Te same tytuły w różnych edycjach płytowych
(rozdział dwudziesty szósty, część 1)

Muzyka Fryderyka Chopina [1] cieszy się niesłabnącą popularnością – nigdy nie straciła swojego uniwersalnego uroku, a Chopin pozostaje jednym z najwybitniejszych kompozytorów fortepianowych. Wirtuozowska, pomysłowa i głęboka emocjonalnie muzyka Chopina oferuje pianistom bogactwo ekspresji, wymagające połączenia najwyższej techniki, która zawsze służy muzyce (a nie jako cel sam w sobie), wyrafinowanego akcentu, pięknego tonu cantabile (śpiewu), wysoce zniuansowane dynamiczne cieniowanie, elastyczne frazowanie i rubato oraz uznanie dla architektury tej wielowarstwowej muzyki. Chopin jest także symbolem Polski, kraju jego urodzenia, którego idiomy muzyczne są widoczne w prawie całej jego muzyce, przede wszystkim w Mazurkach i Polonezach. Zapytany wielki chopinista Artur Rubinstein nie potrafił wyjaśnić, dlaczego muzyka Chopina do niego przemówiła… „Kiedy w sali koncertowej rozbrzmiewają pierwsze nuty Chopina, pojawia się radosny znak rozpoznania. Jego muzykę znają mężczyźni i kobiety na całym świecie. Oni to kochają. Są tym poruszeni. Kiedy gram Chopina, wiem, że przemawiam bezpośrednio do ludzkich serc”. Rubinstein, niezrównany autorytet i jeden z najwybitniejszych interpretatorów muzyki Chopina, wniósł do muzyki wielką dostojność i wyrafinowanie, unikając zbędnej maniery i sentymentalizmu, ujawniając strukturalną logikę pisarstwa Chopina. Jego gra zapada w pamięć dzięki eleganckiemu frazowaniu, pięknu brzmienia i naturalnemu, a jednocześnie wyrafinowanemu kształtowaniu melodii. Szczególnie nieskazitelne wykonania walców przez Lipattiego są spontaniczne, lekkie i zwinne, liryczne i odpowiednio taneczne, z subtelnym rubato i wielkim wdziękiem. „To bardzo wewnętrzna muzyka i bardzo głęboka” – powiedziała o Chopinie Maria João Pires. Dla niej jest „głębokim poetą muzyki”. Ta głębia jest naprawdę widoczna w grze Nokturnów przez Pires – intymnie, wyrafinowanie i namiętne, jej interpretacje unikają nocnego sentymentalizmu w salonie i oddają cały dramat i emocjonalną intensywność tych uwielbianych utworów. Określany przez jednego z krytyków jako „największy chopinista, jaki wyłonił się z Włoch od czasów drugiej wojny światowej”, Maurizio Pollini jest związany z Chopinem od samego początku swojej kariery zawodowej, kiedy to w wieku zaledwie 18 lat wygrał Konkurs Chopinowski w Warszawie. Jego niesentymentalne, wyrafinowane interpretacje odznaczają się wyrazistością wyrazu, doskonale wyważoną poezją i dbałością o linie melodyczne bel canto , które czynią muzykę Chopina tak od razu pociągającą. Cortot jest jednym z najsłynniejszych interpretatorów Chopina, łączącym perfekcyjną technikę z głębokim uznaniem dla struktury, brzmienia i faktury muzyki Chopina. Jego nagrania cieszą się uznaniem do dziś, a jego szczegółowe, opatrzone komentarzami wydania muzyki Chopina pozostają wysoko cenione wśród pianistów i pedagogów. Okrzyknięta przez swojego mentora Artura Rubinsteina „urodzonym Chopinowskim interpretatorem”, polsko-kanadyjska pianistka Janina Fiałkowska oddaje duszę Chopina, zwłaszcza w wykonaniach Mazurków, utworów, które ujawniają patriotyzm Chopina i jego najgłębsze uczucia do ojczyzny. Fiałkowska jest wrażliwa zarówno na skromne, chłopskie rodowody Mazurka, jak i na wyniesienie tego gatunku przez Chopina do rangi utworów koncertowych. Ona naprawdę oddaje poezję, wzruszenie i kapryśne emocje tych polskich tańców ludowych, a jej rubato jest doskonale oceniane, szczególnie ważne w tych utworach, w których giętkość tempa kładzie większy nacisk na emocjonalną głębię muzyki.


Długo można wymieniać pianistów, których interpretacje kompozycji Fryderyka Chopina zapadły w pamięć słuchaczy, a więc porównania wykonań różnych artystów, podobnie jak różnych wydań płytowych kilkukrotnie przygotowywanych przez tych samych pianistów, ma głęboki sens.

 

_______________________________________________________________

 

  • Album „Chopin: 7 Polonaises” w wykonaniu Artura Rubinsteina (fortepian Steinway), nagrany 4-6 i 12 marca 1964 r. w Carnegie Hall (Nowy Jork), został pierwotnie wydany w 1965 roku przez RCA Red Seal. Zremasterowany do poziomu 24 bity / 192 kHz z oryginalnych źródeł, w wersji Blu-spec CD2 [2], przeznaczono do sprzedaży 05 grudnia 2012 przez Sony Music Distribution. Inżynierem nagrań był Anthony Salvatore, producentem- ​​Max Wilcox.


Za każdym razem gdy wracam do słuchania muzyki Chopina, którą interpretuje Artur Rubinstein nie odczuwam rozczarowania (raczej powinienem napisać- „wciąż jestem zachwycony”, ale na opinię ma wpływ tło na jakim słucham wersji Rubinsteina- ostatnio odczytanie Rafała Blechacza). Rubinstein wciąż dysponuje niezrównanym autorytetem w tej muzyce, choć powinno się być jednak ostrożnym zanim się nominuje jakiegoś pianistę do roli wzorca w dziedzinie odtwarzania muzyki Chopina. Tym, co odróżniało Chopina Rubinsteina od innych pianistów, było to, że w jego frazowaniu nie było maniery. Krytyk muzyczny magazynu The Gramophone szczegółowo opisał spektakl Rubinsteina z 1965 roku: „…Pod ręką Rubinsteina porywający dramat Poloneza es-moll op. 26 nr 2 daje dobry przykład siły kryjącej się za pozornie kruchą powierzchownością Chopina. Jego [Rubinsteina] występ w jakiś sposób unika powtarzania brzmienia, gdy ten sam materiał powraca raz za razem. Natomiast słynny Polonez fis-moll, op. 44 idzie gorzej. Przedziera się przez to bez większych niuansów, a powtarzany epizod szesnastkowy jest absurdalnie niezmienny, brzmiąc tak, jakby rysik utknął w rowku. Przypomina się, że 77-letni pianista miał wówczas wyczerpujący harmonogram nagrań. Sprawy mają się o wiele bardziej pomyślnie w Polonez-fantazja. Piękne frazowanie w taktach 24ff i sposób, w jaki Rubinstein pozwala muzyce wznosić się i opadać, są arystokratyczne. Dzieło nie szaleje. […]” Słuchając tego w jaki sposób Rubinstein uchwycił Polonezy Chopina narzuca się obraz dostojnego  tańca w tempie raczej umiarkowanym. Nagrany dźwięk tego zestawu jest bardzo spójny-  ton fortepianu nagranego przez RCA jest klarowny, wyjątkowo czysty i jednocześnie pełny. Brzmienie jest ciepłe ale bliższe neutralnemu. Dynamika nagrań jest wzorcowa, a przecież od momentu zarejestrowania polonezów w wykonaniu Rubinsteina minęło prawie 60 lat.

  • Album „Chopin Polonaises” w wykonaniu Rafała Blechacza, nagrany w styczniu 2013 roku w Frriedrich-Ebert-Hale w podmiejskiej dzielnicy Harburg w Hamburgu, został poraz pierwszy wydany we wrześniu 2013 roku przez Deutsche Grammophon. Pracę producenta objął Arend Prohmann, producentem wykonawczym została Angelika Meissner, technikiem fortepianu został Jan Kittel. W wersji SHM-CD został wydany dwukrotnie 7 września 2016 roku (Deutsche Grammophon – UCCG-51089) oraz 27 października 2021 roku (Deutsche Grammophon – UCCS-50125).


Rafał Blechacz z pewnością ma coś do powiedzenia na temat Chopina… Może i tyle co i Rubinstein? Wiele z wydawnictwa Deutsche Grammophon z portretem Blechacza na okładce jest ekscytujących – 36-letni wówczas pianista gra ze świeżością i werwą. Instynktownie podnosi tradycyjny polski taniec do rangi narodowej wypowiedzi, z dźwiękiem, który jest zarówno dumnie majestatyczny, jak i melancholijny. Jednak robi to inaczej niż Rubinstein, bo gdy mistrz różnicuje tempa w ramach generalnie umiarkowanego to Blechacz w ramach szybszego wybiera harmonijną potoczystość. Dla Rubinsteina polonez jest tańcem dworskim z krokiem dostojnego chodu. Dla Blechacza takim nie jest- to raczej błyszczące utwory pięknej linii melodycznej. Dla przykładu: Polonez As-dur op. 53 jest tak ognisty, jak sugeruje jego tytuł „Heroiczny”, podczas gdy dzieło c-moll op. 40 nr 2, jest pełne niespokojnego ducha. Oba utwory nie mają w przypadku interpretacji Blechacza charakteru tanecznego. W Polonezie fis-moll op. 44, żywiołowość rytmiczna Blechacza w skrajnych odcinkach i wspaniale śpiewne frazowanie w centralnym odcinku mazurka. Całości nie brakuje w interpretacji napięcia i oddechu. Techniczna strona nagrań z katalogu Deutsche Grammophon Rafała Blechacza jest bez zarzutu (o płycie „Chopin Polonaises” Rafała Blechacza pisałem również w części 2 tego artykułu >>).

W przypadku zinterpretowanych tak bardzo różnie Polonezów Chopina przez Rubinsteina i Blechacza nie potrafię wskazać tych lepszych… Obie płyty mam na swojej półce z płytami i po każdą zawsze chętnie sięgnę.

 

_______________________________________________________________

 

  • Podwójny album winylowy „Chopin – The Nocturnes”, nagrany przez  Artura Rubinsteina w 1965 i 1967 roku w RCA Studios (Rzym), został wydany przez wytwórnię RCA Victor Red Seal. Producentem był Max Wilcox, a reżyserem nagrań Sergio Marcotulli. Pełnowartościową edycją pod względem technicznym  jest na pewno wersja wykonana w technologii Blu-spec CD2. Ukazała się ona w Japinii 05 grudnia 2012 dzięki firmie Sony Music Distribution.

Nie dość, że reedycja zawiera wysokiej jakości format Blu-spec CD2, to posiada również mastering DSD (Sony’s Direct Stream Digital™). Firma Sony ma nadzieję (chyba uzasadnioną), że Blu-spec CD2 całkowicie zmienia doznania muzyczne. Ta edycja jest wpisana na listę „Best Classics 100” bowiem uderza w cienką granicę między obłudnym zauroczeniem a lotem poetyckiej inspiracji. Od stosunkowo prostych utworów z wczesnego okresu do skomplikowanych utworów z późnego okresu, twórczość Chopina przedstawia życie kompozytora „z lotu ptaka”. Nie pozostaje nic innego, jak tylko obserwować przemiany. Powstało w ten sposób przedstawienie, które można by nazwać wymownym podsumowaniem życia Chopina. [jak czytamy w notatce wydawcy]

Ten zestaw dziewiętnastu nokturnów Chopina jest źródłem odniesienia od czasu jego pierwszej publikacji . Była to też jedna z najlepiej nagranych stereofonicznych płyt nagranych przez Artura Rubinsteina, z cieplejszą odpowiedzią tonalną i lepszym brzmieniem fortepianu niż inne. Od tego czasu – 1967 roku – zestaw był remasterowany był więcej niż raz. Ta edycja jest najlepszą pod względem technicznym z dotychczasowych Nokturnów Rubinsteina. Odczytanie polskiego wielkiego pianisty unika taniego sentymentalizmu czy emocjonalnego przeciążenia [Rubinstein nie przekraczał linii oddzielającej sentyment (empatia) od sentymentalizmu (schmaltz)]. Zazwyczaj Rubinstein te interpretacje, które powinny być chłodne, wykonuje z arystokratyczną powściągliwością, która jest tak typowa dla jego sposobu patrzenia na kompozycje Chopina. Ten sposób gry kompozycji Chopina przez Rubinsteina pozwala słuchaczowi skupić się na istocie linii melodycznych zapisanych przez Chopina w nutach. Znakomity remastering RCA taśmy stereo z połowy lat 60. daje dokładne wyobrażenie o wspaniałym brzmieniu, jakie Rubinstein uzyskiwał z fortepianu.
Jednym z konkurencyjnych dla  wykonań Rubinsteina zestawów Nokturnów Chopina jest na pewno komplet czeskiego pianisty Ivana Moraveca:

  • Album „Frédéric Chopin – Nocturnes” nagrany przez Ivana Moraveca w kwietniu 1965 r., St. Paul’s Chapel na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku i w listopadzie 1965 r.,w Mozartsaal (Sala Mozarta) w Konzerthaus (Wiedeń), został wydany po raz pierwszy w formie winylowego LP w 1966 roku przez wytwórnię Connoisseur Society. Niektóre egzemplarze były dostarczane z naklejką na przedniej okładce z napisem: „Recenzja stereo hi-fi – wybór krytyków za najlepsze nagrania fortepianu z 1966 roku” W formacie CD wydany został 25 czerwca 1992 roku przez wytwórnię Elektra Nonesuch. Ivan Moravec korzystał z fortepianów dwóch firm: Steinway i Bösendorfer.


Czeska wytwórnia Supraphon wydała w 2012 roku zremasterowany materiał muzyczny (o nr katalogowym: SU 4097-2) pozyskany dzięki licencji udostępnionej przez wytwórnię Elektra Nonesuch. Nowy remastering jest autorstwa zespołu Supraphon. Prawdziwą perełką reedycji jest książeczka zawierająca czterostronicowy wywiad z samym Moravecem. Opowiada o wrażeniach z odsłuchu tych nagrań po pięćdziesięciu latach, o stanie pianistyki dzisiaj, o jego starannym doborze fortepianu i kilku dziwnych rewelacjach. „Wiesz”, wyrzuca z siebie, „moją prawdziwą miłością jest śpiewanie”. To może dobrze wyjaśniać śpiewny charakter jego gry na tych dwóch krążkach CD.


Jednym z pierwszych nagrań, które przyniosły Ivanowi Moravecowi [3] uznanie i zapewniły mu miejsce wśród najwybitniejszych pianistów XX wieku, była płyta z kompletem Nokturnów Chopina nagrana w 1965 roku w Nowym Jorku (Steinway) i w wiedeńskim Konzerthaus (Bösendorfer). Wielu krytyków uznało to nagranie za punkt odniesienia i uważa je za ostateczną prezentację Nokturnów; słowami Henry’ego Fogela (Fanfare): „To jest gra, która wciąga słuchacza głęboko w muzykę – nie jesteś wciągany w dokonania Moraveca, ale Chopina.” Ivan Moravec prezentuje Nokturny w godnej podziwu skali barw i dynamiki (aż do zdumiewająco delikatnych, ledwie dotykanych tonów), z muzyką płynącą tak naturalnie, że wydaje się, że nie ma w niej taktów ani pojedynczych nut. Supraphon ponownie wydał w 2012 roku to legendarne nagranie z subtelnie zremasterowanym dźwiękiem, który w pełni wydobywa bogactwo barw fortepianu Moraveca.
Opinie krytyków rzeczywiście były entuzjastyczne: „Jakość dźwięku jest zaskakująco dobra, oddaje całe bogactwo, ciepło i bezpośredniość tych dwóch instrumentów. Do tego dochodzi niezrównana jakość śpiewu gry Moraveca. Pozwala każdemu utworowi w prosty i afektywny sposób utkać swoją hipnotyczną, słodko smutną magię”. [The Sunday Times, 24 czerwca 2012 r.] Krytycy muzyki klasycznej gazety The New York Times opisali płytę tak- „przeczesali wiele nagrań poświęconych Chopinowi i wybrali swoje ulubione”. Wśród nich: znalazło się wykonanie Nokturnów Chopina przez Ivana Moraveca z 1965 r. , wznowione przez Nonesuch w 1991 r. i dostępne do teraz w Sklepie Nonesuch. „Wybranie tylko pięciu nagrań reprezentujących większość kompozytorów stanowi wyzwanie, ale zrobienie tego dla Chopina jest szczególnie zniechęcające” — pisze krytyk „Timesa”, Steve Smith. „Jego muzyka, tak skrupulatnie skomponowana i hojna emocjonalnie, nagradza wierne interpretacje, jednocześnie obejmując idiosynkratyczne podejścia; jesteś rozpieszczany wyborem w szerokim zakresie temperamentów”. Mimo to Smith wybiera wznowienie występu Moraveca w Nonesuch. „Nawet jak na współczesne standardy nagrany dźwięk jest zdumiewający” — pisze Smith. Wyjaśnia, że ​​chociaż na nagraniu można usłyszeć kilka dźwięków otoczenia, „niezwykłe dynamiczne cieniowanie [Moraveca] i łaskawe kształtowanie każdego dzieła przypominającego klejnot wznosi jego konto ponad zatłoczone pole: naprawdę jest to niezbędny dokument”.
Rzeczywiście wyjątkową barwność gry Moraveca usłyszy każdy słuchacz, nawet mniej osłuchany. Poza tym na uwagę zasługuje olbrzymia skala dynamiki jaką pianista zastosował w studio. Chopinowskie nokturny Ivana Moraveca obrosły legendą. Były takie odkąd zostały nagrane w 1965 roku, a ta reedycja, wydana przez wytwórnię Supraphon, jest idealnym sposobem na ich posiadanie. Te dwie płyty CD zawierają jedne z najwspanialszych wykonań Chopina jakie kiedykolwiek nagrano. Niestety na płytach meloman nie znajdzie dwóch nokturnów wydanych pośmiertnie. Taka polityka wydawcy jest niezrozumiała, ponieważ niewielu pianistów osiąga takie piękno w każdym utworze jak Ivan Moravec.

Te historycznie znaczące zestawy Nokturnów Chopina- Moraveca i Rubinsteina,  zasługują na umieszczenie na każdej liście potencjalnych zakupów. Istnieją alternatywne wersje o równej wartości, ale o żadnej z nich nie można powiedzieć, że są lepsze.

 

_______________________________________________________________

 

  • Arthur Rubinstein album „Chopin: 51 Mazurkas” nagrał w Webster Hall (Nowy Jork) 27, 28, 29, 30, 1965 i 3 stycznia 1966 roku, został wydany pierwotnie w 1967 roku przez wytwórnię RCA, ale pełną wartość techniczną osiągnęła w 2012 roku wraz z wydaniem przez Sony Music Distribution wersji  Blu-spec CD2 z najnowszym remasteringiem- 24-bitowym z częstotliwością 192 kHz i przy użyciu precyzyjnego generatora zegara Rubidium. Producentem był Max Max Wilcox.

Dzięki zastosowanej nowej technologii podczas produkcji płyt CD historyczne źródło dźwięku odzyskało świeży dźwięk, jakiego nigdy wcześniej nie było, a najnowsze źródło dźwięku osiąga również jakość parametrów technicznych zbliżoną do oryginalnego wzorca. Rytmy mazurkowe pojawiają się w całej twórczości Chopina. Innymi słowy, dla Chopina mazurki są zbiorem utworów zakorzenionych w jego duszy. Mazurek Chopina rozpoczynający się bolesnym wyznaniem bolesnej rozłąki z domem, rozpaczliwą rezygnacją z powodu odległości prowadzący do wyrafinowanej kulminacji odbiega od tradycyjnych ram pielęgnowanych spojrzeniem z zewnątrz. Kompletne dzieło Rubinsteina, szczegółowo opisujące podróż, to skarb pełen esencji Chopina (według notatki wydawcy).

Krytyk muzyczny The Gramophone- James Methuen-Campbell opisał płytę „Chopin: 51 Mazurkas” Artura Rubinsteina porównując z pracą amerykańskiego pianisty Eugena Indjica, który w 1988 roku wydał płytę „Chopin. 57 Mazurkas” (Claves, nr kat.: CD 50-8812/13):

Problem z nagraniem cyklu utworów takiego jak ten polega na tym, że ekonomia dzisiejszych harmonogramów nagrań wymaga od pianisty zagrania dużej liczby utworów podczas jednej sesji – znacznie więcej niż normalnie byłoby wykonywanych na koncercie. To w naturalny sposób prowadzi do bezpiecznego i jednolitego podejścia, które nie do końca służy natchnionej pomysłowości muzyki. W pewnym sensie cierpi na tym muzyka. Jeśli porówna się tutaj odczyty Rubinsteina z tymi, które nagrał na płytach 78rpm w latach 1938/9, od razu zauważy się, że element fantazji i kaprysu ustąpił miejsca bardziej trzeźwemu spojrzeniu na muzykę. Jest jednak lepszy od Indjica, który tworzy wysoce kunsztowne wykonania, które osiągają stały poziom muzykalności i świadomości stylistycznej, Mazurki są tak zawiłe w swojej różnorodności nastrojów, że odnoszący sukcesy pianista musi być w stanie traktować każdy z nich jako określoną całość, kontrastując emocjonalną zawartość w kontekście tego konkretnego utworu. Rubinstein ze swoim poważnym podejściem nadaje muzyce większą niż zwykle wagę i całkowicie unika trywializowania jej przesadnie żwawymi rytmami. Wraz z nim ożywa wiele mniej znanych Mazurków, jak es-moll op. 6 nr 4, z jego natarczywym motywem, który przenika cały utwór. Jego frazowanie jest znacznie bardziej swobodne i elastyczne niż u Indjica, a on bardziej docenia delikatność pomysłów Chopina. Nie stosuje jednak improwizacji. Wyczuwam natomiast, że Indjic postrzega Mazurki jako amorficzną masę subtelnie napisanej tanecznej muzyki Chopina. Jego powściągliwość, zamyślenie i staranność we frazowaniu są same w sobie godnymi podziwu cechami, ale jest tu bardzo mało spontaniczności. Na przykład słynny Mazurek b-moll op. 24 nr 4 ma swoje epizody ułożone graficznie, ale Indjic, ponieważ nie ma napięcia w jego lekturze, pozwala im przejść obok, nie zostawiając po sobie śladu. Rubinstein doskonale ocenia, które szczegóły wydobyć, aby nadać każdemu dziełu szczególny charakter. Czy to w cudownie odległej poetyckiej reminiscencji kody As op. 24 nr 3 czy podstępny urok op. 41 nr 1 w tej samej tonacji przekonuje, że uczynił tę muzykę swoją własną. Dodając do tego jego wielką szlachetność i prostotę stylu, Rubinstein jest z pewnością bardziej imponującym muzykiem. Słuchacz z pewnością będzie chciał usłyszeć grupę sześciu lub siedmiu utworów podczas jednego posiedzenia i właśnie w tym miejscu nie można przecenić znaczenia dramatycznego kontrastu między utworami. Brak zakresu emocjonalnego Indjica jest bardzo wyraźny w e-moll op. 41 nr 2, w którym wielkie wrażenie powinny mieć uduchowione oktawy Dis – przepuszcza je, jakby były nieefektywnie napisane i niekonsekwentne. Jednym słowem, nie robi wystarczająco dużo spektaklu z każdego kawałka. Kiedy słyszysz, jak Rubinstein zabiera się za Mazurka cis-moll op. 53 nr 3 od razu wiesz, że on w pełni pojmuje głębię tego, być może największego ze wszystkich. Wacha się od patosu otwarcia do przekonującej wielkości tonalnej w bardziej asertywnych partiach, a mimo to jest w stanie powiązać te dwa elementy. Zdecydowanie polecam Rubinsteina, pomimo tego, że nagranie ma szereg skaz. Po pierwsze, fortepian jest nagrany zbyt blisko, a po drugie, głośne pasaże są wyolbrzymione, zwłaszcza na basie. W dźwięku jest bardzo mało blasku [nie mogę zgodzić się z tą oceną, bowiem w wersji Blu-spec w stosunku do poprzednich edycji płytowych tego tytułu jest ten zakres znacznie doświetlony]. Bardzo chciałbym zobaczyć wspaniałe wykonanie przez Novaesa wyboru 11 Mazurków (na płycie Vox) wznowionego na płycie CD, razem z niektórymi Pieśniami Mendelssohna bez słów (Vox). Z nią można usłyszeć tańce w całej ich świeżości i tonalnej subtelności”.

  • Podwójny album „ 57 Mazurków” nagrany przez Janusza Olejniczaka w latach 2013-2014 w Studio Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, został wydany w 2016 roku przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina. Nagrano na historycznym fortepianie Erard z 1849 roku.

W serii „The Real Chopin”, wydawanej przez NIFC, jednym z najświetniejszych produktów płytowych jest komplet 57 Mazurków w wykonaniu Janusza Olejniczaka na fortepianie historycznym marki Erard z 1849 roku. Pisząc, że dwupłytowy album został uznany za „jeden z najświetniejszych” opieram na ogłoszonych wynikach IX Międzynarodowego Konkursu Płytowego „Grand Prix du Disque Frédéric Chopin”. Konkurs został rozstrzygnięty 11 września 2020 roku. Jury, które oceniało 51 wydawnictw fonograficznych nadesłanych przez 7 firm w trzech kategoriach: nagrań na instrumentach współczesnych, nagrań na instrumentach historycznych dokonanych i reedycji nagrań historycznych. Jury pod przewodnictwem prof. Bronisławy Kawalli uznało, że „Grand Prix du Disque Frédéric Chopin” w kategorii nagrań na instrumentach historycznych otrzymał Narodowy Instytut Fryderyka Chopina za dwupłytowy album Janusza Olejniczaka – „Chopin: 57 Mazurków”. Pani prof. Bronisława Kawalla recenzowała płytę tak:  „W kategorii nagrań na instrumentach historycznych na szczególną uwagę zasługuje antologia Mazurków w wykonaniu Janusza Olejniczaka (Chopin: 57 Mazurków [Erard 1849]; wyd. NIFC), który wyróżnia się bardzo charakterystycznym touché na starym instrumencie. Dostosowuje sposób wydobywania dźwięku, we wszystkich jego aspektach, do specyfiki instrumentu. I to jest jego wielki atut. Wykonanie kompletu Mazurków to ogromne przedsięwzięcie. Interpretację niektórych z nich można sobie wyobrażać inaczej, ale całość jest godna podziwu. Niektóre mazurki przybierają styl improwizacyjny, co jest zgodne z charakterem muzyki Chopina, a niezupełnie jest możliwe kopiowanie takiej interpretacji.”

Janusz Olejniczak [w innym miejscu bloga pisałem o tej płycie >>, tu je przepisuję] wie doskonale jak odtworzyć zamysł kompozytora (a przynajmniej tak się wydaje), wydobyć piękno, cieniując barwy doskonale i utrzymując rytm taneczny. Słuchanie dwupłytowego zestawu Mazurków Janusza Olejniczaka kojarzy się z cofaniem wskazówek zegara się w czasie, z przeniesieniem się do epoki gdy były tworzone.  Interpretacja mazurków Chopina jest bogato sugestywna, spontanicznie w wyrazie, a przede wszystkim głęboko osobista. Pianista odczytuje kompozycje Chopina nie ekscentrycznie, lecz z szacunkiem dla zapisu nutowego bez epatowania znajomością dawnego  stylu interpretacyjnego (na przykład znanego z zapisów na papierowych rolkach). Olejniczak nie stroni od pewnych dowolności stosowania rubato, które jest tonowane przez wymogi frazowania i utrzymania tanecznego pulsu. Ozdobniki są wykonywane z niezwykłą finezją w całym przedstawionym materiale muzycznym. Jak przypomina Jeffrey Kallberg (amerykański muzykolog zajmujący się historią muzyki XIX i XX w.) Chopin nie przekazywał muzyki ludowej w etnograficznym sensie Bartóka czy Kodály’ego, ale jednak tworzył to, co można uważać za charakterystyczne polskie brzmienie. Interpretacje Janusza Olejniczaka są nie mniej oryginalne mimo wszystko, a poprzez wykorzystanie instrumentu historycznego uzupełniające listę klasycznych kompletnych realizacji- Rosenthala, Koczalskiego, Hofmanna i Rubinsteina

Porównywanie, a w dalszym działaniu- określanie wyższości, jednej z płyt: „Chopin: 51 Mazurkas” Arthura Rubinsteina i „Chopin: 57 Mazurków” Janusza Olejniczaka, nad drugą nie ma sensu, bo w tym przypadku instrument determinuje interpretację Mazurków (podobnie i innych utworów) pozwalając słuchaczom wzbogacanie wyobraźni, niejako przenosząc ich w czasie. Wydaje się, dla porównań, istotna praca wybitnych techników nagrań- w przypadku płyty Rubinsteina producenta Maxa Wilcoxa, a płyty Olejniczaka para reżyserów nagrań: Gabriela Blicharz i Lech Dudzik. Obie płyty prezentują wspaniałe, bogate, okrągłe, prawdziwie żywe brzmienie instrumentów: Steinwaya i Erarda.

 

_______________________________________________________________

 

  • Album „Frédéric Chopin – Valses”, nagrany przez Artura Rubinsteina 25 czerwca 1963 roku w RCA Italiana Studio w Rzymie, zostało po raz pierwszy wydany w 1963 roku przez wytwórnię RCA Victor (nr kat- 644 500). Dwie edycje są w swerze zainteresowania melomana i audiofila jednocześnie- „Chopin: Waltzes” w wersji SHM-CD oraz w wersji [Blu-spec CD2.

Limitowany album „Chopin: 14 Waltzes” w wykonaniu Artura Rubinsteina, został wydany 22 października 2008 roku przez Sony Music Distribution z wykorzystaniem technologii SHM-CD (Super High Material CD, nr katalogowy:.BVCC-34414). Wśród słynnych płyt Chopina w wykonaniu Artura Rubinsteina walce, zwłaszcza wczesne, są najbardziej lekkimi, niewinnymi i radosnymi interpretacjami. Rubinstein jest jednym z muzyków, którzy szczycili się najlepszą techniką pianistyczną w XX wieku, co pozwalało mu w wielu walcach przedstawiać umiejętność Chopina do wymykania się salonowej stylistyce, są to też utwory, które łatwo pozwalają cieszyć się magią zdumiewających tonów kompozytora. Według krytyka, kompozytora i pianisty- Jeda Distlera: „Nagranie walców Chopina Artura Rubinsteina z 1963 r. (włączył „tradycyjne” 14, ale nie pięć pośmiertnych) jest stereofoniczną wersją referencyjną dla tych utworów i prawdopodobnie pozostanie nią przez długi czas. Występy ucieleśniają kwintesencję Rubinsteina w jego słoneczno-jesiennej chwale: bezpośredniość, czerwony ton, radość życia, nienaganny smak i więcej techniki, niż mu się często przypisuje. To prawda, że jego cykl Walców oferuje czasem szybsze tempa i fantazyjne frazowanie, ale przeróbki stereo są bardziej wyśrodkowane, przemyślane i czysto zagrane. […] Stereofoniczne Walce Rubinsteina pojawiły się wcześniej w 47. tomie Complete Rubinstein Edition RCA, wraz z jedynym nagraniem pianisty z rzadko granym Bolero Chopina. Ta reedycja wyklucza Bolero, ale oferuje nieco jaśniejsze transfery Walców […] Jeśli szukasz walców Chopina, to jest to

Ja mam wątpliwości czy „to jest to?”, bo w 2012 roku ukazał się ten sam materiał muzyczny, nagrany w RCA Italiana Studio w 1963 roku, zrealizowany w technologii Blu-spec CD2, zawierający remastering 24bit/192kHz. Płyta „Chopin: 14 Waltzes” [Blu-spec CD2]  została wydana 8 grudnia 2012 roku przez Sony Music.

Najnowsza japońska audiofilska wersja w spektakularnym formacie Blu-spec CD2 z remasteringiem 24bit/192kHz, jest włączona do prestiżowej serii „Best Classics 100” wydawanej przez wytwórnię Sony.

W ostatnich latach słuchacze mają okazję uzupełnienia kolekcji płytowych o brakujące nagrania Chopina w wykonaniu Rubinsteina, które realizował  w połowie lat sześćdziesiątych. Melomani od pewnego czasu uznają ten fakt za coś oczywistego, ale wysłuchanie nagrań Rubinsteina w nowej formie, odnowionej cyfrowo i na płycie CD, szybko kładzie temu przyzwyczajeniu kres. Najnowsze edycje Walców Chopina w wykonaniu Arrau [Decca – 478 5154 DB] mogą być bardziej wnikliwe…

W swoich ogólnie wolniejszych tempach dokonuje kilku interesujących odkryć. Jednak Arrau często jest zbyt systematyczny, jak w op. 34 nr 1, gdzie ósemkowe figury arpeggio brzmią niemal jak przepracowane. Ton Rubinsteina nie ma bujności Arrau, jest bardziej wyrzeźbiony; jednak wrażliwość co najmniej tak dobrze dostrojona jest oczywista. Jest to od razu zademonstrowane przez op. 18, którego interpretacja jest bardziej bezpośrednia niż Arrau, a jego elegancja jest bardziej wyraźna. Odczyt RCA op. 34 nr 1 jest bardziej genialny, zgodnie z tytułem Chopina, niż Philips [Decca]. Czasami niuanse Arrau utrudniają przepływ muzyki, która jest przecież zakorzeniona w tańcu, a op. 34 nr 2 jest tego przykładem. Tutaj, choć Rubinstein ocenia bezbłędnie, destylując smutny, ale sprytnie różnorodny wdzięk tego utworu. Dwa najlepsze to Op. 42 i 64 nr 2, a wraz z pierwszym Rubinstein przoduje w jednoczeniu różnorodnych elementów, wzlotach i opadaniu intensywności, pośpiechu i powstrzymywaniu. Dotyczy to również jego odczytania op. 64 nr 2, którego tęsknota za krótką sekcją piu lento zapada w pamięć. Jedyną wadą tego wydania jest to, że konwencjonalne przygotowanie prowadzi do dojrzałych Walców, wydanych przez samego Chopina, na pierwszym miejscu, pozycje pomniejsze, wydrukowane pośmiertnie, na końcu. Nie wszystkie z tych ostatnich są wczesne – op. 70 nr 2, na przykład, pochodzi z 1841 r. — ale mają mniej treści niż op. 18-64 i powinny być pierwsze. Przynajmniej programowalny odtwarzacz CD pozwala to osiągnąć” [w oparciu o recenzję zamieszczoną w magazynie The Gramophone]

 

_______________________________________________________________

 

  • Album „Chopin Concertos Nos. 1 & 2” w wykonaniu Artura Rubinsteina ukazał się po raz pierwszy w 1965 roku w Japonii jako LP wydany przez wytwórnię Victor (nr katalogowy: SRA-2075).

Jedna z remasterowanych wersji CD znalazła swoje miejsce w 2010 roku w box’ie „RCA Living Stereo Collection” (RCA Red Seal – 88697720602, opisany również tu >>). Nagrania zgromadzone na płycie (podobnie jak LP z 1965) to: „Piano Concerto No. 1 In E, Op. 11” wykonany przez Rubinsteina i New Symphony Orchestra Of London pod dyr. Stanisława Skrowaczewskiego oraz „Piano Concerto No. 2 In F, Op. 21” wykonany przy współudziale  Symphony Of The Air  pod batutą Alfreda Wallensteina. Nagrania pochodzą z lat 1961 i 1958, które zrealizowano Walthamstow Assembly Hall i w Carnegie Hall.


Jedna z 60. płyt boxu najbardziej legendarnej serii wydawnictwa Living Stereo- „Chopin Concertos Nos. 1 & 2”,  której nagrania powstały w latach 50. i 60. minionego stulecia i – mimo dużego postępu techniki – nie mają do dziś sobie równych pod względem artystycznym, a pod względem technicznym poza nielicznymi przykładami również. Płyta zawiera materiał skopiowany z taśmy matki, przy zastosowaniu najnowszych technik transferu i remasteringu, co pozwoliło ujawnić, wiele szczegółów nagrania do tej pory skrywanych. Jednak te uwagi dotyczą nagrania „Piano Concerto No. 1 In E, Op. 11”, wyprodukowanego przez  Maxa Wilcoxa, bo „Piano Concerto No. 2”, wyprodukowany przez Johna Pfeiffera, jest „tylko” bardzo dobrą technicznie realizacją. „Piano Concerto No. 1” jest tak nagrany, że ma się wrażenie słuchania fortepianu z pozycji pianisty natomiast orkiestry z pozycji dyrygenta- efekty jakie odbiera słuchacz są spektakularne. Fortepian i instrumenty orkiestry w „Piano Concerto No. 2”, mają mniejszy wolumen niż  pierwszy koncert, słuchacz już nie słyszy muzyki z „1 rzędu sali koncertowej” lecz z 10.. To jedyna różnica, bo nasycenie tonów, naturalność barw czy zakres dynamiczny są bardzo zbliżone. Należy pamietaż, że wcześniejsze nagranie było dwuścieżkowe, późniejsze – trzyścieżkowe. Pianistyce Artura Rubinsteina nie można nic zarzucić, a tym bardziej w dwóch koncertach fortepianowych Chopina. Rubinstein nie próbuje błyszczeć możliwościami technicznymi, skupia się na brzmieniu eleganckim i dostojnym. Użycie rubato przez Rubinsteina nie jest przesadne, z pewnością obecne, dobrze przemyślane i zgrane w czasie, ale co najważniejsze, nie zakłóca linii melodycznej, ani tempa muzyki; każdy zwrot frazy muzycznej wydaje się celowy. W grze Rubinsteina jest też siła, która nadaje majestatu bardziej wybuchowym dźwiękom. Jeśli pragnie się pianistyki z najwyższej półki w wykonaniu prawdziwego mistrza Chopina, występ Rubinsteina jest czymś, na co można liczyć.

  • Album „Chopin: Koncerty fortepianowe” w wykonaniu Rafała Blechacza i Royal Concertgebouw Orchestra pod batutą Jerzego Semkowa został wydany w 2009 roku przez Deutsche Grammophon / Universal Polska (w przypadku opisywanej płyty)


W nagraniach zrealizowanych przez Rafała Blechacza jest pewność swoich możliwości technicznych, ale nie epatuje techniką.  Umiejętności techniczne są tylko środkiem do komunikowania się ze słuchaczem dla precyzyjnego przekazania swojego odczytania tego co zostało przez kompozytora zapisane. Ogromny talent pianisty, nieprzeciętna muzyczna wrażliwość, intrygująca wyobraźnia, ciepło brzmienia instrumentu przyciąga bardzo wielu fanów muzyki klasycznej. Na tej płycie Rafałowi Blechaczowi towarzyszy Royal Concertgebouw Orchestra (wspaniałą, bez wątpienia) i dyrygenta Jerzego Semkowa (wybitnego), którzy pozwalają pokornie, ale i z wyobraźnią odtworzyć chopinowskie partytury.
W jednym z najbardziej wpływowych magazynów- The Gramophone,  krytyk muzyczny Philip Kennicott opublikował recenzję płyty Blechacza, w której pisze o swoich przeżyciach i odczuciach wywołanych muzyką tego pianisty za sprawą jego albumu „Chopin- Koncerty Fortepianowe” oraz jego marcowego recitalu w Waszyngtonie: „Ucho potrzebuje równowagi między muzyką odtwarzaną z albumu a graną na żywo, ażeby docenić ją w pełni. Zastanawiam się, czy nasze uszy ewoluują, tak by służyć naszym rozproszonym umysłom. Przez tydzień usiłowałem słuchać nowego albumu z Koncertami fortepianowymi Chopina nagranego przez ‘cudowne dziecko’ z Polski Rafała Blechacza. Przez tydzień niczego z tych Koncertów nie mogłem zrozumieć. Pies szczekał, praca czekała, a kurz kłębił się w kątach salonu domagając się uwagi odkurzacza. A najlepszą rzeczą, którą ja mogłem powiedzieć o nagraniu Blechacza było to, że ciężko je opisać. Często najlepsze występy to te, które najtrudniej ująć w słowa. Łatwo jest zrozumieć hałaśliwy przekaz; burzliwe i dramatyczne granie, agresywnie pociągające i charyzmatyczne. Jednak subtelne i wyrafinowane podejście, interpretacja, która opiera się na detalach i niuansach często wymyka się ostatecznej ocenie. W brawurowych częściach Blechacz zachowuje spektakularną grę, jednak nie zdawałem sobie sprawy, jak wiele ukrytej, podstawowej treści umknęło mojej uwadze dopóki Blechacz nie pojawił się w Waszyngtonie. W sali koncertowej, gdzie większość życiowych rozterek trzymana jest na dystans, gra Blechacza okazała się prawdziwą rewelacją. Przejrzystość, finezja, kontrola nad tempem i dynamiką oraz dojrzałość jego gry były uderzające. Oczywiście są wykonawcy, którzy w radiu czy na nagraniach zawsze brzmią koszmarnie, a podczas występów na żywo potrafią całkowicie oczarować. Ale tak to jest z kapryśną naturą mikrofonu. Z Blechaczem jest inaczej. Jego muzykalność rozkwita przy odpowiednim repertuarze, w odpowiednich warunkach. A najważniejszym z tych warunków jest umysł słuchacza. Koncerty Chopina są utworami publicznymi, ekstrawertywnymi partyturami, muzyką w wirtuozowskiej tradycji. Jeden z nich dedykowany jest Kalkbrennerowi, co pokazuje, wokół czego koncentrowały się myśli i ambicje Chopina w 1830 roku. Blechacz gra je z pewnym rodzajem poetyckiej stanowczości, jasności umysłu, który nie poddaje się łatwo egoistycznym popisom. Nie ma tam żadnego rozwydrzenia ani zuchwalstwa, żadnej sentymentalności. Gra on te utwory podobnie jak Alfred Brendel gra Beethovena. A to z pewnością nie zadowoli uszu tych, którzy szukają łatwej rozrywki. Gdyby nie to, że miałem okazję usłyszeć kilka tygodni później tego samego pianistę grającego więcej Chopina, ale Chopina zupełnie innego, najprawdopodobniej odłożyłbym gdzieś nagranie, zupełnie nieprzetrawione. Jednak jego recital odmienił wszystko. Blechacz, zwycięzca XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, wyglądem przypomina ucznia, a program jego recitalu wydawał się niemal obowiązkowo wyczerpujący (Bach, Mozart, Debussy), jak u ucznia grającego dla nagrody przed komisją egzaminacyjną. W jego publicznych wystąpieniach odnaleźć można skromność odzwierciedlaną w pełnych pokory interpretacjach. Jest pilny, w najlepszym tego słowa znaczeniu, a także wnikliwy i dociekliwy, jednak zawsze w granicach określonego tekstu. Nie przestawałem myśleć o grupie ambitnych poetów, filozofów i naukowców, którzy zawstydzają sztuczny świat tanich intelektualnych popisów w ‘Straconych złudzeniach’ Balzaca. Jeżeli nie w Paryżu, to gdzieś w świecie ducha również jest miejsce dla Blechacza. Na swój recital wybrał ciemniejsze, prywatne oblicze Chopina, tego Chopina z nerwowymi atakami i lękami, z wewnętrzną kontemplacją, której nie da się usłyszeć w koncertach fortepianowych. Ilu pianistów rzeczywiście potrafi zrozumieć sens improwizowanej gry jaką Chopin prowadzi ze słynnym polskim rytmem w Polonezie-Fantazji? To niemal dekonstrukcja poloneza pośród burzliwego krajobrazu makabrycznej introspekcji. Blechacz zdołał pozbierać to fragmentaryczne dzieło w spójną całość tak, że powstał porywający, pełen emocji i mikro niuansów dramat. To samo zrobił z Balladą As-dur oraz w Scherzu h-moll finezyjnie wykorzystując skrajne kontrasty między tym co naiwne a tym, co gwałtowne i porywcze. Oba utwory stały się dziwnie pianistyczne, jednak nie pedantyczne. Technika Blechacza wyróżnia się przejrzystością, odrębnością każdego dźwięku, wydobywaniem czystej artykulacji, nawet tam, gdzie wydawałby się, że Chopin nawołuje do zatarcia dźwięków. Sprawia on wrażenie niezainteresowanego stworzeniem wrażenia orkiestralnego bogactwa tych utworów. Wystarczy fortepian – jego charakter i możliwości uchwycą wszystko, co Chopin naniósł na kartkę. Nie było więc zaskoczeniem, że na swój jedyny bis Blechacz wybrał Mazurka op.17 nr 4. Całkowicie zatraciliśmy się w jego muzyce, a ten postanowił nagrodzić nas jednym z bardziej udręczonych dzieł Chopina stworzonym w rozpaczy. Sądzę, że wybór ten wiele mówi o jego zrozumieniu kompozytora. Nie szuka on młodego Chopina showmana czy Chopina mistrza perfekcyjnych paryskich miniatur. Interesuje go polski Chopin, i w dwóchsetlecie urodzin kompozytora dobrze jest usłyszeć coś na ten temat od młodego Polaka. Powróciłem do albumu z nagraniami chopinowskich Koncertów. Brzmiały całkowicie inaczej. Orkiestra zaczęła mnie irytować i stała się niepotrzebnym zakłóceniem. Chciałem już słyszeć tylko i wyłącznie samego Blechacza. Po raz pierwszy to wykonanie nabrało dla mnie jasnego kształtu. Jednak wina nie leży po jego stronie. Wina jest całkowicie moja. Dla nas wszystkich spędzających tak wiele godzin w widmowym świecie nagrań dźwiękowych, ważne jest aby regularnie odwiedzać salę koncertową. Więzy jakie tworzą się tam pomiędzy artystą a publicznością są najlepszą gwarancją, że zaczniemy słuchać, by uchwycić całą sztukę w pełnym jej wymiarze.”
Tomasz Czyż w Dwutygodniku między innymi napisał: „…Siłą tego nagrania jest dramaturgia, prowadzenie narracji. To zasługa zwłaszcza dyrygenta, Jerzego Semkowa, który tak rozplanował znane nam z tylu nagrań akcenty obu fortepianowych koncertów, tak poprowadził stanowiące zawsze tajemnicę i niewiadomą chopinowskie rubato, że nie jesteśmy w stanie oderwać uszu, bo chcemy wiedzieć, co dalej, jak dalej. Lubię wracać zwłaszcza do Larghetto z II Koncertu f-moll (jak mówi o wolnych częściach koncertów sam pianista – do „serca utworu”); tym samym objawia się moja wieczna słabość do lirycznych, wolnych części klasycznych sonat, kwartetów, koncertów, symfonii, takie mahlerowskie ukołysanie… Oto dziesięć minut czystego piękna, w których Blechacz nie boi się łez, nie boi się subtelności, bo wie, że Chopin wpisał też w te nuty jakiś ukryty pazur, czasem dziwną nostalgię, które co jakiś czas trzeba odsłaniać. Tego pazura właśnie w grze pianisty mi brakowało. Teraz już nie brakuje. teraz już jest. Oby tak dalej
Pani Dorota Szwarcman w magazynie Poltyka napisała: „Trzecia płyta ostatniego triumfatora Konkursu Chopinowskiego dla prestiżowej firmy jest jego pierwszą z udziałem orkiestry. Wybór młodego artysty (a szczęśliwie mógł go dokonać) padł na jeden z najlepszych europejskich zespołów: Concertgebouw z Amsterdamu, oraz na wielkiego polskiego kapelmistrza Jerzego Semkowa. I, rzeczywiście, orkiestra gra pięknie, miękko i ciepło. Interpretacja zaś Rafała Blechacza może wzbudzić kontrowersje, choć jednego nie odmówi jej nikt: precyzji technicznej. Ale zapewne nie każdemu przypadnie do gustu styl gry, bliski już manierze, polegający na niezwykle dobitnym wygrywaniu wszystkich biegników, w których każda nutka jest jakby na wierzchu, osobno niczym perełka na sznurku. Wydaje się, że im więcej tej dobitności, tym więcej czystej zabawy dźwiękiem, lecz mniej poezji, z wyjątkiem nieodmiennie poetyckiej środkowej części Koncertu f-moll. Ale jest to koncepcja oryginalna, niepodobna do innych i z pewnością znajdzie też zwolenników, zwłaszcza wśród tych, którzy w interpretacjach Chopina nie znoszą ckliwości.”

 


 

[1] Na podstawie artykułu Frances Wilson:

[2] Blu-spec CD2 to następna generacja Compact Disc, która wykorzystuje technologię Phase Transition Mastering, technologię opracowaną do masteringu płyt Blu-ray, dla udoskonalenia cech Blu-spec CD osiąga wysoki stopień precyzji wielkości wgłębienia płyty CD i idealny jego kształt. Ponadto materiał płyty to „Blu-spec CD (TM)”, w którym zastosowano wysokiej jakości materiał „polimerowy poliwęglan”.

[3] Według notatki wydawcy-

 


Przejdź do części 2 >>

Kolejne rozdziały: