse i subtelność, aby stworzyć bardziej złożone wrażenia słuchowe. Odczuwa się większą klarowność i separację dźwięku, oba aspekty łatwo wykrywalne. Różne elementy muzyczne i efekty jawią się jako bardziej płynne na scenę dźwiękową, tworząc bardziej wielowarstwowy koncert. Osiągnięta równowaga dźwiękowa jest spektakularna. I ten efekt sprawia, że utwory są odpowiednimi partnerami dla wyświetlanego obrazu wideo, który choć wizualnie tkwi w latach 70., nigdy nie wydaje się anachroniczny. Wybór pomiędzy ścieżkami audio 5.1 i Dolby Atmos trzeba pozostawić słuchaczom o różnych osobistych preferencjach, bo obie są wobec siebie bardzo konkurencyjne- niektórzy mogą poczuć się wciągani mocniejszym miksem 5.1, podczas gdy inni zdecydują się na większą przejrzystość i precyzję oferowaną przez ścieżkę Dolby Atmos ( ci, którzy wolą ścieżkę 5.1, mają swobodę wyboru między dwoma oferowanymi utworami, a ci, którzy wolą Dolby Atmos, są ograniczeni do opcji „Film fabularny”).
Zwracam uwagę, że wartością szczególną (zwłaszcza dla audiofilów) albumu „Pink Floyd at Pompeii – MCMLXXII” jest nowy miks i remastering Wilsona. Wersja z 2016 roku rozczarowywała pod względem brzmienia, zwłaszcza wysokich tonów, które były zniekształcone. Jednak taśmami zajął się znakomity muzyk, zajmujący się również masteringiem- Steven Wilson. „Pink Floyd at Pompeii – MCMLXXII” można śmiało uznać najlepszym wydawnictwem Pink Floyd na żywo, choć bez publiczności. Zresztą stał się moim ulubionym albumem zespołu Pink Floyd, a więc słuchanie tych samych fragmentów muzycznych z dwu wersji płytowych nie było dla mnie udręką. Obawiałem się, że różnic nie znajdę, ale… Jednak były i wcale nie takie nieznaczące. Edycja japońska pokazała (nie pierwszy raz!), że w przypadku nagrań na których nam- audiofilom, bardzo zależy nie powinniśmy oszczędzać, bo z reguły produkty japońskie są sporo droższe. Dlaczego? Ano dlatego, że brzmienie płyt CD1 i CD2 z edycji o nr kat.: SICP 6692~4 w stosunku do wersji europejskiej jest bardziej wyrafinowane- górne rejestry są gładsze (jak określają muzycy- bardziej okrągłe), selektywność na wyższym poziomie (uderzenia perkusyjne są lepiej przedstawione- bardziej wyodrębnione z dźwięków wydawanych przez pozostałych muzyków), podobną poprawę słychać gdy pojawiają się chórki, dzięki lepszej selektywności zwiększona została scena muzyczna… Muszę jednak zastrzec, że system audio źle przygotowany do odtworzenia płyt CD lub ciche słuchanie muzyki zespołu Pink Floyd zgubi opisane różnice pomiędzy opisanymi wydawnictwami.
Imponująca prezentacja wideo i dwie doskonałe płyty audio, w ramach trzypłytowego zestawu „Pink Floyd at Pompeii MCMLXXII”, są zdecydowanie bardzo polecane.
[1] „See Emily Play„, autorstwa Syda Barretta, umieszczony był na debiutanckim albumie grupy Pink Floyd- “The Piper at the Gates of Dawn”.
[2] Ciekawy wywiad z zespołem Pink Floyd, reżyserem Adrianem Mabenem i Stevenem Wilsonem ukazał się w ramach portalu
wspominający sesje filmowe i nagraniowe do filmu „Pink Floyd At Pompeii”:
„…W 1972 roku ‘Pink Floyd: Live At Pompeii’ oferował rzadki dokument grupy wyłaniającej się z późnej ery lat 60., kultowych ścieżek dźwiękowych do filmów i sztuki performatywnej, wkraczając w kolejną fazę, zdefiniowaną przez światowy hit z kolejnego roku ‘The Dark Side Of The Moon’. Sceny z nagrywania płyty w studiach Abbey Road zostały później dodane do filmu, gdy nikt nie miał pojęcia, że album sprzeda się w około 50 milionach egzemplarzy. ‘Pink Floyd At Pompeii MCMLXXII’ jest, podobnie jak tytułowe miasto, przesiąknięte historią. „Ale” – mówi Mason, brzmiąc z nutą ostrożności. „Żaden z nas nie miał pojęcia, że będziemy o tym rozmawiać po tylu latach”. Pink Floyd odwiedził Pompeje w październiku 1971 roku. Minęły prawie cztery lata od odejścia ich kapryśnego frontmana Syda Barretta, a jeszcze więcej od ich ostatniego hitu z Top 20, ‘See Emily Play’. „Staliśmy się więc zespołem albumowym, ponieważ wielka brytyjska publiczność była tak niezainteresowana kupowaniem naszych singli”, przyznaje Mason. Odrzucenie zmusiło ich do eksploracji innych mediów. Po ‘A Saucerful Of Secrets’ (pierwszej płycie nagranej z następcą Barretta, Davidem Gilmourem) zespół wydał w 1969 roku dobrze przyjętą ścieżkę dźwiękową do filmu artystycznego ‘More’ autorstwa Barbeta Schroedera. Tymczasem ich występy w londyńskim Royal Festival Hall i Royal Albert Hall charakteryzowały się efektami dźwiękowymi w stylu BBC Radiophonic Workshop, a także interludium, w którym roadies parzyli kubki herbaty, podczas gdy członkowie Pink Floyd konstruowali konsolę na scenie. Mason: „Jeden z nas trzymał nogę, a drugi wbijał gwóźdź”. „Niektórzy mogliby powiedzieć, że to było eksperymentalne, ale patrząc wstecz, było to dość żenujące” — powiedział Roger Waters. „Szczerze mówiąc, prawdopodobnie robiliśmy całą tę improwizację, ponieważ nie wymyśliliśmy jeszcze konstruktywnych piosenek do wykonania”. Pink Floyd eksplorował podobne połączenie muzyki i efektów dźwiękowych na swoich płytach. Jedna z nich, ‘Atom Heart Mother’ z roku 70., zawierała utwór ‘Alan’s Psychedelic Breakfast’, instrumentalny utwór przerywany dźwiękiem ich menedżera trasy Alana Stylesa, który nalewał mleko do płatków, smażył bekon i mruczał w swoim wschodnioangielskim stylu: „Marmalade, I like marmalade…”. „To była świetna zabawa i coś interesującego, ale nie sądzę, żebyśmy byli wielkimi artystami” – sugeruje Mason. „Część z tego była absolutną bzdurą. Ale myślę, że wciąż szukaliśmy odpowiedniego kierunku”. Wiosną 1971 roku zaczęli go znajdować. Tworzenie ‘Meddle’, ich szóstej studyjnej płyty LP, rozpoczęło się od składania przez grupę przypadkowych dźwięków i strzępków muzyki, skatalogowanych od ‘Nothing 1’ do ‘Nothing 36’. Wśród ‘Nothing’ znalazła się nuta fortepianu podawana przez kolumnę z obrotowym głośnikiem Leslie, która brzmiała jak ping sonaru łodzi podwodnej. Ta fala myśli stała się początkiem epickiej kompozycji o roboczych tytułach ‘The Son Of Nothing’ i ‘The Return Of The Son Of Nothing’, zanim stał się utwór ‘Echoes’, pierwszą piosenką usłyszaną w ‘Pink Floyd: Live At Pompeii’. „O ile pamiętam, występ w Pompejach był pomysłem reżysera filmowego Adriana Mabena” — mówi Mason. „To zasługa Adriana i naszego menedżera, Steve’a O’Rourke’a. Byliśmy mądrzy długo po tym wydarzeniu”. Maben był 27-letnim, urodzonym w Wielkiej Brytanii rezydentem Paryża, który studiował film w Rzymie i tworzył programy muzyczne dla belgijskiej telewizji. Nie żeby Pompeje były jego pierwszym wyborem. Wcześniej w tym roku zwrócił się do Steve’a O’Rourke’a w sprawie filmu, który łączył muzykę Pink Floyd z obrazami artystów z europejskiego ruchu Nouveaux Réalistes. „Tinguely, Arman i Cesar” — powiedział Maben w 2012 roku. „Artyści, którzy używali zwykłych przedmiotów do tworzenia obrazów lub kolaży”. Maben uważał, że „dziwne dźwięki, szepty, Moogi i fuzz boxy” słyszane na płytach Pink Floyd nadają się do takiego wizualnego opracowania. Jego pomysł nie był aż tak awangardowy jak na tamte czasy. Pink Floyd niedawno rozmawiał z choreografem Rolandem Petitem o stworzeniu ścieżki dźwiękowej do baletu opartego na dziełach francuskiego powieściopisarza z początku XX wieku Marcela Prousta. „Francuzi mieli nieco bardziej emocjonalny, bardziej intelektualny charakter sztuki” – powiedział wówczas Mason. Maben udał się do Londynu, gdzie O’Rourke i Gilmour wysłuchali jego przemówienia. „Następnie Gilmour odpowiedział, bardzo uprzejmie: 'Cóż, dziękuję. Pomyślimy o tym i oddzwonimy. Au revoir’”, wspominał Maben. Telefon nigdy nie nadszedł. Więc Maben i jego dziewczyna wybrali się na wakacje do Włoch. Miasto Pompeje zostało zniszczone przez wybuch pobliskiego Wezuwiusza w 79 r. n.e., a jego ruiny i relikwie sprawiły, że stało się popularnym celem podróży. Para odwiedziła amfiteatr w Pompejach i zjadła kanapki w tej samej kamiennej jaskini, w której widzowie kiedyś oglądali gladiatorów walczących na krwawą śmierć. Później Maben odkrył, że zgubił paszport. Prześledził swoją drogę przez kręte uliczki: obok katedry Shrine Of The Rosary Of The Virgin Mary, do zamkniętego amfiteatru. Była ósma wieczorem, ale przekonał ochroniarzy, żeby pozwolili mu wejść do środka. Maben nie mógł znaleźć paszportu, ale uderzyły go cienie zmierzchu i złowroga cisza przerywana jedynie odgłosami owadów i nietoperzy przelatujących między kamiennymi ścianami: „Od razu wiedziałem, że to miejsce, w którym nakręcę Pink Floyd”. Maben napisał do O’Rourke’a, wyjaśniając swoją wizję „w rodzaju anty-Woodstock”. Film z festiwalu Woodstock z 1969 r. był hitem kasowym i przyciągnął uwagę zarówno widzów, jak i wykonawców. „Uznałem, że to trochę banał” – powiedział Maben. „Więc chciałem zrobić film, w którym nie byłoby żadnej publiczności, tylko zespół i część ekipy, ale z samymi Pompejami jako integralną częścią filmu – amfiteatr, ulice, zrujnowane świątynie i mozaiki…” Zespół Pink Floyd przyłączył się do tego pomysłu, a Maben zwrócił się do profesora historii lokalnej, miłośnika Floydów, o nakłonienie lokalnych władz do udzielenia zgody na użyczenie obiektu na koncert rockowy. Po uzyskaniu pozwolenia Maben i jego producent wykonawczy, Reiner Moritz, zebrali wystarczającą ilość środków od francuskiej firmy produkcyjnej oraz różnych francuskich, belgijskich i niemieckich stacji telewizyjnych, aby rozpocząć realizację projektu. Następnie, zaledwie kilka dni przed rozpoczęciem zdjęć, O’Rourke zażądał 2000 funtów na transport zespołu i jego sprzętu do Pompejów. Maben przekazał pieniądze, które jego zmarła matka zapisała mu w testamencie. Teraz nie było już odwrotu. Pink Floyd, ze swoim arsenałem instrumentów klawiszowych, perkusji, gitar, wzmacniaczy, kolumn głośnikowych, kabli, szkieletową ekipą koncertową (w tym uwielbiającym śniadania Alanem Stylesem) i jednym zniszczonym gongiem, przybyli do Pompejów 4 października 1971 roku. „Maben przekonał Steve’a O’Rourke’a, że granie w Pompejach to dobra rzecz” – wspomina Mason. „Ale nie poświęciliśmy zbyt wiele uwagi temu, co zrobimy ani jak to wszystko będzie działać. Wiem, że musieliśmy zrezygnować z kilku koncertów w Anglii, które były zarezerwowane – czego nie chcieliśmy robić, ponieważ potrzebowaliśmy pieniędzy. To było kilka koncertów uniwersyteckich. Prawdopodobnie warte około pięćset funtów za noc. Ale kiedy je przełożyliśmy, było już po The Dark Side Of The Moon , a nasza cena wzrosła i mieliśmy kilka tysięcy”. Reżyser nie podzielał nonszalanckiego podejścia grupy do filmu. „Władze zgodziły się, żebyśmy mieli amfiteatr przez sześć dni” – wyjaśnił Maben. „Pierwszego dnia nie udało nam się doprowadzić prądu. Drugiego dnia to samo wydarzyło się ponownie, mimo pomocy ze strony zarządu energetycznego”. Maben zdał sobie sprawę, że Pink Floyd może grać tylko na ograniczonym frisbee, czekając i zaproponował wycieczkę samochodową. Zespół i ekipa filmowa wsiedli do kilku pojazdów i udali się na północ, do uśpionego wulkanicznego krajobrazu Solfatary, który według starożytnych Rzymian oznaczał wejście do Bram Piekieł. Jednakże wycieczka zbiegła się z początkiem trzydniowej procesji Madonny, Najświętszej Dziewicy Różańcowej, między katedrą w Pompejach a Piazza Garibaldi w Neapolu. Pielgrzymi tłoczyli się na ulicach, zmuszając konwój Floydów do zatrzymania się. Gdy w końcu dotarli, Maben sfilmował zespół tańczący wokół siarkowych gejzerów i bulgoczących błotnych basenów Solfatary – wyglądający cudownie nie na miejscu w butach Gohil i klawiszowcu Ricku Wrightcie w jego hipisowskim kapeluszu. „Jest kilka ujęć w stylu Top Of The Pops , na których spacerujemy po szczycie Wezuwiusza i tym podobnych” – powiedział później Roger Waters o filmie, rozmawiając z prasą w 1972 r. „Myślę, że fani Pink Floyd byliby nim zachwyceni”. Kiedy grupa wróciła do Pompejów, Madonna dokonała kolejnego cudu i przywrócono prąd. Maben zawsze twierdził, że poprowadzili „długi kabel” od katedry do amfiteatru. „Ale jak daleko to jest?”- pyta Mason. Dziewięćset metrów, według Google Maps, więc trudno sobie wyobrazić kabel wijący się na taką odległość przez ulice. Ale kto wie? „Myślałem, że generator może być łatwiejszy. Ale to dobra historia”. Jednak po jednym kroku naprzód Maben zrobił kolejny krok wstecz. Noc przed pierwszymi zdjęciami O’Rourke odwiedził pokój hotelowy Mabena z próbnym tłoczeniem ‘Meddle’ i powiedział mu, że w filmie zespół chce wykonać całą drugą stronę, 23-minutowy ‘Echoes’. „Zauważyłem, że cała moja praca nad scenariuszem i harmonogramem dotyczyły wcześniejszych utworów, tak jak to zostało ustalone i że byłoby to niemożliwe” – powiedział Maben. Jednak O’Rourke nie dał się przekonać. Reżyser pożyczył przenośny gramofon od hotelowego concierge i nie spał całą noc, słuchając ‘Echoes’ i kalkulując nowe kąty kamery. Następnego ranka, zdenerwowany i wyczerpany, zebrał ekipę i w końcu rozpoczęło się filmowanie. ‘Pink Floyd: Live At Pompeii’ jest poprzedzony utworem ‘Echoes Part One’ i ‘Part Two’. Ujęcie otwierające film pokazuje widok z powietrza na amfiteatr – cały spalony słońcem pył i kamień – zanim zbliży się do czterech członków zespołu w tym samym lodowcowym tempie, co muzyka. Producent wykonawczy Reiner Moritz nalegał na użycie wysokiej jakości filmu 35 mm, co przekroczało budżet, ale gwarantowało długowieczność filmu. Ponad pół wieku później Lana Topham, dyrektor ds. renowacji Pink Floyd, znalazła to, co nazwała „uchwytnymi filmowymi pędami” w pięciu puszkach marniejących w archiwum zespołu. Każda klatka została następnie pieczołowicie odrestaurowana ręcznie. Oglądając ten film dzisiaj, można dostrzec niezwykłe szczegóły i eksplodujące kolory, czy to jaskrawoczerwone błyski na zestawie perkusyjnym Masona, ślady palców na czarnym Stratocasterze Davida Gilmoura czy patynę kurzu na rozszerzanych spodniach Rogera Watersa. „To naprawdę był przypadek 'podłącz i graj’” — wspomina Mason. „Adrian chciał, żeby to wyglądało jak występ na żywo w niezwykłej przestrzeni, a nie plan filmowy — tylko bez towarzyszących temu problemów z publicznością”. Floyd wystąpił przed swoimi roadies, Mabenem i jego ekipą oraz kilkoma lokalnymi dzieciakami, które wkradły się na arenę. David Gilmour kiedyś opisał ‘Echoes’ jako „ojca i matkę The Dark Side Of The Moon”. W tym sensie była to muzyka o przestrzeni wewnętrznej, a nie zewnętrznej. Teksty Watersa eksplorowały potrzebę lepszej komunikacji (słodko-gorzkie, biorąc pod uwagę późniejsze konflikty jego i Gilmoura) i przedstawiały zwiastuny rzeczywistych problemów poruszanych w ‘The Dark Side Of The Moon’. Wykonanie ‘Echoes’ w Pompejach wydaje się być wersją ostateczną, z dodatkowymi obrazami bulgoczących jezior lawy i posągów wydobytych z ruin wulkanicznych, które potęgują tamtejszą atmosferę. „Październikowe światło w Pompejach ma też magiczną jakość” – zauważył Maben. „Srebrnoniebieskie światło wczesnego poranka, ostre południowe słońce i miedziany blask promieni słonecznych pod koniec popołudnia”. Zarówno pogoda, jak i otoczenie przyczyniły się do powstania filmu ‘A Saucerful Of Secrets’, w którym Gilmour siedział ze skrzyżowanymi nogami w palącym słońcu, przesuwając slide wzdłuż strun gitary, podczas gdy Wright walił w klawisze fortepianu Steinway. Później na okładce DVD pojawiła się sylwetka Watersa uderzającego w gong. Oprócz upuszczonej pałeczki [perkusyjnej] Masona, nocna interpretacja utworu ‘One Of These Days’ w wykonaniu Floyda zawiera wiele ujęć perkusisty w opasce wojownika kung fu i koszulce z motywem motyla. W zeszłym roku Steven Wilson dołączył do Lany Topham w studiu na pokazie nowego filmu. „W pewnym momencie zwróciłem się do Lany i powiedziałem: 'Nick jest gwiazdą tego filmu. Roger Waters ledwo w nim występuje’” – powiedział Wilson później. „Och, ironia”. „Krążą plotki, że zgubili puszkę filmu One ‘Of These Days’ z Davidem, Rickiem lub Rogerem w roli głównej” – wyjaśnia Mason. „Dlatego stało się to dla mnie triumfem”. Można zauważyć, jak swobodna jest gra Masona; być może jest to hołd złożony jednemu z jego idoli perkusyjnych, Gingerowi Bakerowi. „Trudno jest analizować, jak to działa” – mówi. „Ale nie mieliśmy producenta [Normana Smitha, producenta wykonawczego ‘Atom Heart Mother’ z 1970 r. i Boba Ezrina, współproducenta ‘The Wall’ z 1979 r.], który udzieliłby nam jakichkolwiek rad poza robieniem rzeczy samemu. Myślę, że tak samo było z Ringo w The Beatles. Bardzo rzadko otrzymywał wskazówki i po prostu wpadał w to, co uważał za słuszne i zwykle takie było. Ale nasze piosenki się zmieniły i nieuniknione było, że wszystko stanie się bardziej zdyscyplinowane po ‘Dark Side’”. Można też zauważyć, jak wspaniale ta muzyka brzmi w amfiteatrze. Szczególnie pod wrażeniem był menedżer trasy/inżynier dźwięku Floyda Pete Watts (to jego maniakalny śmiech na początku ‘The Dark Side Of The Moon’). „Pete powiedział mi, że dźwięk był tak samo dobry, jeśli nie lepszy, niż wszystko, co słyszał w studiu” — wspomina Maben. „To przez pogłosy od kamiennych ścian”. „Mieliśmy tam ośmiościeżkową maszynę i to było nagranie wysokiej jakości” – uważa Mason. „Część z nas pomyślała: 'Wynoś się z Abbey Road i zabierz cały sprzęt do Włoch’ w przyszłości”. „Moją pierwszą reakcją było: 'O cholera, to będzie wyzwanie’” – mówi Steven Wilson ze śmiechem, wspominając moment, w którym zaczął pracę nad projektem. „Właściwy występ składał się z czterech monofonicznych kanałów – basu, gitary, perkusji, klawiszy, wszystko w mono. Spędziłem dużo czasu na przywracaniu i czyszczeniu. Było wiele miksów przed tym, ale zrobiłem wszystko, co mogłem, i myślę, że brzmi pięknie”. W październiku 1971 r., mając na uwadze daty występów na uniwersytecie i trasę koncertową po USA, Pink Floyd zmietli Pompeje, pozostawiając niedokończony film i Adriana Mabena z niezapłaconym rachunkiem hotelowym. „Ojej”, mówi Mason, „to brzmi jak my”. „Uprzejmie, ale stanowczo poproszono mnie, abym pozostał w hotelu, czekając na pieniądze od producentów” – wspomina Maben. Zespół zgodził się jednak zagrać dodatkowe koncerty w listopadzie i grudniu, aby poprawić błędy i nagrać kilka kolejnych piosenek. ‘Careful With That Axe, Eugene’, ‘Set The Controls For The Heart Of The Sun’ i ‘Mademoiselle Nobs’ zostały nagrane na scenie dźwiękowej w Paryżu, a jako tło dodano obrazy Pompejów. ‘Mademoiselle Nobs’ była w rzeczywistości piosenką ‘Meddle Seamus’ , w której pierwotnie występował gitarzysta/wokalista Humble Pie SteveMarriott wyjący do wolnego bluesa, ale teraz z afgańskim chartem o imieniu Nobs jako dublerem. „A chart wył w odpowiednich miejscach” — powiedział Maben. Następnie reżyser i operator dołączyli do grupy na sesję dogrywania dźwięku ‘Meddle’ w Studio Europa Sonor, co Maben nazwał „improwizowanymi zdjęciami”. Te spontaniczne wywiady, nagrane w czasie, gdy członkowie zespołu pili piwo butelkowane i zajadali się świeżymi ostrygami, uchwyciły słowny pojedynek, który można porównać do walk gladiatorów rozgrywających się w starożytnych Pompejach. „Adrian! Adrian!” błaga Mason, podczas gdy grupa rechocze na pytania Mabena. „Ta próba wywołania rozmowy z kumplami jest skazana na porażkę”. „Obaj byli zabawni i całkowicie skupieni na swojej pracy” – powiedział Maben w 2012 r. „Czasami zapominali o obecności kamery, innym razem wyśmiewali pytania. W tamtym czasie byli na szczycie świata”. Oryginalna, 60-minutowa wersja filmu ‘Pink Floyd: Live At Pompeii’ miała premierę na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Edynburgu we wrześniu 1972 roku. Dwa miesiące później 3000 osób przybyło na pokaz do londyńskiego Rainbow Theatre, ale zostały odesłane do domów, gdy firma zarządzająca obiektem, Rank Strand, zdała sobie sprawę, że kino nie może konkurować z jego siecią kin. Wtedy jednak Maben uznał, że w jego filmie czegoś brakuje i skontaktował się z Rogerem Watersem. Obaj byli zapalonymi wędkarzami i Maben zapragnął dołączyć do Watersa na jednodniowe wędkowanie. Kiedy się pakowali, Maben zapytał, czy Waters nie rozważyłby zrobienia trzeciego ujęcia. „Powiedziałem: 'Miło cię widzieć stojącego pośrodku pustego amfiteatru i grającego niezwykłą muzykę, ale nie widzimy, jak tworzysz dźwięki’”. W październiku Maben został wezwany do studia Abbey Road, gdzie grupa kończyła ‘The Dark Side Of The Moon’. Powiedziano mu, aby zabrał ze sobą tylko jednego kamerzystę i udzielono mu ścisłych instrukcji, aby nie przeszkadzał zespołowi w pracy. „Sesja zdjęciowa w Abbey Road była dodatkiem”, mówi Mason, „ale dobrym pomysłem z perspektywy czasu. Nie często pozwalaliśmy innym ludziom wchodzić do studia, a gdy już to robiliśmy, zazwyczaj się nudzili i bardzo szybko odchodzili”. Maben i jego kamerzysta uchwycili zespół kończący nagrania do ‘The Dark Side Of The Moon’: Wrighta ubranego w coś, co przypomina świąteczny sweter, grającego na pianinie w utworze Us And Them; Watersa palącego papierosa w ręku i wydającego dźwięki rodem z horroru na syntezatorze; Gilmoura dodającego wulgarne dźwięki gitary do Brain Damage; a także słynne sceny w stołówce studyjnej, rzucające światło na wymagania dietetyczne zespołu. „Czy mogę prosić o szklankę mleka?” pyta Gilmour. „Ciasto bez spodu” – mówi Mason. Oddzielne wywiady Mabena pokazują, jak członkowie zespołu rozważają walkę między sztuką a technologią. „Chodzi o to, aby wykorzystywać dostępne narzędzia, gdy są dostępne” – mówi Waters. „To wszystko jest przedłużeniem tego, co wychodzi z naszych głów” – sugeruje Gilmour. „To tak jakby powiedzieć: 'Daj facetowi gitarę Les Paul, a stanie się Erikiem Claptonem.’ To nieprawda” – kontynuuje Waters z miażdżącym uśmiechem. „Daj facetowi wzmacniacz i syntezator… a nie stanie się nami”. „Widać, że byliśmy cholernie naćpani” – wyznał Waters wiele lat później. „Dave i ja byliśmy kompletnie odurzeni. Przechodziłem przez etap, w którym odstawiałem nikotynę, więc każdego ranka skręcałem jointa”.
Co myśli Mason, widząc siebie teraz, gdy ma 28 lat? „Myślę: 'Och, on się prawie nie zmienił’” – mówi ze śmiechem. „Ale nie spędzam czasu, cofając się, żeby zobaczyć siebie, jak żądam kawałka ciasta bez skórki czy czegokolwiek. W tamtym czasie przyszłość była kompletną mgłą. Wiedzieliśmy, że ‘The Dark Side Of The Moon’ jest dobre, ale to nie znaczyło, że będzie istnieć pięćdziesiąt lat później. Prawie natychmiast myślisz: 'Co zrobimy później?’” Rozszerzona wersja ‘Pink Floyd: Live At Pompeii’ została wydana w USA w kwietniu 1974 roku, a w tym czasie ‘The Dark Side Of The Moon’ stała się pierwszym utworem Pink Floyd, który znalazł się na pierwszym miejscu list przebojów w USA. Kultowy brytyjski zespół tworzący abstrakcyjne dźwięki w blasku włoskiego słońca stał się gwiazdą koncertów stadionowych. Od 2018 roku Mason występuje z ‘Saucerful Of Secrets’, grupą odtwarzającą muzykę Floydów z epoki Syda Barretta i Pompejów. Decyzja o powrocie do ‘Set The Controls For The Heart Of The Sun’, ‘One Of These Days’ i ‘Echoes’ z własnym zespołem została zainspirowana wystawą ‘Their Mortal Remains: The Pink Floyd’ w V&A Museum w Londynie. „Podobało mi się to, co robiło V&A, ale brakowało mi roli aktora” – wyjaśnia – „i tak narodził się zespół Saucers”. Jeśli rok 1967 należał do Syda Barretta, album ‘The Dark Side Of The Moon’ do 1983 roku z ‘The Final Cut’ do Watersa, a połowa lat 80. do Gilmoura, to czy ‘Pink Floyd: Live At Pompeii’ to era Nicka Masona? „Cóż, na pewno nie czułem tego” – chichocze. „Wciąż nie myślę o naszej karierze w kategoriach epok. To wszystko jedna epoka od 1967 roku do dziś, ale nie tak zorganizowana, z długimi okresami, w których nie mieliśmy żadnych pomysłów lub dochodziło do nieporozumień”. „Zdaję sobie sprawę, że to przywilej zarabiać w ten sposób – robić coś, co sprawia przyjemność. Mam nadzieję, że Saucers zrobią trochę więcej” – dodaje. „Ale teraz, gdy mam ponad osiemdziesiąt lat, mój apetyt na hotele średniej klasy i autokary turystyczne nieco osłabł”. Steven Wilson po raz pierwszy obejrzał ‘Pink Floyd: Live At Pompeii’ w kinie w Chesham, Buckinghamshire na początku lat 80. „Mój tata puszczał The Dark Side Of The Moon, gdy miałem jakieś siedem lub osiem lat, więc słuchałem tego często przez pełnomocnika” – wspomina. „W 1981, 1982 roku prawdopodobnie słyszałem Animals i The Wall, ale Floyd w Pompeii zwalił mnie z nóg. Zdałem sobie sprawę, że ten zespół nie grał tylko o poważnym rocku koncepcyjnym. Miał tego psychodelicznego ducha. To prawdopodobnie moja ulubiona era Pink Floyd”. Podobnie jak Jonny Greenwood z Radiohead, Wilson pochodzi z pokolenia młodszych „floyd freaków”, dla których Pompeje są szczególnie ważne. Przed internetem był to jedyny wizualny dokument zespołu, który nigdy nie pojawił się w telewizji. Jednym z ulubionych momentów Wilsona jest ambientowa środkowa część w ‘Set The Controls For The Heart Of The Sun’. „Jest głęboko piękna, tajemnicza, enigmatyczna i magiczna” – mówi, jakby przeniósł się do swojego nastoletniego ja siedzącego w kinie w Chesham. Do mało prawdopodobnych młodszych zwolenników filmu zaliczają się również Beastie Boys, którzy z sympatią parodiowali go w teledysku do utworu Gratitude z 1992 r. Jednakże ‘Live At Pompeii’ było ostatnim słowem w filmach koncertowych Floyda aż do ‘Delicate Sound Of Thunder’ z 1989 r. Jednakże reputacja Pompeii stale rosła. „Cała chwała Adrianowi” – powiedział David Gilmour, który powrócił do starożytnego amfiteatru, aby nagrać solowy album ‘Live At Pompeii’ z 2017 r. i film koncertowy. „Nie sądzę, aby ktokolwiek z nas myślał, że zostanie on tak dobrze przyjęty i pozostanie w umysłach ludzi tak długo, jak się stało”. „To rzadki dokument o nas sprzed ‘Dark Side’” — mówi Mason. „Ale zawsze chciałem, żebyśmy nakręcili nas podczas ‘Dark Side’ i ‘Wish You Were Here’. Teraz wystarczy włączyć telewizor, a każdy zespół, o którym słyszałeś, ma film na żywo albo zrobił jeden z tych dramatów z aktorami grającymi w nich”. Kto zatem zagrałby Nicka Masona w filmie biograficznym o Pink Floyd? „Robert Redford” – odpowiada błyskawicznie. A inni? Mason śmieje się figlarnie. „Och, Danny De Vito za Davida… Bette Midler za Rogera… I Richard Gere za Ricka. Odejdźcie więc, ‘Bohemian Rhapsody’ i ‘Rocket Man’, czeka nas kolejny hit kasowy. Tymczasem jednak zawsze będziemy mieć Pompeje.”
