Rekomendowane wydawnictwa płytowe szeroko rozumianej klasyki
(rozdział trzydziesty, część 1)

Prześledzenie wzajemnego wpływu muzyki ludowej na twórczość kompozytorską w kolejnych epokach i okresach historii muzyki, albo szukanie współistnienia pierwiastków ludowych w warsztacie kompozytora muzyki dworskiej czy kierowanej do publiczności filharmonii, jest fascynującą przygodą. Historycznie rzecz ujmując- punktem wyjścia mogą być najdawniejsze zapisy kompozycji z domniemanymi elementami muzyki ludowej okresu średniowiecza i renesansu. Najłatwiej zauważyć pierwiastki ludowości w muzyce tanecznej gdy nastąpiło scalenie elementów tańca dworskiego, mieszczańskiego i chłopskiego. Później gdy wzorce ludowe były wykorzystywane szerzej, bo w muzyce instrumentalnej, baletowej, kościelnej, pieśniach i operach, stały się wyróżnikiem stylu narodowego w muzyce europejskiej… Ten rozdział wypełnią przede wszystkim płyty, które te wpływy ujawniają mocniej niż wysublimowane dokonania Chopina, Brahmsa, Griega, Bartóka i wielu innych najznakomitszych twórców.

Kevin Sutton z MusicWeb International [1] napisał: „Dla zwykłego słuchacza ‘Carmina Burana’ jest wielkim, modnym dziełem chóralnym i orkiestrowym […] Carl Orff wziął swoje teksty z rękopisu pieśni i wierszy, prawdopodobnie zebranych około 1230. roku i spisanych przez co najmniej trzech różnych skrybów w klasztorach w Styrii lub Karyntii. W 1803 r. rękopis został zabrany z domu w opactwie Benediktbeuren do Monachium, gdzie w 1847 r. został zredagowany i opublikowany pod obecnie słynnym tytułem.

Chociaż w oryginalnym rękopisie jest pewna notacja muzyczna, ma ona postać wyostrzonych neum, niejasnych wskazań wysokości i przepływu melodycznego, i jako takie niemożliwe jest określenie dokładnych melodii, do których te wiersze, które są często dość sprośne w naturze były śpiewane. Ponieważ jednak powszechną praktyką średniowiecznych muzyków było dostosowywanie jednej melodii do dowolnej liczby tekstów (praktyka znana jako contrafactum), utwory te można raczej łatwo i z dużym poczuciem autentyczności ożywić. Dzieje się tak dzięki wyraźniej zapisanym melodiom pozostawionym między innymi przez kompozytorów St. Martial działających w Limoges w tamtym okresie i tych, którzy pracowali w Notre Dame. Efektem końcowym jest zbiór wspaniałej muzyki, żywej i rytmicznej, melodyjnej i wciągającej, zawierającej jedne z najwspanialszych poezji, jakie kiedykolwiek napisano do swoich tekstów. Dwa wzorowe zespoły, które usłyszeliśmy na tym nagraniu, zapierają dech w piersiach. Całkowicie i całkowicie upajają się tym porywającym repertuarem i okazują czystą radość z ożywiania go.

  • Płyta „Carmina Burana (Medieval poems and songs)”, w wykonaniu: Michaela Poscha, Ensemble Unicorn, Ensemble Oni Wytars i Marco Ambrosiniego, wydana w 2002 roku przez wydawnictwo Naxos, została nagrana w Charterhouse, Mauerbach, w okolicy Wiednia.

Na szczególną uwagę zasługują dwaj solowi wokaliści (kontratenor Bernhard Landauer i tenor Eric Mentzel, chociaż nie ma absolutnie nic negatywnego do powiedzenia na temat twórczości któregokolwiek z tych muzyków). Pan Landauer jest absolutnie najlepszym kontratenorem, jakiego kiedykolwiek słyszałem. Jego głos jest idealnie płynny; każda nuta w jego zakresie od najniższego do najwyższego ma idealną wagę i barwę. Jego bezbłędne wykonanie Axe Phebus aureo jest prawdziwym hitem muzycznej opowieści, zachwycającym kontrastami i malarstwem scen. Pan Mentzel spisuje się również znakomicie w kilku duetach z Landauerem. Trochę szkoda, że nie ma tu solówek, bo jego głos jest cudownym i melodyjnym instrumentem, który doskonale harmonizuje się z partią jego partnera.

Wszystkie melodie występujące w tym wykonaniu są zaraźliwe, w dużej mierze dzięki ich śpiewnym rytmom. Trudno byłoby jednak wyjść z pokoju, pogwizdując je tylko dlatego, że są tak niezwykłe. Jednak jedno wybitne dzieło, Katharina collaudemus, od razu przywodzi na myśl chorałowy hymn Pange lingua dla tych, którzy znają rzymskie i anglikańskie tradycje muzyczne. Żeby nie zapomnieć o instrumentalistach, którzy w sumie pełnią rolę chórzystów, gdy jest taka potrzeba, pozwolę sobie szybko wskazać ich godną uwagi wirtuozerię i wspaniałe zdolności improwizacji. Wszystko rozgrywa się życiem i energią, które sprawiły, że tańczyłem po pokoju przy końcu płyty.

Jakość dźwięku jest znakomita; Keith Anderson przetłumaczył zestaw notatek programowych Michaela Poscha, które są zwięzłe, pouczające i istotne. To kompletny zwycięzca! Polecam bez wahania.
Ci sami muzycy, w czasie wcześniejszych sesji nagraniowych w czerwcu 1996 roku w W*A*R Studio we Wiedniu, zarejestrowali materiał na płytę „Music of the Troubadours”, która została wydana w lutym 1999 przez wydawnictwo Naxos, a więc na dwa lata przed wydaniem „Carmina Burana (Medieval poems and songs)”.

Zanim przystąpię do omówienia płyty przypomnę, że trubadurzy działający w XII i XIII wieku na terenie Francji to nie tylko (jak zwykło się mniemać) poeci i muzycy mężczyźni ale i kobiety, które nazywano- trobairitz. I one mogły muzykować, śpiewać… Po prostu bawić słuchaczy. Trubadurzy byli tymi muzykami, którzy najwcześniejszej objawiali regionalną sztukę muzyczną i poetycką w średniowiecznej Europie. Około 460 trubadurów można wymienić, a z ich twórczości zachowało się około 2600 utworów, z czego jedynie około 10 posiada zapisaną oryginalną melodię.

Łatwo stać się fanem Michaela Poscha, Ensemble Unicorn i Ensemble Oni Wytars po wysłuchaniu obu wymienionych płyt, a „Music of the Troubadours” jak późniejsza płyta, to porywające wykonanie niezwykle ciekawego materiału. Na tę płytę realizatorzy zgromadzili specjalistów od muzyki tureckiej i islamskiej, a także wokalistkę Marię Lafitte z oksytańskiego zespołu ludowego. Wynikająca z tego mieszanka egzotyki i entuzjazmu wynosi to nagranie na szczyty dziś odtwarzanej muzyki średniowiecza. Ensemble Unicorn doskonale radzi sobie z wczesnym średniowiecznym materiałem, a pozostali muzycy nie są gorsi. Improwizowany materiał muzyczny wydaje się być zgodny ze stylem (ale kto tak naprawdę wie jak powinien brzmieć?) uznanym przez akademickie środowisko naukowe.
Czy realizacje są zbliżone bardziej lub mniej do rzeczywistości średniowiecznej nie mają właściwie większego znaczenia dla kogoś kto szuka dobrej muzyki, bez zagłębiania się w historyczny aspekt spektaklu, a w przypadku tej płyty muzyka jest satysfakcjonująca- świetnie zagrana i dobrze nagrana i… Naprawdę atrakcyjna dla kogoś kto znudził się współczesnym popem. Tematyka pieśni napisanych w języku „langue d’oc” lub katalońskim to wyidealizowana miłość, polityka, miłość i religia. Wszystkie pieśni i utwory instrumentalne są pięknymi, monodycznymi melodiami (kompozycje wyróżniające się jednolitą linią melodyczną), świetnie zinterpretowanymi przez pieśniarkę Marię Dolors Lafitte, z bardzo profesjonalnym wsparciem Oni Wytars i Unicorn Ensemble. Tej płyty, jak późniejszej- „Carmina Burana (Medieval poems and songs)”, nie powinno zabraknąć na półce płytowej wszystkich miłośników muzyki klasycznej.

 

Ensemble Oni Wytars, który miał znaczący udział przy powstaniu wyżej omówionych płyt: „Music of the Troubadours”, „Carmina Burana (Medieval poems and songs)”, samodzielnie wydaje płyty w wytwórni Harmonia Mundi (vide artykuł: „płyty polecane (klasyka)” w rozdziale 19 i rozdziale 23). Zespół prowadzony przez Marco Ambrosiniego wziął na warsztat formę z końca XV wieku o nazwie- Folia, w materiale muzycznym zarejestrowanym w czasie Płyta, która nosi tytuł „La Follia- the Triumph of Folly”, została wydana w 2013 roku przez Deutsche Harmonia Mundi.

W sesji nagraniowej w Kurtheater Bad Kissingen [2] wzięli udział: Belinda Sykes, Gabriella Aiello, Su Ehlers (śpiew), Peter Rabanser (śpiew, dudy, chitarra battente), Riccardo Delfino (lira korbowa, harfa, śpiew), Marco Ambrosini (nyckelharpa, violino d’amore, żydowska harfa), Jule Bauer (tenor nyckelharpa, wokal), Katharina Dustmann (instrumenty perkusyjne), Carlo Rizzo (tamburello), Michael Behringer (organy), Michael Posch (flety proste), Ian Harrison (dudy, cynk, śpiew), Jane Achtmann (viola da gamba) i Giovanna Pessi (harfa).


Notatka sporządzona przez wykonawców [3] przynosi taką informację: „Setki kompozytorów z zapałem odważyło się zbliżyć do okolic Follii – nie ma znanego nazwiska, które by nie podpisało przynajmniej jednej Follii. To nieustanna pokusa, nałóg – po raz kolejny wiele dobrych powodów, dla których Ensemble Oni Wytars wytropił nieprzerwaną tradycję, aby przyozdobić ją nowymi aspektami i dźwiękami, nadać jej świeżego wyglądu, wprowadzając w ten sposób publiczność w nieustannie odkrywający się na nowo świat „Follii”. Imponujący wybór egzotycznych, historycznych instrumentów, takich jak barokowa lira korbowa, nyckelharpa, chitarra battente, podwójna harfa, dudy polifoniczne, kornet, flet prosty, organy, viola da gamba i rozmaite perkusje, natrafiają na szczególne i niekonwencjonalne wokale, które czasami ożywiają absurdalne i dziwne teksty śródziemnomorskiego baroku. Follias anonimowych mistrzów mieszają się z pieśniami ludowymi, a następnie zanurzają się w najbardziej znanych dziełach instrumentalnych Vivaldiego i Corellego, tak głęboko, że łagodzą granice, aż kompozytorzy staną obok i słuchają z uśmiechem. Follia wyzwala się z kajdan literatury i znanego repertuaru, tworzy się ponownie i wraz z piosenką rozkwita prawdziwym muzycznym fajerwerkiem pełnym wysoce wirtuozowskiej improwizacji, radości, wyobraźni i oczywiście … Szaleństwa!

La Folia (dosłownie- „szaleństwo”) to okazja dla muzyków do „podjęcia rękawicy” rzuconej niegdyś przez Jordiego Savalla, który wydał do 2012 roku pakiet 6 płyt kompaktowych i ponad 500 stron tekstu Erasmusa w kilku językach, a była ku temu okazja, bo w 2009 roku minęło 500 lat od ukazania się „In Praise of Folly” („Pochwała szaleństwa”) Erazma z Rotterdamu. Płyta w wykonaniu Ensemble Oni Wytars traktuje muzyczny archtyp La Folii szeroko. Oprócz wielu wczesnych Folías, takich jak dobrze znane utwory Ortiza, kompozycje Picciniego na klawisze (pierwotnie na chitarrone) i melodie Baldano, znalazło się sześć późniejszych utworów (stworzona przez członków zespołu). Można mieć pretensje do informacji zbyt ubogiej w broszurze płytowej, bo brak w niej dokumentacji dotyczącej źródeł. Ale przecież płyta to nie księga drukowana, więc posłuchajmy melodii, a nie szukajmy informacji z uzasadnieniem wyborów. Wiele starszych źródeł tego repertuaru jest omijane, bo nagrania od strony technicznej zniechęcały (wyjątkiem jest produkcja Jordiego Savalla, bo on zawsze o ten aspekt wyrazu artystycznego dbał). Zespół Oni Wytars, znany z nowatorskich aranżacji muzyki, nagrał barwny wachlarz stylów, używając wszelkiego rodzaju instrumentów z epoki, które są idealnym wsparciem dla włoskich wokali zbliżonych do „ludowych” interpretacji dla pobudzenia wyobraźni słuchacza. Nagrania są nieskazitelne technicznie i dzięki temu stwarzające grunt dla jeszcze przyjemniejszego odebrania spektaklu.

 

Skrzypek Jiří Pavlica [4] prowadzi zespół Hradišťan od 1978 roku. Pierwotnie zespół ludowy, który opierał swój repertuar na morawskim materiale folklorystycznym. Dzięki swojemu kierownictwu artystycznemu Hradišťan przekształcił się w alternatywną grupę muzyczną, obejmującą i  tradycję ludową i muzykę współcześnie tworzoną. Muzyka zespołu z Moraw, łączy brawurowo różne gatunki i nurty muzyczne, więc słusznie uznawana jest za fenomen czeskiej sceny kulturalnej.

Magazyn branżowy Hudební Rozhledy pisał w 2002 r., że „w czasie, gdy elementy etniczne wkraczają w kontekst światowej muzyki popularnej, podejście Pavlicy reprezentuje wyższy stopień takiego związku, ponieważ dla niego oznacza to nie tylko konieczny efekt, ale połączenie stworzone z tej samej elementarnej postawy życiowej i identycznego uczucia, nawet z czysto muzycznego zrozumienia”. Jiří Pavlica ma znaczącą aktywność muzyczną- bogatą dyskografię z własnymi autorskimi projektami, liczne autorskie utwory muzyczne i teatralne, regularne koncerty w kraju i za granicą. Jego twórczość zdobyła poważne profesjonalne nagrody oraz kilka tzw. „złotych płyt” za najlepiej sprzedające się albumy. Jiří Pavlica pracuje również jako niezależny artysta współczesny (Missa brevis pastoralis, Oratorio of Peace, Suite of Dialogues of Trembling, Oratorium Porta peregrinorum i inne).

W październiku 1994 w studiu Czeskiego Radia w Brnie (studio Českého rozhlasu v Brně [5]) Hradišťan nagrał materiał muzyczny na płytę „Hradišťan – Ozvěny Duše (Morawskie Echa)”. Album został wydany w tym samym roku przez wytwórnię Lotos. Na płycie można usłyszeć morawski śpiew ludowy i muzykalne, oparte na bogatych i wieloletnich tradycjach kompozycje Pavlicy, echa Wielkich Moraw oraz średniowiecznego gotyku i baroku. Współczesne morawskie piosenki dowodzą, że twórczość i radość jaka z niej płynie do dziś nie zniknęły z życia tego rejony Republiki Czech. W 2001 roku ta płyta otrzymała w Czechach nagrodę złotej płyty za 20 000 sprzedanych nośników.

Czeski tytuł „Ozveny duse”, co oznacza „Echo duszy” jest niezwykle trafnym. Ta barwna i inteligentna interpretacja tradycyjnej muzyki Moraw zachwyca słuchacza od pierwszego utworu po ostatni. Stylowo zagrane utwory czasu sprzed setek lat potwierdzają opinię o muzykach zespołu Hradišťan jako wysoce profesjonalnych. A więc wyróżnić ich należy, to: Milan Malina (cymbały), František Petržel (klarnet), Oldřich Kučera (kontrabas), Miroslav Juračka (altówka), Milan Obdržálek (skrzypce). Lubomír Svatoš (skrzypce, chórki), Jiří Pavlica (skrzypce, wokal), Alice Holubová „Pokorná” , Stanislav Gabriel , Zuzana Lapčíková (wokal) oraz David Burda (wokal, klarnet, flet, instrumenty perkusyjne). O jakość techniczną nagrań, której niczego zarzucić się nie da, zadbali: dyrektor muzyczny Milan Vidlák oraz reżyser dźwięku Josef Zeman. Mogę śmiało najcieplej rekomendować tę muzykę folk / word i nie tylko.

 

Jewhen Jefremow, Iryna Klymenko, Tetjana Sopilka, Petro Towstucha, Roman Jenenko, Hanna Ochrimczuk, Serhij Ochrimczuk, Susanna Karpenko tworzą folkową grupę Drevo. Uważa się ich za prekursorów nurtu „muzyki autentycznej” na Ukrainie, co uwidacznia ich druga nagrana płyta dla wydawnictwa Koka w 2002 roku. Nagrań dokonano 16-17 maja 2000 w kościele Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny w Warszawie [6].


Według notatki wydawnictwa Koka: „Odrzucając natrętną praktykę stylizacji i eksponując samoistne piękno surowego śpiewu Drevo buduje symboliczny pomost pomiędzy dwoma odległymi światami – archaicznej kultury wiejskiej i współczesnym. Zespół powstał w roku 1979 z inicjatywy etnomuzykologa Jewhena Jefremowa i studentów kijowskiej Akademii Muzycznej. Członkowie Drewa odtwarzają zebrane w ekspedycjach pieśni z najwyższą troską o ich pierwotny charakter i wierność lokalnym tradycjom wokalnym

Druga płyta Dreva – to zestaw pieśni, z przewagą lirycznych, ale klimat pozostaje niezmiennie urzekający: wspaniałe głosy w niezwykłych harmoniach i ornamentyce śpiewu. Wtajemniczeni odnajdą na niej kilka klasyków, jak „Spił się, kozak” czy „Maryno, Maryno”…
Pierwszy album zespołu Drevo miał bardzo zbliżony tytuł „Drewo- pieśni z Ukrainy” został wydany przez firmę Kaka dwa lata wcześniej.

Album (podobnie jak następny) był entuzjastycznie przyjęty przez krytyków muzycznych:
„…Zestaw odtworzonych z pasją archaicznych pieśni ukraińskich; uchwycona na gorąco magia muzyki etno; niesamowite harmonie wokalne łączące korzenny, pogański żywioł z bliskim pieśniom cerkiewnym sakralnym uduchowieniem. Czyste, surowe piękno. Rewelacja.” Rafał Księżyk (Brum / 98)
„…W tradycyjnej kulturze śpiew jest nie tylko sposobem porozumienia z ludźmi, ale przede wszystkim z naturą. Nastrój rozległej przestrzeni ukraińskich stepów znajduje swój dźwiękowy obraz w ludowej muzyce – długie frazy, melodie przejmowane przez kolejne głosy, budujące rodzaj archaicznej, ale przecież kunsztownej polifonii. (…) Przenika je nastrój powagi, solenności, który płynie z ich źródła – rytuału. I stąd też ich transowa monotonia. Te cechy rozwodniły się w niedawnych latach, kiedy upiększano folklor pod gusta miejskiego odbiorcy. Drevo przywraca mu jego pierwotną postać.” Jan Kawiorski (Tygodnik Powszechny, 4.10.1998)
„…Muzyka jest oszałamiająco piękna. Dostarcza nam jednak czegoś więcej niż tylko doznań estetycznych. Swym śpiewem Drewo nie tylko przybliża tradycję Ukrainy, ale i – może to zabrzmi patetycznie, ale tak właśnie jest – wyraża ducha słowiańszczyzny. Ta muzyka coś w nas porusza – coś, co tkwi głęboko, pogrzebane pod stosem narzuconych przez kulturę McDonalda wzorców zachowań, pragnień, wrażliwości. Słuchając śpiewu Drewa, jesteśmy bardziej świadomi swojej tożsamości.” Olaf Szewczyk (Gazeta Stołeczna 2000).

Wernyhora to sanocki zespół wykonujący pieśni z pogranicza polsko-ukraińskiego. Na wielokrotnie nagrodzonej płycie debiutanckiej- „Bojkowski głos Bieszczadu” znalazło się sześć utworów pochodzących z terenu Bojkowszczyzny (Bieszczady Zachodnie i Wschodnie), pochodzących ze zbiorów pieśni zapisanych przez etnografów i folklorystów i są muzycznym obrazem świata, który w granicach Polski przestał istnieć wraz z powojennymi wysiedleniami autochtonicznej ludności zwanej Bojkami. Dopełnieniem tych pieśni są nagrania pejzażu dźwiękowego zrealizowane latem 2021 w Karpatach Wschodnich w dolinach rzek Uż i Stryj.
Sanockie trio Wernyhora przywraca swoją nową płytą- „Toloka” (w oparciu o: ) głównie zapomniany świat Bojków i ich muzycznej kultury, ale też muzykę ich sąsiadów. Artyści proponują nową interpretację i wykonanie tradycyjnych pieśni, choć z zachowaniem ducha oryginału.


Nagranie wydanej przez Agencję Muzyczną Polskiego Radia płyty stworzyła w roku 2019 trójka sanockich muzyków: grająca na skrzypcach, wiolonczeli i historycznych instrumentach smyczkowych Anna Oklejewicz, grający na lirze korbowej i kobzie Maciej Harna oraz wokalistka Daria Kosiek. Całą trójkę połączyła miłość do tradycyjnych pieśni z Bojkowszczyzny, Łemkowszczyzny, Zakarpacia i Podola. W nagraniu płyty, która powstawała w styczniu i marcu 2022 roku, w Studiu Polskiego Radia S-4 im. Jerzego Wasowskiego, do zespołu Wernyhora dołączyli Wojciech Lubertowicz grający na bębnach i duduku oraz gitarzysta basowy Marcin Pospieszalski, który całość wyprodukował muzycznie. Za stołem mikserskim w czasie nagrywania, miksowania i masterowania materiału zasiadł Tadeusz Mieczkowski. Tytuł „Toloka” nawiązuje do ukraińskiego określenia formy sąsiedzkiej pomocy na wsi, zwykle kończonej wspólną zabawą i śpiewem. Muzycy Wernyhory mówią: „W tym szczególnym czasie, gdy u naszych sąsiadów w Ukrainie trwa krwawa wojna chcielibyśmy by nasze interpretacje ukazywały piękno pieśni z pogranicza w pełnym nadziei oczekiwaniu na wspólne, sąsiedzkie spotkanie i śpiew.” Na płycie znalazły się pieśni w języku ukraińskim oraz w dialekcie Bojkowskim. Część z nich traktuje o trudach życia codziennego, część jest żartobliwa. To właśnie takie, codzienne, pieśni towarzyszyły wspólnemu ucztowaniu wg Macieja Harny, lirnika zespołu. „Nagrywaliśmy „na setkę”. Nie dogrywaliśmy kolejno ścieżek. Razem graliśmy i śpiewaliśmy” – wspominał pracę w studiu S4 Maciej Harna. – „Praca z takim realizatorem, jak Tadeusz Mieczkowski to była radość i nowość. A i samo legendarne studio S4! Wiadomo, kto się przez nie „przewinął”! Płyta nie jest graniem na koncercie. To nie jest wymiana energii z publicznością, a praca z reżyserem, producentem. Do nich należy to trudne zadanie, by wypełnić tę „przepaść” do której śpiewamy.” Praca w studio pozwala także na wykreowanie nowej jakości dźwięku. Nie tylko ze względu na studyjne warunki, ale także na możliwość zaproszenia do współpracy muzyków, z którymi na co dzień Wernyhora nie może koncertować. „Poza skrzypcami to nie są instrumenty charakterystyczne dla Bojków” – mówiła Anna Oklejewicz. – „Ale myślę, że dodaję tu coś od siebie. Te instrumenty pasują do mnie. I tę część siebie próbuje wbudować w muzykę, którą aranżuje Maciej i śpiewa Daria.” Pieśni zawarte na albumie to wciąż owoce badan terenowych i gabinetowych. Głównie męża Darii Kosiek, Tomasza, i Macieja Harny. Wokalistka Wernyhory chwaliła także pracę samego Macieja Harny. Który w czasie studiów w latach 80. gromadził pieśni z okolic Gorlic na swoich badaniach wokół pieśni Łemków. Tworząc materiał do drugiego albumu, muzycy nie mogli odciąć się od sytuacji za wschodnią granicą. Ich komentarzem stała się „Żurba” – pieśń o żałobie i stracie. Chcieli znaleźć coś autentycznego, wskazującego inną – niż ta zagrzewająca do walki – perspektywę wojny. „Znalazłem pieśń z Podola. Zależało mi na tym, by pokazać wojnę od tej strasznej strony, smutnej, zabierającej nadzieję” – wspominał Harna – „Mieliśmy dwie sesje nagraniowe w styczniu. Mieliśmy dokończyć w marcu. Wydarzyło się coś takiego”. Mówiłem do Darii: „Ty nawet w tej chwili brzmisz inaczej”. Uważam, że płyta nagrywana w danym czasie nie powinna zamykać się na to, co dzieje się w danej chwili. Powinna reagować. Zwłaszcza, jak są to bardzo ważne i trudne wydarzenia. Nie można udawać, że nic się nie stało. Więc, choć nagrania były już w zaawansowanym stadium, zależało nam na tym, by ten trudny czas także zaistniał na płycie”.

 

I Cantori di Carpino [7]– grupa muzyków folk z półwyspu Gargano -. to kustosze najbardziej niezwykłej i fascynującej tarantelli, jaką można usłyszeć w południowych Włoszech, a dokładniej prezentują niezwykłą mieszankę w tradycji tarantelli kalabryjskiej i z Gargano.

Tarantella Gargano, charakteryzuje się bardzo wyrafinowanymi melodiami i tekstami wszczepionymi w rytm gitar, instrumentom, które potrafią przywołać magiczne obrazy dawno minionych czasów, artykułując je dźwiękami, które nawiązują do aktualnej muzyki etnicznej. I Cantori di Carpino tworzą Andrea Sacco, uznany za największego interpretatora tarantelli, Gaetano Basanisi, Rocco Di Mauro, Antonio Di Cosmo i Angela Gentile, do których stopniowo dołączali inni kantorzy, tacy jak Antonio Maccarone i Antonio Piccininno (ten ostatni, miał 99 lat gdy był jeszcze członkiem grupy). Na przestrzeni lat zespół przechodził zmiany i wciąż uzupełniał skład osobowy o młodych ludzi, którzy towarzyszą starszym śpiewakom dla tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie od prawie wieku. Sacco, lider grupy, zmarł w 2006 roku w wieku 96 lat. Sacco od wielu lat opowiadał o zmęczeniu pracą w polu, miłości do kobiet i ciemniejszych stronach Carpino i o Gargano.

Andrea Sacco (z gitarą) i Antonio Piccicinno

Słodycz jego słów i melodie gitary battente pozostawiły spuściznę, którą pielęgnują obecni wokaliści grupy. W ostatnich latach I Cantori di Carpino doświadczyły przejścia od wymiaru prowincjonalnego do uwagi narodowej, wzbudzając zainteresowanie publiczności, złożonej z młodych i starych, ale także innych artystów. I Cantori di Carpino w 2005 roku wydali dzięki RAI Trade / Lucky Planets / Taranta Power płytę „Tarantella del Gargano”:


 

Album przedstawia spektakl muzycznych tradycji rejonu Gargano, który pozwala na ścieżkach dźwiękowych (wspaniale nagranych) poznać śpiew liryczno-monostroficzny zwany Suneettë lub Canzonë – lokalny sposób śpiewania różnych form tarantelli – Vistesane, Rurëjanë, Mundanarë – wykorzystując również nagrania „historyczne”. Większość z nich to pieśni miłości i pogardy, odnoszące się do sfery zalotów; nie brakuje jednak przykładów innych tematów, takich jak pieśni narracyjne, satyryczne, błagalne, religijne i instrumentalne. Utworom z repertuaru I Cantori di Carpino towarzyszą niepowtarzalne dźwięki tamburynów, castagnoli, kastanietów i chitarra battente (gitara XVII-wieczna, posiadająca metalowe struny, wytwarzające głośniejszy dźwięk). Wśród tekstów wyróżniają się przede wszystkim przykłady najbardziej typowej formy sonetu z jego różnymi odmianami. Carpino, „ziemia wapienna i gliniasta, wyschnięta i uboga, skąpa w produkty i często bogata w kontrasty dyktowane nędzą, widziała życie trudne, pożerane samotnością spędzoną na opiece nad zwierzętami, z niewielkimi możliwościami kontaktu z innymi ludźmi”. Tak dziennikarz Valter Giuliano opisuje Carpino, gminę w prowincji Foggia, należącą do parku narodowego Gargano i do górskiej społeczności. W tej opustoszałej krainie, na Południu, by uciec przed desperacją i samotnością, śpiewaliśmy: poezję traktowaną jako lekarstwo na niemoc już naznaczonego przeznaczenia. „W wiosce, na polach, wszędzie śpiewaliśmy nasze sonety: kobiety, osoby starsze, młodzież, była radość, w którą nie można było uwierzyć pomimo potrzeby” – wspomina kantor Antonio Piccininno w rękopisie opublikowanym przez etnomuzykologa Salvatore Villaniego. A tu, na tej spieczonej ziemi, śpiew jest wyrazem zbiorowego uczestnictwa całej społeczności. Chłopi i pasterze, ogrodnicy, murarze i malarze, robotnicy, handlarze, praczki, starcy, kobiety i dzieci… Wszyscy śpiewali. I tańczyli.

Nicola Di Molfetta w swoim artykule pisala: „Po prostu niezwykłe. Jedyni wielcy mistrzowie tarantelli. Dzięki ich pamięci te tradycje, które uczyniły Carpino punktem odniesienia dla włoskiej muzyki ludowej, nie zaginęły z biegiem czasu. Udana współpraca z Eugenio Bennato wyprowadziła ich, neapolitańską muzykę, a przede wszystkim ich muzykę, na pierwszy plan, odkrywając na nowo i wzmacniając jej niezwykłe cechy. Z pewnością dziekani włoskiej muzyki: kluby towarzyskie Gargano „Buena vista”, zdolne po osiemdziesiątce, aby przynosić swoje nuty, swoją sztukę, swoją inwencję, na którą składają się porywające rytmy i przejmujące melodie, wokół naszego półwyspu, na koncerty. W oczach Andrei Sacco, urodzonego w 1911 roku, tysiąc lat muzyki rozbrzmiewającej na strunach jego nieodłącznej gitary. Ci, którzy mają szczęście posłuchać „I Cantori di Carpino”, nie przy oficjalnych okazjach, ale spontanicznie nieformalnego wieczoru, wkraczają w magiczną, pierwotną przestrzeń. Czujesz się przeniesiony do świata, który zniknął, ale czujesz się w tobie ożywiony, w rodzaju metempsychozy, która sprawia, że ​​wracasz do tego, czym być może kiedyś, w innym życiu, byłeś. Śródziemnomorskie rytmy, prowansalskie sonety, sugestywne serenady, czułe kołysanki, przejmujący „planctus Mariae” Wielkiego Czwartku przeniosą Cię z powrotem do wiejskiego świata w tym „tajemniczym Gargano” śpiewanym przez Pasquale Soccio. Nieznany świat, ale żywy w sercu, jeśli wraca do twojego umysłu i popycha cię do tego, o czym nigdy byś nie pomyślał w codziennym życiu. Zdarza się, że zaczynasz rytmizować, a potem tańczyć tarantellę Gargano, porwany dźwiękiem gitary battente, tamburynu i kastanietów. Trzej „starzy śpiewacy” Antonio Piccininno, Antonio Maccarone, Andrea Sacco jako „mityczni pasterze” opisani przez Tancrediego w „Folklor Gargano”, wzbudzają wrodzony szacunek dla starożytnej mądrości swojego ludu, podobnie jak starożytni bardowie z Iliady lub Odysei.
Tarantella, taniec, który odurza swoich wykonawców, karmiąc ich miłością i szaleństwem. Taniec, w którym poruszają się naładowane niezwykłym napięciem melodie duende i kolejno odtwarzają fazy miłosnej idylli. Mężczyzna, który zabiega i próbuje uwieść kobietę; dwoje, którzy oddają się własnej miłości; i wreszcie kobieta, która zabiega o mężczyznę z obawy, że go straci. Starożytne, instynktowne dźwięki, które wywodzą się z rytmów życia wiejskiego, związanych z naturą, do pracy w polu. Są to sugestie, z których I Cantori di Carpino czerpią inspirację, poświęcając się kompozycji muzycznej. To wspaniałe trio, składające się z Andrea Sacco (89 lat), Antonio Piccininno (80 lat) i Antonio Maccarone (78 lat), nagrało niedawno płytę ‘Tarantella del Gargano’ dla wytwórni Taranta Power. wydania, pod przewodnictwem Eugenio Bennato. Ten ostatni, mówiąc o kantorach, deklarowali: ‘Posiadają wyjątkową muzykę, dzieło trzech rolników – kompozytorów i śpiewaków sonetów miłosnych’.‘Tarantella di Carpino’ w swej czystości i spontaniczności ucieleśnia pradawną mądrość, formy poezji i pieśni, które dziś jak wczoraj rozbrzmiewają serenadami szeptanymi w najspokojniejszych godzinach wieczornych w całym kraju.

‘Tarantella del Gargano’ to cenna płyta, zawierająca bogaty repertuar sonetów, czyli pieśni miłosnych, wykonywanych w rytmie tarantelli. Na krążku znajdziemy różne rodzaje tarantelli typowe dla rejonu Gargano. Od ‘Montanary’, wykonywanej w tonacji molowej i pochodzącej z okolic Monte Sant’Angelo, przez dźwięczącą ‘Rondinellę’ w tonacji durowej i typowej dla Rodiego Garganico, aż do ‘Viestasany’, wykonywanej w sposób mieszany i pierwotnie z obszaru Vieste. Wykonanie Cantori przykuwa uwagę słuchaczy swoim doraźnym charakterem, który pokazuje, jak te pieśni w naturalny sposób wyłaniają się z wiejskiego życia, żywiąc się jego rytualnością. Ta płyta zawiera nie tylko fragmenty muzycznej tradycji gregoriańskiej, ale także niepublikowane utwory z ostatnich kompozycji. Andrea Sacco, ze swoimi gitarami battente, Piccininno i Maccarone, nadal pisze, tworzy, aby ta muzyka, zachowując esencję swoich pradawnych korzeni, zdołała również zamanifestować niesamowity współczesny charakter. Oprócz osiemdziesięcioletniego tria, przy nagraniu tego albumu współpracowało pięciu młodych muzyków z Carpi w wieku od trzynastu do dwudziestu lat. Echo i międzynarodowy rozgłos, jaki ta starożytna muzyka i jej wielcy wykonawcy otrzymali w ostatnich latach, wywarły fascynujący wpływ na młodsze pokolenia. Jak nigdy wcześniej chłopcy Carpino nie zaczęli pielęgnować głębokiego zainteresowania muzyką swoich przodków i szczerze wyrażać uznanie dla wielkich mistrzów tradycji.”

 


[1] Według:

[2] Kurtheater Bad Kissingen (Teatr uzdrowiskowy w Bad Kissingen, według: ) został zbudowany w ma początku XX wieku przez architekta Monachium Max Littmann we frankońskim stylu barokowym.

Teatr uzdrowiskowy w Bad Kissingen – klejnot stylu neobarokowego – od 1905 roku przyciąga tłum kuracjuszy. Dobrze zapowiadający się, znany na całym świecie Bad Kissingen miał doświadczenie teatralne sięgające 1778 roku, ale musiał zadowolić się zmieniającymi się tymczasowymi aranżacjami teatru przez bardzo długi czas. Dopiero w 1857 roku wprowadzono pierwszy drewniany teatr w stylu szwajcarskim. Teatr miał tylko bardzo prostą technologię sceniczną i mógł pomieścić 400 gości. Spektakle były możliwe tylko w miesiącach letnich. Max Littmann w projekcie z powodzeniem połączył neobarok z elementami secesji.

Pragnienie teatru działającego przez cały rok i nowoczesnej technologii scenicznej stopniowo stawało się wszechogarniające. Teatr powinien zasłużyć na rosnącą międzynarodową popularność państwowego uzdrowiska. W 1904 r. drewniana konstrukcja musiała ustąpić solidnej konstrukcji w tym samym miejscu.

Doświadczony architekt- Max Littmann był w stanie podzielić wąskie wymiary placu budowy na foyer, audytorium i wysoką scenę. Zewnętrznie budowla odpowiada typowi frankońskiego neobaroku, który nosi również podstawowe elementy neorenesansu. Niewielkim zaskoczeniem może być fakt, że audytorium ma imponujące malowidło na suficie w stylu rokoko, ale wystrój i wyposażenie sali nawiązuje do secesji. Teatr jest obecnie wyposażony w nowoczesną technologię sceniczną, nagłośnieniową i oświetleniową, a także jest dostępny na wykłady, konferencje i uroczystości dla maksymalnie 542 osób.

[3] Według:

[4] W oparciu o  oraz

[5] Studio Českého rozhlasu v Brně (Czeskie Radio Brno, według: ) to najstarsza, największa i przede wszystkim najchętniej słuchana stacja regionalna Czeskiego Radia. Słuchaczom w Regionie Południowomorawskim oferuje codziennie całodobową transmisję regionalną, a także bierze udział w nadawaniu przez ponad 2 godziny na całe Czechy: wiadomości, publicystykę, ale przede wszystkim wymagających programów artystycznych. Audycja w Brnie oferuje niezwykle zróżnicowaną gamę muzyki, od popularnych i ludowych po muzykę klasyczną.

Brneńskie Radio jest stacją publiczną dla mieszkańców i fanów Południowych Moraw, jednocześnie nowoczesne, ale także z tradycyjne. W transmisjach decydenci tej instytucji nie widzą sprzeczności między tymi dwoma pozornie przeciwnymi trendami. Wręcz przeciwnie: to coraz intensywniejsze poszukiwanie i utrwalanie tzw. tradycyjnych wartości, takich jak miłość, prawda, rodzina, związek z ojczyzną i językiem ojczystym, jest dziś zjawiskiem społecznym bardzo współczesnym, czyli niezwykle nowoczesnym. To uznane zostało za potrzebne i przydatne.

Oddział czeskiego radia w Brnie, którego twórczość od samego początku charakteryzuje ścisła współpraca muzyków, pisarzy, techników i dziennikarzy, chce być współczesny z prawdziwej świadomości, że jest w służbie obecnego … solidnie osadzonego regionalizmu.
Brno Radio jest wizytówką topowego radia, które potrafiło połączyć kulturę Brna i Moraw z kulturą europejską i światową. Nie bało się zarówno suwerennych eksperymentów artystycznych, jak i dobrej i prawdziwie popularnej rozrywki.

 

[6] Kościół Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny w Warszawie (według: ) według podania został zbudowany na miejscu pogańskiej świątyni w 1411 w stylu gotyckim i jest tym samym jedną z najstarszych świątyń Warszawy. W 1581 dobudowano późnogotycką dzwonnicę. W XIX i XX w. był wielokrotnie przebudowywany. Podczas obrony Warszawy we wrześniu 1939 został uszkodzony, a w 1944 spalony przez Niemców. Odbudowano go w latach 1947–1966.

Kościół Nawiedzenia NMP jest przysadzisty, ma schodkowy szczyt, wysmukłe blendy (ozdobne wgłębienia w murze), ostrołukowy portal i niskie, szerokie nawy podparte skarpami. Do tylnej ściany tej gotyckiej budowli dobudowano w XVII i XVIII w. dwie białe, barokowe, kwadratowe kaplice przykryte zielonymi hełmami. Z tyłu są też małe latarenki. W ciemnym wnętrzu zobaczyć można neogotycki ołtarz z obrazem, na którym widnieje scena Nawiedzenia, czyli spotkania Matki Boskiej ze św. Elżbietą.

Do nawy południowej w 1518 r. dobudowano wieżę – dzwonnicę również zwieńczoną szczytem schodkowym, który bywa porównywany do kiści winogron. Dzwonnicę wspierają wysokie uskokowe skarpy, ściany ozdabiają ceglane, geometryczne fryzy, płyciny i wąskie otwory. Ta charakterystyczna wieża stała się nieodłącznym elementem warszawskiego krajobrazu i została uwieńczona w wielu panoramach stolicy, dzięki czemu po wojnie można ją było dokładnie odtworzyć.

[7] W oparciu o: , , oraz


Przejdź do części drugiej artykułu >>

Kolejne rozdziały: