Wydawnictwa płytowe aspirujące do najlepszych
(rozdział trzydziesty trzeci)

 

Słuchając płyt z muzyką fortepianową realizowaną w ostatnich dwóch dekadach przez Deutsche Grammophon mam wrażenie, że niezależnie od miejsca nagrania ich jakość techniczna nie ustępuje najlepszym produkcjom audiofilskich wydawców.

 

Rafał Blechacz (według: ) jest wymieniany przez krytyków jako jeden z tych talentów, które pojawiają się tylko co kilkadziesiąt lat- jego gra charakteryzuje się elegancją, delikatnością i poetycką powagą, która zachęca do porównań z legendarnymi pianistami początku XX wieku, z Krystianem Zimermanem, który jest zwolennikiem i mentorem Blechacza. Rafał Blechacz wkroczył na scenę, odnosząc sensacyjne zwycięstwo na słynnym Warszawskim Konkursie Chopinowskim w październiku 2005 roku.  Jury przyznało mu też wszystkie cztery nagrody specjalne za najlepsze wykonanie sonaty, mazurka, koncertu i poloneza. Od tego czasu Blechacz koncertował w całej Europie i Japonii, ciesząc się dużym uznaniem krytyków i już zapewnił sobie rzesze fanów muzyki fortepianowej. W kwietniu 2008 Deutsche Grammophon wydało debiutancką płytę Blechacza– komplet Preludiów Chopina, jednego z najbardziej lirycznych i znanych cykli fortepianowych Chopina oraz doskonałego programu, który wprowadza słuchaczy w kunszt tego wyjątkowego pianisty. W ramach płyty Preludia są połączone z dwoma Nokturnami op. 62.

Rafał Blechacz nie jest pianistą, który chce epatować efekciarstwem czy nazbyt romantycznym podejściem do kompozycji, jest raczej artystą pieszczącym każdą nutę i frazę i grającym z prawdziwą wiernością w stosunku do zapisów nutowych. W jego interpretacji słyszy się zbliżający impresjonizm. „Jego” Preludia są poważną konkurencją dla  najlepszych nagrań w katalogu wytwórni Deutsche Grammophon, Decca czy RCA.  Blechacz nie jest tak burzliwy jak Argerich, mniej dystyngowany niż Pollini, ale ma doskonały instynkt muzyczny umożliwiający odnajdywanie bogactwa melodii kompozycjach Chopina oraz potrafi odnaleźć wspólny pierwiastek dla cyklu tworząc jedno spójne dzieło z logicznie powiązanymi kolejnymi Preludiami.

Wydanie kompletu Preludiów wywołało istną lawinę entuzjastycznych recenzji w światowej prasie (wybiorę parę):

  • „… warto było czekać. Blechacz … poszukuje wewnętrznego głosu Preludium A-dur i e-moll, zabierając słuchacza pod lśniącą powierzchnię, do samego wnętrza nieoczekiwanej otchłani, czasami mroczności. We wzburzonych pasażach pierwszego i ósmego Preludium, artysta jest szybki, lecz nigdy powierzchowny, a w Preludium 21 staje się niezwykle liryczny. Jego sielankowe a zarazem rozważne, ulotne frazy emanują prawdziwie polskim charakterem … Blechacz gra dwa dodatkowe Nokturny z zapierającą dech w piersiach powagą i przekonywującą subtelnością. To prawdziwy mistrz w swoim fachu.” RecordReview, Norman Lebrecht, / 10 października 2007 r./
  • Blechacz to pianista najwyższej klasy, a jeszcze wybitniejszy muzyk, jego grę cechuje wyjątkowo czyste brzmienie oraz wyraziste piękno. Wszystko, co czyni Blechacz, zdaje się naturalne, a jego umiejętność wyrażania długich fraz chopinowskich z wewnętrznym wyczuciem czasu oraz przestrzeni dostarcza nieustannej radości. Blechacz wprowadza arystokratyczną subtelność i elegancję do lirycznych preludiów(nr 4, 6 i 15) i w zawoalowanych fakturach (nr 3, 8 i 10). Klasyczne podejście sprawdza się idealnie … zaś jego gra emanuje subtelnością oraz muzyczną wnikliwością …Blechacz po raz kolejny udowadnia talent do ekspresji w dwóch Nokturnach Op. 62, w których mieszanka klasycznej powściągliwości z romantyczną wrażliwością jest po prostu magiczna. Brzmienie jest przez cały czas malownicze i wyraźne a zarazem naturalne.” Tim Parry, BBC Music Magazine (Londyn) / 1 grudnia 2007 r.
  • Preludia w jego wykonaniu są wybitnie spontaniczne, radosne, precyzyjne wykorzystanie dźwięczności, elegancka, w pełni kontrolowana pedalizacja, a przy tym fantastyczne pomysły z nagłymi zmianami barwy (szczególnie w trzecim Preludium). Co zachwyca najbardziej, to muzyczna pewność młodego pianisty. Techniczne trudności najwyraźniej nie stanowią problemu i nawet najbardziej skomplikowane, karkołomne fragmenty Preludiów wybrzmiewają z dużą pewnością.” Nicholas Salwey, International Record Review (Londyn) / 1 grudnia 2007 r./
  • Nie można uwolnić się od gry Chopina tego szczerego poety. Subtelna liryka, legato Blechacza roztaczają delikatny urok melancholijny tak rzadko i prawie nigdzie niespotykany w dzisiejszym medialnie ukształtowanym świecie klasyki. Jego ciemny, pełny ton zatapia się bezgranicznie w intensywne, wyszukane… spektrum wyrazu. W jego wnętrzu znajduje… drogę… do zachwycającej siły opowiadania muzycznego…wykonanie technicznie nienaganne i bezbłędne, śpiewna i refleksyjne. Muzyka Chopina pozostaje autentyczna… Jego płyta zalicza się do najbardziej wartościowych w ostatnich latach.” Kai Luehrs-Kaiser, Musik& Theater (Zurich) / 01 lutego 2008/

 

Víkingur Ólafsson (według: ) dorastał w Reykjavíku i zaczął grać na pianinie we wczesnym wieku pod okiem swojej matki, nauczycielki gry na fortepianie. Studiował w Juilliard School w Nowym Jorku, uzyskując tytuły licencjackie i magisterskie pod kierunkiem Jerome’a Lowenthala i Roberta McDonalda. Víkingur brał również lekcje u Ann Schein.

Víkingur występował z recitalami w całej Japonii, USA i Europie, w tym w Filharmonii Berlińskiej, londyńskiej Royal Albert Hall, Suntory Hall w Tokio, Laeiszhalle w Hamburgu, Palau de la Música w Barcelonie i Flagey w Brukseli. W sezonie 2019-20 Víkingur zaplanował francuską premierę II Koncertu fortepianowego Johna Adamsa z Orchestre Philharmonique de Radio France oraz wykonanie utworu z Netherlands Radio Philharmonic Orchestra, oba pod batutą samego Adamsa. W planie są również koncerty z Hallé Orchestra i Klausem Makelą, Hong Kong Philharmonic Orchestra i Jaap van Zweden, Berlin Konzerthausorchester i Christophem Eschenbachem, San Diego Symphony z Rafaelem Payare, Bergen International Festival z Edem Gardnerem oraz Iceland Symphony Orchestra z Daníelem Bjarnasonem. Od 2019 roku jest artystą rezydentem w berlińskim Konzerthaus i wystąpił z recitalami solowymi w wiedeńskim Konzerthaus, Lucerne Festival, Gothenburg Concert Hall oraz w całej Japonii podczas trasy z recitalami. Vikingur ma w planie premierowe wykonanie sześciu koncertów fortepianowych islandzkich kompozytorów- Snorri Sigfús Birgissona, Daníela Bjarnasona, Haukura Tomassona i Þórður’a Magnússona, jak również solowych i kameralnych prac Atli Ingólfssona, Marka Simpsona i Marka-Anthony Turnage’a. Víkingur brał udział we wspólnych spektaklach z Philipem Glassem (w Reykjaviku, Gothenburgu i Londynie) i z Björk, ta ostatnia odbywała się w programie telewizyjnym Átta raddir, wyprodukowanym przez Jónasa Sena dla RÚV, Islandzkiej Krajowej Służby Nadawczej.

Zdobył wiele nagród za swoją grę, w tym nagroda BBC Music Magazine „Album Roku” za przełomowy album „Johann Sebastian Bach”.
Album „Philip Glass Piano Works”, przyniósł mu tytuł „Islandzkiego Glenna Goulda” nadany przez magazyn New York Times, pianistę opisał magazyn Gramophone tak- „zapierający dech w piersiach genialny pianista”, a Le Monde zwiastuje jego „wulkaniczny temperament, wielką wirtuozerię, zamiłowanie do wyzwań”.

  • Philip Glass- Piano Works”, wydany przez Deutsche Grammophon w styczniu 2017, został nagrany w Harpa Concert House (Reykjavík).

Glass pisał „Etiudy” przez około dwie dekady, głównie w celu udoskonalenia własnej techniki gry na klawiaturze: „Od ich publikacji w grudniu 2014 roku etiudy fortepianowe Philipa Glassa” – czytamy w materiale z serwisu: – „zostały entuzjastycznie przyjęte przez pianistów na całym świecie. Na początku kariery Glassa jako kompozytora częścią jego strategii zawodowej było powstrzymywanie się od publikacji partytur. Pomysł miał dwie motywacje: niezależność i finansową. Jeśli chodzi o niezależność, dla Glassa wcale nie było atrakcyjne spędzanie czasu na zabieganiu o występy orkiestr i zespołów. W ten sposób narodził się Philip Glass Ensemble, który przez dziesięciolecia był głównym nośnikiem jego muzyki. […] Choć nawet dzisiaj Philip Glass Ensemble kontynuuje trasę koncertową, z biegiem lat niektóre utwory zaczęły być wypuszczane na wyłączność. W minionym roku w Niemczech odbyła się produkcja „Einstein on the Beach” (jest to druga produkcja, która nie obejmowała zespołu Philip Glass Ensemble), a także pierwsze w historii wykonanie „Music in 12 Parts” w Barbican w Londynie. A wiele z klasycznego repertuaru Philip Glass Ensemble, w tym utwory takie jak „Music with Changing Parts”, było wielokrotnie nagrywane i obecnie są często wykonywane przez inne zespoły muzyczne. Więc co było ostatnią przeszkodą w tej tajemnej i okrutnej praktyce? Etiudy fortepianowe. Większość Etiud została skomponowana w 1994 roku, głównie w odpowiedzi na zapotrzebowanie Glassa na repertuar na jego solowe koncerty fortepianowe (choć były też inne motywacje). Glass był jedyną osobą, która wykonywała tę muzykę przez dosłownie prawie dwie dekady. Podczas gdy kilku pianistów, w tym Dennis Russell Davies, dla którego napisano pierwszą garść Etiud, Bruce Brubaker i kilku innych dostali w swoje ręce muzykę i otrzymali pozwolenie na wykonanie i nagranie utworu, tak naprawdę dopiero kiedy Glass kończył, redagując i nadzorując pierwsze kompletne nagranie około 2014 roku. Kompozytor w końcu musiał pogodzić się z myślą, że ten dorobek, który zaczynał jako utwory napisane dla siebie (księga 1), teraz urósł do czegoś więcej. Nadszedł czas, aby uporać się ze stłumionym popytem na nową muzykę fortepianową Glass’a.” Te utwory to nie nieskończone powtarzanie prostych riffów, lecz ciągłe wzbogacanie faktur, a poza tym  uważny słuchacz odnajdzie w nich aluzje do Chopina (w nr 5 i 6), Prokofiewa (nr 13 i nr 13). 14) czy Beethovena z op. 111 (w nr 15). Trzecia Etiuda wymaga wirtuozowskich umiejętności podobnych jakie stawia Liszt w swoich trudnych utworach.
W listopadzie 2014 Orange Mountain Music wydało pierwsze nagranie The Complete Piano Etudes z pianistką Maki Namekawa zbiegło się z fizycznym wydaniem partytur na około dwa tygodnie przed nowojorską premierą Etiud w Brooklyn Academy of Music. Natychmiast wszędzie wielu pianistów zaczęło wykonywać i nagrywać te utwory. Trzy lata później, oblicza się nie mniej niż 15 nagrań „Etiud”, a na pewno znacznie więcej, w tym: kompletne nagrania Antona Batagova (10 listopada w OMM), Jeroena van Veena (27 października w Brilliant Classics) i Jenny Lin (17 listopada w Steinway & Sons).

Jednym z najważniejszych przedsięwzięć tego rodzaju jest „Philip Glass- Piano Works” Víkingura Ólafssona, nagrane dla uczczenia 80. urodzin Philipa Glassa. Víkingur Ólafsson dobrał utwory z dwóch cykli mistrza minimalistycznego komponowania- „Glassworks” i „Études”.

Głównie to przegląd połowy dwudziestu etiud Glassa, a także dodatkowych utworów, niektórych przerobionych na fortepian i kwartet smyczkowy. Ólafsson interpretuje je bardzo śpiewnie. Rozumie tę muzykę jak nikt- nawet najbardziej podobne do siebie Etiudy mają swoją wyraźną dramaturgię i choć te utwory mają być studiami technicznymi, to w rękach islandzkiego pianisty brzmią jak muzyka o głębszym sensie. Sam timing pokazuje szybsze potraktowanie utworów w porównaniu z kompozytorem (choć bywa też odwrotnie- niektóre Etiudy są przedstawione w wolniejszym tempie). W rzeczywistości, według artykułu z New York Times, po usłyszeniu, jak Ólafsson wykonuje 6. Etiudę, sam Philip Glass stwierdził: „Brzmi wspaniale. Ktoś naprawdę powinien dać ci mandat za przekroczenie prędkości. Ale to nie będę ja”, a więc jeśli sam Philip Glass pochwala indywidualność Ólafssona to odkrywanie innych „światów muzycznych” niż wynikających z prac większości pianistów, a zwłaszcza samego Grassa, nie zawiedzie na pewno słuchacza na manowce. Otwierające i zamykające utwory z cyklu „Glassworks” (również ze smyczkami zespołu Siggi String Quartet) cudownie uzupełniają podstawowy materiał płyty. Każdy fan Glassa nie będzie rozczarowany interpretacją Ólafssona nawet wówczas gdy już polubi podobny repertuar w wykonaniu innego pianisty, a przy tym nagrania Deutsche Grammophon brzmią wzorowo, fortepian jest więcej niż satysfakcjonująco nagrany (z niewielkiej odległości, co daje w efekcie duży wolumen instrumentu).

  • Album „Debussy – Rameau” w wykonaniu Víkingura Ólafssona, wydany przez Deutsche Grammophon w kwietniu 2020, został nagrany w Harpa Concert House (Reykjavík)

„Debussy-Rameau” jest trzecią płytą Víkingura Ólafssona dla Deutsche Grammophon. Może się wydawać dziwne zestawienie na jednym krążku CD dzieł kompozytorów, których czas twórczy przypadał na XVIII i XX wiek. Pianista tłumaczy wybór jako zestawienie utworów obu kompozytorów by prowadzili dialog przekraczając czas i przestrzeń: „W czasach, które zakazują podróżowania, granice muzyki są otwarte jak nigdy dotąd”.
Recenzent AllMusic- James Manheim napisał: “Czy Rameau był kwintesencją francuskiego kompozytora? Debussy z pewnością tak myślał i napisał „Hommage à Rameau” w ramach „Images for piano” (Book 1), usłyszaną tutaj. Pianista Víkingur Ólafsson nie jest pierwszym, który umieścił tych dwóch kompozytorów razem [w jednym] programie, ale rzadko zrobiono to tak dobrze, jak tutaj. Ólafsson zestawia krótkie utwory Rameau, głównie z Pieces de Clavecin z 1724 roku, ale także niektóre z jego szalonych późniejszych eksperymentów, z niektórymi ulubionymi utworami Debussy’ego, które szczególnie dobrze podkreślają status Debussy’ego jako prekursora neoklasycyzmu. W obu kompozytorach odnajduje poczucie humoru, co nie każdy klawiszowiec potrafi, a kolejność utworów jest cudownie skalibrowana: słuchacze [plików] online nie powinni przyjmować tutaj żadnych zaproszeń do tasowania. Ólafsson popycha swojego Rameau nieco w kierunku Debussy’ego, rozsądnie używając pedałów i wdzięcznie frazując, a jego Debussy przesuwa się nieco w kierunku Rameau: jest czysty i ostry, ale nie jest w najmniejszym stopniu niewyrażalny. Efektem końcowym jest program, który jest całkowicie indywidualny, spójny, jak niewiele innych, i po prostu zachwycający. Ólafsson do tej pory poświęcił swoje nagrania jednemu kompozytorowi, ale robi tu duży krok naprzód, więc pewien słuchacz z zapartym tchem czeka na to, co będzie dalej.”

Inni recenzenci nie byli mniej entuzjastyczni:
Znowu to zrobił… Od początku jasne jest, że nie jest to leniwy wybór faworytów… Jego gra nigdy nie sprawia wrażenia pobłażania sobie niestosowności… Nigdy nie ma wątpliwości, że to wizja Rameau i Debussy’ego Ólafssona, ale jest też wyraźnie zakorzeniona w miłości do każdego, a ich przenikanie się otwiera oczy i uszy, podkreślając tym bardziej, że podobnie jak Bacha, muzyka Rameau jest podatnym gruntem dla pianistów.” (BBC Music Magazine Czerwiec 2020)
Dotyk Ólafssona jest plastyczny: sugestywny w utworach Debussy’ego i orzeźwiająco szorstki w przypadku Rameau. Centralnym punktem kolekcji jest jego własna transkrypcja przerywnika z ostatniej opery Rameau, Les Boréades, który pojawia się jako medytacja.” (International Piano Lipiec 2020)
To może być jego [Ólafssona ] najlepsze nagranie. Oprócz czystej wirtuozerii, to, co robi na mnie największe wrażenie, to różnorodność tonów i dotyku, które stosujeStraciłem rachubę, ile razy słuchałem tego albumu w ciągu ostatnich kilku tygodni, a jednak nie stracił ani grama swojej magii. Jeśli już, to za każdym razem ujawnia więcej tajemnic i głębin.” (Presto Classical, 27 marca 2020 r)
Każdy utwór brzmi jak pięknie wypolerowany klejnot w dłoniach Olafssona, jego palce naśladują dźwięk szarpanego klawesynu w Rameau, a jego impresjonistyczne rozkwity w Préludes Debussy’ego uzupełniają się wzajemnie, aż do perfekcji.” (James Longstaffe)
Ólafsson odsłania to, co u Debussy’ego jest najdelikatniejsze, zestawiając to z wesołym i melancholijnym współistnieniem języka Rameau. Ólafsson jest naszym następnym Horowitzem w tym względzie, że może nigdy nie nagrać pełnego katalogu żadnego kompozytora, jak András Schiff i Murray Perahia z Bachem, Beethovenem i Schubertem. Ólafsson jest w równym stopniu twórcą i interpretatorem, wyczarowującym przemyślane i wymagające programy, które będą zachwycać i bawić na wielu poziomach. Obecnie pracuje nad swoim czwartym wydaniem DG. Ciekawe, co to będzie?” (All About Jazz)

 

Rudolf Buchbinder, austriacki pianista klasyczny (według: ), studiował pod kierunkiem Bruno Seidlhofera w Wiedeńskiej Akademii Muzycznej. W 1966 roku zdobył nagrodę specjalną przyznawaną na Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Van Cliburna. Następnie koncertował z Filharmonikami Wiedeńskimi i występował jako solista na całym świecie. Także uczył gry na fortepianie w Akademii Muzycznej w Bazylei.

Dla wytwórni Teldec nagrał całą muzykę klawiszową Josepha Haydna, wszystkie najważniejsze dzieła Mozarta na fortepian, wszystkie sonaty i wariacje fortepianowe Beethovena, a także oba koncerty fortepianowe Brahmsa z Harnoncourt’em i Royal Concertgebouw Orchestra z Amsterdamu. Z Jánosem Starkerem nagrał niezapomniane wykonania utworów na wiolonczelę i fortepian Beethovena i Brahmsa. Dwukrotnie nagrał koncerty fortepianowe Beethovena z dyrygenturą klawiszową, najpierw z Vienna Symphony Orchestra dla wytwórni Preiser w 2007 r., a następnie z Vienna Philharmonic dla wytwórni Sony w 2011 r., ten cykl został nagrany na żywo podczas koncertu i wydany na CD i DVD. Przez całe życie interpretuje koncerty fortepianowe i sonaty Mozarta, wykazując się mistrzostwem i wrażliwością tych wspaniałych dzieł, dyrygując zwykle z klawiatury. Rzeczywiście, muzyka Mozarta jest sercem jego repertuaru. Buchbinder jest jednym z nielicznych pianistów, którzy kiedykolwiek nagrał całą II część Vaterländischer Künstlerverein, na którą składa się 50 wariacji wykonanych przez 50. różnych kompozytorów na kompozycji Antona Diabellego. Nagrał także Diabelli Variations Beethovena, które pierwotnie stanowiły część pierwszą tej antologii.

  • Podwójny album „The Diabelli Project” w wykonaniu Rudolfa Buchbindera, wydany przez Deutsche Grammophon w marcu 2020 roku, został nagrany w berlińskim Jesus-Christus-Kirche, w sierpniu 2019 (CD 1: CD 2: 14–21) oraz w Sendesaal (Brema) w styczniu 2020 (CD 2: 1–13).

Buchbinder o swojej pracy nad „Diabelli 2020” (według: ) napisał: „Żaden kompozytor nie towarzyszy mi tak intensywnie jak Ludwig van Beethoven I żadne z jego dzieł nie stało się takIM motywem przewodnim w moim życiu, jak jego Diabelli Variations. 60 lat temu mój nauczyciel gry na fortepianie Bruno Seidlhofer dał mi, swojemu najmłodszemu studentowi Wiedeńskiej Akademii Muzycznej, którego lubił nazywać „Burli”, notatki: „Mojemu drogiemu Rudolfowi Buchbinderowi z życzeniami na przyszłość” napisał na pierwszej stronie długopisem – Od tego czasu towarzyszy mi „ostatni walc” Beethovena. To również Seidlhofer kazał mi zagrać pierwsze 25 z 50 wariacji tak zwanego „Vaterländischen Künstlervereins” na koncercie studenckim, wariacje [kompozytorów] współczesnych Beethovenowi, którzy również podjęli temat walca Diabellego. Wśród nich byli między innymi uczeń Beethovena Carl Czerny, jego 11-letni uczeń Franz Liszt, nauczyciel Czernego Johann Nepomuk Hummel, syn Mozarta Franz Xaver Wolfgang Mozart i Franz Schubert, którego wariacja c-moll wydawała się publiczności pochodzić z innego świata. Kiedy w 1973 roku pojechałem do berlińskiego Teldec Studios, aby po raz pierwszy nagrać Wariacje Diabellego Beethovena, było dla mnie oczywiste, że nagrałem także wariacje jemu współczesnych. W końcu te utwory były muzycznym spacerem po Wiedniu Beethovena. Kiedy trzy lata później ponownie zacząłem cykl, niektórzy koledzy nadali mi już przydomek „Monsieur Diabelli”. W 2007 r. bardzo zależało mi na tym, aby wziąć udział w koncercie charytatywnym, aby Dom Beethovena w Bonn mógł kupić autografy tego utworu. Dokument, z którego możemy odczytać drobiazgowy przebieg pracy Beethovena: od nieczytelnych napadów złości po zgrabne procesy korygujące. Czarne, zielone i czerwone tusze i ołówki – muzyka, którą Beethoven częściowo wydrapał na papierze. Właściwie do dziś nie wykonywałem prawie żadnej pracy tak często, jak Wariacje Diabellego. […] „Diabelli 2020” to także prywatna rocznica dla mnie i mojego spojrzenia na Beethovena. To logiczne, że chciałem ponownie nagrać cykl wariacji w roku jubileuszowym, a także moje ulubione wariacje 50. innych kompozytorów […] Anton Diabelli był nie tylko wydawcą, ale bardzo sprytnym biznesmenem. Księga z 50. wydrukowanymi wariacjami na temat jego walca była czymś w rodzaju listy przebojów tamtych czasów, dzieł muzycznych supergwiazd, które można było odtwarzać na salonach. Genialna strategia marketingowa, którą jednak Beethoven ominął. Z jednej strony przez liczbę jego 33 wariacji, które wykraczały poza zakres dopuszczalny, z drugiej strony przez ich (wówczas) czystą wątpliwą grywalność! Dopiero 30 lat po publikacji op. 120 po raz pierwszy wykonał pianista i dyrygent Hans von Bülow, a nawet później Wariacje Diabellego, które Bülow nazwał „mikrokosmosem geniuszu Beethovena”, przeżywały ciężkie chwile. Dla mnie Wariacje Diabellego to chyba najbardziej ekscytujące dzieło Beethovena. To muzyka o muzyce. Beethoven był oczywiście wpatrzony w „Wariacje Goldbergowskie” Bacha, ale cytuje też innych „bogów”, takich jak Haydn czy Mozart, którym dedykuje 22. wariację z motywem „Don Giovanniego”. Na koniec Beethoven powraca do swoich prac, cytuje swoją ostatnią sonatę op. 111 w 33 wariacji i ujawnia swój geniusz, rozbijając prosty walc na poszczególne części strukturalne, aby złożyć je w całej ich złożoności na swój własny obraz. Można też powiedzieć: Beethoven zjada walca Diabellego i trawi go w naszych uszach.  Już samo to byłoby niezwykłe, w końcu to genialne, że Beethoven nie organizuje tego procesu dla samego procesu, ale wykorzystuje etapy indywidualnych zmian, aby wywołać Panoptikon podstawowych ludzkich pytań i zanegować różnorodność ludzkich postaci na podstawie tych różnic. Beethoven stawia każde ogniwo walca Diabellego w świetle historii muzyki i sumiennie przypisuje to ideałowi swojej teraźniejszości. Dla mnie 33 wariacja przechodzi w stan, w którym moje skojarzenia z Beethovenem, grą na pianinie i Wariacjami Diabellego w Somewhere in the World gasną. Było dla mnie jasne: mój projekt „Diabelli 2020” miał wypełnić tę lukę, nowe nagranie cyklu Diabellego miałoby sens tylko wtedy, gdyby obecni kompozytorzy zostali poproszeni o wniesienie wariacji na temat walca. Jest rzeczą oczywistą, że dziś nie myślimy już regionalnie ani na szczeblu krajowym jak Diabelli, ale wiemy, że Beethoven 2020 już dawno pojawił się w globalnym świecie. Jestem dumny z całego wachlarza kompozytorów zaangażowanych w ten projekt: od wspaniałej Lery Auerbach po Maxa Richtera. Cieszę się również, że bierze w nim udział Tan Dun, którego jako kinoman uwielbiam oczywiście za nagrodzoną Oscarem muzykę do klasycznego „Crouching Tiger, Hidden Dragon” Anga Lee. Toshio Hosokawa, prawdopodobnie najważniejszy współczesny kompozytor w Japonii, wręczył mi swoją partyturę po koncercie w Japonii: japońskie znaki zapisane ołówkiem na stronie tytułowej. Australijczyk Brett Dean napisał swoją wariację i to bardzo mnie napawa dumą, w „Variation für RB” zaczyna szalone „con fuoco”, Toshio Hosokawa nazwał swoją pracę „Loss” i zaczyna od „Adagio sostenuto”, a potem – zgodnie z jego znakiem firmowym – spacerować po dźwiękowej scenerii- Diabelli z japońskim spokojem. Kiedy austriacki kompozytor Johannes Maria Staud zatytułował swoją wariację „A propos… de Diabelli” i poprosił interpretatora, aby grał „płynnie i uparcie”, rzucił mi wyzwanie swoją niezwykle twórczą notacją. Z drugiej strony dla niemieckiego dyrygenta i kompozytora Christiana Josta Walc Diabellego jest inspiracją do przyjemnej gry, którą można przeczytać już z tytułu „Rock it, Rudi!”, który tak naprawdę zainspirował mnie podczas ćwiczeń. Brad Lubman również opowiada historię muzyki w swoim „Variation for RB”, podobnie jak francuski kompozytor Philippe Manoury, który programowo nazywa swój utwór „Zwei Jahrhunderte später” a metronom (pomoc, która stała się popularna w czasach Beethovena) ustawia scenę. Zauważa nie mniej niż 12 różnych oznaczeń metronomu. Rosyjski kompozytor Rodion Shchedrin rozpoczyna swoją wariację „quasi improvisato”, a kompozytor i klarnecista Jörg Widmann odrzuca charakterystyczne cechy Beethovena w swojej szczegółowej i wieloczęściowej wariacji – byłem szczególnie zadowolony, gdy znalazłem podtytuł „Boogie Woogie”, bo ja też lubię tę muzykę kojarzyć z Beethovenem. Często jestem pytany, co się dzieje w mojej głowie, kiedy gram taki utwór jak Wariacje Diabellego. Moja odpowiedź jest prosta: całkiem mało! Myślenie i radzenie sobie z Beethovenem trzeba zakończyć na długo przed pierwszą nutą. Podczas koncertu Beethoven zaprasza pianistę do wyjścia. Nie mam na myśli pływania bez woli na falach dźwięku. Pozwolenie sobie na dryfowanie z Beethovenem wymaga stałej wiedzy, gdzie się znajdujesz, znajomości muzycznego systemu żeglarskiego, gwiaździstego nieba, wiatrów i głównych punktów kosmosu Beethovena. Każdy, kto intensywnie zajmuje się muzyką fortepianową Beethovena, wie, że Beethoven znał nas bardzo dobrze, pianistów, nasze słabości i niecierpliwość, jeśli chodzi o osiąganie szybkich efektów, branie tempa w swoje ręce czy nadawanie publiczności charakterystycznej dynamiki. imponowania. Weźmy dziesiątą wariację: zaczyna się od stwierdzenia „semper staccato, ma leggiermente”. Beethoven chciałby więc usłyszeć staccato o lekkich stopach. Specyfikacją dynamiczną „pp”, czyli pianissimo, opisuje coś, z czego wynika ta wariacja. Osiem taktów później wydaje się, że już nam nie ufa. Tylko w ten sposób można wytłumaczyć, dlaczego podnosi palec wskazujący i ponownie pisze na nutach: „semper staccato e pianissimo”. Ponieważ Beethoven nie podał dotychczas żadnych nowych informacji dynamicznych, właściwie jest rzeczą oczywistą, że nadal jesteśmy w pianissimo w takcie ósmym. Beethoven podejrzewa jednak, że szybkość wariacji w połączeniu ze staccato może nas skłonić do zwiększenia głośności. Mógłby też napisać: „Drogi pianisto, nawet jeśli chciałbyś tu być głośniejszy, weź się w garść i zostań w pianissimo!”. O tym wszystkim dowiesz się dopiero, porównując poszczególne wydania, ponieważ niektórzy wydawcy absurdalnie wyeliminowali te duplikaty jako błędy z druku. Ważne jest, aby pozostać blisko oryginalnego tekstu Beethovena. Bo im bardziej jesteś gotowy podporządkować swoją wolę woli kompozytora, tym pewniej trafisz w nutę, do której dążył Beethoven. Krótko mówiąc, jest już za późno na myślenie tuż przed zagraniem pierwszej nuty Wariacji Diabellego. W momencie koncertu chodzi o zaufanie Beethovenowi i kierowanie się ogromną kreatywnością jego wariacji.” (Nagrane przez Axela Brüggemanna)

„The Diabelli Project” Buchbindera daje możliwość porównania podejścia do tematu Walca przez kompozytorów z innych epok w trzyaktowej sekwencji rozpoczynającej się setem Beethovena i kończącą wariacjami z oryginalnej grupy kompozytorów z czasów Beethovena (Carl Czerny, Franz Liszt, Johann Nepomuk Hummel, Franz Xaver Wolfgang Mozart). W środkowej części znajdują się utwory współczesne zamówione przez Rudolfa Buchbindera, zawierające wariacje kilku kompozytorów ze szczytu- Tan’a Dun’a, Rodiona Shchedrina, Jörga Widmanna, Maxa Richtera, Philippe’a Manoury, Johannesa Marii Stauda i Jörga Widmanna. Sam zestaw Beethovena pod palcami Buchbindera jest świetnie wykonany bez wpadania w patos czy przesadę dramatyczną. Podobnie jest gdy pianista gra współczesne wariacje. Ten zestaw jest bezcenny i… Nie ma takiego drugiego na rynku muzycznym, więc… Decyzję pozostawiam fanom. Dla łatwiejszej Waszej decyzji dopowiem, że nagrania technicznie są bez zarzutu!

 


Kolejne rozdziały: