Rekomendowane jazzowe wydawnictwa płytowe
(rozdział szesnasty, część 4)

 

Nie zakończyłem rozdziału szesnastego, bo wciąż natykam się na świetne płyty polskich artystów jazzu- i tych młodych i tych, którzy są dla młodych nauczycielami.

 

Multiinstrumentalista i kompozytor Włodzimierz Nahorny rozpoczął jazzową działalność pod koniec lat 50. ubiegłego wieku. Od momentu utworzenia własnego trio w 1965 jego kariera to pasmo sukcesów, wyróżnień i nagród. Jest bardzo wszechstronnym artystą, zapraszanym do nagrań i koncertów innych twórców (np. orkiestr radiowych, zespołów Kazimierza Jonkisza, Jana Jarczyka, Tomasza Szukalskiego). To również ceniony kompozytor muzyki filmowej i teatralnej.

  • W 1967 roku The Włodzimierz Nahorny Trio w składzie: Włodzimierz Nahorny (saksofon altowy, fortepian), Jacek Ostaszewski (kontrabas) i Sergiusz Perkowski (perkusja), dla Polskich Nagrań „Muza” (nr kat.- XL, SXL 0452) nagrał płytę „Heart”. Płyta została wydana w serii Polish Jazz pod numerem 15.

Tekst Adama Sławińskiego, zamieszczony na okładce płyty mówi: „Nahorny, saksofonista z powołania i wyboru, rozpoczyna i kończy fortepianem. Charakter tego obramowania świadczy o sentymencie do tradycji jazzowej i ludowej. Jednakże to, co owe ramy ujmują dowodzi, iż właściwym żywiołem Nahornego jest dźwięk, jego siła, plastyczność, ważkość, kolor, wyraz. Dźwięk wyizolowany i dźwięk w kontekście rzeczywistości szmerowej otaczającej nas na co dzień. Dźwięk w kontekście jazzu i jazz w kontekście dźwięku. Sposób w jaki płyta została nagrana, jest równie niezwykły jak i jej treść. Nahorny uległ tu pokusie znanej chyba wszystkim artystom: pokusie jednorazowej, natychmiastowej i doskonałej kreacji. Przyniósł do studia tematy całkiem nowe („Jak dla kogo”, „List pedanta” i obydwa utwory fortepianowe), nieznane jeszcze partnerom i postanowił je nagrać bez próby, za pierwszym razem. Chodziło o silniejsze pobudzenie wyobraźni grających, o efekt świeżości, o pewnego rodzaju grę, hazard, test muzykalności. Chodziło także o coś więcej — o pewną prawdę muzyczną, która w jazzie znajduje najsilniejsze poparcie, mianowicie o stwierdzenie niepowtarzalności i jednorazowości każdego zdarzenia muzycznego.
Album prezentuje atrakcyjną jazzową improwizację, która jest uwolniona, choć z zachowaniem pewnej struktury. Trio tworzy przystępną płytę free-jazz’ową, która może przybliżyć ten gatunek muzyczny melomanom nieskorym do poznawania awangardowego stylu (na ówczesny czas). Świetny album- trudny dla jednych, dla innych miły w odbiorze.

 

  • W roku 2014 Trio Włodzimierza Nahornego w składzie: Nahorny (fortepian), Mariusz Bogdanowicz (kontrabas) i Piotr Biskupski (perkusja) prezentuje na płycie firmy Confiteor o tytule „Hope” siedem kompozycji wyłącznie lidera tria.

Twórczość Nahornego, zawsze oryginalna, przewidziana na płytę „Hope” nie powstała z próżni, bo „Nadzieja smutnego serca” inspirowana była pieśnią Jana Kochanowskiego, „Heroes” napisany został na rocznicę powstania warszawskiego, „Jews” wirtuozowskim odwołaniem do dokonań Juliana Tuwima (inspirowany poematem „Żydzi polscy”), a „I’ll Remember December” ze wspomnień wprowadzenia stanu wojennego (1981). „Kurpie” to przepracowane trzy melodie ludowe: „Macie dziadku grosik”, „Jakem jechał tyś na ganku stojała” i „Mamo moja mamo”. „Kocham O’Keeffe” pochodzi ze spektaklu teatralnego w reżyserii Krzysztofa Kolbergera. Budzi szacunek piękno kompozycji i artyzm wydobywany z instrumentów, a to powoduje, że mógłbym uznać ten album za jeden z najbardziej udanych pozycji wśród jazzowych albumów ostatniej dekady. Słychać wyraźnie, że zebrane nagrania to pokłosie wieloletnich poszukiwań muzycznych i eksperymentów formalnych, dziś Trio porusza się po frazach klasyków ze swobodą i perfekcją cyrkowców. Pianista Nahorny, mając do dyspozycji bodaj jedną z najbardziej solidnych sekcji rytmicznych, mógł skupić się na tworzonych przez siebie kunsztownych liniach melodycznych. Ta odsłona twórczości Włodzimierza Nahornego mogłaby być ukoronowaniem pracy pianisty i kompozytora… Gdyby nie to, że wszyscy fani jazzu czekają na następną płytę Tria, wierząc, że „Hope” nie jest ostatnią pozycją w ich katalogu płytowym.
Na szczególne słowa uznania zapracowali producenci: Mariusz Bogdanowicz i Piotr Midas Semczuk. Ci właśnie spowodowali, że jakość techniczna nagrań jest porównywalna z najlepszymi realizacjami spod znaku japońskiej Venus Records albo niemieckiego wydawnictwa ACT.

 

Live Embers” jest 43. albumem w ramach serii Polish Jazz, drugim polskiego pianisty i kompozytora Adama Makowicza i jego pierwszym nagraniem na fortepian solo i pierwszym albumem na fortepian solo w całej serii. Makowicz był uznanym za najlepszego pianistę na lokalnej scenie i jednym z najlepszych pianistów światowego jazzu. Pod koniec lat 70. Makowicz opuścił Polskę i osiadł w USA, podobnie jak kilku innych polskich jazzmanów, szukając tam wolności artystycznej i pewności jutra. Na albumie „Live Embers” pianista umieścił głównie własne kompozycje, ale też można napawać się interpretacją kilku utworów Scotta Joplina i Johna Coltrane’a.


Fortepian Makowicza zarejestrowano w dość ciemny sposób, ale szczegóły, mimo wycofania górnych rejestrów, są dobrze oddane, wydobyto całkiem sporo odcieni barwowych. Dynamika nagrania jest ograniczona. Mimo pewnych wad technicznych płyta wciąga w muzyczną narrację, może dlatego, że jest wysoce emocjonalną. Gra Makowicza jest bardzo muzykalna, liryczna. Zauważa się doskonałą znajomość pianisty europejskiej tradycji klasycznej, co czyni go wyjątkowym muzykiem, który dla każdego fana jazzu jest postacią ważną, którego warto słuchać. „Live Embers” to świetny album i obowiązkowy materiał do częstego słuchania.

 

Jedną z najważniejszych pozycji jazzowych z katalogu Polskich Nagrań z serii Polish Jazz (jako vol. 4) jest album „The Andrzej Trzaskowski Quintet” z 1965 roku. W sesji brali udział: Tomasz Stańko (trąbka), Janusz Muniak (saksofon altowy, saksofon sopranowy), Andrzej Trzaskowski (fortepian), Jacek Ostaszewski (kontrabas) i Adam Jędrzejowski (perkusja).

Nagrania Kwintetu Andrzeja Trzaskowskiego stanowią obok „Astigmatic” Krzysztofa Komedy manifest twórczy dla polskiego jazzu lat 60., bo wpływu jej autora na rozwój tego gatunku muzyki w Polsce nie można przecież przecenić. Kunszt kompozytora jest świetnie pokazany dzięki umiejętnościom muzyków, ich wrażliwości i zdolnościom improwizacyjnym- Tomasz Stańko zwraca uwagę swoim otwartym i pełnym dźwiękiem,  Janusz Muniak szukający drogi wspólnej dla tradycji i free-jazzu, sekcja  rytmiczna: Jacek Ostaszewski i Adam Jędrzejowski nie narzucają swojej obecności, odmierzając czas w subtelny sposób, lider- Andrzej Trzaskowski na tym tle poetycko rozwija swoje muzyczne myśli. Krytyka muzyczna zawsze chwaliła Andrzeja Trzaskowskiego za umiejętność łączenia odległych estetycznie nurtów muzycznych i adaptowanie je dla potrzeb własnych kompozycji… Nie inaczej jest w przypadku tej płyty. Wszystkie utwory zamieszczone na płycie- kompozycje wyłącznie Andrzeja Trzaskowskiego, przedstawiają niepowtarzalny jego styl, bardzo łatwo rozpoznawalny. Ten styl tu mieni się wszystkimi swoimi najwspanialszymi barwami.

 

Music for K”, album kwintetu Tomasza Stańki, dedykowany jest Krzysztofowi Komedzie, w którego zespołach grał wybitny polski trębacz i którego muzyka miała na niego duży wpływ. Wszystkie utwory zgromadzone na płycie skomponował lider kwintetu, a nagrał je w Warszawie w styczniu 1970. Album zespołu- Tomasz Stańko Quintet, został wydany przez Polskie Nagrania jako 22. pozycja serii Polish Jazz.

Estetyka free jazzu połączona z europejską tradycją klasyczną i podbarwiona awangardą charakteryzuje materiał muzyczny zgromadzony na płycie. Jest na niej pięć utworów, które są konstruowane podobnie- po naszkicowaniu tematu następuje spontaniczna improwizacja przeplatana partiami aranżowanymi lub zacytowaniem tematu. Aranżacje są rozpisane na dwa saksofony i trąbkę z sekcją rytmiczną, a realizują je znakomicie muzycy: Tomasz Stańko (trąbka), Zbigniew Seifert (saksofon altowy), Janusz Muniak (saksofon tenorowy), Bronisław Suchanek (kontrabas) i Janusz Stefański (perkusja). Był to jeden z najwspanialszych zespołów w historii jazzu w Polsce. Wpływ Krzysztofa Komedy na twórczość Tomasza Stańki jest znaczący, ale jednak wydają się być dość odległy od nasyconych liryką kompozycji Komedy. „Music for K”,zawiera cztery zróżnicowane kompozycje lidera. Pierwszy utwór- „Czatownik”, jest krótką kompozycją opartą na dynamicznej strukturze ostinatowej, z ekspresyjnym solem saksofonu i miarowym akcentowaniem perkusji. Kolejny utwór „Nieskończenie mały”, w którym liryzm przeobrażony zostaje w nostalgiczny ton. „Cry” początkowo łagodny przeradza się w dramat, zmienia się tempo i nastrój. Trzyczęściowy utwór tytułowy został zbudowany z kontrastujących tematów odwołujących się do stylu kompozycji Komedy. „Music For K” został uznany za klasyka polskiego jazzu, krytycy magazynu „Jazz Forum” w ankiecie na jubileusz 50-lecia pisma uznali opisywany album za szósty, a słuchacze Programu II Polskiego Radia w plebiscycie z okazji II Międzynarodowego Dnia jazzu za ósmy, najlepszy polski album jazzowy wszech czasów.

 

Tomasz Szukalski jeden z najwybitniejszych muzyków w polskim jazzie, nagrał płytę „Tina Kamila” to płyta nagrana dla Polskich Nagrań w 1986 roku z orkiestrą Jana Ptaszyna Wróblewskiego- Grand Standard Orchestra i ze znakomitą sekcja rytmiczną – Wojciechem Karolakiem na fortepianie, Dariuszem Oleszkiewiczem na kontrabasie i Czesławem Bartkowskim na perkusji, i Tomaszem Szukalskim w roli lidera na tenorze. W repertuarze płyty znajdzie fan jazzu największe przeboje: „Stardust”, „In A Sentimental Mood” czy „My One And Only Love”.

„Tina Kamila” jest debiutem płytowym saksofonisty i kompozytora Tomasza Szukalskiego, jednego z weteranów lokalnej sceny, bo w 1972, jako 25-latek rozpoczął karierę profesjonalnego muzyka z zespołem czołowego wówczas saksofonisty altowego, Zbigniewa Namysłowskiego. Razem dokonali wielu nagrań. Podczas tej współpracy powstały znaczące albumy „Winobranie” i „Kuyaviak Goes Funky”. Możliwość zrobienia albumu pod własnym nazwiskiem pojawiła się, jak widać, późno bo po 14. latach od momentu podjęcia współpracy z zespołem Zbigniewa Namysłowskiego. Album ten jest zaskakujący, bowiem Szukalski gra jazzowe standardy z dużym zespołem kierowanym przez Jana „Ptaszyna” Wróblewskiego oraz świetną sekcją rytmiczną z pianistą Wojciechem Karolakiem, basistą Dariuszem Oleszkiewiczem i perkusistą Czesławem Bartkowskim. Tenor Szukalskiego brzmi niezwykle atrakcyjnie na tle orkiestry co sprawia, że takie pewniaki jak standardy jazzowe tym bardziej wciągają w przestrzeń cudownej muzyki. Album jest na pewno jednym z najbardziej melodyjnych wydawnictw płytowych w polskim jazzie. Wirtuozeria i niesamowity klimat albumu kojarzy się z podobnymi nagraniami amerykańskich saksofonistów z sekcją smyczków ery bopu, ot na przykład Charliego Parkera czy Bena Webstera. Na ten album czas nie zadziałał degradująco- nie stracił nic ze swojej urody, a może nawet słuchacz mający doświadczenia zbierane przez parę dekad jeszcze lepiej odbierze nagrania niż wtedy gdy był wydany po raz pierwszy.

 

Debiutowała w 1954 roku, umarła w 2019… Przez całe swoje długie życie- 89 lat, wydała tylko 8 płyt, choć nagrawała dla archiwum Polskiego Radia, ale i w Wielkiej Brytanii i we Francji. Mało dokumentów płytowych jest w sprzedaży nie dlatego, że nie chciano jej słuchać, albo dlatego, że nie była zdolną do nagrania większej ilości atrakcyjnego materiału…
Pomysłodawca kolekcji „Domowe piosenki” i jej kompilator- Jan Borkowski (redaktor Polskiego Radia), w opisie płyty z 2016 roku na stronie internetowej wydawcy- Polskiego Radia, napisał (powołując się na słowa Agnieszki Osieckiej): „Warska jest prawdziwą artystką. Proszę zwrócić uwagę, jak staroświecko brzmi dzisiaj ten zwrot – prawdziwy artysta. Dziś się tak nie mówi, mówi się: aktor, pianista, reżyser. Określamy w ten sposób profesję. Zawężamy i precyzujemy. Natomiast w słowie artysta, nie zawsze kryje się profesja. Było to określenie predyspozycji psychicznych. Określenie poważne, wręcz patetyczne, a czasami żartobliwe. Oznaczało tyle, co marzyciel, fantasta. Wanda Warska śpiewa, ale nie tylko śpiewa. Jest fascynującą osobowością, ma rzadką umiejętność  wytwarzania własnej, niepowtarzalnej atmosfery. Ciepła, sympatyczna, jednocześnie trochę dziwaczka, taki kot, który chadza własnymi drogami.” Tak o Wandzie Warskiej pisała w latach sześćdziesiątych Agnieszka Osiecka. W latach pięćdziesiątych Warska uchodziła za pierwszą polską wokalistkę jazzową. Jednak w następnych latach najbardziej fascynujące dla słuchaczy były jej prywatne teksty, w których opowiadała bardzo szczerze o swoim życiu i miłości. Ot, takie domowe piosenki. Wanda Warska nigdy nie opublikowała swoich tekstów, nie miała ich nawet zapisanych na papierze. Miała je tylko w głowie. Dlatego też z bogatej twórczości Artystki starałem się wybrać tylko piosenki jej autorstwa. Można je z grubsza podzielić na dwie grupy: te napisane do muzyk wielkich twórców brazylijskiej samby i bossa novy oraz te, z jej kompozycjami utrzymane w polskich rytmach kujawiaka, poloneza czy mazura. Andrzej Kurylewicz też prawie wszystkie zaaranżował i towarzyszył jej ze swoimi zespołami grając na fortepianie lub puzonie. Piosenki Wandy Warskiej choć pojawiały się czasami na różnych składankach, to jednak nigdy nie zostały wydane jako jednolity zbiór. Autorka nie dbała o swoje interesy. Tym razem pragniemy naprawić tę sytuacje oferując słuchaczom nagrania Artystki z lat sześćdziesiątych jak i wersje współczesne dokonane w początku roku dwutysięcznego. Co więcej, wiedząc o zamierzeniach Polskiego Radia, Warska zapragnęła w formie pointy nagrać swoją najnowszą piosenkę w 2015 roku. I tak się stało. Słuchacze otrzymają śpiewaną biografię wybitnej Artystki, biografię lekko zakamuflowaną ale czytelną i wzruszającą dla wrażliwych.”

Płyta „Domowe piosenki” jest kompilacją nagrań wielkiej polskiej wokalistki jazzowe Wandy Warskiej, pierwszej damy polskiej wokalistyki jazzowej, znanej głównie z interpretacji piosenek swojego męża Andrzeja Kurylewicza, Agnieszki Osieckiej, ale i swojego autorstwa. Kompilacja składa się wyłącznie 37. piosenek autorskich, które przyciągają nie tylko możliwościami wokalnymi pani Warskiej, ale wyjątkową ich atmosferą- bardzo intymną. Niektóre utwory- te żartobliwe, nie niszczą klimatu. Piosenki skomponowane przez Warską- poetyckie, pełne przejmującego liryzmu, melancholii i pięknych melodii, są wyjątkiem na polskiej scenie muzycznej. Słuchając tych perełek wokalistyki jazzowej ma się wrażenie obecności na spektaklu w „Piwnicy Artystycznej Kurylewiczów” przy Nowym Świecie 24, albo (troszkę później) przy Rynku Starego Miasta w Warszawie. Piosenki Wandy Warskiej choć pojawiały się już wcześniej to jednak nigdy nie były wydane jako jednolity szeroki zbiór. Autorka nie dbała o to jak sprzedawały się jej nieliczne płyty, nie dbała o – jej cały artystyczny świat tak naprawdę mieścił się w malej klubowej przestrzeni- początkowo w latach 50. w Piwnicy Pod Baranami w Krakowie, a od czasu przenosin do Warszawy w latach 60. w „Piwnicy Artystycznej”,  założonej przez Warską i jej męża Andrzeja Kurylewicza (znakomitego jazzowego kompozytora, pianisty, puzonisty, trębacza i dyrygenta). Za pracę twórczą Wanda Warska uhonorowana została Krzyżami Zasługi- Kawalerskim i Oficerskim oraz niemieckim Bundesverdienstkreuz I Klasse. W 1997 roku w uznaniu zasług dla stolicy Rzeczypospolitej Polskiej uhonorowana została Nagrodą Miasta Stołecznego Warszawy.

 

Stanisław Soyka (rocznik 59) usłyszał szwedzko-duńską orkiestrę bigbandową Rogera Berga na koncercie w Warszawie. Gdy grali na jam session przyłączył się do nich… Grało im się świetnie. „Byłem po prostu przytłoczony wrażliwością, jaką grają” – wspomina Soyka – „Nie mogłem się powstrzymać i dołączyłem do trzech kawałków. To było wspaniałe”. Znajomość polskiego muzyka ze Skandynawami miała dać efekt w postaci nagrań nowych, odświeżonych aranżacji klasyki swingu z połowy XX wieku, które wyszły spod pióra Duke’a Ellingtona, Cole’a Portera, Raya Charlesa, Barta Howarda czy Victora Younga. I tak, rozpoczęły się prace w studiach w Szwecji i Polsce nad ścieżkami dźwiękowymi płyty, którą zamierzała wydać wytwórnia Universal Music Polska Sp. z o.o. Płyta, którą zatytułowano- „Swing Revisited” trafiła do sprzedaży w kwietniu 2015 roku.

Płytę wypełniają największe hity, między innymi takie klasyki jak: „My Funny Valentine”, „Fly Me To The Moon” lub „When I Fall In Love”, ale i mniej znane kompozycje ery swingu. Wydawać by się mogło, że nie ma prostszej recepty na sukces jak branie na warsztat wielkich przebojów czy jazzu, czy innego gatunku muzycznego… Nic bardziej mylnego, bo zawsze wykonawca standardów będzie konfrontowany z oryginałami, bądź innymi znakomitymi wykonaniami. Soyka z big bandem nie mają aspiracji do interpretowania klasyki swingu w inny sposób niż nakazują wzorce, różnicy można jedynie szukać w barwach, przedstawionych emocjach czy doskonałości technicznej nagrań.  Stanisław Soyka, dysponując nieskazitelną techniką wokalną, ciepłą barwą głosu i dużą muzykalnością przy sprawnych muzykach skandynawskiej orkiestry mógł zmierzyć się z sukcesem z najlepszymi wykonaniami utworów z repertuaru płyty. Ta płyta jest hołdem złożonym przez miłośników jazzu, dla tych, którzy podobnie czują jazz, ale też wydaje się, że ten rodzaj muzyki, w wykonaniu Stanisława Soyki i orkiestry Rogera Berga, daje słuchaczowi po prostu ogromną przyjemność, nie mniejszą niż w latach swingu, podczas słuchania, a nawet (jeśli ktoś potrafi) tańca.

 

Amerykański DownBeat Magazine za jedną z pięciu najlepszych płyt jazzowych wydanych w 2018 roku uznał album „Polka (Worldwide Deluxe Edition)” zespołu Wojtek Mazolewski Quintet, a więc wyróżniono: Wojtka Mazolewskiego (kontrabas), Oskara Töröka (trąbka), Marka Pospieszalskiego (saksofon), Joannę Dudę (fortepian), Jakuba Janickiego lub Michała Bryndala (perkusja) oraz gościnnie występującą Sarę Brylewską (śpiew).

Wojtkowi Mazolewskiemu „Polkę” wydała wytwórnia Agora S.A. w 2014 roku w Polsce i już wtedy stała się przebojem sprzedażowym. W 2016 wydana została mała płyta z wersją live niektórych utworów oraz wersja remixed przygotowana dla U Know Me Records. W międzyczasie w roku 2017 Mazolewski przygotował materiał dla Lanquidity Records, gdzie zawarł nowy utwór „London” oraz swoją wersję „Theme De Yoyo” zespołu Art Ensemble of Chicago. To również trafiło na światową edycję „Polki”. W tej nowej wersji nie ma coverów Nirvany ani Rage Against The Machine. „Polka” jest dobrą wizytówką polskiego jazzu na świecie dzięki nagrodzie, ale przecież nagroda nie wzięła się z niczego- nagrania są fascynujące, nowoczesne i jednocześnie nawiązujące do jazzowej tradycji. O „Polce” pisały m.in. The Wire: „«Polka» to bardzo satysfakcjonujący album z przejrzystą grą wszystkich muzyków”, Clash Magazine: „Kwintet Wojtka Mazolewskiego przewodzi najnowszej fali, łącząc wpływ muzyki elektronicznej z ich organicznym, akustycznym brzmieniem” czy JazzThing: „Album w swojej audycji w BBC Radio 6 docenił propagator i znawca muzyki jazzowej Gilles Peterson, który poświęcił wydawnictwu jedną z audycji”. A moim zdaniem- album jest bez zarzutu, emanuje ciepłem, każdy z instrumentów jest doskonale wypełniony, inżynier nagrań powinien być specjalnie wyróżniony.

 

Bracia: Marcin Oleś (bas) i Bartlomiej „Brat” Oleś (perkusja) oraz Rudi Mahall (klarnet basowy), Mircea Tiberian (piano), w ramach jezzowego Contemporary Quartet, wybrali do przepracowania kompozycje współczesnych kompozytorów polskich przypisanych muzyce klasycznej. Sesje nagraniowe odbyły się 18-19 kwietnia 2002 roku w  Studio S-4 Radia Kraków. Płytę w formie mini LP wydało wydawnictwo Not Two Records.


„…to wynik naszych myśli, fascynacji i wielomiesięcznej ciężkiej pracy. Zawarty na nim materiał to wybór kompozycji współczesnych kompozytorów polskich XX wieku, od wczesnych lat powojennych po współczesność, stąd nazwiska: Grażyna Bacewicz, Stefan Kisieleswski, Marzena Komsta, Witold Lutosławski i Krzysztof Penderecki, podobnie jak utwory z różnych okresów ich twórczości. Na wybór tych, w przeciwieństwie do innych kompozycji, w równym stopniu wpłynęły nasze upodobania / skłonność do kameralistyki, muzyki, a także czynniki prozaiczne, takie jak dostępność partytur. Wszystkie kompozycje na płycie CD używały tak zwanego zapisu klasycznego, co było naszym wyborem. Zastosowaliśmy jednak dostępne współczesne techniki kompozytorskie w konstrukcji lub definicji formy improwizacji. Pomimo tego, że naszą główną inspiracją były motywy oryginalnych kompozycji, poszukiwaliśmy różnorodności w postaci poszczególnych utworów, zachowując jednocześnie pokrewieństwo z muzyką współczesną XX wieku. Dzięki temu, że udało się zaprosić tak wybitnych improwizatorów, jak Rudi Mahall i Mircea Tiberian, udało nam się to osiągnąć.”- tak o płycie napisali Marcin i Bartłomiej Oleś.
Album uzmysławia, że współczesny jazz i współczesna muzyka klasyczna, jeśli umiejętnie muzycy połączą partie zapisane w partyturze z fragmentami improwizowanymi całkowicie, stają się jednym doskonale spójnym dziełem, bez możliwości oddzielenia warstwy jazzowej od tradycyjnej, bo słuchacz nie jest w stanie tych dwóch gatunków muzycznych rozróżnić. Ta muzyka wymaga skupienia, ale ten wymóg wcale nie odstręcza od słuchania… Przeciwnie- mam wrażenie, że może słuchaczy przekonać, że nie taki „diabeł straszny”, a nawet więcej- wciągający, zachęcający do uważnego słuchania z nadzieją, że kontakt z wybitnymi dziełami klasycznej muzyki XX wieku sprawi wielką przyjemność. Wsłuchiwanie się w muzyczną treść jest ułatwione przez to, że nagrania są zrealizowane pod względem technicznym idealnie, wg mojej oceny- ścieżki dźwiękowe płyty Contemporary Quartet oddają realia sesji nagraniowej wzorcowo, na pewno nie gorzej niż japońskie wydania audiofilskie spod znaku Venus Records czy Linn Records.