Rekomendowane wydawnictwa płytowe pop/rock/ballada
(rozdział czterdziesty, część 1)

Rock and roll to gatunek muzyczny, który powstał w latach pięćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych. Ten nowy gatunek, w ówczesny czas, wpływał również na kulturę i sposób życia młodzieży. Kiedy nowa muzyka dotarła do Wielkiej Brytanii nastąpił olbrzymi, jak nigdy wcześniej, wybuch popularności rock and rolla na całym świecie.

 

Buddy Holly, właśc. Charles Hardin Holley (ur. 7 września 1936)– amerykański piosenkarz, pionier rock and rolla, gitarzysta, kompozytor, był jednym z muzycznych wzorców dla artystów takich jak Jimi Hendrix, The Beatles, The Beach Boys, Elvis Costello, The Rolling Stones czy Bob Dylan. Sam inspirował się dokonaniami takich muzyków jak Lonnie Johnson, Bo Diddley czy Elvis Presley. Przezywano go „Buddy”, ponieważ, jak wyznała kiedyś jego matka, „Charles Hardin było zbyt długim imieniem dla takiego małego chłopca”. Jako dziecko wykazał się szybkim uzdolnieniem do muzyki, biorąc lekcje skrzypiec i fortepianu, a później lekcje gitary, zanim stracił zainteresowanie do tych instrumentów. Brat Travis na powrót zainteresował Buddy’ego grą na gitarze.(kupioną w lombardzie Harmony za 15 dolarów0. Travis wspomina: „Nauczyłem go kilku podstawowych akordów – G, C, D, A, E i niedługo potem powiedział mi: ‘Nie, Travis, grasz źle, powinno wyglądać tak’. ” W swoim krótkim czasie nagrał niezwykle wpływowe utwory, które zainspirowały przyszłe gwiazdy, takie jak The Beatles i Bob Dylan. Sam Holly został zainspirowany występem Elvisa Presleya w wieku 18 lat i wkrótce zdobył kontrakt z wytwórnią Decca Records. To, że Buddy Holly and The Crickets potrafili sprawić, że wszystko brzmiało tak łatwo, że każdy licealny zespół garażowy mógłby grać od razu, jest świadectwem ich geniuszu. Charakterystyczny dla Holly styl rytmicznej gry na gitarze „akord lead” można usłyszeć w każdym zespole rock’n rollowym od tego czasu, od Beatlesów po dzieciaki z sąsiedztwa. Z zespołem The Crickets Holly napisał wielkie hity, takie jak „That’ll Be The Day” i „Peggy Sue”. W nocy z 2 na 3 lutego 1959 zginął w wypadku lotniczym, w którym śmierć ponieśli także: 17-letni Ritchie Valens, Nagrał tak dużo materiału, że Decca była w stanie wydawać nowy materiał Holly’egp przez wiele lat.
Na rynku można kupić wiele płyt Holyego, w tym sporo kompilacji. Jednym z zestawów największych przebojów jest „Buddy Holly’s Greatest Hits” z roku 1967, wydany przez wytwórnię MCA / Coral

Buddy Holly nadal jest wpływową postacią i dlatego warto zwrócić uwagę na jego dorobek melomanom, którzy urodzili się parę dekad później niż znakomity amerykański rock & roll’owiec. 18 zremasterowanych znanych piosenek Buddy’ego Holly’ego zgromadzonych na płycie „Greatest Hits” jest skrupulatnie odrestaurowanych. Dźwięk jest satysfakcjonujący nawet dla wymagającego audiofila. Omawiany album- „Greatest Hits”, to jedna z najdokładniejszych kolekcji jednopłytowych, jakie kiedykolwiek zgromadzono by zaprezentować dorobek Holly’ego. Oprócz tej wersji można zaproponować nie gorsze „From the Original Master Tapes” (dla wielu to ostateczny zestaw jednopłytowy), dwupłytową „The Buddy Holly Collection” lub LP „The Complete Buddy Holly”, które zapewniają bardziej wszechstronne przeglądy przez ilość zamieszczonych piosenek.

 

Amerykański instrumentalny zespół- The Ventures [1], przez większość swojego istnienia, przyczyniał się do spopularyzowania gitary elektrycznej w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie w początkowych latach 60. The Ventures było zdecydowanie najbardziej popularnym rockowym zespołem instrumentalnym, które nagrało kilka przebojowych singli w latach 60. – w szczególności „Walk-Don’t Run” i „Hawaii Five-O” – ale zasłynęło w rozrastającym się rynku tematycznych płyt LP. Prawie 40 albumów Ventures znalazło się na listach, a 17 trafiło do Top 40. I chociaż popularność grupy w Ameryce praktycznie zniknęła w latach 70., ich ogromny wkład w popkulturę był daleki od zakończenia; Ventures szybko stało się jedną z najpopularniejszych grup na świecie, z dziesiątkami albumów nagranych specjalnie na rynek japoński i europejski. Nieustannie koncertowali w latach 70-tych i 80-tych, wywierając większy wpływ na japońską muzykę pop niż amerykańską w latach 60-tych. Taką płytą, która ukazała się wyłącznie w Japonii jest kompilacyjny zbiór „The Ventures – Caravan”, wydany w maju 2006 przez wytwórnię Liberty.

Podczas gdy popularność The Ventures w Stanach Zjednoczonych spadła w latach 70., grupa pozostaje szczególnie szanowana w Japonii, gdzie do dziś regularnie koncertuje. Klasyczny skład zespołu składał się z Wilsona (gitara rytmiczna), Bogle (początkowo gitara prowadząca, później bas), Nokie Edwards (początkowo bas, później gitara prowadząca) i Mel Taylor (perkusja) i ten zbudował ich renomę. Ich pierwszy singiel „Walk, Don’t Run” przyniósł grupie międzynarodową sławę i jest często wymieniany jako jeden z najlepszych utworów, jakie kiedykolwiek nagrano na gitarę. W latach 60. i na początku lat 70. 38 albumów zespołu znalazło się na listach przebojów w USA, co plasowało je na 6. miejscu w rankingu najlepszych albumów w latach 60., zespół miał 14 singli na liście Billboard Hot 100. Z ponad 100 milionami sprzedanych płyt Ventures jest najlepiej sprzedającym się instrumentalnym zespołem wszech czasów. The Ventures był jednym z pierwszych zespołów, który wykorzystał i spopularyzował efekty gitarowe typu fuzz, flanging i gitary dwunastostrunowe w muzyce rockowej. Ich instrumentalna wirtuozeria, innowacyjność i unikalne brzmienie wpłynęły na wielu muzyków i zespoły, dzięki czemu grupa zyskała przydomek „The Band that Launched a Thousand Bands”. Ich nagranie „Walk, Don’t Run” zostało wprowadzone do Grammy Hall of Fame ze względu na jego trwały wpływ, a w 2008 roku grupa została wprowadzona do Rock and Roll Hall of Fame.
The Ventures byli jednymi z pierwszych zespołów rockowych, które potrafiły sprzedawać albumy oparte na stylu i swoim brzmieniu bez potrzeby wybierania singli promocyjnych z albumów. Te albumy są również jednymi z najwcześniejszych przykładów albumu koncepcyjnego w muzyce rockowej. The Ventures wywarł wpływ na wielu muzyków, zarówno profesjonalnych, jak i amatorów. Ich album instruktażowy, Play Guitar with the Ventures, był pierwszym takim albumem, który znalazł się na liście Billboard Top LP, osiągając 96. miejsce i nauczył tysiące początkujących gitarzystów, jak grać na gitarze. George Harrison stwierdził w wywiadzie dla Guitar Playera, że wolał amerykańskie brzmienie gitary Ventures od współczesnych brytyjskich. Poproszony o wymienienie najbardziej wpływowych solówek na gitarze rockowej, Joe Walsh powiedział, że będzie musiał wymienićć cały utwór „Walk, Don’t Run”, ponieważ zmienił on życie wielu gitarzystów. John Fogerty , podczas wprowadzenia Ventures na ich inauguracji w Hall of Fame, powiedział, że „otworzyło to cały ruch w rock and rollu… Brzmienie tego stało się „muzyką surfingową”, a jej śmiałość dawała moc gitarzystom na całym świecie.” Stephen Stills powiedział gitarzyście Ventures Donowi Wilsonowi, że nauczył się grać na płytach Ventures. Jeff Baxter i Gene Simmons byli pierwszymi członkami Fan Clubu Ventures…
Jeśli ocenić kompilację prezentowaną na fotografii wyżej to i opakowanie jest świetnie ododdające winylowy oryginał, i jakość dźwięku jest świetna; jak i wybór utworów jest świetny! Album jest japońską wersją amerykańskiego albumu „Telstar / Lonely Bull” z jedną różnicą: „Caravan” zastępuje „Last Night”. „The Lonely Bull” zawierał cover największego instrumentalnego hitu brytyjskiego zespołu studyjnego The Tornadoes- „Telstar”, którego producentem był Joe Meek. Album „Telstar” trafił do pierwszej dziesiątki i stał się pierwszą z trzech złotych płyt grupy. Zarówno miksy mono, jak i stereo są wzorcowo zremasterowane.

The Ventures byli eksperymentatorami, oto garść faktów:

  • w utworze „The 2000 Pound Bee” (z 1962 roku) gitarzysta Nokie Edwards jako jeden z pierwszych użył pedału fuzz distortion.
  • Edwards był jednym z pierwszych, który użył gitary z dwunastoma strunami.
  • Album „The Ventures In Space” (z 1964 roku) był podkładem muzycznym z użyciem specjalnych efektów gitarowych, w których pioniersko wykorzystał „reverse-tracking”. Ten album, ze względu na tzw. efekty kosmiczne, został uznany za wpływowy na psychodeliczne pokolenie muzyków z San Francisco lat 60. XX wieku, a także był cytowany jako ulubiony przez Keitha Moona z The Who.
  • W utworze „Silver Bells”, wydanym w 1965 roku, usłyszeć można jedno z pierwszych zastosowań wokodera jako efektu muzycznego.

The Ventures stał się jedną z najpopularniejszych grup świata dzięki instrumentalnym melodyjnym spektaklom muzycznym, bo przecież nie istniały bariery językowe do przezwyciężania. „Bez słów” łatwiej im było zdobyć serca japońskich słuchaczy, czego nie należało lekceważyć, skoro Japonia to drugi co do wielkości rynek płytowy świata (w ilości sprzedanych na tym rynku płyt wyprzedzili nawet The Beatles). Wyprodukowali dziesiątki albumów wyłącznie na rynek japoński (jak na fotografii wyżej).
The Ventures debiutowali płytą „Walk Don’t Run” wydaną 5 grudnia 1960 dzięki wytwórni Dolton Records. Materiał muzyczny został nagrany przez Joe Bolesa w Seattle w wybudowanym w swoim domu (3550 Admiral Way) studio w piwnicy z zamiarem tworzenia lokalnej historii nagrań. Hobbysta Boles udowodnił, że ma dobre ucho i profesjonalne podejście do magnetofonów Ampex.

Wytwórnia Dusty Tapes, prezentuje pierwszy album The Ventures z katalogu wytwórni Dolton Records, z użyciem nowego masteringu, w wersjach stereo i mono, w laminowanym rozkładanym card sleevie ze specjalną kopertą na płytę nawiązują do okładek amerykańskich singli zespołu z pierwszej połowy lat 60.
W recenzji AllMusic autorstwa Bruce’a Edera czytamy: „Ten debiutancki album The Ventures jest zaskakująco dobry, biorąc pod uwagę, że został nagrany w wielkim pośpiechu w czasach, gdy wszyscy zainteresowani nie mogli nie wiedzieć, że rock & rollowe albumy (oprócz tych Elvisa Presleya ).) generalnie nie sprzedawały się zbyt dobrze; w rzeczywistości fakt, że jest tak dobry, mówi wiele o klasie i talencie grupy na tak wczesnym etapie ich historii. Z nagłym i całkowicie nieoczekiwanym hitem numer dwa w „Walk, Don’t Run” i rosnącym zapotrzebowaniem na występy na żywo, kwartet wszedł i nagrał 11 najlepszych utworów, jakie znali, aby zebrać razem na longplayu, a wszystko to w takim pośpiechu, że sami członkowie nie mogli zostać wystarczająco długo, aby zostać sfotografowanymi na okładkę (na okładce są zastępcy). Rezultat jest zaskakująco wyrafinowany w wykorzystaniu stereo (wtedy jeszcze stosunkowo nietypowe w rock & rollu, stereofoniczne LP zadebiutowały zaledwie trzy lata wcześniej i były w dużej mierze ograniczone do nagrań klasycznych), dzieląc brzmienie zespołu dość ładnie na dwie strony, w ten sposób dając nabywcom LP przyjemność, której brakowałoby właścicielom singla ‘Walk, Don’t Run’ – nie tylko tak cenioną przez audiofilów separację dźwięku, ale także wyrazista prezentacja każdego instrumentu, bardzo starannie dzieląca dwie gitary. W ten sposób przypadkowy słuchacz mógł bawić się ustawieniami i balansami głośników, a poważni fani mogli zbliżyć się do rzeczywistego grania. Materiał jest mieszanką oryginałów i hitów zaczerpniętych z każdej kategorii, w tym wcześniejszych instrumentalnych rock&roll’i (‘Raunchy’), R&B ‘Night Train’, a nawet przebojów muzyki filmowej (‘My Own True Love [Tara’s Theme]’) [,,,] Cały materiał ma delikatną beztroskę, najbardziej nieoczekiwanie ‘Night Train’, który brzmi jako bliższy duchem Cheta Atkinsa niż Buddy’ego Morrowa czy Kinga Curtisa. Oryginały też nie były wypełniaczami…”
The Ventures stali w cieniu The Shadows, ale przecież mieli świetne gitarowe hity, które prawdopodobnie poddawały w wątpliwość to twierdzenie, więc może The Shadows byli w cieniu The Ventures?

 

Właściwie wszyscy wielcy brytyjscy gitarzyści (Jimmy Page, Eric Clapton, Jeff Beck…) ubóstwiali i naśladowali sześciostrunowe procedury Hanka Marvina, jednej z legend brytyjskiego rocka i alma mater of The Shadows [2], jednej z instrumentalnych kapele par excellence, mistrza dla całej rzeszy gitarzystów, którzy podziwiali jego oryginalność, pomysłowość i talent do tkania melodii opartych na rockowych rytmach, przywołujących także nawiązania do klasyki, a nawet, w ramach jego ogromu wykonawczego, hiszpańskich brzmień. Jego półprzezroczysty, elegancki, krystaliczny Fender Stratocaster rozbrzmiewał wypolerowanymi, czystymi dźwiękami, które z talentem propagowały wrażenia zgromadzone w atmosferach i scenariuszach projektowanych w wykonywanych utworach, wspaniałych melodii. Umiejętności Marvina na gitarze prowadzącej, wraz z umiejętnościami tworzenia rytmów gitarzysty Bruce’a Welcha, basisty Jeta Harrisa i perkusisty Tony’ego Meehana, a także talentu pisarskiego Jerry’ego Lordana, Michaela Carra i samych The Shadows, zdołały opracować czas poświęcony tańcowi („Dance On” ); utwory antycypujące spaghetti westernowe brzmienia Ennio Morricone (porywające „FBI”); fragmenty nacechowane aurą intrygi i napięcia („Man Of The Mistery ” czy film „The Frightened City”); utwory o charakterze latynoskim (świetne „Guitar Tango”, które przenosi nas do mistrzów hiszpańskiej gitary klasycznej, takich jak Albéniz, Granados, Tárrega czy Falla); zniewalająco sugestywne kroje (wielka „Midnight” lub „Wonderful Land”); czy kompozycje z plemiennymi rezonansami (jego wielki klasyk „Apache”). Wszystko to interpretowane z klasą, aby cieszyć się małymi łykami w atmosferze sprzyjającej upojeniu jego instrumentalnym koktajlem, który łączy rock, surfing, jazz, pop, blues, muzykę klasyczną i world music, na długo przed tym, zanim ten dość banalny termin został nazwany. W kompilacji – „The Shadows Greatest Hits” (Parlophone), datowanej na rok 1963, brakuje późniejszych utworów, które pojawiły się w kompilacjach tego samego poziomu opublikowanych w późniejszych latach. Zremasterowana wersja albumu została wydana na CD przez EMI w 2004 roku. Remaster zawiera wersje mono i stereo każdego utworu, a także utwór bonusowy („Quatermassters Stores”). W 2019 roku album ten został ponownie wydany, tym razem przez Hallmark Music & Entertainment.

Krytyk Dave Thompson z AllMusic napisał: „Proste podsumowanie pierwszych trzech lat zwykłego robienia hitów przez Shadows, rozpoczynające się łoskotem „Apache”, a następnie prześledzone przez następne osiem przebojowych singli, z kilkoma stronami B (i jednym kawałkiem EP, tutwór z The Boys), aby dopełnić pakiet. Nie można zaprzeczyć, że ta wczesna sekwencja jest wspaniała. Hity takie jak „Wonderful Land”, „FBI” i „Man of Mystery” całkowicie zmieniły rolę gitary w rocku, nie tylko muzycznie, ale także kulturowo. Niewątpliwie znaczenie i wpływ The Shadows malały wraz z upływem lat, ale na początku ich kariery – w okresie opisanym tutaj – byli nietykalni. Z tego powodu Greatest Hits Shadows’ów nadal uważane jest w niektórych kręgach za najlepszy album The Shadows ze wszystkich, a to wyróżnienie, którego żadna inna kompilacja (i Bóg wie, że było ich wystarczająco dużo) nigdy nie była w stanie odrzucić. Nawet okładka krzyczy ‘arcydzieło’”.

 

Green Onions” to debiutancki album zespołu Booker T. & the MG’s (Booker T. Jones – organy Hammond M3; Steve Cropper – gitara; Lewis Steinberg – bas i  Al Jackson Jr. –perkusja) [3], wydany przez Stax Records w październiku 1962 roku. Osiągnął 33 miejsce na liście albumów pop w miesiącu jego wydania. Tytułowy singiel był światowym hitem i stał się coverem dla dziesiątek artystów, w tym Blues Brothers i Roy’a Buchanan’a, a także The Ventures, Ala Koopera, The Shadows, Mongo Santamaríi i Count Basie’go. „Green Onions” był pierwszym albumem wydanym w wytwórni Stax. Album zawiera tylko utwory instrumentalne (Steve Cropper gra na Fender Telecaster).  Album znalazł się w „1001 albumach Roberta Dimery’ego, które musisz usłyszeć, zanim umrzesz”. „Green Onions” opisywany jest jako „jeden z najpopularniejszych instrumentalnych utworów rockowych i soulowych w historii” i jako „najpopularniejszy instrumentalny R&B swojej epoki”. Utwór ten to dwunastotaktowy blues z falującymi organami Hammonda M3. linia po Booker T. Jones, który napisał, gdy miał 17 lat, choć rzeczywisty zapis był w dużej mierze zaimprowizowany w studio. Utwór został pierwotnie wydany w maju 1962 w wytwórni Volt (spółka zależna od Stax Records) jako strona B „Behave Yourself” na Volt 102; został szybko wznowiony w sierpniu 1962 jako strona A Stax 127, a także pojawił się na albumie Green Onions w tym samym roku. Brzmienie organowe utworu stało się cechą „brzmienia soul z Memphis”.

Booker T. & the MG’s zdefiniowali brzmienie całej wytwórni Stax, zwłaszcza poprzez anonimowe kształtowanie klasycznych płyt tam wydawanych. Zawsze byli czymś więcej niż tylko zespołem wspierającym lub „tylko” instrumentalnym dającym tło muzyczne. Żaden muzyk zespołu nie miał techniki ani pewności siebie, by śpiewać, więc pozostali grupą instrumentalną, jednak ich talent do kreowania znakomitych linii melodycznych wystarczała by każdy fan rocka na świecie ich podziwał. Ich autorskie nagrania instrumentalne były czasami tak samo fascynujące, jak twórczość Otisa Reddinga, Wilsona Picketta i innych artystów, których emocjom im towarzyszyły. Debiutancki „Green Onions” był ich albumem z 1962 roku. Na krążku CD (bądź LP) umieszczona jest świetna muzyka, bo nie tylko tytułowy utwór stał się hitem, to tylko jeden z trzech hitów tego roku w USA. Część materiału muzycznego nie jest złożona z oryginałów, lecz instrumentalnymi wersjami znanych piosenek, na przykład: 12-taktowego blues Raya Charlesa „I Got a Woman”, który ma zaskakującą witalność, albo „Twist and Shout” (wiele jednak stracił jako nie wokalny twór). „Lonely Avenue” oferuje wykwintną pracę organów. W „Can’t Sit Down’ i „Comin’ Home Baby” utrzymują wysoki poziom najlepszych utworów na płycie. Remaster zawiera parę bonusowych utworów w postaci nagrań na żywo z 1965 roku z Ballroom w Los Angeles z udziałem nowego basisty Ducka Dunna.
Słuchacze zazwyczaj odkrywają, że to coś więcej niż instrumentalna muzyka taneczna z lat 60-tych…

 

The Five Faces of Manfred Mann[4] jest debiutem brytyjskim i amerykańskim drugim albumem studyjnym wydanym przez zespół Manfred Mann. LP po raz pierwszy został wydany w Wielkiej Brytanii we wrześniu 1964 roku przez His Master’s Voice. Na przełomie października i listopada album został wydany w Kanadzie przez Capitol Records. Kanadyjska lista utworów była prawie taka sama jak wersja brytyjska, z wyjątkiem tego, że zawierała przebój „Do Wah Diddy Diddy” zamiast „I’ve Got My Mojo Working”. Płyta została nazwana „jednym z najlepszych albumów brytyjskiej inwazji opartych na bluesie; jest to gorąca, rockowa płyta, która korzysta również z wirtuozowskiego grania”. Piosenki na oryginalnej wersji „Five Faces of Manfred Mann” reprezentują głównie R&B, w tym covery Howlin’ Wolfa „Smokestack Lightning”, „I’ve Got My Mojo Working” Muddy’ego Watersa, a także kilka własnych jazzujących kompozycji grupy. Szczególnie zauważalne w sekcjach instrumentalnych są: praca na klawiaturach Manfred Mann’a, Mike Vickers na flecie i saksofonach oraz Mike Hugg na wibrafonie. Album zawiera jazzowy utwór Cannonball Adderleya „Sack O’ Woe” z początku lat 60., inspirowany muzyką R&B.

W swojej retrospektywnej recenzji krytyk Bruce Eder z AllMusic napisał: „Drugi amerykański album zespołu (który ma taki sam tytuł jak ich pierwszy brytyjski album) był nieco mniej imponujący niż pierwszy, ale nadal był szanowaną mieszanką R&B i popu. pop, pojawiły się ‘Sha La La’ i ‘Come Tomorrow’, dwa ich największe hity z połowy lat 60. oraz ‘She’, jeden z ich najlepszych własnych utworów w tym duchu. W przypadku R&B był oryginał ‘Hubble Bubble (Toil and Trouble)’, brytyjski hit i kilka dobrych coverów, w szczególności ‘I’m Your Kingpin’, „Groovin’” i „Dashing Away with the Smoothing Iron”, zaczerpnięte z niedawnej brytyjskiej EP-ki. […] Debiutancki album Manfreda Manna przetrwał co najmniej 40 lat i lepiej się ma niż w 1964 roku. Jest to również jeden z najdłuższych albumów swojej epoki, osiągający 39 minut i nie ma w nim ani jednej zmarnowanej nuty, ani piosenki zbyt długiej…”
Stereofoniczny miks albumu, z ostrą separacją między kanałami, który nigdy nie ukazał się oficjalnie w Anglii aż do reedycji z okazji rocznicy EMI z 1997 roku (zremasterowany w 24-bitowym dźwięku cyfrowym), trzyma poziom bardzo wysoki mimo upływu lat i faktu, że oryginał był wersją mono,

 

Them [5]swoje R&B brzmienie stworzyli w Belfaście w Irlandii Północnej, przenosząc się do Anglii w 1964 roku po podpisaniu kontraktu z Decca Records. Rozpalone brzmienie zespołu zostało zdominowane przez gorące riffy organowe, smukłe brzmienie gitarowe i twardy śpiew wokalisty Van Morrisona, którego nagrania z Them zaliczają się do najlepszych wykonań „brytyjskiej Inwazji”. Morrison napisał również najwyższej klasy oryginalny materiał dla zespołu, którego skład zmieniał się wielokrotnie w ciągu ich krótkiego istnienia. Ich życiorys był krótki – „Here Comes the Night” i „Baby Please Don’t Go” znalazły się w pierwszej dziesiątce hitów w Anglii, „Mystic Eyes” i „Here Comes the Night” znalazły się w pierwszej czterdziestce. w Stanach Zjednoczonych – ale ich wpływ był znaczny, docierając do takich zespołów jak The Doors, z którymi grali podczas rezydowania w Los Angeles tuż przed odejściem Van Morrisona z zespołu w 1966 roku. Ich najbardziej wpływowa piosenka ze wszystkich, klasyczna trzyakordowa „Gloria” była właściwie tylko stroną B singla…
Kompilacja „Them Featuring Van Morrison” jest wynikiem połączenia dwóch płyt- „Them Again” i „Them” (wydanie Parrot Records). Przypuszczalnie oba te albumy zostały wyczerpane do 1972 roku, a jednocześnie Van Morrison stał się gwiazdą robiącą solową karierę, dzięki czemu przepakowywanie było ekonomiczne. Wśród 20 utworów znajdują się trzy amerykańskie hity Them, „Gloria”, „Here Comes the Night” i „Mystic Eyes”, a także więcej oryginałów Morrisona i kilka coverów R&B. Płytę CD wydał Deram Records w 1997 roku.

Krytyk muzyczny Jack Rabid z AllMusic napisał o Them: „Byli potężną, popularną grupą samą w sobie, zanim wokalista Van Morrison zyskał jeszcze większą sławę. Ta piątka z Belfastu wyprodukowała tylko dwie długogrające płyty i garść 7-calowych singli w okresie świetności ‘brytyjskiej inwazji’. Ale udało im się umieścić dwa hity w Top 40 w Ameryce w 1965 roku (numer 24 „Here Comes the Night”, później coverował glam-style Davida Bowiego w Pin Ups i numer 33 „Mystic Eyes”) oraz dwa hity z pierwszej dziesiątki tego samego roku w ich rodzimej Wielkiej Brytanii („Here Comes the Night” i cover „Baby Please Don” Joe Williamsa). A czy jest w Ameryce jakiś zespół barowy, który nie gra „Glorii”, wykrzykując „GLORIA” tak jak 19-letni Morrison w 1964 roku? Co więcej, trasa koncertowa grupy po arenach po zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych tak jak w Fillmore wiosną 1966 r. młodzi ludzie z Ulsteru dowodzili rachunkami, które obejmowały takie podziwiane grupy wsparcia jak The Doors, Captain Beefheart & the Magic Band, Grass Roots i Association. […] To była jeszcze większa broń w tym mocniej brzmiącym materiale niż odkąd został gwiazdą solo. Chociaż zespół wybrał utwory do coverów Johna Lee Hookera, Jimmy’ego Reeda (dwukrotnie), T-Bone Walkera, Raya Charlesa, Screamin’ Jay Hawkins i Fats Domino, jak widać tutaj (a także innych autorstwa Boba Dylana, Simona i Garfunkela i Bobby Troup), prawdziwym precedensem dla rozpalonego do białości, zgrzytającego warkotu w nastoletnim głosie Morrisona był Howlin’ Wolf. Oto warknięcie, którego nie mogą dorównać nawet inni świetni angielscy śpiewacy typu white soul z lat 60., tacy jak Steve Marriott z Small Faces czy piosenkarz Action, jeszcze bardziej niepokojący niż Eric Burdon z Animals. Porozmawiaj o podniesieniu włosów na szyi! Szkoda więc, że tak bardzo polegali na materiałach innych (jak wszyscy inni około 1964 roku), bo dwa tuziny oryginałów dobrze się prezentują. Oprócz „Glorii” Morrison był na dobrej drodze do swojego późniejszego geniuszu, kiedy napisał „Could You, Would You” i „Hey Girl”. To prawda, że jego materiał mógłby bardziej trzymać się rock and rolla, tak jak Yardbirds trzymali się mocno chicagowskiego bluesa, ale robili to, co było im bliższe. Ale wciąż pojawia się jak jakiś mieszkający na bagnach, popijający bimber, wielki mężczyzna grasujący. Były surowe i gotowe, a cyfrowo przywrócone kopie i krzyki z oryginalnych analogowych taśm-matek, są niesamowitą, bluesową urodą.”

 

 

Album „Small Faces” to debiut płytowy grupy Small Faces [6], wydany w maju 1966 roku przez Decca Records . Zawiera takie hity jak: „Whatcha Gonna Do About It” i „Sha-La-La-La-Lee”. Album został dobrze przyjęty przez krytyków muzycznych i cieszył się popularnością wśród publiczności, osiągając trzecie miejsce na brytyjskiej liście albumów, utrzymując się na szczycie przez kilka tygodni.

Album został nagrany w IBC Studios w Portland Place w Londynie między czerwcem 1965 a lutym 1966. Glyn Johns był inżynierem studia. W 1966 Small Faces stało się jedenastym najlepiej sprzedającym się artystą roku. Jimmy Winston został poproszony o odejście po tym, jak drugi singiel zespołu „I’ve Got Mine”, wydany 5 listopada 1965 roku, nie znalazł się na listach przebojów. Wciąż pojawia się na wielu utworach na tym albumie, w tym jako wspólne pisanie wkładów do „It’s Too Late” oraz dostarczanie klawiszy i wokali w różnych utworach. Zastępca Winstona, Ian McLagan, pojawia się na okładce albumu i gra również w różnych utworach. W 1962 Muddy Waters nagrał „You Need Love”, napisany dla niego przez jego rówieśnika Williego Dixona. „You Need Loving” to zawoalowana kopia „You Need Love”, ale The Small Faces nigdy nie zostało pozwane przez Dixona, mimo że w „You Need Loving” autorami są tylko Ronnie Lane i Steve Marriott. Trzy utwory zostały wybrane na single- są to dwa wspomniane wcześniej single „Whatcha Gonna Do About It” i „Sha-La-La-La-Lee”, wraz z utworem „It’s Too Late”, który został wydany jako strona B „I’ve Got Mine”. Czwarty singiel zespołu „Hey Girl” został wydany mniej więcej w tym samym czasie co album; ostatecznie nie został uwzględniony i można go znaleźć na ich albumie kompilacyjnym From the Beginning” z 1967 roku. Podobnie jak wiele debiutów z lat 60., „Small Faces” jest podzielony na covery i piosenki, które wytwórnia narzuciła zespołowi, oraz piosenki autorstwa członków zespołu. W debiucie tym widać już wyraźnie tendencję The Small Faces do odchodzenia od bluesa czy rock&rolla, na rzecz ciężkiego R&B i soulu, z naciskiem na mocniejszy rytm, Small Faces byli głównymi rywalami The Who w zdobywaniu popularności w ugrupowaniach mods [7]. The Who stylem mogli być kojarzeni z R&B do we wczesnych latach swojej kariery, natomiast Small Faces miało bardziej uduchowioną podstawę swojej muzyki. Świetnym przykładem soul’owo-rockowego ataku Small Faces jest „Shake” Sama Cooke’a, otwierający album- zaśpiewany emocjonalnym wokalem, zagrany zbrukaną gitarą i atakiem perkusji. Zespół prezentował dobry groove w takich utworach jak „Come On Children” i „You Need Loving” (z tekstami poprzedzającymi „Whole Lotta Love” Led Zeppelin o ponad trzy lata). Wyróżnić można znakomity groźny utwór „E Too D” (nazwany tak od sekwencji akordów, która napędza piosenkę). W innych można usłyszeć próby uzycia sprzężenia zwrotnego i rzężenia gitary („Sha-La-La-La-Lee” i „What’cha Gonna Do About It”). Nawet te mniej istotne piosenki na albumie utrzymują energię i intensywność na wysokim poziomie. Small Faces był powszechnie uznanym za jednego z najlepszych brytyjskich zespołów epoki Inwazji, który nigdy nie pojawił się w Stanach Zjednoczonych.

 

W 2008 roku zdecydowano by cyfrowo zremasterować wznowienie kolekcji  „Kinks: The Singles Collection” – kwintesencji brytyjskiego zespołu rockowo-popowego z lat 60. kierowanego przez piosenkarza i autora piosenek Raya Daviesa. Oryginalnie wydany w 1997 roku, ten wybór ich nagrań z lat 60. dla wytwórni Pye Records jest doskonałym wprowadzeniem do świata braci Davies i szczerego brzmienia brytyjskiego rocka z tego okresu. Nagrania The Kinks z lat 60. wywarły ogromny wpływ na pokolenia zespołów, począwszy od ruchów Punk i Mod późnych lat 70-tych. Zawiera 25 hitów, w tym „Lola”, „David Watts”, „You Really Got Me”, „Tired of Waiting for You” i „Cały dzień i całą noc”. Surowymi riffami „You Really Got Me”, „Till the End of the Day” i „All Day and all of the Night” Kinks położyli podwaliny pod hard rock i metal.  Wspaniałe ballady, takie jak „Waterloo Sunset”, „Dead End Street” i „Days”, należą do najbardziej pomysłowych muzycznych kreacji lat 60-tych. 25 utworów na tej płycie stanowi doskonały przegląd twórczości Kinksów, którzy wraz z The Beatles, Stones i The Who byli częścią Wielkiej Czwórki brytyjskiej inwazji lat sześćdziesiątych.


Steve Leggett z AllMusic napisał o kolekcji: „Chociaż generalnie nie są uważani za tak innowacyjnych jak ich współcześni The Beatles, The Rolling Stones czy The Who, The Kinks, dzięki stale ewoluującemu pisaniu piosenek Raya Daviesa i mocnemu akordowi brata Dave’a Daviesa, rozmytym brzmieniu gitary, mogło mieć większy wpływ na brzmienie późniejszych zespołów niż którakolwiek z tych grup. Ta wspaniała kolekcja jednopłytowa łączy single Kinks’ów dla Pye Records z lat 60. i zawiera akord mocy słyszany na całym świecie „You Really Got Me”, a także jego bliskie rodzeństwo „All Day and All of the Night”, „Tired of Waiting for You” i „Til the End of the Day”, a później i stosunkowo bardziej wyrafinowane hity, takie jak „Waterloo Sunset” i „Lola”. Efektem końcowym jest solidny chronologiczny przegląd najbardziej komercyjnego i wpływowego okresu Kinks.”

 

Czasami wydaje się, że Lovin’ Spoonful zostało zredukowane do przypisu w historii rock & rolla. Jednak niewielu z ich rówieśników mogło dorównać takim jak przebojom jak „Dream”, „Summer in the City” i transcendentnemu „Do You Believe in Magic?” – piosence, która wciąż może zmienić styczeń w czerwiec. Legenda głosi, że Spoonful wzięli udział w przesłuchaniu do The Monkees i byliby dobrzy w tych rolach, mając odpowiednie cukierkowo-słodkie brzmienie i ciepły humor w ciągłych dowodach. Ale to nie trwałoby długo: główny autor piosenek John Sebastian był zbyt samowolny i idiosynkratyczny, przychodząc jak Amerykanin Ray Davies w utworach takich jak „Younger Generation”, prorocza medytacja na temat przyszłych dylematów rodzicielskich pokolenia hippisów. „Greatest Hits” to świetne 26-utworowe wprowadzenie do wiecznie niedocenianego zespołu. (Taylor Parkes)
Rolę kompilacji największych przebojów spełnia doskonale „The Lovin’ Spoonful Summer in The City” (Daydreaming with The Lovin’ Spoonful 20 Greatest Hits) wydane przez Bigtime w 1988 roku.

Ten zestaw nagrań zawiera wszystkie jedenaście singli wydanych przez zespół w Stanach Zjednoczonych podczas gdy główny autor piosenek- John Sebastian, był członkiem zespołu, czyli w latach 1965-1968. Spośród nich wszystkie znalazły się na listach przebojów, a pierwsza siódemka znalazła się w pierwszej dziesiątce listy Billboard Hot 100. Piosenka „Never Going Back” ukazała się latem 1968 roku jako pierwszy singiel po tym, jak Sebastian opuścił zespół. Dodatkowy singiel „Jug Band Music” został wydany tylko w Kanadzie, ale pojawił się na drugim albumie zespołu w Stanach Zjednoczonych. Tytułowa piosenka do filmu Francisa Forda Coppoli „You’re A Big Boy Now” miała być na singlu, ale została wycofana. Jednak ta piosenka i jego niedoszła strona b „Lonely (Amy’s Theme)” są zawarte w tej kompilacji. Pięć z tych utworów pojawiło się na stronach b, a wszystkie 26 utworów pojawiło się na pięciu albumach i dwóch albumach ze ścieżką dźwiękową wydanych przez grupę za jej życia. Piosenka „Younger Generation” została wykonana przez Sebastiana w jego nieplanowanym występie na Woodstock; pojawia się również w filmie.
Jeden z pionierów Folk-Rock, lider grupy- John Sebastian, wraz z gitarzystą Zal’em Yanvosky’m, perkusistą Janem Carlem i basistą Stevem Boone zostali wprowadzeni do The Rock&Roll Hall of Fame w 2000 roku.

 


 

[1] Według: i

[2] Według:

[3] Na podstawie:

[4] Według:

[5] Według:

[6] W oparciu o:

[7] Mods – subkultura młodzieżowa powstała w Wielkiej Brytanii z końcem lat 50. XX wieku. Modsi wywodzili się głównie ze środowisk robotniczych, jednakże początki ruchu wywodzą się z londyńskiego Soho. Charakteryzowali się pedantycznym sposobem ubioru, nienawiścią do edukacji, zainteresowaniem najnowszymi trendami mody oraz muzyką eksperymentalną. Często nosili bujne włosy – bądź to ścięte na sposób „studencki”, bądź też ułożone w ekstrawaganckie fryzury. Lubili szokować pełnym jaskrawych barw, krzykliwym i prowokującym wyglądem. Chętnie opowiadali się za hasłami związanymi z rewolucją seksualną. Gusta muzyczne modsów oscylowały między rock and rollem, ska, rhythm and bluesem, modern jazzem, beatem, popem a hard rockiem. Modsi stworzyli ciekawą mieszankę nowoczesnych nurtów w muzyce i elementów muzyki starego pokolenia. Entuzjastycznie przyjmowali wytwory sztuki awangardowej (https://pl.wikipedia.org/wiki/Mods).

 


Przejdź do części drugiej >>
Przejdź do części trzeciej >>
Przejdź do części czwartej >>

Kolejne rozdziały: